niedziela, 30 września 2012

Wpis11

Przebudziłem się w południe. Nadal doskwierał mi ból rany z wczoraj. Miałem rozcięte od obojczyka do połowy brzucha. Denerwowała mnie ta rana.. Wygramoliłem się z łóżka. Nie zakładałem nic na górę, by czasem rany nie otworzyć lub by zakażenie się jakieś nie dostało. Dopiero teraz rozejrzałem się i dostrzegłem, iż jestem u siebie w pokoju. Zszedłem na dół. Przywitałem się z pracownikami i skierowałem na miasto, albo był taki zamiar. Gdy już miałem otwierać drzwi wyjściowe słabo mi się zrobiło. Nie wiedziałem dlaczego... Skąd przyszło te osłabienie. Czułem mrowienie po całym ciele, zimno mi się zrobiło, nie umiałem spokojnie złapać oddechu. Służący od razu mnie zabrali do gabinetu lekarzy, co mieszkają u mnie. Tam położyli mnie i lekarze przebadali. Miałem wszystko zamazane przed oczami. Dopiero po kilku minutach wróciło wszystko do normy. Lekarze powiedzieli, że mam się nie ruszać dziś nigdzie.. Świetnie.. Ciekaw jestem co z Aishą.. I Lorienem. Godziny mijały, a ja zostałem przygwożdżony do łóżka. Słońce powoli zachodziło.. Cały dzień stracony.. Nagle ktoś wpadł do gabinetu. Momentalnie skierowałem tam swój wzrok. To był Chung. Spojrzał na mnie i po jego minie widać było, że się martwi o mnie.
-Mówiłem Ci że miałeś iść do szpitala.

-Daj już spokój.
. - Odwróciłem głowę w stronę okna. - Co z Aishą?
-Wszystko z nią w porządku nie odniosła żadnych obrażeń tylko.. - Uciął znowu. Nie lubię gdy ucina właśnie w takich momentach swoją wypowiedź.
-Tylko?

-Pierwsze o co się spytała to o Ciebie, chciała Cię koniecznie zobaczyć.

-Powiedziałeś jej wszystko?
- Skierowałem wzrok na niego.
-Tak.
- Westchnąłem, też chciałem ją zobaczyć, ale w tym stanie to co najwyżej mogę sobie o tym pomarzyć. - Nie zdziw się jak przyjdzie do Ciebie. - Pomachałem ręką mu na znak, że rozumiem.
-Dzięki. Za wszystko.

Uśmiechnął się i wyszedł. Wstałem z łóżka i skierowałem do salonu. Oczywiście z pomocą lokaja, bo bym sam o własnych sił nawet nie wyjść z gabinetu.. Nienawidzę, gdy jestem bezradny.. Usiadłem na mojej kanapie i kazałem przynieść coś do jedzenia; dobrego i nie zbyt trudnego do przełknięcia. Jakby nie patrzeć nie jadłem nic od kiedy wstałem. Z nudów włączyłem telewizor i przeglądałem kanały. Nic ciekawego.. Jak zawsze. Przełączyłem na wiadomości i tam dowiedziałem się, że od jutra są zapisy na Dungeona Mastera. Może być ciekawie. Zapiszę się, gdy tylko wrócą mi siły, bo póki co wyglądam jakbym jedną nogą był na tamtym świecie. Po kilku minutach dostałem swój posiłek. Rosół - świetnie, przygotowany przez Emilię, więc się nie potruje. Gdy skończyłem jeść wyłączyłem telewizor i oparłem głowę o oparcie kanapy. Zamknąłem oczy i rozmyślałem, co ja zrobię jak Aisha przyjdzie.. Był już późny wieczór i dzwonek do drzwi. No to się zaczyna... Kilka chwil potem Aisha weszła do salonu. Spojrzałem na nią po czym skierowałem wzrok na stół. Podeszła bliżej.
-O mój Boże.
. - Wejrzałem na nią, a ta już mi usiadła na kolana.
-Co Ty robisz?
- Delikatnym ruchem ręki przejechała po mojej ranie. Od razu wziąłem jej rękę, sam jej nawet nie dotykam, bo to sprawia ból. Wejrzała na mnie pytająco. - Nie dotykaj..
-To niby jak mam Cię wyleczyć idioto?
- Znowu zaczyna... Wyrwała rękę z uścisku i zaczęła leczyć moją ranę.
-Nie musisz tego robić.
- Odrzekłem i spojrzałem jak moja rana powoli się zabliźnia.
-Jeszcze jedno słowo, a Ci przyłożę.
- Spłynęła jej łza po policzku. Dotknąłem jej twarzy i przetarłem łzę. Nie chce jej widzieć zapłakaną.
-Żebym to ja Tobie nie przyłożył za te głupoty, co odwalasz..

-Jak skończę to.. Muszę Ci coś powiedzieć
. - Ciekawe niby co. No nic czekałem, aż wyleczy moją ranę. Z minuty na minute czułem się lepiej, ból ustępował. Gdy skończyła nadal trzymała ręce na moim ciele.
-Więc? Co takiego chcesz mi powiedzieć?

-Ja..
- Przytuliła się do mnie. - Zrobię wszystko, absolutnie wszystko byśmy znowu byli razem. Możesz zrobić, co chcesz ze mną tylko proszę, chcę znowu być z Tobą. - No to mnie zaskoczyła.
-Wszystko?

-Wszystko, co będziesz chciał.
- Teraz mógłbym ją.. Nie wróć, taki podły dla niej nie będę. Po części to moja wina, więc.. Przytuliłem ją do siebie.
-Jedyne czego chcę od Ciebie to to.. Byś była zawsze mi wierna, bym miał z kim spędzić czas, porozmawiać. Przydałoby się byś czasem mnie słuchała..
- Ucałowałem ją w policzek.
-Zawsze będę przy Tobie... Zawsze. Źle mi było bez Ciebie.
- Wplotła dłoń w moje włosy.
-Mi też.. Nie chce by się to znowu powtórzyło.

Przybliżyłem ja bliżej do siebie. Spojrzałem w jej oczy i pocałowałem ja w usta. Dawno nie czułem smaku jej ust. Bez zastanowienia odwzajemniła. Całowaliśmy się dziko namiętnie. Przytuliłem ją mocniej do siebie. Przerwałem nasze pocałunki i muskałem wargami jej szyje. Z czasem położyliśmy się. Cały czas była we mnie wtulona. Pozwalała mi na wszystko w sumie jak sama powiedziała, mogę robić, co chce byle znowu byliśmy razem, więc jak już daje się dostępna to trzeba wykorzystać okazję. Zacząłem znowu całować jej usta i wodziłem rękami po jej ciele. Dotykałem ją gdzie chciałem od czasu słyszałem lekkie pojękiwania. Rozpiąłem jej górę ubrania. Chciałem czuć jej ciepło, wodziłem ręką od klatki piersiowej, aż do nogi kilka razy. W końcu zawiesiłem rękę na jej udzie i całowałem jej szyję. Gdy tylko złapałem ją za tylną część ciała wbiła mi swoje pazury w plecy. Wyszeptałem jej by mnie nie raniła jak już jesteśmy razem. Nie odrzekła nic, bo w sumie jej nie pozwoliłem, gdyż już zacząłem ją z powrotem całować. Jak już zadowoliłem się nią położyłem głowę na jej klatce piersiowej, jedną rękę miałem wplecione w jej włosy, a drugą trzymałem. Aisha wolną ręką głaskała mnie po głowie.
-Nigdy więcej Ci nie pozwolę na to co zrobiłaś i nigdy więcej nie rań mnie jak to miało miejsce kilka dni temu.

-Wiem, za dużo mam do stracenia.. Teraz będę Cię słuchać jeśli chodzi o misję.

-Aha, a resztę to mam Ci dawać wolną rękę?

-Nom.
- Dźwignąłem głowę i spojrzałem na nią.
-Zapomnij.

-Ale..
- Nie dokończyła, bo zamknąłem jej usta swoimi. Gdy zakończyłem pocałunek spojrzałem w jej fioletowe oczy.
-Pozwól mi Ciebie chronić.
- Patrzała się ciągle po czym westchnęła
-Dobra niech Ci będzie.

Uśmiechnąłem się i obdarzyłem ją swoim typowym spojrzeniem. 3 sek i skierowała wzrok w drugą stronę. Chyba to jest jedyna rzecz do której, ma słabość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz