poniedziałek, 30 września 2013

Wpis11 Oczami Chunga Part3

- Nie śpij!!! Jeszcze 3 tomy masz do przeczytania.
Mirr niemal przy moim uchu wydzierał się, że się obijam. No przykro mi bardzo, ale to jest męczące. Ciągle czytać, eksperymentować, sprzątać i kiedy odpocząć? Minął ledwo tydzień, a 10 książek już miałem przestudiowanych. Powiedzmy, że już wiedziałem co i jak chodzi z nowymi amunicjami. Będę musiał się przyzwyczaić do nowych liczb i stosunków między składnikami.

- Pamiętaj, aby wcześniej dobrze wycelować. Wolę uniknąć zbombardowania niewinnego obszaru.
- Hai...
Kolejny tydzień poświęcony został nad opanowaniem AS (ostrzał artyleryjski). Powiedzmy, że początki były trudne. Do teraz winie się za ostrzelanie kurnika tym atakiem. Niby łatwo się mówi: przybierz pozycje, oznacz cel, naciśnij spust i gotowe. Tylko szkoda, że nauczyciele nie biorą pod uwagi jak komuś ręce się trzęsą lub ucieknie palec i... Nieważne...
Następnie przyszedł czas na granaty! A to było zabawne. Mogę używać albo podwójnych z mniejsza siłą lub jeden duży i skuteczny. Spodobała mi się nowa zabawka. Spore obrażenia ma jak na granat, ale przecież od tego są prawda?
Ostatnie dni treningu spędziłem nad bawieniem się z asystą shellinga. Bardzo zabawna umiejętność. Szybko i na dystans można coś oznaczyć i zostaje ostrzelane przez pociski. Nawet udało się znaleźć czas, by spędzić czas z Mirrem i porozmawiać, od tak. Miło wspominał czasy panowania mojego ojca i jak byłem małym księciem, który ciągle krok w krok, łapka w łapkę z tatusiem maszerowałem przez Hamel. Te czasy gdy było się dzieckiem i nie miało się pojęcia o strukturze i funkcjonowaniu tego świata.

- Chung, kiedyś ty będziesz panować miastem i dbać o dobro ludu.
- A papa już nie będzie?
- Nic nie trwa wiecznie mój synu. Dorośniesz i zobaczysz jak piękny jest świat.
- Papa pójdzie ze mną zwiedzać świat?
- Hahaha oczywiście. - życzliwy uśmiech i te wspomnienia zalały się mrokiem.
Przebudziłem się i z oczu spłynęło mi kilka łez. Podszedłem do okna i spoglądałem na gwiazdy. Ojcze... taki świat chciałeś mi pokazać? Muszę ochronić innych przed tym cierpieniem. Muszę jeszcze bardziej zmienić swoje nastawienie i nie patrzeć ciągle za siebie.

Ostatniego dnia podziękowałem Mirrowi za poświęcony czas i naukę. Wróciłem do miasta.
Z treningu wrócili też Aisha i Rena. Reszty nie było widać. Możliwe, że się im wydłużył lub coś. Gdy nas nie było, wprowadzili możliwość brania ślubów. O matko... Aisha to była tak szczęśliwa, że nie wiem jak to opisać. Nie dziwię się, bo chyba jej jedyną miłością życia jest on. Zostawiłem je i sam udałem się na rynek zobaczyć, czy coś ciekawego jest na sprzedaż. Zaciekawił mnie komplet Devila. Widziałem już kilku artylerzystów w tym i wygląda całkiem pokaźnie. Cenowo też źle nie ma, tylko moje fundusze... No nic, mam jakiś cel już.

Parę dni później wrócił do nas Raven i Elesis jako Saber Knight. Opowiadała nam o swoim treningu. Jako, że mnie mało to obchodziło wziąłem się za robienie dziennych misji i dodatkowo ćwiczyłem swoje nowe ataki. NIE MA ŹLE... tylko tragicznie. Moje ataki z Siege są tak słabe, że będę zastanawiać się, czy warto w ogóle z tego atakować. Z mojej nieszczęsnej sytuacji ratował AS. Trzeba przyznać, że nawet niezły jest. Lepszy niż inne ataki. Niektórzy wysłannicy byli trochę zazdrośni o ten atak. Przy nich i tak wypadam miernie... Inne klasy też dawały pokaz nowych ataków. Aż tak źle nie było, wszyscy w jakiś sposób zostali pokaleczeni - mniejszy bądź większy.
Wieczorem Elesis chciała ze mną porozmawiać. Zgodziłem się, bo i tak nie miałem nic lepszego do roboty, a czytać wiecznie nie będę.
- Z tego co mi wiadomo, jesteś bliskim przyjacielem mojego brata.
- No, można tak to nazwać.
- Mógłbyś opowiedzieć trochę o nim i jego zachowaniu.
- Nie widzę problemu. - Przeszedłem od razu do rzeczy i opowiedziałem jej o wszystkim. O jego mrocznej stronie też.
- Więc pogrywa z mrokiem?
- Tak wyszło...
- Mam nadzieję, że to głębiej zakorzenione nie jest. - nie wiedziałem, co miała na myśl, ale mnie to nie obchodziło zbytnio.

Kolejne dni poświęciłem na zarabianie i dalsze nauki. Elsa jak nie było tak nie było. Podobnie Ara. Trochę już zaczynali się martwić, co z nimi się dzieje.
Udałem się na arenę treningową i tam trenowałem ataki AS. Camila z góry mnie uprzedziła, że zakazane jest używania tego na PvP. Oczywiście, ja nie mogę mojego AS, a wysłannicy mogą. gdzie tu sprawiedliwość? Gdy skończyłem wróciłem do pałacu i w towarzystwie Aishy zajmowałem się czyszczeniem działa. Wtedy podszedł do nas Elsword. Przywitaliśmy się i na tym się skończyło, nawet Zeki nie poleciała wypytywać go o nic. Dziwne trochę. Wróciłem do siebie i odpoczywałem.

piątek, 20 września 2013

Wpis11 Oczami Chunga Part2

Gdy dotarliśmy do Belder, kierowaliśmy się do bram wyjściowych. Tam czekały na nas demony. Każdy złapał za swoją broń i walczył najlepiej jak potrafił. Było dobrze, do czasu... Przez bramę wchodziły następne demony. Końca nie było widać, a my sami nie mieliśmy sił. Aisha dzięki swojej magii przywróciła nam siły, więc mogliśmy jakoś walczyć. Walka była ciężka, demony spychały nas w głąb miasta. Nie wyglądało to za dobrze. Rozejrzałem się dookoła, przeanalizowałem całą sytuacje i wymyśliłem sposób pozbycia się ich. Gdy moi przyjaciele gorączkowo szukali wyjścia, ja skupiony ładowałem amunicję do Destroyera. Jak już skończyłem zapewniłem ich, że pozbędziemy się ich. Aktywowałem tryb Berserka i użyłem daleko dystansowych ataków. Armia demonów znikła, a na ich miejsce pojawił się ich lider. Przynajmniej tak uważałem. Wyglądał jak zjawa jakaś. Nie wiem jak inaczej go nazwać. Żniwiarz? Kierował się w naszą stronę. Odsunąłem się w miarę bezpieczne miejsce i wymieniałem magazynek obserwując, co się dzieje. Gdy już zakończyłem ładowanie broni ponownie użyłem samonaprowadzających pocisków, a Elsword dokończył nasz wspólny atak. Myśleliśmy, że to koniec. Jednak nie, dalej trzymał się na nogach, ten demon. Byliśmy już zmęczeni i jak na złość brakło amunicji?! Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Nie miałem jak pomóc mojemu przyjacielowi, który z sekundy na sekundę był w coraz gorszej sytuacji. Demon złapał go w swoje łapy i chciał go zabić. Wtedy nie wiadomo skąd pojawił się ktoś, ktoś kto przywołał złoty, duży miecz. Z daleka ciężko było rozpoznać kto to. Po dłuższym przyglądaniu się, dostrzegłem, że to kobieta, o czerwonych włosach. Zastanawiałem się, kto to może być. Kimkolwiek była ta osoba, ruszyła w kierunku demona i walczyła z nim jeden na jednego. Szybko się z nim rozprawiła. Ledwo doszliśmy do Elsworda, a demon już padł trupem. Zapytaliśmy go, kto to jest. Odpowiedział nam, że to jego siostra. Byłem w szoku, tak samo jak pozostali. Jego siostra się odnalazła, po tak długim czasie. Podeszła do naszego przyjaciela, a on wstał i się do niej przytulił. Rodzeństwo tak? Więc to znaczy mieć rodzeństwo i więź między nimi. W tej chwili coś mnie zabolało.

Wróciliśmy do miasta i poinformowaliśmy Vanesse o całym zdarzeniu. Ucieszyła się na widok Elesis. Tak, siostra Elsworda zwie się Elesis. Pani dowódca kierowała nas do swojej posady. Wszyscy byli jakby szczęśliwy, jednak nie ja. Nie miałem rodzeństwa, ostatnia osoba z mojej rodziny nie żyje i zostałem sam z linii krwi rodziny Seiker. Byłem smutny, a zarazem zazdrosny i wściekły. Ciężko było mi nadążyć za przyjaciółmi. Z tych rozmyśleń wyrwał mnie Elsword, który zauważył, że trzymam się z tyłu i nie interesuję się zbytnio tym, co się dzieje. Dla świętego spokoju prychnąłem, że jest wszystko w porządku.
W domu Vanessy wszyscy świetnie się bawili i rozmawiali. Z czasem Elsword i Elesis wyszli na zewnątrz porozmawiać, a ja wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni. Nie wiedziałem jak zachować się w takiej sytuacji. Z czasem wróciłem i byłem biernym uczestnikiem tego spotkania. Kilka minut potem, rodzeństwo jak i Aisha wrócili i znowu zaczęli ze sobą rozmawiać o wszystkim i o niczym. Dłużej nie mogłem tego znieść. Przeprosiłem ich i wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem na poręczy i moje serce dłużej tego nie mogło znieść. Nieszczęśliwa, pełna smutku i bólu łza spłynęła po policzku. Elsword przyszedł za mną i chciał się dowiedzieć, co się dzieje. Nie chce się z tym rozpisywać i napiszę tylko tyle, że się pokłóciliśmy. Wróciłem do środka, skierowałem się do pokoju, które Vanessa przygotowała dla nas i tam sam cierpiałem z powodu tego, co się działo. Ojcze... dlaczego.

Rano wróciliśmy do mojego rodzinnego miasta. Penentio bardzo był zszokowany widokiem Elesis. Gdy już się nacieszył z jej powrotu, udaliśmy się do jego czterech ścian i tam omawiał szczegóły treningu. Gdy skończył, poszliśmy do Camilli. Dostaliśmy listy, w których napisane było kto i gdzie będzie odbywać trening. Pożegnaliśmy się i poszliśmy swoim kierunkiem.
Zaskoczyło mnie trochę, iż moim nauczycielem na ten czas będzie oficer artylerii w Hamel, pan Mirr. Przypomniały mi się dawne czasy, gdy papa wziął mnie pierwszy raz na naukę posługiwania się Destroyerem. Wtedy też, był przy mnie Mirr i mi pomagał. Stare, dobre czasy...
Stanąłem przed bramą, która prowadziła do miejsca treningowego artylerzystów. Po kilku sekundach otwarto i wszedłem do środka. Miejsca nic, a nic się nie zmieniło. Jest tak samo jak 13 lat temu.
-Chung, dawno się nie widzieliśmy. Wyrosłeś za ten czas. - rozpoznałem ten głos. To był Mirr. Jak zwykle w białej zbroi Hamel z uśmiechem podszedł do mnie.
-Witam, Mirr. 
-Nie musisz być taki oficjalny chłopcze. Chodź, opowiem ci po krótce, co cię czeka.
Skierowaliśmy się do budynku i wąskimi korytarzami zmierzaliśmy do jego pokoju. Gdy się w nim znaleźliśmy, kazał usiąść, a sam zaczął czegoś szukać. Po jakimś czasie znalazł to co szukał i mi wręczył. Był to zwój papieru. Zapytałem go, co w nim jest napisane. Odpowiedział bym sam przeczytał. Rozwinąłem papier i zacząłem czytać. Zaniepokoiło mnie kilka rzeczy.
-To jakieś żarty?
-Nie, oficjalne powiadomienie od Penentia, po konsultacji z artylerzystami i samym nadzorującym władzę w Hamel.
-Dlaczego... dlaczego tylko taktyczni?!?!?
-Nie pytaj mnie, bo sam nie wiem. Główne powody jakie przedstawiali większość, to za duża siła amunicji, której używają wszyscy podobni do ciebie. Wiesz... Dzięki waszej ulepszonej głowicy, ataki są silniejsza, a załadowanie drugiego magazynka i wystrzelenie z niego amunicji jest śmiercionośne dla niektórych. Gdy ciebie nie było i toczyły się walki, były przypadki krytyczne, gdy ktoś z taktycznych zaczął używać drugiej amunicji. Był jeden śmiertelny. Dwoma pociskami zabił drugą osobę. Zrozum Chung, wasze amunicje są za silne i podlegają osłabieniu.
-Skoro tak, to czemu wysłannicy dostają takie ulepszenia? Oni będą gorszą zarazą jak taktyczni! - wzruszył bezradnie ramionami, a ja się zdenerwowałem jeszcze bardziej. Głowice naszych pocisków mają zostać osłabione, nauka dodatkowych kilku umiejętności, przeniesienie ostrzału artylerii do taktycznych, a wysłannicy w zamian dostają ostrzał artylerii quantum balista. Co? Nic z tego nie rozumiałem. Uderzenie artylerii... że niby moja klasa? Czytając dalej napotkałem się na coś jeszcze dziwniejszego. Podział Fieldu? No to już przesada. Assist shelling... co to znowu ma być? - Mirr, co to za umiejętność? - wskazałem palcem na papierze, o co mi chodzi. Przyjrzał się i odchrząknął.
-To jest coś podobnego do Markera. Tyle, że... Oznaczasz z dystansu przeciwnika, jednego. Są trzy serie ostrzału pociskami.
-Ah... więc o to chodzi.
Nie podobają mi się te zmiany. To niby ma być trening? Poważnie? Odebranie głównej siły nazywają treningiem?! Nie dość, że nie mam rodziny, to jeszcze będę słaby, niczym śmieć. Mirr oznajmił, że od jutra zaczynam trenować i uczyć się jak przygotować nową amunicję do Destroyera. Nie podobało mi się to...

poniedziałek, 9 września 2013

Wpis11 Oczami Chunga Part1

Przebudziłem się o 4 rano i wyjrzałem przez okno. Zapowiada się słoneczny dzień. Usiadłem do książek i studiowałem nowe metody tworzenia ładunków wybuchowych. Przyjemnie czas mijał dopóki ktoś nie zapukał do drzwi. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 5 rano. Ktoś chyba spać nie może. Otworzyłem drzwi, a w nich stał Elsword. Chciał porozmawiać o czymś ważnym. Weszliśmy do środka i zaczął mówić, w czym problem tkwi. Faktycznie, set Aishy jest poważnym problemem... Każdy ma swoje urojenia prawda? Wygrzebałem spod stołu ulotkę o możliwości zamiany na lepszą wersję. Przystał na to, ale problem tkwi w tym, że trzeba iść i to wymienić tak, by Zeki się nie zorientowała. Gdy ułożyliśmy plan działania czekaliśmy, aż jego księżniczka się obudzi.

Podczas śniadania, każdy zachowywał się normalnie, więc to było nienormalne trochę. Aisha nie jest wcale taka głupia, ale jej słabością jest właśnie on, więc... Gdy wychodziła zapytałem, czy pójdziemy gdzieś się przejść. Zgodziła się i na dodatek, Rena poprosiła nas byśmy zakupy zrobili. Elsword pewnie szczęśliwy, że będzie mieć sporo czasu by załatwić co trzeba.

Razem z Aishą chodziliśmy po sklepach i co jakiś czas odpoczywaliśmy. Mieliśmy już prawie wszystko z listy, co nam Rena dała. Jeszcze dwa sklepy i koniec. Idąc dalej mijaliśmy pralnie. Wtedy Zeki przypomniało się, że zaniosła tam swój komplet MK-2. Teraz to tym bardziej mi się nie podobało. Jeśli te ubranie jest tu, to co... Spojrzałem za pleców Zeki i zauważyłem w drzwiach Elsa. Jest źle, nawet bardzo. Jeśli ona go zobaczy...
-No Chung chodź to potrwa tylko chwilę. - już sie odwracała by tam iść. Złapałem ją za ramiona i odwróciłem w swoją stronę.
-To nie jest dobry pomysł, bo wiesz, no...
-Co się dzieje? - zdziwiona zaczęła na mnie patrzeć. Myśl szybko, bo będą kłopoty.
-Myślę, że najpierw powinniśmy skończyć zakupy, a potem iść po twoje rzeczy. Wiesz jaka Rena jest...
-No też racja. To chodźmy.
Gdy tylko skierowała się dalej odetchnąłem z ulgą i poszedłem za Aishą.
Po skończonych zakupach wróciliśmy do pałacu. Daliśmy Renie zakupy, rachunki za nie i inne duperele, a potem udałem się do pokoju. Lorienka bawiła się kłębkiem nici, a ja wróciłem do swojej lektury. Nie minęło pięć minut i z hukiem weszła Zeki. Tak się wystraszyłem, że przez przypadek zrzuciłem kilka książek z stołu, a sam wywróciłem się na krześle.
-Patrz, patrz! Ładne prawda? Hę? Co ty robisz na ziemi?
-Wiesz... - powoli wstałem i ułożyłem książki na stole. - Jak tak będziesz wchodzić, to nie dziw się, że druga osoba jest na ziemi, czy w szoku...
-A tam mówisz. No powiedz, co o tym myślisz? - przyjrzałem się jej. Wygląda lepiej jak poprzednio. Ciemny fiolet jej bardziej pasuje jak róż.
-No może być.
-Ah, idę pochwalić się Renie. Na razie!
Trzasnęła drzwiami, a ja zostałem sam z swoim petem w pokoju. Lorienka zastygła w bezruchu nawet ogonami nie ruszała. Podszedłem do niej i pogłaskałem po główce.
Wieczorem zszedłem kolacje wraz z lekturą. Muszę przyznać, że jest bardzo interesująca i ciągle chce uczyć się więcej. Dziwne, ale taka prawda. Gdy spożywaliśmy posiłek, do jadalni wszedł nasz książę, który od razu został przywitany przez jego księżniczkę. Trochę im zazdroszczę, że się im tak układa. Ja niestety nie mogę być z Mayą tak długo jakbym chciał. Coś czuje, że nasz związek pójdzie w przeszłość...


Następnego dnia miało miejsce dziwne wydarzenie, a dokładniej na sprzedaż zostały wpuszczone wierzchowce. Byliśmy bardzo tym zaciekawieni, więc wspólnie wybraliśmy się na małe rozeznanie. Jako pomoc posłużyła nam Aranka, która wszystko nam opowiedziała. Podobały mi się nowe zwierzaki. Zaciekawił mnie Mobi. Tak jakoś czuje, że właśnie z nim będzie mi dobrze. Gdy wiedzieliśmy już co i jak, razem z Elswordem udaliśmy się zaliczać dziennie miejsce i szukać innych metod szybkiego zarobku.
Tak minął cały dzień. Ciągle w ruchu i pełen obmyślania planów. Zmęczeni rozwaliliśmy się z Elswordem w pokoju gościnnym. W spokoju sobie gawędziliśmy, gdy weszły dziewczyny i chciały zająć salon. Po krótkiej wymianie zdań Elsa z Zeki zostaliśmy sami. On to wie, jak jej dogadać tak by się nie obraziła i ją to nie uraziło. Jestem pod wielkim wrażeniem, że z nią wytrzymuje, bo ona jak chce to potrafi strzelać fochy o wszystko. Po rozmowie z przyjacielem wróciłem do swoich czterech ścian. Tego wieczoru postanowiłem zakończyć moją lekturę i zabrać się za nową.

Kolejnego dnia znowu wyruszyliśmy na dzienne misję, a potem załatwialiśmy formalności odnośnie gildii. Jakoś dajemy sobie radę... jakoś. Nie podobało mi się to w jaki sposób potraktowali nas nasi ludzie. Jak widać nie wszyscy są w porządku i fair w stosunku do innych. Gdy się tak przyglądałem to zauważyłem, że zostali sami weterani. Z jednej strony dobrze. Akurat my stawiamy na jakość, a nie liczbę. Trochę brakuje tej gwary co kiedyś, jednak to nie jest powód by rozwiązać naszą drugą małą rodzinę. Jak już skończyliśmy wróciliśmy do pałacu. Schowałem gdzie trzeba papiery gildii, a resztę dnia spędziłem na eksperymentach, których opisywać mi się nie chce.


Dni mijały, kasy przybywało, sił brakowało, jednak pomimo sprzeciwów naszych ciał robiliśmy na siłę dziennie misje. Ja padałem już z wyczerpania, Elsword radził sobie lepiej ode mnie. Nie dawałam zbytnio oznak, że jest coś nie tak. Jak tylko kończyliśmy misję od razu wracałem do swojego pokoju i spałem do wieczora, a potem znowu w nocy.
Kolejnego dnia do Sander zagościł zespół muzyczny Crayon Pop. Tego dnia daliśmy na luz z misjami i wspólnie wybraliśmy się na koncert. Czas minął przyjemnie i znalazłem nawet czas by pobawić się eksperymentami.
Następnego poranka poszliśmy kupić wierzchowce. Zanim podjęliśmy wybór jeszcze raz zaznajomiliśmy się z ich umiejętnościami. Moje zdanie się nie zmieniło, tak samo jak Elsworda. Zadowoleni na mountach poszliśmy zająć się swoimi sprawami.
Udałem się do Vapor i razem z nią studiowaliśmy alchemię słuchając wzajemnie swoje wnioski odnośnie różnych dziedzin nauki. Kolejny dzień mijał w miarę dobrze. Po kilku godzinach poszedłem w jakieś zaciszne miejsce poczytać książkę. Mobi grzecznie obok mnie siedział i obserwował co się działo dookoła niego. Po jakimś czasie podeszła do mnie dziewczyna z naszej gildii. Była strasznie czymś zasmucona. Zapytałem w czym rzecz. Odparła, że marzy jej się komplet Devila, a z funduszami na chwilę obecną nie najlepiej. Pożyczyłem jej i poprosiłem by w miarę szybko oddała. Zadowolona poszła kupić co chciała, a ja oparłem się oparcie ławki. Słońce przyjemnie grzało i ten lekki powiew wiatru...
Popołudniu wróciłem do pokoju i tam eksperymentowałem dalej z nowymi ładunkami. Wszystko szło dobrze do czasu, dopóki jedna z próbek nie wybuchnęła. Ah, źle dobranie składników i masz... Zszedłem na dół się umyć i usłyszałem rozmowę Elsworda i Reny. Mówili coś o Henirze i wierzchowcach. Podbiegłem szybko do kuchni i oznajmiłem, że też się piszę na jutrzejszego Henira. Elsword spojrzał na mnie dziwnie i zapytał, co mi się stało. Trochę głupio mi było, ale odpowiedziałem, że źle zabrałem się do eksperymentu i mam to co mam. Po kolacji wróciłem dalej do pracy i przed dwunastą położyłem się spać.


Kolejnego poranka, wraz z Reną czekaliśmy na naszego księcia. Jak tylko się zjawił udaliśmy się na Henira. Rena bardzo była zachwycona z tego jak nasze nowe zwierzaki się sprawują. Sama planuje sobie kupić, ale przy jej wydatkach to będzie problem. Wiadomo jak to kobiety... Potem skierowaliśmy się do Camilli, bo miała coś dla nas. Gdy zjawiliśmy się na miejscu wręczyła nam listy, które tyczą się naszego nowego treningu. Brzmi ciekawie. Zastanawiałem się, co tym razem się nauczę. Poprosiła nas byśmy resztę listów przekazali pozostałym i nas zostawiła. Wróciliśmy do pałacu i oddaliśmy listy odpowiednim osobom. No, po za Aishą. Nią się Elsword zajmie.
Wróciłem do swoich czterech ścian i zastanawiałem się, co takiego będę się uczyć. Gdyby był papa (tata) to bym mógł się dowiedzieć, a tak to... Eh, nie mogę o tym myśleć. Zabrałem się przygotowywanie sobie nowych granatów i amunicji. Lepiej kupić materiały i samemu zrobić jak kupić gotowe.
Popołudniu odpoczywałem w naszym ogrodzie i pilnowałem by Lorienka niczego nie zniszczyła jak ostatnio. Było spokojnie do czasu, gdy nie wbiegł Raven i powiedział mi, że Belder jest atakowane przez demony. Od razu ożyłem i wyrwałem się z błogiego spokoju. Szybko wróciłem do środka i tam Raven mi, Renie i Arze przekazał tyle ile się dowiedział, czyli demony zaatakowały Belder i potrzebne jest wsparcie w trybie natychmiastowym. Każdy z nas poszedł szybko po swoje rzeczy, a ja jeszcze musiałem iść po Elsworda i Aishę. Otworzyłem drzwi do pokoju Elsa i co widzę? No tak, ci jak zawsze zajęci sobą. Zaśmiałem się i oparłem o futrynę. Dogryzłem im trochę i jak tylko mój przyjaciel spoważniał, powiedziałem im o ataku demonów na Belder.