Strasznie ciężko dziś było znaleźć party na Henira, aż sam się zdziwiłem
( oczywiście pomijając chamów ). Większość czasu stałem z Camillią i
oglądałem jak inni walczą. Znowu zaczęła mnie męczyć bym powalczył,
jednak dziś nie chciało mi się. Gdy tak rozglądałem się dostrzegłem
Ravena, który również przyszedł. Za pewne szykuje się na pvp. Osobiście
lubię oglądać go w akcji. Zawsze mnie ciekawi, jak on tak umie wszystko
przemyśleć podczas walki i wyprowadzać ataki. Jak na moje życzenia
kolejna walka była jego. Walka nie trwała długo szybko rozprawił się z
swoim przeciwnikiem. Gdy wyszedł z areny podszedłem do niego.
-Siema.
-Cześć
-Nieźle się z nim rozprawiłeś.
-Będąc szczery słaby był. Nie ma jeszcze wyćwiczonych niektórych zmysłów podczas walki jak i ruchów.
-Odezwał się spec.. - Zaśmiałem się pod nosem. - Jutro ten Twój test co nie?
-Ta. Muszę się do niego przygotować. - Udaliśmy się w drogę powrotną do domu Ravena.
-Na pewno go przejdziesz szybciej jak my.
-No nie wiadomo. Zresztą zauważyłem, że będę mieć go godzinę później.
-Że co? - Wejrzałem na niego z zdziwieniem.
-No mam go godzinę później, niż wy mieliście.
-To jest niesprawiedliwe.. - Ten to ma się dobrze, wyśpi się, wstanie bez problemów zaliczy to w godzinę.
-No ja nie ustalam godzin. Właśnie jak już rozmawiamy. Jak wam idzie?
-Wam? Możesz sprecyzować? - Domyślam się, że chodzi o mnie i Aishę ale wolę się upewnić.
-No Ty i Aisha. - Wejrzał na mnie. Ja nadal szedłem przed siebie.
-Hmm, póki co jest dobrze. Przynajmniej nie jest taka jak Rena, wtedy to bym się wycofał na samym starcie.
-Haha. To dobrze, że wam się powodzi.
-Powiedz mi, jak Ty z Reną wytrzymujesz? Stary ja to na serio bym wysiadł. - Wejrzałem na niego.
-Szczerze to mi nie przeszkadzają jej humorki. Poza tym jestem człowiekiem spokojnym, więc nie dodaje oliwy do ognia.
-Jakieś sugestie? - Czy on chce przez to powiedzieć, że ja..
-Nie skądże. - Spojrzał na mnie. - Chyba nie myślałeś, że..
-Nie skądże. - Uciąłem mu w środku zdania.
Szliśmy przed siebie, aż w końcu dotarliśmy do jego domu. Pożegnaliśmy
się i wróciłem do siebie. Wszedłem do domu i od razu usłyszałem znajomy
głos dobiegający z salonu. Poszedłem tam i Aisha wygodnie siedzi sobie w
fotelu.
-Można wiedzieć, co Ty tutaj robisz? - Odwróciła się w moją stronę i podbiegła z jakąś kartką w ręce.
-Powiedzieli mi, że niedługo wrócisz, więc postanowiłam poczekać, bo mam Ci coś do powiedzenia.
-Niby co takiego? - Dała mi kartkę i czytam. Wejrzałem na nią. - Żartujesz chyba?
-Nie nie żartuje, pójdziemy tam prawda? - Spytała się z swoim uśmiechem na cała twarz.
-Nie nie pójdziemy. Zapomnij, nie pójdę na.. - Wejrzałem na to, by doczytać.- Na ten bal.
-Dlaczego?!
-Bo jestem od walczenia, a nie tańczenia. - Oddałem jej kartkę i poszedłem położyć się na kanapę. Aisha szła za mną.
-No ale będzie fajnie zobaczysz. Zresztą, co Ci szkodzi.
-Dużo, nie chce mi się i już. - Położyłem się, a Aisha usiadła obok.
-Nigdy nic Ci się nie chcę.. Tylko ten jeden raz no proszę..
-Zapomnij, nie pójdę. - Nastała cisza.
-HA! Wiem dlaczego nie chcesz iść! - Wstała zadowolona swoim odkryciem.
-Ta? - Wejrzała na mnie z pewnością w oczach.
-Bo nie umiesz tańczyć taka prawda!
-Jasne.. Ciekawe skąd to wiesz.
-Bo nigdy nie widziałam stąd to wiem, a skoro nie widziałam i nikt nie widział znaczy, że nie umiesz.
-Ciekaw jestem czego jeszcze się dowiem o sobie.. - Uderzyła mnie w ramię. Uwielbiam się z nią drażnić.
-Hm to pokaż, że umiesz wtedy Ci uwierzę, że potrafisz.
-Nie będę nic pokazywał. - Zawołałem służbę i
kazałem przynieść im film, który został nagrany, gdy opuszczałem swoje
rodzinne strony. Wtedy wyprawiono małe przyjęcie. Jak już przynieśli,
włączyłem. - To sobie to zobacz, a potem możemy dalej rozmawiać. - Wejrzała na mnie i potem patrzała ciągle na ekran. Ja znowu się położyłem i czekałem, co teraz wymyśli.
-Hmm... Em. E to ten no...
-Hm? Co tam mówisz? - Otwarłem jedno oko i wejrzałem na nią.
-Dobra ok.. No więc, skoro umiesz to dlaczego, nie chcesz się zgodzić!?!? - Zaczęła znowu krzyczeć..
-Nie krzycz, przecież doskonale Cię słyszę. Mówiłem jestem od walczenia, nie tańczenia.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie!
-Jest, a Ty się uspokój.
-Nie będę spokojna! Masz mnie tam wziąć, albo koniec z nami phi. - Usiadła obrażona w fotelu, a ja tylko patrzałem i nic sobie z tego nie robiłem.
-To jest szantaż.
-Trudno.
-To idź droga wolna, przecież Cię siłą trzymać nie będę. - Zapadła znowu cisza.
-Jak możesz.. Jak możesz być taki nie czuły!? - Jej głos drżał,
a w oczach pojawiły się łzy. Podszedłem do niej. Chyba trochę
przesadziłem.. Chciałem wytrzeć jej łzy jednak odtrąciła moja rękę. - Zostaw mnie.. - Wstała i kierowała się do wyjścia.
-Dokąd się wybierasz?
-Nie Twój interes. - Złapałem ją za ramię.
-Nigdzie mi stąd nie pójdziesz.
-Właśnie, że pójdę i zostaw mnie!
Wyrwała się i wybiegła z domu. To teraz sobie narobiłem kłopotów..
Poszedłem jej poszukać. Było już późne południe i nadal ani śladu po
niej. Poszedłem do jej mieszkania spytać, czy wróciła jednak nie było
jej. Zacząłem się o nią martwić i wtedy.. Przypomniało mi się pewne
miejsce, do którego lubiła zawsze przychodzić. Od razu tam pobiegłem. Za
parkiem znajduję się niewielka łąka z płynącą rzeczką. To jest ostatnie
miejsce, gdzie może być. Na szczęście tam siedziała. Uspokoiło mnie to
trochę. Poszedłem w jej kierunku.
-Więc, to tu się udałaś.. - Usiadłem koło niej. Nie uderzyła, ani nie krzyczała na mnie. Zdziwiło mnie to.
-Zostaw mnie samą. - Wypowiedziała półszeptem.
-No to chyba będzie problem, bo Cię nie zostawię.
-Daj mi w końcu święty spokój! - Krzyknęła po czym wstała i kierowała się do miasta. Wstałem i znowu złapałem ja za ramię.
-Nie dam, bo mi zależy.
-Wcale nie zależy i puść mnie! - Chciała znowu się wyrwać, jednak tym razem na to jej nie pozwoliłem. - Czego Ty chcesz ode mnie co? - Szarpnąłem ja do siebie.
-Ciebie chcę. Niczego więcej mi nie trzeba.
Nie czekając dłużej pocałowałem ją. Początkowo się wyrywała, jednak
później uległa. Trwaliśmy tak przez dłuższy czas, po czym się mocno do
mnie przytuliła.
-Kocham Cię wiesz. - Po dłuższej chwili wypowiedziała te słowa, na które czekałem od dawna.
-Ja Ciebie też.
Odprowadziłem ją do domu, jednak bałem się trochę ją zostawiać samą..
Jednak zapewniała mnie, że nic nie zrobi i będzie czekać na mnie jutro.
Pozostało mi tylko wierzyć w jej słowa.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz