Na zewnątrz było cicho i zimno. Naszym celem było pozbycie się tych drani za to co zrobili i odzyskać pierścień. Podczas drogi powiedziałem Avalakowi, że może zrobić z nimi co chce. Widać było, iż mu to odpowiada. W końcu dotarliśmy do niewielkiego magazynu. Weszliśmy do środka i od razu przywitały nas wrzaski i wyzwiska. Wziąłem do ręki miecz i końcem miecza zapaliłem światło. Na środku siedział jakiś facet na krześle, a obok niego i po całym magazynie stali inni. Na pierwszy rzut oka widać, że to złodzieje i rabusie. Trzeba też przyznać, iż byli odważni, bo nawet Avalaka się nie wystraszyli, ale wszystko do czasu. Zapytałem ich gdzie pierścień magii. Ich lider wyciągnął jakieś małe pudełeczko i drwił sobie z nas, że możemy o nim pomarzyć, bo już ktoś na niego czeka. Wtedy powiedziałem Avalakowi by się z nimi zabawił i przyniósł mi pudełeczko. Odrzekł tylko, że nie potrwa to długo. Zgasiłem światło i od razu było słychać ich krzyki i pękanie kości. Wolałem oszczędzić sobie tego widoku. Nawet nie 2 minuty, a mój wierny sługa przyniósł mi to, co chciałem. Zabrałem przedmiot, a jemu kazałem tu posprzątać by inni się nie dowiedzieli o tym, co tu się działo.
Wróciłem do siebie i odłożyłem pierścień na komodzie. Wszedłem na chwile do pokoju Zeki, sprawdzić, czy czasem czegoś nie zrobiła. Na szczęście spała, a ja podszedłem do jej biurka i zabrałem jej pamiętnik. Gdy wróciłem do pokoju pozwoliłem sobie napisać na ostatniej zapisanej kartce kilka słów od siebie. Jak już skończyłem zamknąłem pamiętnik, zabrałem pudełeczko i skierowałem się do jej pokoju. Na jej biurku zostawiłem otwarty pamiętnik na ostatniej zapisanej kartce, położyłem na nim pudełeczko i spojrzałem na nią. Było mi naprawdę ciężko. Zastanawiałem się, dlaczego mi nie powiedziała, dlaczego mi nie ufa...
Następnego dnia z rana udałem się wykonać dzienne misję. Zaraz po nich skierowałem się na rynek i o dziwo chusta z mojego nowego kompletu Falcona była w nadzwyczajnie niskiej cenie. Kupiłem sobie nowe akcesorium i wróciłem do pałacu. Lorien cały czas siedział zamknięty w pokoju, Rena i Raven martwili się o niego, Ara trenowała swój nowy styl walki, który opracowała niedawno, a Zeki... Właśnie. Nikt jej nie widział dzisiaj. Udałem się do jej pokoju i tam siedziała na łóżku, trzymając w dłoniach pierścień. Gdy mnie ujrzała w drzwiach chciała coś powiedzieć, jednak szybko odpowiedziałem, że ma się do mnie nie odzywać. Zrezygnowana spuściła głowę, a ja odwróciłem się i zanim wyszedłem powiedziałem jej, by nie robiła więcej takich rzeczy, bo będę zmuszony o tym powiadomić Penentia. Zamknąłem drzwi za sobą i skierowałem do swojego apartamentu. Tam Śnieżynka przekazała mi, iż Avalak nie zostawił żadnych śladów, bo tych zbirach i wrócił bezpiecznie do swojego świata. Wyłożyłem się na łóżku i nie wiem czemu, ale miałem dziwne przeczucie, że najbliższe dni będą koszmarem i nie myliłem się.
Kolejne dni były gorsze od poprzednich. To, co się działo jest na tyle ciężkie do mnie, że nawet mi się pisać tego nie chce. Zapewne jak kiedyś otworze pamiętnik i zacznę go czytać w tym fragmencie, to pewnie szybko sobie przypomnę, co się stało. Akurat takich rzeczy nie idzie tak łatwo zapomnieć. Zaufanie? Szacunek? Przestrzeganie zasad? Po co to, inni wiedzą lepiej, jednak żeby posunąć się do takich czynów? Ludzki rozum jest nie do ogarnięcia. Trochę czasu minie, aż ja i reszta gildii wróci do normalności. Niewybaczalne jest by publicznie zdradzać innym gildiom sekrety własnej. Źle dobierałem ludzi i nie pilnowałem tego co robili. Teraz przyszedł czas by zapłacić za swoje błędy.
Przez te kilka dni Lorien cały czas siedział u siebie. Nawet jak przez drzwi mu powiedziałem, co się dzieje, odpowiedział tylko, że teraz nie może mi pomóc, bo pracuje nad czymś. Pracować nad czymś przez nie wiem, tydzień? Ciekawe niby, co on tam tworzy... Może w końcu się dowiem, jak wyjdzie...
Przez ten cały czas, Zeki słowem się nie odezwała. Widać, iż teraz wzięła bardzo do serca to, co zrobiła. Przynajmniej wiem, że już więcej takiej głupoty nie odwali. Jednak, czy będę w stanie jej zaufać, czy ona mi w końcu zaufa. Znowu poważna rozmowa nas czeka. Jakoś nie przepadam za tym, ale kiedyś trzeba wyjaśnić niejasności.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
piątek, 29 marca 2013
niedziela, 24 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Wpis3
Przez te kartkę, co Lorien sobie powiesił na drzwiach, nasze plany zarabiania na chwile będą musiały się zatrzymać. Jednak nie ja, dopóty nie będę mieć to czego chce, nie ma
mowy o jakichkolwiek dniach wolnych. Poszedłem wraz z Śnieżynką szukać grup i
wykonywałem dzienne misje. Trzeba przyznać, że dziś wyjątkowo szybko się
wszystko zaliczyło. Z racji tego, iż sporo czasu jeszcze mi zostało, skierowałem się do Camilli. Na arenie walk spotkałem Amhila i Kakazu. Zapytałem
ich, co tu robią. Radośnie i pewni siebie odparli, że bawią się z wojownikami i
robią z nich idiotów. Zapytali mnie, czy pójdę z nimi na walki 3v3. Zgodziłem
się i była to dobra decyzja. To, co razem wyczynialiśmy podczas walk było nie
do opisania. Przeciwnicy zostali zmiażdżeni przez nas.
Gdy wracałem do pokoju, na korytarzu, przed pokojem Loriena,
stała Rena i Raven. Podszedłem do nich i zapytałem, co tu robią. Odparli, iż
trochę martwią się o niego, bo dziś nie wyszedł jeszcze z pokoju i myśleli nad
tym, czy by czasem nie zapukać i zapytać, co robi. W sumie sam nie wiedziałem.
Wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że mnie to nie interesi. Jak skończy to
wyjdzie, proste. Poszedłem do swojego pokoju i tam z Wyrocznią rozmawialiśmy o
świecie demonów. Wtedy Śnieżynka zaproponowała, by posłać jakiego demona, by
śledził Zeki i informował, co robi. Od razu sprzeciwiłem się temu pomysłowi, bo
za duże ryzyko. Siedząc i rozmyślając nad tym, tak jakoś po korciło mnie, by
pójść do Aishy. Zapukałem do drzwi jej pokoju i cisza. Uchyliłem drzwi i
rozejrzałem się po pokoju. Wygląda na to, że gdzieś wyszła. Wszedłem do środka
i od razu skierowałem się do szuflady, gdzie wcześniej schowała swój pamiętnik.
Jak strzał w dziesiątkę, leżał na samej górze. Otwarłem go i przewertowałem
kilka stron wcześniej, od wczorajszego wpisu. Z tego, co czytałem kilka dni temu
spotkała jakąś grupkę osób, która jest w posiadaniu jej magicznego pierścienia.
By go odzyskać, ma coś dać w zamian. Jeszcze nie zdecydowała. Przynajmniej tak
myślałem, dopóty nie przeczytałem kolejnej kartki. Wynikało z tego, iż tamci
ludzie w zamian chcą śmierci jej przyjaciela. Nie powiedzieli dokładnie kto,
ale widać znają nas. Czyli do Zeki należy wybór kogo zabić. Więc teraz wszystko
jasne, czemu tak dziwnie się zachowywała, jednak czytając krótkie fragmenty o
mnie to… Na ostatniej zapisanej kartce, napisała, iż dziś to zrobi.
Tylko pytanie brzmi, kogo chce zabić. Godzina 23, dobrze więc, trzeba będzie
zakończyć to dziś.
Gdy zbliżał się wieczór, do pałacu wróciła Zeki, która o
dziwo przyszła do mnie. Usiadła obok mnie i przytuliła się, niczego więcej nie
chciała. Nie dawałem po sobie poznać, że coś wiem.
Wspólnie zjedliśmy kolacje, na której nie było Loriena.
Ciekawi mnie, czy ma u siebie co do jedzenia. Rena się martwiła, a Raven ją
uspokajał. Każdy potem poszedł zająć się sobą, a ja bawiłem się Cornwellem. W
końcu dochodziła dwudziesta trzecia. Zgasiłem światło, zasłoniłem okna i
uchyliłem lekko drzwi. Gdy wybiła ta godzina, od razu drzwi Aishy się
otworzyły. W prawej dłoni trzymała sztylet i kierowała się do pokoju Ary. Szlak
ją. Dlaczego akurat ją wybrała. Jak tylko otworzyła jej drzwi, szybko wyszedłem
z swoich i cichym krokiem skierowałem się do Zeki. Stała przy jej łóżku i
szykowała się do ataku. Szybkim ruchem, jedną ręką zasłoniłem usta Zeki
by się nie wydzierała, a drugą złapałem za jej nadgarstek. Początkowo była w
szoku, gdy mnie zobaczyła. Wyszeptałem, że teraz pójdzie ze mną i wszystko
wyjaśni. Z jej oczu już zaczęły spływać
łzy. Wróciliśmy do jej pokoju i tam wszystko chciałem wyjaśnić.
-To teraz od początku do chwili obecnej mi wszystko
opowiesz. – usiadła na łóżku załamana i drżąca. Kiwnęła głową i zbierała się,
by to wszystko wyjaśnić. Usiadłem naprzeciwko niej i uważnie słuchałem, co
miała do powiedzenia. Moje domysły okazały się prawdziwe i to co pisała w
pamiętniku. Czysty szantaż z wyzyskiem.
-Ja nie chciałam tego, ale ten pierścień jest dla mnie
ważny. – dodała na koniec swojej spowiedzi, że tak to nazwę.
-To dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
-Bo grozili, iż zabiją niewinnych ludzi, jeśli komukolwiek
powiem.
-I ty w to uwierzyłaś? Głupia jesteś, zresztą żadna
nowość. Zawsze byłaś i będziesz naiwna. – odpowiedziałem stanowczo, a ona z trudem
powstrzymywała się od płaczu. Wstałem i poprawiłem ubranie, co miałem na sobie.
– Gdzie oni są?
-A po co ci to wiedzieć? Co chcesz zrobić?
-To, co powinienem, więc? – patrzała na mnie przez długi
czas, aż wydusiła gdzie się znajdują. – Zostaniesz w swoim pokoju dopóki nie
wrócę. Bez żadnego ale i radzę ci się mnie słuchać.
Kiwnęła głową, położyła się na łóżku i zaczęła płakać.
Wyszedłem i poszedłem do swojego pokoju. Zabrałem miecz, kazałem Wyroczni wezwać
Avalaka i gdy tylko się pojawił razem wyruszyliśmy do rudery tych debili.
sobota, 16 marca 2013
Wpis2
Powiadomiłem resztę, co oglądała film, że Zeki jest u
siebie, a ja idę do swojego pokoju.
Gdy leżałem w łóżku myślałem, jak wyciągnąć z Aishy
informacje, dlaczego się tak zachowuje. Może posłużyć się demonami? Albo przycisnąć
ją? Sam nie wiem, co zrobić.
Rankiem, wraz z Chungiem udaliśmy się na dziennie misję. Mieliśmy
dziś szczęście. Gdy szliśmy do Glave zerknęliśmy na tablicę rynkową. Trafiła
się świetna okazja dla Loriena i kupił sobie chustę Falcona. Ten to ma na serio
farta. U mnie to ceny z kosmosu wzięte, a u niego to… ah nieważne.
Podczas obiadu, tak samo jak w poprzednie dni, Zeki
siedziała nadzwyczaj cicho. Zwykle to ona rwała się do plotkowania, a teraz?
Zupełnie nie ta osoba. Gdy skierowała się do wyjścia, automatycznie wstałem i podszedłem
do niej. Zapytałem ją, czy ma chwile by porozmawiać. Kiwnęła tylko głową i
ruszyła przed siebie.
Zamknąłem drzwi i przytuliłem ją od tyłu do siebie. Jedyne
czego chciałem, to dowiedzieć się, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Jednak wszystkie
próby wyciągnięcia z niej czegokolwiek skończyły się fiaskiem. Rozumiem, iż
czasem są rzeczy o których się nie mówi, jednak już dość czasu jesteśmy razem,
więc dlaczego mi ona nie ufa? Ja jej powiedziałem o demonach, a ona nie powie
tego sekretu, choćby świat miał się zawalić. Nie będę przemocy na niej żadnej
stosował, bo jeszcze pogorszę sprawę. Puściłem ją i powiedziałem jej tylko, że
jest mi przykro, że mi nie ufa. Dostrzegłem, iż w jakiś sposób te słowa na nią
podziałały. Cicho wypowiedziała słowa przepraszam i wyszła.
Resztę wolnego dnia, aż do wieczora spędziłem na mieście.
Przy okazji spotkałem kilku członków gildii i oczywiście Amhila, który znowu
miał do mnie sprawę. Tym razem chodziło o... rady, co zrobić by Giio nie była
wściekła na niego za tamtą akcję. W sumie sam nie wiedziałem, co mu powiedzieć.
Na szybko powiedziałem mu, co może zrobić by jej przeszło, ale nie ręczyłem, że
się uda. Zadowolony podziękował mi i szybkim krokiem skierował się do hotelu.
Wieczorem wróciłem do pałacu i tam Rena zapytała mnie, czy
wiem dlaczego Chung zamknął się w swoim powoju i wywiesił kartkę „Nie
przeszkadzać”. Pierwszy raz on się zamyka u siebie, ale skoro tak jest to musi mieć
jakiś powód. Usiadłem na krześle, nogi dałem na stół i powiedziałem, by się tym
nie przejmowała. Najpierw patrzała na mnie z irytacją, ale potem jej przeszło i
pytała mnie, o gildię, misję, Henira i inne mało ważne tematy. Podczas rozmowy
z Reną, włączyła się również Ara. Miło czas płynął, do czasu, aż Zeki wyszła z
jadalni. Wtedy od razu cała trójka spojrzała na mnie zaciekawiona i Rena
zapytała, co się z nią dzieje. Jakbym sam jeszcze wiedział. Odpowiedziałem jej,
że nie wiem, kłamać nie ma potrzeby. W końcu trzymamy się razem już tyle czasu.
Po długiej ciszy zabrałem się do siebie, jednak wcześniej wstąpiłem do mojej
księżniczki.
Siedziała przy biurku i pisała coś. Gdy tylko spytałem ją,
jak się czuje szybko zamknęła zeszyt, albo ja wiem pamiętnik i spojrzała na
mnie. Zbita z równowagi odparła, że wszystko w porządku i mam jej tak nie
straszyć. Schowała przedmiot do szuflady i zapytała mnie, po co przyszedłem.
Oparłem się o drzwi i założyłem ręce, nie spuszczając z niej wzroku.
-A jak myślisz?
-Nie dzisiaj… - odwróciła głowę w bok i spoglądała na
lampkę, co stała na biurku.
-Bo? – podszedłem do niej i położyłem rękę na jej ramieniu.
-Nie mam dziś sił na to. – chciała wstać, jednak szybko
drugą rękę położyłem na stole i tym samym zablokowałem jej stronę wyjścia.
Spojrzała na mnie spokojnym wzrokiem.
-Do tego nie trzeba mieć sił. – nachyliłem się i pocałowałem
ją, jednak tym razem zbyt długo to nie trwało, bo szybko wyrwała się spod
pocałunku.
-Elsword, powiedziałam nie dziś.
-I tak zabrałem to co chciałem. – musnąłem wargami jej
policzek i wyszeptałem, że dowiem się, co przede mną ukrywa prędzej, czy później.
Nie odpowiedziała nic, jednak wyraźnie posmutniała. Wróciłem
do siebie i od razu Śnieżynka pytała, czy coś wiem. Gdy jej powiedziałem, ze
nie udało się, to oznajmiła, iż najlepiej będzie przeczytać jej pamiętnik i się
dowiedzieć o sytuacji. Niby jest pomysł, jednak wole nie wiedzieć, co ze mną
się stanie, jak się dowie o tym.
piątek, 15 marca 2013
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział XVII Zaufanie Wpis1
Martwiłem się o Zeki. Zawsze, gdy odpycha mnie od siebie,
coś jest na rzeczy. Strasznie byłem pochłonięty tą myślą, do tego stopnia, iż
kilka raz podczas przechodzenia sekretnych map o mało co nie oberwałem od
przeciwnika. Lorien zauważył, że coś jest nie tak. Gdy zapytał, co się dzieje,
odpowiedziałem nad czym rozmyślam. Robiliśmy przerwy od czasu do czasu i
jednocześnie opóźnialiśmy się z wykonywaniem misji dziennych. Zanim
wyruszyliśmy na Henia, zatrzymaliśmy się w centrum miasta. Chung wyraźnie dał
do zrozumienia, że aby iść na Henira mam być skupiony tylko i wyłącznie na tym.
Łatwo się mówi… Starałem się o tym nie myśleć, jednak to było silniejsze ode
mnie. Nawet ocena walczenia z nowym mieczem, nie była w stanie skupić mojej
uwagi. Powiedziałem Lorienowi, że można iść, ale żeby się nie zdziwił jak
czasem będę mieć opóźnione reakcje. Kiwnął głową i tak ruszyliśmy do Glave.
Przynajmniej wyzwania Glave szybko poszły. Nastało już
popołudnie. Idąc przez ulice spotkaliśmy Aishę, która przyglądała się wystawie.
Coś mnie zabolało wewnątrz, ale pomimo tego podeszliśmy do niej. Lorien
wyręczył mnie i zapytał ją, co tutaj robi. Spojrzała na nas i spokojnie odpowiedziała,
iż wyszła się przejść. Potem się rozgadali trochę, a ja nie umiałem nic wydusić
z siebie tylko rozglądałem się wokół siebie. Z czasem podszedł do nas Raven.
Zapytał mnie jak sprawuje się broń. Początkowo nie widziałem, co powiedzieć.
Przyjrzałem się mieczowi, obróciłem kilka razy w dłoni i powiedziałem, że
trochę ciężko mi się przyzwyczaić. Glaciala broń była dużo większa, szersza i wytrzymalsza
według mnie, a Falcona jest lekka, wąska i nie wiem, czy to był dobry wybór
kupując ją. Raven zaproponował walkę treningową, by zobaczyć do czego zdolna
jest moja wykałaczka, bo inaczej tego nazwać nie idzie. Chung też chciał iść z
nami. Spojrzeliśmy na Aishę, która też się zgodziła i razem udaliśmy się do
Camilli. Ucieszyła się na nasz widok. Chwile potem znaleźliśmy się na arenie
treningowej. Tym razem arena mostu nadziei. Aisha usiadła na jednej z platform
i nas obserwowała.
Najpierw poprosiłem Chunga, by uderzył swoim działem w
miecz. Nie był do końca pewny, czy to dobry pomysł. Położyłem miecz na ziemi i
kazałem mu uderzyć. Jeśli Falcon tego nie wytrzyma, to mogę z czystym sumieniem
się go pozbyć. Lorien wziął rozbieg, skoczył do góry i potem wylądował na
ziemi, uderzając działkiem w miecz. Usłyszeliśmy brzdęk i gdy Chung dźwignął
działo ujrzeliśmy zarysowanie, ale nie miecza tylko Destroyera Loriena. Chyba źle oceniłem wytrzymałość broni. Wziąłem
do ręki miecz i zacząłem walczyć z Ravenem. Trwało to kilka godzin i co jakiś
czas Lorien dokuczał słownie, a Zeki siedziała cicho, cały czas.
-Broń sama w sobie jest niezła, dzięki jej konstrukcji
możesz szybciej zaatakować, czy skontrować uderzenie. – podszedł do mnie Raven
i sprawdzał coś z swoim nazo-ramieniem.
-No, co ty nie powiesz. Wkurza mnie ta luka w środku. –
uniosłem miecz i pokazałem mu, co mam na myśli. - Jak ktoś ma wąski miecz to
może wsadzić swój miecz w tę szczelinę i wyrwać mi z dłoni broń, a wtedy to…
-Narzekasz. Myślisz, że w trakcie walki ktoś będzie mierzyć
w tę szparę? I tak jesteś w dobrej sytuacji, bo nawet bez miecza możesz
walczyć. – schował miecz do pochwy u lewego boku i odwróciliśmy się do Aishy i
Chunga. – Chcecie potrenować? – Lorien pokazał ręki, iż nie ma zamiaru, a Zeki
pokręciła głową. – To w takim razie wracamy.
Gdy wróciliśmy do pałacu Rena wraz z Arą nas przywitały.
Podczas kolacji elfka zaproponowała wieczorny seans filmowy. Nie chciałem
zbytnio brać w tym udziału, ale się zgodziłem. Przez dłuższy czas wybieraliśmy
jaki film by tu oglądnąć. W końcu padło na jakiś film przygodowy. W fotelu
wygodnie rozwalił się Chung, na sofie siedziały obok siebie Rena i Ara, obok
reny Raven, obok niego Aisha, a ja koło Aishy. Czas mijał, wszyscy z
zaciekawieniem patrzeli na film, do czasu, gdy Zeki oznajmiła, że źle się czuje. Rena powiedziała bym
poszedł z nią, żeby czasem coś się nie stało. Weszliśmy do kuchni. Nalała do
szklanki wody i usiadła na krześle, podpierając się jedną ręką o blat stołu.
-Nie chcesz żadnych tabletek? – zapytałem, a ona pokręciła
głowa. Usiadłem obok niej i przyglądałem. – Co się dzieje? Od wczoraj dziwnie
się zachowujesz.
-Nic się nie dzieje.
-Zawsze, gdy masz z czymś problem odsuwasz się ode mnie.
Ślepy nie jestem. – nastała krótka cisza, którą zagłuszały krople wody kapiące z
kranu.
-Ostatnio źle się czuje i to wszystko. – wypiła trochę wody,
co sobie nalała i odstawiła szklankę z powrotem na stół. – Pójdę już do siebie odpocząć.
Gdy tylko wstała i miała zamiar wyjść, zastąpiłem jej drogę
i od tak po prostu uniosłem lekko jej podbródek do góry i ucałowałem w jej
usta. Nie opierała się, nie odepchnęła mnie jak wczoraj, tylko wręcz
przeciwnie. Zawiesiła ręce na szyi i pozwoliła mi całować ją tak jak ja chce.
Oparłem ją o brzeg stołu, lewa dłoń spoczywała na jej udzie, a drugą wplotłem w
jej włosy. Nie wiem jak długo to trwało, ale nie chciałem by to się skończyło.
Chciałem być tylko z nią, już na wieki. Cała ta sytuacja zakończyła się w momencie,
gdy poczułem, iż jej ręce powoli opadały. Zakończyłem to, co zacząłem, wziąłem
na ręce i zaniosłem do pokoju. Kładąc ją na łóżku, powiedziałem jej, że jeśli
ma jakieś problemy to ma mi o tym powiedzieć. Ostatni raz musnąłem jej wargi i
wyszedłem z pokoju.
niedziela, 10 marca 2013
Wpis6
Przeprosiłem Loriena, iż nie mogę iść teraz (czyt. z rana) na sekretne mapy i Henira. Zapytałem, czy później to zrobimy jak wrócę. Zgodził się i dorzucił, iż pójdzie się położyć za ten czas. On sobie będzie spał, a mnie czeka rozmowa z arcykapłanką…
Gdy znalazłem się w Hamel, od razu skierowałem się do Świątyni Wody. Chciałem uniknąć rozmowy z Penetiem. Otwarłem bramę prowadzącą do wnętrza Świątyni. Tym razem miejsce nie było zapchane demonami, tylko strażnikami. Krocząc dalej po kamiennych korytarzach, czułem, iż to miejsce wypełnione jest pozytywną energią. Odmienną od mojej własnej. Dotarłem w końcu na ostatnią prostą, prowadzącą prosto do kapłanki. Krętymi schodami wszedłem na górę i stanąłem naprzeciwko kuli, w której arcykapłanka się znajdowała. Kilka chwil później opuściła swoje miejsce pobytu i stanęła przede mną. Uklęknąłem przed nią i przywitałem ją uroczystą mową. Spokojnym i delikatnym głosem odpowiedziała, bym wstał i dodała, iż nie muszę przed nią tak oficjalnie się zachowywać. Zrobiłem, co kazała. Podeszła do mnie i dotknęła mojej twarzy. Jej dłoń była ciepła i wyczułem troskę albo mi się tylko zdawało.
-Jak sobie radzisz z mrokiem w twoim sercu Elsword? – chwila moment. Skąd ona o tym wie? Chyba jej wiedza jest większa niż przypuszczałem. Ciekawe, co jeszcze o mnie wie…
-Nie mam żadnych problemów arcykapłanko.
-Proszę, mów do mnie po imieniu. – posmutniała, ale nadal jej dłoń spoczywała na moim policzku.
-Przepraszam…
-Powiedz mi, ktoś jeszcze wie o Behliorze i twoim powiązaniu z światem Avalaca? – że co do cholery? Skąd ona o ‘tym’ wie?! No to mam problemy i to duże. Serce zaczęło mi szybciej bić, a sam Behlior dał znaki, iż jest obecny.
-Skąd ty…
-O tym wiem? – uśmiechnęła się nieśmiało i odwróciła w stronę kuli, w której zwykle się znajduje. – Jestem kapłanką, umiem wyczuć, czy ktoś posiada dobre serce lub czy ma styczność z mrokiem. Jednak nie martw się, jestem po twojej stronie i jakby twój sekret się wydał, stanęłabym w twojej obronie.
-Dziękuje… - nic więcej nie byłem w stanie wydusić. Jedno dotknięcie wystarczyło, by poznała prawdę o mnie. Odwróciła się w moją stronę i podeszła.
-Zapewne zastanawiasz się, o czym chce z tobą porozmawiać. – kiwnąłem głową, a ona minęła mnie i usiadła na podeście, na którym staliśmy. – Usiądź, proszę. – usiadłem obok niej i przed moimi oczami stanął obraz całej świątyni od wewnątrz. Niezapomniany widok. – Wiesz pewnie, iż przez długi czas był przy mnie Ran i starał się uzyskać pewne informacje, którzy znają tylko kapłani Eldrytu.
-Jakie informacje? – czyżby cel Rana był zupełnie inny?
-Widzisz Elsword, Ran poszukuje Opiekunki El i chciał ode mnie uzyskać te informacje. Jednak mu się to nie udało, więc poszedł szukać pomocy u kogoś innego. Zapewne wiesz do czego zmierzam. – kiwnąłem głową na znak, że rozumiem. Jakoś to ma ręce i nogi, ale nadal jest dużo niejasności. – Boję się jednak, iż udzieliłam mu nieświadomie pewnej wskazówki, ale nie jestem do końca pewna. Nie chce by przez moją nieodpowiedzialność ucierpieli inni.
-Nie powinnaś się martwić czymś, nad czym nie masz pewności. Zresztą, gdyby coś się stało to ja jak i inni są od tego by walczyć w imię pokoju. – założyłem ręce i spojrzałem w górę, a potem na nią. Sasha przez chwile siedziała nieruchomo, a potem wstała i uśmiechnęła się jak poprzednio.
-Mam nadzieję, iż nikomu z was krzywda się nie stanie podczas walk.
-Jak do tej pory przeżyliśmy, to raczej nic nas nie zabije. – wstałem i odprowadziłem ją do kuli.
-Jest jeszcze coś, co musisz wiedzieć. – spojrzałem pytająco na nią. – Czekają ciebie trudne wyzwania w życiu i rozczarowania. Zostaniesz wielokrotnie poddany wszelakim próbom. Elsword, twoje życie nie jest łatwe, tylko wręcz przeciwnie. Musisz uważać na siebie.
Po tych słowach wróciła do kuli, a ja przez chwile rozmyślałem nad tym, co powiedziała.
Wróciwszy do miasta, spotkałem Penetnia, który zasypał mnie pytaniami, co kapłanka ode mnie chciała. Teraz mogę być wredny. Uśmiechnąłem się do niego arogancko i rzuciłem, iż nie jego sprawa. Od razu zmienił ton i groził różnymi rzeczami. Przywołałem Cornwella i skierowałem go, w jego kierunku. Chłodnym tonem powtórzyłem mu, co powiedziałem wcześniej i udałem się do Aranki. Korzystając z biletu znalazłem się w Sandri i skierowałem do pałacu. Czekał tam na mnie Lorien i razem wyruszyliśmy zrobić to, co robimy zwykle z rana.
Zbliżała się szesnasta. Obiad zjedliśmy na mieście, bo nie chciało nam się wracać specjalnie tam, by zjeść i znowu wracać. Skierowaliśmy się na rynek, by obejrzeć jak stoją ceny awatarów broni. Przez jakiś czas sprawdzaliśmy wszystkie sklepiki dokładnie, aż w końcu trafiłem do osoby, co sprzedawała avka Falcona. Spojrzałem szybko na cenę, przypomniałem sobie, po ile to przeważnie wystawiają i zdecydowałem, iż kupuje. Jak do mnie to świetna okazja 130kk lub 200kk w górę. Różnica jest, a że ostatnimi czasy nie jestem przy kasie, to trzeba oszczędzać. Lorien pogratulował mi i dodał, iż teraz będzie skanować tablice rynkową cały czas, by trafić na okazję. Zaśmiałem się i zadowolony, wraz z Chungiem wróciliśmy do pałacu.
Oczywiście Rena nas ochrzaniła, że na obiad nie przyszliśmy, ale szybko ją zagadałem o Falconie i moim zakupie. Od razu zapomniała o tym, iż nie przyszliśmy i przyglądała się mojej przyszłej broni. Udałem się do pokoju, a zaraz za mną weszła Zeki. Zapytała mnie, gdzie byłem cały dzień. Odpowiedziałem na postawione pytanie i przez chwile się jej przyglądałem. Była dziwnie zgaszona i blada, jakby nie wiem, co się stało. Spytałem, czy wszystko w porządku. Zapewniała, iż nic jej nie jest. Podszedłem do niej i dotknąłem jej czoła. Nie wygląda by miała gorączkę czy coś, jednak mnie zadziwiła jej reakcja. Wystraszyła się tego, co zrobiłem. Gdy tylko chciałem ją przytulić do siebie, odepchnęła mnie od siebie i wyszła z pokoju bez słowa. Pierwszy raz to zrobiła od ostatniej kłótni. Coś się stało, ale znając życie mi nie powie.
środa, 6 marca 2013
Wpis5
Poranek minął tak samo, jak poprzedni. Osobiście lubię wykonywać dzienne
misję, gdy nie ma tych dzieciaczków, co ryczą i pajacują. Przy okazji
można poznać sympatycznych ludzi i miło spędzić czas. Gdy zbliżało się
południe, razem z Lorienem spacerowaliśmy po mieście. Miałem takie
dziwne uczucie, iż każdy mój ruch był obserwowany. Czyżby Gold Falcon,
aż takie budził zainteresowanie? Jedyne, co mi teraz brakuję to avatar
broni. Może akcesorium się też kupi…
W drodze powrotnej do pałacu, trafiliśmy na naszych runicznych wojowników. W sumie to oni mnie szukali. Zapytali mnie, czy pomogę im w pewnym wyczynie, który sprawi, iż Amhil będzie sławny. Spojrzałem na nich podejrzanie i zapytałem, co chcą zrobić. Z wielkim uśmiechem na twarzy, razem odparli, iż Amhil chce przelecieć, na swoich runach, w poprzek przez centrum Sanderu. Odparłem, iż są nienormalni, to jest chore i samobójcze. Zapytałem ich, co zrobią jeśli coś się stanie i spadnie. Wtedy Kakazu wskazał na mnie palcem i powiedział, że go z dołu będę asekurować i jak spadnie to Cornwellem mam złapać. Tak wykorzystywać legendarny miecz… Pokręciłem głową, że się nie zgadzam i dorzuciłem by odpuścili, jednak oni są uparci i odparli, iż zrobią to sami. Odeszli, a ja z Lorienem spojrzeliśmy na siebie. Wzruszył ramionami, ja westchnąłem i poszliśmy za nimi.
Staliśmy przy jednym z filarów, razem z dwoma mężczyznami, ubranych w garnitury i trzymających w rękach dokumenty. Coś mi się widzi, że są z Światowej Organizacji Rekordów. Rozmawiali o czymś z chłopakami i po kilkunastu minutach dali nam znak, że czas zaczynać. Lorien odsunął się kawałek dalej, razem z Kakazu, który będzie wszystko nagrywać, a ja stałem tuż pod linią lotu Amhila. Jeśli mu coś się stanie, to chyba się zabiję. Chłopak już stał na górze i patrzał przed siebie. Następnie dał znać, że jest gotowy. Oczywiście całe zajście przyprowadziło mnóstwo gapiów. Straż, co była z nami odsuwała ludzi, spod linii lotu. Gdy teren był czysty, Amhil rozpoczął swój lot na runach. Aż sam byłem zszokowany, on latał przy pomocy swojej magii. Nie spuszczałem z niego wzroku i Cornwella miałem cały czas przywołanego. Był już w połowie i póki co, wszystko szło zgodnie z planem. Sekundy mijały, Amhil cały czas w powietrzu i ta ciężka atmosfera. Nikt się nie odzywał, panowała cisza, tylko odgłosy przywoływanych run. Na samym końcu, zamachnął się za szybko i stracił wysokość, ale utrzymał się i doleciał na drugą stronę. Gdy tylko wylądował na drugim filarze, rozległy się brawa i wiwaty, a mi ulżyło. Chwile potem zeskoczył do nas na dół, też za pomocą run i gdy znalazł się na dole pogratulowałem mu, a on z wielka radością podziękował. Wyszeptał również, iż gdyby nie moja asekuracja to by bał się to zrobić. Zebrali się wokół nas wszyscy zebrani i podobnie jak ja gratulowali mu tego chorego wyczynu. Kakazu uwiecznił to wszystko na filmie, a mężczyźni w garniakach odrzekli oficjalnie, iż ten wyczyn zostanie zapisany do księgi rekordów.
Podczas obiadu opowiedzieliśmy reszcie o tym wyczynie i byli w szoku. Dla nich takie coś jest nienormalne i cieszyli się, iż sobie krzywdy nie zrobili. Po obiedzie udałem się do swojego pokoju odpocząć. Jeszcze potrenować by trzeba było… W pokoju panowała cisza. Na fotelu spała Śnieżynka, otulona swoimi ogonami, a ja wygodnie leżałem na łóżku, z zamkniętymi oczami i jak to miałem w zwyczaju, myślałem nad kilkoma sprawami. Teraz wszystko się uspokoiło, jednak, co będzie potem. Jakie wyzwania nasz jeszcze czekają i najważniejsze, czy przeżyjemy to. Po dłuższym czasie, wyczułem czyjąś obecność w pokoju. Gdy ta osoba zbliżyła się do mnie, odruchowo przywołałem Cornwella i otworzyłem oczy, by zobaczyć, kto się bawi w ninja. Była to Zeki, która wystraszyła się na widok miecza.
-Nie skradaj się tak, bo jeszcze kiedy ci krzywdę zrobię. – odwołałem miecz i z powrotem położyłem się, a chwile potem Zeki, która się przytuliła.
-Nad czym tyle myślisz?
-Nad kilkoma rzeczami.
-Jakimi? – dźwignęła głowę i skupiła swój wzrok na mnie. Spojrzałem na chwile na nią i odwróciłem głowę w drugą stronę.
-Nieważne.
-Ważne. – dzióbnęła swoim palcem w policzek i zrobiła minę rozkapryszonej dziewczynki.
-Zeki proszę…
-Martwisz się czymś.
-Nie martwię.
-Ta, jaaasneee. – patrzała cały czas na mnie, a ja jedynie mogłem udawać, iż jest wszystko w porządku. – Więc powiesz, czy nie?
-Nie.
-Czyli jednak coś jest. – spojrzałem na nią i wtedy zorientowałem się, iż dałem się wciągnąć w grę słowną.
-Jesteś zbyt ciekawska.
-A ty uparty.
Przez długi czas wymienialiśmy się zdaniami, aż w końcu miałem tego dość i wyszedłem z pokoju, zostawiając ją z Śnieżynką. Skierowałem się do Camilli, by dała mi jakąś wolną arenę do treningu. Przydzieliła mi jedną z większych aren i mogłem do woli trenować z Cornwellem.
Podczas kolacji Lorien wraz z Arą znowu o czymś rozmawiali. Trochę zaciekawił mnie fakt, iż nagle zaczął być taki otwarty na rozmowy. Aisha znowu z Reną plotkowały, a ja z Ravenem dyskutowałem o umiejętnościach innych wojowników i wojowniczek. Gdy już się nagadaliśmy, wróciłem do siebie i tam, na stole czekał na mnie list. Wziąłem go do ręki. Był z Hamel, od Penentia. Byłem w szoku po przeczytaniu listu. Sasha chce ze mną mówić na osobności. Ciekawe, o czym chce ze mną pomówić.
W drodze powrotnej do pałacu, trafiliśmy na naszych runicznych wojowników. W sumie to oni mnie szukali. Zapytali mnie, czy pomogę im w pewnym wyczynie, który sprawi, iż Amhil będzie sławny. Spojrzałem na nich podejrzanie i zapytałem, co chcą zrobić. Z wielkim uśmiechem na twarzy, razem odparli, iż Amhil chce przelecieć, na swoich runach, w poprzek przez centrum Sanderu. Odparłem, iż są nienormalni, to jest chore i samobójcze. Zapytałem ich, co zrobią jeśli coś się stanie i spadnie. Wtedy Kakazu wskazał na mnie palcem i powiedział, że go z dołu będę asekurować i jak spadnie to Cornwellem mam złapać. Tak wykorzystywać legendarny miecz… Pokręciłem głową, że się nie zgadzam i dorzuciłem by odpuścili, jednak oni są uparci i odparli, iż zrobią to sami. Odeszli, a ja z Lorienem spojrzeliśmy na siebie. Wzruszył ramionami, ja westchnąłem i poszliśmy za nimi.
Staliśmy przy jednym z filarów, razem z dwoma mężczyznami, ubranych w garnitury i trzymających w rękach dokumenty. Coś mi się widzi, że są z Światowej Organizacji Rekordów. Rozmawiali o czymś z chłopakami i po kilkunastu minutach dali nam znak, że czas zaczynać. Lorien odsunął się kawałek dalej, razem z Kakazu, który będzie wszystko nagrywać, a ja stałem tuż pod linią lotu Amhila. Jeśli mu coś się stanie, to chyba się zabiję. Chłopak już stał na górze i patrzał przed siebie. Następnie dał znać, że jest gotowy. Oczywiście całe zajście przyprowadziło mnóstwo gapiów. Straż, co była z nami odsuwała ludzi, spod linii lotu. Gdy teren był czysty, Amhil rozpoczął swój lot na runach. Aż sam byłem zszokowany, on latał przy pomocy swojej magii. Nie spuszczałem z niego wzroku i Cornwella miałem cały czas przywołanego. Był już w połowie i póki co, wszystko szło zgodnie z planem. Sekundy mijały, Amhil cały czas w powietrzu i ta ciężka atmosfera. Nikt się nie odzywał, panowała cisza, tylko odgłosy przywoływanych run. Na samym końcu, zamachnął się za szybko i stracił wysokość, ale utrzymał się i doleciał na drugą stronę. Gdy tylko wylądował na drugim filarze, rozległy się brawa i wiwaty, a mi ulżyło. Chwile potem zeskoczył do nas na dół, też za pomocą run i gdy znalazł się na dole pogratulowałem mu, a on z wielka radością podziękował. Wyszeptał również, iż gdyby nie moja asekuracja to by bał się to zrobić. Zebrali się wokół nas wszyscy zebrani i podobnie jak ja gratulowali mu tego chorego wyczynu. Kakazu uwiecznił to wszystko na filmie, a mężczyźni w garniakach odrzekli oficjalnie, iż ten wyczyn zostanie zapisany do księgi rekordów.
Podczas obiadu opowiedzieliśmy reszcie o tym wyczynie i byli w szoku. Dla nich takie coś jest nienormalne i cieszyli się, iż sobie krzywdy nie zrobili. Po obiedzie udałem się do swojego pokoju odpocząć. Jeszcze potrenować by trzeba było… W pokoju panowała cisza. Na fotelu spała Śnieżynka, otulona swoimi ogonami, a ja wygodnie leżałem na łóżku, z zamkniętymi oczami i jak to miałem w zwyczaju, myślałem nad kilkoma sprawami. Teraz wszystko się uspokoiło, jednak, co będzie potem. Jakie wyzwania nasz jeszcze czekają i najważniejsze, czy przeżyjemy to. Po dłuższym czasie, wyczułem czyjąś obecność w pokoju. Gdy ta osoba zbliżyła się do mnie, odruchowo przywołałem Cornwella i otworzyłem oczy, by zobaczyć, kto się bawi w ninja. Była to Zeki, która wystraszyła się na widok miecza.
-Nie skradaj się tak, bo jeszcze kiedy ci krzywdę zrobię. – odwołałem miecz i z powrotem położyłem się, a chwile potem Zeki, która się przytuliła.
-Nad czym tyle myślisz?
-Nad kilkoma rzeczami.
-Jakimi? – dźwignęła głowę i skupiła swój wzrok na mnie. Spojrzałem na chwile na nią i odwróciłem głowę w drugą stronę.
-Nieważne.
-Ważne. – dzióbnęła swoim palcem w policzek i zrobiła minę rozkapryszonej dziewczynki.
-Zeki proszę…
-Martwisz się czymś.
-Nie martwię.
-Ta, jaaasneee. – patrzała cały czas na mnie, a ja jedynie mogłem udawać, iż jest wszystko w porządku. – Więc powiesz, czy nie?
-Nie.
-Czyli jednak coś jest. – spojrzałem na nią i wtedy zorientowałem się, iż dałem się wciągnąć w grę słowną.
-Jesteś zbyt ciekawska.
-A ty uparty.
Przez długi czas wymienialiśmy się zdaniami, aż w końcu miałem tego dość i wyszedłem z pokoju, zostawiając ją z Śnieżynką. Skierowałem się do Camilli, by dała mi jakąś wolną arenę do treningu. Przydzieliła mi jedną z większych aren i mogłem do woli trenować z Cornwellem.
Podczas kolacji Lorien wraz z Arą znowu o czymś rozmawiali. Trochę zaciekawił mnie fakt, iż nagle zaczął być taki otwarty na rozmowy. Aisha znowu z Reną plotkowały, a ja z Ravenem dyskutowałem o umiejętnościach innych wojowników i wojowniczek. Gdy już się nagadaliśmy, wróciłem do siebie i tam, na stole czekał na mnie list. Wziąłem go do ręki. Był z Hamel, od Penentia. Byłem w szoku po przeczytaniu listu. Sasha chce ze mną mówić na osobności. Ciekawe, o czym chce ze mną pomówić.
piątek, 1 marca 2013
Wpis4 Oczami Chunga
W końcu nadszedł dzień prezentacji nowego kompletu zbroi
Gold Falcon. Podczas śniadania, Aisha wpatrywała się w wszystkie zdjęcia.
Zapytałem, czy może podać ten dla mnie zaprojektowany. Wygrzebała spod stosu zdjęć, te które chciałem
i wręczyła mi do ręki. Przyglądałem się długi czas nowemu ubraniu. Muszę
przyznać, iż idealnie będzie pasować do walki w pustynnym ternie. Lekka zbroja
jakoś bardziej do mnie przemawia, jak to, co noszę teraz. Ciekawe ile to mnie
wykosztuje. Głównie to mnie martwiło. Ammo na pewno spodoba się ten komplet i
go kupi. Z jego zarobkami to nie będzie problem. Muszę coś wymyślić.
Udałem się do pokoju wygrzebać ostatnie grosze jakie miałem
i udałem się na rynek. Przeglądając stoiska nie napotkałem nikogo, kto by
sprzedawał Falcona. Idąc dalej napotkałem stoisko, dużo stoisko, gdzie
znalazłem, co szukałem. Piękne, nowe buciki, rękawice i spodnie ozdobione z
przodu, jak i z tyłu. Miałem na tyle szczęście, iż było to wszystko tanie, więc
kupiłem i zabrałem się z zakupami do pałacu. Schowałem nowe rzeczy do szafy,
pieniądze do szuflady i wyszedłem na świeże powietrze. Skierowałem się na arenę
pvp, bo tak jakoś nic ciekawszego do roboty nie miałem. Elsword zajął się
Zekirą, a reszta to nie wiem, gdzie się ulotniła. Przy wejściu do areny, spotkałem
dziewczyny, które należą do naszej gildii. Podszedłem do nich i grzecznie
przywitałem. Jedna z dziewczyn miała na sobie komplet ubrań Ibelluen, a druga,
nazoidka miała typowy komplet, co się dostaje po awansie poziomu. Zapytałem je o
imiona i z chęcią się przedstawiły. Czarodziejka, bo taką drogę wybrała nazywa
się Seleryn, a nazoidka, która kroczy ścieżką sprawiedliwości Marumi.
Rozmawialiśmy jakiś czas o ich misji i o mieście, a później udałem się do
wnętrza areny, by tam trochę poćwiczyć.
Wszystkie walki wygrywałem, co cieszy, aż w końcu przebiło
mi na wyższą rangę. Gdy tylko wskoczyła wyższa ranga, poszedłem odpocząć do ogrodów.
Lekki, przyjemny wiatr wiał, co przy promieniach ciepłego słońca było
prawdziwym ukojeniem. Usiadłem na ławce i spojrzałem w niebo. Myślałem, jak tu
szybko zarobić kasę, by kupić sobie to, co chcę. Jedynym sposobem będzie chyba
zabierać się z Elswordem, na te dodatkowe mapy i wyzwania. Będzie i kasa i
rozrywka i potrenuje przy okazji.
Podczas kolacji zaproponowałem Ammo wspólne wypady na mapy i
każdy z nas będzie mieć na swoje wydatki. Zgodził się i tak od jutro biorę się
ostro do roboty.
Następnego ranka, razem z Elswordem udaliśmy się na sekretne
mapy. Trochę nas to zmęczyło, więc udaliśmy się odpocząć, tuż przy arenach
walk. Gdy tak odpoczywaliśmy, dyskutowaliśmy o walkach i nowym komplecie
Falcona. U niego tak wesoło nie było, jak u mnie. Ceny ponoć są kosmiczne. Współczuje
mu trochę, bo też chce szybko już zakupić całość. Odszedł na chwile pod tablice
rynkową, a ja oglądałem walki, które toczyły się na arenach. Po kilku minutach
przyszedł, z nowym zakupem. Udało mu się dorwać, niektóre części po normalnej
cenie. Teraz przyszła pora na Henira, jednak trochę czasu zajęło nam dojście,
bo zwierzakom nie chciało się wstawać, a co dopiero pracować. Staraliśmy się je
obudzić łagodnie, jednak nie skutkowało, więc wsadziliśmy je do fontanny. Ta
metoda podziała, ale niosła za sobą konsekwencję. Od Ammo strasznie była
oburzona, a moja się rozpłakała. No, co poradzić…
Koło południa wróciliśmy do pałacu i tam do razu się ulotniłem
od towarzystwa Elsworda, bo Zeki, gdy nas ujrzała była strasznie wnerwiona. Gdy
zjadłem obiad, poszedłem do siebie i spędziłem resztę dnia na liczeniu i innych
sprawach, odnośnie moich funduszy.
Tak, jak poprzedniego dnia, wcześnie wstałem i udałem się do jadalni, coś zjeść. Następnie skierowałem w stronę drzwi wyjściowych. W drzwiach stali Amhil i Kakazu. Zapytałem ich, dlaczego tu stoją. Z wielkim uśmiechem na twarzy odpowiedzieli, iż dzisiaj będą mieli zabawny dzień, a to wszystko za zgodą Elsworda. Pozwolił im wykorzystać nasz hotel do ich planów. Nie wgłębiałem się bardziej w to, bo już przyszedł Ammo i razem wyruszyliśmy na sekretne mapy.
Po zakończonej pracy na dziś, z ciekawości zajrzeliśmy na tablicę rynkową. Może trafią się jakieś okazję... Jak na zawołanie, zarówno ja, jak i mój przyjaciel dokupiliśmy brakujące części garderoby i zadowoleni wróciliśmy do pałacu. Przywitały nas wrzaski i śmiechy z dziedzińca. Poszliśmy zobaczyć, co tam się wyprawia i zobaczyliśmy uciekających magicznych wojowników przed czarodziejką i nazoidką. Zaraz potem przybiegła dziewczyna Elsa i rozmawiali o swoich sprawach. W jednej chwili pisnęła tak głośno, że przetykałem sobie uszy i sprawdzałem, czy aby dobrze słyszę. Tak to jest, jak się stoi blisko dziewczyn. Dosłyszałem, iż rozmawiają o Gold Falconie i pod nosem mruknąłem, że też już mam całość. Oczywiście, Aisha to usłyszała i pogratulowała mi. Chciała, żebym się jej pokazał w nowym ubraniu, jednak ja nie wiedziałem, co odpowiedzieć, bo Els jej odmówił, a jeśli ja też to zrobię, to... Zakłopotany szybko myślałem nad odpowiedzią i rzuciłem, że wieczorem przyjdę w tym ubrany. Zgodziła się i przytuliła do mnie. Teraz to nie wiedziałem, co zrobić. Ammo mnie zabije. Zeszła ze mnie dopiero wtedy, gdy Elsword powiedział, że idzie przymierzyć Falcona. Mi serce waliło jak głupie i martwiłem się, czy nie będą kłopoty przez to.
Zmęczony tym wszystkim wróciłem do swoich czterech ścian. Odłożyłem broń przy kanapie, a sam potem wyłożyłem się na łóżku. Kilka chwil potem, poczułem jak ktoś klepie mnie po głowie. Dźwignąłem się i zobaczyłem lisiczkę, która pisnęła i radośnie się uśmiechnęła. Pobawiłem się z nią trochę, a potem myślałem o Mayi. Oby wszystko było u niej w porządku.
Wieczorem zabrałem się za przymierzanie nowego kompletu Falcona. Wszystko świetnie pasowało, a fryzura mi bardzo do gustu przypadła. Teraz z koloru czarnego, przeszedłem na brązowy. Zaczesałem grzywkę na prawo, a resztę włosów spiąłem w kucyk.
Zszedłem na dół, na kolację. Gdy przyjaciele mnie zobaczyli pogratulowali skompletowania całości i mówili, iż świetnie w tym ubraniu wyglądam. Ammo też już miał na sobie Falcona i zadowoleni w spokoju zjedliśmy kolację.
Po zakończonej pracy na dziś, z ciekawości zajrzeliśmy na tablicę rynkową. Może trafią się jakieś okazję... Jak na zawołanie, zarówno ja, jak i mój przyjaciel dokupiliśmy brakujące części garderoby i zadowoleni wróciliśmy do pałacu. Przywitały nas wrzaski i śmiechy z dziedzińca. Poszliśmy zobaczyć, co tam się wyprawia i zobaczyliśmy uciekających magicznych wojowników przed czarodziejką i nazoidką. Zaraz potem przybiegła dziewczyna Elsa i rozmawiali o swoich sprawach. W jednej chwili pisnęła tak głośno, że przetykałem sobie uszy i sprawdzałem, czy aby dobrze słyszę. Tak to jest, jak się stoi blisko dziewczyn. Dosłyszałem, iż rozmawiają o Gold Falconie i pod nosem mruknąłem, że też już mam całość. Oczywiście, Aisha to usłyszała i pogratulowała mi. Chciała, żebym się jej pokazał w nowym ubraniu, jednak ja nie wiedziałem, co odpowiedzieć, bo Els jej odmówił, a jeśli ja też to zrobię, to... Zakłopotany szybko myślałem nad odpowiedzią i rzuciłem, że wieczorem przyjdę w tym ubrany. Zgodziła się i przytuliła do mnie. Teraz to nie wiedziałem, co zrobić. Ammo mnie zabije. Zeszła ze mnie dopiero wtedy, gdy Elsword powiedział, że idzie przymierzyć Falcona. Mi serce waliło jak głupie i martwiłem się, czy nie będą kłopoty przez to.
Zmęczony tym wszystkim wróciłem do swoich czterech ścian. Odłożyłem broń przy kanapie, a sam potem wyłożyłem się na łóżku. Kilka chwil potem, poczułem jak ktoś klepie mnie po głowie. Dźwignąłem się i zobaczyłem lisiczkę, która pisnęła i radośnie się uśmiechnęła. Pobawiłem się z nią trochę, a potem myślałem o Mayi. Oby wszystko było u niej w porządku.
Wieczorem zabrałem się za przymierzanie nowego kompletu Falcona. Wszystko świetnie pasowało, a fryzura mi bardzo do gustu przypadła. Teraz z koloru czarnego, przeszedłem na brązowy. Zaczesałem grzywkę na prawo, a resztę włosów spiąłem w kucyk.
Zszedłem na dół, na kolację. Gdy przyjaciele mnie zobaczyli pogratulowali skompletowania całości i mówili, iż świetnie w tym ubraniu wyglądam. Ammo też już miał na sobie Falcona i zadowoleni w spokoju zjedliśmy kolację.
Wpis3
Obudziły mnie promienie porannego światła. Zeki jeszcze spała przytulona
do mnie i wtedy wspomniało mi się o dziennej robocie z Lorienem. Znowu
będzie się drzeć, że ją zostawiłem po wspólnie spędzonej nocy. Trudno
się mówi. Wstałem, doprowadziłem się do porządku i kazałem małej mieć na
nią oko. Po cichu wyszedłem z pokoju i na dole czekał Lorien, w
towarzystwie RS’ów. Zapytałem ich, co tu robią o tak wczesnej porze. Od
razu wyjaśnili, iż muszą wszystko przygotować. No cóż, ich działka to
się wtrącać nie będę. Zapytałem Chunga, czy możemy ruszać. Kiwnął głową,
zabrał działko i ruszyliśmy na podbój sekretów, a potem Henira. Mam
nadzieję, że jak wrócę to hotel będzie w jednym kawałku.
Podobnie jak wczoraj wyrobiliśmy się z wszystkim do trzynastej. Przy okazji udaliśmy się na rynek, sprawdzić, czy są części awatarów, których nam brakuje. Przeglądając listę znalazłem tanią fryzurę i od razu kupiłem, a Lorien dokupił brakującą górę. Zadowoleni wróciliśmy do pałacu. Gdy tylko minęliśmy próg budynku usłyszeliśmy wrzaski i śmiechy. Wymieniliśmy się spojrzeniami i udaliśmy się na dziedziniec. Tam, Amhila i Kakazu goniła Marumi i Seleryn, a oni mieli radochę jak małe dzieci. Chwile potem podbiegła Aisha i rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją i przeprosiłem, że zostawiłem. Co prawda, była trochę smutna z tego faktu, ale jakoś to przebolała, bo wie, że zawsze dużo mam na głowie. Przy okazji powiedziałem jej, iż już mam całość Falcona. Jak pisnęła, to myślałem, że ogłuchnę, podobnie Lorien, który przetykał sobie uszy i sprawdzał, czy dobrze słyszy. Powiedziała, że mam natychmiast to założyć i się jej pokazać. Ta i co jeszcze. Odmówiłem jej, a ona obrażona zeszła ze mnie i założyła ręce. Wtedy Lorien cicho dodał, że też ma już całość. Oczywiście, Zeki to nie umknęło i pogratulowała mu. Namawiała go by też się pokazał w nowym ciuchu i wtedy spojrzał na mnie i nie wiedział, co odpowiedzieć.
-No chyba ty nie będziesz tak wredny, jak on, co? – wskazała na mnie palcem, a ja założyłem ręce i zmierzyłem ją spojrzeniem. Ona tylko pokazała język i odwróciła głowę w stronę Chunga.
-No ten, więc… - spoglądał to na mnie, to na Aishe, na lisiczkę. – Może… wieczorem?
-Ah, nie mogę się doczekać! – wyskoczyła i przytuliła się do niego. Wtedy podszedł Amhil do mnie i położył ręką na ramieniu.
-I ty jej tak pozwalasz? – spojrzałem na niego z zapytaniem. – No, wiesz. – spojrzał wtedy na Zeki przytuloną do Loriena.
-Tu chodzi o zaufanie, wiesz. A on jest przyjacielem i ma dziewczynę.
-Taaaaakieeeee buty! Dobra słuchaj majster, jeszcze jest masa rzeczy przygotowanych do dowcipów, więc nie wleć w nie czasem.
-Taaa, a może powiesz, gdzie i co dałeś? – wyszeptał mi wszystkie tzw. pułapki na dziewczyny z gildii. Na koniec kiwnąłem głową i wtedy odszedł do swojego przyjaciela. -Dobra to ja idę przymierzyć Falcona, a ty się tu miziaj dalej.
Odparłem i skierowałem się w stronę wyjścia. Kilka sekund później Zeki, przytulona do mojego ramienia szła ze mną do pokoju.
Śnieżynka wygodnie leżała na fotelu. Zeki z zadowoleniem usiadła na kanapie i czekała, aż założę nowego avatara. Wyciągnąłem z szafy pozostałe części i poszedłem się przebrać. Gdy już wszystko miałem założone, największym problemem okazała się być fryzura. Ta grzywka będzie mi przeszkadzać do cholery… Zaczesałem ją na lewą stronę i gotowy wyszedłem się pokazać Zeki. Była zafascynowana, od razu powiedziała, iż ten set najlepiej mi pasuje. Ja jakoś przywykłem do Glaciala, ale niech jej będzie. Od razu zaczęła przeczesywać grzywkę, a drugą ręką bawić się kucykiem.
-Przypomniały mi się czasy jak obrałeś drogę ShK. Wtedy też miałeś takiego kucyka.
-Weź mi nie psuj fryzury, psujo jedna. – zabrałem jej ręce, a ona rozbawiona przytuliła się.
Rozmawialiśmy przez dłuższy czas o tym, co chłopaki tutaj robili. Opowiedziała mi szczegół po szczególe, jakie akcje się tu działy. Oni serio mają nierówno pod sufitem. Dodała również, iż ona sama prawie nie wpadła w ich psikusa. Wtedy jej zdradziłem dalsze plany, jakie zaplanowali. Z ciekawości poszliśmy obserwować to wszystko z daleka.
Dochodziłam szesnasta. Udaliśmy się do salonu głównego. Tam siedziała Marumi z swoim chłopakiem, a w oddali Kakazu i Amhil coś szykowali. Amhil trzymał w ręku patyk, a Kakazu sznur. Gdy wybiło równo pięć po szesnastej, rzucił patykiem w górę, a Kaku szarpnął sznurem. Kubeł, co wisiał w górze się otworzył i obrócił, a na dwójkę siedzących spadł piasek. Tamci wybuchnęli śmiechem, ja powstrzymywałem Aishę, by nas nie wydała, a oni otumanieni siedzieli i zrzucali wolnym ruchem z siebie piasek, a potem Marumi ryknęła, że się doigrają. Idąc dalej za nimi, dotarliśmy do ogrodu. Chalya razem z Seleryn podziwiały kwiaty. Chłopaki podeszli do dziewczyn i o czymś rozmawiali. Chwile potem szły razem za nimi, na drugą stronę ogrodu. Zbliżyły się do kwiatów, co tam rosły. Kakazu kopnął w kołek, co był w zaroślach i przed nimi, pojawiła się kukła. Te ryknęły i się przewróciły, a oni piątka i uciekli. Szliśmy dalej, teraz przyszła kolej na Giio. Ciekawi mnie, co jej zaplanowali, bo tu mi Amhil zdradzić szczegółów nie chciał. Giio przechodziła przez korytarz, a oni stali za filarami.
-Oh Julio, me serce do ciebie ucieka. – wyskoczył nagle Amhil i klęknął przed nią, a ona patrzała na niego jak na kretyna.
-Od kiedy czytasz książki?
-Od dawna. – wstał i stanął obok niej. – To jak zostaniesz moją Julią?
-Zapomnij. – rzuciła bezinteresownie i poszła dalej. Nastała cisza.
-Złamałaś mi serce, o miłości moja jedyno! Nie mam już po co żyć na tym świecie, więc odchodzę na wieki! – przez chwile zastanawiałem się, co on gada w ogóle. Giio też odwróciła się i obserwowała go, a on skierował się do drugiego pokoju. Łuczniczka szybkim krokiem podeszła pod drzwi i gdy je uchyliła krzyknęła, a my od razu podbiegliśmy zobaczyć, co się stało. Zamurowało nas. Amhil się powiesił. W tym momencie się zaniepokoiłem i to bardzo. Zielonowłosa strzałami rozcięła sznur, a chłopak padł na ziemię. Podbiegła szybko do niego, a my z daleka oglądaliśmy to wszystko. Rozwiązała mu sznur, z gardła i wymawiała jego imię, wręcz błagając, by się obudził. Nawet nie minuta, a się rozpłakała i przeklinała świat. Aisha też miała już łzy w oczach, a ja nadal byłem w szoku tym, co zrobił.
-O rany, kto by pomyślał, że tak bardzo przeżyjesz moją śmierć. – odezwał się głos, głos, który należał do Amhila. Nasz wzrok skupił się na nim, a on się roześmiał. Zaraz potem pojawił się Kakazu zza tapczanu, z aparatem w rękach. – Masz? – Kaku uśmiechnął się i postukał palcem w aparat. To są debile, ale serio. Oni są nienormalni. Patrzeliśmy na Giio, która nadal klęczała przy Amhilu, a on siedział i spojrzał na nią.
-Ty kretynie… JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ! JA SIĘ MARTWIŁAM IDIOTO SKOŃCZONY, ŻE NIE ŻYJESZ! – wykrzyknęła, szybkim ruchem ręki, w twarz go uderzyła i wybiegła z pokoju. Patrzeliśmy za siebie, a potem ja spojrzałem na nich.
-Chyba z tym dowcipem przesadziliście. – objąłem Zeki i skierowaliśmy się do wyjścia. – Teraz to odkręćcie.
Nastał wieczór. Służący posprzątali ślady dowcipów z dzisiaj i w spokoju spożywaliśmy kolacje. Lorien tak jak ja siedział w nowym avku.
Świetnie w nim wygląda i zaczęliśmy dyskutować o wszystkim i o niczym.
Podobnie jak wczoraj wyrobiliśmy się z wszystkim do trzynastej. Przy okazji udaliśmy się na rynek, sprawdzić, czy są części awatarów, których nam brakuje. Przeglądając listę znalazłem tanią fryzurę i od razu kupiłem, a Lorien dokupił brakującą górę. Zadowoleni wróciliśmy do pałacu. Gdy tylko minęliśmy próg budynku usłyszeliśmy wrzaski i śmiechy. Wymieniliśmy się spojrzeniami i udaliśmy się na dziedziniec. Tam, Amhila i Kakazu goniła Marumi i Seleryn, a oni mieli radochę jak małe dzieci. Chwile potem podbiegła Aisha i rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją i przeprosiłem, że zostawiłem. Co prawda, była trochę smutna z tego faktu, ale jakoś to przebolała, bo wie, że zawsze dużo mam na głowie. Przy okazji powiedziałem jej, iż już mam całość Falcona. Jak pisnęła, to myślałem, że ogłuchnę, podobnie Lorien, który przetykał sobie uszy i sprawdzał, czy dobrze słyszy. Powiedziała, że mam natychmiast to założyć i się jej pokazać. Ta i co jeszcze. Odmówiłem jej, a ona obrażona zeszła ze mnie i założyła ręce. Wtedy Lorien cicho dodał, że też ma już całość. Oczywiście, Zeki to nie umknęło i pogratulowała mu. Namawiała go by też się pokazał w nowym ciuchu i wtedy spojrzał na mnie i nie wiedział, co odpowiedzieć.
-No chyba ty nie będziesz tak wredny, jak on, co? – wskazała na mnie palcem, a ja założyłem ręce i zmierzyłem ją spojrzeniem. Ona tylko pokazała język i odwróciła głowę w stronę Chunga.
-No ten, więc… - spoglądał to na mnie, to na Aishe, na lisiczkę. – Może… wieczorem?
-Ah, nie mogę się doczekać! – wyskoczyła i przytuliła się do niego. Wtedy podszedł Amhil do mnie i położył ręką na ramieniu.
-I ty jej tak pozwalasz? – spojrzałem na niego z zapytaniem. – No, wiesz. – spojrzał wtedy na Zeki przytuloną do Loriena.
-Tu chodzi o zaufanie, wiesz. A on jest przyjacielem i ma dziewczynę.
-Taaaaakieeeee buty! Dobra słuchaj majster, jeszcze jest masa rzeczy przygotowanych do dowcipów, więc nie wleć w nie czasem.
-Taaa, a może powiesz, gdzie i co dałeś? – wyszeptał mi wszystkie tzw. pułapki na dziewczyny z gildii. Na koniec kiwnąłem głową i wtedy odszedł do swojego przyjaciela. -Dobra to ja idę przymierzyć Falcona, a ty się tu miziaj dalej.
Odparłem i skierowałem się w stronę wyjścia. Kilka sekund później Zeki, przytulona do mojego ramienia szła ze mną do pokoju.
Śnieżynka wygodnie leżała na fotelu. Zeki z zadowoleniem usiadła na kanapie i czekała, aż założę nowego avatara. Wyciągnąłem z szafy pozostałe części i poszedłem się przebrać. Gdy już wszystko miałem założone, największym problemem okazała się być fryzura. Ta grzywka będzie mi przeszkadzać do cholery… Zaczesałem ją na lewą stronę i gotowy wyszedłem się pokazać Zeki. Była zafascynowana, od razu powiedziała, iż ten set najlepiej mi pasuje. Ja jakoś przywykłem do Glaciala, ale niech jej będzie. Od razu zaczęła przeczesywać grzywkę, a drugą ręką bawić się kucykiem.
-Przypomniały mi się czasy jak obrałeś drogę ShK. Wtedy też miałeś takiego kucyka.
-Weź mi nie psuj fryzury, psujo jedna. – zabrałem jej ręce, a ona rozbawiona przytuliła się.
Rozmawialiśmy przez dłuższy czas o tym, co chłopaki tutaj robili. Opowiedziała mi szczegół po szczególe, jakie akcje się tu działy. Oni serio mają nierówno pod sufitem. Dodała również, iż ona sama prawie nie wpadła w ich psikusa. Wtedy jej zdradziłem dalsze plany, jakie zaplanowali. Z ciekawości poszliśmy obserwować to wszystko z daleka.
Dochodziłam szesnasta. Udaliśmy się do salonu głównego. Tam siedziała Marumi z swoim chłopakiem, a w oddali Kakazu i Amhil coś szykowali. Amhil trzymał w ręku patyk, a Kakazu sznur. Gdy wybiło równo pięć po szesnastej, rzucił patykiem w górę, a Kaku szarpnął sznurem. Kubeł, co wisiał w górze się otworzył i obrócił, a na dwójkę siedzących spadł piasek. Tamci wybuchnęli śmiechem, ja powstrzymywałem Aishę, by nas nie wydała, a oni otumanieni siedzieli i zrzucali wolnym ruchem z siebie piasek, a potem Marumi ryknęła, że się doigrają. Idąc dalej za nimi, dotarliśmy do ogrodu. Chalya razem z Seleryn podziwiały kwiaty. Chłopaki podeszli do dziewczyn i o czymś rozmawiali. Chwile potem szły razem za nimi, na drugą stronę ogrodu. Zbliżyły się do kwiatów, co tam rosły. Kakazu kopnął w kołek, co był w zaroślach i przed nimi, pojawiła się kukła. Te ryknęły i się przewróciły, a oni piątka i uciekli. Szliśmy dalej, teraz przyszła kolej na Giio. Ciekawi mnie, co jej zaplanowali, bo tu mi Amhil zdradzić szczegółów nie chciał. Giio przechodziła przez korytarz, a oni stali za filarami.
-Oh Julio, me serce do ciebie ucieka. – wyskoczył nagle Amhil i klęknął przed nią, a ona patrzała na niego jak na kretyna.
-Od kiedy czytasz książki?
-Od dawna. – wstał i stanął obok niej. – To jak zostaniesz moją Julią?
-Zapomnij. – rzuciła bezinteresownie i poszła dalej. Nastała cisza.
-Złamałaś mi serce, o miłości moja jedyno! Nie mam już po co żyć na tym świecie, więc odchodzę na wieki! – przez chwile zastanawiałem się, co on gada w ogóle. Giio też odwróciła się i obserwowała go, a on skierował się do drugiego pokoju. Łuczniczka szybkim krokiem podeszła pod drzwi i gdy je uchyliła krzyknęła, a my od razu podbiegliśmy zobaczyć, co się stało. Zamurowało nas. Amhil się powiesił. W tym momencie się zaniepokoiłem i to bardzo. Zielonowłosa strzałami rozcięła sznur, a chłopak padł na ziemię. Podbiegła szybko do niego, a my z daleka oglądaliśmy to wszystko. Rozwiązała mu sznur, z gardła i wymawiała jego imię, wręcz błagając, by się obudził. Nawet nie minuta, a się rozpłakała i przeklinała świat. Aisha też miała już łzy w oczach, a ja nadal byłem w szoku tym, co zrobił.
-O rany, kto by pomyślał, że tak bardzo przeżyjesz moją śmierć. – odezwał się głos, głos, który należał do Amhila. Nasz wzrok skupił się na nim, a on się roześmiał. Zaraz potem pojawił się Kakazu zza tapczanu, z aparatem w rękach. – Masz? – Kaku uśmiechnął się i postukał palcem w aparat. To są debile, ale serio. Oni są nienormalni. Patrzeliśmy na Giio, która nadal klęczała przy Amhilu, a on siedział i spojrzał na nią.
-Ty kretynie… JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ! JA SIĘ MARTWIŁAM IDIOTO SKOŃCZONY, ŻE NIE ŻYJESZ! – wykrzyknęła, szybkim ruchem ręki, w twarz go uderzyła i wybiegła z pokoju. Patrzeliśmy za siebie, a potem ja spojrzałem na nich.
-Chyba z tym dowcipem przesadziliście. – objąłem Zeki i skierowaliśmy się do wyjścia. – Teraz to odkręćcie.
Nastał wieczór. Służący posprzątali ślady dowcipów z dzisiaj i w spokoju spożywaliśmy kolacje. Lorien tak jak ja siedział w nowym avku.
Świetnie w nim wygląda i zaczęliśmy dyskutować o wszystkim i o niczym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)