środa, 26 września 2012

Wpis24 Oczami Chunga

Gdy wyszliśmy z kawiarni, pożegnałem się z Elsem i Aishą. Udałem się do swojego domu. Nie podobała mi się ta pogoda. Wszedłem do domu przemoknięty do suchej nitki. Szybko się przebrałem i udałem się do pomieszczenia treningowego. Do późnego wieczora trenowałem swoją celność, jak i używanie niektórych ataków. Gdy wyszedłem i skierowałem się na górę zdjęcie całej naszej szóstki, które stało na komodzie pęknęło. Spojrzałem na nie i wziąłem do ręki. Na dodatek pęknięcie jest akurat na Ammo, to musi być jakiś znak.. Coś się musiało wydarzyć.. Jutro koniecznie do niego pójdę.
Następnego ranka promienie słońca świeciły mi po twarzy przez co zostałem zmuszony do wstania. Wyjrzałem przez okno. Na zewnątrz ładna pogoda się szykuje. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i udałem się do Elsworda albo był taki zamiar. Gdy przechodziłem przez rynek zaczepiła mnie grupka dziewczyn. Ja nie wiem jak on z tym wytrzymuje.. Pytały mnie o same głupoty w sumie. No a ja, że jestem zbyt dobrym człowiekiem nie umiałem powiedzieć, żeby dały mi spokój czy coś. Jednak z opresji wyrwała mnie Daisy, kazała mi się zgłosić do Penentia. Miał niby misje dla mnie. Od razu przeprosiłem dziewczyny i skierowałem się do szefa Bractwa Czerwonych Rycerzy<tak to chyba leciałoxd>. Stała tam nazwana przez Ammo "fanatyczka". Podszedłem bliżej.
-W końcu jesteś Chung. Mam misję dla Ciebie i Sayuri. - A kto to ta Sayuri? Chyba to ona... Wejrzałem na nią. Po chwili Penentio zaczął nam wyjaśniać o co chodzi.
-Czyli innymi słowy mamy znaleźć ten zwój i go przynieść?
-Tak. Jest on bardzo ważny.
-Od razu się tam udamy. Sayuri będę czekać przy bramie wyjściowej.
Odrzekłem i skierowałem się tam. Po kilkunastu minutach przyszła. Wejrzała na mnie i zaraz wbiła wzrok w ziemię, odgarniając długie włosy, co spadły jej na twarz za plecy. Ruszyła przed siebie, a ja za nią. Nie wiem czemu ale coś czuje, że ciężko będzie mi się z nią współpracować. Szliśmy drogą w ciszy. Osobiście mi to nie przeszkadzało, bo z natury jestem cichym człowiekiem, zresztą dziwne by mi się z nią rozmawiało, jak ledwo słowo wydusić umie w mojej obecności. W końcu dotarliśmy na miejsce. Duża skała i powinna być tu jaskinia więc czemu jej nie ma? Czyżby demony zawaliły wejście? Nie nie, jeśli by tak było to by były ślady po tym. Sayuri zbadała dużą skałę z każdej strony, aż w końcu wylądowała na ziemi i podeszła do mnie.
-Niczego tu nie ma.
-Dziwne..
Myślałem nad tym intensywnie musi być jakaś odpowiedź. Podeszliśmy do skały. Dotknąłem ręką jeden z odstających kamieni i zapadł się w dół. Po chwili, pod nami otworzyła się klapa i zlecieliśmy na dół. Gdy otwarłem oczy zobaczyłem, iż leże na nazoidce, a ta patrzy na mnie w szoku z rumieńcami na twarzy. Zmieszała mnie ta cała akcja. Od razu ją przeprosiłem i zszedłem z niej. Pomogłem jej wstać. Głupio mi było cokolwiek powiedzieć, tak jak i ona. Rzuciłem szybko, że powinniśmy się rozejrzeć. Skinęła głową i rozglądaliśmy się. Poszedłem w lewo a ona w prawo. Nie było tu ani żywego ducha, tylko odgłosy kapiącej wody z stropu. Nagle usłyszałem krzyk Sayuri, od razu pobiegłem w jej stronę i tam ujrzałem grupę demonów. Podszedłem do niej i załadowałem amunicje do mojego działa.
-Gotowa?
-Jeszcze pytasz.
Ruszyliśmy na bandę demonów i po kolei je eliminowaliśmy. Dzięki wczorajszemu treningowi moja celność znacznie wzrosła i każdy strzał trafiał w wroga. Gdy pokonaliśmy grupę demonów, z ciemności jaskini wychodziły kolejne. Ile ich się tam na gnieździło? Sayuri włączyła jakiś dziwny tryb, przyglądałem jej się uważnie. Po chwili rozległ się głos "Giga Stream" i wystrzeliła przed siebie pocisk. Zatkało mnie. Co prawda znałem ten atak, ale za każdym razem byłem pod wrażeniem jego siły. Jednak ten atak nie wystarczył wychodziły kolejne i kolejne grupy demonów. Nie czekając dłużej uklękłem na ziemi i ładowałem amunicję do działka.
-Co Ty robisz nie mamy czasu! Zaraz nas zabiją! - Krzyknęła w moją stronę. Gdy skończyłem zatrzasnąłem magazynek i uśmiechnąłem się do niej.
-Zaraz my ich zabijemy.
Uaktywniłem tryb Berserka, odwróciłem się plecami do niech i użyłem mojego ataku Dread Chase. Wystrzeliłem cała amunicję co miałem a pociski skierowały się w stronę demonów. Gdy się odwróciłem zobaczyłem tylko unoszący się kurz. Nazoidka przyglądała mi się. Skierowałem wzrok na nią, a ona automatycznie odwróciła głowę i patrzała na to co zostało z demonów, czyli nic. Podszedłem do niej i położyłem rękę na ramieniu. Wzdrygnęła się.
-Wszystko w porządku?
-Tak tak, nic mi nie jest. - Zmieszana aż do bólu.
-Chcesz mi coś powiedzieć? - Chyba za mocno na nią naciskam, ale dziwnie się czuje walcząc z kimś kto nie wiem wstydzi się na mnie patrzeć?
-Ni.. ee..
No nic nie będę jej męczył dalej. Dezaktywowałem tryb Berserka i ruszyliśmy dalej przed siebie. Gdy szliśmy w dali ujrzeliśmy jasne światełko. Pobiegliśmy tam i za światłem znajdowała się.. Dolina? Co to za miejsce? Byłem w szoku. Taki piękny krajobraz w tak mrocznej jaskini. Rozglądaliśmy się we wszystkie strony, aż w końcu na środku ujrzałem kamień, a na nim leżał jakiś zwój. Chyba o ten chodziło. Podeszliśmy tam z Sayuri. Wziąłem zwój do ręki, wejrzałem na nią, ona na mnie i skinęła głową. Schowałem go do mojego działa, raczej demonów już nie spotkamy, a jak tak to najwyżej wystrzelę zwój i tyle.. Udaliśmy się z powrotem do Hamel. Znowu martwa cisza podczas drogi. Przyśpieszyłem kroku i szedłem obok niej.
-Na pewno nie chcesz mi nic powiedzieć? Przecież Ci nie zjem.
-To.. Nie jest takie proste..
-To znaczy, co nie jest? - Może w końcu coś wyduszę.
-Bo widzisz ja..
-No? - Patrzałem na nią i czekałem na odpowiedź.
-Albo nie ważne w sumie..
Ah tak blisko kurde!!!!!! Gdy w końcu dotarliśmy do Hamel oddałem zwój Penentio i podziękował nam. Pożegnaliśmy się i z Sayuri odeszliśmy kawałek od niego. Wtedy nie wiem co się stało, ale nagle nazoidka mnie przytuliła i wyszeptała na szybko, że jej się podobam i chciała by się zaprzyjaźnić. W końcu!!!! Przecież nic w tym dziwnego więc skąd takie akcje... Gdy odsunęła się ode mnie założyłem jej włosy za ucho i powiedziałem, iż nie widzę w tym problemu. Uśmiechnąłem się do niej, a ona zrobiła to samo. Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się w swoje strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz