środa, 26 września 2012

Wpis11

Piękny, słoneczny dzień, lekki powiew wiatru, nic więcej do szczęścia nie trzeba no może jeszcze by już nie było tych potworów.. Chodząc po pięknej okolicy Hamel spotykałem wiele osób, które tak samo jak ja walczą o swoją wolność. Wyjątkowo Hamel tętniło życiem, a tym samym miałem chęci do wykonywania swoich obowiązków. Nie zwlekając dłużej udałem się do Penentio po kolejne zadanie i.. czeka mnie wycieczka do "lodowej krainy". Zimno, wiatr, śnieg, potwory, a do tego jakiś kościotrup bawiący się magią - Avalanche. No tak można się było tego spodziewać mam jedynie nadzieję, że tam nie zamarznę ale na samą myśl o tym, nie mam ochoty się tam wybierać, tylko tu zostać z ciepłym słoneczkiem. Jednak robota to robota trza wykonać! Jak mnie Sylph przyłapie na obijaniu to bym nie miał lekko( wraca do przeszłości ). Więc w drogę! Lodowate bramy wyglądają dość interesująco jeszcze w połączeniu z potworami daje mi popęd do walki. Ale chwila chwila nie jestem tu od pisania jak wygląda krajobraz ( no może innym razem opisze jak tu jest )tylko od walczenia... Przechodząc dalej i dalej coraz bardziej dokuczała mi pogoda tutaj no jak idzie w takim mrozie walczyć... No nic dotarłem do Avalanche i zdziwiłem się jak to coś może w ogóle istnieć na ziemi?! Czego to ja w życiu nie widziałem.. Nawet moje koszmary nie mieszczą czegoś takiego->czyt. Aisha. Po dość interesującej walce( tak bicie, skakanie, uciekanie przed lodowatymi strzałami ) od razu wyszedłem z tego miejsca zostawiając resztę potworów tutaj. Już rąk nie czuje, ani mojego ciała. Ledwo wyszedłem to od razu do słońca i położyłem się jak długi na pobliskim wzgórzu. Jak już "odmarzłem" wróciłem do Hamel zdać relację Penentio. Teraz jak już tam pójdę dokończyć eliminowanie potworów to założę coś na siebie by nie stać się posagiem lodowym...http://www.youtube.com/watch?v=KoX0XfrTTB0
Następnie zawróciłem do Elder pomóc w zmianie klasy( tak wielkie gratulacje ode mnie ), a potem w misji na skilla( nie martw się dropnie prędzej czy później, Camila jest wymagająca cóż zrobić..)

Potem wypad na teren skażony. Tia dawno się nie było jednak poszło łatwiej jak kiedyś.
Dziś w końcu też wbiłem max dostępny lv czyli 60. Czy się cieszę? Pewnie, że tak ale to, że mam max lv nie oznacza, że to koniec mojej przygody. Jeszcze wiele przede mną no i.. nie skompletowałem jeszcze mojego setu avatara< broń + acc>.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz