Zszedłem na dół i spotkałem Ravenam, który był strasznie zamyślony. Panowała cisza, czyżby wszystkich wywiało stąd? Zapytałem go czy wie coś. Odparł tylko iż poszli gdzieś na miasto. Usiadłem na krześle i zacząłem się kołysać na nim po czym zapytałem go nad czym tyle myśli. Kątem oka dostrzegłem lekkie zdenerwowanie przyjaciela. Po kilku chwili, wydusił z siebie co się stało podczas walki z harpią. Czy byłem tym przejęty? Nie, w sumie rozumiem go. Machnąłem ręką i rzuciłem by się tym nie zadręczał po czym wyszedłem na miasto.
Chciałem poćwiczyć trochę na arenie pvp. Tak, więc udałem się tam i w spokoju rozglądałem się po ulicy. Naprawdę, Sandria to przyjazne miasto pełne dynamizmu w architekturze. Idąc przed siebie nagle wleciał na mnie Lorien, cały zdyszany. Ledwo łapał oddech, zapytałem co się stało. Wykrztusił tylko arena, Zeki, Eve, kłopoty. No wiele mi to nie mówiły. Oby dwoje pobiegliśmy tam. Przepchnęliśmy się przez tłum gapiów do barierek i spojrzeliśmy na arenę. Zamurowało mnie, ten widok. Eve znęcał się nad Zeki przy wszystkich podczas walki. Co jemu do cholery odbiło?! I dlaczego Camilla nie przerwała walki?! Pobiegliśmy do niej i zapytałem czy ona jest normalna i czemu nie przerywa walki. Odparła zmieszana, że nie może łamać zasad walk. No to skoro ona nie może to ja to zrobię. Przerwałem walkę, wciskając guzik na jej stole. Gdy bariera ochronna areny znikła od razu z Lorienem pobiegliśmy tam. Na trybunach panowała cisza i od czasu do czasu szmer szeptów. Zeki była cała w krwi, pobita i wystraszona. Jak długo walczymy na pvp czy przeciw demonom nigdy nie była w takim stanie. Chung położył ręką na moim ramieniu i oznajmił, że idzie go szukać. No tak od razu się ulotnił po tym wszystkim. Co za...
Teraz jednak nie on był ważny tylko Aisha. Wziąłem ja na ręce i zeszliśmy z centrum widowiska. Skierowałem się z nią do gabinetu Camilli. Oczywiście ona sama przyszła też i zapytała jak może pomóc. Początkowo chciałem jej przywalić za to, że nie przerwała walki jednak szybko ta myśl znikła i poprosiłem by przyniosła wodę, ręczniki i inne potrzebne rzeczy. Od razu wybiegła zamykając za sobą drzwi, a ja posadziłem Zeki na kanapie. Cała się trzęsła, płakała i ten wzrok, zagubiony, wystraszony. Przytuliłem ją do siebie i starałem się ją uspokoić.
Koło południa zasnęła, a ja cały czas byłem przy niej. Dzięki pomocy Camilli jako tako udało pozbyć się tej krwi i szoku po walce. W międzyczasie przyszedł Lorien i z złością odparł, że zgubił go. Głaskałem Zeki po głowie, po czym rzuciłem mu by się tym nie przejmował, znajdzie się go albo inaczej, moje demony go znajdą. Zapłaci za to co zrobił. Jak mógł nas zdradzić i tak ją potraktować przy wszystkich. Rozmawiałem jeszcze trochę z Chungiem po czym wrócił do pałacu.
Wieczorem Zeki obudziła się i razem wróciliśmy do naszego tymczasowego miejsca zamieszkania. Na dole czekali na nas wszyscy, prawie wszyscy. Rena była wystraszona tym widokiem, no tak ja i Aisha wybrudzeni krwią. Od razu wzięła Zeki w swoje matczyne ramiona, że tak nazwę i skierowały się do pokoju. Aisha nie chciała nigdzie iść beze mnie. Zapewniłem ją iż zaraz do niej przyjdę i zostanę na tak długo jak będzie chciała. Kiwnęła głową i skierowały się na górę, a z resztą rozmawialiśmy na dole. Ara też z nami była. Sama była w szoku, co prawda nie długo z nami jest ale pewnie przeżyła to podobnie jak my. Przy okazji zapytałem ją czemu nie wybierze sobie klasy. Trochę zaskoczona tym pytaniem odparła iż chce jeszcze poczekać i potem zdecydować. Jak kto woli. Rozmowę o naszych umiejętnościach, tez zostaliśmy zmuszeni do przełożenia.
Po zakończeniu rozmowy udałem się do swojego pokoju wziąć prysznic by potem podejść do Zeki. Górę Glaciala kazałem Śnieżynce doprowadzić do czystości. Machnęła łapką, a ja opuściłem swój pokój i wszedłem do pokoju Zeki. Siedziała na łóżku, z pod dźwigniętymi kolanami i w nich miała zakrytą twarz. Mała świeca paliła się obok na komodzie. Usiadłem koło niej i objąłem. Od razu się dźwignęła i przytuliła się do mnie. Tak strasznie mnie bolało to, że ktoś ją tak skrzywdził, a ja nie byłem w stanie jej ochronić, a obiecałem. Z drugiej strony kto by pomyślał, że on to zrobi... Zostałem u niej na noc i pilnowałem aby ona w spokoju odpoczęła po tym wszystkim. Gdy zasnęła wezwałem Avalaca i rozkazałem mu znaleźć tego nazoida i zabić go. Ukłonił się tylko i wrócił do siebie, a ja winiłem siebie, że jej nie upilnowałem.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
czwartek, 31 stycznia 2013
niedziela, 27 stycznia 2013
Wpis3
-Daj mu odpocząć. Przez ciebie i twój brak rozumu jest w takim stanie.
-Zamknij się dziadygo jedna.
-Wole być stary ale mądry, a nie taki tępy jak ty.
-Haaa, a chcesz się bić?!
Co to za krzyki... Głowa mnie cholernie bolała, gdy się rozejrzałem rozpoznałem to miejsce. Moja podświadomość, a dwaj wrzeszczący to Cornwell i Mroczny. Upomniałem ich by zamknęli się i tak też się stało. Oby dwoje byli spokojniejsi gdy już doszedłem do siebie. Mroczny wytłumaczył mi na czym polegał 'awans' mocy. Jak skończył przeprosił, że nie wziął pod uwagę iż moje ciało może tego nie znieść i doprowadzi mnie to do takiego stanu. Odpuściłem mu, bo nie ma co się kłócić. Ważne, że jestem w jednym kawałku.
Czułem delikatny ruch ręki po mojej głowie. Powoli otworzyłem oczy i dostrzegłem Zeki. Gdy tylko zobaczyła iż się obudziłem łzy poleciały jej po policzku i położyła głowę na torsie i zaczęła płakać. Objąłem ją i przeprosiłem za to co się stało. Powiedziała mi wszystko co się działo, jak się czuła. martwiła, aż źle mi się zrobiło, że musiała przez to przechodzić. Położyła się koło mnie i leżeliśmy razem przez długi czas.
Zbliżało się popołudnie. Czas trochę się rozruszać. Razem z Zeki i Śnieżynką zeszliśmy na dół, a potem w kierunku areny pvp. Słońce strasznie mnie raziło po oczach, bardziej niż wcześniej. Podczas drogi wyjaśniałem Aishy wszystko po kolei co się stało i jakie teraz posiadam zdolności. Gdy dotarliśmy na miejsce Camilla (ta to jest w sześciu miejscach na raz chyba) poprosiłem ją o arenę treningową. Weszliśmy do środka i do wieczora oswajałem się z nowymi zdolnościami. Większa ilość Cornwelli i siła, podoba mi się to. Wytrzymałość mojego ciała też wzrosła, jedyne co mnie trochę niepokoiło to mrok, który otaczał mnie przez cały czas podczas testów. Dziwne uczucie, satysfakcji, euforii, żądzy krwi i adrenaliny. Jeśli wdam się w walkę z mrokiem to nie przestanę dopóki nie będę mieć dość, możliwe też, iż zaatakuje moich przyjaciół. Musze coś znaleźć na to.
Gdy wracaliśmy do pałacu, w drzwiach stała Rena. Podeszła do nas i zaczęła ryczeć po nas, gdzie się włóczymy i czemu nie powiedzieliśmy niczego ani jej ani nikomu. Aisha szybko ujarzmiła rozwścieczoną Renę i weszliśmy do środka. Tam Lorien przywitał mnie z widoczną radością i opowiedział o Shatki. To jutro będę mieć gościa. Przy stole siedział Raven i Ara którzy spożywali w ciszy posiłek. Dopiero gdy weszliśmy do środka zagadani, Ara oderwała się i z uśmiechem przywitała, a Raven siedział nadal jakby w ogóle to nie ruszało. Coś czuje, że o czymś nie wiem. Zapytałem go czy wszystko w porządku, kiwnął głową, mruknął coś pod nosem i odszedł. Spojrzałem na Rene, która tylko wzruszyła ramionami. Sylph pewnie siedzi w swoim pokoju i czyta coś o swoim rodzie. W sumie nim się nigdy nie przejmowałem za bardzo. Podczas posiłku Lorien wspomniał o jutrzejszej rozmowie o naszych tajemnicach. Trochę mnie to zaniepokoiło, jednak później wyjaśnił iż tyczy się tylko naszych umiejętności, więc mogę być spokojny.
Po kolacji, wraz z Śnieżynką wróciłem do pokoju. Powiedziała mi jak to wszystko wygląda z demonami i sytuacją w Sandri. Przy okazji wypytywała mnie dokładniej o moce Mrocznego oraz dostrzegła coś dziwnego we mnie. Aurę, aurę którą posiadał poprzedni władca demonów, przed Ranem. Zaciekawiony tym zapytałem ją czy opowie mi coś o tym. Zgodziła się i wtajemniczyła mnie w początki świata demonów. Opowiedziała mi o władcy Behliorze, który dbał o swoich podwładnych i dobry stosunek z ludźmi, a potem jak doszło do zamachu na niego przez Rana, który zapragnął władzy. Ran zabił władce fizycznie ale nie duchowo. Nie był w stanie go całkowicie zniszczyć czyli jego duszę zamknął w krysztale i porzucił w świecie ludzi. Gdy skończyła o tym mówić, myślałem nad tym. Czyżby Mroczny to zagubiona dusza Behliora? Jakby nie patrzeć nigdy nie rozmawiałem z nim o jego poprzednim życiu. Wiem tylko, że jest duszą zamkniętą w krysztale. Będę musiał to wyjaśnić.
-Zamknij się dziadygo jedna.
-Wole być stary ale mądry, a nie taki tępy jak ty.
-Haaa, a chcesz się bić?!
Co to za krzyki... Głowa mnie cholernie bolała, gdy się rozejrzałem rozpoznałem to miejsce. Moja podświadomość, a dwaj wrzeszczący to Cornwell i Mroczny. Upomniałem ich by zamknęli się i tak też się stało. Oby dwoje byli spokojniejsi gdy już doszedłem do siebie. Mroczny wytłumaczył mi na czym polegał 'awans' mocy. Jak skończył przeprosił, że nie wziął pod uwagę iż moje ciało może tego nie znieść i doprowadzi mnie to do takiego stanu. Odpuściłem mu, bo nie ma co się kłócić. Ważne, że jestem w jednym kawałku.
Czułem delikatny ruch ręki po mojej głowie. Powoli otworzyłem oczy i dostrzegłem Zeki. Gdy tylko zobaczyła iż się obudziłem łzy poleciały jej po policzku i położyła głowę na torsie i zaczęła płakać. Objąłem ją i przeprosiłem za to co się stało. Powiedziała mi wszystko co się działo, jak się czuła. martwiła, aż źle mi się zrobiło, że musiała przez to przechodzić. Położyła się koło mnie i leżeliśmy razem przez długi czas.
Zbliżało się popołudnie. Czas trochę się rozruszać. Razem z Zeki i Śnieżynką zeszliśmy na dół, a potem w kierunku areny pvp. Słońce strasznie mnie raziło po oczach, bardziej niż wcześniej. Podczas drogi wyjaśniałem Aishy wszystko po kolei co się stało i jakie teraz posiadam zdolności. Gdy dotarliśmy na miejsce Camilla (ta to jest w sześciu miejscach na raz chyba) poprosiłem ją o arenę treningową. Weszliśmy do środka i do wieczora oswajałem się z nowymi zdolnościami. Większa ilość Cornwelli i siła, podoba mi się to. Wytrzymałość mojego ciała też wzrosła, jedyne co mnie trochę niepokoiło to mrok, który otaczał mnie przez cały czas podczas testów. Dziwne uczucie, satysfakcji, euforii, żądzy krwi i adrenaliny. Jeśli wdam się w walkę z mrokiem to nie przestanę dopóki nie będę mieć dość, możliwe też, iż zaatakuje moich przyjaciół. Musze coś znaleźć na to.
Gdy wracaliśmy do pałacu, w drzwiach stała Rena. Podeszła do nas i zaczęła ryczeć po nas, gdzie się włóczymy i czemu nie powiedzieliśmy niczego ani jej ani nikomu. Aisha szybko ujarzmiła rozwścieczoną Renę i weszliśmy do środka. Tam Lorien przywitał mnie z widoczną radością i opowiedział o Shatki. To jutro będę mieć gościa. Przy stole siedział Raven i Ara którzy spożywali w ciszy posiłek. Dopiero gdy weszliśmy do środka zagadani, Ara oderwała się i z uśmiechem przywitała, a Raven siedział nadal jakby w ogóle to nie ruszało. Coś czuje, że o czymś nie wiem. Zapytałem go czy wszystko w porządku, kiwnął głową, mruknął coś pod nosem i odszedł. Spojrzałem na Rene, która tylko wzruszyła ramionami. Sylph pewnie siedzi w swoim pokoju i czyta coś o swoim rodzie. W sumie nim się nigdy nie przejmowałem za bardzo. Podczas posiłku Lorien wspomniał o jutrzejszej rozmowie o naszych tajemnicach. Trochę mnie to zaniepokoiło, jednak później wyjaśnił iż tyczy się tylko naszych umiejętności, więc mogę być spokojny.
Po kolacji, wraz z Śnieżynką wróciłem do pokoju. Powiedziała mi jak to wszystko wygląda z demonami i sytuacją w Sandri. Przy okazji wypytywała mnie dokładniej o moce Mrocznego oraz dostrzegła coś dziwnego we mnie. Aurę, aurę którą posiadał poprzedni władca demonów, przed Ranem. Zaciekawiony tym zapytałem ją czy opowie mi coś o tym. Zgodziła się i wtajemniczyła mnie w początki świata demonów. Opowiedziała mi o władcy Behliorze, który dbał o swoich podwładnych i dobry stosunek z ludźmi, a potem jak doszło do zamachu na niego przez Rana, który zapragnął władzy. Ran zabił władce fizycznie ale nie duchowo. Nie był w stanie go całkowicie zniszczyć czyli jego duszę zamknął w krysztale i porzucił w świecie ludzi. Gdy skończyła o tym mówić, myślałem nad tym. Czyżby Mroczny to zagubiona dusza Behliora? Jakby nie patrzeć nigdy nie rozmawiałem z nim o jego poprzednim życiu. Wiem tylko, że jest duszą zamkniętą w krysztale. Będę musiał to wyjaśnić.
środa, 23 stycznia 2013
Aktualizacja
Dodano nowe filmiki
PL Typ-H zbugowany
KR PvP 3v3 TT CBS EM vs NPC VP WS GA
Dodano nowy nutkę do Muzyki
Dodano nowy avek na dA
24.01
Dodano filmiki na PL i KR PvP & Henir
PL Typ-H zbugowany
KR PvP 3v3 TT CBS EM vs NPC VP WS GA
Dodano nowy nutkę do Muzyki
Dodano nowy avek na dA
24.01
Dodano filmiki na PL i KR PvP & Henir
Wpis2 Oczami Chunga
Wszystko działo się jakby w jakimś koszmarze. Było teraz
inaczej niż zwykle, napięta sytuacja, tajemnice, kto wie co jeszcze przed sobą
ukrywamy. Był wczesny poranek, udałem się do pokoju Ammo. Po drodze spotkałem
Rene, która była strasznie zamyślona. Zapytałem ją czy coś się stało. Odparła z
lekkim uśmiechem, że wszystko w porządku.
Nie chciałem ją zbytnio wypytywać dalej, więc skierowałem się do pokoju
przyjaciela. Mroczna aura znikła, rozmawiałem o tym z Aishą. Co prawda nie
powiedziała niczego nowego, jednak dobrze wiedzieć że Els już dochodzi do
siebie, w końcu porozmawiam z nim o tym.
Kierując się do drzwi napotkałem Ravena. Zaproponowałem mu
pvp. Zgodził się i tak razem poszliśmy walczyć. Naprawdę walki były świetne, aż
brak mi słów by opisać. Zdarzyły się przypadki niekulturalnych ale i tak,
jestem pod dużym wrażeniem. Raven musiał iść coś załatwić tak więc zostałem
sam.
Chodząc ulicami Sandri natknąłem się na pewną łuczniczkę. Co
ciekawe należy do tej samej gildii co ja i Ammo. Czyżby to była Shakti?
Podszedłem do niej i wypytałem o kilka istotnych rzeczy. Moje domysły się
potwierdziły to ona. Podczas rozmowy z nią dowiedziałem się, iż Penentio wysłał
ją tu tylko dlatego iż wie, że my tu jesteśmy. Bolesna smutna prawda… Chciała
się widzieć z Elsem, jednak ze względu na jego stan powiedziałem jej iż póki co
ma dużo na głowie. Zapewniłem ja iż jak będzie mieć czas to ją powiadomię.
Ucieszona poszła zająć się sobą, a ja wróciłem do pałacu.
Poszedłem do swojego pokoju. Odłożyłem działo, wyciągnąłem
kartkę, wziąłem długopis, usiadłem przy biurku i zacząłem pisać to co wiem o
moich przyjaciołach, to co w sumie wszyscy wiedzą, a czego nie wiedzą. Wiele
zalet i wad się pojawiło i dużo niewiadomych odnośnie każdego z nas. Nie wiem
jeszcze jak to wszystko wytłumaczę i czy w ogóle reszta będzie chciała
rozmawiać o swoich tajemnicach, jednak co mi szkodzi spróbować…
Wieczorem podczas kolacji niepewnie zabrałem głos i
przedstawiłem przyjaciołom co planuje. Byłem mile zaskoczony pozytywna
odpowiedzią na moją propozycję. Teraz tylko czekać, aż Elsword się obudzi.
Resztę wieczoru spędziliśmy rozmawiając o Sandri i wspominając walki z Elios.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Rozdział XIV Ukryta prawda. Tak blisko, a jednak tak daleko. Wpis1 Oczami Chunga
Późnym wieczorem wyczerpani przekroczyliśmy drzwi pałacu. Od razu
osunęliśmy się na ziemię wyczerpani. Po chwili było słychać krzyki i
szybki bieg kogoś w naszą stronę. Lekko dźwignąłem głowę i ujrzałem
Zekirę, a za nią resztę. Była strasznie wystraszona, pytała co się
stało, jak walka i masę innych pytań. Nie umiałem odpowiedzieć nic, nie
potrafiłem zebrać myśli. Pomogła mi wstać i razem poszliśmy do pokoju
Elsworda. W jego pokoju jego zwierzak jak oparzony podbiegł i chciał
pomóc w jakikolwiek sposób. Z pomocą Zeki położyliśmy go na łóżku.
Śnieżynka wskoczyła na górę i usiadła przy jego twarzy, głaszcząc swoją
łapką. Aisha użyła swojej magii by dokładniej sprawdzić co mu jest.
Dostrzegłem z jej oczu łzy. Zapytałem grzecznie czy zostać z nią czy
odejść. Odparła iż jej to obojętne, więc wstałem i wróciłem do siebie.
Zmęczony walką wyłożyłem się na sofie i nawet nie zauważyłem kiedy
zasnąłem.
Obudziłem się późnym porankiem. Pierwsza myśl jaka mnie zaatakowała to wczorajsza walka. Wziąłem prysznic i zszedłem na dół, do jadalni. W pomieszczeniu siedział Raven i obracał w dłoniach szklankę z napojem. Na stole było tyle rzeczy do zjedzenia, że wziąłem wszystkiego po trochu i usiadłem obok niego. Zapytałem co się stało, bo on nie jest osobą, która zadręcza się czymś. Martwił się o Elsa oraz dorzucił, że dziś pokłócił się z Sylphem. Chciałem go jakoś wesprzeć na duchu ale nie potrafiłem, bo nadal nic z tego wszystkiego nie rozumiem i ogólnie sama moc Ammo. Mam wrażenie, że ukrywa coś przed nami. Gdy już zjadłem śniadanie, udałem się do pokoju Elsa. Zapukałem i usłyszałem słowa wejść. Jak wczoraj go położyliśmy na łóżku tak leżał do teraz. Emanowała cały czas od niego mroczna aura i wygląd się nie zmienił. Zeki siedziała obok niego, głaszcząc go po głowie, a jego zwierzak leżał obok niego, przy jego ramieniu. Zapytałem czy są jakieś poprawy. Pokręciła głową i przetarła wolną ręką swoją twarz. Nie wypadło mi teraz o to pytać ale zaryzykowałem i wydusiłem to co mnie ciągle dręczyło.
-Zekira ty znasz jego sekret, ten który skrywa przed wszystkimi prawda? - spojrzałem na niego, Śnieżynkę i na nią. Patrzała na mnie przez jakiś czas, a potem znowu wbiła swój zatroskany wzrok w Elsa.
-Tak znam. Uwierz mi Lorien, nie chcesz poznać prawdy, prawdy jego mocy.
-To jak w takim razie mamy ze sobą współpracować jak nie wiemy o swoich zdolnościach?
-Jak się obudzi to porozmawiajcie o tym.
Słońce wpadło przez okno i rozświetliło część pokoju. Rozbity wewnątrz wyszedłem i zostawiłem ich. Akurat ja nie jestem w stanie mu pomóc.
Przechodząc przez miasto dręczyły mnie przeróżne myśli. Martwiłem się o Mayę, o przyjaciela, o całej naszej grupie oraz czy damy radę uwolnić mojego ojca i pomóc wyzwolić Rana spod objęć mroku. Postanowiłem napisać list do mojej ukochanej, a potem myślałem jak naprawić więzi między nami. Będę musiał to wszystko dobrze przemyśleć, by nie pogorszyć sprawy, a ją poprawić.
Obudziłem się późnym porankiem. Pierwsza myśl jaka mnie zaatakowała to wczorajsza walka. Wziąłem prysznic i zszedłem na dół, do jadalni. W pomieszczeniu siedział Raven i obracał w dłoniach szklankę z napojem. Na stole było tyle rzeczy do zjedzenia, że wziąłem wszystkiego po trochu i usiadłem obok niego. Zapytałem co się stało, bo on nie jest osobą, która zadręcza się czymś. Martwił się o Elsa oraz dorzucił, że dziś pokłócił się z Sylphem. Chciałem go jakoś wesprzeć na duchu ale nie potrafiłem, bo nadal nic z tego wszystkiego nie rozumiem i ogólnie sama moc Ammo. Mam wrażenie, że ukrywa coś przed nami. Gdy już zjadłem śniadanie, udałem się do pokoju Elsa. Zapukałem i usłyszałem słowa wejść. Jak wczoraj go położyliśmy na łóżku tak leżał do teraz. Emanowała cały czas od niego mroczna aura i wygląd się nie zmienił. Zeki siedziała obok niego, głaszcząc go po głowie, a jego zwierzak leżał obok niego, przy jego ramieniu. Zapytałem czy są jakieś poprawy. Pokręciła głową i przetarła wolną ręką swoją twarz. Nie wypadło mi teraz o to pytać ale zaryzykowałem i wydusiłem to co mnie ciągle dręczyło.
-Zekira ty znasz jego sekret, ten który skrywa przed wszystkimi prawda? - spojrzałem na niego, Śnieżynkę i na nią. Patrzała na mnie przez jakiś czas, a potem znowu wbiła swój zatroskany wzrok w Elsa.
-Tak znam. Uwierz mi Lorien, nie chcesz poznać prawdy, prawdy jego mocy.
-To jak w takim razie mamy ze sobą współpracować jak nie wiemy o swoich zdolnościach?
-Jak się obudzi to porozmawiajcie o tym.
Słońce wpadło przez okno i rozświetliło część pokoju. Rozbity wewnątrz wyszedłem i zostawiłem ich. Akurat ja nie jestem w stanie mu pomóc.
Przechodząc przez miasto dręczyły mnie przeróżne myśli. Martwiłem się o Mayę, o przyjaciela, o całej naszej grupie oraz czy damy radę uwolnić mojego ojca i pomóc wyzwolić Rana spod objęć mroku. Postanowiłem napisać list do mojej ukochanej, a potem myślałem jak naprawić więzi między nami. Będę musiał to wszystko dobrze przemyśleć, by nie pogorszyć sprawy, a ją poprawić.
niedziela, 20 stycznia 2013
Wpis18 Oczami Chunga
Od rana planowaliśmy strategię na naszego przeciwnika, z czasem dołączył się do nas Emi wraz z alchemiczką Vapor. Dzięki nim i ich informacji udało nam się jako taki plan działania stworzyć. Ruszyliśmy ku wyjścia i tam czekały na nas dziewczyny. Gdy tylko wymieniliśmy się zdaniami ruszyliśmy dalej ale musieliśmy poczekać, bo znowu coś Zeki nie pasowało. Zawołałem go i po kilku chwilach był już z nami i udaliśmy się do siedliska harpii.
Najbardziej co wkurzało podczas drogi, to piasek i wiatr, no w takim stanie walczyć się nie da! Idąc dalej spotykaliśmy harpie i bez problemowo je usuwaliśmy. Ja wraz z Sylphem zajmowaliśmy się harpiami, a Els i Raven demonami, które walczyły na ziemi. Wspinając się wyżej i wyżej odnosiłem dziwne wrażenie, że jak przez przypadek zlecę na dół to nie będzie co mnie zbierać.. Nasza podróż na krótką chwile przerwała ogromna przepaść, jednak po szybkiej dedukcji sytuacji znaleźliśmy rozwiązanie jak dostać się na drugą stronę. Oczywiście dzięki pomocy Eve.
Nie żebym narzekał ale taka walka mi w zupełności odpowiadała. Akurat to walki z latającymi demonami jestem perfekcyjnie przygotowany i żaden nie ucieknie spod mojego celownika.
Czasem miałem wrażenie, że zataczamy koła, jednak dzięki to nowym demonom, które spotykaliśmy jakoś odnajdywaliśmy dobry kierunek. Trafiliśmy do miejsca gdzie znajdowały się gniazda z jajkami lub już z wyklutymi maluchami. Elsword szybko zakończył ich żywot Cutterem. Trochę mi ich było szkoda, jednak demon to demon...
W końcu znaleźliśmy ogromna grotę. Przeczuwaliśmy iż tam może znajdować się to po co przyszliśmy. Weszliśmy do środka. Tyle skarbów to jeszcze w życiu na oczy nie widziałem. Pewnie łupy z okolic co zaatakowały. Idąc dalej natrafiliśmy na Kelai. Po krótkiej wymianie zdań zaatakowaliśmy ją.
Wyszedłem jako pierwszy i rzuciłem w jej stronę kilka granatów, a zaraz za mną cała reszta ją atakowała. W chwili spokoju załadowałem amunicję i pobiegłem za chłopakami. W chwili gdy miałem okazję naznaczyłem ją Markerem i teraz pociski automatycznie ją atakowały z wszystkich stron. Jednak Marker nie trwa wiecznie. Jak już się skończył harpia wzbiła się w powietrze. To była okazja do zestrzelenia jej na dół. Położyłem działko na ramię i wystrzeliłem kilkanaście pocisków samonaprowadzających. W powietrzu nic nie było widać przez dym z wybuchu pocisków. Z czasem była widoczna i zepchnęła na ziemię Sylpha, który wcześniej poleciał za nią. Załadowałem znowu magazynek. Przyjąłem pozycję snajperską i chciałem ją zbić jednak była za daleko. Już do mnie ryczeli bym coś z tym zrobił, odpowiedziałem im, że nie dam rady, za wysoko jest. Po jej atakach w końcu zleciała na dół i zaraz wszyscy się na nią rzucili albo Raven i Sylph ją zaatakowali, a my z Elsem uciekaliśmy z pola rażenia. O mało co nas nie trafiło. Przygotowywałem się do rzucenia Carpeta. Kilka chwil potem wyzułem potężną aurę mroku, silniejszą jak tego demona. Co się dzieje? Nigdy wcześniej nie widziałem go w taki stanie. Rzucił się na nią z Cornwellami. Ich ilość była porażająca. Szybko wyrwałem się z oszołomienia i zaatakowałem Carpetem. Odskoczyłem daleko w bok bym czasem z tego nie dostał. Ammo zrobił to samo i przyglądaliśmy się w unoszący się kurz z ziemi. Kilak chwil potem skrzydłami rozwiała dym i skierowała się w moją stronę. Teraz jestem bezbronny. Czekałem tylko na śmierć, gdy w ostatniej chwili Sylph zaatakował ją przez co mogłem uciec w inne miejsce i szykować się do ataku. Kelai była oszołomiona, Elsword wytworzył dziurę. Szykował się do użycia Finala, gdy nagle wszystko zniknęło, a on runął na ziemię z wbitym w plecy ostrzem od niej. Jak to się stało? Przecież... To nie ze względu na demona, coś innego spowodowało jego zasłabnięcie. Nowa moc? Harpia szykowała się do ataku, jednak dzięki szybkiej reakcji Eve udało się go uchronić. Coś jednak Ravenowi nie pasowało. Oszołomiona Kelai wróciła do sprawnego użytku i ruszyła w ich kierunku. Pobiegłem tam szybko i zablokowałem jej atak działem. Jak już przyjaciele uciekli z pola ataku rzuciłem do niej granaty i sam ulotniłem się stamtąd.
Wzbiła się w powietrze i wytworzyła niewielkich rozmiarów piaskowych cyklonów jednak to wystarczyło by nas unieszkodliwić. Jakimś cudem uniknął tego Raven, który dzięki mojemu pociskowi zaatakował ją, sam siebie doprowadzając do poważnego stanu. Po tym ataku Kelai padła na ziemię i Sylph ją wykończył.
Pobiegłem szybko do nich. Raven nie wyglądał za dobrze, był cały poparzony i jego nazo ramię nie wyglądało za dobrze. Podbiegłem potem do Ammo, który leżał nieprzytomny na ziemi. Od niego dalej emanowała mroczna energia, jakby go broniła. Z czasem podszedł do nas Eve i zapytał się Ravena co to miało znaczyć, gdy próbował go ratować. Zaczęli się wykłócać o coś. Ta walka zniszczy nasza stosunki coś czuje. Gdy oni się kłócili, ja przewiesiłem na plecy Elsa i skierowałem się do nich uciszając ich i mówiąc im by pora wracać i zająć się Ammo. Spojrzeli na niego po czym Raven zaczął się mu przyglądać. Jego demoniczna forma była cały czas aktywowana. Podszedł bliżej i wyciągnął do niego swoją prawą rękę. Gdy już miał go dotknąć, jakby tarcza go odepchnęła. Nie wiedzieliśmy w sumie nic o jego mocy, poza tym, że może tworzyć nieskończenie wiele Cornwelli po treningu. Teraz w sumie zdaliśmy sobie sprawę, że nie znamy swoich własnych możliwości. Nie zwlekając dłużej wróciliśmy do pałacu.
Najbardziej co wkurzało podczas drogi, to piasek i wiatr, no w takim stanie walczyć się nie da! Idąc dalej spotykaliśmy harpie i bez problemowo je usuwaliśmy. Ja wraz z Sylphem zajmowaliśmy się harpiami, a Els i Raven demonami, które walczyły na ziemi. Wspinając się wyżej i wyżej odnosiłem dziwne wrażenie, że jak przez przypadek zlecę na dół to nie będzie co mnie zbierać.. Nasza podróż na krótką chwile przerwała ogromna przepaść, jednak po szybkiej dedukcji sytuacji znaleźliśmy rozwiązanie jak dostać się na drugą stronę. Oczywiście dzięki pomocy Eve.
Nie żebym narzekał ale taka walka mi w zupełności odpowiadała. Akurat to walki z latającymi demonami jestem perfekcyjnie przygotowany i żaden nie ucieknie spod mojego celownika.
Czasem miałem wrażenie, że zataczamy koła, jednak dzięki to nowym demonom, które spotykaliśmy jakoś odnajdywaliśmy dobry kierunek. Trafiliśmy do miejsca gdzie znajdowały się gniazda z jajkami lub już z wyklutymi maluchami. Elsword szybko zakończył ich żywot Cutterem. Trochę mi ich było szkoda, jednak demon to demon...
W końcu znaleźliśmy ogromna grotę. Przeczuwaliśmy iż tam może znajdować się to po co przyszliśmy. Weszliśmy do środka. Tyle skarbów to jeszcze w życiu na oczy nie widziałem. Pewnie łupy z okolic co zaatakowały. Idąc dalej natrafiliśmy na Kelai. Po krótkiej wymianie zdań zaatakowaliśmy ją.
Wyszedłem jako pierwszy i rzuciłem w jej stronę kilka granatów, a zaraz za mną cała reszta ją atakowała. W chwili spokoju załadowałem amunicję i pobiegłem za chłopakami. W chwili gdy miałem okazję naznaczyłem ją Markerem i teraz pociski automatycznie ją atakowały z wszystkich stron. Jednak Marker nie trwa wiecznie. Jak już się skończył harpia wzbiła się w powietrze. To była okazja do zestrzelenia jej na dół. Położyłem działko na ramię i wystrzeliłem kilkanaście pocisków samonaprowadzających. W powietrzu nic nie było widać przez dym z wybuchu pocisków. Z czasem była widoczna i zepchnęła na ziemię Sylpha, który wcześniej poleciał za nią. Załadowałem znowu magazynek. Przyjąłem pozycję snajperską i chciałem ją zbić jednak była za daleko. Już do mnie ryczeli bym coś z tym zrobił, odpowiedziałem im, że nie dam rady, za wysoko jest. Po jej atakach w końcu zleciała na dół i zaraz wszyscy się na nią rzucili albo Raven i Sylph ją zaatakowali, a my z Elsem uciekaliśmy z pola rażenia. O mało co nas nie trafiło. Przygotowywałem się do rzucenia Carpeta. Kilka chwil potem wyzułem potężną aurę mroku, silniejszą jak tego demona. Co się dzieje? Nigdy wcześniej nie widziałem go w taki stanie. Rzucił się na nią z Cornwellami. Ich ilość była porażająca. Szybko wyrwałem się z oszołomienia i zaatakowałem Carpetem. Odskoczyłem daleko w bok bym czasem z tego nie dostał. Ammo zrobił to samo i przyglądaliśmy się w unoszący się kurz z ziemi. Kilak chwil potem skrzydłami rozwiała dym i skierowała się w moją stronę. Teraz jestem bezbronny. Czekałem tylko na śmierć, gdy w ostatniej chwili Sylph zaatakował ją przez co mogłem uciec w inne miejsce i szykować się do ataku. Kelai była oszołomiona, Elsword wytworzył dziurę. Szykował się do użycia Finala, gdy nagle wszystko zniknęło, a on runął na ziemię z wbitym w plecy ostrzem od niej. Jak to się stało? Przecież... To nie ze względu na demona, coś innego spowodowało jego zasłabnięcie. Nowa moc? Harpia szykowała się do ataku, jednak dzięki szybkiej reakcji Eve udało się go uchronić. Coś jednak Ravenowi nie pasowało. Oszołomiona Kelai wróciła do sprawnego użytku i ruszyła w ich kierunku. Pobiegłem tam szybko i zablokowałem jej atak działem. Jak już przyjaciele uciekli z pola ataku rzuciłem do niej granaty i sam ulotniłem się stamtąd.
Wzbiła się w powietrze i wytworzyła niewielkich rozmiarów piaskowych cyklonów jednak to wystarczyło by nas unieszkodliwić. Jakimś cudem uniknął tego Raven, który dzięki mojemu pociskowi zaatakował ją, sam siebie doprowadzając do poważnego stanu. Po tym ataku Kelai padła na ziemię i Sylph ją wykończył.
Pobiegłem szybko do nich. Raven nie wyglądał za dobrze, był cały poparzony i jego nazo ramię nie wyglądało za dobrze. Podbiegłem potem do Ammo, który leżał nieprzytomny na ziemi. Od niego dalej emanowała mroczna energia, jakby go broniła. Z czasem podszedł do nas Eve i zapytał się Ravena co to miało znaczyć, gdy próbował go ratować. Zaczęli się wykłócać o coś. Ta walka zniszczy nasza stosunki coś czuje. Gdy oni się kłócili, ja przewiesiłem na plecy Elsa i skierowałem się do nich uciszając ich i mówiąc im by pora wracać i zająć się Ammo. Spojrzeli na niego po czym Raven zaczął się mu przyglądać. Jego demoniczna forma była cały czas aktywowana. Podszedł bliżej i wyciągnął do niego swoją prawą rękę. Gdy już miał go dotknąć, jakby tarcza go odepchnęła. Nie wiedzieliśmy w sumie nic o jego mocy, poza tym, że może tworzyć nieskończenie wiele Cornwelli po treningu. Teraz w sumie zdaliśmy sobie sprawę, że nie znamy swoich własnych możliwości. Nie zwlekając dłużej wróciliśmy do pałacu.
Wpis17 Oczami Chunga
Gdy wróciliśmy do Emi, Ammo opowiedział dużo więcej jak nam podczas drogi. Zdziwiło mnie czemu wcześniej o tym nam nie powiedział. Powoli zaczynałem się o niego martwić. Zaraz potem dowódca zaprowadził nas do naszego miejsca zamieszkania. Muszę przyznać, że miejsce niczemu sobie. W środku zajęli się nami pracownicy i pokazali nam nasze pokoje. Jak już znalazłam swoje cztery kąty, odłożyłem działo i wziąłem prysznic, a następnie rozmyślałem nad tym co się stało i dlaczego Els tak się zachowuje.
Wieczorem zjedliśmy kolację, a po niej udałem się na małe zwiedzanie pałacu. Zadziwiała mnie tutejsza architektura. Przepych i harmonia, coś pięknego. Dalej dziedziniec, za dziedzińcem piękny ogród. Tam też spotkałem Arę. Chyba jestem jedyną osobą, co z nią nie rozmawiała. Nie zwlekając dłużej podszedłem do niej i zapytałem czy mogę się do niej przysiąść. Wystraszona zgodziła się, jednak z czasem jej strach minął i beztrosko mogliśmy porozmawiać. Wyjaśniła mi kilka spraw odnośnie Sandri, Rana, księżniczki oraz o sobie. Po długim czasie zakończyliśmy rozmowę i wróciliśmy do pałacu. Podczas drogi wypytywała mnie o Elsa. Nie wiedziałem w sumie jak opisać jego zachowanie teraz.
Kolejnego dnia udałem się na zwiedzanie całego miasta. Muszę przyznać, że cała Sandria wyrwała na mnie ogromne wrażenie. Cały dzień spędziłem na oglądaniu nowego miejsca oraz poszedłem zobaczyć w akcji wojowników stąd. Nie robią jakiś wrażeń, ale pewnie są tacy co robią niezłe widowisko. Wieczorem wróciłem do pałacu i przed wejściem usiadłem na broni i spoglądałem w niebo. Zastanawiałem się co u Mayi słychać, trochę się o nią martwiłem. Z zamyślenia wyrwał mnie Els, który pytał się czy u mnie wszystko ok. To ja powinienem go o to spytać ale już mniejsza. Jak już odpowiedziałem przypomniało mi się, że Aisha coś nerwowa była i przekazałem mu to. Nie wiem co znowu zrobił, jednak to nie moja sprawa.
Następnego dnia, wraz z Ravenem postanowiliśmy trochę powalczyć sobie. Może moje przekonania o tutejszych wojowników minie. Tak więc od rana do późnego popołudnia walczyliśmy z różnymi wojownikami, czasem walczyliśmy z tymi samymi. Ogólnie podobało mi się. Faktycznie tutaj też są wojownicy, którzy robią wrażenie i są niebezpieczni. Przyjemnie się walczyło, prawie jak w Hamel.
Padnięci wróciliśmy do pałacu i tam podczas kolacji rozmawialiśmy o stoczonych walkach oraz o tym ile nowych znajomych zdobyliśmy dzięki temu.
Kolejnego dnia chciałem zabrać ze sobą Elsa na pvp, jednak odmówił tłumacząc, że Zekirą musi się zająć. Po części go rozumiem. Trudno się mówi. Wraz z Ravenem udaliśmy się pozwiedzać sklepy z bronią oraz kowala. Co prawda ja o mieczach nie mam bladego pojęcia ale dla mnie też znalazły się rzeczy które interesowały, np. amunicja wyważona z samego El. Tego jeszcze nie widziałem ale niestety za drogi wydatek jak dla mnie. Zakupiłem zwykłą amunicję i razem udaliśmy się znowu na arene pvp. Spotkaliśmy naszych wczorajszych nowych znajomych i zasiedzieliśmy się trochę z nimi.
Wieczorem wróciliśmy i tam Emi powiadomił nas o nowej misji. Naszym przeciwnikiem jest harpia Kelaino. Prawdopodobnie jest tam też księżniczka, więc czym prędzej trzeba się tam udać. Wszystko zapowiada się fajnie jednak, sam teren jest niebezpieczny. Rozmowa przemieniła się w kłótnie: Ammo nie chciał by Zeki szła, to samo Raven. Ja z pozostałymi siedzieliśmy i słuchaliśmy ich. W końcu zabrałem głos i oznajmiłem, że wszystkie dziewczyny zostają, chłopaki idą i koniec. Póki co panowała cisza, chłopaki mnie poparły, a dziewczyny rzuciły się na mnie z wrzaskiem. Schowałem się za krzesło, a oni zabierali je ode mnie. Pierwszy raz się je bałem i to tak na serio. Gdy teren był bezpieczny westchnąłem i wróciłem do siebie.
Wieczorem zjedliśmy kolację, a po niej udałem się na małe zwiedzanie pałacu. Zadziwiała mnie tutejsza architektura. Przepych i harmonia, coś pięknego. Dalej dziedziniec, za dziedzińcem piękny ogród. Tam też spotkałem Arę. Chyba jestem jedyną osobą, co z nią nie rozmawiała. Nie zwlekając dłużej podszedłem do niej i zapytałem czy mogę się do niej przysiąść. Wystraszona zgodziła się, jednak z czasem jej strach minął i beztrosko mogliśmy porozmawiać. Wyjaśniła mi kilka spraw odnośnie Sandri, Rana, księżniczki oraz o sobie. Po długim czasie zakończyliśmy rozmowę i wróciliśmy do pałacu. Podczas drogi wypytywała mnie o Elsa. Nie wiedziałem w sumie jak opisać jego zachowanie teraz.
Kolejnego dnia udałem się na zwiedzanie całego miasta. Muszę przyznać, że cała Sandria wyrwała na mnie ogromne wrażenie. Cały dzień spędziłem na oglądaniu nowego miejsca oraz poszedłem zobaczyć w akcji wojowników stąd. Nie robią jakiś wrażeń, ale pewnie są tacy co robią niezłe widowisko. Wieczorem wróciłem do pałacu i przed wejściem usiadłem na broni i spoglądałem w niebo. Zastanawiałem się co u Mayi słychać, trochę się o nią martwiłem. Z zamyślenia wyrwał mnie Els, który pytał się czy u mnie wszystko ok. To ja powinienem go o to spytać ale już mniejsza. Jak już odpowiedziałem przypomniało mi się, że Aisha coś nerwowa była i przekazałem mu to. Nie wiem co znowu zrobił, jednak to nie moja sprawa.
Następnego dnia, wraz z Ravenem postanowiliśmy trochę powalczyć sobie. Może moje przekonania o tutejszych wojowników minie. Tak więc od rana do późnego popołudnia walczyliśmy z różnymi wojownikami, czasem walczyliśmy z tymi samymi. Ogólnie podobało mi się. Faktycznie tutaj też są wojownicy, którzy robią wrażenie i są niebezpieczni. Przyjemnie się walczyło, prawie jak w Hamel.
Padnięci wróciliśmy do pałacu i tam podczas kolacji rozmawialiśmy o stoczonych walkach oraz o tym ile nowych znajomych zdobyliśmy dzięki temu.
Kolejnego dnia chciałem zabrać ze sobą Elsa na pvp, jednak odmówił tłumacząc, że Zekirą musi się zająć. Po części go rozumiem. Trudno się mówi. Wraz z Ravenem udaliśmy się pozwiedzać sklepy z bronią oraz kowala. Co prawda ja o mieczach nie mam bladego pojęcia ale dla mnie też znalazły się rzeczy które interesowały, np. amunicja wyważona z samego El. Tego jeszcze nie widziałem ale niestety za drogi wydatek jak dla mnie. Zakupiłem zwykłą amunicję i razem udaliśmy się znowu na arene pvp. Spotkaliśmy naszych wczorajszych nowych znajomych i zasiedzieliśmy się trochę z nimi.
Wieczorem wróciliśmy i tam Emi powiadomił nas o nowej misji. Naszym przeciwnikiem jest harpia Kelaino. Prawdopodobnie jest tam też księżniczka, więc czym prędzej trzeba się tam udać. Wszystko zapowiada się fajnie jednak, sam teren jest niebezpieczny. Rozmowa przemieniła się w kłótnie: Ammo nie chciał by Zeki szła, to samo Raven. Ja z pozostałymi siedzieliśmy i słuchaliśmy ich. W końcu zabrałem głos i oznajmiłem, że wszystkie dziewczyny zostają, chłopaki idą i koniec. Póki co panowała cisza, chłopaki mnie poparły, a dziewczyny rzuciły się na mnie z wrzaskiem. Schowałem się za krzesło, a oni zabierali je ode mnie. Pierwszy raz się je bałem i to tak na serio. Gdy teren był bezpieczny westchnąłem i wróciłem do siebie.
Wpis16 Oczami Chunga
Gdy obserwacja się zakończyła, wszyscy byli z tego bardzo zadowoleni, w końcu trochę wolności. Następnego dnia wróciłem do codzienności. Wcześniej odprowadziłem Mayę o jej miejsca pracy, a potem do gildii. Żadnych specjalnych zadań nie było, więc postanowiłem połazić trochę po mieście. Od czasu do czasu myślę o moim ojcu oraz przyjaciołach. Tak bardzo chciałbym, żeby to był koniec, by wszystko wróciło do normy...
Następnego dnia dowiedziałem się o nowym secie avatara co pojawi się na rynku. Zapewne Ammo dorwie się do niego i znowu będzie robić szał n ulicach. Osobiście mi też się podoba ale jakoś nie chce mi się go kompletować. Wszystko mijało spokojnie do czasu, gdy zobaczyłem Aishę i jakąś dziewczynę z nią. Ciekawiło mnie kto to może być, bo znam wszystkich ludzi stąd, a ona na tutejszą nie wygląda. Postanowiłem jutro pogadać o tym z Reną albo z kimś o niej. Resztę dnia poświęciłem Mayi, jedynej osobie, która zawsze przy mnie jest.
Przechodząc główną ulicę dostrzegłem największe sławy na całym świecie chyba. Tacy wojownicy jak Valak i Amelia, co ich tu sprowadza. Postanowiłem ich pośledzić trochę. Udali się do Penentia, czyli z jego rozkazu tu są. Ciekawe co się wydarzyło. Jako iż nie lubię być niewtajemniczony zakradłem się pod jego pokój i podsłuchiwałem. Co ciekawe, znajdował się tam też Ammo. Znowu o niczym mi nie powiedział... Mówili coś o wyprawie na misję i że oni przybyli pilnować miasta pod naszą nieobecność. gdy rozmowa dobiegała końca, szybko ukryłem się za rogiem korytarza i czekałem aż zrobi się wolna przestrzeń.
Poszedłem do gildii i tam dowiedziałem się, iż Ammo został mistrzem gildii. No chwila moment, rano byłem i nic mi nie powiedziano? Co ja kurde jestem... nie podobało mi się to iż trzyma się mnie z boku od tego wszystkiego. Na szczęście bądź nieszczęście spotkałem Zekire i zapytałem ja o wszystko w sumie. Wyjaśniła mi po kolei wszystko i była trochę rozczarowana, że nic nie wiem o wyprawie do Sandri.
I tak nastał ostatni dzień w roku. Coś czułem iż nie obejdzie się bez tego i miałem rację. Gdy trafiłem do gildii wszyscy byli pochłonięci przygotowaniami. Yuri gdy mnie zobaczyła zleciła mi zrobić zakupy. No masz ci los. Dała mi listę rzeczy do kupienia. O mało co w nich się utonąłem. Dała mi gotówkę i wraz z kilkoma ludźmi z gildii udaliśmy się na zakupy. Udało nam się wyrobić w godzinkę ponad. Dziewczyny zaczęły przygotowywać posiłki i inne, a ja pobiegłem w kierunku miejsca pracy Mayi. Tam powiedziałem jej o imprezie, zakomunikowałem to jej szefowi. Nie miał nic przeciwko i razem wróciliśmy do domu. Gdy już się przebraliśmy ja w białą koszulę i czarne spodnie, Maya w śnieżno białą sukienkę udaliśmy się z powrotem do gildii. Do białego rana wszyscy świetnie się bawili.
Kolejnego dnia wszyscy chyba odpoczywali w domu, przynajmniej ja dziś nie miałem zamiaru nigdzie wychodzić. Jutro wyjazd do Sandri. Powiedziałem Mayi, że jedzie ze mną tam i zobaczy jak jest na polu walki. Pomimo iż nie wygląda na silnych to swoje potrafi i jestem pewien, że da sobie radę.
Jednak wcale tak łatwo nie poszło. Ammo konsekwentnie zabronił mi zabrać Mayę. Wkurzyłem się, bo zostawiać jej samej nie chce, z drugiej strony powody, które podał i konsekwencję były w dużej mierze realne. Niezadowolony z takiego obrotu spraw, musiałem rozstać się z dziewczyną. Obiecałem, że wrócę najszybciej jak to tylko możliwe. Zapewniała mnie, że da sobie radę i będzie czekać. Pożegnałem się z nią i wyruszyliśmy do Sandri.
Dziwnie się czułem w obecności Ary. Może dlatego, że nie miałem okazji jej poznać? Albo dlatego iż musiałem zostawić osobę, na której mi zależy? Po kilku godzinach dotarliśmy na miejsce. Miasto wyglądało wspaniale, czułem się jak w jakimś filmie historycznym. Ara oprowadziła nas po miejscach, które są niezbędne dla nas i na samym końcu dotarliśmy do Emirate. Przedstawił nam ogólną sytuację, która nie wyglądała zaciekawię. Od razu udaliśmy się do Barren przeszukać miasteczko i znaleźć księżniczkę.
Rozdzieliliśmy się i szukaliśmy naszego celu. Demony to były wszędzie. Co chwile musiałem ładować magazynek w broni by ich wytępić, jednak po księżniczce ani śladu. Z czasem usłyszałem krzyk. Ktoś wpadł w kłopoty. Pobiegłem w miejsce, z którego słyszałem krzyk. Gdy dobiegłem na miejsce spotkałem resztę ekipy i Elsa, która klęczał na ziemi a przed nim ciało dużego demona. ja nie wiem czy on ma szczęście czy co, że zawsze trafia na mocnych przeciwników. Nie wyglądał za dobrze. Aisha chciała mu pomóc jednak ją odtrącił. Widać było, że coś go gryzło.
Następnego dnia dowiedziałem się o nowym secie avatara co pojawi się na rynku. Zapewne Ammo dorwie się do niego i znowu będzie robić szał n ulicach. Osobiście mi też się podoba ale jakoś nie chce mi się go kompletować. Wszystko mijało spokojnie do czasu, gdy zobaczyłem Aishę i jakąś dziewczynę z nią. Ciekawiło mnie kto to może być, bo znam wszystkich ludzi stąd, a ona na tutejszą nie wygląda. Postanowiłem jutro pogadać o tym z Reną albo z kimś o niej. Resztę dnia poświęciłem Mayi, jedynej osobie, która zawsze przy mnie jest.
Przechodząc główną ulicę dostrzegłem największe sławy na całym świecie chyba. Tacy wojownicy jak Valak i Amelia, co ich tu sprowadza. Postanowiłem ich pośledzić trochę. Udali się do Penentia, czyli z jego rozkazu tu są. Ciekawe co się wydarzyło. Jako iż nie lubię być niewtajemniczony zakradłem się pod jego pokój i podsłuchiwałem. Co ciekawe, znajdował się tam też Ammo. Znowu o niczym mi nie powiedział... Mówili coś o wyprawie na misję i że oni przybyli pilnować miasta pod naszą nieobecność. gdy rozmowa dobiegała końca, szybko ukryłem się za rogiem korytarza i czekałem aż zrobi się wolna przestrzeń.
Poszedłem do gildii i tam dowiedziałem się, iż Ammo został mistrzem gildii. No chwila moment, rano byłem i nic mi nie powiedziano? Co ja kurde jestem... nie podobało mi się to iż trzyma się mnie z boku od tego wszystkiego. Na szczęście bądź nieszczęście spotkałem Zekire i zapytałem ja o wszystko w sumie. Wyjaśniła mi po kolei wszystko i była trochę rozczarowana, że nic nie wiem o wyprawie do Sandri.
I tak nastał ostatni dzień w roku. Coś czułem iż nie obejdzie się bez tego i miałem rację. Gdy trafiłem do gildii wszyscy byli pochłonięci przygotowaniami. Yuri gdy mnie zobaczyła zleciła mi zrobić zakupy. No masz ci los. Dała mi listę rzeczy do kupienia. O mało co w nich się utonąłem. Dała mi gotówkę i wraz z kilkoma ludźmi z gildii udaliśmy się na zakupy. Udało nam się wyrobić w godzinkę ponad. Dziewczyny zaczęły przygotowywać posiłki i inne, a ja pobiegłem w kierunku miejsca pracy Mayi. Tam powiedziałem jej o imprezie, zakomunikowałem to jej szefowi. Nie miał nic przeciwko i razem wróciliśmy do domu. Gdy już się przebraliśmy ja w białą koszulę i czarne spodnie, Maya w śnieżno białą sukienkę udaliśmy się z powrotem do gildii. Do białego rana wszyscy świetnie się bawili.
Kolejnego dnia wszyscy chyba odpoczywali w domu, przynajmniej ja dziś nie miałem zamiaru nigdzie wychodzić. Jutro wyjazd do Sandri. Powiedziałem Mayi, że jedzie ze mną tam i zobaczy jak jest na polu walki. Pomimo iż nie wygląda na silnych to swoje potrafi i jestem pewien, że da sobie radę.
Jednak wcale tak łatwo nie poszło. Ammo konsekwentnie zabronił mi zabrać Mayę. Wkurzyłem się, bo zostawiać jej samej nie chce, z drugiej strony powody, które podał i konsekwencję były w dużej mierze realne. Niezadowolony z takiego obrotu spraw, musiałem rozstać się z dziewczyną. Obiecałem, że wrócę najszybciej jak to tylko możliwe. Zapewniała mnie, że da sobie radę i będzie czekać. Pożegnałem się z nią i wyruszyliśmy do Sandri.
Dziwnie się czułem w obecności Ary. Może dlatego, że nie miałem okazji jej poznać? Albo dlatego iż musiałem zostawić osobę, na której mi zależy? Po kilku godzinach dotarliśmy na miejsce. Miasto wyglądało wspaniale, czułem się jak w jakimś filmie historycznym. Ara oprowadziła nas po miejscach, które są niezbędne dla nas i na samym końcu dotarliśmy do Emirate. Przedstawił nam ogólną sytuację, która nie wyglądała zaciekawię. Od razu udaliśmy się do Barren przeszukać miasteczko i znaleźć księżniczkę.
Rozdzieliliśmy się i szukaliśmy naszego celu. Demony to były wszędzie. Co chwile musiałem ładować magazynek w broni by ich wytępić, jednak po księżniczce ani śladu. Z czasem usłyszałem krzyk. Ktoś wpadł w kłopoty. Pobiegłem w miejsce, z którego słyszałem krzyk. Gdy dobiegłem na miejsce spotkałem resztę ekipy i Elsa, która klęczał na ziemi a przed nim ciało dużego demona. ja nie wiem czy on ma szczęście czy co, że zawsze trafia na mocnych przeciwników. Nie wyglądał za dobrze. Aisha chciała mu pomóc jednak ją odtrącił. Widać było, że coś go gryzło.
piątek, 18 stycznia 2013
Wpis15
Chung rzucił w jej stronę granaty, ja Maela, Raven wbił miecz w ziemię, oparł nazo-rękę o niego i użył Gatllinga, a na sam koniec Sylph wypuścił TS'a. Zaraz potem z Ravenem podbiegliśmy do niej, a za nami Lorien. Atakowaliśmy ją naszymi mieczami i specjalnymi atakami. Chung zdążył nałożyć na nią Markera i odskoczył do tyłu ładować amunicję. Eve atakował swoimi wiązkami laserowymi i Needlesem. W momencie gdy Markera zniknął rozpostarła swoje skrzydła odpychając mnie i Ravena do tyłu, a ona sama wzbiła się w powietrze. Sylph ruszył za nią, a Lorien użył Dreada. Pociski skierowały się w stronę Keli i z hukiem w nią uderzyły. Spoglądaliśmy w obłok dymu, który się unosił. Po chwili na dół zleciał Sylph z zadrapaniami, a ona zaśmiała się z góry do nas. Krzyknąłem do Loriena by ją zestrzelił czy coś, jednak była poza jego zasięgiem. Cholera... Harpia atakowała nas i wzbijała się w powietrze. Ciężko było nam ją złapać teraz. Po kilku takich nalotach na nas rozpostarła skrzydła i miecze co miała na nich rozdzieliły się na długość całej groty. Po chwili je spuściła. Ledwo udało nam się je uniknąć. Wylądowała na ziemi i wtedy rozpoczęliśmy na nowo ją atakować. Raven podpalił wokół niej obszar, Eve z Gigi ją potraktował, a ja z Lorienem uskoczyliśmy z pola rażenia ognia. Ryknęliśmy do nich czy jest się dobrze czuje. Mogli nas spalić... Lorien załadował działo, a ja skupiłem się i przywołałem moce Mrocznego. W podświadomości słyszałem głos, że moja moc się zwiększyła. To mi się podoba. Po chwili poczułem potężną moc przepływające przez moje ciało. Wygląd też się zmienił, teraz nie tylko lewa strona twarzy była zmienione ale również pojawiła się osłona na usta.
Ruszyłem w jej stronę i z powietrza ją zaatakowałem Sword Fallem. Ilość mieczy które zleciały w dół zwiększyła się dwukrotnie, zaraz potem gdy wylądowałem obok niej użyłem Cuttera. Zaraz potem Lorien wystrzelił Carpeta, odskoczyłem do tyłu i rzuciłem Maela by czasem nie wyskoczyła z ostrzału. Staliśmy daleko od niej i przypatrywaliśmy się teraz mgle dymu co się unosiła. Liczyliśmy, że to ją wykończy. Kilka chwil potem zobaczyliśmy cień i nagle smuga dymu znikła, a ona wzbiła się w powietrze. To niemożliwe by przeżyć takie coś... Skierowała się w stronę Loriena, który teraz był bezbronny. Już miała go atakować, gdy Sylph w ostatniej chwili pojawił się przed nią i puścił Sweepa. Cofnęła się do tyłu na tyle blisko mnie by użyć Finala. Wytworzyłem dziurę, która przeciągła ją i już chciałem wykończyć atak, gdy moje ciało przeszył nie do opisania ból. Obraz zaczął mi się zamazywać, w głowie mi szumiało. Cornwell zniknął jak i atak, a ja upadłam na ziemię podpierając się rękami. Ciężko mi było złapać oddech, echem odbijały mi się różne dźwięki, których zrozumieć nie potrafiłem. Nie wiem, co się działo dalej, w jednym momencie film się urwał...
Ruszyłem w jej stronę i z powietrza ją zaatakowałem Sword Fallem. Ilość mieczy które zleciały w dół zwiększyła się dwukrotnie, zaraz potem gdy wylądowałem obok niej użyłem Cuttera. Zaraz potem Lorien wystrzelił Carpeta, odskoczyłem do tyłu i rzuciłem Maela by czasem nie wyskoczyła z ostrzału. Staliśmy daleko od niej i przypatrywaliśmy się teraz mgle dymu co się unosiła. Liczyliśmy, że to ją wykończy. Kilka chwil potem zobaczyliśmy cień i nagle smuga dymu znikła, a ona wzbiła się w powietrze. To niemożliwe by przeżyć takie coś... Skierowała się w stronę Loriena, który teraz był bezbronny. Już miała go atakować, gdy Sylph w ostatniej chwili pojawił się przed nią i puścił Sweepa. Cofnęła się do tyłu na tyle blisko mnie by użyć Finala. Wytworzyłem dziurę, która przeciągła ją i już chciałem wykończyć atak, gdy moje ciało przeszył nie do opisania ból. Obraz zaczął mi się zamazywać, w głowie mi szumiało. Cornwell zniknął jak i atak, a ja upadłam na ziemię podpierając się rękami. Ciężko mi było złapać oddech, echem odbijały mi się różne dźwięki, których zrozumieć nie potrafiłem. Nie wiem, co się działo dalej, w jednym momencie film się urwał...
środa, 16 stycznia 2013
Wpis14
Następnego ranka zebraliśmy się na dziedzińcu i ustalaliśmy plan
działania. O naszym przeciwniku Kelaino(w poprzednich wpisach inaczej
napisana nazwa bossa, teraz zmieniono na elwiki) nie wiemy zbyt wiele,
oprócz tego, że jest harpią i walczy ostrzami. Podczas rozmowy dołączył
się do nas Emirate wraz z Vapor. Alchemiczka zdradziła nam, iż Kela jest
bezbronna na ziemi i że wtedy jest szansa są szybko pokonać i zebrać
potrzebne informacje. Po długich naradach, koło południa byliśmy gotowi
wyruszać. Przed drzwiami wyjściowymi stały dziewczyny i widać było iż
się martwią. Zapewnialiśmy je, że wrócimy w jednym kawałku i nic nam nie
będzie, jednak to ich nie przekonało, bynajmniej nie Aishę. Ciągle
upierała się by iść z nami i podawała setki argumentów na to. Nie
wiedziałem co z nią zrobić. Chłopaki poszły do mur Sandri, dziewczyny
oddaliły się i o czymś gadały, a ja zostałem z nią sam.
-Aisha powiedziałem ci to wczoraj, nie pójdziesz tam.
-Dobrze wiesz, że mogę się wam przydać, więc... - oparła ręce o tors i przyglądała mi się z wielką nadzieją w oczach.
-Aisha do cholery nie możesz nie rozumiesz?! - rękoma dotknąłem jej twarzy i zbliżyłem do niej. - Nie mogę pozwolić by coś ci się stało, dlatego tu na mnie zaczekasz rozumiesz?
-Ale..
-Obiecaj mi, że tu zostaniesz z resztą i będziesz pilnować miasta. - spoglądałem jej prosto w oczy czekając na odpowiedź.
-Obiecuję... - powiedziała półszeptem i spuściła głowę.
-E Romeo, bo bez ciebie pójdziemy! - jak mu przyłożę to zobaczy. Odwróciłem się w stronę wrzeszczącego Loriena i dałam mu znak, że już idę. Przytuliłem Zeki do siebie i potem podbiegłem do reszty chłopaków.
-Jakieś problemy?
-Wiecie jaka ona jest... - westchnąłem i spojrzałem na nich. - Nieważne, idziemy skopać te latające stworzenia.
Wyszliśmy z miasta i skierowaliśmy się do siedliska harpii.
Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Panowały tu mocne wiatry, w połączeniu z piaskiem daje nieciekawy efekt dla nas. Rozejrzeliśmy się i ruszyliśmy przed siebie. Przed nami stały wysokie jakby specjalnie zaprojektowane skały po których można była się wspinać. Weszliśmy na górę i tam napotkaliśmy pierwszą harpię. Nim się odwróciła dostała z wiązki laserowej od Sylpha. Szliśmy coraz dalej i spotykaliśmy coraz więcej przeciwników. W miarę szybko się z nimi uporaliśmy. Odnosiłem wrażenie ze jesteśmy wysoką nad powierzchnią ziemi. Kierując się dalej zobaczyliśmy koniec drogi. Przed nami była dziura, a za nią dalszy ciąg drogi. Co dziwne w miejsce dziury panowały dziwnie zjawiska wietrzne. Może jakby w to wskoczyć to by się na górę dostało? Tylko kto normalny rzuci się w przepaść. Spojrzeliśmy na Sylpha, który wejrzał na nas jak na kretynów i wzruszył tylko ramionami. Wskoczył w przepaść i po chwili wyleciał w powietrze i znalazł się po drugiej stronie. Dał nam znać, iż wszystko w porządku, więc poszliśmy w jego ślady.
Idąc dalej spotkaliśmy dużą harpie, chyba matkę tych mniejszych, bo wyróżniła się od reszty. Była czarna i miała jakby ostrza w kształcie pół księżyca na plecach. Nie czekjąc aż zacznie nami się bawić zaatakowaliśmy ją. Trzeba przyznać iż Lorien czuł się w swoim żywiole, podobnie jak Eve. Perfekcyjnie zabijali wrogów unoszących się nad ziemią. Co prawda z Cornwellem też bym radę dał z nimi tak samo Raven ale po co się przemęczać jak ktoś inny może z łatwością je pokonać.
Minęło kilka godzin a my nadal nie znaleźliśmy Kelaino. Szliśmy dalej i napotkaliśmy na swojej drodze gniazda, z pisklakami. Chwała, że dziewczyn tu nie ma, bo już by były piski i inne. Stanąłem na środku i bez żadnych skrupułów użyłem Cuttera i zabiłem wszystkie maluchy. kawałek drogi dalej znowu czekało nas latanie, a po drugiej stronie znowu te latające stwory. Gdy już ich mieliśmy z głowy zauważyliśmy, że na górze jest jakby grota, czyli tam znajduje się nasz cel oraz uprowadzona księżniczka. Wymieniliśmy się spojrzeniami, skinęliśmy głowami i ruszyliśmy do wnętrza groty. Po bokach leżały skrzynie, a wokół nich złote monety, diamenty i inne drogocenne przedmioty. Przed nami znajdowała się góra złota że aż oniemieliśmy z wrażenia, jednak z tego wrażenia wyrwała nas Kela, która właśnie zleciała z sklepienia groty i wylądowała na kamiennej posadzce. Spojrzała na nas i obserwowała ale zaraz... Ona miała zamknięte oczy, więc jak ona nas widzi? Czyżby jakieś inne zdolności widzenia posiadała?
-Co sprowadza tutaj tak młodych śmiałków?
-Dobrze wiesz co, oddaj księżniczkę i gadaj gdzie jest Ran. - odrzekł Raven chłodnym tonem. Zaśmiała się i lekko wzbiła w powietrze.
-A co zrobicie jak wam nie powiem? - uśmiechnęliśmy się do niej i przygotowaliśmy bronie.
-Sami sobie zabierzemy te informacje. - odrzekłem i zwróciłem miecz w jej stronę.
-A w jakim ty wyjdziesz stanie to ciężko powiedzieć. - dodał Lorien przyjmując pozycję do wystrzelenia całego magazynku.
-Jak nie pokojowo to siłą. - odparł Sylph i uaktywniał swoje tryby.
-Zaczyna się robić ciekawie. - rzuciła rozbawiona i wylądowała przed nami w niewielkiej odległości.
-Czas rozpocząć... - Raven załadował pociski do swojej nazo ręki i skierował w jej stronę. - Zabawę.
Wszyscy razem rzuciliśmy się w jej kierunku.
-Aisha powiedziałem ci to wczoraj, nie pójdziesz tam.
-Dobrze wiesz, że mogę się wam przydać, więc... - oparła ręce o tors i przyglądała mi się z wielką nadzieją w oczach.
-Aisha do cholery nie możesz nie rozumiesz?! - rękoma dotknąłem jej twarzy i zbliżyłem do niej. - Nie mogę pozwolić by coś ci się stało, dlatego tu na mnie zaczekasz rozumiesz?
-Ale..
-Obiecaj mi, że tu zostaniesz z resztą i będziesz pilnować miasta. - spoglądałem jej prosto w oczy czekając na odpowiedź.
-Obiecuję... - powiedziała półszeptem i spuściła głowę.
-E Romeo, bo bez ciebie pójdziemy! - jak mu przyłożę to zobaczy. Odwróciłem się w stronę wrzeszczącego Loriena i dałam mu znak, że już idę. Przytuliłem Zeki do siebie i potem podbiegłem do reszty chłopaków.
-Jakieś problemy?
-Wiecie jaka ona jest... - westchnąłem i spojrzałem na nich. - Nieważne, idziemy skopać te latające stworzenia.
Wyszliśmy z miasta i skierowaliśmy się do siedliska harpii.
Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Panowały tu mocne wiatry, w połączeniu z piaskiem daje nieciekawy efekt dla nas. Rozejrzeliśmy się i ruszyliśmy przed siebie. Przed nami stały wysokie jakby specjalnie zaprojektowane skały po których można była się wspinać. Weszliśmy na górę i tam napotkaliśmy pierwszą harpię. Nim się odwróciła dostała z wiązki laserowej od Sylpha. Szliśmy coraz dalej i spotykaliśmy coraz więcej przeciwników. W miarę szybko się z nimi uporaliśmy. Odnosiłem wrażenie ze jesteśmy wysoką nad powierzchnią ziemi. Kierując się dalej zobaczyliśmy koniec drogi. Przed nami była dziura, a za nią dalszy ciąg drogi. Co dziwne w miejsce dziury panowały dziwnie zjawiska wietrzne. Może jakby w to wskoczyć to by się na górę dostało? Tylko kto normalny rzuci się w przepaść. Spojrzeliśmy na Sylpha, który wejrzał na nas jak na kretynów i wzruszył tylko ramionami. Wskoczył w przepaść i po chwili wyleciał w powietrze i znalazł się po drugiej stronie. Dał nam znać, iż wszystko w porządku, więc poszliśmy w jego ślady.
Idąc dalej spotkaliśmy dużą harpie, chyba matkę tych mniejszych, bo wyróżniła się od reszty. Była czarna i miała jakby ostrza w kształcie pół księżyca na plecach. Nie czekjąc aż zacznie nami się bawić zaatakowaliśmy ją. Trzeba przyznać iż Lorien czuł się w swoim żywiole, podobnie jak Eve. Perfekcyjnie zabijali wrogów unoszących się nad ziemią. Co prawda z Cornwellem też bym radę dał z nimi tak samo Raven ale po co się przemęczać jak ktoś inny może z łatwością je pokonać.
Minęło kilka godzin a my nadal nie znaleźliśmy Kelaino. Szliśmy dalej i napotkaliśmy na swojej drodze gniazda, z pisklakami. Chwała, że dziewczyn tu nie ma, bo już by były piski i inne. Stanąłem na środku i bez żadnych skrupułów użyłem Cuttera i zabiłem wszystkie maluchy. kawałek drogi dalej znowu czekało nas latanie, a po drugiej stronie znowu te latające stwory. Gdy już ich mieliśmy z głowy zauważyliśmy, że na górze jest jakby grota, czyli tam znajduje się nasz cel oraz uprowadzona księżniczka. Wymieniliśmy się spojrzeniami, skinęliśmy głowami i ruszyliśmy do wnętrza groty. Po bokach leżały skrzynie, a wokół nich złote monety, diamenty i inne drogocenne przedmioty. Przed nami znajdowała się góra złota że aż oniemieliśmy z wrażenia, jednak z tego wrażenia wyrwała nas Kela, która właśnie zleciała z sklepienia groty i wylądowała na kamiennej posadzce. Spojrzała na nas i obserwowała ale zaraz... Ona miała zamknięte oczy, więc jak ona nas widzi? Czyżby jakieś inne zdolności widzenia posiadała?
-Co sprowadza tutaj tak młodych śmiałków?
-Dobrze wiesz co, oddaj księżniczkę i gadaj gdzie jest Ran. - odrzekł Raven chłodnym tonem. Zaśmiała się i lekko wzbiła w powietrze.
-A co zrobicie jak wam nie powiem? - uśmiechnęliśmy się do niej i przygotowaliśmy bronie.
-Sami sobie zabierzemy te informacje. - odrzekłem i zwróciłem miecz w jej stronę.
-A w jakim ty wyjdziesz stanie to ciężko powiedzieć. - dodał Lorien przyjmując pozycję do wystrzelenia całego magazynku.
-Jak nie pokojowo to siłą. - odparł Sylph i uaktywniał swoje tryby.
-Zaczyna się robić ciekawie. - rzuciła rozbawiona i wylądowała przed nami w niewielkiej odległości.
-Czas rozpocząć... - Raven załadował pociski do swojej nazo ręki i skierował w jej stronę. - Zabawę.
Wszyscy razem rzuciliśmy się w jej kierunku.
wtorek, 15 stycznia 2013
Wpis13
W środku nocy przebudziłem się i leżałem przez długi czas. Wolałem nie obudzić przez przypadek Zeki, która była przytulona do mnie i spokojnie spała. Tyle się wydarzyło od kiedy jesteśmy w Sandri. Mam złe przeczucia. Nie daje rady demonom, wszyscy są pochłonięci Stworzyciel wie czym, drugi raz się pokłóciłem z Aishą, nie wiadomo co się stało z księżniczką, nie wiem jaka jest sytuacja w gildii, moce Mrocznego zaczynają się zwiększać, moje emocje są niestabilne... Oszaleć idzie, tyle na raz wszystkiego... Nie daje sobie z tym wszystkim rady, znowu. Przyłożyłem rękę do czoła i spoglądałem w sufit. Co powinien zrobić, od czego zacząć, jak sobie z tym wszystkim poradzić? Z rozmyśleń wyrwała mnie Zeki, która przebudziła się i spoglądała na mnie z troską. Koniecznie chciała się dowiedzieć co mnie tak trapi, jednak ja postanowiłem jej nic nie mówić póki co. Pod żadnym pozorem nie mogę pozwolić by jej się coś stało, wtedy to bym tego nie przeżył. Tylko ona jest dla mnie najważniejsza, jej szczęście, uśmiech, dotyk. Nie mogę pozwolić by mi to odebrano.
Rano razem z Zeki i Śnieżynką udaliśmy się na miasto. Zwiedzaliśmy całe miasto jeszcze raz, szczegół po szczególe. Poznaliśmy bliżej ważniejszych ludzi stąd. Do popołudnia spędziłem czas tylko z nimi i nikim więcej. Odmówiłem Lorienowi pvp oraz Ravenowi łażeniem po sklepach z bronią. Emi miał rację, muszę więcej czasu poświęcać bliskim mi osobom, a na pierwszym miejscu jest Zeki. Gdy już się zmęczyła, wróciliśmy do naszego tymczasowego miejsca zamieszkania i padnięta wyłożyła się na swoim łóżku, a ja podszedłem do okna i wyglądałem przez nie na krajobraz Sandri. Ulżyło mi jakoś na sercu i się wyciszyłem, przynajmniej teraz. Z czasem Zeki podeszła do mnie i się przytuliła dziękując, iż dziś spędziłem z nią większość swojego czasu. W sumie to ja jej powinienem podziękować, za to, że jest przy mnie... zawsze, gdy tego potrzebuje. Podrażniłem się z nią jeszcze jakiś czas i wróciłem do siebie. Tam czekała na mnie wiadomość z gildii. Proszę, ciekawe co u nich słychać. Otwarłem list i zacząłem go czytać. Nie wpakowali się w żadne kłopoty co cieszy, zwerbowali kilku ludzi i ogólnie dobrze sobie radzą. Kolejne niewiadoma rozwiana, po cholerę się tyle martwiłem. W liście Yuri dodała jeszcze, iż nowy członek znajduje się w Sandri. To ci niespodzianka. Nazywa się Shakti i jest łuczniczką posługująca się magią - Grand Archer. Mało u nas takich więc nie można jej pozwolić odejść, chociaż jak czytałem dalej opinie o drugim nowym to tylko ręce załamać. Mam nadzieję, że dadzą sobie radę. Poszedłem sprawdzić czy Lorien jest u siebie. Na szczęście był i przekazałem mu list. Też był zaskoczony iż nowy członek tu jest. Z tego co wiem to Penentio nie wysyłał tu więcej ludzi, chyba że o czymś nie wiem.
Wieczór mijał spokojnie do czasu gdy Emi oznajmił nam iż kawałek stąd znajduję się siedlisko harpii i tam prawdopodobnie znajduję się Celaeno oraz księżniczka. Czyli mamy zadanie na jutro - iść i to sprawdzić. Ostrzegał nas iż jest tam bardzo niebezpiecznie i wielu ludzi którzy tam poszli na zwiady nie wracali, a z czasem odnajdywano ich zwłoki pod piaskiem. Harpie, rybo-demony ciekawe co jeszcze spotkam. Było postanowione że tam idziemy, dziewczyny też chciały iść i wtedy zaczęła się kłótnia. Ja za żadne skarby nie pozwolę Zeki tam iść, Raven też stanowczo odmawiał Renie, a Lorien, Sylph i Ara wpatrywali się w nas i słuchali. Zaczęły się wydzierać i wykłócać, z czasem wmieszały Arę, bo ona może iść, a one nie. W końcu Lorien zabrał głos i powiedział, że wszystkie dziewczyny zostają, a chłopaki idą. My zgodnie kiwnęliśmy głowami, a one rzuciły się na niego z wrzaskiem i pretensjami. O mało co go nie pobiły. Biedny gość, odciągnęliśmy je od niego i siła zaprowadziliśmy do pokoi by już nikogo więcej nie ochrzaniły czy pobiły.
-Żartujesz sobie chyba?! Ja nie zostanę tu! Chcę wam pomóc jak i Rena oraz Ara!
-Słyszałaś Emirate, to niebezpieczne, a ja nie pozwolę byś zginęła tam.
-Dam sobie radę!
-Nie, to moje ostatnie zdanie. - otworzyłem drzwi i chciałem wyjść gdy wtedy podeszła do mnie i przytuliła się.
-Zostań ze mną jeszcze przez chwilę. - zamknąłem drzwi z powrotem i zostałem przy niej jeszcze jakiś czas.
Gdy zbliżała się północ wróciłem do siebie i przygotowywałem się do jutrzejszej wyprawy. Śnieżynka siedziała i przerzucała moje ciuchy z jednej strony na drugą. W końcu zapytałem co ona wyprawia i odrzekła iż szuka avka idealnie do jutrzejszej wyprawy. Spoglądałem na nią jak na idiotkę. Zostawiłem ją niech się bawi, ja zająłem się swoim mieczem. Po jakimś czasie zawołała mnie i rzuciła w moją stronę avatar DS'owej broni. Złapałem i przyjrzałem się mu, potem małej. Powiedziała że jutro w DS'owym idę. No co to się porobiło, mój zwierzak będzie mi mówić w czym mam chodzić. Zaśmiałem się i założyłem na miecz avatar DS'owy, a potem zdałem sobie sprawę, iż to właśnie w tym secie czuje się najlepiej na polu walki. Jeszcze potem Cornwell i Mroczny zaczęli jakże ciekawą dyskusję w mojej podświadomości. Przy okazji zapytałem Mrocznego jak się czuje. Odparł iż świetnie oraz jutro możliwe, że zwiększę swoją moc i trochę zmieni mi się wygląda. To mnie pocieszył...
piątek, 11 stycznia 2013
Aktualizacje
Dodanie nowej strony Muzyka
Dodanie nowych filmików na KR - Sandria oraz PvP 3v3 TT & InS
Zmiana logo bloga
W trakcie przetwarzania są filmiki z dzisiejszego (11.01.2013) wypadu na sekrety w trybie Lutosa (KR) tylko Podziemia nie zaskoczyły;s @edit. Filmiki dodano do odpowiedniej strony.
Planuje na dziś dać wpis o ile mnie wena najdzie.
Dodanie nowych filmików na KR - Sandria oraz PvP 3v3 TT & InS
Zmiana logo bloga
W trakcie przetwarzania są filmiki z dzisiejszego (11.01.2013) wypadu na sekrety w trybie Lutosa (KR) tylko Podziemia nie zaskoczyły;s @edit. Filmiki dodano do odpowiedniej strony.
Planuje na dziś dać wpis o ile mnie wena najdzie.
czwartek, 10 stycznia 2013
Wpis12
Wczesnym porankiem obudziła mnie Śnieżynka. Myślałem, że ją zabije ale szybko sobie przypomniałem iż sam ją prosiłem o tak wczesną pobudkę. Na półprzytomny zszedłem na dół i skierowałem się do drzwi wyjściowych. Ku mojemu zaskoczeniu, przy drzwiach stała Ara i przyglądała się czemuś, co miała w ręce. Podszedłem do niej i zapytałem. Wystraszyła się trochę, a potem odparła, że to rodzinna pamiątka, która jest jej bardzo ważna. Nie wnikałem bardziej i ruszyłem na przedmieścia Barrenu. Piasek, piasek i jeszcze raz piasek. Niczego innego tu nie ma. Grubo kawałek dalej, może z 3km jakieś demony się szwendały. Jak już są to trzeba się pozbyć, mniej roboty na potem. Szybko się uporałem z tymi rybo podobnymi piaskowymi demonami i po przejrzeniu dokładnie całego obszaru zawróciłem do miasta.
Popołudnie spędziłem na arenie pvp albo na jej trybunach. Spotkałem tam chłopaków, którzy właśnie sprawdzali do czego zdolni są tutejsi wojownicy. Z tego co oglądałem niektórzy robią wrażenia, ale większość to zostali zmieceni. Trochę mi ich było szkoda. Gdybym ja wszedł do by ludzi do szpitala wywozili na oddział intensywnej terapii. Godziny mijały, z czasem Zeki wraz z resztą dziewczyn przyszły. Od razu przytuliła się do mojego ramienia i wypytywała co robiłem. Podczas pogawędki podszedł jakiś gość i do mnie z tekstem czy może sobie wziąć Zeki na resztę dnia. No myślałem, że mu przypierdolę albo zabije na miejscu. Spojrzałem na niego to rozczarowany to rozbawiony i powiedziałem mu, kim ona jest dla mnie i dla własnego zdrowia ma się trzymać od niej z daleka. Przez chwile wyglądał jakby dowiedział się o czymś strasznym, spojrzał na Zeki która z uśmiechem przytuliła się do mnie, a potem przeprosił i poszedł. Zaraz potem czekałem na wyjaśnienia od Aishy. Szybko powiedziała co się wydarzyło przed wczoraj. O proszę 2 dni i teraz mi o tym mówi. Zdenerwowało mnie to i w takim stanie, wraz z Śnieżynką wróciłem do pałacu, prosto do swojego pokoju.
Wieczorem znowu była napięta atmosfera i znowu przez nią. Tłumaczyła się jak na jakimś kazaniu. Przynajmniej potrafi się przyznać. Ja już nie mam do niej sił, jak kiedyś. Po długiej rozmowie doszliśmy do porozumienia, jak zawsze i zeszliśmy na dół na kolacje. Na dole rozmawialiśmy wszyscy o Sandri oraz o dzisiejszych walkach. Miło spędziło się czas z przyjaciółmi, a potem upojną noc z Zeki.
Popołudnie spędziłem na arenie pvp albo na jej trybunach. Spotkałem tam chłopaków, którzy właśnie sprawdzali do czego zdolni są tutejsi wojownicy. Z tego co oglądałem niektórzy robią wrażenia, ale większość to zostali zmieceni. Trochę mi ich było szkoda. Gdybym ja wszedł do by ludzi do szpitala wywozili na oddział intensywnej terapii. Godziny mijały, z czasem Zeki wraz z resztą dziewczyn przyszły. Od razu przytuliła się do mojego ramienia i wypytywała co robiłem. Podczas pogawędki podszedł jakiś gość i do mnie z tekstem czy może sobie wziąć Zeki na resztę dnia. No myślałem, że mu przypierdolę albo zabije na miejscu. Spojrzałem na niego to rozczarowany to rozbawiony i powiedziałem mu, kim ona jest dla mnie i dla własnego zdrowia ma się trzymać od niej z daleka. Przez chwile wyglądał jakby dowiedział się o czymś strasznym, spojrzał na Zeki która z uśmiechem przytuliła się do mnie, a potem przeprosił i poszedł. Zaraz potem czekałem na wyjaśnienia od Aishy. Szybko powiedziała co się wydarzyło przed wczoraj. O proszę 2 dni i teraz mi o tym mówi. Zdenerwowało mnie to i w takim stanie, wraz z Śnieżynką wróciłem do pałacu, prosto do swojego pokoju.
Wieczorem znowu była napięta atmosfera i znowu przez nią. Tłumaczyła się jak na jakimś kazaniu. Przynajmniej potrafi się przyznać. Ja już nie mam do niej sił, jak kiedyś. Po długiej rozmowie doszliśmy do porozumienia, jak zawsze i zeszliśmy na dół na kolacje. Na dole rozmawialiśmy wszyscy o Sandri oraz o dzisiejszych walkach. Miło spędziło się czas z przyjaciółmi, a potem upojną noc z Zeki.
środa, 9 stycznia 2013
Wpis11
Idąc przez główny korytarz pałacu spotkałem Emirate. Tak się złożyło że mnie szukał. Poprosił mnie o wytępienie tej zarazy z Barren. Zgodziłem się i wraz z Śnieżynką się tam udałem. Mroczny na samą myśl o walce popadał w samozachwyt. Gdy znaleźliśmy się przed wejściem do miasteczka przywołałem moce Mrocznego i ruszyliśmy na rzeźnie demonów. Co chwile Cornwelle przelatywały przez demony zabijając je i plamiąc miecz. Przeczesaliśmy wszystkie możliwe miejsca, zabiliśmy wszystko, co się ruszało i wskazywało na to iż jest demonem. Jak do mnie to była przednia rozrywka brakowało mi jakiegoś wyzwania coś jak Waldo. Nim się obejrzałem słońce już zachodziło. Korzystając z okazji, że jestem sam poprosiłem Wyrocznie o otwarcie wrót do świata demonów. Z nich wyszedł Avalac w towarzystwie Issy. Zdał mi raport jak wygląda sytuacja poza Barren. Moc Rana też dziwnie zniknęła. Zapytałem ich czy widzieli gdzieś księżniczkę i te diablicę. Niestety nigdzie ich nie spotkali, jedyne co im się rzuciło w oczy to duża harpia o imieniu Celaeno. Kazałem im zawrócić naszą armię. Dopóki nie będę mógł iść dalej to szkoda ryzykować ucieczką tych upartych demonów.
Koło dziewiętnastej wróciłem do Sandri. Przy wejściu spotkałem Loriena, który siedział na swojej broni i wpatrywał się w niebo. Zapytałem go czy wszystko w porządku. Po chwili odpowiedział i dodał, że martwi się o Mayę. Masz ci los. Zapewniałem go, że da sobie radę, a w Sandri chyba długo nie będziemy siedzieć, więc szybko wróci do swojej ukochanej. Lekko się uśmiechnął, a ja ruszyłem przed siebie. Gdy tylko przekroczyłem próg przejścia, Lorien rzucił iż Zeki jest strasznie wkurzona. Ciekawe co tym razem... Idąc dalej korytarzem, na dziedzińcu spotkałem Ravena, który rozmawiał z Emirate. Podszedłem do nich i zgłosiłem o zakończeniu zadania. Zaskoczył go fakt, że tak szybko się uporałem z tym. Zlecił mi następne zadanie, sprawdzenie terenów za ruinami miasteczka. Dodał również iż nie muszę się tak spieszyć i więcej czasu powinienem poświęcić przyjaciołom lub pozwiedzać miasto albo udać się na małe pvp. Odpowiedziałem mu szybko iż jak jest zadanie to trzeba zrobić, przyjaciele są zajęci, miasto zwiedzałem, a na pvp mi się łazić nie chce po prostu. Przytaknął tylko i wrócił do siebie.
-Nie przemęcz się tylko.
-Spokojnie dam radę.
-Zeki Cię szukała. Strasznie zdenerwowana coś była, jak wróciliśmy.
-Ciekawe...
-ELSWORD! - od razu rozpoznaliśmy ten głos. Odwróciliśmy się w stronę drogi gdzie idzie się do naszych pokoi. Pierwszy raz w życiu przeraziłem się jej. Jeszcze tak wnerwiona nigdy nie była.. Em chwila chwila. Zmieniła fryzurę na białą z dwoma kucykami i część włosów opadała jej do ramion.
-Życzę powodzenia. - rzucił Raven i odszedł i zostawił mnie samego z nią. No świetnie.
-GDZIEŚ TY BYŁ?! DLACZEGO NIC MI NIE POWIEDZIAŁEŚ?! CZEKAM NA WYJAŚNIENIA! - szybkim krokiem podeszła do mnie, założyła ręce na wysokości piersi i patrzała jakby miała mnie zabić.
-I po co te nerwy...
-JAK CI STRZELE TO ZOBACZYSZ!
-Byłem na misji to raz, dwa byłaś na zakupach i nic mi nie powiedziałaś, więc też powinien Ci robić o to awanturę.
-A co... chwila... - założyłem ręce i mierzyłem ja spojrzeniem z pewnością siebie. - Dobra... Tu masz rację. - odwróciła głowę w bok.
-No widzisz. Patrz na siebie potem innych.
-Wiesz... - odwróciła głowę w moją stronę. - Jesteś taki, taki bezczelny zawsze.
-Taki jestem trudno. Coś jeszcze? - teraz to już wkurzały mnie jej odloty.
-Coś jeszcze? Tylko tyle masz do powiedzenia tak? - jej głos przez chwile zadrżał i unikała kontaktu wzrokowego nie to co wcześniej. Znowu się zaczyna. Zbliżyłem się do niej i przytuliłem do siebie.
-Czego oczekujesz ode mnie?
-Żebyś odrobinę czasu poświecił tylko mi...
-Nie szło tak powiedzieć od razu Zekuś?
Resztę wieczoru spędziłem wraz z Aishą, a potem wróciłem do siebie. Jutro albo zaplanuje inaczej dzień by nei było podobnej akcji albo pójdę za radą Emirate.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Wpis10
Ciężko mi było zasnąć, połowę nocy przeleżałem w łóżku wpatrując się w gwieździste niebo za oknami albo Śnieżynkę, co spała niedaleko otulona swoimi ogonami. Obawiałem się trochę co dalej będzie.
Z rana poszedłem się przejść po naszym pałacu i zatrzymałem się w ogrodzie. Zrobiona na wzór starożytnych rzymskich ogrodów. Przeszedłem kawałek drogi dalej i usiadłem na brzegu fontanny. Przez chwile mogłem się wyciszyć i zapomnieć o zmartwieniach. Spojrzałem w niebo i zacząłem się zastanawiać nad sensem własnego życia. Za dziecka prowadziłem tryb życia mało urwisa, potem egoistycznego wojownika, następnie odpowiedzialnego posiadacza Cornwella, a potem... Nawet nie wiem jak to nazwać. Walki sprawiały mi frajdę i na myśl o walce czy to demonami czy pvp strasznie się cieszyłem. Walka zaczęła dostarczać mi rozrywki, a nie powinna i do tej pory to zostało. Pomimo iż walka z Waldo nie wyszła najlepiej to bawiłem się świetnie podczas niej. Znowu te emocje, odrobina adrenaliny, krew demonów, które wzmacniają Mrocznego. Chyba muszę iść się leczyć, bo tylko psychopaci czerpią rozrywkę z rzeźni.
Po zjedzeniu śniadania udałem się na mały spacer po mieście. Podczas przechadzki towarzyszyła mi Śnieżynka. Przyglądaliśmy się niektórym miejscom jak i wojownikom. Miasto wydaje się posiadać wysokiej klasy ludzi. Z czasem zobaczy się do czego są zdolni. Dużo ludzi kręciło się koło sprzedawczyni akcesorium. Podszedłem tam bliżej i wtedy już wiedziałem dlaczego tu ich tyle się zebrało. Cóż trzeba przyznać, że okazami kobiet nie grzeszą, gdzie człowiek się nie obróci to stoi jakaś piękność. Z jednej strony dobrze iż jestem z Zeki a z drugiej... no nieważne.
Zatrzymałem się w centrum zobaczyłem Ravena. Podszedłem do niego i zapytałem co tu robi. Podobnie jak ja zwiedza miasto i pilnuje dziewczyn, bo wybrały się na zakupy. Współczuje mu no ale sam się zgodził. Usiedliśmy na pobliskiej ławce i rozmawialiśmy o misji oraz Sandri.
-Dlaczego nie powiedziałeś nic o księżniczce podczas drogi powrotnej?
-Byłem zbyt zdenerwowany po walce.
-Wiesz, jesteśmy przyjaciółmi, więc nie powinieneś ukrywać istotnych faktów.
-Tak, jasne tato... - dogryzłem mu i zerknąłem na stoisko gdzie dziewczyny śmiały się, dyskutowały o czymś i wymieniały co chwila rzeczy. - Kiedy ślub? - spojrzałem an niego a on wyglądał jakby go prąd kopnął.
-Co słucham?
-No ślub. Ty i Rena nie? - patrzał na mnie jak na kretyna
-Nie. Nie jesteśmy razem.
-No co Ty nie powiesz... - rozwaliłem się na ławce i spojrzałem w bezchmurne niebo.
-Nie wiem co wy sobie ubzduraliście, przyjaźnimy się tylko.
-Od przyjaźni się zaczyna mój drogi kolego. - wejrzałem na niego kątem oka. Drażnił mnie ten jego stoicki spokój. - Na serio chcesz spędzić resztę życia sam?
-Kto wie, powinieneś się zająć Zekirą. - no w sumie ma racje. Spojrzałem w jej stronę, widać było iż jest szczęśliwa i cieszy się życiem, nawet po tym co wczoraj się wydarzyło. Zabolało mnie coś w środku i przeleciały mi urywki z wczoraj. Zamiast robić by było wszystko dobrze, to jest na odwrót. Ona cierpi głównie przeze mnie... Spuściłem głowę i odechciało mi się wszystkiego. Śnieżynka patrzała na mnie z troską i chciała zapytać, jednak wyprzedziłem jej myśl i pokręciłem głową by nic nie mówiła.
-Wracam do siebie i miej oko na nie.
Rzuciłem szybko i skierowałem się do pałacu. Jeszcze tylko spojrzałem na Zeki i gdy się odwracałem dźwignęła swój wzrok na mnie. Przez krótką chwilę nasze spojrzenia się wymieniły i wróciłem do pałacu.
niedziela, 6 stycznia 2013
Wpis9
Podczas drogi powrotnej trzymałem się za lewa ręką. Dobrze, że w całości
mi jej nie poparzyło, jednak i tak ból nie do zniesienia. Ara
wypytywała mnie, co się dokładniej stało. Opowiedziałem pokrótce, co się
wydarzyło, jednak nie wspomniałem o dziewczynce, powiem o niej dopiero
przy Emirate(nazwa dowódcy z Sandri).
Gdy dotarliśmy na miejsce, Emi zapytał czy ze mną wszystko w porządku. Zapewniałem, że dam sobie rade i nic mi poważnego nie ma. Tam, w jego domu powiedziałem w całości o całym zajściu. O tych trzech demonach, dziewczynce i dwóch strażników. Dowódca potwierdził iż to jest księżniczka oraz że zna te demony. Słyszał o nich od ludzi, co z jeszcze dalszych miast przyjeżdżali. Czyli dałem ciała podwójnie, księżniczka porwana, a ja ledwo żywy po walce z Waldo. Lepiej być nie mogło...
Skierowaliśmy się do budynku, albo raczej pałacu w którym będziemy mieszkać, na czas pobytu w Sandri. Pałac jak pałac, mogę śmiało powiedzieć iż jest podobny do mojego domu, jeśli chodzi o wnętrze. Tutejsze służki pokazały nam, gdzie znajdują się nasze pokoje i inne miejsca. Gdy w końcu pokazano mi mój pokój zatrzasnąłem drzwi, zdjąłem ubranie i podszedłem do lustra. Rany wyglądały okropnie, co mnie strasznie wkurzyło dlaczego Mroczny i Cornwell jeszcze nic z tym nie zrobili?! Udałem się na pogawędkę z nimi i wynikło z niej tyle, iż nie są w stanie nic z tym zrobić. No to kurwa jest zajebiście.. Uderzyłem pięścią w blat stołu i skierowałem do łazienki, wziąć zimny prysznic. Przynajmniej przez chwile mogłem odczuć ulgę i nie czuć tego bólu. Z czasem wyszedłem i usiadłem na sofie. Śnieżynka od razu wskoczyła i usiadła na kolanach. Próbowała coś z tym zrobić, jednak podobnie jak Cornwell, nie jest w stanie nic z tym zrobić. Kazałem jej zająć się moim, po części spalonym ubraniem, by przywróciła go do użytku, że tak powiem. W świecie demonów spotkałem diablice, chyba tak ją nazwę, która przywraca przedmiotom jego oryginalny wygląd. Nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć zasadę działania jej mocy ale jak już jest to można korzystać. Wyrocznia zabrała ubranie i znikła w wrotach do jej świata, a ja siedziałem opierając rękę o kolano.
Rozmyślałem nad tym co się wydarzyło. Jak mogłem upaść tak nisko? Co ja do cholery robiłem przez ten cały czas od pokonania Rana? Nic... Teraz wychodzi wszystko na zewnątrz, jak marnowałem swój czas. Ta myśl jest tak irytująca, że zaraz pójdę na kimś się wyżyć. Kilka minut później do pokoju weszła Aisha. Spojrzałem tylko na nią i skierowałem wzrok w okna. Ciekawe po co przylazła, teraz nie mam na nic ochoty ani rozmowy z kimkolwiek. Podeszła i usiadła koło mnie od lewej strony.
-Dlaczego nie przyszedłeś do mnie z tymi ranami? - zapytała spokojnie i zaczęła leczyć moje obrażenia.
-Same z czasem znikną. - odparłem obojętnie przyglądając się wazonowi co stał na półce.
-Nie wydaje mi się. Czemu jesteś taki zdenerwowany? Przecież go zabiłeś.
-Aisha nie denerwuj mnie dobra? Byle jaki demon sprawia mi problemy i niby co będzie dalej?! - podniosłem ton i spojrzałem na nią. Cały czas była opanowana, co mnie zdziwiło i uwagę skupiała na leczeniu.
-Dlatego jesteśmy tu wszyscy by się wspierać. - zakończyła to co zaczęła i zaczęła mnie obserwować. - Nie przyjechałeś tu sam by walczyć.
-A co zrobisz jak coś się stanie i będziemy zmuszeni do rozdzielnia? Będziesz czekać, aż Cię zabiją czy na bohaterski ratunek kogoś z nas? Zejdź na ziemię. Opierdalaliśmy się przez ten czas i teraz to widać. - wstałem i oparłem się o komodę, co stała obok sofy.
-Każdy z nas coś robił. Nikt nie robił se dni wolnych tylko pracował nad sobą.
-Jak widać nie wystarczająco. Mogłem lepiej spożytkować czas, a nie teraz siedzieć tu i lizać rany po tak marnym demonie.
-Nie rozumiem, co Cię tak boli? Zabiłeś go, nie rozumiesz tego?
-I chuj z tym, że go zabiłem jak wyszedłem w takim stanie. Już w lepszym stanie byłem po walce z Avalanche! - no zaraz mnie rozniesie. Ona jest taka tępa czy co?!
-Aha i teraz będziesz użalać się nad swoją splamioną dumą i honorem, bo nie pokonałeś demona bez szwanku?! - spojrzałem na nią i przez kilka sekund uświadamiałem sobie, co właśnie powiedziała. To już ludzki rozum przechodzi. Podszedłem do niej i bez chwili wahania uderzyłem ją w twarz i upadła na sofę.
-Wiesz co Ty właśnie powiedziałaś?! - powoli dźwigała się, jednak jej na to nie pozwoliłem. Jedną ręką złapałem ją za włosy i przywróciłem do stanu sprzed chwili. - Pytam się?! - nachyliłem się do niej i krzyknąłem te słowa.
-To boli... - odpowiedziała cicho, z strachem.
-Bo ma boleć! Nie pozwalasz sobie za dużo, co?
-Powiedziałam tylko prawdę! - odepchnęła mnie ręką i chciała uciec, krótko mówiąc. Złapałem ją jedną ręką za jej ramię, a drugą za głowę i przytwierdziłem ją do sofy, częściowo się na niej kładąc.
-Nie będę tolerować takiego zachowania rozumiesz? Mówisz prawdę tak? To mam Ci powiedzieć prawdę o Tobie? Mam!? Byś się załamała psychicznie i popełniła samobójstwo, bo byś nie umiała tego znieść!
-To dlaczego tego nie zrobisz?! - krzyknęła próbując się wyrwać.
-Bo Cię kocham kretynko! - puściłem ją i usiadłem na fotelu, opierając łokcie o kolana i zakrywając twarz w dłoniach. Przez dłuższy czas panowała cisza. Kątem oka spojrzałem na nią. Siedziała i trzymała się za ramię. Cała drżała i było widać kilka łez spływających po jej zaczerwienionym policzku od mojego uderzenia. Podszedłem do niej i dotknąłem jej ramienia. Odruchowo się wycofała. Nadal się mnie bała. Usiadłem obok niej i delikatnie położyłem dłoń na jej policzku. - Wybacz Zeki. - spojrzała na mnie po czym spuściła głowę i położyła swoją dłoń na mojej. Przytuliłem ją do siebie, a ona ułożyła się w moich ramionach i oparła głowę o obojczyk. Teraz sam na siebie byłem zły, za to co się wydarzyło.
Wieczorem zeszliśmy na kolację. Dobrze, że tu jadają podobne rzeczy jak w Hamel. Po posiłku i rozmowie wróciliśmy do siebie. Zanim jednak wszedłem do pokoju, Zekira zatrzymała mnie i przeprosiła za wcześniej. Westchnąłem tylko i delikatnie ją ucałowałem, po czym powiedziałem jej by nigdy więcej tak nie robiła. Kiwnęła głową i wróciła do siebie, a ja na zasłużony odpoczynek.
Gdy dotarliśmy na miejsce, Emi zapytał czy ze mną wszystko w porządku. Zapewniałem, że dam sobie rade i nic mi poważnego nie ma. Tam, w jego domu powiedziałem w całości o całym zajściu. O tych trzech demonach, dziewczynce i dwóch strażników. Dowódca potwierdził iż to jest księżniczka oraz że zna te demony. Słyszał o nich od ludzi, co z jeszcze dalszych miast przyjeżdżali. Czyli dałem ciała podwójnie, księżniczka porwana, a ja ledwo żywy po walce z Waldo. Lepiej być nie mogło...
Skierowaliśmy się do budynku, albo raczej pałacu w którym będziemy mieszkać, na czas pobytu w Sandri. Pałac jak pałac, mogę śmiało powiedzieć iż jest podobny do mojego domu, jeśli chodzi o wnętrze. Tutejsze służki pokazały nam, gdzie znajdują się nasze pokoje i inne miejsca. Gdy w końcu pokazano mi mój pokój zatrzasnąłem drzwi, zdjąłem ubranie i podszedłem do lustra. Rany wyglądały okropnie, co mnie strasznie wkurzyło dlaczego Mroczny i Cornwell jeszcze nic z tym nie zrobili?! Udałem się na pogawędkę z nimi i wynikło z niej tyle, iż nie są w stanie nic z tym zrobić. No to kurwa jest zajebiście.. Uderzyłem pięścią w blat stołu i skierowałem do łazienki, wziąć zimny prysznic. Przynajmniej przez chwile mogłem odczuć ulgę i nie czuć tego bólu. Z czasem wyszedłem i usiadłem na sofie. Śnieżynka od razu wskoczyła i usiadła na kolanach. Próbowała coś z tym zrobić, jednak podobnie jak Cornwell, nie jest w stanie nic z tym zrobić. Kazałem jej zająć się moim, po części spalonym ubraniem, by przywróciła go do użytku, że tak powiem. W świecie demonów spotkałem diablice, chyba tak ją nazwę, która przywraca przedmiotom jego oryginalny wygląd. Nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć zasadę działania jej mocy ale jak już jest to można korzystać. Wyrocznia zabrała ubranie i znikła w wrotach do jej świata, a ja siedziałem opierając rękę o kolano.
Rozmyślałem nad tym co się wydarzyło. Jak mogłem upaść tak nisko? Co ja do cholery robiłem przez ten cały czas od pokonania Rana? Nic... Teraz wychodzi wszystko na zewnątrz, jak marnowałem swój czas. Ta myśl jest tak irytująca, że zaraz pójdę na kimś się wyżyć. Kilka minut później do pokoju weszła Aisha. Spojrzałem tylko na nią i skierowałem wzrok w okna. Ciekawe po co przylazła, teraz nie mam na nic ochoty ani rozmowy z kimkolwiek. Podeszła i usiadła koło mnie od lewej strony.
-Dlaczego nie przyszedłeś do mnie z tymi ranami? - zapytała spokojnie i zaczęła leczyć moje obrażenia.
-Same z czasem znikną. - odparłem obojętnie przyglądając się wazonowi co stał na półce.
-Nie wydaje mi się. Czemu jesteś taki zdenerwowany? Przecież go zabiłeś.
-Aisha nie denerwuj mnie dobra? Byle jaki demon sprawia mi problemy i niby co będzie dalej?! - podniosłem ton i spojrzałem na nią. Cały czas była opanowana, co mnie zdziwiło i uwagę skupiała na leczeniu.
-Dlatego jesteśmy tu wszyscy by się wspierać. - zakończyła to co zaczęła i zaczęła mnie obserwować. - Nie przyjechałeś tu sam by walczyć.
-A co zrobisz jak coś się stanie i będziemy zmuszeni do rozdzielnia? Będziesz czekać, aż Cię zabiją czy na bohaterski ratunek kogoś z nas? Zejdź na ziemię. Opierdalaliśmy się przez ten czas i teraz to widać. - wstałem i oparłem się o komodę, co stała obok sofy.
-Każdy z nas coś robił. Nikt nie robił se dni wolnych tylko pracował nad sobą.
-Jak widać nie wystarczająco. Mogłem lepiej spożytkować czas, a nie teraz siedzieć tu i lizać rany po tak marnym demonie.
-Nie rozumiem, co Cię tak boli? Zabiłeś go, nie rozumiesz tego?
-I chuj z tym, że go zabiłem jak wyszedłem w takim stanie. Już w lepszym stanie byłem po walce z Avalanche! - no zaraz mnie rozniesie. Ona jest taka tępa czy co?!
-Aha i teraz będziesz użalać się nad swoją splamioną dumą i honorem, bo nie pokonałeś demona bez szwanku?! - spojrzałem na nią i przez kilka sekund uświadamiałem sobie, co właśnie powiedziała. To już ludzki rozum przechodzi. Podszedłem do niej i bez chwili wahania uderzyłem ją w twarz i upadła na sofę.
-Wiesz co Ty właśnie powiedziałaś?! - powoli dźwigała się, jednak jej na to nie pozwoliłem. Jedną ręką złapałem ją za włosy i przywróciłem do stanu sprzed chwili. - Pytam się?! - nachyliłem się do niej i krzyknąłem te słowa.
-To boli... - odpowiedziała cicho, z strachem.
-Bo ma boleć! Nie pozwalasz sobie za dużo, co?
-Powiedziałam tylko prawdę! - odepchnęła mnie ręką i chciała uciec, krótko mówiąc. Złapałem ją jedną ręką za jej ramię, a drugą za głowę i przytwierdziłem ją do sofy, częściowo się na niej kładąc.
-Nie będę tolerować takiego zachowania rozumiesz? Mówisz prawdę tak? To mam Ci powiedzieć prawdę o Tobie? Mam!? Byś się załamała psychicznie i popełniła samobójstwo, bo byś nie umiała tego znieść!
-To dlaczego tego nie zrobisz?! - krzyknęła próbując się wyrwać.
-Bo Cię kocham kretynko! - puściłem ją i usiadłem na fotelu, opierając łokcie o kolana i zakrywając twarz w dłoniach. Przez dłuższy czas panowała cisza. Kątem oka spojrzałem na nią. Siedziała i trzymała się za ramię. Cała drżała i było widać kilka łez spływających po jej zaczerwienionym policzku od mojego uderzenia. Podszedłem do niej i dotknąłem jej ramienia. Odruchowo się wycofała. Nadal się mnie bała. Usiadłem obok niej i delikatnie położyłem dłoń na jej policzku. - Wybacz Zeki. - spojrzała na mnie po czym spuściła głowę i położyła swoją dłoń na mojej. Przytuliłem ją do siebie, a ona ułożyła się w moich ramionach i oparła głowę o obojczyk. Teraz sam na siebie byłem zły, za to co się wydarzyło.
Wieczorem zeszliśmy na kolację. Dobrze, że tu jadają podobne rzeczy jak w Hamel. Po posiłku i rozmowie wróciliśmy do siebie. Zanim jednak wszedłem do pokoju, Zekira zatrzymała mnie i przeprosiła za wcześniej. Westchnąłem tylko i delikatnie ją ucałowałem, po czym powiedziałem jej by nigdy więcej tak nie robiła. Kiwnęła głową i wróciła do siebie, a ja na zasłużony odpoczynek.
czwartek, 3 stycznia 2013
Wpis8
Z rana przygotowywaliśmy się do podroży. Koniec końców koło dziewiątej byliśmy gotowi. Wyjazd został zaplanowany o dziesiątej spod siedziby Penentia. Udaliśmy się tam i czekaliśmy na resztę. Nikt poza naszą dwójką (trójką) nie było. Za ten czas Dowódca przedstawił nam szczegóły jak to się stało, że Ara u nas się znalazła.
Gdy Ara wyruszyła do Hamel z prośbą o pomoc, pobliskie miejsca, niedaleko miasta zostały zaatakowane przez demony. Obecnie nie wiadomo jak wygląda tam sytuacja, ani co możemy tam zastać. Nasze zadanie jest proste - wytępić zarazę by ludzie znowu w spokoju żyli. Z czasem doszła Ara i zaczęła nam opowiadać o Sandri. Z tego co mówiła, miasto jest na prawdę piękne, ciekaw jestem czy moje wyobrażenie pokryje się z rzeczywistością. Kilkanaście minut później dołączyła reszta wraz z... Mayą? Trochę mnie to rozdrażniło. Żarty se robi czy co? Poważna misja, a on chce ją zabrać. Wziąłem go na słówko z dala od reszty by nie słyszeli.
-Dobrze się czujesz? Chcesz ją zabić? To nie jest wycieczka krajoznawcza tylko walka z demonami.
-Nie wiesz do czego ona jest zdolna.
-Doprawdy? A mam iść z nią teraz na treningowe?
-Nic jej się nie stanie! Będę ją pilnować. - zapewniał mnie najlepiej jak tylko potrafił. Założyłem ręce i pokręciłem głową.
-Nie ma mowy, narazisz nas wszystkich na niebezpieczeństwo. Ona nie jedzie.
-Od kiedy Ty ustalasz zasady co? - zdenerwował się i zacisnął dłonie w pięści.
-Znam możliwości naszej szóstki lepiej jak Ty oraz jest Ara, która na pewno nas zaskoczy bo widać iż jest wojowniczką, a ona? Daruj sobie. - machnąłem ręką i skierowałem się do reszty.
-Nie Ty decydujesz, kto ma iść kto nie i nie mów o niej tak, jakbyś ją znał!
-Rób co chcesz, tylko potem nie płacz jak znajdziesz jej zwłoki.
Dochodziła dziesiąta. Wyszliśmy na zewnątrz i tam czekał na nas już transport do Sandri. Podróż przebiegała spokojnie. Gdy tylko Ara dostrzegła zarys murów miasta oznajmiła iż prawie jesteśmy na miejscu. Gdy dotarliśmy na miejsce każdy był w lekkim szoku, a nawet nie przekroczyliśmy murów. Wkrótce z Arą na czele weszliśmy do środka. Zatkało mnie, te miasto jest jeszcze piękniejsze jak nam opowiadała. Budowle, schemat miasta, wszystko było tak dobrze dobrane, że zapierało dech w piersiach. Każdy był podekscytowany. Ara była szczęśliwa iż miasto nam przypadło do gustu oraz zapewne, że wróciła do rodzinnych stron. Zaczęła nas oprowadzać i przedstawiać ważniejszym ludziom stąd. Na sam koniec udaliśmy się do dowódcy tutejszych wojowników. Na pierwszy rzut oka wydaje się być wyluzowany i niczym się nie przejmuje. Ucieszył się na nasz widok i zaprosił do siebie. Tam opowiedział nam jak wygląda sytuacja. Pobliskie okolice zniszczyły armię demonów, najgorsze w tym wszystkim iż nieopodal znajdowała się ich księżniczka i zaginęła. Nie zwlekając dłużej udaliśmy się do Barren(nazwa 1 mapy z Sandri).
Jak miasto było zadbane i w całości tak tu wszystko się waliło i wyglądało jakby przeszło tu tornado. Wymieniliśmy się spojrzeniami i rozdzieliliśmy w poszukiwaniu księżniczki. Wraz z Śnieżynką przemierzaliśmy zniszczone ulice, po drodze zabijaliśmy napotkanych demonów. Dziwne kreatury, ciekawi mnie skąd Ran je bierze. Idąc dalej wiatr się nasilał i ciężko było poruszać się w takich warunkach. Pełno piasku w oczach i walcz tu. Dotarliśmy do wąskiej, stromej, zniszczonej uliczki, która prowadziła w głąb tego miejsca. Śnieżynka wyczuła trzy osoby i trzy demony. Zjechaliśmy po stromej uliczce na dół i tam zobaczyłem dwóch wojowników, broniących mała dziewczynkę, ubraną w drogocenne szaty. Może to księżniczka? Przed nimi, na skale, siedziała dziewczyna, podobna do demona i czarodziejek posługujących się czarną magią. Chwile potem coś zleciało w dół i zabrało dziewczynkę, a razem z nią odleciała ta co siedziała, a przed wojownikami wyskoczył duży, gruby, budzący odrazę demon, który zwał się Waldo. Trzymał duży topór i jednym zamachnięciem przeciął wojowników na pół. Pełno krwi się rozlało, a on zaczął się śmiać psychopatycznym śmiechem. Zeskoczyłem na dół z Śnieżynką i przywołałem Cornwella. Przyjrzał mi się, a potem szykował do ataku. Podbiegłem szybko do niego i rzuciłem Maela. Atakowałem go podstawowymi atakami połączonymi z Cutterem, Sword'em, Blastingiem i Phantomem. Cholernie był wytrzymały. Wziął zamach by zaatakować. Odskoczyłem do tyłu i jego topór przeleciał jakieś 10cm ode mnie, wywołując mocny podmuch wiatru. Zakryłem twarz ręką i znowu go atakowałem. Śnieżynka cały czas mi pomagała, atakując go z różnych stron swoim atakiem. Nie wiem ile czasu minęło ale jak do mnie to trwało wieki. Na chwile zaprzestałem ataki i Waldo to wykorzystał. Zgromadził dużej ilości energii i wyrzucił ją na zewnątrz. Poparzyło mi lewe ramię, żebro i częściowo twarz odrzucając mnie do tyłu. Gdy uderzyłem o ziemię wypuściłem miecz, Cornwell zniknął, a ja ryknąłem z bólu. To jakiś koszmar. Piekło niemiłosiernie, ani tego dotknąć, ani nic. Myślałem że dłużej nie dam rady, jeszcze sama walka z nim mnie wykończyła. Nie byłem w stanie nic zrobić. Demon podszedł do mnie i szykował się by mnie przeciąć. Dźwignął topór i upuścił go w moją stronę. W ostatniej chwili wkroczyła Wyrocznia, w formie demonicznej i zablokowała atak swoim biczem, wypełnionym magia i odrzuciła go do tyłu. Była strasznie rozdrażniona, wyglądała jakby zaraz miała wszystkich pozabijać. Ruszyła w jego stronę i zajmowała, a ja starałem się jakoś opanować i wrócić aby częściowo do walki, bo Śnieżynka nie będzie go trzymać w nieskończoność. Z wielkim trudem ukląkłem na ziemi i przyglądałem się walce mojej towarzyszki. Unikała jego ataków i szybko kontratakowała. Przywolałem Cornwella i rzuciłem w stronę demona, ktory wbił się w jego środek.
-Odsuń się Śnieżynka! - odskoczyła szybko do tyłu i wróciła do formy zwierzaka, a ja przyłożyłem lewą dłoń do ziemi. - Rage Cutter. - wypowiedziałem cicho nazwę umiejętność i z demona wyleciały Cornwelle, która rozszarpały go od wewnątrz. Teraz przyglądalem się jak jego pokiereszowane ciało pada na ziemię. Przez jakis czas patrzałam na niego i z czasem zacisnąłem rękę w pięść i uderzyłem w ziemię. To są jakieś kpiny! Pierwszy większy demon a ja ledwo wychodze z walki! Jak to się do cholery stało!? Nie umiałem się z tym pogodzić.
Kilka chwil potem przybiegła reszta, która wpatrywała się w cała scenę. Śnieżynka podeszła do mnie i położyła łapkę na moim prawym ramieniu. Dziewczyny od razu przyjęły się moimi ranami. Aisha jako pierwsza podbiegła do mnie, gdy ja już wstałem i szedłem w ich kierunku. Zatrzymała się i chciała coś zrobić nie wiem co, bo ją odtrąciłem ręką. Skierowaliśmy się z powrotem do Sandri.
Gdy Ara wyruszyła do Hamel z prośbą o pomoc, pobliskie miejsca, niedaleko miasta zostały zaatakowane przez demony. Obecnie nie wiadomo jak wygląda tam sytuacja, ani co możemy tam zastać. Nasze zadanie jest proste - wytępić zarazę by ludzie znowu w spokoju żyli. Z czasem doszła Ara i zaczęła nam opowiadać o Sandri. Z tego co mówiła, miasto jest na prawdę piękne, ciekaw jestem czy moje wyobrażenie pokryje się z rzeczywistością. Kilkanaście minut później dołączyła reszta wraz z... Mayą? Trochę mnie to rozdrażniło. Żarty se robi czy co? Poważna misja, a on chce ją zabrać. Wziąłem go na słówko z dala od reszty by nie słyszeli.
-Dobrze się czujesz? Chcesz ją zabić? To nie jest wycieczka krajoznawcza tylko walka z demonami.
-Nie wiesz do czego ona jest zdolna.
-Doprawdy? A mam iść z nią teraz na treningowe?
-Nic jej się nie stanie! Będę ją pilnować. - zapewniał mnie najlepiej jak tylko potrafił. Założyłem ręce i pokręciłem głową.
-Nie ma mowy, narazisz nas wszystkich na niebezpieczeństwo. Ona nie jedzie.
-Od kiedy Ty ustalasz zasady co? - zdenerwował się i zacisnął dłonie w pięści.
-Znam możliwości naszej szóstki lepiej jak Ty oraz jest Ara, która na pewno nas zaskoczy bo widać iż jest wojowniczką, a ona? Daruj sobie. - machnąłem ręką i skierowałem się do reszty.
-Nie Ty decydujesz, kto ma iść kto nie i nie mów o niej tak, jakbyś ją znał!
-Rób co chcesz, tylko potem nie płacz jak znajdziesz jej zwłoki.
Dochodziła dziesiąta. Wyszliśmy na zewnątrz i tam czekał na nas już transport do Sandri. Podróż przebiegała spokojnie. Gdy tylko Ara dostrzegła zarys murów miasta oznajmiła iż prawie jesteśmy na miejscu. Gdy dotarliśmy na miejsce każdy był w lekkim szoku, a nawet nie przekroczyliśmy murów. Wkrótce z Arą na czele weszliśmy do środka. Zatkało mnie, te miasto jest jeszcze piękniejsze jak nam opowiadała. Budowle, schemat miasta, wszystko było tak dobrze dobrane, że zapierało dech w piersiach. Każdy był podekscytowany. Ara była szczęśliwa iż miasto nam przypadło do gustu oraz zapewne, że wróciła do rodzinnych stron. Zaczęła nas oprowadzać i przedstawiać ważniejszym ludziom stąd. Na sam koniec udaliśmy się do dowódcy tutejszych wojowników. Na pierwszy rzut oka wydaje się być wyluzowany i niczym się nie przejmuje. Ucieszył się na nasz widok i zaprosił do siebie. Tam opowiedział nam jak wygląda sytuacja. Pobliskie okolice zniszczyły armię demonów, najgorsze w tym wszystkim iż nieopodal znajdowała się ich księżniczka i zaginęła. Nie zwlekając dłużej udaliśmy się do Barren(nazwa 1 mapy z Sandri).
Jak miasto było zadbane i w całości tak tu wszystko się waliło i wyglądało jakby przeszło tu tornado. Wymieniliśmy się spojrzeniami i rozdzieliliśmy w poszukiwaniu księżniczki. Wraz z Śnieżynką przemierzaliśmy zniszczone ulice, po drodze zabijaliśmy napotkanych demonów. Dziwne kreatury, ciekawi mnie skąd Ran je bierze. Idąc dalej wiatr się nasilał i ciężko było poruszać się w takich warunkach. Pełno piasku w oczach i walcz tu. Dotarliśmy do wąskiej, stromej, zniszczonej uliczki, która prowadziła w głąb tego miejsca. Śnieżynka wyczuła trzy osoby i trzy demony. Zjechaliśmy po stromej uliczce na dół i tam zobaczyłem dwóch wojowników, broniących mała dziewczynkę, ubraną w drogocenne szaty. Może to księżniczka? Przed nimi, na skale, siedziała dziewczyna, podobna do demona i czarodziejek posługujących się czarną magią. Chwile potem coś zleciało w dół i zabrało dziewczynkę, a razem z nią odleciała ta co siedziała, a przed wojownikami wyskoczył duży, gruby, budzący odrazę demon, który zwał się Waldo. Trzymał duży topór i jednym zamachnięciem przeciął wojowników na pół. Pełno krwi się rozlało, a on zaczął się śmiać psychopatycznym śmiechem. Zeskoczyłem na dół z Śnieżynką i przywołałem Cornwella. Przyjrzał mi się, a potem szykował do ataku. Podbiegłem szybko do niego i rzuciłem Maela. Atakowałem go podstawowymi atakami połączonymi z Cutterem, Sword'em, Blastingiem i Phantomem. Cholernie był wytrzymały. Wziął zamach by zaatakować. Odskoczyłem do tyłu i jego topór przeleciał jakieś 10cm ode mnie, wywołując mocny podmuch wiatru. Zakryłem twarz ręką i znowu go atakowałem. Śnieżynka cały czas mi pomagała, atakując go z różnych stron swoim atakiem. Nie wiem ile czasu minęło ale jak do mnie to trwało wieki. Na chwile zaprzestałem ataki i Waldo to wykorzystał. Zgromadził dużej ilości energii i wyrzucił ją na zewnątrz. Poparzyło mi lewe ramię, żebro i częściowo twarz odrzucając mnie do tyłu. Gdy uderzyłem o ziemię wypuściłem miecz, Cornwell zniknął, a ja ryknąłem z bólu. To jakiś koszmar. Piekło niemiłosiernie, ani tego dotknąć, ani nic. Myślałem że dłużej nie dam rady, jeszcze sama walka z nim mnie wykończyła. Nie byłem w stanie nic zrobić. Demon podszedł do mnie i szykował się by mnie przeciąć. Dźwignął topór i upuścił go w moją stronę. W ostatniej chwili wkroczyła Wyrocznia, w formie demonicznej i zablokowała atak swoim biczem, wypełnionym magia i odrzuciła go do tyłu. Była strasznie rozdrażniona, wyglądała jakby zaraz miała wszystkich pozabijać. Ruszyła w jego stronę i zajmowała, a ja starałem się jakoś opanować i wrócić aby częściowo do walki, bo Śnieżynka nie będzie go trzymać w nieskończoność. Z wielkim trudem ukląkłem na ziemi i przyglądałem się walce mojej towarzyszki. Unikała jego ataków i szybko kontratakowała. Przywolałem Cornwella i rzuciłem w stronę demona, ktory wbił się w jego środek.
-Odsuń się Śnieżynka! - odskoczyła szybko do tyłu i wróciła do formy zwierzaka, a ja przyłożyłem lewą dłoń do ziemi. - Rage Cutter. - wypowiedziałem cicho nazwę umiejętność i z demona wyleciały Cornwelle, która rozszarpały go od wewnątrz. Teraz przyglądalem się jak jego pokiereszowane ciało pada na ziemię. Przez jakis czas patrzałam na niego i z czasem zacisnąłem rękę w pięść i uderzyłem w ziemię. To są jakieś kpiny! Pierwszy większy demon a ja ledwo wychodze z walki! Jak to się do cholery stało!? Nie umiałem się z tym pogodzić.
Kilka chwil potem przybiegła reszta, która wpatrywała się w cała scenę. Śnieżynka podeszła do mnie i położyła łapkę na moim prawym ramieniu. Dziewczyny od razu przyjęły się moimi ranami. Aisha jako pierwsza podbiegła do mnie, gdy ja już wstałem i szedłem w ich kierunku. Zatrzymała się i chciała coś zrobić nie wiem co, bo ją odtrąciłem ręką. Skierowaliśmy się z powrotem do Sandri.
środa, 2 stycznia 2013
Wpis7
Następnego dnia obudziłem się koło 12, a wstałem po 13. Po wczorajszej imprezie byłem kompletnie wykończony i to nie przez to, że się trochę wypiło tylko ogólnie. Na pół przytomny zszedłem na dół, do jadalni i klapłem na stole. Podeszła do mnie Śnieżynka, usiadła obok i łapką głaskała po głowie.
-Odpocznij lepiej, jutro idziemy do Sandri.
-A co ja niby robię? - odparłem znudzony. - Nic mnie nie wyciągnie z domu, nawet wieść o końcu świata.
Z czasem dostałem obiad do zjedzenia, a gdy zjadłem wróciłem do swojego pokoju i położyłem na łóżko, twarzą do poduszki. Nawet nie wiem kiedy zdrzemnąłem się. Gdy spojrzałem na zegar dochodziła 18. Skoro jest tak późno to nie mam po co wychodzić. Znowu się położyłem i nie miałem siły na nic. Kilkanaście minut później poczułem na plecach wolny i delikatny ruch ręki. Otwarłem oczy i odwróciłem się. Obok siedziała Zeki i na jej twarzy zagościł uśmiech.
-Widzę bardzo jesteś zmęczony .
-Trochę... - położyłem głowę na poduszkę. - Nic mi się nie chce.
-Nie tylko Tobie. - położyła się obok mnie i przytuliła. Odwróciłem się do niej i objąłem przytulając do siebie. Oparła głowę na moim torsie, tak samo jak swoja rękę. - Już jutro czeka nas nowe miasto.
-A no. - pogłaskałem ją po głowie. - Ciekawi mnie jak tam jest oraz na jak długo tam zostaniemy.
-Kto wie, dopóki jestem z Tobą to mogę być wszędzie.
-Nawet w piekle?
-Nawet i tam. - dźwignęła się i spojrzała na mnie. - Zabierzesz mnie kiedyś do świata demonów? - tu mnie zatkało.
-Nie ma mowy, zapomnij. - delikatnie pukłem w jej czoło. - To nie jest miejsce dla czarodziejek.
-A idź mi!
-Jestem u siebie jakbyś nie wiedziała. - odparłem z uśmieszkiem a ona od razu poirytowana odwróciła się w drugą stronę. Objąłem ją i musnąłem wargami po jej policzku. - Lubie jak się złościsz wiesz.
Przez jakiś czas z nią romansowałem, a potem poszliśmy spać. Zanim zasnąłem zastanawiało mnie nowe miasto i jakie wydarzenia będą nam tam towarzyszyły. Wszystko na nas czeka, muszę uważać i trzymać demony z dala od miejsc w których będziemy się znajdować.
-Odpocznij lepiej, jutro idziemy do Sandri.
-A co ja niby robię? - odparłem znudzony. - Nic mnie nie wyciągnie z domu, nawet wieść o końcu świata.
Z czasem dostałem obiad do zjedzenia, a gdy zjadłem wróciłem do swojego pokoju i położyłem na łóżko, twarzą do poduszki. Nawet nie wiem kiedy zdrzemnąłem się. Gdy spojrzałem na zegar dochodziła 18. Skoro jest tak późno to nie mam po co wychodzić. Znowu się położyłem i nie miałem siły na nic. Kilkanaście minut później poczułem na plecach wolny i delikatny ruch ręki. Otwarłem oczy i odwróciłem się. Obok siedziała Zeki i na jej twarzy zagościł uśmiech.
-Widzę bardzo jesteś zmęczony .
-Trochę... - położyłem głowę na poduszkę. - Nic mi się nie chce.
-Nie tylko Tobie. - położyła się obok mnie i przytuliła. Odwróciłem się do niej i objąłem przytulając do siebie. Oparła głowę na moim torsie, tak samo jak swoja rękę. - Już jutro czeka nas nowe miasto.
-A no. - pogłaskałem ją po głowie. - Ciekawi mnie jak tam jest oraz na jak długo tam zostaniemy.
-Kto wie, dopóki jestem z Tobą to mogę być wszędzie.
-Nawet w piekle?
-Nawet i tam. - dźwignęła się i spojrzała na mnie. - Zabierzesz mnie kiedyś do świata demonów? - tu mnie zatkało.
-Nie ma mowy, zapomnij. - delikatnie pukłem w jej czoło. - To nie jest miejsce dla czarodziejek.
-A idź mi!
-Jestem u siebie jakbyś nie wiedziała. - odparłem z uśmieszkiem a ona od razu poirytowana odwróciła się w drugą stronę. Objąłem ją i musnąłem wargami po jej policzku. - Lubie jak się złościsz wiesz.
Przez jakiś czas z nią romansowałem, a potem poszliśmy spać. Zanim zasnąłem zastanawiało mnie nowe miasto i jakie wydarzenia będą nam tam towarzyszyły. Wszystko na nas czeka, muszę uważać i trzymać demony z dala od miejsc w których będziemy się znajdować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)