7.07.764
Ekipa Elsworda dotarła do Belder. W tym mieście odbyli wyczerpujący trening, by stać się silniejsi. Po pół roku prawie wszyscy przeszli na wyższy poziom. Dlaczego prawie wszyscy? Ponieważ ich przyjaciółka, Aisha miała trudności z swoim treningiem.
Elsword wraz z swoją siostrą siedzieli na ławce, w centrum miasta. Czekali na resztę przyjaciół. Po kilkunastu minutach się zjawili. Panowała radosna atmosfera. Oczywiście Elsword nie mógł się powstrzymać od dokuczania Aishy. Jak zwykle, nasza czarodziejka zdenerwowana na niego zaczęła mu dokuczać, tak samo jak on jej. Renie jak zwykle ciśnienie skoczyło do góry, jednak została powstrzymana przez Ravena od wybuchnięcia. Doszło do rękoczynów pomiędzy wojownikiem, a czarodziejką. Bójkę przerwał Chung, który złapał za ramiona Aishe i ją odciągnął. Spojrzała na niego to wściekła, to zaskoczona.
- Przestańcie zachowywać się jak dzieci. Jesteśmy już dorośli.
Elsword prychnął na słowa blondyna i odszedł, a Aisha wyrwała się z objęć artylerzysty i założyła ręce.
- Następnym razem nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. - rzuciła wściekłe spojrzenie w jego stronę. Chunga to nie ruszyło zbytnio i serdecznie się uśmiechnął.
- Dziewczyny nie powinny wdawać się w bójki. Jeszcze coś by się stało, a wole patrzeć na ciebie bez siniaków.
Zbita z swojego toku myślenia, lekko zaczerwieniona odwróciła się i poszła przed siebie.
Tylko czekać, aż osiągnie pełnie swojej mocy. W przyszłości będzie z niej urocza kobieta, której nie oddam nikomu.
Artylerzysta skierował się w drogę powrotną, do swojego domu.
23.11.764
Wieczorem wszyscy spotkali się w domu księcia Hamel. Dyskutowali o ich przyszłych misjach i sposobie uratowania ojca Chunga. W gronie przyjaciół brakowało Aishy, która kilka dni po zdarzeniach z 7.07 udała się w podróż, by skupić się tylko i wyłącznie na zwiększeniu swojej mocy i awansowaniu na Księżniczkę Dusz.
Na zewnątrz lekko prószył śnieg. Elsword rozwalony na kanapie bawił się swoim Cornwellem. Rena wraz z Arą przeglądały najnowsze trendy na zimę. Dziewczyny zawsze chciały być na topie, by nie wyglądały jak zacofane w modzie. Raven wraz Chungiem opracowywali misję, które zostały im przydzielone. Raven miał ogromne doświadczenie w walce i szybkim strategicznym myśleniu, podobnie jak blondyn. Rozumieli siebie wzajemnie i łatwo im przychodziło wybranie najbezpiecznej i skutecznej strategi. Z rozmyśleń wszystkich wyrwał dzwonek do drzwi. Służba zamkowa otworzyła drzwi, a reszta stanęła u progu drzwi salonowych, przyglądając się, kto przyszedł. Ku ich rozczarowaniu była to Aisha. Wszyscy ucieszyli się na jej widok. Podeszli do niej i zaczęli ją wypytywać o wszystko. Czarodziejce udało się osiągnąć swój cel i została Księżniczką Dusz. Zdjęła swój płaszcz i wraz z przyjaciółmi udała się do salonu. Jedynie Chung stał z tyłu i bacznie się jej przyglądał.
W końcu nadszedł ten dzień.
Uśmiechnął się w duchu, zamknął drzwi do salonu i wspólnie spędzili czas do późnej godziny.
Dochodziła już druga w nocy. Przyjaciele zostali na noc u blondyna, bo w taką pogodę wracać do swoich apartamentów było szaleństwem.
Aisha nie mogąc zasnąć, usiadła na kanapie, pod oknem, w dużym holu.
Udało mi się osiągnąć mój cel. Teraz nie będę już ciężarem dla reszty. W końcu do czegoś się przydam. Mam tylko nadzieję, że nie stracę panowania nad sobą. Boje się, że jak odkryją mój sekret, to nie będą chcieli mnie znać lub co gorsza zabiją mnie.
Czarodziejka w myślach zastanawiała się nad wszystkim. Z rozmyśleń wyrwały ją czyjeś kroki w jej stronę. Spojrzała w tamą stronę. Lekkie światło z świecznika umożliwiło jej zobaczenie tej osoby. Był to Chung.
- Wystraszyłeś mnie.
- Wybacz, nie chciałem. - uśmiechnął się serdecznie jak to miał w zwyczaju i dosiadł się do Aishy.
- Jak tam u ciebie? Nie mieliśmy okazji porozmawiać wcześniej.
- Dobrze, nie narzekam. Teraz pracuję nad lepszą celnością ostrzału artyleryjskiego.
- Ty? Poważnie? - zachichotała i spojrzała na niego. - Kto jak kto, ale ty problemów z celnością nie masz.
- No widzisz. Sprawia mi trochę kłopotów ten atak. - czarodziejka przeciągnęła się i wstała.
- Chyba pójdę już spać.
- Odprowadzę cię, jeśli to nie problem.
Zaproponował blondyn, na co dziewczyna się zgodziła. Idąc przez korytarz, mijając drzwi, dotarli do pokoju czarodziejki. Zanim jednak weszła do pokoju, Chung złapał ją za ramię i oparł o drzwi. Drugą rękę oparł się o nie, blokując tym samym jakąkolwiek ucieczkę Aishy. Wtedy czarodziejce serce zaczęło szybciej bić i była wystraszona. Blondyn nachylił się ku niej i lekko musnął wargami jej szyję.
- Co ty...
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak za tobą tęskniłem Aisha. Te miesiące były dla mnie bolesne. Teraz w końcu mogę na ciebie patrzeć i być blisko przy tobie.
Odgarnął jej grzywkę w bok i pogładził po twarzy, wpatrując się w jej fioletowe oczy. Aisha cały czas była wystraszona. Nie mogła nadgonić z myśleniem o tym, co się właśnie działo. Chłopak dłużej nie czekał nad tym, co chciał zrobić. Ucałował delikatne usta czarodziejki. Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Była w większym szoku jak wcześniej.
Dlaczego on... Dlaczego ja... W jakim celu on... Czego on ode mnie chce.
Te myśli ciągle ja dręczyły. Pocałunek trwał ledwo kilka sekund, a ona była wręcz sparaliżowana tym. Gdy blondyn się od niej odsunął, ucałował jej czoło i odszedł bez słowa. Dopiero, na rozwidleniu korytarza odwrócił się w jej kierunku.
- W końcu nadszedł ten czas.
Czarodziejka spojrzała w jego stronę. Zsunęła się na ziemię i siedziała przez jakiś czas. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.
2.01.765
- Puszczaj mnie! Nie chce! - krzyczała Aisha, wyrywając się z rąk Chunga.
- Chcesz tylko boisz się do tego przyznać. - wplątał palce w jej włosy, przybliżając ją do siebie i muskał wargami jej policzek i szyję.
- Chung proszę przestań. - wypowiedziała te słowa niemal błagalnym tonem głosu.
- Przecież ci mówiłem. Nie oddam cię nikomu.
- Nie... zostaw mnie... - czarodziejka nie miała już sił przeciwstawiać się artylerzyście. Spojrzał na nią i pomimo tego, że z jej oczu leciały łzy, nie puścił jej. Drugą dłonią przetarł jej łzy i pogładził ją po policzku. Nachylił się i pocałował Aishę. Rozsunął jej usta swoimi wargami i zaczął namiętnie całować. Pomimo, iż czarodziejka nie chciała tego, odwzajemniała. Pomimo, iż w myślach mówiła, prosiła, błagała, by przestał, to po części chciała tego. Chciała być kochana, ale nie w ten sposób. Za każdym razem ulegała blondynowi. Za każdym razem prowokowała go, że chce więcej, pomimo że wcześniej opierała się z wszystkich sił. To była gra z własnym rozumem, a pragnieniami. Koniec końców podobało jej się to. Chungowi to nie przeszkadzało, bo pożądał jej bardziej niż wszystko innego na tym świecie. Chciał by była tylko jego, chciał by tylko on miał przywilej całowania się z nią i dotykania jej.
10.01.765
Aisha unikała Chunga tak często jak tylko mogła. Przed innymi nic nie wskazywało na to, że coś jest między nimi. Z czasem Elsword dostrzegł, iż artylerzysta prawie zawsze się jej przygląda.
Wracając z misji zapytał go o to. Chung nie chciał o tym rozmawiać, zadał tylko pytanie, czy ona też mu się podoba. Wojownik zaśmiał się i odrzekł, że może byłoby ciekawie gdyby z nią był. Jednak szybko potem dorzucił, że ma na oku inna dziewczynę i że jeśli chce to może sobie wziąć Aishę.
Wrócili do miasta i każdy rozszedł się w swoją stronę. Aisha wręcz uciekła od reszty i znalazła bezpieczne miejsce na odpoczynek.
Co ja robię? Zachowuję się jak rozkapryszona dziewczynka. Czemu tak się go boję? Czego się boję? Przecież to tylko umilenie sobie czasu, ale... Nie! Cholera jestem kretynką. Chcę i nie chcę jednocześnie. Boję się czego? Że inni się dowiedzą? Że zajdzie to za daleko? Że przez przypadek dojdzie do czegoś więcej? Przecież chce być kochana, chce być pożądana, więc czemu się waham?
Zrezygnowana wytłumaczeniem sobie wszystkich spraw udała się na spacer. Wtedy pomyślała, że może jak inni się dowiedzą, że ją siłą przymusza do tego, to go odizolują. Ale pytanie brzmi po co to robić, jak sama tego chce? Nie wiedziała co zrobić. Miała dwa wyjścia: powiedzieć reszcie lub ulec i przystać nad tym czego on chce.
22.02.765
Misja była trudniejsza niż przypuszczali. Robili dużo postojów i szpiegowali mrocznego demona. Był on liderem armii, która była odpowiedzialna ze pilnowanie ojca Chunga. Armia została wybita, jednak on zdołał uciec. Dziś była pora patrolu Aishy. Panowała noc. Rozglądała się po lesie pilnując własnych pleców. Wtedy nastąpił niespodziewany atak. Zrobiła unik i złapała mocniej za swoją różdżkę.
- Ze wszystkich akurat ciebie udało mi się złapać. Szybko się z tobą rozprawię. - odparł spokojnym tonem demon i wynurzył się z cienia.
- Nie myśl, że poradzisz sobie ze mną tak łatwo. - demon nic nie odparł tylko przyglądał się jej różdżce.
- Ty jesteś spokrewniona z Karis? - wtedy jakby coś przeszyło ciało dziewczyny. Patrzała na niego lekko wystraszona i zdziwiona, skąd wie. - Po twojej reakcji sugeruję, że tak. - demon odłożył broń w stanie spoczynku i zbliżył się do niej. - Czemu nie walczysz po naszej stronie?
- Nie jestem jedną z was! - krzyknęła i odepchnęła go.
- Owszem jesteś. Kroczysz drogą ciemności.
- NIE!
Jej krzyk i strach obudził to, co starała się ukryć prze światem. Ukryć to, że posiada zdolności demonicznych succubusów. Pojawiły się duże, czarne, potężne skrzydła. Jej różdżka zmieniła się w kosę. Przecięła demona na pół, nim cokolwiek zdążył zrobić. Po chwili doszła do siebie i zdała sprawę, co zrobiła. Wyrzuciła broń, skuliła się i otuliła własnymi ramionami. Skrzydła powoli zaczęły znikać, tak samo jak broń. Zapłakana i roztrzęsiona wybiegła z miejsca zdarzenia do pobliskich ruin zamku. To całe zdarzenie obserwował Chung. Odwrócił się zadowolony i skierował w stronę, gdzie uciekła nasza czarodziejka.
Aisha siedziała pod ścianą, z przyciągniętymi kolanami do siebie. Zakryła swoją twarz w rękach, co opierała o nogi. Połowa księżyca, co była widoczna na niebie oświetlała właśnie ją i jej otoczenie. Przez długi czas przeklinała siebie za to, co zrobiła. Długi czas siedziała i użalała się nad sobą.
Po paru godzinach księżyc zaczął powoli znikać z nieba. Do siedzącej Aishy podeszła osoba, którą był Chung. Dziewczyna uniosła wzrok i go zobaczyła. Szybko wstała i otrzepała się z kurzu.
- Co tu robisz? - zapytała i rękawem przetarła twarz, by nie widział, że płakała.
- Martwiłem się o ciebie, bo nie było cię w obozowisku.
- Przepraszam. - rzuciła i chciała go minąć. Wystawił tylko rękę przed nią. Spojrzała na niego, a on na nią.
- Widziałem twoją walkę z tym demonem. - Co? Niemożliwe. Aisha zamarła w miejscu. Nie wiedziała, co zrobić. Nikt nie miał się o tym dowiedzieć. - Interesujący posiadasz sekret nie sądzisz? - wystraszona zrobiła krok do tyłu. Chung podszedł do niej i przytulił do siebie. Cała roztrzęsiona, zaczęła płakać w jego ramionach. - Nikt się o tym nie dowie, jednak chce coś w zamian. - odsunął się od niej i dźwignął jej podbródek. - Będziesz moja już na zawsze, bez sprzeciwiania się i uciekaniu. Zrozumiałaś? - zamknęła na chwile oczy i kiwnęła głową. Otworzyła je i skierowała wzrok w bok. Łzy płynęły po policzku. Przez swój błąd została złapana w pułapkę bez wyjścia. Chung zadowolony przytulił ją do siebie i cieszył się z zwycięstwa.
Może i postąpiłem podle, ale teraz mam pewność, że zostanie przy mnie. Już na zawsze.
17.03.765
Czarodziejka zapukała do drzwi wojownika. Gdy usłyszała pozwolenie wejścia, otwarła drzwi i weszła do środka.
- Czego tu szukasz? - usiadł na parapecie i obserwował Aishę.
- Chciałam porozmawiać.
- Porozmawiać. Ze mną? - zaśmiał się i poprawił swoją grzywkę. - O czym to chcesz ze mną porozmawiać?
- Czy mógłbyś porozmawiać z Chungiem?
- A o czym? - Cholera jak mu to powiedzieć. Czarodziejka nie wiedziała jak złożyć zdanie by zabrzmiało normalnie.
- Ogólnie.
- Ogólnie?
- No tak. - spojrzał na nią podejrzliwie.
- Czyżby źle się tobą zajmował? - rzuciła mu podobne spojrzenie.
- Nie twój interes. - Elsword wzruszył ramionami i zeskoczył z parapetu.
- Zgoda, pogadam z nim. Czegoś konkretnie chcesz się dowiedzieć?
- Tak, jeśli uda ci się wydusić z niego pewną sprawę to zapytaj, dlaczego to robi.
- Możesz jaśniej?
- Nie mogę. Jeśli ci się nie uda to trudno.
- Jak tam chcesz.
Pożegnała się z chłopakiem, a on sam zastanawiał się, o co jej chodziło.
Wieczorem Elsword i Chung spotkali się w pobliskim barze. Zamówili sobie napoje i rozmawiali o różnych rzeczach.
- Jak tam sobie radzisz z Aishą.
- Dobrze, póki co jest wszystko dobrze.
- Ah, to ciekawe czemu przyszła do mnie zapłakana. - rzucił i kątem oka spojrzał na niego. Chung spoważniał i zmierzył go wzrokiem.
- Co masz na myśli?
- Nie wiem, może ty mi wyjaśnisz co z nią robisz?
- A opowiadasz na prawo i lewo co robisz z swoją dziewczyną?
- Moja nigdy nie płakała przeze mnie.
- A skąd wiesz, że płakała z mojego?
- Bo nikogo wtedy poza naszą czwórką nie było. Eve i tak siedzi w swoim pokoju i zajmuje nazoidami, więc wątpię, że to było z jej winy.
- Powiedziała ci coś?
- Nie, tylko przytuliła i błagała żeby ją zabić. - Co jest grane? Tego dnia nie zrobiłem nic więcej, poza tym co zwykle. Dlaczego nic o tym nie wiem? Dlaczego poszła do niego? Cholera, przeklęta czarodziejka.
- Gdyby chciała, żebym ją zostawił to wystarczyło powiedzieć słowem, a nie potem cyrki odwalać przy kimś innym.
- Jak do mnie ona nie wygląda na szczęśliwą... - wyjrzał przez okno. - Ciągle chodzi smutna i wystraszona.
- Nawet umowy nie jest w stanie dotrzymać. Więcej z nią kłopotu jak pożytku.
- Jakiej umowy? - Tym, co powiedział blondyn przykuł uwagę wojownika. Chung wyjrzał przez okno, a potem wzrok skierował na Elsworda.
- Zawarliśmy pewną umowę. Nie ważne czego się tyczy. I pomyśleć, że po takim czasie zacznie robić wszystko by ją unieważnić.
- Wykorzystujesz ją bez jej woli?
- Nie, wykorzystuję ją na jej własne życzenie. - Cholera i nic się nie dowiedziałem. Sama Aisha nie chciała nic więcej powiedzieć. Dobra, z tego wszystkiego wynika, że mają jakąś umowę ale Aisha próbuje się wyłamać. Od dłuższego czasu było widać, że coś więcej jest między nimi. Podejrzewam, że chodzi o to by była jego dziewczyną. Więc jest z nim z przymusu, jednak z tego co mówi Chung ona sama chce by ją zabawiał. Dwie sprzeczności? Albo ona jest pojebana albo ja się zgubiłem w tym wszystkim.
- Nie ważne w sumie. Wracamy?
- Pewnie.
Późno w nocy Aisha zakradła się do pokoju wojownika i go obudziła
- Jesteś normalna? Wiesz która godzina?
- Ciii, wiem, ale chciałam się dowiedzieć, czy czegoś się dowiedziałeś.
- I tak i nie. Powiedz mi w sumie jak to jest między wami? - usiadł i oparł się o ścianę.
- Ale o co pytasz?
- Ty sama chcesz żeby on był z tobą czy nie.
- No tak... - spuściła głowę. - i nie.
- Co? Zdecyduj się w końcu, czy go kochasz, czy nie. Nie wiem, czy zmusił cię do tego byś była z nim czy nie, nie wiem sam już. Ale weź aby raz pomyśl, czy jesteś z nim szczęśliwa co?
- No jestem, ale...
- Ale co?
- To dlatego, że mnie szantażuje!
- Hę? Niby czym?
- Moim sekretem!
- A to powiedz wszystkim o tym sekrecie i sprawa z głowy.
- Nie mogę. Po prostu nie mogę.
- No to cierp sobie sama.
- Elsword!
- Nie mieszaj mnie do swoich spraw. Idź już.
- Dzięki za pomoc wiesz. - obrażona wstała z łóżka i skierowała się do drzwi.
- Zadaj sobie pytanie, czy zrobił ci coś bez twoje zgody i czy faktycznie cierpisz będąc z nim. Jeszcze zatęsknisz za nim, gdy odejdzie.
Te słowa echem odbijały się w głowie czarodziejki przez długi, długi czas.
20.03.765
Chung wrócił z zebrania, które odbyło się w siedzibie głównej wojsk Hamel. Spokojnym krokiem przekroczył próg domu jego przyjaciół. Zadowoleni z jego powrotu, zapytali o czym było zebranie.
- Wyruszam w trybie natychmiastowym. Ta sprawa jest poważna.
- To idziemy z tobą nie? - rzucił Elsword i oparł o ścianę.
- Nie, to nie wasz interes, tylko wojowników z Hamel. Zostajecie tu.
- Ale jesteśmy przyjaciółmi prawda? - zapytała Rena lekko podłamanym głosem.
- Tak, ale nie chce was w nic mieszać, co was nie dotyczy.
Blondyn minął przyjaciół i udał się do swojego pokoju. Oczywiście Aisha poszła za nim.
Pakował najpotrzebniejsze rzeczy, a czarodziejka go obserwowała.
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem, po prostu nie wiem.
- Ale wrócisz prawda?
- Nie mam pewności. - Aisha posmutniała i oparła się o biurko. Chung spojrzał na nią. - Czym ty się martwisz? Będziesz wolna na dłuższy czas. Powinnaś się cieszyć.
Podszedł do niej i pocałował czarodziejkę. Ona od razu zawiesiła ręce na jego szyi i nie chciała go wypuścić. Chciała by został, pomimo wszystkich wydarzeń nie chciała się z nim rozstawać. Przez długi czas nie mogli się od siebie oddzielić. Jednak powoli artylerzysta zaczął się od niej odsuwać.
- Zostań ze mną. Proszę.
- Nie mogę. Wybacz mi. - ostatni raz ją pocałował i przytulił do siebie. - Uważaj na siebie.
Skierował się do wyjścia, przy którym stał Elsword.
- Dopilnuj by nie wpakowała się w żadne kłopoty.
- Jasne.
1.04.765
- Tęsknisz ze nim prawda?
- To chyba oczywiste idioto.
- Weź się uspokój wróci na pewno.
- Chciałabym, żeby tak było.
Elsword leżał rozwalony na sofie w pokoju Aishy, a ona sama czytała książkę.
4.05.765
Dzień powrotu wojowników Hamel. Ekipa Elsworda udała się na to dziedziniec miasta. Widzieli wojowników którzy w jednym kawałku wrócili, jednak nigdzie nie mogli znaleźć swojego przyjaciela. Aisha podeszła do jednego z oficerów armii.
- Przepraszam, gdzie jest Chung? - spojrzał na nią i przyglądał przez chwilę.
- Jesteś jego dziewczyną prawda?
- Tak, czy jemu... - wyciągnął z ekwipunku wisiorek z symbolem rodu Seiker i złożył go na jej dłoniach.
- Przykro mi. Poświęcił się dla wszystkich by mogli bezpiecznie wrócić. - poklepał ja po ramieniu i minął.
Chung... on... nie może być... to kłamstwo... to wszystko jest kłamstwem. On żyje, ja to wiem. Po prostu wiem.
Dłużej powstrzymać się nie umiała. Z jej oczu powoli zaczęły lecieć łzy i przeraźliwy krzyk bólu i cierpienia. Z wszystkich najbardziej ona przeżywała śmierć blondyna. Rena starała się ją uspokoić, chociaż odrobinę, by nie cierpiała tak.
Chung co ty zrobiłeś. Musiałeś zdawać sobie sprawę, co się stanie gdy nie wrócisz. Zraniłeś ją bardziej, niż wcześniej. Teraz patrz, jak ona cierpi i żyj z tym na wieki.
Elsword, pomimo iż nie słynął z okazywania jakichkolwiek uczuć, teraz wyraźnie było widać smutek. Wszyscy wrócili do domu i zamknęli w swoich pokojach.
Jeszcze za nim zatęsknisz.... Należysz do mnie... Powinnaś się cieszyć, będziesz wolna... Nie pozwolę by ktoś inny cię skrzywdził, zapamiętaj to sobie... Kocham cię Aisha...
Te słowa i obrazy z przeszłości widziała przed sobą. Przypominały jej się wszystkie wydarzenia z tamtych dni, wszystko...
On mnie kochał i nie skrzywdził mnie... nigdy. Byłam ślepa na jego uczucia i kierowałam się tylko swoimi zachciankami? Nie zasługiwałam na niego i jego miłość. Dlaczego po stracie czegoś ważnego dostrzegamy to co wcześniej nie widzieliśmy? Chung... wróć do mnie.
End~
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz