Z rana wszyscy wróciliśmy do Hamel. Mina Penentia i innych z miasta, gdy zobaczyli Elesis była niezapomniana. Wszyscy cieszyli się z jej powrotu, do tego stopnia, że zapomnieli o problemie miasta. Udaliśmy się wraz z Penentiem do jego gabinetu i tam dyskutowaliśmy o naszym nowym treningu. Wyjaśnił wszystko po kolei i gdy skończył udaliśmy się do Camilli. Z radością wszystkim wręczyła listy i powiedziała, że tam mamy spotkać się z ludźmi którzy będą nadzorować nasz trening. Co prawda Elesis i Ara nie dostały listu, z bliżej mi nieznanych powodów, jednak teraz mało mnie to interesowało. Mam nadzieję, że Penentio poinformował Camille o mojej prośbie. Jak nie, to będą kłopoty.
Udaliśmy się na most i tam każdy czytał swój list. Wynikało z niego, że trening ma trwać miesiąc (!??!?) lub dłużej, jeśli nie opanujemy nowych umiejętności. Nie mogłem w to uwierzyć, miesiąc wolności od wszystkich. To jak spełnienie marzeń. Dobra, za Zeki będę tęsknić i martwić się o Loriena, reszta mi tam... Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoim kierunku. Zanim jednak rozeszliśmy się do końca podszedłem do Loriena.
-Dam sobie radę. Nie przejmuj się.
-Po wczorajszym to sam nie wiem...
-Jest dobrze, naprawdę. - lekko się uśmiechnął i skierował w swoją stronę.
Jest dobrze ta? Ciekawe z której strony...
Po kilku godzinach dotarłem do miasteczka, w którym miałem na spokojnie uczyć się nowych umiejętności. Miasteczko nie wyglądało na jakieś biedne, ani super bogate. Panowała tu przyjazna atmosfera. Idąc dalej z Coco, trafiliśmy do areny walk. Zszedłem z mounta i weszliśmy do środka. Tam czekał na mnie mężczyzna, dość napakowany, który przeglądał gazetę. Podeszliśmy bliżej i spojrzał na nas. Zapytał, czy to ja mam tu odbywać miesięczny trening. Przytaknąłem, a on powiedział, że całe te pomieszczenie jest do mojej dyspozycji i mam niczego nie zniszczyć. Dodał też, iż wie o mojej prośbie samotnego odbywania treningu. Gdy wychodził życzył mi powodzenia i jakbym coś chciał, to mam mu powiedzieć.
Lepiej być nie mogło. Gdy tylko zostałem sam od razu zacząłem rozmowę z Cornwellem i Mrocznym. Pokazali mi księgę, w której były zapisane bardziej zaawansowane techniki. Wyglądały interesująco, jednak opanowanie ich będzie wyzwaniem.
Mijały dni, tygodnie. Starałem się perfekcyjnie opanować nowe umiejętności. Im większa kontrola, tym lepiej dla mnie. Sword Shield już wychodził jak należy, jednak sporo czasu zajęło mi zminiaturyzowanie 5 Cornwelli na raz. Teraz już ładne mini Cornwelle krążą wokół mnie i chronią przed przeciwnikiem. Następnie przyszła kolej na Piercing Sword. Podobne do Harsha, tylko ma przebijać przez wroga, a nie przyciągać. Akurat to było łatwe więc kilka dni zajęło mi jego opanowanie. Kilka dni później kolejna technika - Fatal Slap. Przypomina zwykły atak, jednak na końcu jest wybuch i rani przeciwnika na tyle boleśnie, ze wywołuje krwawienie. Przydatna umiejętność. Kolejne dni spędziłem na doskonaleniu Crescenta. Musiałem wykonać ten atak tak by nie zakończył się przy 3 cięciach, tylko 6 i tak aby nie odepchnęły wroga. To też było ciężkie, jednak po tygodniu udało się jakoś. Dodatkowo Cornwell nauczył mnie jak zranić przeciwnika podczas walki tak, by wywołać krwawienie. Zwykły atak, na tyle dokładny, że może wywołać taki efekt. To było ciężkie i dużo czasu spędziłem nad tym.
Po półtora miesiąca miałem w pełni opanowane nowe umiejętności, jednak zaniepokoiła mnie jedna rzecz. Strasznie męczyłem się, gdy przywoływałem Phantoma. Nawet utrzymać go dłużej jak 10 sekund nie potrafiłem. Mroczny od razu poinformował mnie, że bez jego pomocy nie mogę do woli używać wszystkich ataków. Czyli krótko, musiałem wybrać takie techniki, które zbytnio nie obciążają mojego ciała i nie zużywają dużo energii. Reszta, tych bardziej wymagających musiałem pozostawić do dyspozycji, gdy walczę wraz z Mrocznym.
Po zakończonym treningu podziękowałem za gościnę i wróciłem do Sander. Prawdę mówiąc to byłem zmęczony tym dziennym treningiem. Wypadałoby się w końcu wyspać do porządku.
Gdy tylko przekroczyłem próg pałacu, od razu Rena rzuciła się na mnie i wypytywała, gdzie tak długo byłem, co robiłem i inne. Rzuciłem jej, że trening się przeciągnął i jakoś udało się ją oderwać ode mnie. Idąc dalej spotkałem Loriena, który polerował swoje działo i Aishe która obok czytała książkę. Podszedłem do nich i przywitałem się. Chung zerknął na mnie, przywitał się i wrócił do swojej roboty, a Aisha prawie to samo co on. Widać bardzo zajęci, więc przeszkadzać nie będę. Udałem się do swojego pokoju i wyłożyłem się na łóżku. Po kilku minutach zasnąłem i obudziłem się dwa dni później.
Schodząc na dół słyszałem jak Rena kłóci się z Aishą. Podszedłem bliżej i podsłuchiwałem, co tam gadają.
-To nie jest dobry pomysł i wiesz o tym. Lepiej poczekaj.
-Na co niby mam czekać? Od dawna jesteśmy razem, więc mam prawo jak tyi Raven. - he co? Rena i Raven? O co tu chodzi?
-Przynajmniej go zapytaj, czy też chce.
-Zapytam potem.
Na tym rozmowa się skończyła i Rena zdenerwowana opuściła dziedziniec. Podszedłem do Aishy i spytałem o co poszło. Rzuciła, że jest dziwna i zazdrosna, bo nikogo nie ma. Potem dała mi gazetę i powiedziała bym otwarł na stronie dwudziestej. Gdy to zobaczyłem, to nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać.
-I co w związku z tym?
-Jak to co?
-Zapomnij. - oddałem jej gazetę i skierowałem się do jadalni.
-Ej no, zaczekaj. - podbiegła do mnie i zaczęła zadawać miliony pytań, czemu nie chce wziąć z nią ślubu. Rany o czym ona myśli? W ogóle ciekawe rzeczy się działy podczas moją nieobecność.
-Dość! Zamknij... się. Ok?
-Ale... - przyłożyłem jej palec do ust by znowu nie nadawała.
-Nie Zeki, teraz są ważniejsze sprawy, potem można o tym pomyśleć. - minąłem ją i usiadłem przy stole.
-To dlaczego Rena i Raven....
-Bo są jacy są. Skoro już chcę być małżeństwem proszę bardzo, mi się tam nie spieszy. - usiadła obok mnie zrezygnowana.
-Czyli mnie nie kochasz...
-Przestań.
-Wiedziałam, że tak będzie... - jak ona zacznie te swoje użalanie się i udowadnianie moje winy to cholery idzie dostać.
-Zeki...
-Nie jestem ważną osobą dla ciebie...
-Rany uspokój się dziewczyno.
-Mówię prawdę...
-Chyba twoją własną wymyśloną. - spojrzała na mnie smutnym spojrzeniem i chwile potem odwróciła głowę. - Nie zmienię zdania nawet jakbyś nie wiadomo co robiła.
-Wiem o tym. - rzuciła obrażona i wyszła.
Przeszedłem się na arenę treningową i tam trenował Lorien. Zauważyłem nowe ataki w jego wykonaniu. Najbardziej przeraził mnie ostrzał artyleryjski. Przecież, jak ktoś z tego dostanie to zostanie zabity. Mam nadzieję, że nie planuje tego używać podczas walk pvp.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz