środa, 26 września 2012

Wpis21

W końcu na zewnątrz ale i tak słońce nieźle tu grzeje. Nienawidzę tego miejsca idzie się tu ugotować. Potrzebny składnik miałem w torbie, więc nie muszę się martwić, że coś się stanie z nim. Zanim skierowałem się w drogę powrotną udałem się do Czaczabuka, by jakoś pomógł mi pozbyć się tych oparzeń. Jakby mnie tak Aisha zobaczyła to bym jedną noga był na tamtym świecie. Poszedłem do alchemika gdy wtedy Cornwell chciał ze mną rozmawiać. Świetnie, szybko załatwię sprawę z "gadem" i porozmawiam sobie z staruszkiem.
-Elsword. Wyrosłeś od ostatniego naszego spotkania.
- Przywitał mnie radośnie.
-No trochę minęło..

-Wybrałeś się do podziemi
. - Wskazał ręką na moje oparzenia.
-Ta potrzebowałem czegoś. Słuchaj masz może coś...

-Na oparzenia? Tak daj mi chwilkę zaraz Ci przyniosę. - A ten co mi w myślach czyta? Skierował się do swojego sklepu. Dobrze, że nikogo tu nie ma, trochę spokoju.. W sumie zawsze tu cicho było i spokojnie. Po kilku minutach wrócił z fiolką. - Wypij to. Oparzenia znikną w kilka minut.
-Dzięki. - Wziąłem fiolkę i wypiłem. Ohydne... Udałem się do Solvej, liczę, że tam znajdę miejsce do odpoczynku i rozmowy z Cornwellem. - Siema Solvej. - Dźwignąłem rękę w jej stronę, spojrzała na mnie i zawitał uśmiech na jej twarzy.
-Mój Boże jak ja Cię dawno nie widziałam. - Podeszła i przytuliła na powitania. Eh kobiety.. - Co tam u Ciebie? - Skierowaliśmy się do jej siedziby.
-A nic załatwiałem interesy.

-To stąd te oparzenia. Wiele słyszałam o Twoich wyczynach. Jestem pod wrażeniem ile już osiągnąłeś.
-Miło słyszeć. Mogę na chwilę się u Ciebie zatrzymać?

-Pewnie.

Skierowała mnie do wolnego pokoju. Usiadłem na łóżku i w spokoju mogłem porozmawiać z Cornwellem. Jak zwykle siedział przy stole z kawą. Usiadłem na przeciw niego.
-Teraz tylko musimy zaczekać na Twoich przyjaciół.
-Ta a potem udam się do Elder.
-O czym wy tak ostatnio zaciekle dyskutujecie?
-Nie Twój interes. Jednak spokojnie - posłałem mu wredny uśmiech. - Wkrótce się dowiesz.
-Interesujące. Nie mogę się doczekać. - Rozpłynął się w swoim mroku za barierą.
-Jeśli mikstura zadziała jak należy będziesz w jedności z mrokiem..
-Ta i będę wtedy mógł materializować więcej Cornwelli (miecze) bez obawy o przejęcie.- Oparłem się o krzesło i chciałem choć na chwilę odpocząć. Po kilku minutach staruszek się zaśmiał. Wejrzałem na niego. - Co jest?
-Nie nic. Od czasu do czasu przypominam sobie sytuację gdy podejmowałeś decyzję o wstrzykiwanie mrocznego El i wypowiedzianymi słowami przez Ciebie wtedy. - Patrzałem na niego pytająco. - Mogę z tym żyć. - O to chodzi.. Wspomnienia wracają.
-Tak, mogę z tym żyć i jak widzisz dobrze mi to wychodzi
. - Staruszek wstał i skierował się w stronę książek. - Będę się zbierać.
-W porządku.
Wróciłem do rzeczywistości. Zabrałem torbę ze sobą i skierowałem się do Hamel. Pożegnałem się tutejszymi tubylcami. Gdy przechodziłem przez Peite zamieniłem dwa słowa z Lento i szedłem dalej do Belder. Tam zaczął się koszmar. Ledwo wszedłem i wszyscy co chcieli walczyć na pvp podbiegli do mnie i zadawali pytania. Odpowiadałem krótko, by szybko ze mnie zeszli, jednak nic nie pomagało..
-Zostawcie go do cholery wy niewychowane karaluchy! Wracać do swoich zajęć a nie zawracacie mu dupe! Poszli już!
Wszyscy odwrócili się i ujrzeli rozwścieczoną Vanesse. Chwała jej, że przechodziła tędy. Podszedłem do niej.
-Dzięki.

-Nie ma problemu. - Odrzekła już z życzliwym uśmiechem. - Wracasz do Hamel?
-Ta.

Odprowadziła mnie do portu. Pożegnaliśmy się a ja czekałem aż w końcu wrócę do domu. Oby reszta już była gotowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz