niedziela, 10 marca 2013

Wpis6


Przeprosiłem Loriena, iż nie mogę iść teraz (czyt. z rana) na sekretne mapy i Henira. Zapytałem, czy później to zrobimy jak wrócę. Zgodził się i dorzucił, iż pójdzie się położyć za ten czas. On sobie będzie spał, a mnie czeka rozmowa z arcykapłanką…
Gdy znalazłem się w Hamel, od razu skierowałem się do Świątyni Wody. Chciałem uniknąć rozmowy z Penetiem. Otwarłem bramę prowadzącą do wnętrza Świątyni. Tym razem miejsce nie było zapchane demonami, tylko strażnikami. Krocząc dalej po kamiennych korytarzach, czułem, iż to miejsce wypełnione jest pozytywną energią. Odmienną od mojej własnej. Dotarłem w końcu na ostatnią prostą, prowadzącą prosto do kapłanki. Krętymi schodami wszedłem na górę i stanąłem naprzeciwko kuli, w której arcykapłanka się znajdowała. Kilka chwil później opuściła swoje miejsce pobytu i stanęła przede mną. Uklęknąłem przed nią i przywitałem ją uroczystą mową. Spokojnym i delikatnym głosem odpowiedziała, bym wstał i dodała, iż nie muszę przed nią tak oficjalnie się zachowywać. Zrobiłem, co kazała. Podeszła do mnie i dotknęła mojej twarzy. Jej dłoń była ciepła i wyczułem troskę albo mi się tylko zdawało.

 -Jak sobie radzisz z mrokiem w twoim sercu Elsword? – chwila moment. Skąd ona o tym wie? Chyba jej wiedza jest większa niż przypuszczałem. Ciekawe, co jeszcze o mnie wie…  
-Nie mam żadnych problemów arcykapłanko.  
-Proszę, mów do mnie po imieniu. – posmutniała, ale nadal jej dłoń spoczywała na moim policzku.
-Przepraszam…
-Powiedz mi, ktoś jeszcze wie o Behliorze i twoim powiązaniu z światem Avalaca? – że co do cholery? Skąd ona o ‘tym’ wie?! No to mam problemy i to duże. Serce zaczęło mi szybciej bić, a sam Behlior dał znaki, iż jest obecny.
-Skąd ty…
-O tym wiem? – uśmiechnęła się nieśmiało i odwróciła w stronę kuli, w której zwykle się znajduje. – Jestem kapłanką, umiem wyczuć, czy ktoś posiada dobre serce lub czy ma styczność z mrokiem. Jednak nie martw się, jestem po twojej stronie i jakby twój sekret się wydał, stanęłabym w twojej obronie.
 -Dziękuje… - nic więcej nie byłem w stanie wydusić. Jedno dotknięcie wystarczyło, by poznała prawdę o mnie. Odwróciła się w moją stronę i podeszła.
-Zapewne zastanawiasz się, o czym chce z tobą porozmawiać. – kiwnąłem głową, a ona minęła mnie i usiadła na podeście, na którym staliśmy. – Usiądź, proszę. – usiadłem obok niej i przed moimi oczami stanął obraz całej świątyni od wewnątrz. Niezapomniany widok. – Wiesz pewnie, iż przez długi czas był przy mnie Ran i starał się uzyskać pewne informacje, którzy znają tylko kapłani Eldrytu.
-Jakie informacje? – czyżby cel Rana był zupełnie inny? 
-Widzisz Elsword, Ran poszukuje Opiekunki El i chciał ode mnie uzyskać te informacje. Jednak mu się to nie udało, więc poszedł szukać pomocy u kogoś innego. Zapewne wiesz do czego zmierzam. – kiwnąłem głową na znak, że rozumiem. Jakoś to ma ręce i nogi, ale nadal jest dużo niejasności. – Boję się jednak, iż udzieliłam mu nieświadomie pewnej wskazówki, ale nie jestem do końca pewna. Nie chce by przez moją nieodpowiedzialność ucierpieli inni.  
-Nie powinnaś się martwić czymś, nad czym nie masz pewności. Zresztą, gdyby coś się stało to ja jak i inni są od tego by walczyć w imię pokoju. – założyłem ręce i spojrzałem w górę, a potem na nią. Sasha przez chwile siedziała nieruchomo, a potem wstała i uśmiechnęła się jak poprzednio.
 -Mam nadzieję, iż nikomu z was krzywda się nie stanie podczas walk.
-Jak do tej pory przeżyliśmy, to raczej nic nas nie zabije. – wstałem i odprowadziłem ją do kuli.  
-Jest jeszcze coś, co musisz wiedzieć. – spojrzałem pytająco na nią. – Czekają ciebie trudne wyzwania w życiu i rozczarowania. Zostaniesz wielokrotnie poddany wszelakim próbom. Elsword, twoje życie nie jest łatwe, tylko wręcz przeciwnie. Musisz uważać na siebie.
Po tych słowach wróciła do kuli, a ja przez chwile rozmyślałem nad tym, co powiedziała.

Wróciwszy do miasta, spotkałem Penetnia, który zasypał mnie pytaniami, co kapłanka ode mnie chciała. Teraz mogę być wredny. Uśmiechnąłem się do niego arogancko i rzuciłem, iż nie jego sprawa. Od razu zmienił ton i groził różnymi rzeczami. Przywołałem Cornwella i skierowałem go, w jego kierunku. Chłodnym tonem powtórzyłem mu, co powiedziałem wcześniej i udałem się do Aranki. Korzystając z biletu znalazłem się w Sandri i skierowałem do pałacu. Czekał tam na mnie Lorien i razem wyruszyliśmy zrobić to, co robimy zwykle z rana.

Zbliżała się szesnasta. Obiad zjedliśmy na mieście, bo nie chciało nam się wracać specjalnie tam, by zjeść i znowu wracać. Skierowaliśmy się na rynek, by obejrzeć jak stoją ceny awatarów broni. Przez jakiś czas sprawdzaliśmy wszystkie sklepiki dokładnie, aż w końcu trafiłem do osoby, co sprzedawała avka Falcona. Spojrzałem szybko na cenę, przypomniałem sobie, po ile to przeważnie wystawiają i zdecydowałem, iż kupuje. Jak do mnie to świetna okazja 130kk lub 200kk w górę. Różnica jest, a że ostatnimi czasy nie jestem przy kasie, to trzeba oszczędzać. Lorien pogratulował mi i dodał, iż teraz będzie skanować tablice rynkową cały czas, by trafić na okazję. Zaśmiałem się i zadowolony, wraz z Chungiem wróciliśmy do pałacu.

Oczywiście Rena nas ochrzaniła, że na obiad nie przyszliśmy, ale szybko ją zagadałem o Falconie i moim zakupie. Od razu zapomniała o tym, iż nie przyszliśmy i przyglądała się mojej przyszłej broni. Udałem się do pokoju, a zaraz za mną weszła Zeki. Zapytała mnie, gdzie byłem cały dzień. Odpowiedziałem na postawione pytanie i przez chwile się jej przyglądałem. Była dziwnie zgaszona i blada, jakby nie wiem, co się stało. Spytałem, czy wszystko w porządku. Zapewniała, iż nic jej nie jest. Podszedłem do niej i dotknąłem jej czoła. Nie wygląda by miała gorączkę czy coś, jednak mnie zadziwiła jej reakcja. Wystraszyła się tego, co zrobiłem. Gdy tylko chciałem ją przytulić do siebie, odepchnęła mnie od siebie i wyszła z pokoju bez słowa. Pierwszy raz to zrobiła od ostatniej kłótni. Coś się stało, ale znając życie mi nie powie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz