One Shot - Perfect Duo?

Postacie: Noblesse

Zza firan, do sypialni wpadały promienie porannego światła, a w łóżku słodko i niewinne spala krucha osóbka. Kasztanowe włosy częściowo zakrywały jej twarz. Gdy promienie słońca padły na twarz dziewczynki, od razu zrobiła zniesmaczony wyraz twarzy i zaciągnęła kołdrę na twarz. Chwilę później do pokoju wszedł mężczyzna.
- Lu, obudź się. Już ranek. - Podszedł do okna i odsłonił firany. Słońce wlało się do pokoju, a chłopak obserwował zewnętrzny krajobraz.
- Jeszcze pięć minut, Ciel - wymamrotała i obróciła się w łóżku, zakrywając całą siebie kołdrą.
- Za pięć minut naleśniki ci wystygną.
Niczym piorun dziewczyna zerwała się z łóżka i spojrzała na Ciela.
- Polewa... o jakim smaku? - zapytała. Chłopak skierował się do wyjścia i odpowiedział:
- Czekoladowym.
Lu od razu wybiegła z pokoju, zabierając ze sobą okulary i ubrania. Umyła się, ubrała w biały sweter, który sięgał do połowy ud, krótkie spodenki by bielizny nie było widać i Lu zabierała się za rozczesywanie włosów. Gdy tylko udało jej się oddzielić grzywkę od reszty włosów miała problem z ich rozczesaniem. Czesała, syczała, tupała nogami aż w końcu krzyknęła.
- CIEL!
Kilka chwil później chłopak wszedł do łazienki i spojrzał na nią, i jej naburmuszoną minę. Zaśmiał się po cichu. Dziewczynka się lekko zarumieniła.
- Nie śmiej się... - syknęła i założyła ręce.
Podszedł do niej i wziął grzebień do ręki.
- Z włosami musisz się ostrożnie posługiwać, Lu albo sobie je wyrwiesz - odparł po czym łagodnym ruchem grzebienia zaczął rozczesywać burzę włosów dziewczyny. Gdy Ciel był zajęty jej włosami, ona, kątem oka, w lustrze, obserwowała go. Czarne, długie włosy, spięte w kucyk, który swobodnie spadał z prawego ramienia, schludnie zaczesana grzywka, która zakrywała jego prawe oko, ubrany w typowy strój służącego - biała koszula, na nią czarna, z złotymi ozdobami, kamizelka oraz czarny krawat. Zapatrzyła się chwilę i nie zauważyła, że chłopak dźwignął swój wzrok - tek, właśnie ten wzrok. Jego czerwone oczy przyciągały uwagę. Jej bujanie w obłokach zniszczył głos, który się za nią odezwał.
- Kok chcesz mieć z prawej czy lewej strony? - zapytał, a Lu dopiero po pytaniu jakby się zbudziła.
- Obojętnie, gdziekolwiek on będzie, będzie dobrze wyglądać  - odpowiedziała i zamknęła oczy na chwilę.
- Zamyśliłaś się przez chwilę. Coś się stało? - ponownie spytał łagodnym tonem.
- Nie specjalnie - odparła, jednak po chwili dodała: - chociaż w sumie. - Otworzyła oczy i spojrzała na niego. - Zastanawiam się, czemu jeszcze żony nie znalazłeś.
Ciel westchnął.
- Znowu poruszasz ten temat, Lu.
- Bo jest zabawny i twoje reakcje za każdym razem - dodała i się zaśmiała.
- Okrutna jak zawsze - odparł z uśmiechem i skończył czesać jej kasztanowe włosy.
Dziewczynka od razu wybiegła z łazienki i poszła do kuchni, gdzie czekały na nią naleśniki z polewą czekoladową. Oblizała się i zaczęła delektować się pysznym, a zarazem słodkim śniadaniem. Ciel poszedł do swojego pokoju po marynarkę i broń, bo w sumie, gdy tylko Lu skończy jeść od razu udają się sprawdzić listę misji na dzień dzisiejszy. Pościelił przy okazji łóżko dziewczyny i gdy wychodził usłyszał jej głos.
- Ciel, do zlewu dam talerz. Później pozmywasz.
Ech, nic by się nie stało gdybyś chociaż raz pozmywała za sobą.
Pomyślał Ciel i pokręcił głową. Zamknął drzwi do jej pokoju i wszedł do kuchni.
- Och, Ciel. Idziemy już? - zapytała kierując się do drwi wyjściowych.
- Tak, i tak już jesteśmy spóźnieni - odparł, po czym zamknął drzwi do kuchni i poszedł w kierunku wyjścia.
- E tam. Dwie minuty w jedną czy drugą stronę nie zrobi różnicy. Poza tym - ciągnęła pewny siebie tonem głosu - ja jestem demonem, wysokiej rangi demonem, więc prawa ludzkie mnie nie obchodzą. W sumie ciebie też nie, Ciel. - Założyła buciki, odwróciła się i wskazała na niego palcem - Jesteś moim sługą, który dzieli ze mną jedną duszę.
- Może i tak, ale skoro już żyjemy w tym świecie to wypada się dostosować - odparł, po czym otworzył drzwi wyjściowe.
- Pff, jak uważasz.
Rzuciła i razem wyszli do centrum miasta Ranoxu.
Miasto jak zwykle tętniło życiem. Mieszkańcy miasta kierowali się w swoje kierunki, w tym nasi bohaterowie. Ich celem było spotkanie z burmistrz Edel oraz pozostałymi członkami Poszukiwaczy El. Zanim jednak dotarli do pani burmistrz, zaczepiła ich kapłanka ognia - Ignia.
- Hejooo~ - krzyknęła uśmiechnięta do nich i podbiegła, machając ręką. Lu zmierzyła ją lodowatym spojrzeniem, natomiast Ciel stał tuż obok niej i również przywitał ją chłodny spojrzeniem. Kapłanka westchnęła i odparła: - Dalej się gniewacie za to co się wydarzyło? Przecież wytłumaczyłam wam wszystko.
- Nie odzywaj się do mnie, zdrajczyni. - Odrzekła ostro Lu i kontynuowała - Masz tupet by zwracać się do mnie jakby nigdy nic. Nie dość, że zdrajczyni to taka bezczelna. Żal mi ciebie... kapłanko ognia.
Po tych słowach radość z twarzy kapłanki znikła i spuściła głowę.
- Ciel, idziemy, bo się spóźnimy.
Chłopak przytaknął i szedł razem z dziewczyną do pani Edel. Ich relacje w domu, a na zewnątrz drastycznie ulega zmianie. O ile w mieszkaniu ich status jest na tym samym poziomie, tak będąc w publicznym miejscu zachowują dystans i relacje między sobą, takie, jakie powinny być między panem (w tym przypadku panią), a służącym. Z tych właśnie powodów budzili podziw i zazdrość wśród mieszkańców oraz samych współtowarzyszy. Gdy tylko dotarli do Edel to mocno ich skarciła. Koło dwudziestu minut się spóźnili przez to wszystko, jednak koniec końców i tak pani burmistrz dała im za zadanie patrolować wschodnią część miasta. Pomimo, że udało im się jakoś powstrzymać odrodzenie Boga Demonów to jednak szkody i problemy jakie zostawił po sobie były ogromne.
Szybko udali się na miejsce patrolu i sprawdzili cały teren. Po potworach czy innych załamań terenów, śladów widać nie było, więc poszli pospacerować na dalszym terenie. Po kilku minutach Lu westchnęła.
- Ne, Ciel. - powiedziała po czym spojrzała na swojego służącego, a on na nią - Zdejmij marynarkę.
Chłopak spojrzał na nią zdziwiony, ale zrobił co kazała. Dziewczyna wzięła marynarkę, poskładała na wpół, położyła na ziemi i usiadła na niej. Ponownie westchnęła - Szkoda, że w okolicy nie ma żadnej restauracji czy miejsca do spoczynku. - Oparła łokcie o kolana i twarz podparła dłońmi.
Tak. Wzięłaś, i zrobiłaś z mojej marynarki koc piknikowy.
Ciel pokręcił głową i rozejrzał się po terenie. Zdewastowany przez demoniczną moc Boga Demonów. Tylko ręka wyszła, a cały kontynent szlak trafił. Chłopak po chwili spojrzał na Lu, która wpatrywała się w przestrzeń. Wziął i wyciągnął z torby woreczek z ciasteczkami. Zawsze miał ją przy sobie z potrzebnymi rzeczami by dogodzić swojej pani oraz notesik do zapisywania obserwacji. Podszedł do niej i uklęknął. Lu spojrzała na niego znudzona, a gdy zobaczyła w jego ręce ciasteczka od razu jakby ożyła. Uśmiechnęła się promieniście i spojrzała na niego pełna radości.
- Z czym teraz są? - zapytała z ciekawości.
- Jedne posypane cukrem, a drugie z nutą miodu.
- Ihihi - zaśmiała się i poczęstowała się kilkoma. Po zjedzeniu czuła się jak w niebie albo bardziej jak krainie słodkości. - Przeeepyszneee.
Gdy mała Lu delektowała się słodkościami, Ciel wyczuł czyjąś obecność w ich rejonie.
Z lewej? Za nami? Na pewno coś się porusza w tych kierunkach.
Wstał i wyciągnął broń, po czym uważnie obserwował tamto miejsce. W ułamku sekundy, zza krzaków, w ich stronę wyskoczyła dzika bestia. Była w niebieskich płomieniach i czarnym szkielecie. To było pewne, że jest to ocalały demon z głębin. Ciel szybko i precyzyjnie wycelował w potwora. Kilka strzałów i zwierze rozpłynęło się w powietrzu. W tym samym czasie, Lu jakby nigdy nic jadła ciasteczka i nie interesowało co się działo dookoła, aż do czasu gdy zjadła je wszystkie.
- Nee, Ciel. Skończyły się. Masz jeszcze? - zapytała spoglądając na niego. Chłopak odwrócił się i spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Wiesz Lu. Tak jakby mamy towarzystwo, a ty się pytasz...
- Wiem przecież - przerwała mu w środku zdania - dlatego się pytam, żeby ci potem nie przeszkadzać.
W momencie, w którym rozmawiali, pozostałe stado tamtej bestii raczyło się pokazać. Chłopak spuścił głowę i zakrył ją na chwilę ręką.
Ona jest niemożliwa.
Pomyślał po czym przy pomocy magii przywołał swoją drugą broń - Marbas. Ustawił się do pozycji strzeleckiej po czym odparł:
- W torbie zostały jeszcze dwa zestawy ciastek. Jedna na popołudnie, druga na wieczór, ale skoro nie umiesz się powstrzymać to jedną możesz wziąć.
Lu przytaknęła i zaczęła grzebać w torbie szukając łakoci, natomiast Ciel zabrał się za eliminację wrogów.
Szybkość reakcji oraz precyzja ataków była przerażająca. Skupiony na swoim celu, czarnowłosy pozbywał się zagrożenia w taki sposób by siebie nie zranić, a tym bardziej swoją panią. Strzał za strzałem, w różne kierunki, manewry tak dużą bronią wydawały się jakby działo samo się poruszało i wystrzeliwało. Po kilku minutach po przeciwnikach nie było najmniejszego śladu. Ciel wrócił do swojej pani, a ona uśmiechnęła się i zaklaskała kilka razy.
- Jak zwykle szybko radzisz sobie z przeciwnikami, Cieel~
Chłopak odwolal broń i lekko się skłonił.
- Mam nadzieję, że nie przeszkodziło ci to w czasie odpoczynku.
- Nie-e
Po tych słowach wstała i się rozciągła. Ciel podszedł i zabrał swoją marynarkę, i udali się w drogę powrotną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz