Od rana planowaliśmy strategię na naszego przeciwnika, z czasem dołączył się do nas Emi wraz z alchemiczką Vapor. Dzięki nim i ich informacji udało nam się jako taki plan działania stworzyć. Ruszyliśmy ku wyjścia i tam czekały na nas dziewczyny. Gdy tylko wymieniliśmy się zdaniami ruszyliśmy dalej ale musieliśmy poczekać, bo znowu coś Zeki nie pasowało. Zawołałem go i po kilku chwilach był już z nami i udaliśmy się do siedliska harpii.
Najbardziej co wkurzało podczas drogi, to piasek i wiatr, no w takim stanie walczyć się nie da! Idąc dalej spotykaliśmy harpie i bez problemowo je usuwaliśmy. Ja wraz z Sylphem zajmowaliśmy się harpiami, a Els i Raven demonami, które walczyły na ziemi. Wspinając się wyżej i wyżej odnosiłem dziwne wrażenie, że jak przez przypadek zlecę na dół to nie będzie co mnie zbierać.. Nasza podróż na krótką chwile przerwała ogromna przepaść, jednak po szybkiej dedukcji sytuacji znaleźliśmy rozwiązanie jak dostać się na drugą stronę. Oczywiście dzięki pomocy Eve.
Nie żebym narzekał ale taka walka mi w zupełności odpowiadała. Akurat to walki z latającymi demonami jestem perfekcyjnie przygotowany i żaden nie ucieknie spod mojego celownika.
Czasem miałem wrażenie, że zataczamy koła, jednak dzięki to nowym demonom, które spotykaliśmy jakoś odnajdywaliśmy dobry kierunek. Trafiliśmy do miejsca gdzie znajdowały się gniazda z jajkami lub już z wyklutymi maluchami. Elsword szybko zakończył ich żywot Cutterem. Trochę mi ich było szkoda, jednak demon to demon...
W końcu znaleźliśmy ogromna grotę. Przeczuwaliśmy iż tam może znajdować się to po co przyszliśmy. Weszliśmy do środka. Tyle skarbów to jeszcze w życiu na oczy nie widziałem. Pewnie łupy z okolic co zaatakowały. Idąc dalej natrafiliśmy na Kelai. Po krótkiej wymianie zdań zaatakowaliśmy ją.
Wyszedłem jako pierwszy i rzuciłem w jej stronę kilka granatów, a zaraz za mną cała reszta ją atakowała. W chwili spokoju załadowałem amunicję i pobiegłem za chłopakami. W chwili gdy miałem okazję naznaczyłem ją Markerem i teraz pociski automatycznie ją atakowały z wszystkich stron. Jednak Marker nie trwa wiecznie. Jak już się skończył harpia wzbiła się w powietrze. To była okazja do zestrzelenia jej na dół. Położyłem działko na ramię i wystrzeliłem kilkanaście pocisków samonaprowadzających. W powietrzu nic nie było widać przez dym z wybuchu pocisków. Z czasem była widoczna i zepchnęła na ziemię Sylpha, który wcześniej poleciał za nią. Załadowałem znowu magazynek. Przyjąłem pozycję snajperską i chciałem ją zbić jednak była za daleko. Już do mnie ryczeli bym coś z tym zrobił, odpowiedziałem im, że nie dam rady, za wysoko jest. Po jej atakach w końcu zleciała na dół i zaraz wszyscy się na nią rzucili albo Raven i Sylph ją zaatakowali, a my z Elsem uciekaliśmy z pola rażenia. O mało co nas nie trafiło. Przygotowywałem się do rzucenia Carpeta. Kilka chwil potem wyzułem potężną aurę mroku, silniejszą jak tego demona. Co się dzieje? Nigdy wcześniej nie widziałem go w taki stanie. Rzucił się na nią z Cornwellami. Ich ilość była porażająca. Szybko wyrwałem się z oszołomienia i zaatakowałem Carpetem. Odskoczyłem daleko w bok bym czasem z tego nie dostał. Ammo zrobił to samo i przyglądaliśmy się w unoszący się kurz z ziemi. Kilak chwil potem skrzydłami rozwiała dym i skierowała się w moją stronę. Teraz jestem bezbronny. Czekałem tylko na śmierć, gdy w ostatniej chwili Sylph zaatakował ją przez co mogłem uciec w inne miejsce i szykować się do ataku. Kelai była oszołomiona, Elsword wytworzył dziurę. Szykował się do użycia Finala, gdy nagle wszystko zniknęło, a on runął na ziemię z wbitym w plecy ostrzem od niej. Jak to się stało? Przecież... To nie ze względu na demona, coś innego spowodowało jego zasłabnięcie. Nowa moc? Harpia szykowała się do ataku, jednak dzięki szybkiej reakcji Eve udało się go uchronić. Coś jednak Ravenowi nie pasowało. Oszołomiona Kelai wróciła do sprawnego użytku i ruszyła w ich kierunku. Pobiegłem tam szybko i zablokowałem jej atak działem. Jak już przyjaciele uciekli z pola ataku rzuciłem do niej granaty i sam ulotniłem się stamtąd.
Wzbiła się w powietrze i wytworzyła niewielkich rozmiarów piaskowych cyklonów jednak to wystarczyło by nas unieszkodliwić. Jakimś cudem uniknął tego Raven, który dzięki mojemu pociskowi zaatakował ją, sam siebie doprowadzając do poważnego stanu. Po tym ataku Kelai padła na ziemię i Sylph ją wykończył.
Pobiegłem szybko do nich. Raven nie wyglądał za dobrze, był cały poparzony i jego nazo ramię nie wyglądało za dobrze. Podbiegłem potem do Ammo, który leżał nieprzytomny na ziemi. Od niego dalej emanowała mroczna energia, jakby go broniła. Z czasem podszedł do nas Eve i zapytał się Ravena co to miało znaczyć, gdy próbował go ratować. Zaczęli się wykłócać o coś. Ta walka zniszczy nasza stosunki coś czuje. Gdy oni się kłócili, ja przewiesiłem na plecy Elsa i skierowałem się do nich uciszając ich i mówiąc im by pora wracać i zająć się Ammo. Spojrzeli na niego po czym Raven zaczął się mu przyglądać. Jego demoniczna forma była cały czas aktywowana. Podszedł bliżej i wyciągnął do niego swoją prawą rękę. Gdy już miał go dotknąć, jakby tarcza go odepchnęła. Nie wiedzieliśmy w sumie nic o jego mocy, poza tym, że może tworzyć nieskończenie wiele Cornwelli po treningu. Teraz w sumie zdaliśmy sobie sprawę, że nie znamy swoich własnych możliwości. Nie zwlekając dłużej wróciliśmy do pałacu.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz