Przebudziłem się w południe. Nadal doskwierał mi ból rany z wczoraj.
Miałem rozcięte od obojczyka do połowy brzucha. Denerwowała mnie ta
rana.. Wygramoliłem się z łóżka. Nie zakładałem nic na górę, by czasem
rany nie otworzyć lub by zakażenie się jakieś nie dostało. Dopiero teraz
rozejrzałem się i dostrzegłem, iż jestem u siebie w pokoju. Zszedłem na
dół. Przywitałem się z pracownikami i skierowałem na miasto, albo był
taki zamiar. Gdy już miałem otwierać drzwi wyjściowe słabo mi się
zrobiło. Nie wiedziałem dlaczego... Skąd przyszło te osłabienie. Czułem
mrowienie po całym ciele, zimno mi się zrobiło, nie umiałem spokojnie
złapać oddechu. Służący od razu mnie zabrali do gabinetu lekarzy, co
mieszkają u mnie. Tam położyli mnie i lekarze przebadali. Miałem
wszystko zamazane przed oczami. Dopiero po kilku minutach wróciło
wszystko do normy. Lekarze powiedzieli, że mam się nie ruszać dziś
nigdzie.. Świetnie.. Ciekaw jestem co z Aishą.. I Lorienem. Godziny
mijały, a ja zostałem przygwożdżony do łóżka. Słońce powoli zachodziło..
Cały dzień stracony.. Nagle ktoś wpadł do gabinetu. Momentalnie
skierowałem tam swój wzrok. To był Chung. Spojrzał na mnie i po jego
minie widać było, że się martwi o mnie.
-Mówiłem Ci że miałeś iść do szpitala.
-Daj już spokój.
. - Odwróciłem głowę w stronę okna. - Co z Aishą?
-Wszystko z nią w porządku nie odniosła żadnych obrażeń tylko.. - Uciął znowu. Nie lubię gdy ucina właśnie w takich momentach swoją wypowiedź.
-Tylko?
-Pierwsze o co się spytała to o Ciebie, chciała Cię koniecznie zobaczyć.
-Powiedziałeś jej wszystko?
- Skierowałem wzrok na niego.
-Tak.
- Westchnąłem, też chciałem ją zobaczyć, ale w tym stanie to co najwyżej mogę sobie o tym pomarzyć. - Nie zdziw się jak przyjdzie do Ciebie. - Pomachałem ręką mu na znak, że rozumiem.
-Dzięki. Za wszystko.
Uśmiechnął się i wyszedł. Wstałem z łóżka i skierowałem do salonu.
Oczywiście z pomocą lokaja, bo bym sam o własnych sił nawet nie wyjść z
gabinetu.. Nienawidzę, gdy jestem bezradny.. Usiadłem na mojej kanapie i
kazałem przynieść coś do jedzenia; dobrego i nie zbyt trudnego do
przełknięcia. Jakby nie patrzeć nie jadłem nic od kiedy wstałem. Z nudów
włączyłem telewizor i przeglądałem kanały. Nic ciekawego.. Jak zawsze.
Przełączyłem na wiadomości i tam dowiedziałem się, że od jutra są zapisy
na Dungeona Mastera. Może być ciekawie. Zapiszę się, gdy tylko wrócą mi
siły, bo póki co wyglądam jakbym jedną nogą był na tamtym świecie. Po
kilku minutach dostałem swój posiłek. Rosół - świetnie, przygotowany
przez Emilię, więc się nie potruje. Gdy skończyłem jeść wyłączyłem
telewizor i oparłem głowę o oparcie kanapy. Zamknąłem oczy i
rozmyślałem, co ja zrobię jak Aisha przyjdzie.. Był już późny wieczór i
dzwonek do drzwi. No to się zaczyna... Kilka chwil potem Aisha weszła do
salonu. Spojrzałem na nią po czym skierowałem wzrok na stół. Podeszła
bliżej.
-O mój Boże.
. - Wejrzałem na nią, a ta już mi usiadła na kolana.
-Co Ty robisz?
- Delikatnym ruchem ręki
przejechała po mojej ranie. Od razu wziąłem jej rękę, sam jej nawet nie
dotykam, bo to sprawia ból. Wejrzała na mnie pytająco. - Nie dotykaj..
-To niby jak mam Cię wyleczyć idioto?
- Znowu zaczyna... Wyrwała rękę z uścisku i zaczęła leczyć moją ranę.
-Nie musisz tego robić.
- Odrzekłem i spojrzałem jak moja rana powoli się zabliźnia.
-Jeszcze jedno słowo, a Ci przyłożę.
- Spłynęła jej łza po policzku. Dotknąłem jej twarzy i przetarłem łzę. Nie chce jej widzieć zapłakaną.
-Żebym to ja Tobie nie przyłożył za te głupoty, co odwalasz..
-Jak skończę to.. Muszę Ci coś powiedzieć
. - Ciekawe niby co.
No nic czekałem, aż wyleczy moją ranę. Z minuty na minute czułem się
lepiej, ból ustępował. Gdy skończyła nadal trzymała ręce na moim ciele.
-Więc? Co takiego chcesz mi powiedzieć?
-Ja..
- Przytuliła się do mnie. - Zrobię wszystko,
absolutnie wszystko byśmy znowu byli razem. Możesz zrobić, co chcesz ze
mną tylko proszę, chcę znowu być z Tobą. - No to mnie zaskoczyła.
-Wszystko?
-Wszystko, co będziesz chciał.
- Teraz mógłbym ją.. Nie wróć, taki podły dla niej nie będę. Po części to moja wina, więc.. Przytuliłem ją do siebie.
-Jedyne czego chcę od Ciebie to to.. Byś była zawsze mi
wierna, bym miał z kim spędzić czas, porozmawiać. Przydałoby się byś
czasem mnie słuchała..
- Ucałowałem ją w policzek.
-Zawsze będę przy Tobie... Zawsze. Źle mi było bez Ciebie.
- Wplotła dłoń w moje włosy.
-Mi też.. Nie chce by się to znowu powtórzyło.
Przybliżyłem ja bliżej do siebie. Spojrzałem w jej oczy i pocałowałem ja
w usta. Dawno nie czułem smaku jej ust. Bez zastanowienia odwzajemniła.
Całowaliśmy się dziko namiętnie. Przytuliłem ją mocniej do siebie.
Przerwałem nasze pocałunki i muskałem wargami jej szyje. Z czasem
położyliśmy się. Cały czas była we mnie wtulona. Pozwalała mi na
wszystko w sumie jak sama powiedziała, mogę robić, co chce byle
znowu byliśmy razem, więc jak już daje się dostępna to trzeba wykorzystać
okazję. Zacząłem znowu całować jej usta i wodziłem rękami po jej ciele.
Dotykałem ją gdzie chciałem od czasu słyszałem lekkie pojękiwania.
Rozpiąłem jej górę ubrania. Chciałem czuć jej ciepło, wodziłem ręką od
klatki piersiowej, aż do nogi kilka razy. W końcu zawiesiłem rękę na jej
udzie i całowałem jej szyję. Gdy tylko złapałem ją za tylną część ciała
wbiła mi swoje pazury w plecy. Wyszeptałem jej by mnie nie raniła jak
już jesteśmy razem. Nie odrzekła nic, bo w sumie jej nie pozwoliłem,
gdyż już zacząłem ją z powrotem całować. Jak już zadowoliłem się nią
położyłem głowę na jej klatce piersiowej, jedną rękę miałem wplecione w
jej włosy, a drugą trzymałem. Aisha wolną ręką głaskała mnie po głowie.
-Nigdy więcej Ci nie pozwolę na to co zrobiłaś i nigdy więcej nie rań mnie jak to miało miejsce kilka dni temu.
-Wiem, za dużo mam do stracenia.. Teraz będę Cię słuchać jeśli chodzi o misję.
-Aha, a resztę to mam Ci dawać wolną rękę?
-Nom.
- Dźwignąłem głowę i spojrzałem na nią.
-Zapomnij.
-Ale..
- Nie dokończyła, bo zamknąłem jej usta swoimi. Gdy zakończyłem pocałunek spojrzałem w jej fioletowe oczy.
-Pozwól mi Ciebie chronić.
- Patrzała się ciągle po czym westchnęła
-Dobra niech Ci będzie.
Uśmiechnąłem się i obdarzyłem ją swoim typowym spojrzeniem. 3 sek i
skierowała wzrok w drugą stronę. Chyba to jest jedyna rzecz do której,
ma słabość.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
niedziela, 30 września 2012
sobota, 29 września 2012
Wpis10
Przez pierwszego przebiłem się Cornwellem oraz trzema co za mną leciały.
Jeden z nich próbował mnie złapać żałosne.. Zrobiłem unik przed jego
ręką i za jego plecami przywołałem Phantoma. Teraz zacznie się zabawa.
Robot został rozcięty na równe dwie części. Zostały jeszcze cztery.
Chung jednego wystrzelił dosłownie. Zająłem się kolejnym. Rzuciłem się
na niego z mieczami i pociąłem jak kartkę papieru. Gdy odwróciłem się
zobaczyłem iż jeden celował we mnie laserem. Spojrzałem na niego i już
miał strzelać gdy stracił głowę. Odwróciłem się do Chunga. Huh było
blisko. Dałem mu znać iż nic mi nie jest. Dostrzegłem iż za jego plecami
szykował się do ataku ostatni z przeciwników. Rzuciłem w jego stronę
mieczem. Idealnie w rdzeń napędowy. Lorien odwrócił się za siebie i
widział już tylko leżącego robota. Spojrzał na mnie i pokręcił głową.
Podszedłem i wyciągnąłem miecz. Wymieniliśmy się zdaniami i ruszyliśmy
dalej. W następnym pomieszczeniu znowu było kilka puszek. Szybko się
nimi zajęliśmy. Jednego przebiłem przez ścianę i przeszliśmy przez
otwór. Znajdowaliśmy się w głównym pomieszczeniu gdzie przeprowadzało
się badania. Spojrzeliśmy przed siebie. Na końcu stał doktorek, a Aisha
była przykuta do ściany, która była jakby generatorem. Zmierzyłem go
złowrogim spojrzeniem.
-Oddaj ją.
-Proszę proszę, kogo ja widzę. Były chłopak mojej pięknej. - Pogładził jej twarz.
-Zabieraj te brudne łapy od niej dupku. - Skierowałem w jego stronę miecz. - Ona należy do mnie i nikogo więcej.
-Hahaha~ teraz należy do mnie i zrobię z nią co zechcę, a WY nie będziecie mi przeszkadzać w moim planie! - Krzyknął. Mało mnie to interesowało.
-Skoro nie chcesz mi jej oddać po dobroci to sam ją sobie wezmę. - Ruszyłem w jego kierunku.
-Nie byłbym tego taki pewien smarkaczu! - Pstryknął palcami i otoczyło go nie wiem z 20 robotów. - Pozbyć się ich moje roboty!
Nie zważałem na ich liczbę, zabijałem każdego co mi się podłożył pod miecz. Lorien cały czas mi pomagał i sam siebie pilnował. Ciężko mi się walczyło gdy atakuje mnie na raz tylu przeciwników, a Cuttera ciągle używać nie mogę. Rozwaliłem kolejnego robota i straciłem na chwile czujność. Jeden z robotów swoją metalową łapą rozciął mi klatę piersiową. Zalałem się krwią i słabo mi się przez chwile zrobiło. Złapał mnie w swoją rękę jak jakąś zabawkę i ściskał; nie chciał wypuścić. Jego uścisk był tak silny, że aż krzyknąłem z bólu. Zaraz mi kości połamie... Starałem się uwolnić jednak to na nic. Przywołałem mroczne umiejętności jednak nawet to nie pomogło. Lorien też nie był w za ciekawej sytuacji. Dwóch atakowało go ciągle i nie miał jak przeprowadzić ataku.
-Ammo!!
-Strzelaj do cholery ! - Aktywował tryb berserka odwrócił się plecami i użył swojego jednego z lepszych ataków.
-Dread Chase!
Wystrzelił pociski, które automatycznie niszczyły każdego robota jak i pomieszczenie. Uklęknął i nie wiem co się z nim działo dalej. W końcu roboty padł, a ja znowu byłem wolny. Constantin się odsunął i zakrył twarz rękami. Unosił się pył kurzu. Pobiegłem szybko w jego kierunku. Nie interesowało mnie że jestem poważnie ranny. Wskoczyłem na platformę wyżej. Podszedłem do niego i wymierzyłem w niego Cornwellem. Stał tyłem do mnie, jednak poczuł ostrze na sobie.
-To koniec psychopato.
Nie czekając dłużej użyłem na niego Blastinga. Krew rozprysła na wszystkie strony, plamiąc platformę, urządzenia jak i mnie. Padł martwy na ziemię, a ja tylko patrzałem jak zalewa się krwią. Gdy kurz opadł i tynki z ścian opadły szukałem wzrokiem Chunga. W końcu go znalazłem. Wygląda jakby wszystko było w porządku. Podszedłem do tego niby generatora i rozciąłem kajdany które trzymały Aishę. Wziąłem ją na ręce i zeskoczyłem na dół. Lorien podszedł do mnie. Oddałem Aishe w jego ręce i upadłem na ziemię ledwo dysząc.
-Ammo.. - Położył rękę na moim ramieniu.
-Muszę... Odpocząć chwilkę..
Wydusiłem z siebie. Strasznie piekła mnie ta rana. Już nie krwawiła aż tak ale nadal bolało jak cholera.. Odsiedzieliśmy trochę po czym skierowaliśmy się do szpitala, albo Chung z Aishą skierowali się do szpitala. Ja wróciłem do domu. Lorien kazał mi iść się przebadać jednak nie czułem takiej potrzeby. Umierający nie jestem.. Gdy wróciłem do domu moi lekarze się mną zajęli. Położyłem się w salonie a oni opatrywali mi rany. Po kilku minutach zasnąłem z wyczerpania.
-Oddaj ją.
-Proszę proszę, kogo ja widzę. Były chłopak mojej pięknej. - Pogładził jej twarz.
-Zabieraj te brudne łapy od niej dupku. - Skierowałem w jego stronę miecz. - Ona należy do mnie i nikogo więcej.
-Hahaha~ teraz należy do mnie i zrobię z nią co zechcę, a WY nie będziecie mi przeszkadzać w moim planie! - Krzyknął. Mało mnie to interesowało.
-Skoro nie chcesz mi jej oddać po dobroci to sam ją sobie wezmę. - Ruszyłem w jego kierunku.
-Nie byłbym tego taki pewien smarkaczu! - Pstryknął palcami i otoczyło go nie wiem z 20 robotów. - Pozbyć się ich moje roboty!
Nie zważałem na ich liczbę, zabijałem każdego co mi się podłożył pod miecz. Lorien cały czas mi pomagał i sam siebie pilnował. Ciężko mi się walczyło gdy atakuje mnie na raz tylu przeciwników, a Cuttera ciągle używać nie mogę. Rozwaliłem kolejnego robota i straciłem na chwile czujność. Jeden z robotów swoją metalową łapą rozciął mi klatę piersiową. Zalałem się krwią i słabo mi się przez chwile zrobiło. Złapał mnie w swoją rękę jak jakąś zabawkę i ściskał; nie chciał wypuścić. Jego uścisk był tak silny, że aż krzyknąłem z bólu. Zaraz mi kości połamie... Starałem się uwolnić jednak to na nic. Przywołałem mroczne umiejętności jednak nawet to nie pomogło. Lorien też nie był w za ciekawej sytuacji. Dwóch atakowało go ciągle i nie miał jak przeprowadzić ataku.
-Ammo!!
-Strzelaj do cholery ! - Aktywował tryb berserka odwrócił się plecami i użył swojego jednego z lepszych ataków.
-Dread Chase!
Wystrzelił pociski, które automatycznie niszczyły każdego robota jak i pomieszczenie. Uklęknął i nie wiem co się z nim działo dalej. W końcu roboty padł, a ja znowu byłem wolny. Constantin się odsunął i zakrył twarz rękami. Unosił się pył kurzu. Pobiegłem szybko w jego kierunku. Nie interesowało mnie że jestem poważnie ranny. Wskoczyłem na platformę wyżej. Podszedłem do niego i wymierzyłem w niego Cornwellem. Stał tyłem do mnie, jednak poczuł ostrze na sobie.
-To koniec psychopato.
Nie czekając dłużej użyłem na niego Blastinga. Krew rozprysła na wszystkie strony, plamiąc platformę, urządzenia jak i mnie. Padł martwy na ziemię, a ja tylko patrzałem jak zalewa się krwią. Gdy kurz opadł i tynki z ścian opadły szukałem wzrokiem Chunga. W końcu go znalazłem. Wygląda jakby wszystko było w porządku. Podszedłem do tego niby generatora i rozciąłem kajdany które trzymały Aishę. Wziąłem ją na ręce i zeskoczyłem na dół. Lorien podszedł do mnie. Oddałem Aishe w jego ręce i upadłem na ziemię ledwo dysząc.
-Ammo.. - Położył rękę na moim ramieniu.
-Muszę... Odpocząć chwilkę..
Wydusiłem z siebie. Strasznie piekła mnie ta rana. Już nie krwawiła aż tak ale nadal bolało jak cholera.. Odsiedzieliśmy trochę po czym skierowaliśmy się do szpitala, albo Chung z Aishą skierowali się do szpitala. Ja wróciłem do domu. Lorien kazał mi iść się przebadać jednak nie czułem takiej potrzeby. Umierający nie jestem.. Gdy wróciłem do domu moi lekarze się mną zajęli. Położyłem się w salonie a oni opatrywali mi rany. Po kilku minutach zasnąłem z wyczerpania.
Wpis9
Następnego ranka wypoczęty wstałem i udałem się na dół. Gdy już się
ogarnąłem udałem się na miasto, w poszukiwaniu dupka i Aishy. Jeśli
będzie trzeba to zabije go przy wszystkich. Przechodziłem przez uliczki,
drogi, rynek ani śladu. Udałem się do centrum. Cisza. Dziwne gdzie oni
się podziali.. Udałem się do Camilli. Tam też ich nie było. Wróciłem się
i skierowałem do parku. No kurwa mać gdy człowiek chce kogoś zabić to
go nie ma. Po chwili dostrzegłem Chunga, który biegnął w moją stronę. Z
jego wyrazu twarzy wnioskowałem, że coś się stało.
-Widziałeś Aishę?
-Nie, a Ty widziałeś tego frajera?
-Nie... Cholera.. - Zastanawiałem się, co się dzieje.. Po kilku minutach myślenia o co chodzi....
-Ty nie myślisz chyba, że..
-Na to wygląda.. - Patrzał na mnie zdenerwowany i zmieszany. Teraz to mnie dupek wkurwił i to nie na żarty... Zacisnąłem dłoń w pięść.
-Idziemy ich szukać.
Skinął głową i od razu skierowaliśmy się do jego domu. Pusto.. Zbadaliśmy jego klinikę. Sekretarka powiedziała nam, że dziś ma wolne. No pięknie.. Udaliśmy się do mieszkania Aishy może tam ma potrzebne informacje. Gdy nas lokatorki wpuściły dały nam wolną ręką, a one zajęły się czymś w kuchni. Mniejsza z tym.. Weszliśmy do pokoju Aishy. Skierowałem się do jej biurka. Leżał na nim zeszyt, albo... Wziąłem do ręki. Był to jej pamiętnik. Przewertowałem go na szybko, żadnych karteczek ani nic. Otworzyłem na wpisy z ostatnich dni, a dokładniej sprzed 4 dni. Miała wszystko opisane. Szukałem głownie informacji na temat Constantina, a znalazłem zupełnie inne...
-Co tam masz? - Spytał Chung i wyrwał mnie z lektury.
-Jej pamiętnik. Może tu coś jest napisane.
-Ona Cię zabije jak się dowie. - Podszedł i usiadł na krześle.
-Trudno.
Wróciłem do czytania. Co 2 zdania była wzmianka o mnie. Opisała dokładnie wszystko z tych dni. Co się wydarzyło, jak się czuła.. Przez ten cały czas cierpiała jak ja.. Rena miała rację.. Trzeba będzie porozmawiać jak to wszystko się skończy. Czytałem dalej i w końcu trafiłem na coś.
"Zaczął strasznie opowiadać i wtajemniczać mnie w historię laboratorium na obrzeżach Hamel. Ciekawe dlaczego tak o tym wspomina.."
-Zbieramy się Chung. Już wiem gdzie jest.
Dźwignął głowę, podniósł swoja broń i skierowaliśmy się do wyjścia. Odłożyłem pamiętnik. Mieliśmy wychodzić i wtedy się wróciłem. Na ostatniej kartce dopisałem jej jedno zdanie.. Teraz udaliśmy się do laboratorium. Na 100% tam są.
Było już późne południe. Biegliśmy do laboratorium na obrzeżach Hamel. Gdy zbliżyliśmy się do drzwi, Chung sprawdził czy ma amunicje w broni a ja złapałem rękojeść miecza i trzymałem go blisko siebie. Spojrzeliśmy na siebie i powoli otworzyliśmy drzwi. Drzwi zaskrzypiały i się otwarły. Wszędzie pełno kurzu, pajęczyn i mysz. Okropne miejsce... Zdemolowane do takiego stopnie iż nie da się tego naprawić. Kierowaliśmy się przed siebie i rozglądaliśmy się po pomieszczeniu. Usłyszeliśmy huk. Od razu pobiegliśmy tam. W sąsiednim pomieszczeniu znajdowała się grupka robotów.. Takich jak w Zamku Robo. Dziwne co one tu robią.. Schowaliśmy się za pobliskimi skrzyniami i obserwowaliśmy co oni robią. Przenosili coś z miejsca na miejsce. Po krótkiej chwili w naszą stronę poleciała rakieta. Odskoczyliśmy i przygotowaliśmy się do natarcia na wroga. Armia puszek skierowała się w naszą stronę. Przywołałem Cornwella, Chung przyjął pozycję do strzelania.
-Obiekt zidentyfikowany. Intruz. Pozbyć się.
-Hooo popatrz Chung nawet umieją mówić.
-No aż dziwne.
-Kto jest za to wszystko odpowiedzialny ? - Spytałem spokojnie może coś się uda wyciągnąć od nich
-Nasz mistrz, nie życzy sobie, by ktokolwiek mu przeszkadzał.
-Kto jest mistrzem?
-Nasz mistrz jest zajęty dziewczyną.
-Nasze pokolenie narodzi się na nowo - Odrzekł drugi
-Dzięki niej . - Przymrużyłem oczy i posłałem im wredny uśmieszek
-Przykro mi ale dziewczyna wraca ze mną, a wy tam gdzie wasze miejsce, czyli na złom. Ruszamy Chung!
Pobiegłem przed siebie kierując w ich stronę Cornwella, a Lorien z tyłu mnie ubezpieczał.
-Widziałeś Aishę?
-Nie, a Ty widziałeś tego frajera?
-Nie... Cholera.. - Zastanawiałem się, co się dzieje.. Po kilku minutach myślenia o co chodzi....
-Ty nie myślisz chyba, że..
-Na to wygląda.. - Patrzał na mnie zdenerwowany i zmieszany. Teraz to mnie dupek wkurwił i to nie na żarty... Zacisnąłem dłoń w pięść.
-Idziemy ich szukać.
Skinął głową i od razu skierowaliśmy się do jego domu. Pusto.. Zbadaliśmy jego klinikę. Sekretarka powiedziała nam, że dziś ma wolne. No pięknie.. Udaliśmy się do mieszkania Aishy może tam ma potrzebne informacje. Gdy nas lokatorki wpuściły dały nam wolną ręką, a one zajęły się czymś w kuchni. Mniejsza z tym.. Weszliśmy do pokoju Aishy. Skierowałem się do jej biurka. Leżał na nim zeszyt, albo... Wziąłem do ręki. Był to jej pamiętnik. Przewertowałem go na szybko, żadnych karteczek ani nic. Otworzyłem na wpisy z ostatnich dni, a dokładniej sprzed 4 dni. Miała wszystko opisane. Szukałem głownie informacji na temat Constantina, a znalazłem zupełnie inne...
-Co tam masz? - Spytał Chung i wyrwał mnie z lektury.
-Jej pamiętnik. Może tu coś jest napisane.
-Ona Cię zabije jak się dowie. - Podszedł i usiadł na krześle.
-Trudno.
Wróciłem do czytania. Co 2 zdania była wzmianka o mnie. Opisała dokładnie wszystko z tych dni. Co się wydarzyło, jak się czuła.. Przez ten cały czas cierpiała jak ja.. Rena miała rację.. Trzeba będzie porozmawiać jak to wszystko się skończy. Czytałem dalej i w końcu trafiłem na coś.
"Zaczął strasznie opowiadać i wtajemniczać mnie w historię laboratorium na obrzeżach Hamel. Ciekawe dlaczego tak o tym wspomina.."
-Zbieramy się Chung. Już wiem gdzie jest.
Dźwignął głowę, podniósł swoja broń i skierowaliśmy się do wyjścia. Odłożyłem pamiętnik. Mieliśmy wychodzić i wtedy się wróciłem. Na ostatniej kartce dopisałem jej jedno zdanie.. Teraz udaliśmy się do laboratorium. Na 100% tam są.
Było już późne południe. Biegliśmy do laboratorium na obrzeżach Hamel. Gdy zbliżyliśmy się do drzwi, Chung sprawdził czy ma amunicje w broni a ja złapałem rękojeść miecza i trzymałem go blisko siebie. Spojrzeliśmy na siebie i powoli otworzyliśmy drzwi. Drzwi zaskrzypiały i się otwarły. Wszędzie pełno kurzu, pajęczyn i mysz. Okropne miejsce... Zdemolowane do takiego stopnie iż nie da się tego naprawić. Kierowaliśmy się przed siebie i rozglądaliśmy się po pomieszczeniu. Usłyszeliśmy huk. Od razu pobiegliśmy tam. W sąsiednim pomieszczeniu znajdowała się grupka robotów.. Takich jak w Zamku Robo. Dziwne co one tu robią.. Schowaliśmy się za pobliskimi skrzyniami i obserwowaliśmy co oni robią. Przenosili coś z miejsca na miejsce. Po krótkiej chwili w naszą stronę poleciała rakieta. Odskoczyliśmy i przygotowaliśmy się do natarcia na wroga. Armia puszek skierowała się w naszą stronę. Przywołałem Cornwella, Chung przyjął pozycję do strzelania.
-Obiekt zidentyfikowany. Intruz. Pozbyć się.
-Hooo popatrz Chung nawet umieją mówić.
-No aż dziwne.
-Kto jest za to wszystko odpowiedzialny ? - Spytałem spokojnie może coś się uda wyciągnąć od nich
-Nasz mistrz, nie życzy sobie, by ktokolwiek mu przeszkadzał.
-Kto jest mistrzem?
-Nasz mistrz jest zajęty dziewczyną.
-Nasze pokolenie narodzi się na nowo - Odrzekł drugi
-Dzięki niej . - Przymrużyłem oczy i posłałem im wredny uśmieszek
-Przykro mi ale dziewczyna wraca ze mną, a wy tam gdzie wasze miejsce, czyli na złom. Ruszamy Chung!
Pobiegłem przed siebie kierując w ich stronę Cornwella, a Lorien z tyłu mnie ubezpieczał.
piątek, 28 września 2012
Wpis8
Następnego ranka udałem się znowu na miasto. Łaziłem tu i tam, zabijałem
głównie czas. Przeszedłem się na sekrety i Henia. Moja nowa zabawka
znakomicie się spisuje. Postanowiłem zaliczyć sobie sam Henia i zobaczyć
do czego jestem zdolny. Z początku szło łatwo dopiero na Cortisaku
zaczęły się małe problemy. Gdy przeszedłem etap z Belder już miałem
dość. Dalej bym dał radę, ale bym był na skraju wyczerpania. Zakończyłem
więc zmagania i padnięty wróciłem do Glave. Spojrzał na mnie i spytał
czy wszystko w porządku ze mną. Rzuciłem szybko iż nic mi nie jest.
Wyszedłem i skierowałem się na najbliższa ławkę. Musiałem trochę
odpocząć. Oparłem głowę o oparcie i wpatrywałem się w chmury. Dawno nie
czułem się tak wyczerpany. Przy okazji sprawdziłem do czego zdolny jest
mój nowy miecz i jestem bardzo z niego zadowolony. Gdy odpocząłem udałem
się do centrum miasta. To co tam zobaczyłem wmurowało mnie wręcz...
Aisha przytulała się do Chunga jakby nigdy nic. Nie wiedziałem co
zrobić, byłem strasznie zdenerwowany.. Tylko sam nie wiem na kogo...
Chung chyba zobaczył mnie, jednak ja już się odwróciłem się i
zrezygnowany, załamany udałem się do domu. Musiałem powstrzymywać łzy,
które chciały spłynąć mi po twarzy. Gdy szedłem przez przypadek wpadłem
na Issę. Spojrzeliśmy na siebie. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak.
-Stało się coś? - Spytała zmartwiona.
-Nie nic.. Zamyśliłem się tylko . - Chciałem ją ominąć jednak złapała mnie za ramię.
-Widzę, że coś jest nie tak. Powiedz mi.. - Spojrzałem na nią, widocznie się martwiła. Przytuliłem ją do siebie. Pewnie była w szoku co się stało, dopiero po chwili przytuliła się.
-Nawet nie masz pojęcia... Jak ja teraz cierpię... Nie chcę Cię w to mieszać, ani robić pochopnych czynów, więc proszę... Nie naciskaj na mnie, bo może to źle się skończyć..
-Rozumiem, jednak jak chcesz o czymś porozmawiać, to możesz śmiało się do mnie zwrócić. - Z chęcią bym jej wszystko powiedział jednak za krótko ją znam.. A mówienie niektórych rzeczy nieodpowiednim ludziom może źle się skończyć. Nie rozumiem tylko jednego.. Dlaczego już nie mam takich mieszanych uczuć.. Wszystko zniknęło, a byłem tylko wtulony w Issę.. Lepiej się poczułem ale i tak nadal nie mogę znieść tego co zobaczyłem.
-Dziękuje.
Po kilku minutach uwolniłem ja z objęć, uśmiechnęła się do mnie i skierowała w swoim kierunku. Słusznie postąpiłem nawiązując z nią kontakt. Odwróciłem się i udałem się do domu.
Był już wieczór. Wylegiwałem się na kanapie i od czasu do czasu brałem do ust truskawki co leżały na stole. Ktoś zadzwonił do drzwi. Nie ruszałem się z miejsca ktokolwiek to jest to sam przyjdzie. Po chwili kątem oka dostrzegłem zarys Chunga który oparł się o fotel.
-Elsword muszę Ci wyjaśnić to, co stało się w centrum.
-No.. - Zjadłem kolejną truskawkę. - Więc, słucham. - Jakoś zły na niego aż tak nie byłem nie wiem czemu. Obojętne mi już było co się wydarzyło wtedy.
-Więc ten gość Constantin nie,
-No. - Włożyłem sobie kolejną truskawkę do buzi.
-No to on się dziś dobierał do Aishy. - Zszokowało mnie aż udławiłem się owocem. Zakaszlałem kilka razy po czym wejrzałem na niego zdziwiony.
-Co proszę?!
-No to i Aisha, gdy tylko mnie zobaczyła przytuliła się, bo, bo..
-Bo?!! - Przymrużyłem oczy i mój ton spoważniał.
-Bo ciężko jej z tym było i nie miała na nikim oparcia, bo Rena i Raven od razu poszli.
-Zaraz zaraz. - Przerwałem mu. - To wy nie widzieliście tego?
-No nie - Odrzekł zmieszany. - Jak wchodzą do budynku jakiegoś oczywiście idziemy z nimi ale nie potrafimy mieć ich cały czas na oku.
-Aha.. - Wstałem i skierowałem się do wyjścia. Chung odprowadził mnie wzrokiem.
-Gdzie idziesz?
-Do Aishy.
Zamknąłem drzwi i udałem się do barbie. Zapukałem do drzwi. Otwarła jedna z lokatorek. Od razu powiedziałem, że ma mnie zaprowadzić do Aishy . Kiwnęła głową i pokazała, który pokój jest Aishy. Otwarłem i wszedłem do środka. Leżała na łóżku, odwrócona w stronę okna i płakała. Podszedłem do niej i usiadłem obok niej.
-Co się wydarzyło między Tobą, a tym dupkiem? - Właściwie, co ja robię? Przecież ona mnie odtrąciła, ja powiedziałem, że z nami koniec, a ciągle jestem koło niej i się martwię.... Mam już nie równo pod sufitem.. Odwróciła się i gdy mnie zobaczyła rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją do siebie.
-Elsword.. Ja.... To jest straszne.. Ja już nie chce.. Mam dość... Nie chcę tej misji... Chcę Ciebie.. Ja... To jest okropne... - Pogłaskałem ją po głowię.
-Powiedz mi co on Ci zrobił. - Puściła mnie i siedziała obok mnie z głową spuszczoną. Ocierała jeszcze łzy z oczu co jej leciały. Nie mogłem znieść tego widoku. Zabije gościa jak znajdę.
-Więc on dziś.. No... - Cisza... Mam nadzieję, że dziś się dowiem co się stało. - Więc on dziś.. Przytulił mnie blisko do siebie.. I.. No... No.. Chciał... - Rozpłakała się; Już nic więcej mówić nie musiała, bo wiedziałem co ma na myśli. Pomimo, iż długo jestem z nią, albo byłem to tylko raz doszło do czegoś podobnego.. Przytuliłem ją do siebie.
-Mówiłem, że masz z tej misji zrezygnować to mnie słuchać nie chciałaś.
-Wiem, ja wiem i... Źle zrobiłam..
-Wygląda na to, że czas spotkać się z nim i wyjaśnić to. - Odsunąłem się od niej i skierowałem do wyjścia.
-Nie Elsword proszę nie! - Wykrzyczała zapłakana. Spojrzałem na nią. - Już prawie.. Mam dowody na niego.
-Nie obchodzi mnie to. Jak go zabije nie będą już potrzebne. Zresztą ataki się zakończyły od kiedy go zabawiasz, więc to już jest wystarczający dowód. - Otwarłem drzwi, Aisha od razu zatrzasnęła je i stanęła przede mną.
-Nie rób tego.. Proszę.. - Oparła ręce o moją klatkę piersiową i patrzała ciągle mi w oczy. Gdyby ten dupek nie zrobił tego bym nie był tak napalony by go zabić jednak... Sytuacja jest inna. Odsunąłem ją jednak ta nadal upierała się na swoim.
-Aisha..
-Elsword. .
-Ja Cię proszę odpuść.
-To Ty odpuść.
-Nie jesteśmy razem, więc mogę robić co chce. - Odsunęła się ode mnie i spuściła głowę. Jak zacznie płakać to nie wiem co zrobię..
-Powiedz mi... Jak skończy się misja... - Spojrzała na mnie. - To znowu będziemy razem? - Cholera... No i co ja mam jej powiedzieć.. Brakuje mi jej i to bardzo jednak z drugiej strony to co mi zrobiła... Sam się nie zastanawiałem co zrobię jak misja się skończy.
-Nie wiem.
Krótko i treściwie. Otwarłem drzwi i skierowałem się do wyjścia. Aisha została u siebie w pokoju. Udałem się do mojego domu i tam przygotowywałem się na spotkanie z frajerem. Zapłaci mi za wszystko co jej zrobił
-Stało się coś? - Spytała zmartwiona.
-Nie nic.. Zamyśliłem się tylko . - Chciałem ją ominąć jednak złapała mnie za ramię.
-Widzę, że coś jest nie tak. Powiedz mi.. - Spojrzałem na nią, widocznie się martwiła. Przytuliłem ją do siebie. Pewnie była w szoku co się stało, dopiero po chwili przytuliła się.
-Nawet nie masz pojęcia... Jak ja teraz cierpię... Nie chcę Cię w to mieszać, ani robić pochopnych czynów, więc proszę... Nie naciskaj na mnie, bo może to źle się skończyć..
-Rozumiem, jednak jak chcesz o czymś porozmawiać, to możesz śmiało się do mnie zwrócić. - Z chęcią bym jej wszystko powiedział jednak za krótko ją znam.. A mówienie niektórych rzeczy nieodpowiednim ludziom może źle się skończyć. Nie rozumiem tylko jednego.. Dlaczego już nie mam takich mieszanych uczuć.. Wszystko zniknęło, a byłem tylko wtulony w Issę.. Lepiej się poczułem ale i tak nadal nie mogę znieść tego co zobaczyłem.
-Dziękuje.
Po kilku minutach uwolniłem ja z objęć, uśmiechnęła się do mnie i skierowała w swoim kierunku. Słusznie postąpiłem nawiązując z nią kontakt. Odwróciłem się i udałem się do domu.
Był już wieczór. Wylegiwałem się na kanapie i od czasu do czasu brałem do ust truskawki co leżały na stole. Ktoś zadzwonił do drzwi. Nie ruszałem się z miejsca ktokolwiek to jest to sam przyjdzie. Po chwili kątem oka dostrzegłem zarys Chunga który oparł się o fotel.
-Elsword muszę Ci wyjaśnić to, co stało się w centrum.
-No.. - Zjadłem kolejną truskawkę. - Więc, słucham. - Jakoś zły na niego aż tak nie byłem nie wiem czemu. Obojętne mi już było co się wydarzyło wtedy.
-Więc ten gość Constantin nie,
-No. - Włożyłem sobie kolejną truskawkę do buzi.
-No to on się dziś dobierał do Aishy. - Zszokowało mnie aż udławiłem się owocem. Zakaszlałem kilka razy po czym wejrzałem na niego zdziwiony.
-Co proszę?!
-No to i Aisha, gdy tylko mnie zobaczyła przytuliła się, bo, bo..
-Bo?!! - Przymrużyłem oczy i mój ton spoważniał.
-Bo ciężko jej z tym było i nie miała na nikim oparcia, bo Rena i Raven od razu poszli.
-Zaraz zaraz. - Przerwałem mu. - To wy nie widzieliście tego?
-No nie - Odrzekł zmieszany. - Jak wchodzą do budynku jakiegoś oczywiście idziemy z nimi ale nie potrafimy mieć ich cały czas na oku.
-Aha.. - Wstałem i skierowałem się do wyjścia. Chung odprowadził mnie wzrokiem.
-Gdzie idziesz?
-Do Aishy.
Zamknąłem drzwi i udałem się do barbie. Zapukałem do drzwi. Otwarła jedna z lokatorek. Od razu powiedziałem, że ma mnie zaprowadzić do Aishy . Kiwnęła głową i pokazała, który pokój jest Aishy. Otwarłem i wszedłem do środka. Leżała na łóżku, odwrócona w stronę okna i płakała. Podszedłem do niej i usiadłem obok niej.
-Co się wydarzyło między Tobą, a tym dupkiem? - Właściwie, co ja robię? Przecież ona mnie odtrąciła, ja powiedziałem, że z nami koniec, a ciągle jestem koło niej i się martwię.... Mam już nie równo pod sufitem.. Odwróciła się i gdy mnie zobaczyła rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją do siebie.
-Elsword.. Ja.... To jest straszne.. Ja już nie chce.. Mam dość... Nie chcę tej misji... Chcę Ciebie.. Ja... To jest okropne... - Pogłaskałem ją po głowię.
-Powiedz mi co on Ci zrobił. - Puściła mnie i siedziała obok mnie z głową spuszczoną. Ocierała jeszcze łzy z oczu co jej leciały. Nie mogłem znieść tego widoku. Zabije gościa jak znajdę.
-Więc on dziś.. No... - Cisza... Mam nadzieję, że dziś się dowiem co się stało. - Więc on dziś.. Przytulił mnie blisko do siebie.. I.. No... No.. Chciał... - Rozpłakała się; Już nic więcej mówić nie musiała, bo wiedziałem co ma na myśli. Pomimo, iż długo jestem z nią, albo byłem to tylko raz doszło do czegoś podobnego.. Przytuliłem ją do siebie.
-Mówiłem, że masz z tej misji zrezygnować to mnie słuchać nie chciałaś.
-Wiem, ja wiem i... Źle zrobiłam..
-Wygląda na to, że czas spotkać się z nim i wyjaśnić to. - Odsunąłem się od niej i skierowałem do wyjścia.
-Nie Elsword proszę nie! - Wykrzyczała zapłakana. Spojrzałem na nią. - Już prawie.. Mam dowody na niego.
-Nie obchodzi mnie to. Jak go zabije nie będą już potrzebne. Zresztą ataki się zakończyły od kiedy go zabawiasz, więc to już jest wystarczający dowód. - Otwarłem drzwi, Aisha od razu zatrzasnęła je i stanęła przede mną.
-Nie rób tego.. Proszę.. - Oparła ręce o moją klatkę piersiową i patrzała ciągle mi w oczy. Gdyby ten dupek nie zrobił tego bym nie był tak napalony by go zabić jednak... Sytuacja jest inna. Odsunąłem ją jednak ta nadal upierała się na swoim.
-Aisha..
-Elsword. .
-Ja Cię proszę odpuść.
-To Ty odpuść.
-Nie jesteśmy razem, więc mogę robić co chce. - Odsunęła się ode mnie i spuściła głowę. Jak zacznie płakać to nie wiem co zrobię..
-Powiedz mi... Jak skończy się misja... - Spojrzała na mnie. - To znowu będziemy razem? - Cholera... No i co ja mam jej powiedzieć.. Brakuje mi jej i to bardzo jednak z drugiej strony to co mi zrobiła... Sam się nie zastanawiałem co zrobię jak misja się skończy.
-Nie wiem.
Krótko i treściwie. Otwarłem drzwi i skierowałem się do wyjścia. Aisha została u siebie w pokoju. Udałem się do mojego domu i tam przygotowywałem się na spotkanie z frajerem. Zapłaci mi za wszystko co jej zrobił
Wpis7
Szturchnęła mnie w ramię, zaśmiałem się i pożegnałem. Udałem się do
przyjaciół pochwalić nowa zabawką. Ciekawe też jak Chung na nią
zareaguje. Popołudnie spędziłem z gildią ciesząc się nową zabawką.
Wypytywali mnie jak się walczy, jak długo robiłem i inne pierdoły.
Oczywiście odpowiadałem bez ogródek, co myślę o nowej broni. Pod wieczór
skierowałem się do domu Chunga, zapewne misje już skończyli, a jak nie
to trudno pójdę się czymś zająć. Mijałem pobliski park i tam siedziała
Aisha na ławce.. Sama. Akurat musiałem ją minąć, bo to jedyna droga stąd
do niego. Gdy przechodziłem obok niej spojrzałem na nią. Głowę miała
spuszczoną widocznie była strasznie zamyślona i... Płakała. Poszedłem
dalej jednak.. Po chwili wróciłem do niej. Nigdy nie umiałem znieść gdy
płacze. Przykucnąłem i położyłem rękę na jej głowie. Momentalnie
spojrzała na mnie.
-Stało się coś? - Mimo iż nie biorę udziału w misji to martwię się o nią.. Kto wie, co ten psychol może jej zrobić, a jak coś zrobi to zabije na miejscu. Patrzała na mnie i chciała coś powiedzieć jednak nie potrafiła. Z jej oczu przestały lecieć łzy, widać było iż była szczęśliwa. Westchnąłem i wstałem. - Uważaj na siebie podczas misji.
Odwróciłem się i skierowałem w swoją stronę. Czy poczuła się lepiej gdy tylko mnie ujrzała? Możliwe.. W sumie mi też było lżej na duchu i teraz wiedziałem, że nie płakała z powodu misji, tylko z powodu braku mojej osoby. Jednak nie potrafi beze mnie żyć tak samo jak ja bez niej..
Zapukałem do drzwi. Lokaje Chunga mnie wpuścili i skierowałem się do salonu. Gdy mnie ujrzał przywitał uśmiechem.
-Siema.
-Siema ema. Co Cię tu sprowadza? - Usiadłem na kanapie.
-A tak przyszedłem pogadać. Jak wam misje idzie?
-Nawet dobrze, cały czas mamy na oku Aishe, by nic się jej nie stało. Póki co, nie wiemy zbyt wiele ale powoli zaczyna mówić coś więcej. - Jeden z służących podał mi szklankę wody, mimo iż nie prosiłem. Chung spojrzał na mój miecz. - Nowy miecz masz?
-Taa. - Zdjąłem avatara i rzuciłem miecz w jego stronę. Złapał i przyglądał jej się.
-Niezły, sprawdziłeś już do czego jest zdolny?
-Ta. - Podszedł do mnie i oddal miecz. Założyłem na niego avatar i odłożyłem obok kanapy. - Wracając do misji co takiego dziś się dowiedzieliście?
-Wspominał coś o opuszczonych laboratoriach na obrzeżach Hamel.
-A po co? Co to ma do rzeczy?
-Właśnie nie wiemy, sądzimy iż tam coś jest, ale póki co tam nie idziemy i Tobie też nie radzę, bo może nasz plan nie wypalić.
-Spoko nie mam zamiaru się mieszać w misję, póki nie dowiem się, że ten debil coś jej zrobił. - Wypiłem dwa łyki wody co mi przyniesiono.
-Nadal ją kochasz.. - Przewracałem szklankę w dłoniach.
-Ta.. I chyba tak już zostanie na zawsze. - Dopiłem do końca, a Chung się do mnie uśmiechnął.
-Między wami jest silna więź. - Wstał i skierował się po coś do szafki. - A co z Issą? Wspominałeś wczoraj, że sobie poszukasz nowej. Czyżby już to było nieaktualne? - Odwrócił się i usiadł w fotelu z jakąś książką.
-Ta nieaktualne, a z Issą dziś sobie porozmawiałem . - Spojrzał z ciekawością na mnie. - Powiedziałem jej, że chcę się z nią zaprzyjaźnić i się zgodziła.
-Przyjaciółka ta... - Zamyślił się.
-Osoba taka jak Ty tyle, że dziewczyna.
-Ah rozumiem. . - Nadal coś przeglądał. Zaciekawiło mnie to.
-Co tam masz? - Podszedłem i nachyliłem się.
-To album z zdjęciami . - Przyglądałem się. Za dziecka wyglądał jak czysta zabawka do przytulania. Zaśmiałem się. - Co Cię bawi?
-Nie nic..
Przeglądaliśmy razem album i wspominał niektóre sytuacje z dzieciństwa. Przy okazji dowiedziałem się czegoś więcej o nim. Strasznie skrytą jest osobą, więc zdziwiony byłem iż otwarcie mi o sobie mówi. Przegadaliśmy album do późnego wieczora po czym wróciłem do siebie.
-Stało się coś? - Mimo iż nie biorę udziału w misji to martwię się o nią.. Kto wie, co ten psychol może jej zrobić, a jak coś zrobi to zabije na miejscu. Patrzała na mnie i chciała coś powiedzieć jednak nie potrafiła. Z jej oczu przestały lecieć łzy, widać było iż była szczęśliwa. Westchnąłem i wstałem. - Uważaj na siebie podczas misji.
Odwróciłem się i skierowałem w swoją stronę. Czy poczuła się lepiej gdy tylko mnie ujrzała? Możliwe.. W sumie mi też było lżej na duchu i teraz wiedziałem, że nie płakała z powodu misji, tylko z powodu braku mojej osoby. Jednak nie potrafi beze mnie żyć tak samo jak ja bez niej..
Zapukałem do drzwi. Lokaje Chunga mnie wpuścili i skierowałem się do salonu. Gdy mnie ujrzał przywitał uśmiechem.
-Siema.
-Siema ema. Co Cię tu sprowadza? - Usiadłem na kanapie.
-A tak przyszedłem pogadać. Jak wam misje idzie?
-Nawet dobrze, cały czas mamy na oku Aishe, by nic się jej nie stało. Póki co, nie wiemy zbyt wiele ale powoli zaczyna mówić coś więcej. - Jeden z służących podał mi szklankę wody, mimo iż nie prosiłem. Chung spojrzał na mój miecz. - Nowy miecz masz?
-Taa. - Zdjąłem avatara i rzuciłem miecz w jego stronę. Złapał i przyglądał jej się.
-Niezły, sprawdziłeś już do czego jest zdolny?
-Ta. - Podszedł do mnie i oddal miecz. Założyłem na niego avatar i odłożyłem obok kanapy. - Wracając do misji co takiego dziś się dowiedzieliście?
-Wspominał coś o opuszczonych laboratoriach na obrzeżach Hamel.
-A po co? Co to ma do rzeczy?
-Właśnie nie wiemy, sądzimy iż tam coś jest, ale póki co tam nie idziemy i Tobie też nie radzę, bo może nasz plan nie wypalić.
-Spoko nie mam zamiaru się mieszać w misję, póki nie dowiem się, że ten debil coś jej zrobił. - Wypiłem dwa łyki wody co mi przyniesiono.
-Nadal ją kochasz.. - Przewracałem szklankę w dłoniach.
-Ta.. I chyba tak już zostanie na zawsze. - Dopiłem do końca, a Chung się do mnie uśmiechnął.
-Między wami jest silna więź. - Wstał i skierował się po coś do szafki. - A co z Issą? Wspominałeś wczoraj, że sobie poszukasz nowej. Czyżby już to było nieaktualne? - Odwrócił się i usiadł w fotelu z jakąś książką.
-Ta nieaktualne, a z Issą dziś sobie porozmawiałem . - Spojrzał z ciekawością na mnie. - Powiedziałem jej, że chcę się z nią zaprzyjaźnić i się zgodziła.
-Przyjaciółka ta... - Zamyślił się.
-Osoba taka jak Ty tyle, że dziewczyna.
-Ah rozumiem. . - Nadal coś przeglądał. Zaciekawiło mnie to.
-Co tam masz? - Podszedłem i nachyliłem się.
-To album z zdjęciami . - Przyglądałem się. Za dziecka wyglądał jak czysta zabawka do przytulania. Zaśmiałem się. - Co Cię bawi?
-Nie nic..
Przeglądaliśmy razem album i wspominał niektóre sytuacje z dzieciństwa. Przy okazji dowiedziałem się czegoś więcej o nim. Strasznie skrytą jest osobą, więc zdziwiony byłem iż otwarcie mi o sobie mówi. Przegadaliśmy album do późnego wieczora po czym wróciłem do siebie.
czwartek, 27 września 2012
Wpis6
Gdy rano wstałem od razu pierwsza myśl jaka mnie naszła to to co wczoraj
z Aishą robiłem i te okrutne słowa,co wtedy mi powiedziała. Ja tak
długo rady nie dam.. To jest silniejsze ode mnie. Brakuje mi jej.. Byłem
strasznie załamany tym wszystkim. Zszedłem na dół i ku mojemu
zdziwieniu Rena siedziała w salonie. Ciekawe po co ona tu przylazła..
Przeszedłem obok, przywitałem i skierowałem do kuchni. Jak oznajmiłem,
co mają mi przygotować na śniadanie wróciłem do elfki. Usiadłem w
fotelu.
-Co Cię tu sprowadza?
-Dowiedziałam się od Aishy co się stało. Przybiegła wczoraj w nocy do mnie cała zapłakana.. - Kurwa dobijaj mnie dalej.. - Powiedziała, co się dokładnie wydarzyło po Twoim powrocie.
-Rena nie wiem czy wiesz, ale pogarszasz jeszcze bardziej sytuację tym co mówisz. TY MYŚLISZ, ŻE MI JEST ŁATWO?!?! - Podniosłem ton i nie wiem czemu łza mi spłynęła po policzku.
-Więc dlaczego się nie dogadacie jakoś.. Cierpicie oboje teraz.
-To jej wina nie moja! Wybrała misje ode mnie Rena!! Jakbyś Ty się czuła gdyby Raven wybrał misję od Ciebie?!!? - Spuściła głowę i milczała.
-Okropnie...
-Więc widzisz.. - Zakryłem twarz w rękach. - Ja na prawdę... Robiłem co mogłem by była szczęśliwa, by wiedziała,że kocham ją ponad życie własne, a ona... - Nie dokończyłem zdania, bo już dłużej nie mogłem nic powiedzieć. Jakby coś stanęło mi w gardle, słowa wydusić nie umiałem. Rena podeszła do mnie i przytuliła do siebie.
-Już spokojnie Elsword.. Gdy tylko zakończymy tę misję liczę,że jakoś się dogadacie..
Chciałem w to wierzyć, jednak to nie takie proste.. Ranę, którą ona mi zadała tak szybko się nie zabliźni.. Z czasem w końcu służący przyniósł moje śniadanie, jednak odechciało mi się już jeść. Rena pocieszała mnie jak tylko mogła bym nie popadł w dołek psychiczny. Z czasem pożegnała mnie i udała się kontynuować misję. Chciałem im pomóc jednak na samą myśl, że mam pilnować Aishę jak się tuli lub kto wie co jeszcze ona tam robi do tego dupka odechciało mi się. Z niechęcią zjadłem śniadanie i udałem się do Camilli. Najlepiej jak będę wyżywać się na manekinach albo prototypach jakiś. Podczas drogi wspomniało mi się iż miałem sobie nowy miecz dziś załatwić. Zmieniłem kierunek i udałem się do miejsc gdzie wyrusza się na sekrety. Poprosiłem o pomoc członków gildii. Szybko i sprawnie poszło. Gdy już zebrałem potrzebne materiały udałem się do Helen by wykuła mi nowy miecz. Dałem potrzebne materiały i po kilku godzinach wręczyła mi nową klingę. Byłem zadowolony z nowego ostrza oczywiście trza będzie ją przetestować. Podziękowałem i skierowałem się do Camilli. Chwała, że nie było w pobliżu Aishy i tego frajera, bo bym chyba na nim sprawdził nową zabawkę. Przywitałem się z nią i spytałem czy ma jakąś arenę treningową wolną. Odparła, że wszystkie zajęte. No nie wierzę... Przejrzałem listę aren, odganiała mnie, że nie mam prawa oglądać kto gdzie trenuje i wtedy ujrzałem arenę Techotyrana, na której trenowała Issabel. Od razu powiedziałem Camilli, że ma mnie tam wpuścić. Zaprzeczała i powiedziała, że tego nie zrobi. Poigrałem z nią trochę, aż w końcu mnie wpuściła. Gdy znalazłem się na arenie przeteleportowałem się na drugą stronę byśmy czasem nie starli się, bo jeszcze ją pokaleczę nową zabawką, a pierwszą osobę, która poczuje mój miecz będzie ten palant, który zabawia się z Aishą. Przywołałem Cornwella i szykowałem się do ataku. Wyczułem jej wzrok na sobie. Spojrzałem na nią. Uśmiechnęła się i dalej wróciła do trenowania. Zaśmiałem się po czym ruszyłem na przeciwników. Nie wiem ile czasu minęło, ale jak już miałem dość położyłem się na jednej z platform i starałem się wyciszyć w swoim sercu. Po dłuższym wylegiwaniu się poczułem czyjś cień nad sobą. Otwarłem jedno oko i dostrzegłem Isse.
-Chciałaś coś?
-Nie nic. - Odrzekła z uśmiechem po czym usiadła obok mnie. Dźwignąłem się i też usiadłem. - Nowa klinga? - Patrzała na mój miecz co leżał na platformie niżej.
-Ta sprawdzam do czego jest zdolna.
-A możesz ściągnąć z niej avatar? Bo chciałabym przyjrzeć się z bliska, jeśli można.. - Hmm interesujące iż nagle się tak zainteresowała. No skoro już rozmawiamy to poigram sobie z nią.
-Nie, nie mogę. - Wejrzała na mnie lekko rozczarowana. Uśmiechnąłem się do niej po swojemu, po czym odwróciła wzrok. - Nie musisz wszystkiego widzieć moja droga.
-Ciekawa jestem tylko wyglądu.. - Odrzekła po czym wpatrywała się w miecz.
-Ciekawość pierwszy stopień do piekła nie wiedziałaś? - Zeskoczyłem w dół i wziąłem do ręki ostrze. Przyjrzałam się avatarowi co miałem na nim. Naprawdę jestem szczęśliwy, że zakupiłem sobie takiego. Spojrzałem na nią. - To chcesz zobaczyć czy nie? - Zmierzyłem ją spojrzeniem. Zaśmiała się i zeskoczyła na dół. Podeszła do mnie. Odwróciłem miecz rękojeścią w jej stronę. Już miała go złapać, jednak odsunąłem miecz i ja ją złapałem i przybliżyłem do siebie. Jej ręce spoczywały na mojej klatce piersiowej, a ja bacznie jej się przyglądałem. Przez krótką chwile patrzeliśmy na siebie po czym odwróciła wzrok. Podobnie jak Aisha..
-Od początku to planowałeś...
-Nie skądże . - Zbliżyłem się i wyszeptałem jej do ucha. - Czysty przypadek.
Nie zamierzałem robić jej nic więcej. Nawet gdybym chciał to bym nie umiał.. Puściłem ją, jednak ona ani o krok się nie oddaliła. Przypadek? Odgarnąłem jej włosy i mogłem w końcu zobaczyć jej pełną twarz. Urodą nie grzeszy jednak... Jednak moje serce i tak należy do Aishy, choćby nie wiem co się działo nie potrafię jej zdradzić. Chyba odpuszczę sobie szukania... Ale i tak chciałem się z nią zaprzyjaźnić by mieć zaufaną przyjaciółkę.. Która będzie w stanie mnie zrozumieć jak Chung.
-Wybacz jeśli wprawiłem Cię w zakłopotanie, ale chciałbym Cię bliżej poznać.
-Nie, nie szkodzi. - Ruchem ręki poprawiła grzywkę i zasłaniały jej znowu połowę twarzy. Spojrzała na mnie. - Co do przyjaźni nie widzę żadnych problemów. Miło mi będzie móc się przyjaźnić z osobą Twojego pokroju. - Uśmiechnąłem się. Jak widać bycie znanym ma swoje plusy.
-To później się spotkamy. Teraz idę pozałatwiać niektóre sprawy.
- W porządku.
Pożegnałem się z nią i kazałem Camilli by mnie wypuściła. Od razu znalazłem się u niej i spojrzała na mnie. Pokręciła głową.
-Zazdrosna? - Dogryzłem jej.
-Idź weź, jedno twoje spojrzenie czy przytulenie i każda dziewczyna Twoja.
-Widzisz urok osobisty.
-Co Cię tu sprowadza?
-Dowiedziałam się od Aishy co się stało. Przybiegła wczoraj w nocy do mnie cała zapłakana.. - Kurwa dobijaj mnie dalej.. - Powiedziała, co się dokładnie wydarzyło po Twoim powrocie.
-Rena nie wiem czy wiesz, ale pogarszasz jeszcze bardziej sytuację tym co mówisz. TY MYŚLISZ, ŻE MI JEST ŁATWO?!?! - Podniosłem ton i nie wiem czemu łza mi spłynęła po policzku.
-Więc dlaczego się nie dogadacie jakoś.. Cierpicie oboje teraz.
-To jej wina nie moja! Wybrała misje ode mnie Rena!! Jakbyś Ty się czuła gdyby Raven wybrał misję od Ciebie?!!? - Spuściła głowę i milczała.
-Okropnie...
-Więc widzisz.. - Zakryłem twarz w rękach. - Ja na prawdę... Robiłem co mogłem by była szczęśliwa, by wiedziała,że kocham ją ponad życie własne, a ona... - Nie dokończyłem zdania, bo już dłużej nie mogłem nic powiedzieć. Jakby coś stanęło mi w gardle, słowa wydusić nie umiałem. Rena podeszła do mnie i przytuliła do siebie.
-Już spokojnie Elsword.. Gdy tylko zakończymy tę misję liczę,że jakoś się dogadacie..
Chciałem w to wierzyć, jednak to nie takie proste.. Ranę, którą ona mi zadała tak szybko się nie zabliźni.. Z czasem w końcu służący przyniósł moje śniadanie, jednak odechciało mi się już jeść. Rena pocieszała mnie jak tylko mogła bym nie popadł w dołek psychiczny. Z czasem pożegnała mnie i udała się kontynuować misję. Chciałem im pomóc jednak na samą myśl, że mam pilnować Aishę jak się tuli lub kto wie co jeszcze ona tam robi do tego dupka odechciało mi się. Z niechęcią zjadłem śniadanie i udałem się do Camilli. Najlepiej jak będę wyżywać się na manekinach albo prototypach jakiś. Podczas drogi wspomniało mi się iż miałem sobie nowy miecz dziś załatwić. Zmieniłem kierunek i udałem się do miejsc gdzie wyrusza się na sekrety. Poprosiłem o pomoc członków gildii. Szybko i sprawnie poszło. Gdy już zebrałem potrzebne materiały udałem się do Helen by wykuła mi nowy miecz. Dałem potrzebne materiały i po kilku godzinach wręczyła mi nową klingę. Byłem zadowolony z nowego ostrza oczywiście trza będzie ją przetestować. Podziękowałem i skierowałem się do Camilli. Chwała, że nie było w pobliżu Aishy i tego frajera, bo bym chyba na nim sprawdził nową zabawkę. Przywitałem się z nią i spytałem czy ma jakąś arenę treningową wolną. Odparła, że wszystkie zajęte. No nie wierzę... Przejrzałem listę aren, odganiała mnie, że nie mam prawa oglądać kto gdzie trenuje i wtedy ujrzałem arenę Techotyrana, na której trenowała Issabel. Od razu powiedziałem Camilli, że ma mnie tam wpuścić. Zaprzeczała i powiedziała, że tego nie zrobi. Poigrałem z nią trochę, aż w końcu mnie wpuściła. Gdy znalazłem się na arenie przeteleportowałem się na drugą stronę byśmy czasem nie starli się, bo jeszcze ją pokaleczę nową zabawką, a pierwszą osobę, która poczuje mój miecz będzie ten palant, który zabawia się z Aishą. Przywołałem Cornwella i szykowałem się do ataku. Wyczułem jej wzrok na sobie. Spojrzałem na nią. Uśmiechnęła się i dalej wróciła do trenowania. Zaśmiałem się po czym ruszyłem na przeciwników. Nie wiem ile czasu minęło, ale jak już miałem dość położyłem się na jednej z platform i starałem się wyciszyć w swoim sercu. Po dłuższym wylegiwaniu się poczułem czyjś cień nad sobą. Otwarłem jedno oko i dostrzegłem Isse.
-Chciałaś coś?
-Nie nic. - Odrzekła z uśmiechem po czym usiadła obok mnie. Dźwignąłem się i też usiadłem. - Nowa klinga? - Patrzała na mój miecz co leżał na platformie niżej.
-Ta sprawdzam do czego jest zdolna.
-A możesz ściągnąć z niej avatar? Bo chciałabym przyjrzeć się z bliska, jeśli można.. - Hmm interesujące iż nagle się tak zainteresowała. No skoro już rozmawiamy to poigram sobie z nią.
-Nie, nie mogę. - Wejrzała na mnie lekko rozczarowana. Uśmiechnąłem się do niej po swojemu, po czym odwróciła wzrok. - Nie musisz wszystkiego widzieć moja droga.
-Ciekawa jestem tylko wyglądu.. - Odrzekła po czym wpatrywała się w miecz.
-Ciekawość pierwszy stopień do piekła nie wiedziałaś? - Zeskoczyłem w dół i wziąłem do ręki ostrze. Przyjrzałam się avatarowi co miałem na nim. Naprawdę jestem szczęśliwy, że zakupiłem sobie takiego. Spojrzałem na nią. - To chcesz zobaczyć czy nie? - Zmierzyłem ją spojrzeniem. Zaśmiała się i zeskoczyła na dół. Podeszła do mnie. Odwróciłem miecz rękojeścią w jej stronę. Już miała go złapać, jednak odsunąłem miecz i ja ją złapałem i przybliżyłem do siebie. Jej ręce spoczywały na mojej klatce piersiowej, a ja bacznie jej się przyglądałem. Przez krótką chwile patrzeliśmy na siebie po czym odwróciła wzrok. Podobnie jak Aisha..
-Od początku to planowałeś...
-Nie skądże . - Zbliżyłem się i wyszeptałem jej do ucha. - Czysty przypadek.
Nie zamierzałem robić jej nic więcej. Nawet gdybym chciał to bym nie umiał.. Puściłem ją, jednak ona ani o krok się nie oddaliła. Przypadek? Odgarnąłem jej włosy i mogłem w końcu zobaczyć jej pełną twarz. Urodą nie grzeszy jednak... Jednak moje serce i tak należy do Aishy, choćby nie wiem co się działo nie potrafię jej zdradzić. Chyba odpuszczę sobie szukania... Ale i tak chciałem się z nią zaprzyjaźnić by mieć zaufaną przyjaciółkę.. Która będzie w stanie mnie zrozumieć jak Chung.
-Wybacz jeśli wprawiłem Cię w zakłopotanie, ale chciałbym Cię bliżej poznać.
-Nie, nie szkodzi. - Ruchem ręki poprawiła grzywkę i zasłaniały jej znowu połowę twarzy. Spojrzała na mnie. - Co do przyjaźni nie widzę żadnych problemów. Miło mi będzie móc się przyjaźnić z osobą Twojego pokroju. - Uśmiechnąłem się. Jak widać bycie znanym ma swoje plusy.
-To później się spotkamy. Teraz idę pozałatwiać niektóre sprawy.
- W porządku.
Pożegnałem się z nią i kazałem Camilli by mnie wypuściła. Od razu znalazłem się u niej i spojrzała na mnie. Pokręciła głową.
-Zazdrosna? - Dogryzłem jej.
-Idź weź, jedno twoje spojrzenie czy przytulenie i każda dziewczyna Twoja.
-Widzisz urok osobisty.
środa, 26 września 2012
Wpis5 Oczami Chunga
Z rana spotkaliśmy się u Aishy obmyślając dalszy plan działania.
Powiedzieliśmy jej by wyciągała najwięcej informacji, które mogą się nam
przydać, ale nie z mocnym naciskiem by się nie skapnął. Gdy już
wszystko wytłumaczyliśmy skierowaliśmy się do centrum miasta. Tam
Constantin czekał na Aishę. Nasza trójka rozdzieliła się i cały czas
miała na oku dziewczynę. Przytulił się do niego i zawiesiła na szyi.
Dobrze, że Ammo nie ma, bo by ją gołymi rękami chyba udusił za takie
coś. No ale przynajmniej dobrze gra jej wychodzi. Rozmawiali o czymś po
czym skierowali się do tutejszego muzeum. Szliśmy za nimi. Chodziliśmy
krok w krok za nimi uważając, by Aishy nic się nie stało, bo wtedy
będzie nieciekawie. Tak minęło 3/4 dnia w sumie. Koło godziny 18
pożegnali się w parku. Gdy już odszedł i zniknął nam z oczu Aisha
padnięta usiadła na ławce, a my do niej podeszliśmy. Zaczęliśmy
wypytywać ją o wszystko. Opowiadała wszystko, o czym rozmawiali szczegół
w szczegół, po czym na koniec dodała, że to męczarnie dla niej.
Opisywała jak się próbował do niej dorwać i na samą myśl niedobrze jej
się robiło. Zaczęła żałować tego i chciała już, by Ammo wrócił. No i ma
za swoje! Tak to jest jak się nie słucha. Teraz niech się męczy.
Spytaliśmy na którą jutro się umówili i gdzie. Odrzekła krótko o 9:00
przy bibliotece. Dobrze, to teraz czas odpocząć po męczącym dniu.
Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Gdy wracałem do domu,
spotkałem Sayuri przy zakręcie do centrum Hamel. Przywitałem się z nią i
skierowaliśmy się przed siebie. Zacząłem wypytywać ją o różne rzeczy,
chciałem coś więcej się o niej dowiedzieć. Oczywiście odpowiadała co
mnie cieszyło, że w końcu nie jest taka płochliwa. Problem się zaczął,
gdy rzuciła iż wie kim jestem.. Eh jakby można było to usunąć z mojej
karty urodzenia.. Szybko się zorientowała, że nie lubię o tym rozmawiać i
zmieniła temat. Nie wiem czemu ale lubiłem z nią porozmawiać. Jest
bardzo spokojna, co mi nie przeszkadza. Po dłuższej rozmowie
pożegnaliśmy się i skierowałem do domu. Może jutro znowu ją spotkam,
póki co na spokojnie i czekać co będzie dalej.
Następnego dnia wszyscy zwarci i gotowi do misji zajęliśmy swoje pozycje i znowu obserwowaliśmy ten pseudo romans. Aisha wraz z Constantinem wyglądali na bardzo szczęśliwych razem. Nie wiem czy jej współczuć, że musi zadawać się z tym typem czy co. Skierowali się na rynek i chodzili po sklepach. Kurde ciężko obserwować, gdy tu taki tłok.. Po dłuższym czasie<czyt.3h> wyszli i stanęli przed innym sklepem. Wraz z Ravenem staliśmy za rogiem i mieliśmy ją na oku i wtedy odwróciłem się bo już niedobrze mi było obserwując ich. Wtedy ujrzałem Ammo, aż buzie otworzyłem z zdziwienia.
-Jest problem, nawet duży.
-Co jest? - Wskazałem ręką, gdy Raven go ujrzał też był w szoku. - O kurwa co teraz? Jeśli się wpakuje to będzie źle.
-Na pewno ich zobaczył. Czekaj idę do niego i mu wytłumaczę.
-To pośpiesz się!
Szybko podbiegłem do Ammo, bo już kierował się do nich. Na szybko powiedziałem, co się dzieje ale i tak go to nie przekonało. Raven na szczęście podszedł i przekonał go do rozmowy o tym. Zgodził się na szczęście, ale był strasznie wnerwiony w sumie się nie dziwię.. Udaliśmy się do kawiarni i tam mu wytłumaczyliśmy wszystko, przy okazji Raven wspomniał coś o jego misji przez co, spojrzałem pytająco na Elsa. Rzucił szybk,o że kiedyś mi wyjaśni.. Miło, że cokolwiek powie. Gdy wyjaśnienia się skończyły, Elsword skierował się do domu, a my odetchnęliśmy z ulgą że jakoś to wyszło.
-Ona ma przesrane u niego i to porządnie.
-Mam nadzieję, że jej nie pobije czy coś..
-Przestań nie zrobi tego.. Znaczy chyba..
Nie wiedzieliśmy gdzie podziała się Aisha, jednak Rena zapewne ich ciągle obserwowała. Jako, że wybiegliśmy z naszego planu i nie wiemy kto gdzie jest wróciliśmy do swoich domów. Po drodze rozmyślałem na jakiej misji Ammo był, jak potraktuje Aishę po tym i co z tym całym doktorkiem.. Udałem się potrenować trochę i tak w sumie do nocy poprawiałem swoją celność. Miałem w planach jutro pochodzić na sekrety i Henia. Może pvp jak Ammo będzie chciał się zabawić z swoim Cornwellem. Nie wiem czemu ale strasznie jestem o niego zazdrosny. Jego pewność siebie i ten styl walki. Zawsze mnie to w nim imponowało. Rozprawiał się z każdym w mgnieniu oka. Chciałbym być kiedyś taki dobry jak on w walce. Jednak jakoś nie chcę mu o tym powiedzieć, by mnie źle nie zrozumiał.
Następnego dnia wszyscy zwarci i gotowi do misji zajęliśmy swoje pozycje i znowu obserwowaliśmy ten pseudo romans. Aisha wraz z Constantinem wyglądali na bardzo szczęśliwych razem. Nie wiem czy jej współczuć, że musi zadawać się z tym typem czy co. Skierowali się na rynek i chodzili po sklepach. Kurde ciężko obserwować, gdy tu taki tłok.. Po dłuższym czasie<czyt.3h> wyszli i stanęli przed innym sklepem. Wraz z Ravenem staliśmy za rogiem i mieliśmy ją na oku i wtedy odwróciłem się bo już niedobrze mi było obserwując ich. Wtedy ujrzałem Ammo, aż buzie otworzyłem z zdziwienia.
-Jest problem, nawet duży.
-Co jest? - Wskazałem ręką, gdy Raven go ujrzał też był w szoku. - O kurwa co teraz? Jeśli się wpakuje to będzie źle.
-Na pewno ich zobaczył. Czekaj idę do niego i mu wytłumaczę.
-To pośpiesz się!
Szybko podbiegłem do Ammo, bo już kierował się do nich. Na szybko powiedziałem, co się dzieje ale i tak go to nie przekonało. Raven na szczęście podszedł i przekonał go do rozmowy o tym. Zgodził się na szczęście, ale był strasznie wnerwiony w sumie się nie dziwię.. Udaliśmy się do kawiarni i tam mu wytłumaczyliśmy wszystko, przy okazji Raven wspomniał coś o jego misji przez co, spojrzałem pytająco na Elsa. Rzucił szybk,o że kiedyś mi wyjaśni.. Miło, że cokolwiek powie. Gdy wyjaśnienia się skończyły, Elsword skierował się do domu, a my odetchnęliśmy z ulgą że jakoś to wyszło.
-Ona ma przesrane u niego i to porządnie.
-Mam nadzieję, że jej nie pobije czy coś..
-Przestań nie zrobi tego.. Znaczy chyba..
Nie wiedzieliśmy gdzie podziała się Aisha, jednak Rena zapewne ich ciągle obserwowała. Jako, że wybiegliśmy z naszego planu i nie wiemy kto gdzie jest wróciliśmy do swoich domów. Po drodze rozmyślałem na jakiej misji Ammo był, jak potraktuje Aishę po tym i co z tym całym doktorkiem.. Udałem się potrenować trochę i tak w sumie do nocy poprawiałem swoją celność. Miałem w planach jutro pochodzić na sekrety i Henia. Może pvp jak Ammo będzie chciał się zabawić z swoim Cornwellem. Nie wiem czemu ale strasznie jestem o niego zazdrosny. Jego pewność siebie i ten styl walki. Zawsze mnie to w nim imponowało. Rozprawiał się z każdym w mgnieniu oka. Chciałbym być kiedyś taki dobry jak on w walce. Jednak jakoś nie chcę mu o tym powiedzieć, by mnie źle nie zrozumiał.
Wpis4 Oczami Chunga
Opisanie 2 dni, co Elsword był u Ekko oraz wydarzenia potem gdy wrócił do Hamel.
Pochodziłem jeszcze po mieście, odwiedziłem starych znajomych i wieczorem wróciłem do domu. Po drodze spotkałem Aishe, która wyglądała na zmartwioną. Podszedłem do niej i spytałem czy coś się stało. Zapewniała iż wszystko z nią w porządku tylko martwi się o Elsworda, który wyruszył dziś do Elder załatwić coś. Właśnie miałem do niego iść... Coś mi się wydaje, że jednak sprawa którą teraz ma na głowie jest poważna ale nie będę już Aishy męczył o to. Odprowadziłem ją do jej mieszkania i po drodze rozmawialiśmy o Hamel i o mnie... Osobiście nie lubię poruszać tego tematu, bo nie lubię mówić iż jestem z takiej, a nie innej rodziny gdy moi przyjaciele są zwykłymi osobami. Chociaż słyszałem że Ammo też pochodzi z jakiejś szlacheckiej rodziny, która ma duże wpływy w Hamel. Traktują go jak zwykłą osobę i również chce by mnie tak traktowano. Czasami głupio mi przy innych gdy ktoś palni,e że jestem księciem..... Aisha uważnie słuchała moje "wyżalenia" i zrobiło mi się lżej na sercu. Gdy dotarliśmy w końcu na miejsce pożegnałem się z nią i wróciłem do domu. Od razu skierowałem się do swojego pokoju i położyłem się spać.
Następnego ranka na dole czekał na mnie list od Penetnio, czyli szykuje się jakaś misja. Doprowadziłem siebie do porządku i skierowałem do Dowódcy BCzR(Bractwa Czerwonych Rycerzy). Ujrzałem tam Aishe, Ravena i Rene. Ciekawe czy też mają misję. Oczywiście Sylpha nie było.. Nie rozumiem znowu go gdzieś wcięło.. Nie lubię go, uważa się za nie wiadomo kogo.. Przywitałem się z resztą i nie wiem czemu ale Rena przytuliła mnie do siebie i zaczęła głaskać po głowie. Raven i Aisha się zaśmiali, było mi strasznie źle czułem się jak dziecko tulony przez swoją matkę. Wyrwałem jej się z objęć i rzuciłem by przestała mnie tak witać ciągle, bo nie podoba mi się to.. Uśmiechnęła się i obiecała, że już nie będzie, jednak coś czuje, że będzie dalej tak robić.. Gdy już wszyscy się uspokoili Penentio wyjaśnił nam naszą misję, więc cała nasza czwórka będzie się tym zajmować.
Od pewnego czasu po okolicach Hamel kręci się zabójca, który poluje tylko i wyłącznie na młode kobiety. Naszym zdaniem jest go odszukać, zgromadzić mocne dowody i złapać lub zabić jeśli będzie taka konieczność. Pokazał nam zdobyte już informacje na jego temat. Według mnie zgromadzone informacje były niezbitym dowodem. Gdy tylko on się pojawił u nas to po tygodniu zaczęły się ataki. Jednak skoro chcą jeszcze bardziej oczywistych dowodów to się musimy tym zająć. Przyjrzeliśmy jego zdjęciu : średni wzrost, wiek około 27 lat, krótko cięte brązowe włosy z lekkim zarostem. Jak już zapoznaliśmy się z wszystkim Rena odrzekła iż szybko się z tym uporamy. Penentio życzył nam powodzenia i skierowaliśmy się do parku obmyślić jakiś plan działania. Znaleźliśmy w miarę zaciszne miejsce, gdzie nikt by nas nie podsłuchiwał i ustaliliśmy wszystko.
-Dobra więc gość ma słabość do kobiet, więc Rena musisz iść na przynętę - Odrzekł Raven i elfka skinęła głową
-Hej ejj a ja to niby co?! - Wyskoczyła oburzona
-Ty nie ze względu na Elsword którego z nami nie ma. Jestem w 100% pewny że by Ci nie pozwolił brać taki czynny udział.
-A pff, Rena może mimo iż jesteście razem..?
-Może, bo wiem że da sobie radę jakbym na czas nie przyszedł z pomocą.
-Sugerujesz iż jestem słaba? - Zdenerwowała się jeszcze bardziej.
-Nie to miałem na myśli..
-Aisha zrozum iż martwimy się o Ciebie i podczas gdy Ammo nie ma z nami my musimy pilnować by coś Ci się nie stało.
-Nie trzeba się AŻ tak o mnie martwić.. Jestem już dorosła i sama mogę podejmować decyzję.
-Aisha dobrze wiesz, że by Cię na misję nie puścił. Proszę nie igraj z ogniem.
-Mam gdzieś czy pozwoli czy nie, jestem wojowniczką jak on i też chcą coś robić dla dobra miasta.
-Będą problemy... - Raven uciął mi w środku zdania.
-Dobrze skoro chcesz, tylko potem nie przychodź do nas z płaczem, że Ammo Cię opierdolił.
-Pff. - Założyła ręce - Nie boje się.
-Jasne.. - Zmierzyła mnie złowrogim spojrzeniem. Dobrze wiedziałem, że się boi reakcji Elsa jak wróci.
-Dobra koniec. Rena i Aisha idą na przynętę. Ja i Chung będziemy obserwować wszystko z daleka, więc możecie być spokojne.
-Zgoda.
Odrzekliśmy wspólnie i skierowaliśmy się do miasta. Według danych powinien zaraz przechodzić przez ten sklep. Rena i Aishe stały i udawały że niby coś kupują a ja z Ravenem w oddali obserwowaliśmy wszystko.
-To nie był dobry pomysł posyłać ją tam... - Odrzekłem zmartwiony.
-Wiem.. Ale wiesz jaka ona jest...
Po kilkunastu minutach w końcu się zjawił. Ciekawe czy złapię przynętę. Po chwili zaczepił Aishę. Złapałem się za głowę, Raven facepalm i przeklął pod nosem.
-No to mamy problem..
-On nas zabije jak się dowie. - Obawiałem się gniewu przyjaciela. Rena odeszła i ukradkiem podeszła do nas od tyłu placu tak by gość nas nie zauważył.
-I co robimy chłopaki? Jak Els się dowie to..
-Nie wiem na prawdę nie mam pojęcia co robić. Może dajmy jej wolną rękę i niech się wykaże.
-Raven.. Wiesz jak on zareaguje na to..
-Wiem, ale co zrobimy? Misję musimy wykonać, najszybciej jak to możliwe.
-Będziemy ją musieli mieć cały czas na oku dopóty nie wróci. - Odrzekłem zmartwiony o Aishę.
-Innego wyjścia nie mamy..
Po kilkunastu minutach facet zostawił Aishę. Podbiegła do nas i powiedziała że nazywa się Constantin(kurde ale średniowieczne imię..) i jest lekarzem. Wszystko fajnie tyle, że to ona będzie musiała z nim przebywać i gromadzić dowody. Oczywiście powiedzieliśmy jej o naszych obawach, zignorowała to i zapewniała że nic jej nie będzie. No nam pozostało tylko w nią wierzyć. Zbliżał się wieczór i każdy wrócił do swojego domu.
Pochodziłem jeszcze po mieście, odwiedziłem starych znajomych i wieczorem wróciłem do domu. Po drodze spotkałem Aishe, która wyglądała na zmartwioną. Podszedłem do niej i spytałem czy coś się stało. Zapewniała iż wszystko z nią w porządku tylko martwi się o Elsworda, który wyruszył dziś do Elder załatwić coś. Właśnie miałem do niego iść... Coś mi się wydaje, że jednak sprawa którą teraz ma na głowie jest poważna ale nie będę już Aishy męczył o to. Odprowadziłem ją do jej mieszkania i po drodze rozmawialiśmy o Hamel i o mnie... Osobiście nie lubię poruszać tego tematu, bo nie lubię mówić iż jestem z takiej, a nie innej rodziny gdy moi przyjaciele są zwykłymi osobami. Chociaż słyszałem że Ammo też pochodzi z jakiejś szlacheckiej rodziny, która ma duże wpływy w Hamel. Traktują go jak zwykłą osobę i również chce by mnie tak traktowano. Czasami głupio mi przy innych gdy ktoś palni,e że jestem księciem..... Aisha uważnie słuchała moje "wyżalenia" i zrobiło mi się lżej na sercu. Gdy dotarliśmy w końcu na miejsce pożegnałem się z nią i wróciłem do domu. Od razu skierowałem się do swojego pokoju i położyłem się spać.
Następnego ranka na dole czekał na mnie list od Penetnio, czyli szykuje się jakaś misja. Doprowadziłem siebie do porządku i skierowałem do Dowódcy BCzR(Bractwa Czerwonych Rycerzy). Ujrzałem tam Aishe, Ravena i Rene. Ciekawe czy też mają misję. Oczywiście Sylpha nie było.. Nie rozumiem znowu go gdzieś wcięło.. Nie lubię go, uważa się za nie wiadomo kogo.. Przywitałem się z resztą i nie wiem czemu ale Rena przytuliła mnie do siebie i zaczęła głaskać po głowie. Raven i Aisha się zaśmiali, było mi strasznie źle czułem się jak dziecko tulony przez swoją matkę. Wyrwałem jej się z objęć i rzuciłem by przestała mnie tak witać ciągle, bo nie podoba mi się to.. Uśmiechnęła się i obiecała, że już nie będzie, jednak coś czuje, że będzie dalej tak robić.. Gdy już wszyscy się uspokoili Penentio wyjaśnił nam naszą misję, więc cała nasza czwórka będzie się tym zajmować.
Od pewnego czasu po okolicach Hamel kręci się zabójca, który poluje tylko i wyłącznie na młode kobiety. Naszym zdaniem jest go odszukać, zgromadzić mocne dowody i złapać lub zabić jeśli będzie taka konieczność. Pokazał nam zdobyte już informacje na jego temat. Według mnie zgromadzone informacje były niezbitym dowodem. Gdy tylko on się pojawił u nas to po tygodniu zaczęły się ataki. Jednak skoro chcą jeszcze bardziej oczywistych dowodów to się musimy tym zająć. Przyjrzeliśmy jego zdjęciu : średni wzrost, wiek około 27 lat, krótko cięte brązowe włosy z lekkim zarostem. Jak już zapoznaliśmy się z wszystkim Rena odrzekła iż szybko się z tym uporamy. Penentio życzył nam powodzenia i skierowaliśmy się do parku obmyślić jakiś plan działania. Znaleźliśmy w miarę zaciszne miejsce, gdzie nikt by nas nie podsłuchiwał i ustaliliśmy wszystko.
-Dobra więc gość ma słabość do kobiet, więc Rena musisz iść na przynętę - Odrzekł Raven i elfka skinęła głową
-Hej ejj a ja to niby co?! - Wyskoczyła oburzona
-Ty nie ze względu na Elsword którego z nami nie ma. Jestem w 100% pewny że by Ci nie pozwolił brać taki czynny udział.
-A pff, Rena może mimo iż jesteście razem..?
-Może, bo wiem że da sobie radę jakbym na czas nie przyszedł z pomocą.
-Sugerujesz iż jestem słaba? - Zdenerwowała się jeszcze bardziej.
-Nie to miałem na myśli..
-Aisha zrozum iż martwimy się o Ciebie i podczas gdy Ammo nie ma z nami my musimy pilnować by coś Ci się nie stało.
-Nie trzeba się AŻ tak o mnie martwić.. Jestem już dorosła i sama mogę podejmować decyzję.
-Aisha dobrze wiesz, że by Cię na misję nie puścił. Proszę nie igraj z ogniem.
-Mam gdzieś czy pozwoli czy nie, jestem wojowniczką jak on i też chcą coś robić dla dobra miasta.
-Będą problemy... - Raven uciął mi w środku zdania.
-Dobrze skoro chcesz, tylko potem nie przychodź do nas z płaczem, że Ammo Cię opierdolił.
-Pff. - Założyła ręce - Nie boje się.
-Jasne.. - Zmierzyła mnie złowrogim spojrzeniem. Dobrze wiedziałem, że się boi reakcji Elsa jak wróci.
-Dobra koniec. Rena i Aisha idą na przynętę. Ja i Chung będziemy obserwować wszystko z daleka, więc możecie być spokojne.
-Zgoda.
Odrzekliśmy wspólnie i skierowaliśmy się do miasta. Według danych powinien zaraz przechodzić przez ten sklep. Rena i Aishe stały i udawały że niby coś kupują a ja z Ravenem w oddali obserwowaliśmy wszystko.
-To nie był dobry pomysł posyłać ją tam... - Odrzekłem zmartwiony.
-Wiem.. Ale wiesz jaka ona jest...
Po kilkunastu minutach w końcu się zjawił. Ciekawe czy złapię przynętę. Po chwili zaczepił Aishę. Złapałem się za głowę, Raven facepalm i przeklął pod nosem.
-No to mamy problem..
-On nas zabije jak się dowie. - Obawiałem się gniewu przyjaciela. Rena odeszła i ukradkiem podeszła do nas od tyłu placu tak by gość nas nie zauważył.
-I co robimy chłopaki? Jak Els się dowie to..
-Nie wiem na prawdę nie mam pojęcia co robić. Może dajmy jej wolną rękę i niech się wykaże.
-Raven.. Wiesz jak on zareaguje na to..
-Wiem, ale co zrobimy? Misję musimy wykonać, najszybciej jak to możliwe.
-Będziemy ją musieli mieć cały czas na oku dopóty nie wróci. - Odrzekłem zmartwiony o Aishę.
-Innego wyjścia nie mamy..
Po kilkunastu minutach facet zostawił Aishę. Podbiegła do nas i powiedziała że nazywa się Constantin(kurde ale średniowieczne imię..) i jest lekarzem. Wszystko fajnie tyle, że to ona będzie musiała z nim przebywać i gromadzić dowody. Oczywiście powiedzieliśmy jej o naszych obawach, zignorowała to i zapewniała że nic jej nie będzie. No nam pozostało tylko w nią wierzyć. Zbliżał się wieczór i każdy wrócił do swojego domu.
Wpis3
Podczas drogi rozmawialiśmy o walkach które dziś oglądaliśmy oraz nasze
własne. Wymienialiśmy się zdaniami, spostrzeżeniami i różnymi uwagami
jak i radami. Usiedliśmy na ławce w centrum Hamel. Mam nadzieję, że ta
zdradziecka dziwka tu nie przyjdzie. Pomimo iż jej tak
nienawidziłem za to, to jakoś bym nie umiał nie wiem pobić ją na śmierć
czy wyżywać się psychicznie. Jest moją słabą stroną i ona dobrze o
tym... Muszę jakoś dojść do siebie i chyba poszukać jakiejś innej
dziewczyny... Wtedy Chung zapytał mnie co się ze mną działo przez te
kilka dni jak się rozstaliśmy przy kawiarni. Opowiedziałem mu wszystko,
nie muszę ukrywać niczego przed nim. Akurat on jest mi najbliższym
przyjacielem, więc mogę mu zaufać. Gdy wszystko mu powiedziałem kiwnąl
głową, po czym dodał iż cieszy się, że dałem sobie z tym radę.
-A co się stało między Tobą, a Aishą? - Wiedziałem, że o to spyta. Westchnąłem i trochę mnie znowu dobiła ta sprawa.
-Dla niej ważniejsza jest misja ode mnie, a skoro tak to nie ma sensu być z nią. - Chung otworzył oczy i spojrzał z zdziwienia.
-Żartujesz sobie?! - Powiedział trochę głośniej, po czym zniżył ton. - Na serio już nie jesteście razem?
-Nie. - Odrzekłem krótko.
-Wiedziałem, że będą kłopoty przez tę misję i upartość Aishy. Wiedziała o tym że Ci się to nie spodoba, a i tak...
-Ona zawsze igra z ogniem, tyle, że teraz przesadziła. - Po krótkiej martwej ciszy..
-Wybacz nie wiedziałem, iż tak się sprawy mają, nie chciałem Ci psuć humoru. - Odrzekł z wyraźnym smutkiem i winą.
-Nie przejmuj się. - Spojrzałem na niego. - Dam sobie z tym radę i nie wiem poszukam sobie.. - Rozejrzałem się po okolicy i dostrzegłem Issabele przy jednym sklepie. - Nową dziewczynę.. - Chung spojrzał tam gdzie ja i się uśmiechnął.
-Wpadła Ci w o-k-o.
-Kto tam wie.. - Wtedy mi się wspomniało jak już tak dyskutujemy. - A jak tam Twoje podboje, co z tą fanatyczką?
-Nazywa się Sayuri i..
-Hmm? - Spojrzałem na niego rozbawiony,
-No i powiedzmy... Że może coś będzie... - Zawstydzony dokończył zdanie.
-Noo w końcu se kogoś znalazłeś, a co z tą drugą? Jak jej tam leciało?
-Aldrey, nie wiem nie widziałem jej ostatnio. I tak wydaje mi się to zwykła fanka i tyle..
-Może ona nie będzie robić takich odlotów jak Aisha. - Zaśmialiśmy się, po czym dodał:
-Nie wiesz jest spokojna i bardzo wrażliwa.
-No to masz szczęście.
Spojrzeliśmy przed siebie i Issa akurat przechodziła obok nas z przyjaciółkami. Utkwiłem wzrok na niej, po czym spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem jak to miałem w zwyczaju, po czym zaśmiała się i szła dalej przed siebie. Odprowadziłem ją wzrokiem, aż jej postać znikła mi z oczu. Chung wejrzał na mnie i zaczął zaczepiać,, że szybko wymieniam dziewczynę, tyle, że nawet z nią słowa nie zamieniłem.. Było już późne południe pożegnałem się z Chungiem i wróciłem do domu. Wyłożyłem się na kanapie. Dorwałem pierwszą lepszą książkę co leżała i z nudów czytałem.. Po kilkunastu minutach mi się znudziła i poszedłem sobie potrenować. Wieczorem skończyłem i udałem się na kolację. Podczas spożywania posiłku wspomniało mi się iż miałem, o coś spytać Camille. Gdy zjadłem udałem się do niej. Teraz ruch był mniejszy na ulicach. W końcu doszedłem na miejsce i usiadłem na barierce. Spytałem ją o ten nowy system pvp, bo coś zbytnio nie wiedziałem, o co w tym chodzi. Krok po kroku mi wszystko wytłumaczyła, trochę to trwało, bo już całkowicie się ściemniło.
-Yhm więc to tak . - Zamyśliłem się trochę. -Dzięki za wytłumaczenie.
-Nie ma sprawy. - Odrzekła z uśmiechem. Wyczułem czyjąś obecność. Skierowałem Cornwelle w miejsce, gdzie stała tajemnicza osoba
-Wyjdź.
Odrzekłem chłodno. Po chwili z cienia padającego przez sufit wyszła.. Aisha? A ją co tu przywiało? Zdziwiłem się na jej widok. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać. Zeskoczyłem z barierki i skierowałem się do wyjścia mijając ją. Odwróciła się i zaczęła za mną iść. Świetnie.... Odwróciłem się do niej
-Czego chcesz? - Odrzekłem chłodno. Widać było, że jest smutna i dobita, podobnie jak ja
-Ja.. Jest mi.. Źle po tym... Wszystkim.. I...
-Nie obchodzi mnie to. Misja jest do Ciebie ważniejsza więc leć dawać się temu dupkowi.
-PRZESTAŃ! - Krzyknęła i przytuliła się do mnie. - Tylko do Ciebie należę!
-Już nie i zostaw mnie. - Odsunąłem ją od siebie i szedłem dalej w kierunku domu. Mimo to nadal szła za mną i próbowała zatrzymać. Wziąłem ją w końcu złapałem za ramiona i przygwoździłem do ściany.
-Przestań rozumiesz!
-Nie przestanę!
Wyrwała się i mnie pocałowała. No tego jeszcze brakowało. Odsunąłem ją, bo wiem, co będzie jak tak dalej pójdzie. Ona nadal upierała się na swoim. Zbliżyła blisko do mnie i dotknęła mojej twarzy. Chciała znowu pocałować. Nie mogę na to pozwolić nie mogę! Jednak z tęsknoty do niej, za tym co robiliśmy sam ją pocałowałem. Emocje wzięły górę. Znowu zaczęliśmy się namiętnie całować jak kiedyś, jak zawsze.. Zbliżyłem ją do ściany i staliśmy blisko siebie. Jednak teraz.. Wszystko było jedno. Pożądałem jej bardziej niż wcześniej. Nie zaprzestawaliśmy pocałunków, rozkoszowaliśmy się nimi. Jedną ręką złapałem jej rękę i oparłem o ścianę, drugą dotykałem jej ciała, i zsunąłem na nogę którą dźwignąłem i oparłem o siebie. Zbliżyłem się jeszcze bardziej do niej i wtedy na chwile zaprzestaliśmy się całować i Aisha jęknęła z bólu. Chciałem ją mieć tylko dla siebie i nikt więcej nie miał mieć do niej prawa. Muskałem ustami jej szyje, a ona dźwignęła głowę by mi było łatwiej. Wtuliła się we mnie. Jedną ręką wodziła po moich plecach, a drugą wplotła w włosy. Nie umiałem się od niej oderwać.. Jeden dzień.. Jedna kłótnia.. A zrodziła takie pożądania. Pomimo tego iż jej nie krzywdziłem płakała gdy byliśmy razem, z jakiego powodu? Błędu którego popełniła?
Puściłem ją w końcu i patrzałem w jej fioletowe zapłakane oczy. Dotknęła mojej twarzy, wziąłem i odsunąłem jej rękę i wejrzałem smutnym spojrzeniem na nią. Skierowałem się do wyjścia, po drodze nadal czułem jej usta na swoich jak i ich smak. Zacisnąłem zęby i z mieszanymi uczuciami wróciłem do domu.
-A co się stało między Tobą, a Aishą? - Wiedziałem, że o to spyta. Westchnąłem i trochę mnie znowu dobiła ta sprawa.
-Dla niej ważniejsza jest misja ode mnie, a skoro tak to nie ma sensu być z nią. - Chung otworzył oczy i spojrzał z zdziwienia.
-Żartujesz sobie?! - Powiedział trochę głośniej, po czym zniżył ton. - Na serio już nie jesteście razem?
-Nie. - Odrzekłem krótko.
-Wiedziałem, że będą kłopoty przez tę misję i upartość Aishy. Wiedziała o tym że Ci się to nie spodoba, a i tak...
-Ona zawsze igra z ogniem, tyle, że teraz przesadziła. - Po krótkiej martwej ciszy..
-Wybacz nie wiedziałem, iż tak się sprawy mają, nie chciałem Ci psuć humoru. - Odrzekł z wyraźnym smutkiem i winą.
-Nie przejmuj się. - Spojrzałem na niego. - Dam sobie z tym radę i nie wiem poszukam sobie.. - Rozejrzałem się po okolicy i dostrzegłem Issabele przy jednym sklepie. - Nową dziewczynę.. - Chung spojrzał tam gdzie ja i się uśmiechnął.
-Wpadła Ci w o-k-o.
-Kto tam wie.. - Wtedy mi się wspomniało jak już tak dyskutujemy. - A jak tam Twoje podboje, co z tą fanatyczką?
-Nazywa się Sayuri i..
-Hmm? - Spojrzałem na niego rozbawiony,
-No i powiedzmy... Że może coś będzie... - Zawstydzony dokończył zdanie.
-Noo w końcu se kogoś znalazłeś, a co z tą drugą? Jak jej tam leciało?
-Aldrey, nie wiem nie widziałem jej ostatnio. I tak wydaje mi się to zwykła fanka i tyle..
-Może ona nie będzie robić takich odlotów jak Aisha. - Zaśmialiśmy się, po czym dodał:
-Nie wiesz jest spokojna i bardzo wrażliwa.
-No to masz szczęście.
Spojrzeliśmy przed siebie i Issa akurat przechodziła obok nas z przyjaciółkami. Utkwiłem wzrok na niej, po czym spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem jak to miałem w zwyczaju, po czym zaśmiała się i szła dalej przed siebie. Odprowadziłem ją wzrokiem, aż jej postać znikła mi z oczu. Chung wejrzał na mnie i zaczął zaczepiać,, że szybko wymieniam dziewczynę, tyle, że nawet z nią słowa nie zamieniłem.. Było już późne południe pożegnałem się z Chungiem i wróciłem do domu. Wyłożyłem się na kanapie. Dorwałem pierwszą lepszą książkę co leżała i z nudów czytałem.. Po kilkunastu minutach mi się znudziła i poszedłem sobie potrenować. Wieczorem skończyłem i udałem się na kolację. Podczas spożywania posiłku wspomniało mi się iż miałem, o coś spytać Camille. Gdy zjadłem udałem się do niej. Teraz ruch był mniejszy na ulicach. W końcu doszedłem na miejsce i usiadłem na barierce. Spytałem ją o ten nowy system pvp, bo coś zbytnio nie wiedziałem, o co w tym chodzi. Krok po kroku mi wszystko wytłumaczyła, trochę to trwało, bo już całkowicie się ściemniło.
-Yhm więc to tak . - Zamyśliłem się trochę. -Dzięki za wytłumaczenie.
-Nie ma sprawy. - Odrzekła z uśmiechem. Wyczułem czyjąś obecność. Skierowałem Cornwelle w miejsce, gdzie stała tajemnicza osoba
-Wyjdź.
Odrzekłem chłodno. Po chwili z cienia padającego przez sufit wyszła.. Aisha? A ją co tu przywiało? Zdziwiłem się na jej widok. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać. Zeskoczyłem z barierki i skierowałem się do wyjścia mijając ją. Odwróciła się i zaczęła za mną iść. Świetnie.... Odwróciłem się do niej
-Czego chcesz? - Odrzekłem chłodno. Widać było, że jest smutna i dobita, podobnie jak ja
-Ja.. Jest mi.. Źle po tym... Wszystkim.. I...
-Nie obchodzi mnie to. Misja jest do Ciebie ważniejsza więc leć dawać się temu dupkowi.
-PRZESTAŃ! - Krzyknęła i przytuliła się do mnie. - Tylko do Ciebie należę!
-Już nie i zostaw mnie. - Odsunąłem ją od siebie i szedłem dalej w kierunku domu. Mimo to nadal szła za mną i próbowała zatrzymać. Wziąłem ją w końcu złapałem za ramiona i przygwoździłem do ściany.
-Przestań rozumiesz!
-Nie przestanę!
Wyrwała się i mnie pocałowała. No tego jeszcze brakowało. Odsunąłem ją, bo wiem, co będzie jak tak dalej pójdzie. Ona nadal upierała się na swoim. Zbliżyła blisko do mnie i dotknęła mojej twarzy. Chciała znowu pocałować. Nie mogę na to pozwolić nie mogę! Jednak z tęsknoty do niej, za tym co robiliśmy sam ją pocałowałem. Emocje wzięły górę. Znowu zaczęliśmy się namiętnie całować jak kiedyś, jak zawsze.. Zbliżyłem ją do ściany i staliśmy blisko siebie. Jednak teraz.. Wszystko było jedno. Pożądałem jej bardziej niż wcześniej. Nie zaprzestawaliśmy pocałunków, rozkoszowaliśmy się nimi. Jedną ręką złapałem jej rękę i oparłem o ścianę, drugą dotykałem jej ciała, i zsunąłem na nogę którą dźwignąłem i oparłem o siebie. Zbliżyłem się jeszcze bardziej do niej i wtedy na chwile zaprzestaliśmy się całować i Aisha jęknęła z bólu. Chciałem ją mieć tylko dla siebie i nikt więcej nie miał mieć do niej prawa. Muskałem ustami jej szyje, a ona dźwignęła głowę by mi było łatwiej. Wtuliła się we mnie. Jedną ręką wodziła po moich plecach, a drugą wplotła w włosy. Nie umiałem się od niej oderwać.. Jeden dzień.. Jedna kłótnia.. A zrodziła takie pożądania. Pomimo tego iż jej nie krzywdziłem płakała gdy byliśmy razem, z jakiego powodu? Błędu którego popełniła?
Puściłem ją w końcu i patrzałem w jej fioletowe zapłakane oczy. Dotknęła mojej twarzy, wziąłem i odsunąłem jej rękę i wejrzałem smutnym spojrzeniem na nią. Skierowałem się do wyjścia, po drodze nadal czułem jej usta na swoich jak i ich smak. Zacisnąłem zęby i z mieszanymi uczuciami wróciłem do domu.
Wpis2
Całą noc nie spałem przez to wszystko. Czułem się okropnie, załamany..
Odechciało mi się żyć, po tym wszystkim, co razem przeszliśmy... Nie
mogłem w to uwierzyć... Wmawiałem sobie, że to nie dzieje się na
prawdę.. Rano do mojego pokoju przyszła jedna z moich służących -
Emilia, która jest przy mnie w sumie od dziecka. Nawet nie spojrzałem na
nią, po prostu wzrok miałem wbity w jedno miejsce, a z oczu od czasu do
czasu spływały łzy. Usiadła obok mnie i zaczęła głaskać mnie po głowie.
Nie mówiła nic, bo nie wiedziała pewnie, co powiedzieć, by bardziej
mnie nie dobić. Siedziała przy mnie dłuższy czas, a ja powoli
odnajdywałem spokój w sercu po tym wszystkim. Byłem szczęśliwy iż mam
tak bliską osobę przy sobie, niczym moja matka, która się troszczy o
swoje dziecko. Z czasem wstałem, poprawiła mi grzywkę i uśmiechnęła się
do mnie życzliwie. Nie musiała nic mówić, a wyczytałem z jej uśmiechu,
iż chciała powiedzieć "Wszystko będzie dobrze". Podniosło mnie to trochę
na duchu. Zeszliśmy na dół tam zjadłem śniadanie i udałem się na
miasto. Przez te zamieszanie z Mrocznym nie miałem czasu chodzić na
Heniry czy też sekrety, by sprawić sobie nową broń. Nie wiem czy
pisałem, ale moja obecna broń mnie wręcz dobija, ostrze zjechane, że
szkoda mówić, nadaje się na złom.. Szedłem w stronę miejsc, gdzie zwykle
zbierają się wojownicy i wyruszają na sekrety. Zabrałem się z nimi.
Jeszcze kilka dni i myślę, że w końcu będę mieć wszystkie składniki do
zrobienia nowej klingi. Jako, że nie moge wiecznie przeżywać tego co się wydarzyło muszę znaleźć
sobie zajęcie i tak... Pobawiłem dziś się alchemią. Co prawda nie
najlepiej mi z tym idzie ale trudno.. Poszedłem do Grala i tam wbijałem
sobie nowe sloty do avatara broni. Pokazał mi co i jak i coś tam
weszło.. Nawet ciekawe efekty wbiło. Podziękowałem Gralowi, zapłaciłem(....) i
skierowałem się do Glave. Czas na Heniry. Grupę szybko znalazłem, miło w
końcu było wrócić do codzienności. No prawie.. Gdy skończyłem wyzwania,
zmęczony udałem się do pobliskiego baru. Tam spotkałem Chunga.
-Siema. - Usiadłem obok niego.
-Siema ema. Co taki zmachany jesteś? - Dopił napój co miał.
-Dziś trochę rzeczy porobiłem, wiesz sekrety, Henir.
-Aaa, no ja też właśnie wróciłem z Iluzji. - Zamówił u kelnerki 2 napoje co poprzednio.
-Byłeś na pvp może?
-Nie jeszcze nie, ale zamierzam tam iść. Jakiś nowy system Camilla opracowała, więc warto będzie go zobaczyć.
-No to super, powalczymy sobie z nieogarniętymi dzieciakami. - Chung się zaśmiał po czym kelnerka podała nam napoje co zamówił Chung. Sam nawet nie wiem co to jest, ale dobrze smakuje i nie powoduje efektów ubocznych.. - To co idziemy?
-Pewnie.
Zapłacił i skierowaliśmy się do Camilli. Dużo było ludzi, pewnie to z tego nowego systemu. Nie szło przejść dalej. Zdenerwowałem się trochę i powiedziałem 2 tony głośniej, by się zsunęli i od razu grupki dziewczyn i innych się przesunęli przy okazji witając, przepraszając i gratulując osiągnięć. Dotarliśmy do Camilli w końcu, przywitaliśmy się i obserwowaliśmy walkę co właśnie się rozgrywała. Akurat odbywała się walka 2v2, a najlepsze w tym wszystkim iż były 2 dziewczyny na 2 dziewczyny. Nawet ciekawie się oglądało nasze wojowniczki w akcji. Nie które na prawdę mi zaimponowały umiejętnościami. Szczęście w nieszczęściu iż walczyła dziewczyna, którą od dłuższego czasu obserwuje na pvp. Podobnie jak ja posługuje się dwoma mieczami. Imię też ma bardzo osobliwe Issabel. Krótkie, czarne włosy z grzywką po prawej stronie, zasłaniające jej twarz, ciemne oczy, spojrzenie w zależności od nastroju, jak każdy, podczas walki zdeterminowana i skupiona, średniego wzrostu, cicha i zamknięta w sobie. Specjalne umiejętności raz atakuje fizycznie raz duchowo. Jak się trafi na kogoś takiego pierwszy raz to nie wiadomo czego unikać, jednak z czasem idzie łatwo rozpracować osobę. Oparłem się bokiem o barierkę, Chung usiadł na niej i dalej przyglądaliśmy się walce. Ja bacznie obserwowałem każdy jej ruch. Popełniała jeszcze kilka błędów, jednak w sumie co mnie to obchodzi z czasem się wyuczy. W końcu walka dobiegła końca. Oczywiście Issabel z swoją przyjaciółką wygrały. Gdy kierowały się do wyjścia spojrzała w moją stronę, jakby wiedziała iż ją obserwowałem cała walkę. Nasze spojrzenia się wymieniły, po czym wyszła z areny. Może by tak sobie kogoś znaleźć za Aishe... Wtedy Chung mnie szturchnął w ramię.
-Nie rozbieraj jej tak wzrokiem . - Zaśmiałem się.
-Daj spokój tylko spojrzałem.
-Jasne jasne. Dobra wchodzimy.
Dałem Camilli znać by nas zapisała. Nie czekaliśmy długo i dobrało nam dwóch wojowników RS i LK. No łatwiej być nie mogło. Bez patyczkowania się ruszyliśmy na nich i szybko zakończyliśmy walkę. Jak na złość, teraz dostrzegłem iż czarnowłosa mnie obserwuje. Puściłem do niej oko i się do mnie uśmiechnęła. Hoo może coś z tego będzie.. Przez kilka godzin z Chungiem obijaliśmy pseudo wojowników którzy myślą, że są super fajni. Gdy pokonaliśmy kolejną parę, ujrzałem Aishę wraz z tym kimś co stali razem przytuleni do siebie. Wkurzyło mnie to. Chung zauważył od razu że coś nie tak. Wejrzał tam gdzie ja i już wiedział o co mi chodzi. Dobrało nam walkę. Cóż współczuje tym gościom, bo na nich będę musiał się wyładować. Położyłem rękę na ramieniu przyjaciela i powiedziałem, że sam się nimi zajmę. Bez kłócenia się odparł, że mu to odpowiada i odszedł na bok. Usiadł sobie na broni i zaczął czytać książkę. Wszyscy oglądający byli zdziwieni co jest grane. Przeciwnicy co stali na przeciw mnie zaczęli się śmiać i wywyższać iż nie mam z nimi szans. No to się jeszcze okaże. Nie przykuwałem zbytniej uwagi, do tego co mówili, tylko przywołałem Cornwella. Od razu wtedy zamilkli i dostrzegłem w ich oczach przerażenie. Obróciłem miecz w ręce i ruszyłem w ich kierunku. Jedno odepchnąłem w bok, dzięki czemu szybko musiałem pozbyć się drugiego. Użyłem Blastinga na nim i poleciał kawałek dalej. Drugi zaatakował mnie od tyłu. Przywołałem cztery Cornwelle za sobą i przebiłem się przez niego. Od razu zacząłem moją serię ciosów i wykończyłem atak Cutterem. Podszedłem do niego, a ten zwijał się z bólu. Jeden z głowy, wejrzałem na drugiego. Zaczął panikować i wrzeszczeć na cały głos, że jestem potworem i że się poddaje. Camilla od razu zakończyła walkę przez, co wygraliśmy. Głupcy.. Myślą że tak łatwo pokonają Cornwella, nawet nie musiałem użyć na nich mocy Mrocznego. Odwołałem Cornwella i podszedłem do Chunga.
-Szybko się nimi zająłeś. - Zamknął książkę i schował, po czym wstał i wziął do ręki broń
-Wiadomo
Wyszliśmy z areny, a obok Camilli stała Aisha, która smutnym spojrzeniem patrzała na mnie. Zignorowałem to i z Chungiem udaliśmy się na miasto.
-Siema. - Usiadłem obok niego.
-Siema ema. Co taki zmachany jesteś? - Dopił napój co miał.
-Dziś trochę rzeczy porobiłem, wiesz sekrety, Henir.
-Aaa, no ja też właśnie wróciłem z Iluzji. - Zamówił u kelnerki 2 napoje co poprzednio.
-Byłeś na pvp może?
-Nie jeszcze nie, ale zamierzam tam iść. Jakiś nowy system Camilla opracowała, więc warto będzie go zobaczyć.
-No to super, powalczymy sobie z nieogarniętymi dzieciakami. - Chung się zaśmiał po czym kelnerka podała nam napoje co zamówił Chung. Sam nawet nie wiem co to jest, ale dobrze smakuje i nie powoduje efektów ubocznych.. - To co idziemy?
-Pewnie.
Zapłacił i skierowaliśmy się do Camilli. Dużo było ludzi, pewnie to z tego nowego systemu. Nie szło przejść dalej. Zdenerwowałem się trochę i powiedziałem 2 tony głośniej, by się zsunęli i od razu grupki dziewczyn i innych się przesunęli przy okazji witając, przepraszając i gratulując osiągnięć. Dotarliśmy do Camilli w końcu, przywitaliśmy się i obserwowaliśmy walkę co właśnie się rozgrywała. Akurat odbywała się walka 2v2, a najlepsze w tym wszystkim iż były 2 dziewczyny na 2 dziewczyny. Nawet ciekawie się oglądało nasze wojowniczki w akcji. Nie które na prawdę mi zaimponowały umiejętnościami. Szczęście w nieszczęściu iż walczyła dziewczyna, którą od dłuższego czasu obserwuje na pvp. Podobnie jak ja posługuje się dwoma mieczami. Imię też ma bardzo osobliwe Issabel. Krótkie, czarne włosy z grzywką po prawej stronie, zasłaniające jej twarz, ciemne oczy, spojrzenie w zależności od nastroju, jak każdy, podczas walki zdeterminowana i skupiona, średniego wzrostu, cicha i zamknięta w sobie. Specjalne umiejętności raz atakuje fizycznie raz duchowo. Jak się trafi na kogoś takiego pierwszy raz to nie wiadomo czego unikać, jednak z czasem idzie łatwo rozpracować osobę. Oparłem się bokiem o barierkę, Chung usiadł na niej i dalej przyglądaliśmy się walce. Ja bacznie obserwowałem każdy jej ruch. Popełniała jeszcze kilka błędów, jednak w sumie co mnie to obchodzi z czasem się wyuczy. W końcu walka dobiegła końca. Oczywiście Issabel z swoją przyjaciółką wygrały. Gdy kierowały się do wyjścia spojrzała w moją stronę, jakby wiedziała iż ją obserwowałem cała walkę. Nasze spojrzenia się wymieniły, po czym wyszła z areny. Może by tak sobie kogoś znaleźć za Aishe... Wtedy Chung mnie szturchnął w ramię.
-Nie rozbieraj jej tak wzrokiem . - Zaśmiałem się.
-Daj spokój tylko spojrzałem.
-Jasne jasne. Dobra wchodzimy.
Dałem Camilli znać by nas zapisała. Nie czekaliśmy długo i dobrało nam dwóch wojowników RS i LK. No łatwiej być nie mogło. Bez patyczkowania się ruszyliśmy na nich i szybko zakończyliśmy walkę. Jak na złość, teraz dostrzegłem iż czarnowłosa mnie obserwuje. Puściłem do niej oko i się do mnie uśmiechnęła. Hoo może coś z tego będzie.. Przez kilka godzin z Chungiem obijaliśmy pseudo wojowników którzy myślą, że są super fajni. Gdy pokonaliśmy kolejną parę, ujrzałem Aishę wraz z tym kimś co stali razem przytuleni do siebie. Wkurzyło mnie to. Chung zauważył od razu że coś nie tak. Wejrzał tam gdzie ja i już wiedział o co mi chodzi. Dobrało nam walkę. Cóż współczuje tym gościom, bo na nich będę musiał się wyładować. Położyłem rękę na ramieniu przyjaciela i powiedziałem, że sam się nimi zajmę. Bez kłócenia się odparł, że mu to odpowiada i odszedł na bok. Usiadł sobie na broni i zaczął czytać książkę. Wszyscy oglądający byli zdziwieni co jest grane. Przeciwnicy co stali na przeciw mnie zaczęli się śmiać i wywyższać iż nie mam z nimi szans. No to się jeszcze okaże. Nie przykuwałem zbytniej uwagi, do tego co mówili, tylko przywołałem Cornwella. Od razu wtedy zamilkli i dostrzegłem w ich oczach przerażenie. Obróciłem miecz w ręce i ruszyłem w ich kierunku. Jedno odepchnąłem w bok, dzięki czemu szybko musiałem pozbyć się drugiego. Użyłem Blastinga na nim i poleciał kawałek dalej. Drugi zaatakował mnie od tyłu. Przywołałem cztery Cornwelle za sobą i przebiłem się przez niego. Od razu zacząłem moją serię ciosów i wykończyłem atak Cutterem. Podszedłem do niego, a ten zwijał się z bólu. Jeden z głowy, wejrzałem na drugiego. Zaczął panikować i wrzeszczeć na cały głos, że jestem potworem i że się poddaje. Camilla od razu zakończyła walkę przez, co wygraliśmy. Głupcy.. Myślą że tak łatwo pokonają Cornwella, nawet nie musiałem użyć na nich mocy Mrocznego. Odwołałem Cornwella i podszedłem do Chunga.
-Szybko się nimi zająłeś. - Zamknął książkę i schował, po czym wstał i wziął do ręki broń
-Wiadomo
Wyszliśmy z areny, a obok Camilli stała Aisha, która smutnym spojrzeniem patrzała na mnie. Zignorowałem to i z Chungiem udaliśmy się na miasto.
Rozdział VI Bolesne przeżycia Wpis1
Obudziłem się późnym porankiem i zszedłem na dół do Ekko. Przywitała
mnie radośnie po czym dodała, że 2 dni leżałem u niej. 2 dni?!?!?! No to
pięknie... Zjadłem na szybko, co mi podała i chciałem czym prędzej
wrócić do Hamel. Gdy biegłem nagle mi się wspomniało.. Czemu ja biletu
nie kupię i od razu będę w Hamel? Wróciłem się do Aranki. Zakupiłem
bilet(czemu on taki drogi>.<) po czym od razu znalazłem się w
Hamel. Skierowałem się w stronę mieszkania Aishy. Zapewne się martwiła o
mnie... Szedłem przez ulice i wtedy zobaczyłem Aishe przytulającą się
do jakiegoś faceta. Przymrużyłem oczy i patrzałem na nich, krew się we
mnie zagotowała. Nie ma człowieka 2 dni, a ona sobie znajduje kogoś!?!?
Zaraz tam podejdę i zabije tego gościa, a Aishy to nie wiem co zrobię.
Chwyciłem za rękojeść miecza i skierowałem się w ich stronę. Wtedy
zatrzymał mnie Chung tłumacząc, że to nie tak jak myśli. A co ja mam
kurde myśleć, widząc swoją dziewczynę tulącą się z jakimś dupkiem!?!?!
Ominąłem go i skierowałem się do nich. Teraz znowu zatrzymał mnie
Raven...
-Elsword, musimy Ci coś wytłumaczyć. Wiem, że pewnie myślisz, iż Aishą Cię zdradziła, ale to nie tak. Chodź z nami, wyjaśnimy powoli co się stało.
-No ja myślę...
Odrzekłem gniewnie, nie mogłem znieść tego widoku. No szlak mnie trafi zaraz. Wtedy Aisha odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie. W jej oczach widać było smutek i jakby chciała mi powiedzieć, że nie miała wyboru. Gniewnie na nią patrzyłem i w końcu odwróciłem się i z resztą skierowaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Usiedliśmy w rogu. Oparłem lewą rękę o blat stołu, a drugą podpierałem twarz.
-Więc tak... Na początku gratuluje powodzenia Twojej misji. Mam nadzieję, że już wszystko w porządku.
-Ta.. - Odpowiedziałem niechętnie. Chung patrzał zdziwiony na nas. - Później Ci wyjaśnię. - Skinął głową i Raven zaczął dalej kontynuować.
-Teraz posłuchaj uważnie. Pamiętasz jak kilka dni przed tym wszystkim, co się z Tobą działo dochodziło do serii dziwnych zaginięć?
-Ta..
-Udało nam się mniej więcej zdobyć trop, kto to robi i...
-I?
-I jest to podejrzenie, że jest to ten facet co był dziś z Aishą. - Wejrzałem na niego złowrogo.
-To dlaczego skoro wiecie, że to on pozwalacie Aishy przebywać z tym debilem?!?! - Byłem wkurzony całą to sprawą
-Właśnie do tego zmierzam, nie mamy pewności że to on i.. Aisha albo inaczej. Chung.. - Wejrzał na Chunga.
-Więc.. Koleś ma słabość do dziewczyn i to one były głównie ofiarami napadów. Wyznaczono naszą paczkę do wyjaśnienie tej sprawy i dziewczyny zgodziły się iść jako przynętę tyle, że..
-Gościowi wpadła w oko Aisha nie Rena... I tu jest problem, bo Ty i Aisha jesteście razem..
-Mówiliśmy jej, by dała sobie spokój, bo się wkurzysz o to i jak wrócisz to nie pozwolisz jej dokończyć misji..
-Ale ona się zgodziła i powiedziała, że potem Ci wytłumaczy.
-Aha. .- Jedyne co zrozumiałem z tego wszystkiego to to, że jest gość który porywa kobiety i nie wiadomo co z nimi robi, znaleźli trop na niego, ma słabość do dziewczyn i Aisha zgodziła się iść na przynętę, gdy złapał haczyk... Nie nie i jeszcze raz nie! Dopóki ona jest moja nie pozwolę jej na takie misje chodzić!! - To sobie z nią porozmawiam jak skończy go zabawiać.
Odrzekłem chłodno. Wtajemniczyli mnie bardziej w tę misję. No i teraz wiem o co chodzi. Podziękowałem im i skierowałem się do domu. Nadal we mnie krew się gotowała. Dlaczego do cholery ona to zrobiła!? Było późne południe jak wróciłem do domu. Położyłem się na kanapie i nawet nie wiem kiedy zdrzemnąłem się trochę. Gdy wstałem był już wieczór. Udałem się zjeść kolację, a następnie wróciłem do salonu i tam czytałem książki o sztukach walki mieczem. Położyłem się na kanapę i wertowałem lekturę. Po kilkunastu minutach rozległo się pukanie do drzwi.
-Ma Pan gościa.
-Kogo?
-Aisha przyszła Pana odwiedzić . - Dźwignąłem się jak oparzony i wejrzałem w stronę drzwi. Stała w nich Aisha.
-Zostaw nas.
Aisha weszła do salonu z spuszczoną głową, a lokaj wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-Siadaj . - Odrzekłem chłodno. Teraz ma mi wszystko wyśpiewać albo nie daruję. Zrobiła co jej kazałem. - Masz mi może coś do powiedzenia?
-Zapewne Raven i Chung wystarczająco Cię wtajemniczyli w ten temat... - Odrzekła cicho wystraszonym tonem.
-Aisha do cholery jasnej czy Ty zdajesz sobie sprawę w coś Ty się wpakowała?!?! Wiedziałaś dobrze, że mnie to wkurzy, a jednak mimo to zrobiłaś to!! - No na spokojnie z nią nie będę rozmawiać, bo by nie dotarło. Ona jest taka kurde uparta!!! Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji niektórych rzeczy!
-Nie krzycz po mnie! - Wstała i krzyknęła w moją stronę. Podszedłem do niej i złapałem ją za ramiona.
-A niby co mam na spokojnie przyjąć do wiadomości, że będziesz się zabawiać z jakimś dupkiem, a ja będę stać z boku i się temu przyglądać!?
-Sama podjęłam taką decyzję i wiem, że sobie poradzę! Nikt Ci nie każe na to patrzeć!
-Dopóki jesteś moją dziewczyną, nie zezwalam Ci na tę misję i masz z niej zrezygnować jutro. - Spuściłem ton i mówiłem już normalnie, przynajmniej teraz
-Co?! Chyba żartujesz?!
-Powtarzać się nie będę.
-Nie zrezygnuje. - Patrzałem jej w oczy. Jej spojrzenie było zdeterminowane. Rzadko spotykam ją taką pewną siebie.
-Zrezygnujesz albo zrobię to za Ciebie.
-Nie będziesz mi mówić, co mam robić! - Wyrwała się z uścisku.
-Będę mówić, bo jesteś głupia! Ryzykujesz własnym życiem zapominając o nas ! - Znowu zostałem zmuszony do podniesienia tonu.
-Dam sobie radę! Nie jestem słabym dzieckiem!
-Co jest dla Ciebie ważniejsze ja czy durna misja?!
-Nie stawiaj mnie w takiej sytuacji... - Spuściła głowę w dół najwidoczniej zesmutniała.
-Odpowiedz mi na pytanie, co jest dla ciebie kurwa ważniejsze?!
-Przestań się na mnie wydzierać!!!! - Krzyknęła z łzami w oczach.
-To mi odpowiedz! - Patrzeliśmy na siebie. Ona zalana łzami, ja kipiałem gniewem. Przetarła łzy rękawem i spojrzała na mnie zdenerwowana z pewnym siebie spojrzeniem.
-Misja jest dla mnie ważniejsza . - To teraz mnie zatkało. Patrzałem na nią lekko zdziwiony.. Ona... Dla niej... Skierowałem wzrok w ziemię. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Pierwszy raz to ona mnie zraniła.. Tak boleśnie... Więc zawsze byłem u niej na drugim miejscu... Przemknęło mi masę wspomnienie w jednej chwili, tyle pytań, emocji.. Nigdy wcześniej się tak źle nie czułem.. Zabolało mnie wewnątrz.. Jej słowa... Niczym nóż zraniły moje serce.. Spojrzałem na nią smutnym, gniewnym spojrzeniem. Uderzyłem ją w twarz tak mocno, że przewróciła się na szklany stół.
-Wyjdź... Wyjdź i więcej nie wracaj. - Odrzekłem spokojnym, drżącym tonem. Trzymała się w miejsce, w które ją uderzyłem. Spojrzała na mnie z smutkiem w oczach.- To koniec z nami Aisha. - Otwarła oczy z zdziwienia, a ja odwróciłem się i skierowałem się do drzwi prowadzące na korytarz.
-Co.. Elsword zaczekaj! - Podbiegła do mnie i złapała za rękę. Od razu ją odepchnąłem.
-Nie chce mieć z Tobą nic wspólnego
-Ale.. - Nie wiedziała co powiedzieć.
-Nie ma żadnego ale, jeśli tak stawiasz sytuację dobrze, niech Ci będzie. Jesteś teraz wolna i rób co chcesz, mało mnie to obchodzi. - Ciężko mi było cokolwiek mówić, byłem doszczętnie zdruzgotany, załamany...
-Ja..
-WYJDŹ!
Krzyknąłem na nią i parę łez spłynęło mi po twarzy. Wystraszona tym wszystkim spojrzała na mnie. Chyba pierwszy raz widziała bym to ja płakał.. Ale już dłużej nie mogłem, to było.. To zbyt wiele.. Rozpłakana wybiegła z salonu, z domu. Skierowałem się do pokoju i tam rozpłakałem się jak dziecko, któremu zabrano zabawkę. Dlaczego ona mi to zrobiła... No cholera dlaczego!!!!
-Elsword, musimy Ci coś wytłumaczyć. Wiem, że pewnie myślisz, iż Aishą Cię zdradziła, ale to nie tak. Chodź z nami, wyjaśnimy powoli co się stało.
-No ja myślę...
Odrzekłem gniewnie, nie mogłem znieść tego widoku. No szlak mnie trafi zaraz. Wtedy Aisha odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie. W jej oczach widać było smutek i jakby chciała mi powiedzieć, że nie miała wyboru. Gniewnie na nią patrzyłem i w końcu odwróciłem się i z resztą skierowaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Usiedliśmy w rogu. Oparłem lewą rękę o blat stołu, a drugą podpierałem twarz.
-Więc tak... Na początku gratuluje powodzenia Twojej misji. Mam nadzieję, że już wszystko w porządku.
-Ta.. - Odpowiedziałem niechętnie. Chung patrzał zdziwiony na nas. - Później Ci wyjaśnię. - Skinął głową i Raven zaczął dalej kontynuować.
-Teraz posłuchaj uważnie. Pamiętasz jak kilka dni przed tym wszystkim, co się z Tobą działo dochodziło do serii dziwnych zaginięć?
-Ta..
-Udało nam się mniej więcej zdobyć trop, kto to robi i...
-I?
-I jest to podejrzenie, że jest to ten facet co był dziś z Aishą. - Wejrzałem na niego złowrogo.
-To dlaczego skoro wiecie, że to on pozwalacie Aishy przebywać z tym debilem?!?! - Byłem wkurzony całą to sprawą
-Właśnie do tego zmierzam, nie mamy pewności że to on i.. Aisha albo inaczej. Chung.. - Wejrzał na Chunga.
-Więc.. Koleś ma słabość do dziewczyn i to one były głównie ofiarami napadów. Wyznaczono naszą paczkę do wyjaśnienie tej sprawy i dziewczyny zgodziły się iść jako przynętę tyle, że..
-Gościowi wpadła w oko Aisha nie Rena... I tu jest problem, bo Ty i Aisha jesteście razem..
-Mówiliśmy jej, by dała sobie spokój, bo się wkurzysz o to i jak wrócisz to nie pozwolisz jej dokończyć misji..
-Ale ona się zgodziła i powiedziała, że potem Ci wytłumaczy.
-Aha. .- Jedyne co zrozumiałem z tego wszystkiego to to, że jest gość który porywa kobiety i nie wiadomo co z nimi robi, znaleźli trop na niego, ma słabość do dziewczyn i Aisha zgodziła się iść na przynętę, gdy złapał haczyk... Nie nie i jeszcze raz nie! Dopóki ona jest moja nie pozwolę jej na takie misje chodzić!! - To sobie z nią porozmawiam jak skończy go zabawiać.
Odrzekłem chłodno. Wtajemniczyli mnie bardziej w tę misję. No i teraz wiem o co chodzi. Podziękowałem im i skierowałem się do domu. Nadal we mnie krew się gotowała. Dlaczego do cholery ona to zrobiła!? Było późne południe jak wróciłem do domu. Położyłem się na kanapie i nawet nie wiem kiedy zdrzemnąłem się trochę. Gdy wstałem był już wieczór. Udałem się zjeść kolację, a następnie wróciłem do salonu i tam czytałem książki o sztukach walki mieczem. Położyłem się na kanapę i wertowałem lekturę. Po kilkunastu minutach rozległo się pukanie do drzwi.
-Ma Pan gościa.
-Kogo?
-Aisha przyszła Pana odwiedzić . - Dźwignąłem się jak oparzony i wejrzałem w stronę drzwi. Stała w nich Aisha.
-Zostaw nas.
Aisha weszła do salonu z spuszczoną głową, a lokaj wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-Siadaj . - Odrzekłem chłodno. Teraz ma mi wszystko wyśpiewać albo nie daruję. Zrobiła co jej kazałem. - Masz mi może coś do powiedzenia?
-Zapewne Raven i Chung wystarczająco Cię wtajemniczyli w ten temat... - Odrzekła cicho wystraszonym tonem.
-Aisha do cholery jasnej czy Ty zdajesz sobie sprawę w coś Ty się wpakowała?!?! Wiedziałaś dobrze, że mnie to wkurzy, a jednak mimo to zrobiłaś to!! - No na spokojnie z nią nie będę rozmawiać, bo by nie dotarło. Ona jest taka kurde uparta!!! Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji niektórych rzeczy!
-Nie krzycz po mnie! - Wstała i krzyknęła w moją stronę. Podszedłem do niej i złapałem ją za ramiona.
-A niby co mam na spokojnie przyjąć do wiadomości, że będziesz się zabawiać z jakimś dupkiem, a ja będę stać z boku i się temu przyglądać!?
-Sama podjęłam taką decyzję i wiem, że sobie poradzę! Nikt Ci nie każe na to patrzeć!
-Dopóki jesteś moją dziewczyną, nie zezwalam Ci na tę misję i masz z niej zrezygnować jutro. - Spuściłem ton i mówiłem już normalnie, przynajmniej teraz
-Co?! Chyba żartujesz?!
-Powtarzać się nie będę.
-Nie zrezygnuje. - Patrzałem jej w oczy. Jej spojrzenie było zdeterminowane. Rzadko spotykam ją taką pewną siebie.
-Zrezygnujesz albo zrobię to za Ciebie.
-Nie będziesz mi mówić, co mam robić! - Wyrwała się z uścisku.
-Będę mówić, bo jesteś głupia! Ryzykujesz własnym życiem zapominając o nas ! - Znowu zostałem zmuszony do podniesienia tonu.
-Dam sobie radę! Nie jestem słabym dzieckiem!
-Co jest dla Ciebie ważniejsze ja czy durna misja?!
-Nie stawiaj mnie w takiej sytuacji... - Spuściła głowę w dół najwidoczniej zesmutniała.
-Odpowiedz mi na pytanie, co jest dla ciebie kurwa ważniejsze?!
-Przestań się na mnie wydzierać!!!! - Krzyknęła z łzami w oczach.
-To mi odpowiedz! - Patrzeliśmy na siebie. Ona zalana łzami, ja kipiałem gniewem. Przetarła łzy rękawem i spojrzała na mnie zdenerwowana z pewnym siebie spojrzeniem.
-Misja jest dla mnie ważniejsza . - To teraz mnie zatkało. Patrzałem na nią lekko zdziwiony.. Ona... Dla niej... Skierowałem wzrok w ziemię. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Pierwszy raz to ona mnie zraniła.. Tak boleśnie... Więc zawsze byłem u niej na drugim miejscu... Przemknęło mi masę wspomnienie w jednej chwili, tyle pytań, emocji.. Nigdy wcześniej się tak źle nie czułem.. Zabolało mnie wewnątrz.. Jej słowa... Niczym nóż zraniły moje serce.. Spojrzałem na nią smutnym, gniewnym spojrzeniem. Uderzyłem ją w twarz tak mocno, że przewróciła się na szklany stół.
-Wyjdź... Wyjdź i więcej nie wracaj. - Odrzekłem spokojnym, drżącym tonem. Trzymała się w miejsce, w które ją uderzyłem. Spojrzała na mnie z smutkiem w oczach.- To koniec z nami Aisha. - Otwarła oczy z zdziwienia, a ja odwróciłem się i skierowałem się do drzwi prowadzące na korytarz.
-Co.. Elsword zaczekaj! - Podbiegła do mnie i złapała za rękę. Od razu ją odepchnąłem.
-Nie chce mieć z Tobą nic wspólnego
-Ale.. - Nie wiedziała co powiedzieć.
-Nie ma żadnego ale, jeśli tak stawiasz sytuację dobrze, niech Ci będzie. Jesteś teraz wolna i rób co chcesz, mało mnie to obchodzi. - Ciężko mi było cokolwiek mówić, byłem doszczętnie zdruzgotany, załamany...
-Ja..
-WYJDŹ!
Krzyknąłem na nią i parę łez spłynęło mi po twarzy. Wystraszona tym wszystkim spojrzała na mnie. Chyba pierwszy raz widziała bym to ja płakał.. Ale już dłużej nie mogłem, to było.. To zbyt wiele.. Rozpłakana wybiegła z salonu, z domu. Skierowałem się do pokoju i tam rozpłakałem się jak dziecko, któremu zabrano zabawkę. Dlaczego ona mi to zrobiła... No cholera dlaczego!!!!
Wpis24 Oczami Chunga
Gdy wyszliśmy z kawiarni, pożegnałem się z Elsem i Aishą. Udałem się do
swojego domu. Nie podobała mi się ta pogoda. Wszedłem do domu
przemoknięty do suchej nitki. Szybko się przebrałem i udałem się do
pomieszczenia treningowego. Do późnego wieczora trenowałem swoją
celność, jak i używanie niektórych ataków. Gdy wyszedłem i skierowałem
się na górę zdjęcie całej naszej szóstki, które stało na komodzie
pęknęło. Spojrzałem na nie i wziąłem do ręki. Na dodatek pęknięcie jest
akurat na Ammo, to musi być jakiś znak.. Coś się musiało wydarzyć..
Jutro koniecznie do niego pójdę.
Następnego ranka promienie słońca świeciły mi po twarzy przez co zostałem zmuszony do wstania. Wyjrzałem przez okno. Na zewnątrz ładna pogoda się szykuje. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i udałem się do Elsworda albo był taki zamiar. Gdy przechodziłem przez rynek zaczepiła mnie grupka dziewczyn. Ja nie wiem jak on z tym wytrzymuje.. Pytały mnie o same głupoty w sumie. No a ja, że jestem zbyt dobrym człowiekiem nie umiałem powiedzieć, żeby dały mi spokój czy coś. Jednak z opresji wyrwała mnie Daisy, kazała mi się zgłosić do Penentia. Miał niby misje dla mnie. Od razu przeprosiłem dziewczyny i skierowałem się do szefa Bractwa Czerwonych Rycerzy<tak to chyba leciałoxd>. Stała tam nazwana przez Ammo "fanatyczka". Podszedłem bliżej.
-W końcu jesteś Chung. Mam misję dla Ciebie i Sayuri. - A kto to ta Sayuri? Chyba to ona... Wejrzałem na nią. Po chwili Penentio zaczął nam wyjaśniać o co chodzi.
-Czyli innymi słowy mamy znaleźć ten zwój i go przynieść?
-Tak. Jest on bardzo ważny.
-Od razu się tam udamy. Sayuri będę czekać przy bramie wyjściowej.
Odrzekłem i skierowałem się tam. Po kilkunastu minutach przyszła. Wejrzała na mnie i zaraz wbiła wzrok w ziemię, odgarniając długie włosy, co spadły jej na twarz za plecy. Ruszyła przed siebie, a ja za nią. Nie wiem czemu ale coś czuje, że ciężko będzie mi się z nią współpracować. Szliśmy drogą w ciszy. Osobiście mi to nie przeszkadzało, bo z natury jestem cichym człowiekiem, zresztą dziwne by mi się z nią rozmawiało, jak ledwo słowo wydusić umie w mojej obecności. W końcu dotarliśmy na miejsce. Duża skała i powinna być tu jaskinia więc czemu jej nie ma? Czyżby demony zawaliły wejście? Nie nie, jeśli by tak było to by były ślady po tym. Sayuri zbadała dużą skałę z każdej strony, aż w końcu wylądowała na ziemi i podeszła do mnie.
-Niczego tu nie ma.
-Dziwne..
Myślałem nad tym intensywnie musi być jakaś odpowiedź. Podeszliśmy do skały. Dotknąłem ręką jeden z odstających kamieni i zapadł się w dół. Po chwili, pod nami otworzyła się klapa i zlecieliśmy na dół. Gdy otwarłem oczy zobaczyłem, iż leże na nazoidce, a ta patrzy na mnie w szoku z rumieńcami na twarzy. Zmieszała mnie ta cała akcja. Od razu ją przeprosiłem i zszedłem z niej. Pomogłem jej wstać. Głupio mi było cokolwiek powiedzieć, tak jak i ona. Rzuciłem szybko, że powinniśmy się rozejrzeć. Skinęła głową i rozglądaliśmy się. Poszedłem w lewo a ona w prawo. Nie było tu ani żywego ducha, tylko odgłosy kapiącej wody z stropu. Nagle usłyszałem krzyk Sayuri, od razu pobiegłem w jej stronę i tam ujrzałem grupę demonów. Podszedłem do niej i załadowałem amunicje do mojego działa.
-Gotowa?
-Jeszcze pytasz.
Ruszyliśmy na bandę demonów i po kolei je eliminowaliśmy. Dzięki wczorajszemu treningowi moja celność znacznie wzrosła i każdy strzał trafiał w wroga. Gdy pokonaliśmy grupę demonów, z ciemności jaskini wychodziły kolejne. Ile ich się tam na gnieździło? Sayuri włączyła jakiś dziwny tryb, przyglądałem jej się uważnie. Po chwili rozległ się głos "Giga Stream" i wystrzeliła przed siebie pocisk. Zatkało mnie. Co prawda znałem ten atak, ale za każdym razem byłem pod wrażeniem jego siły. Jednak ten atak nie wystarczył wychodziły kolejne i kolejne grupy demonów. Nie czekając dłużej uklękłem na ziemi i ładowałem amunicję do działka.
-Co Ty robisz nie mamy czasu! Zaraz nas zabiją! - Krzyknęła w moją stronę. Gdy skończyłem zatrzasnąłem magazynek i uśmiechnąłem się do niej.
-Zaraz my ich zabijemy.
Uaktywniłem tryb Berserka, odwróciłem się plecami do niech i użyłem mojego ataku Dread Chase. Wystrzeliłem cała amunicję co miałem a pociski skierowały się w stronę demonów. Gdy się odwróciłem zobaczyłem tylko unoszący się kurz. Nazoidka przyglądała mi się. Skierowałem wzrok na nią, a ona automatycznie odwróciła głowę i patrzała na to co zostało z demonów, czyli nic. Podszedłem do niej i położyłem rękę na ramieniu. Wzdrygnęła się.
-Wszystko w porządku?
-Tak tak, nic mi nie jest. - Zmieszana aż do bólu.
-Chcesz mi coś powiedzieć? - Chyba za mocno na nią naciskam, ale dziwnie się czuje walcząc z kimś kto nie wiem wstydzi się na mnie patrzeć?
-Ni.. ee..
No nic nie będę jej męczył dalej. Dezaktywowałem tryb Berserka i ruszyliśmy dalej przed siebie. Gdy szliśmy w dali ujrzeliśmy jasne światełko. Pobiegliśmy tam i za światłem znajdowała się.. Dolina? Co to za miejsce? Byłem w szoku. Taki piękny krajobraz w tak mrocznej jaskini. Rozglądaliśmy się we wszystkie strony, aż w końcu na środku ujrzałem kamień, a na nim leżał jakiś zwój. Chyba o ten chodziło. Podeszliśmy tam z Sayuri. Wziąłem zwój do ręki, wejrzałem na nią, ona na mnie i skinęła głową. Schowałem go do mojego działa, raczej demonów już nie spotkamy, a jak tak to najwyżej wystrzelę zwój i tyle.. Udaliśmy się z powrotem do Hamel. Znowu martwa cisza podczas drogi. Przyśpieszyłem kroku i szedłem obok niej.
-Na pewno nie chcesz mi nic powiedzieć? Przecież Ci nie zjem.
-To.. Nie jest takie proste..
-To znaczy, co nie jest? - Może w końcu coś wyduszę.
-Bo widzisz ja..
-No? - Patrzałem na nią i czekałem na odpowiedź.
-Albo nie ważne w sumie..
Ah tak blisko kurde!!!!!! Gdy w końcu dotarliśmy do Hamel oddałem zwój Penentio i podziękował nam. Pożegnaliśmy się i z Sayuri odeszliśmy kawałek od niego. Wtedy nie wiem co się stało, ale nagle nazoidka mnie przytuliła i wyszeptała na szybko, że jej się podobam i chciała by się zaprzyjaźnić. W końcu!!!! Przecież nic w tym dziwnego więc skąd takie akcje... Gdy odsunęła się ode mnie założyłem jej włosy za ucho i powiedziałem, iż nie widzę w tym problemu. Uśmiechnąłem się do niej, a ona zrobiła to samo. Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się w swoje strony.
Następnego ranka promienie słońca świeciły mi po twarzy przez co zostałem zmuszony do wstania. Wyjrzałem przez okno. Na zewnątrz ładna pogoda się szykuje. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i udałem się do Elsworda albo był taki zamiar. Gdy przechodziłem przez rynek zaczepiła mnie grupka dziewczyn. Ja nie wiem jak on z tym wytrzymuje.. Pytały mnie o same głupoty w sumie. No a ja, że jestem zbyt dobrym człowiekiem nie umiałem powiedzieć, żeby dały mi spokój czy coś. Jednak z opresji wyrwała mnie Daisy, kazała mi się zgłosić do Penentia. Miał niby misje dla mnie. Od razu przeprosiłem dziewczyny i skierowałem się do szefa Bractwa Czerwonych Rycerzy<tak to chyba leciałoxd>. Stała tam nazwana przez Ammo "fanatyczka". Podszedłem bliżej.
-W końcu jesteś Chung. Mam misję dla Ciebie i Sayuri. - A kto to ta Sayuri? Chyba to ona... Wejrzałem na nią. Po chwili Penentio zaczął nam wyjaśniać o co chodzi.
-Czyli innymi słowy mamy znaleźć ten zwój i go przynieść?
-Tak. Jest on bardzo ważny.
-Od razu się tam udamy. Sayuri będę czekać przy bramie wyjściowej.
Odrzekłem i skierowałem się tam. Po kilkunastu minutach przyszła. Wejrzała na mnie i zaraz wbiła wzrok w ziemię, odgarniając długie włosy, co spadły jej na twarz za plecy. Ruszyła przed siebie, a ja za nią. Nie wiem czemu ale coś czuje, że ciężko będzie mi się z nią współpracować. Szliśmy drogą w ciszy. Osobiście mi to nie przeszkadzało, bo z natury jestem cichym człowiekiem, zresztą dziwne by mi się z nią rozmawiało, jak ledwo słowo wydusić umie w mojej obecności. W końcu dotarliśmy na miejsce. Duża skała i powinna być tu jaskinia więc czemu jej nie ma? Czyżby demony zawaliły wejście? Nie nie, jeśli by tak było to by były ślady po tym. Sayuri zbadała dużą skałę z każdej strony, aż w końcu wylądowała na ziemi i podeszła do mnie.
-Niczego tu nie ma.
-Dziwne..
Myślałem nad tym intensywnie musi być jakaś odpowiedź. Podeszliśmy do skały. Dotknąłem ręką jeden z odstających kamieni i zapadł się w dół. Po chwili, pod nami otworzyła się klapa i zlecieliśmy na dół. Gdy otwarłem oczy zobaczyłem, iż leże na nazoidce, a ta patrzy na mnie w szoku z rumieńcami na twarzy. Zmieszała mnie ta cała akcja. Od razu ją przeprosiłem i zszedłem z niej. Pomogłem jej wstać. Głupio mi było cokolwiek powiedzieć, tak jak i ona. Rzuciłem szybko, że powinniśmy się rozejrzeć. Skinęła głową i rozglądaliśmy się. Poszedłem w lewo a ona w prawo. Nie było tu ani żywego ducha, tylko odgłosy kapiącej wody z stropu. Nagle usłyszałem krzyk Sayuri, od razu pobiegłem w jej stronę i tam ujrzałem grupę demonów. Podszedłem do niej i załadowałem amunicje do mojego działa.
-Gotowa?
-Jeszcze pytasz.
Ruszyliśmy na bandę demonów i po kolei je eliminowaliśmy. Dzięki wczorajszemu treningowi moja celność znacznie wzrosła i każdy strzał trafiał w wroga. Gdy pokonaliśmy grupę demonów, z ciemności jaskini wychodziły kolejne. Ile ich się tam na gnieździło? Sayuri włączyła jakiś dziwny tryb, przyglądałem jej się uważnie. Po chwili rozległ się głos "Giga Stream" i wystrzeliła przed siebie pocisk. Zatkało mnie. Co prawda znałem ten atak, ale za każdym razem byłem pod wrażeniem jego siły. Jednak ten atak nie wystarczył wychodziły kolejne i kolejne grupy demonów. Nie czekając dłużej uklękłem na ziemi i ładowałem amunicję do działka.
-Co Ty robisz nie mamy czasu! Zaraz nas zabiją! - Krzyknęła w moją stronę. Gdy skończyłem zatrzasnąłem magazynek i uśmiechnąłem się do niej.
-Zaraz my ich zabijemy.
Uaktywniłem tryb Berserka, odwróciłem się plecami do niech i użyłem mojego ataku Dread Chase. Wystrzeliłem cała amunicję co miałem a pociski skierowały się w stronę demonów. Gdy się odwróciłem zobaczyłem tylko unoszący się kurz. Nazoidka przyglądała mi się. Skierowałem wzrok na nią, a ona automatycznie odwróciła głowę i patrzała na to co zostało z demonów, czyli nic. Podszedłem do niej i położyłem rękę na ramieniu. Wzdrygnęła się.
-Wszystko w porządku?
-Tak tak, nic mi nie jest. - Zmieszana aż do bólu.
-Chcesz mi coś powiedzieć? - Chyba za mocno na nią naciskam, ale dziwnie się czuje walcząc z kimś kto nie wiem wstydzi się na mnie patrzeć?
-Ni.. ee..
No nic nie będę jej męczył dalej. Dezaktywowałem tryb Berserka i ruszyliśmy dalej przed siebie. Gdy szliśmy w dali ujrzeliśmy jasne światełko. Pobiegliśmy tam i za światłem znajdowała się.. Dolina? Co to za miejsce? Byłem w szoku. Taki piękny krajobraz w tak mrocznej jaskini. Rozglądaliśmy się we wszystkie strony, aż w końcu na środku ujrzałem kamień, a na nim leżał jakiś zwój. Chyba o ten chodziło. Podeszliśmy tam z Sayuri. Wziąłem zwój do ręki, wejrzałem na nią, ona na mnie i skinęła głową. Schowałem go do mojego działa, raczej demonów już nie spotkamy, a jak tak to najwyżej wystrzelę zwój i tyle.. Udaliśmy się z powrotem do Hamel. Znowu martwa cisza podczas drogi. Przyśpieszyłem kroku i szedłem obok niej.
-Na pewno nie chcesz mi nic powiedzieć? Przecież Ci nie zjem.
-To.. Nie jest takie proste..
-To znaczy, co nie jest? - Może w końcu coś wyduszę.
-Bo widzisz ja..
-No? - Patrzałem na nią i czekałem na odpowiedź.
-Albo nie ważne w sumie..
Ah tak blisko kurde!!!!!! Gdy w końcu dotarliśmy do Hamel oddałem zwój Penentio i podziękował nam. Pożegnaliśmy się i z Sayuri odeszliśmy kawałek od niego. Wtedy nie wiem co się stało, ale nagle nazoidka mnie przytuliła i wyszeptała na szybko, że jej się podobam i chciała by się zaprzyjaźnić. W końcu!!!! Przecież nic w tym dziwnego więc skąd takie akcje... Gdy odsunęła się ode mnie założyłem jej włosy za ucho i powiedziałem, iż nie widzę w tym problemu. Uśmiechnąłem się do niej, a ona zrobiła to samo. Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się w swoje strony.
Wpis23
Na środku pojawiły się dwa kamienie. Jeden biały, drugi czarny.
Domyśliłem się, że biały należy do Cornwella, a czarny do mrocznego
"ja". Przypomniała mi się sytuacja z dawnych lat, gdy dostałem kamień
Cornwella, było teraz tak samo.. Spojrzałem na Cornwella.
-Czy dalej będziesz użyczać mi swojej mocy Cornwellu? - Tym razem to ja musiałem pytać się czy nadal będzie mi pomagać.
-Tak, na początku obiecałem Ci wierność i pomoc. Nie zmieniam zdania w tym wypadku. - Skinąłem głową i wejrzałem na drugą postać. Wyglądał tak samo jak ja tylko miał zmienioną lewą stronę twarzy.
-Jak mam się do Ciebie zwracać? - Mimo iż tyle już jest we mnie nie znam jego imienia, dziwne...
-Mroczny wystarczy. Zresztą na co Ci moje imię ? - Odrzekł z widocznym niezadowoleniem.
-Bo jesteś moim lustrzanym mrocznym odbiciem i korzystam z Twoich umiejętności.
-Haha jesteś śmieszny. Po co w ogóle ta cała zabawa? - Rozejrzał się do o koła. Bawiła go ta cała sytuacja, interesujące. - Ty naprawdę myślisz że nagniesz moją wole do Twojej i będę służyć jak posłuszny piesek? Niezły żart. - Zaczął się śmiać. Teraz jest okazja by z nim porozmawiać i dowiedzieć się czegoś. Nie mogę tego zepsuć.
-Dlaczego tak uparcie dążysz do przejęcia mnie? - Wejrzał na mnie z wrednym uśmieszkiem.
-A co w tym złego? Ja pragnę władzy i podziwianie tego jak świat się zmienia, a żeby to osiągnąć potrzebuje ludzkie ciało i to nie byle jakie. Chce kontroli zarówno nad Tobą jak i nad nim. - Wskazał ręką na staruszka.
-Skoro tak bardzo tego chcesz to dlaczego sam tego nie osiągniesz, tylko zakaziłeś Cornwella i by uwolnić go z mroku musiał część wstrzykiwać we mnie. Czyżbyś nie był aż tak silny by zrealizować swoje pragnienie i musiał nas w to wplątać? - Zacisnął pięść, wyglądało jakby zaraz miał nas tu pozabijać.
-Nie pogrywaj sobie ze mną smarkaczu! To dzięki mnie tyle osiągnąłeś i możesz materializować Cornwelle w nieskończoność!
-I jestem Ci za to wdzięczny, jednak..
-Dlaczego tak bardzo chcesz przejąć ciało chłopca? Czemu nie możesz być posłuszny i oddawać mu mocy bez żadnych efektów ubocznych?
-Żartujesz sobie ze mnie?! Jestem mrokiem, złem i mam się dać jakiemuś gówniarzowi!? - Zaraz podejdę i mu przyłożę.. Doigra się za te słowa. Zasrany mrok.. Strasznie nerwowy, choćby ja. Słowa staruszka jak i rozpoczęcie tematu najwidoczniej go zdenerwowały.
-Skoro jest gówniarzem, to dlaczego jego wybrałeś, a nie innego wojownika? - Mocno na niego naciska, może coś wydusi.
- Ponieważ on ma spory potencjał i pragnienie bycia silniejszym, dlatego go wybrałem!
-A co zrobisz jeśli wyrzeknie się Twoich mocy? - Przymrużył oczy i patrzał gniewnie na Cornwella. Co on robi tak właściwie? Choćby świat się walił nie wyrzekłbym się tych mrocznych mocy. Ciekaw jestem jak dalej potoczy się ta rozmowa.. Postawił go w trudnej sytuacji.
-Nigdy by tego nie zrobił! Za dużo ma do stracenia!
-Jakoś wcześniej sami dobrze sobie radziliśmy więc..
-ZAMKNIJ SIĘ!! TY nic nie rozumiesz!
-Więc to tak.. - Staruszek i Mroczny spojrzeli na mnie. - Boisz się, że przestanę korzystać z Twoich umiejętności i pójdziesz w cień, a przez to będziesz czuć się zbędny i niepotrzebny, gdy Ty pragniesz walki, poznawania świata i obserwowania zmian w nich zachodzących, jednak nie możesz tego osiągnąć bez ludzkiego ciała, bo jesteś duchem, dlatego też chcesz przejąć mnie by na własnej skórze poczuć to wszystko, tyle że, gdybyś oddawał mi swoje moce bez swoich sztuczek jak Cornwell, to byś doznawał to samo co ja. Możesz mi nie wierzyć, więc spytaj Cornwella jak to jest. - Nastała cisza, nikt nic nie mówił. Staruszek uśmiechnął się i skierował wzrok na Mrocznego, który usiadł na ziemi i zakrył twarz w rękach.
-Elsword ma rację, pomimo iż w rzeczywistym świecie jestem tylko mieczem, to odczuwam te same emocje podczas walki i obserwuje ten świat razem z nim, w jego podświadomości. Wiele już przeszliśmy.
-Cornwell jest dla mnie jak drugi ojciec, z którym zawsze mogę porozmawiać o wszystkim i mogę liczyć na pomoc. Obserwuje moje zmiany i postępy. - Mroczny spojrzał na mnie, potem na Cornwella i znowu na mnie.
-Nie wyrzekniesz się moich mocy i pozwolisz bym też mógł doświadczać to co on? - Spokojnie spytał z nutą niepokoju.
-Jeśli obiecasz iż zaprzestaniesz próby przejęcia mnie i Cornwella, wtedy będziesz mógł żyć i doświadczać to co on. - Założył ręce i zaczął intensywnie myśleć.
- Zgoda niech Ci będzie. - W końcu koniec zmartwień!
-Więc Mroczny, będziesz użyczać mi swoich umiejętności bez żadnych sztuczek?
-Tak.
Oby dwa kamienie połączyły się w jeden. Z kamienie rozbłysnęło jasne światło, który mnie jak i ich oślepiło. Gdy światło znikło znaleźliśmy się w pokoju, gdzie spotykałem się z Cornwellem. Bariera która oddzielała Mrocznego od Cornwella znikła, a zamiast nich były drzwi. Udaliśmy się tam. Za drzwiami znajdował się podobny pokój do staruszka. Teraz jak będę mieć sprawę do któregoś z nich, mogę na spokojnie porozmawiać na osobności.
-W końcu nie ma tej przeklętej bariery . - Rozwalił się wygodnie na fotelu i nie zamierzał szybko z niego z chodzić.
-To was zostawię i wracam do siebie.
Pożegnałem się i skierowałem do wyjścia. Liczę, że się dogadają i nie będzie żadnych sporów. W końcu wszystko się ułożyło. Wróciłem do rzeczywistości. Symbol pode mną zniknął, a miejsce, w którym się znajdowałem jest taka sama jak wcześniej. Po kilku minutach weszła Ekko i gdy mnie ujrzała uśmiechnęła się. Podeszła do mnie i pogratulowała "zwycięstwa". Byłem strasznie zmęczony, spytałem czy ma jakieś wolne pokoje bo dłużej stać nie dam rady. Skinęła głową i zaprowadziła do wolnego pokoju. Tam padnięty położyłem się i w kilka minut zasnąłem.
-Czy dalej będziesz użyczać mi swojej mocy Cornwellu? - Tym razem to ja musiałem pytać się czy nadal będzie mi pomagać.
-Tak, na początku obiecałem Ci wierność i pomoc. Nie zmieniam zdania w tym wypadku. - Skinąłem głową i wejrzałem na drugą postać. Wyglądał tak samo jak ja tylko miał zmienioną lewą stronę twarzy.
-Jak mam się do Ciebie zwracać? - Mimo iż tyle już jest we mnie nie znam jego imienia, dziwne...
-Mroczny wystarczy. Zresztą na co Ci moje imię ? - Odrzekł z widocznym niezadowoleniem.
-Bo jesteś moim lustrzanym mrocznym odbiciem i korzystam z Twoich umiejętności.
-Haha jesteś śmieszny. Po co w ogóle ta cała zabawa? - Rozejrzał się do o koła. Bawiła go ta cała sytuacja, interesujące. - Ty naprawdę myślisz że nagniesz moją wole do Twojej i będę służyć jak posłuszny piesek? Niezły żart. - Zaczął się śmiać. Teraz jest okazja by z nim porozmawiać i dowiedzieć się czegoś. Nie mogę tego zepsuć.
-Dlaczego tak uparcie dążysz do przejęcia mnie? - Wejrzał na mnie z wrednym uśmieszkiem.
-A co w tym złego? Ja pragnę władzy i podziwianie tego jak świat się zmienia, a żeby to osiągnąć potrzebuje ludzkie ciało i to nie byle jakie. Chce kontroli zarówno nad Tobą jak i nad nim. - Wskazał ręką na staruszka.
-Skoro tak bardzo tego chcesz to dlaczego sam tego nie osiągniesz, tylko zakaziłeś Cornwella i by uwolnić go z mroku musiał część wstrzykiwać we mnie. Czyżbyś nie był aż tak silny by zrealizować swoje pragnienie i musiał nas w to wplątać? - Zacisnął pięść, wyglądało jakby zaraz miał nas tu pozabijać.
-Nie pogrywaj sobie ze mną smarkaczu! To dzięki mnie tyle osiągnąłeś i możesz materializować Cornwelle w nieskończoność!
-I jestem Ci za to wdzięczny, jednak..
-Dlaczego tak bardzo chcesz przejąć ciało chłopca? Czemu nie możesz być posłuszny i oddawać mu mocy bez żadnych efektów ubocznych?
-Żartujesz sobie ze mnie?! Jestem mrokiem, złem i mam się dać jakiemuś gówniarzowi!? - Zaraz podejdę i mu przyłożę.. Doigra się za te słowa. Zasrany mrok.. Strasznie nerwowy, choćby ja. Słowa staruszka jak i rozpoczęcie tematu najwidoczniej go zdenerwowały.
-Skoro jest gówniarzem, to dlaczego jego wybrałeś, a nie innego wojownika? - Mocno na niego naciska, może coś wydusi.
- Ponieważ on ma spory potencjał i pragnienie bycia silniejszym, dlatego go wybrałem!
-A co zrobisz jeśli wyrzeknie się Twoich mocy? - Przymrużył oczy i patrzał gniewnie na Cornwella. Co on robi tak właściwie? Choćby świat się walił nie wyrzekłbym się tych mrocznych mocy. Ciekaw jestem jak dalej potoczy się ta rozmowa.. Postawił go w trudnej sytuacji.
-Nigdy by tego nie zrobił! Za dużo ma do stracenia!
-Jakoś wcześniej sami dobrze sobie radziliśmy więc..
-ZAMKNIJ SIĘ!! TY nic nie rozumiesz!
-Więc to tak.. - Staruszek i Mroczny spojrzeli na mnie. - Boisz się, że przestanę korzystać z Twoich umiejętności i pójdziesz w cień, a przez to będziesz czuć się zbędny i niepotrzebny, gdy Ty pragniesz walki, poznawania świata i obserwowania zmian w nich zachodzących, jednak nie możesz tego osiągnąć bez ludzkiego ciała, bo jesteś duchem, dlatego też chcesz przejąć mnie by na własnej skórze poczuć to wszystko, tyle że, gdybyś oddawał mi swoje moce bez swoich sztuczek jak Cornwell, to byś doznawał to samo co ja. Możesz mi nie wierzyć, więc spytaj Cornwella jak to jest. - Nastała cisza, nikt nic nie mówił. Staruszek uśmiechnął się i skierował wzrok na Mrocznego, który usiadł na ziemi i zakrył twarz w rękach.
-Elsword ma rację, pomimo iż w rzeczywistym świecie jestem tylko mieczem, to odczuwam te same emocje podczas walki i obserwuje ten świat razem z nim, w jego podświadomości. Wiele już przeszliśmy.
-Cornwell jest dla mnie jak drugi ojciec, z którym zawsze mogę porozmawiać o wszystkim i mogę liczyć na pomoc. Obserwuje moje zmiany i postępy. - Mroczny spojrzał na mnie, potem na Cornwella i znowu na mnie.
-Nie wyrzekniesz się moich mocy i pozwolisz bym też mógł doświadczać to co on? - Spokojnie spytał z nutą niepokoju.
-Jeśli obiecasz iż zaprzestaniesz próby przejęcia mnie i Cornwella, wtedy będziesz mógł żyć i doświadczać to co on. - Założył ręce i zaczął intensywnie myśleć.
- Zgoda niech Ci będzie. - W końcu koniec zmartwień!
-Więc Mroczny, będziesz użyczać mi swoich umiejętności bez żadnych sztuczek?
-Tak.
Oby dwa kamienie połączyły się w jeden. Z kamienie rozbłysnęło jasne światło, który mnie jak i ich oślepiło. Gdy światło znikło znaleźliśmy się w pokoju, gdzie spotykałem się z Cornwellem. Bariera która oddzielała Mrocznego od Cornwella znikła, a zamiast nich były drzwi. Udaliśmy się tam. Za drzwiami znajdował się podobny pokój do staruszka. Teraz jak będę mieć sprawę do któregoś z nich, mogę na spokojnie porozmawiać na osobności.
-W końcu nie ma tej przeklętej bariery . - Rozwalił się wygodnie na fotelu i nie zamierzał szybko z niego z chodzić.
-To was zostawię i wracam do siebie.
Pożegnałem się i skierowałem do wyjścia. Liczę, że się dogadają i nie będzie żadnych sporów. W końcu wszystko się ułożyło. Wróciłem do rzeczywistości. Symbol pode mną zniknął, a miejsce, w którym się znajdowałem jest taka sama jak wcześniej. Po kilku minutach weszła Ekko i gdy mnie ujrzała uśmiechnęła się. Podeszła do mnie i pogratulowała "zwycięstwa". Byłem strasznie zmęczony, spytałem czy ma jakieś wolne pokoje bo dłużej stać nie dam rady. Skinęła głową i zaprowadziła do wolnego pokoju. Tam padnięty położyłem się i w kilka minut zasnąłem.
Wpis22
Po nudnej podróży w końcu dotarłem do Hamel. Był już wieczór.
Skierowałem się do domu. Gdy wszedłem do salonu ujrzałem nowe okna i
schody, byłem w szoku. Poszedłem dalej. Drzwi wymienione na takie jakie
były. 1dzień i wszystko wróciło do normalności. Na komodzie zobaczyłem
kartkę.
Do zapłaty:
-schody ----------5.000.000.
-oknax2----------4.000.000.
-drzwi -----------3.000.000.
Razem: 12.000.000
Aha.... Obok leżała druga kartka:
Pański ojciec cześć rachunku pokryje z własnych pieniędzy prosi tylko byś zapłacił za schody.
Tak za to co najdroższe. W sumie czym się martwię, Raven płaci za schody. Na stole w salonie odłożyłem torbę po czym udałem się na górę poszukać reszty. Po kilkunastu minutach znalazłem co potrzebowałem. Zszedłem na dół i wpakowałem do torby składniki. Jeszcze tylko te durne serce i mogę ruszać do Ekko. Usiadłem na kanapie i z nudów jadłem winogrona, co leżały na talerzu. Minęła dobra godzina i wtedy usłyszałem dźwięk dzwonka. Po chwili w salonie znaleźli się przyjaciele.
-No popatrzcie go siedzi sobie wygodnie, a my się mordujemy! - Przełknąłem ostatnie winogrono i wejrzałem na nią.
-Ja walczyłem sam ze smokiem, a nie w 4 osoby.
-3..
-To 3. Macie serce?
-Ta mamy. - Raven postawił na stole naczynie w którym znajdował się ostatni składnik. Podszedłem bliżej i sprawdziłem czy się zgadza. Gdy otwarłem naczynie jasne światło się wydobywało. Dobrze skoro mam wszystko mogę iść. Spakowałem serce do torby. Przyjaciele bacznie mnie obserwowali.
-Przestaniecie się na mnie gapić? - Odwróciłem się w ich kierunku. - Dziękuje wam za pomoc teraz zaczyna się moje zadanie by to zakończyć.
-Dokąd idziesz?
-Do Elder.
Wziąłem torbę i skierowałem się do wyjścia omijając ich bez słowa. Ich wzrok był pełen smutku i troski. Aisha chciała coś powiedzieć jednak słowa wydusić nie umiała. Odrzekłem, że wrócę do nich i nie będę już sprawiał kłopotów. Wyszedłem na zewnątrz zostawiając ich. Spojrzałem w niebo. Było zapełnione gwiazdami. Westchnąłem i skierowałem się do Aranki po bilet teleportujący. Nie chce mi się używać innego transportu. Nawet nie oddaliłem się 300m od domu a za mną biegła do mnie Aisha, która objęła mnie i nie chciała puścić.
-Aisha..
-Nie.. - Odrzekła zapłakana. Odwróciłem się i przytuliłem ją mocno do siebie.
-Wrócę do Ciebie. Obiecuję.
-Pozwól mi iść z Tobą..
-Nie mogę. Proszę zaczekaj tu na mnie. Wynagrodzę Ci to z czasem.
Możliwe, że ostatni raz ją widzę, jeśli coś pójdzie nie tak. Ucałowałem ją w czoło i ruszyłem do Aranki. Nie szła za mną czyli zaufała mi i wierzyła, że wrócę. Gdy dotarłem do blondynki kupiłem bilet i w mgnieniu oka znalazłem się w Elder. Skierowałem się do Ekko. Zapukałem do jej drzwi. Otwarła mi i z radością mnie przyjęła do siebie. Jednak jej radość szybko minęła, gdy pokazałem jej listę składników i co planuje zrobić. Wejrzała zmartwiona na mnie. Spytałem czy zgodzi się zrobić to dla mnie, bo inaczej będę w martwym punkcie. Po chwili zastanowienia zgodziła się i udaliśmy się do piwnicy, gdzie robiła wszystkie eksperymenty. Po kilkunastu minutach mikstura była gotowa. Odeszła na środek i zaczęła na ziemi kreślić symbol, który był na kartce. Po dłuższym czasie był gotowy.
-Gotowe, stań na środku. - Zrobiłem co mi kazała. - Teraz słuchaj, mamy 1 próbę jak coś zepsujemy to będzie koniec. Słuchaj uważnie. Gdy tylko się wyciszysz masz wypić miksturę i trochę wylać na znak. Rozumiesz?
-Tak.
-Dobrze ja będę za drzwiami za koło 10min wrócę do Ciebie, może już się wszystko zakończy. - Skierowała się do drzwi. - A bym zapomniała. - Wejrzałem na nią pytająco. - Gdy będziesz się wyciszać przywołaj też wszystkie szczęśliwe wspomnienia z Twojego życia, to ułatwi Ci zadanie.
-Dzięki.
Uśmiechnąłem się do niej po czym wyszła. Wspomnienia tak. Zamknąłem drzwi i wyciszyłem. Przypominałem sobie wszystkie szczęśliwe chwile z mojego życia. Gdy byłem gotowy wypiłem miksturę i część wylałem na znak. Zaświeciło się jasne światło, które mnie oślepiło. Gdy otwarłem oczy dostrzegłem dwie osoby na nieprzeniknionym bielu krajobrazie. Był to Cornwell i mój Mrok. Staliśmy w układzie trójkątnym.
http://www.youtube.com/watch?v=Cp5qpQo8HMA
Do zapłaty:
-schody ----------5.000.000.
-oknax2----------4.000.000.
-drzwi -----------3.000.000.
Razem: 12.000.000
Aha.... Obok leżała druga kartka:
Pański ojciec cześć rachunku pokryje z własnych pieniędzy prosi tylko byś zapłacił za schody.
Tak za to co najdroższe. W sumie czym się martwię, Raven płaci za schody. Na stole w salonie odłożyłem torbę po czym udałem się na górę poszukać reszty. Po kilkunastu minutach znalazłem co potrzebowałem. Zszedłem na dół i wpakowałem do torby składniki. Jeszcze tylko te durne serce i mogę ruszać do Ekko. Usiadłem na kanapie i z nudów jadłem winogrona, co leżały na talerzu. Minęła dobra godzina i wtedy usłyszałem dźwięk dzwonka. Po chwili w salonie znaleźli się przyjaciele.
-No popatrzcie go siedzi sobie wygodnie, a my się mordujemy! - Przełknąłem ostatnie winogrono i wejrzałem na nią.
-Ja walczyłem sam ze smokiem, a nie w 4 osoby.
-3..
-To 3. Macie serce?
-Ta mamy. - Raven postawił na stole naczynie w którym znajdował się ostatni składnik. Podszedłem bliżej i sprawdziłem czy się zgadza. Gdy otwarłem naczynie jasne światło się wydobywało. Dobrze skoro mam wszystko mogę iść. Spakowałem serce do torby. Przyjaciele bacznie mnie obserwowali.
-Przestaniecie się na mnie gapić? - Odwróciłem się w ich kierunku. - Dziękuje wam za pomoc teraz zaczyna się moje zadanie by to zakończyć.
-Dokąd idziesz?
-Do Elder.
Wziąłem torbę i skierowałem się do wyjścia omijając ich bez słowa. Ich wzrok był pełen smutku i troski. Aisha chciała coś powiedzieć jednak słowa wydusić nie umiała. Odrzekłem, że wrócę do nich i nie będę już sprawiał kłopotów. Wyszedłem na zewnątrz zostawiając ich. Spojrzałem w niebo. Było zapełnione gwiazdami. Westchnąłem i skierowałem się do Aranki po bilet teleportujący. Nie chce mi się używać innego transportu. Nawet nie oddaliłem się 300m od domu a za mną biegła do mnie Aisha, która objęła mnie i nie chciała puścić.
-Aisha..
-Nie.. - Odrzekła zapłakana. Odwróciłem się i przytuliłem ją mocno do siebie.
-Wrócę do Ciebie. Obiecuję.
-Pozwól mi iść z Tobą..
-Nie mogę. Proszę zaczekaj tu na mnie. Wynagrodzę Ci to z czasem.
Możliwe, że ostatni raz ją widzę, jeśli coś pójdzie nie tak. Ucałowałem ją w czoło i ruszyłem do Aranki. Nie szła za mną czyli zaufała mi i wierzyła, że wrócę. Gdy dotarłem do blondynki kupiłem bilet i w mgnieniu oka znalazłem się w Elder. Skierowałem się do Ekko. Zapukałem do jej drzwi. Otwarła mi i z radością mnie przyjęła do siebie. Jednak jej radość szybko minęła, gdy pokazałem jej listę składników i co planuje zrobić. Wejrzała zmartwiona na mnie. Spytałem czy zgodzi się zrobić to dla mnie, bo inaczej będę w martwym punkcie. Po chwili zastanowienia zgodziła się i udaliśmy się do piwnicy, gdzie robiła wszystkie eksperymenty. Po kilkunastu minutach mikstura była gotowa. Odeszła na środek i zaczęła na ziemi kreślić symbol, który był na kartce. Po dłuższym czasie był gotowy.
-Gotowe, stań na środku. - Zrobiłem co mi kazała. - Teraz słuchaj, mamy 1 próbę jak coś zepsujemy to będzie koniec. Słuchaj uważnie. Gdy tylko się wyciszysz masz wypić miksturę i trochę wylać na znak. Rozumiesz?
-Tak.
-Dobrze ja będę za drzwiami za koło 10min wrócę do Ciebie, może już się wszystko zakończy. - Skierowała się do drzwi. - A bym zapomniała. - Wejrzałem na nią pytająco. - Gdy będziesz się wyciszać przywołaj też wszystkie szczęśliwe wspomnienia z Twojego życia, to ułatwi Ci zadanie.
-Dzięki.
Uśmiechnąłem się do niej po czym wyszła. Wspomnienia tak. Zamknąłem drzwi i wyciszyłem. Przypominałem sobie wszystkie szczęśliwe chwile z mojego życia. Gdy byłem gotowy wypiłem miksturę i część wylałem na znak. Zaświeciło się jasne światło, które mnie oślepiło. Gdy otwarłem oczy dostrzegłem dwie osoby na nieprzeniknionym bielu krajobrazie. Był to Cornwell i mój Mrok. Staliśmy w układzie trójkątnym.
http://www.youtube.com/watch?v=Cp5qpQo8HMA
Subskrybuj:
Posty (Atom)