środa, 26 września 2012

Wpis10

Z rana pomagałem Animię się pakować. Dziś wraca do rodzinnego domu. W końcu, będę mieć spokój i wrócę do normalnego życia. Gdy już się spakował udaliśmy się przed dom. Tam czekał już transport na niego. Załadowałem jego bagaże, a on stał przed powozem i miał głowę spuszczoną w dół. Skierowałem się w jego stronę.
-Coś nie tak? - Zapytałem i przykucnąłem.
-Nie nic, tylko.. Będzie mi Ciebie brakować, jak i innych, co tu poznałem.
-Zapewne trochę czasu minie, zanim przyzwyczaisz się znowu do rodzinnych stron i tamtejszych ludzi. Poza tym, rodzice pewnie Cię znowu kiedyś przyślą do mnie.
-Możliwe, ale chciałbym zostać dłużej.. Nie pożegnałem się z Luizą..
-Jak ją spotkam, to mogę jej przekazać, co masz do powiedzenia. - Wyciągnął z kiszeni kartkę.
-Daj jej to. - Odebrałem kartkę i schowałem.
-Przekaże jej, możesz być o to spokojny.
Przytulił się do mnie i zaczął płakać. Dlatego nienawidzę pożegnań.. Po paru minutach ochłonął i wsiadł do powozu. Uśmiechnąłem się do niego.
-Niedługo się zobaczymy.
-Mam taką nadzieję. - Pomachał z szerokim uśmiechem i odjechał.
W końcu jestem wolny. Cieszyłem się, że już nie będę musiał się niczym martwić, chociaż z drugiej strony.. Trochę będzie mi go brakować. Ah i jeszcze ten liścik muszę dać tej małej.
Udałem się do parku, poszukać jego przyjaciółki. Miałem szczęście siedziała razem z swoją siostrą tam gdzie zwykle. Albo powiedziałbym szczęście w nieszczęściu... Podszedłem do nich. Luiza przywitała mnie uśmiechem, a jego siostra serdecznym spojrzeniem. Oddałem w ręce dziewczynki list od Animy, nie czekałem, aż go przeczyta tylko pożegnałem się i wracałem do domu. Przechodziłem koło Camilli.
-Elsword! - Usłyszałem wołanie Cmilli. Podszedłem do niej.
-Hej, no co tam?
-Może mała rundka pvp dawno Cię nie było.
-Może innym razem. Jakoś nie mam werwy do walki. - Odparłem patrząc na walczących w arenie.
-Jeśli nie będziesz walczyć to stracisz swoje miejsce. - Odrzekła uśmiechając się.
-Póki co, nie widzę by ktoś mnie przebił. -Spojrzałem na tablicę. Osoba z 2 numerem. Brakuje 100 wygranych walk.
-Jak chcesz, ale chciałabym znowu zobaczyć Cię w akcji. - Poklepała mnie po ramieniu. - No ale zmuszać nie będę. - Zaśmiałem się po cichu.
-Spokojnie, jeszcze nie raz będziesz mnie oglądać.
Rozmawialiśmy o różnych dziwnych sytuacjach podczas walk, niespodziewane wygrane. Po dłuższym czasie podbiegła do mnie Aisha i rzuciła mi się na plecy.
-Elsword. Hej. - Odrzekła śmiejąc się. Wejrzałem w jej stronę. Zeszła ze mnie. Odwróciłem się i pocałowałem na przywitanie. Była bardzo tym zadowolona.
-Już znudziły Ci się zakupy?
-Nie nie, tak chciałam pooglądać walki. Mówię Ci, czasem to tu są lepsze wrażenia, jak oglądanie jakiegoś filmu.
-Nie wątpię.
-Jak już się spotkaliśmy.. Może pokaże Ci co nowego się nauczyłam? - Przytuliła się patrząc na mnie tym swoim spojrzeniem, którego opisać nie umiem.
-No można. - Odwróciłem się w stronę Camilli. - Weź daj nam dużą plansze, bez systemu rankingowego.
-Już się robi! - Odrzekła zadowolona i przygotowała nam arenę. - Gotowe, możecie wchodzić.
Weszliśmy i.. Duża obszerna arena.. Most Nadziei. Camilla zawsze wiedziała, jakiego terenu potrzebuje.
-Dobra to ja będę stać, a Ty się pobaw.
-Hihi, ciekawa jestem jak Ci się spodobają moje nowe umiejętności.
http://www.youtube.com/watch?v=3VYP9VxEfh8

Trująca chmura, potem dziwne coś przywołane, skała i ten jej magiczny atak po serii ognistych kulek. Muszę przyznać, że dość ciekawe umiejętności. Cóż skoro ona się bawi, to ja też mogę. W tym samym czasie użyliśmy swoich najlepszych ataków i zeszły się ze sobą. Do tego, ja jeszcze oberwałem z tych laserów. Czasowo jest dłuższe... Gdy już dłużej nie miałem sił, usiadłem i odpoczywałem. Dawno tak nie oberwałem, w prawdziwej walce nie miałbym problemów, ale dla zabaw to zawsze jestem poobijany. Aisha usiadła koło mnie.
-No i co o tym sądzisz?
-Hmmm.... - Patrzała na mnie z wyczekiwaniem na odpowiedź. - Interesujące masz te nowe ataki. Jestem pod wrażeniem, poszło Ci lepiej i szybciej jak na ostatniej naszej walce. - Zaśmiała się i pocałowała w policzek.
-Hm, a powiedz mi. - Skierowałem wzrok na nią. - A jak Ci się podoba mój nowy wygląd, bo wczesniej odpowiedzi nie uzyskałam..
-Wiedziałem, że o to spytasz. - Skierowałem wzrok w chmury. - Wyglądasz ładnie, jak zawsze w sumie. Tylko te Twoje ubranie.. Jest bardziej wyzywające jak poprzednie. - Skrzywiła minę.
-Dzięki... - Odwróciła głowę w druga stronę, ale nadal przytulona do mnie.
-No taka prawda. Nie wiem, skąd te Twoje oburzenie. - Spojrzałem w jej stronę.
-Nie moja wina, że mi takie dają. - Odwróciła się z powrotem do mnie.
-Twoja wina, że to zakładasz. Możesz przecież odmówić. - Uderzyła mnie w ramię.
-Pf, jak dają to się bierze.
-Tak tak oczywiście. - Lubiłem zawsze z nią się drażnić.
-Jesteś wredny..
-Miło słyszeć. - Zmieniła wzrok na wrogi.
-Zawsze jesteś obojętny w kwestii wyglądu.
-Ty to powiedziałaś. Tylko, że hmm pomyślmy. Ja nic nie robię, a zawsze tłum ludzi, w tym głównie z zaznaczenie na dziewczyny nie umieją oderwać ode mnie wzroku. - Wzruszyłem ramionami, a Aisha się zdenerwowała teraz.
-No i co z tego.. Mogą sobie patrzeć i tak jesteś już zajęty. - Odrzekła pewna siebie, co u niej rzadkość.
-Poważnie? - Nie mogłem się powstrzymać od drażnienia jej. - Ciekawe przez kogo..... - Ta wymierzyła na mnie mordercze już spojrzenie, a ja obserwowałem jej zmianę reakcji.
-Lubisz się drażnić ze mną co.. - Odrzekła chłodnym tonem.
-Może.. - Popatrzałem w bok. Uderzyła znowu w ramię.
-To skoro Ty lubisz mnie drażnić, to ja polubię Cię bić i będziemy kwita. - Odrzekła już swoim tonem głosu.
-Tyle, że ja nie wyrządzam na Tobie szkód fizycznych. - Wejrzałem na nią.
-Trudno. - Odparła obojętnie.
Siedzieliśmy jeszcze trochę, a potem udaliśmy się do parku. Trzymaliśmy się za ręce cały czas. Zaczęła już powoli opowiadać jakie przygody miała podczas treningu oraz jak jej szkolenie wyglądało. Gdy tak rozmawialiśmy podeszła do nas Luiza z swoją siostrą. O nie... To teraz będzie nieciekawie. Spojrzeliśmy na nie, a ja trochę zbladłem na ich widok. Luiza kazała przekazać Animię, jak będę mieć z nim kontakt, że ma nadzieję, że znowu się zobaczą, a jej siostra bacznie mnie obserwowała. Wejrzałem kątem oka na nią, potem na Aishę, a ta z piorunowała ją swoim groźnym spojrzeniem typu "Zazdrosna?" "Idź przeszkadzasz nam". Nie wiedziałem, co powiedzieć, zrobić w tej sytuacji.. Pożegnały się, gdy tylko Luiza przekazała mi wszystko, co chciała. Jak się oddaliły, Aisha wejrzała na mnie.
-Wiem, wiem już Ci wszystko mówię.
-No ja myślę....
Opowiedziałem jej co się działo, jak jej nie było. Słuchała mnie uważnie po czym, gdy miała pewność, że nie mam nikogo poza nią, uśmiechnęła się i dalej kontynuowała opowiadanie swoje przygody. Zagadaliśmy się do wieczora. Odprowadziłem ją do domu, pocałowałem na pożegnanie i wróciłem do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz