sobota, 31 sierpnia 2013

Aktulaka

Dodana nowa strona One Shot. Tam zapisywać będę zupełnie osobne krótkie przygody naszych bohaterów.
Nowy wpis ukarze się jak uda mi się go skończyć ;c
Dodano filmy do odpowiednich serverów

środa, 7 sierpnia 2013

Wpis10

Z rana wszyscy wróciliśmy do Hamel. Mina Penentia i innych z miasta, gdy zobaczyli Elesis była niezapomniana. Wszyscy cieszyli się z jej powrotu, do tego stopnia, że zapomnieli o problemie miasta. Udaliśmy się wraz z Penentiem do jego gabinetu i tam dyskutowaliśmy o naszym nowym treningu. Wyjaśnił wszystko po kolei i gdy skończył udaliśmy się do Camilli. Z radością wszystkim wręczyła listy i powiedziała, że tam mamy spotkać się z ludźmi którzy będą nadzorować nasz trening. Co prawda Elesis i Ara nie dostały listu, z bliżej mi nieznanych powodów, jednak teraz mało mnie to interesowało. Mam nadzieję, że Penentio poinformował Camille o mojej prośbie. Jak nie, to będą kłopoty.
Udaliśmy się na most i tam każdy czytał swój list. Wynikało z niego, że trening ma trwać miesiąc (!??!?) lub dłużej, jeśli nie opanujemy nowych umiejętności. Nie mogłem w to uwierzyć, miesiąc wolności od wszystkich. To jak spełnienie marzeń. Dobra, za Zeki będę tęsknić i martwić się o Loriena, reszta mi tam... Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoim kierunku. Zanim jednak rozeszliśmy się do końca podszedłem do Loriena.
-Dam sobie radę. Nie przejmuj się.
-Po wczorajszym to sam nie wiem...
-Jest dobrze, naprawdę. - lekko się uśmiechnął i skierował w swoją stronę.
Jest dobrze ta? Ciekawe z której strony...
Po kilku godzinach dotarłem do miasteczka, w którym miałem na spokojnie uczyć się nowych umiejętności. Miasteczko nie wyglądało na jakieś biedne, ani super bogate. Panowała tu przyjazna atmosfera. Idąc dalej z Coco, trafiliśmy do areny walk. Zszedłem z mounta i weszliśmy do środka. Tam czekał na mnie mężczyzna, dość napakowany, który przeglądał gazetę. Podeszliśmy bliżej i spojrzał na nas. Zapytał, czy to ja mam tu odbywać miesięczny trening. Przytaknąłem, a on powiedział, że całe te pomieszczenie jest do mojej dyspozycji i mam niczego nie zniszczyć. Dodał też, iż wie o mojej prośbie samotnego odbywania treningu. Gdy wychodził życzył mi powodzenia i jakbym coś chciał, to mam mu powiedzieć. 
Lepiej być nie mogło. Gdy tylko zostałem sam od razu zacząłem rozmowę z Cornwellem i Mrocznym. Pokazali mi księgę, w której były zapisane bardziej zaawansowane techniki. Wyglądały interesująco, jednak opanowanie ich będzie wyzwaniem.
Mijały dni, tygodnie. Starałem się perfekcyjnie opanować nowe umiejętności. Im większa kontrola, tym lepiej dla mnie. Sword Shield już wychodził jak należy, jednak sporo czasu zajęło mi zminiaturyzowanie 5 Cornwelli na raz. Teraz już ładne mini Cornwelle krążą wokół mnie i chronią przed przeciwnikiem. Następnie przyszła kolej na Piercing Sword. Podobne do Harsha, tylko ma przebijać przez wroga, a nie przyciągać. Akurat to było łatwe więc kilka dni zajęło mi jego opanowanie. Kilka dni później kolejna technika - Fatal Slap. Przypomina zwykły atak, jednak na końcu jest wybuch i rani przeciwnika na tyle boleśnie, ze wywołuje krwawienie. Przydatna umiejętność.  Kolejne dni spędziłem na doskonaleniu Crescenta. Musiałem wykonać ten atak tak by nie zakończył się przy 3 cięciach, tylko 6 i tak aby nie odepchnęły wroga. To też było ciężkie, jednak po tygodniu udało się jakoś. Dodatkowo Cornwell nauczył mnie jak zranić przeciwnika podczas walki tak, by wywołać krwawienie. Zwykły atak, na tyle dokładny, że może wywołać taki efekt. To było ciężkie i dużo czasu spędziłem nad tym.
Po półtora miesiąca miałem w pełni opanowane nowe umiejętności, jednak zaniepokoiła mnie jedna rzecz. Strasznie męczyłem się, gdy przywoływałem Phantoma. Nawet utrzymać go dłużej jak 10 sekund nie potrafiłem. Mroczny od razu poinformował mnie, że bez jego pomocy nie mogę do woli używać wszystkich ataków. Czyli krótko, musiałem wybrać takie techniki, które zbytnio nie obciążają mojego ciała i nie zużywają dużo energii. Reszta, tych bardziej wymagających musiałem pozostawić do dyspozycji, gdy walczę wraz z Mrocznym.
Po zakończonym treningu podziękowałem za gościnę i wróciłem do Sander. Prawdę mówiąc to byłem zmęczony tym dziennym treningiem. Wypadałoby się w końcu wyspać do porządku.
Gdy tylko przekroczyłem próg pałacu, od razu Rena rzuciła się na mnie i wypytywała, gdzie tak długo byłem, co robiłem i inne. Rzuciłem jej, że trening się przeciągnął i jakoś udało się ją oderwać ode mnie. Idąc dalej spotkałem Loriena, który polerował swoje działo i Aishe która obok czytała książkę. Podszedłem do nich i przywitałem się. Chung zerknął na mnie, przywitał się i wrócił do swojej roboty, a Aisha prawie to samo co on. Widać bardzo zajęci, więc przeszkadzać nie będę. Udałem się do swojego pokoju i wyłożyłem się na łóżku. Po kilku minutach zasnąłem i obudziłem się dwa dni później.
Schodząc na dół słyszałem jak Rena kłóci się z Aishą. Podszedłem bliżej i podsłuchiwałem, co tam gadają.
-To nie jest dobry pomysł i wiesz o tym. Lepiej poczekaj.
-Na co niby mam czekać? Od dawna jesteśmy razem, więc mam prawo jak tyi Raven. - he co? Rena i Raven? O co tu chodzi?
-Przynajmniej go zapytaj, czy też chce.
-Zapytam potem.
Na tym rozmowa się skończyła i Rena zdenerwowana opuściła dziedziniec. Podszedłem do Aishy i spytałem o co poszło. Rzuciła, że jest dziwna i zazdrosna, bo nikogo nie ma. Potem dała mi gazetę i powiedziała bym otwarł na stronie dwudziestej. Gdy to zobaczyłem, to nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać.
-I co w związku z tym?
-Jak to co?
-Zapomnij. - oddałem jej gazetę i skierowałem się do jadalni.
-Ej no, zaczekaj. - podbiegła do mnie i zaczęła zadawać miliony pytań, czemu nie chce wziąć z nią ślubu. Rany o czym ona myśli? W ogóle ciekawe rzeczy się działy podczas moją nieobecność.
-Dość! Zamknij... się. Ok?
-Ale... - przyłożyłem jej palec do ust by znowu nie nadawała.
-Nie Zeki, teraz są ważniejsze sprawy, potem można o tym pomyśleć. - minąłem ją i usiadłem przy stole.
-To dlaczego Rena i Raven....
-Bo są jacy są. Skoro już chcę być małżeństwem proszę bardzo, mi się tam nie spieszy. - usiadła obok mnie zrezygnowana.
-Czyli mnie nie kochasz...
-Przestań.
-Wiedziałam, że tak będzie... - jak ona zacznie te swoje użalanie się i udowadnianie moje winy to cholery idzie dostać.
-Zeki...
-Nie jestem ważną osobą dla ciebie...
-Rany uspokój się dziewczyno.
-Mówię prawdę...
-Chyba twoją własną wymyśloną. - spojrzała na mnie smutnym spojrzeniem i chwile potem odwróciła głowę. - Nie zmienię zdania nawet jakbyś nie wiadomo co robiła.
-Wiem o tym. - rzuciła obrażona i wyszła.
Przeszedłem się na arenę treningową i tam trenował Lorien. Zauważyłem nowe ataki w jego wykonaniu. Najbardziej przeraził mnie ostrzał artyleryjski. Przecież, jak ktoś z tego dostanie to zostanie zabity. Mam nadzieję, że nie planuje tego używać podczas walk pvp.

sobota, 3 sierpnia 2013

Wpis9



Nie wierzyłem w to co się działo. Moja siostra po tak długim czasie się odnalazła. Byłem szczęśliwy, ulżyło mi gdy ją zobaczyłem. Vanessa z wielką radością i łzami w oczach przywitała się z Elesis. Wróciliśmy do miasta i tam kierowaliśmy się do domu niebieskowłosej.  Rozgadana była z moją siostrą, a ja wraz z resztę szliśmy za nimi. Rena i Aisha pytały o Elesis. Starałem się odpowiadać na ich pytania. Wszystko było jakby z bajki, jednak z czasem zauważyłem, iż Chung szedł całkowicie z tyłu. Jakby go nic nie interesowało. Zapytałem go, czy wszystko w porządku. Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem i kiwnął głową. Coś i tak mi nie pasowało.
U Vanessy, ona wraz z moją siostrą zaczęły wspominać stare czasy, gdy wspólnie walczyły. Siedzieliśmy obok i słuchaliśmy je. Z czasem Elesis zapytała mnie, czy mogę z nią porozmawiać na osobności. Zgodziłem się i wyszliśmy na zewnątrz. Oparłem się o ścianę i chwile potem sis położyła dłoń na mojej głowie i zrobiła mi większą szopę na głowie jak miałem.
-Ej no co robisz. – zaśmiała się i dała pstryczek w czoło.
-Już nawet siostra nie może cię dotknąć?
-Dotknąć, a rozkopać mi fryzurę to dwie sprawy. – przetarłem ręką po czole i zauważyłem, że dziwnie zaczęła się przyglądać. – Co znowu?
-Wyrosłeś za ten cały czas. Nie spodziewałam się, że wyrośnie z ciebie coś takiego. Zapewne masz już dziewczynę.
-Taa, powiedzmy. – uśmiechnęła się i usiadła obok na fotelu. – Gdzie byłaś przez ten cały czas?
-Tu i tam się podróżowało, trenowało i takie tam.
-Mogłaś dać jakieś oznaki życia. Martwiliśmy się o ciebie. Zniknęłaś tak nagle podczas misji…
-Tak, wiem. Mój błąd. Przepraszam.
-Dowiedziałaś się coś na temat tamtego gościa?
-Dowiedziałam to mało powiedziane. Gdy tylko uzyskałam informacje na jego temat i demonów od razu wyruszyłam do walki z nimi. To było wtedy, tego dnia gdy zaginęłam według was. – spojrzałem na nią i zadawałem sobie pytanie, czy zdawała sobie sprawę jak bardzo nas zmartwiła. – Demonów końca nie było widać, więc ruszyłam za nimi. Potem byłam wykończona ciągłą walką z nimi i zatrzymałam się w Sander.
-Sander?! Żartujesz sobie? – dlaczego nikt nic nie powiedział o niej?! To są jakieś żarty!
-Ta, takie miasto na pustyni. Pewnie słyszałeś o nim.
-Słyszałem? Od dłuższego czasu w nim przebywam i walczymy z demonami.
-Ah, więc to tak. – wstała i przeciągnęła się. – W Sander trenowałam by stać się silniejsza. Pomagałam wojskom pozbywać się demonów, co wkraczały na nasze terytorium, a potem znowu wyruszyłam w podróż. Tym razem do Altery. Tam dalej trenowałam i spotkałam pewnego człowieka, w białym płaszczu i krótkimi, czarnymi włosami. Pomógł mi ulepszyć jedną z moich technik i gdy ją ukończyłam zaczęłam wracać do Belder. Po drodze zabijało się demony, było ich mniej niż zwykle. Jakby ktoś już ich wszystkich wyrżnął. Zgaduje, że to wy. – spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Odwróciłem wzrok i spojrzałem w niebo. – Przy okazji, w miastach co byłam mówili mi o tobie i twojej grupie. Staliście się znani. Cieszyłam się, słysząc o tobie i reszcie tyle miłych rzeczy. Podobno jeszcze u was jest następca tronu Hamel, prawda to?
-Tak, to ten chłopak z działem.
-Ah, faktycznie. Przecież Hamel specjalizuje się w artylerzystach. Kontynuując, wybrałam się potem z powrotem do Belder. Niepokoił mnie fakt, że wyczuwałam duże skupisko demonów. Gdy dotarłam na miejsce, spotkałam grupy wojowników walczących z nimi. Pomogłam im, a potem skierowałam się na główne pole walki, tam gdzie wy walczyliście. Potem wiemy co było.
-Ta… Dzięki za pomoc…
-Oh nie ma sprawy, zawsze będę cię ratować gdy będzie taka potrzeba. – zaśmiała się i znowu pogłaskała po głowie. Uśmiechnąłem się i zastanawiałem się, czy to aby nie sen. Chwile potem wpadła Aisha.
-Elsword podobno masz coś dla mnie. – podeszła i założyła ręce.
-He? A o to chodzi. – z tego wszystkiego zapomniałem jej dać zgodę na uczestnictwo w nowym treningu.
-Ah i przepraszam, że wam przeszkadzam.
-Nic się nie stało moja droga. – Elesis zawsze dobiera takie słowa podczas rozmowy, że… Oddałem kartkę Zeki, a ona podziękowała i przytuliła się. – To twoja dziewczyna?
-Ta.
-A no. – uśmiechnęła się szczęśliwa i zawiesiła ręce na szyi.
-Mam nadzieje, że zbyt dużych problemów nie sprawia.
-Prawie żadnych, prawda? – spojrzała na mnie i pocałowała w policzek.
-Ta w przeciwieństwie do ciebie. – zaśmialiśmy się, a ona trochę się zdenerwowała. Już chciała uderzyć mnie w głowę. Złapałem ją za rękę i pocałowałem w czoło. – Bez przemocy Zeki.

Wróciliśmy potem do reszty i gadaliśmy o wszystkim, co przyszło nam do głowy. Aż dziw, Ara była bardzo rozmowna. Szybko znalazła kontakt z Elesis i nawijały jak najęte. Z tego całego grona zauważyłem, iż Chung był strasznie zamyślony i smutny. Jakby się nad tym zastanowić. Niedawno był pogrzeb jego ojca, ostatnia bliska osoba z jego rodziny. A tu nagle pojawia się moja siostra. Coś czuje, że z tego powodu jest mu ciężko. Po jakimś czasie opuścił nasze grono i skierował się na zewnątrz. Poszedłem za nim. Usiadł na poręczy i wpatrywał się w niebo.
-Lorien w porządku? – stanąłem obok niego i dostrzegłem jak łza mu po policzku spływa.
-Jak ma być w porządku? Niedawno straciłem ostatnią bliską mi osobę, a ty? Ty odnalazłeś swoją siostrę. Jak mam się z tym czuć?! – wykrzyczał i spojrzał na mnie wrogiem i smutnym spojrzeniem. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Miał rację. – Wracaj tam i ciesz się, że się odnalazła, a nie się mną przejmujesz.
-Jesteśmy przyjaciółmi. Jak mam cię zostawić w takim stanie co?! Wracamy razem albo w ogóle.
-Głupi jesteś.
-Może, ale o przyjaciół się dba. Przypomnę ci, że w pewien sposób tworzymy rodzinę. Może i nie taką jak posiadamy, ale jest ona wyjątkowa na swój sposób!
-Na co mi taka rodzina, jak moja biologiczna jest martwa! Gdzie niby mam wrócić?! Do kogo, jak skończy się to piekło!? – wstał i złapał mnie za ubrania. – Powiedz mi! Kto będzie czekać na mnie gdy skończy się misja?!
-Są osoby, które na ciebie czekają i żyłeś z nimi przez większość czasu. Nie jest tak!? Racja, nie masz już nikogo z rodziny i to boli! Tak cholera, zdaje sobie z tego sprawę. – złapałem go za rękę, co mnie trzymał i zdjąłem z siebie. Przez chwile nastała cisza. Nie wiedziałem, co powiedzieć już. Sytuacja w jego przypadku jest najgorsza z wszystkich. – Lorien słuchaj ja… chciałbym ci jakoś pomóc, ale wiem, że wszystkie starania pójdą na marne. Rodziny, tego co najważniejsza ci nie przywrócę.
-Więc widzisz. Nie wiesz jakie piekło teraz przechodzę! Nie wiesz ile uczuć mną targa od środka! – jego głos był cały roztrzęsiony. – Odpuść sobie.
Minął mnie i wrócił do domu. Ciężko mi było. Jeden z nas cierpi i to bardzo, a my nic na to poradzić nie możemy. Trzeba coś wymyślić, tylko pytanie co.