Wraz z Animą poszliśmy do centrum miasta trochę pochodzić. Energia go
roznosiła, a wole uniknąć jakiś szkód w moim domu.. Kupił sobie kilka
pamiątek i poszliśmy do parku, bo znowu zaczął swoje błagania. Nie było
jego koleżanki, ale i tak bawił się z innymi. Ja patrzałem tylko jak
cieszył się wraz z nimi. Bycie dzieckiem jednak jest fajne. Nie ma
żadnych zmartwień, zobowiązań i innych. U mnie było wszystko w porządku,
do czasu gdy odebrano mi Śnieżynka.. Co prawda mam załatwione, że mogę
dalej tu być, ale coś czuje, że pominąłem jeden ważny szczegół.. Z
czasem wyjdzie zapewne.. Oparłem się o ławkę i udałem się na pogawędkę z
moim duchem Cornwell'a.
-O chłopcze, co Cię tu sprowadza? - Na chwile odłożył swoje zajęcie na bok.
-Tak przyszedłem.. Porozmawiać o tym i tamtym.. - Odpowiedziałem zrezygnowanym tonem.
-Coś Cię trapi? Siadaj i opowiadaj. - Wskazał na krzesło na przeciwko niego. Podszedłem i usiadłem.
-Zapewne wiesz, co się wydarzyło kilka dni temu..
-Tak. Pozwoliłeś ciemnej stronie, by Ci pomogła.
-Tia.. Powiedz mi.. - Spojrzałem na niego. - Jak go mam unikać, bo nie chcę, by się znowu to powtórzyło.
-Elsword. To zależy od Twojej siły woli. Jeśli pozwolisz, by gniew
Tobą zawładnął, wtedy się ujawni. Natomiast jeśli będziesz myślami,
wspomnieniami z swoimi przyjaciółmi czy radosnymi dla Ciebie chwilami
nie musisz się niczego obawiać. - Spojrzałem na szachy, które miał rozłożone. Ustawiłem figury tam, gdzie powinny stać.
-Więc to tak.. Dziękuje.
-Nie dziękuj. Od tego przecież jestem.- Ustawił swoje figury. - Może mała partyjka? - Odrzekł patrząc w moją stronę. Uśmiechnąłem się.
-Dlaczego by nie.
Rozegraliśmy parę rundek. Staruszek był w tym całkiem niezły. Po czym,
go pożegnałem i wróciłem do siebie. Otwarłem oczy, spojrzałem przed
siebie. Anima nadal się bawi z innymi. Byłem szczęśliwy, że dobrze mu
tu. Wtedy nie wiadomo skąd, poczułem klepnięcie na plecach. Odwróciłem
się. Zobaczyłem Ravena. A tego co tu przywiało?
-Raven? Co Ty tu robisz? - Usiadł koło mnie.
-Wyszedłem się przejść. Czasem człowiek musi trochę odpocząć i się zrelaksować prawda?
-A tak.. - Skierowałem wzrok w ziemię.
-Tu zawsze siedzieliśmy razem i śmialiśmy się.
-Ta.. Teraz już każdy zajęty jest sobą i nie ma na to czasu..
-Może kiedyś wrócą dawne czasy. - Wyczułem w jego głosie tęsknotę, co aż mnie zdziwiło..
-Za niedługo będziesz mieć ten swój test co nie? - Skierowałem wzrok na Anime, bo małego jednak trza pilnować.
-Ta za tydzień.
-Na pewno Ci się uda. Jesteś najlepszy z nas wszystkich.
-Daj spokój Elsword. Robię tylko to co do mnie należy.
-Tak tak... I tak zawsze mnie denerwujesz, tym spokojem w obliczu walki i "trzeźwym" myśleniem. - Odparłem z kwaśną miną. Zaśmiał się.
-Jeszcze wiele musisz się nauczyć. - Wejrzał na mnie życzliwym spojrzeniem. - Kiedyś Cię tego nauczę. - Uśmiechnąłem się. - Dobra to ja się zabieram. Rena znowu będzie wrzeszczeć, gdzie chodziłem.
-Ty to nie masz lekko stary. Współczucia..
-To do następnego. - Wstał i skierował się w stronę domu Reny.
Słońce powoli zachodziło. Zawołałem Anime, a ten pożegnał się z dzieciakami i przybiegł do mnie.
-Wracamy do domu już?
-Ta.
Odwróciliśmy się i poszliśmy w kierunku naszego domu. Po drodze
usłyszeliśmy krzyk kobiety. Pobiegliśmy w tamtą stronę. Na skraju parku
jakiś stary facet straszył innych swoim pseduo mieczem. Wejrzełem na
niego z zdziwieniem, o mało nie wybuchłem śmiechem na widok tego co
trzymał w ręku.
-Dobra panienko, oddawaj wszystkie pieniądze co masz. - Odrzekł z szyderczym uśmiechem.
No to teraz mi się nawinął. Wejrzałem na niego gniewnym wzrokiem.
Omijałem ludzi, co stali i gdy prawie do niego podszedłem odrzekłem:
-Ładnie to tak atakować bezbronne kobiety? - Stanąłem przed nim pewny siebie. Ten spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem.
-Hahah, a Ty skąd się urwałeś? Z lasu wróżek? Haha nie rozśmieszaj mnie dzieciaku i nie wtrącaj się.
-Oh, aż tak bardzo to Cie bawi? To może pokażesz mi, gdzie moje miejsce? - Wejrzałem na niego wrednym uśmieszkiem co go bardziej rozzłościło.
-Prosisz się o lanie kurduplu.
-To chodź. - Gestem ręki go zachęcałem. - Pokaż mi, co potrafisz.
Podbiegł w moją stronę i zaatakował tym czymś, że tak to ujmę. Uchyliłem
się i od razu kopnąłem go w brzuch, a ten od razu odsunął się i uklękł
na ziemi, trzymając się w miejsce, gdzie uderzyłem ciężko dysząc.
Podszedłem do niego.
-Hoo coś się stało mój kolego? Wyglądasz jakbyś dostał lanie od kogoś. - Podrapałem się po głowie. - Ah tak racja zapomniałem przecież to ja Cie tak urządziłem.
-Jeszcze się policzymy mały.. - Odrzekł z wściekłością i uciekł.
http://www.youtube.com/watch?v=1N6P3d4QDSA
Żałosne, skąd się biorą tacy ludzie? Po chwili usłyszałem słowa dziękuje
i tym podobne. Wejrzałem na grupkę ludzi, co stała. Anima podbiegł do
mnie z uśmiechem. Położyłem rękę na jego głowie i ruszyliśmy do domu w
końcu.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz