czwartek, 29 listopada 2012

Wpis9

Tego dnia postanowiłem zakończyć to wszystko. Z rana napisałem list do Zekiry i kazałem jej go dostarczyć w trybie natychmiastowym. Doprowadziłem się do porządku, zaczesałem włosy w kucyk, zszedłem na dół z Śnieżynką, śniadanie i udaliśmy się na miasto. Heniry jak zwykle szybko zeszły, a potem udałem się na rynek. Cholera no, szukam ciągle i nie mogę znaleźć tych rękawiczek do kompletu Incu. Denerwuje mnie to. Udałem się do Camilli. Tam gdy mnie zobaczyła początkowo nie poznała dopiero potem po moim spojrzeniu zorientowała się, że to ja. Jak zwykle rozmawialiśmy o sytuacji na pvp jak i wojownikach. Wtedy podszedł do mnie Zorrin.
-Siema Els. Widzę nowy fryz, pasuje Ci.

-Siema stary, dzięki.
- przywitaliśmy się a potem oparliśmy o barierki.
-Słyszałeś o najbliższym mini turnieju pvp?

-Mini turnieju?
- o czymś nie wiem z branży pvp?
-Walki 2v2 tylko z naszego miasta. Każdy może się zapisać. Idziesz też?

-Czy ja wiem może lepiej dać młodym się pobawić.

-Haha~ w sumie racja, lepiej będzie oglądać jak ich pokonywać w 5 sekund.

-I tak pierwsza dziesiątka z rankingu nie może startować, bo to impreza dla słabszych a nie takich jak wy. Widać jak słuchasz moje ogłoszenia Zorrin.
- zmieszał się trochę, po czym dalej dyskutowaliśmy o różnych rzeczach.
-Dobra ja zwijam, dziś mam specjalny trening dzięki któremu poprawie celność.

-Jakbyś chybiał wiesz.
- zaśmialiśmy się po czym pożegnaliśmy i poszedł, a ja dalej przyglądałem się walce na dole.
-To chyba będzie pierwsza impreza na której nie możesz być.

-Wiesz jakoś i tak nie ciągnie mnie do walki, bo jestem w fatalnej formie. Muszę potrenować trochę zanim znowu zawalczę.

-I tak tytuł masz i każdy wie, że jesteś najlepszy.

W sumie racja. Pożegnałem się z nią i skierowałem do domu. Gdy tylko przekroczyłem próg jeden z lokai powiadomił, że list został przekazany. Dobrze, teraz tylko czekać do ustalonej godziny i wszystko się rozstrzygnie.
Powoli godziny leciały aż w końcu dobiła godzina 21:30. Wstałem z łóżka, ubrałem górę Incu i skierowałem do wyjścia. Przed drzwiami stała i czekała Emilia. Przytuliła mnie i powiedziała żebym robił tak jak dyktuje mi serce. Podziękowałem jej i udałem się na miejsce spotkania. Wybrałem niegdyś nasze wspólne miejsce. Ulice były oświetlone, do tego lekki blask półksiężyca. Minąłem swoją ulicę, przeszedłem przez oświetlony park i skierowałem do mostku co łączył obrzeże parku z łąką. Cichy odgłos płynącej wody, grające świerszcze, lustrzane odbicie księżyca w tafli wody, jeszcze brakuje tylko... Oparłem się przodem o poręcz mostu i czekałem, aż Zeki się zjawi o ile się zjawi... Kilkanaście minut później usłyszałem odgłos butów, które kroczyły po moście. Odwróciłem się w tamta stronę i w moją stronę szła ta osoba na którą czekałem. Była ubrana w set Salvadore Ibelen (niebieski odsyłam do elwiki). Bez zastanowienie przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem i przytuliłem bardziej do siebie.
-Nigdy więcej...

-Mnie tak nie rań...

-Moje serce...

-Należy tylko do Ciebie.
- wtuliła się mocniej jakby bała się że ją zostawię znowu. - Tęskniłam wiesz..
-Ja też i to nawet nie wiesz jak bardzo
- pogłaskałem ją po głowie i ucałowałem w czoło. Dźwignęła głowę i spojrzała na mnie błyszczącymi oczami. Jedna z łez spłynęła, od razu ją przetarłem, nie chce widzieć żadnych łez nie teraz. Nasze twarze się zbliżyła i od niepamiętnych czasów nasze usta znowu zetknęły się w pocałunku. Od tak dawna tego chciałem, od tak dawna nie czułem ciepła jej ciała, jej zapachu, jej ust... Teraz wszystko wraca do mnie i nie zamierzam tego wypuścić z rąk. Nigdy więcej takich cierpień. Obróciłem ją w stronę barierki i przez długi czas nie przerywaliśmy naszego pocałunku.
-Wiesz, że mamy miesiąc do nadrobienia
. - powiedziała to z uśmiechem na twarzy zakładając część grzywki za ucho.
-A Ty tylko o jednym.

-Odczep się!
- uderzyła lekko w ramię i zaśmiała się po chwili. Przytuliłem się do niej, muskając ustami jej szyję.
-Mamy czas, więc dobrze się go spożytkuje.
- wplotła swoje ręce w moje włosy i odchyliła lekko głowę do tyłu.
-Brakowało mi Twojej miłości Ammo naprawdę... Przy Tobie czuje się jakbym naprawdę żyła pełnią życia.

-Ty nie znasz mojej prawdziwej miłości do Ciebie Zeki, ale z czasem się dowiesz.

Wpis8

Resztę wczorajszego dnia spędziłem w domu. Emilia miała rację dłużej tak nie może być. Dziś wyglądam lepiej jak wczoraj, więc pocieszam się faktem, że nie jestem zombi. Ubrałem się w Incubusowego avatara zaczesałem włosy w kucyk, tak od dziś będę wychodzić w fryzie Yakshy. Zszedłem na dół i udałem się do jadalni. Emilia od razu sprawdziła mnie z góry na dół i powiedziała, że dziś już mogę wyjść. Eh ta nadopiekuńczość... Zjadłem śniadanie, zawołałem Śnieżynkę i udałem się do drzwi wyjściowych. Po drodze zapytałem jednego z lokai czy papiery zostały dostarczone. Kiwnął głową, że tak; to dobrze.
Po zakończonych zadaniach, poszedłem pochodzić po mieście. Ucieszyło mnie to, że nikt mnie nie poznał. Jednak zmiany są potrzebne, teraz wiem w czym wyjść by przykuć uwagę czy też spokojnie spędzić popołudnie. Pospacerowałem trochę i w oddali dostrzegłem Loriena z Mayą. Cieszy mnie fakt, że w końcu on jest szczęśliwy, należy mu się po tym wszystkim. Idąc dalej, do parku, spotkałem Rene i Ravena, którzy razem siedzieli na ławce i rozmawiali o czymś. Kierując się przed siebie spotkałem Aishę, która pocieszała jakąś dziewczynkę. Pewnie dziecko zrobiło sobie coś, więc Zeki od razu przychodzi pocieszać. Oparłem się o pobliskie drzewo i obserwowałem ją. Jestem o wiele spokojniejszy, gdy widzę ją szczęśliwą, ale co tak naprawdę ona czuje w sercu? Zapewne to co ja, ale nie daje po sobie poznać. Czy powinienem coś z tym zrobić czy nadal tkwić w tym?
Z zamyślenia wyciągnęła mnie Śnieżynka, która wtargnęła do mojej podświadomości.
-Powiedz jej to co czujesz, powiedz jej prawdę.
-Łatwo się mówi ciężej zrobić. - zaśmiała się i zakryła twarz ogonami. Zaśmiałem się po czym popchnąłem ją lekko butem. - Wracamy.
Ruszyliśmy przed siebie i mijaliśmy Aishe, która zajęta była dziećmi. Spojrzała na nas, odwróciłem głowę w jej stronę. Uśmiechnąłem się do niej jak to miałem w zwyczaju, wtedy zauważyłem lekkie zdziwienie po czym życzliwy uśmiech i spływająca łza z oka. Odwróciłem głowę przed siebie i skierowałem się do domu. Co ona teraz myśli? Czy mi wybaczy? Jutro z nią porozmawiam.
Wieczór spędziłem w świecie demonów. Bądź co bądź wcale nie są tacy jak się ich opisuje. Mają swój własny urok, który ja poznałem. Poznałem ich prawdziwe ja. Issa zrobiła duże postępy w walce, co cieszy. Avalac też zademonstrował, co potrafi zrobić z swoim mieczem. Jestem pod wrażeniem. Na ostateczną bitwę z Ranem będę przygotowany bardziej niż sobie myśli. Po kilkugodzinnych obserwacjach jak sprawują się moi podwładni wróciłem do swojego świata. Śnieżynka w swojej prawdziwej formie usiadła wygodnie na fotelu. Założyłem ręce, spojrzałem na nią, ona na mnie.
-No co?
-Do swoje właściwej formy, bo jeszcze pomyślą, że tu burdel mam. - wybuchnęła śmiechem
-Przecież nikt tu nie chodzi.
-Moi ludzie z domu to niby duchy? - przyłożyła palec do ust, zamknęła oczy i jakby myślała nad czymś intensywnie. Po kilkunastu sekundach otwarła oczy i spojrzała na mnie.
-Masz rację. - po chwili zmieniła się w małego słodziaka i ułożyła wygodnie do snu. - Dzisiaj śpię tu.
Zgodziłem się na to i udałem się do swojego pokoju gdzie położyłem się spać

wtorek, 27 listopada 2012

Wpis7

Nie umiałem zasnąć tej nocy. To jest jakiś koszmar. Leżałem twarzą do poduszki i myślałem nad tym wszystkim. Chce do niej wrócić i to bardziej niż mogę sobie wyobrazić. Chce resztę życia z nią spędzić, ale boje się jej reakcji na to. Boję się, że znowu do tego dojdzie, a wtedy już nie będę mieć na tyle sił by uporać się z tym wszystkim. Zresztą co ja piszę, ja teraz już nie daje sobie z tym rady... Podoba mi się to czy nie ale moje serce należy tylko do niej. Pomimo tego co robi, nie umiem od tak przestać ją kochać.
Nim się spostrzegłem była już 6 rano. Nie ma co dłużej leżeć... Wstałem z łóżka i zszedłem na dół do jadalni. Emilia jak zwykle coś już przygotowywała na śniadanie. Pisałem czy nie pisałem ale jadalnia jest połączona z kuchnią drzwiami i oknem "w ścianie". Gdy tylko wszedłem do środka usłyszałem tylko "o Stworzycielu". Spojrzałem przez okno na Emilię, która była tak wystraszona, że aż się zmartwiłem.
-Co się stało?
- zapytałem ją półszeptem. Podeszła do mnie szybkim krokiem. Jedną ręką odgarnęła część włosów, co zakrywały twarz, drugą przyłożyła do czoła i potem jakby sprawdzała czy żyje.
-Elsword wyglądasz okropnie. Jesteś strasznie blady i te przekrwione oczy. Stało się coś? Matko i córko, co Ty z sobą zrobiłeś dziecko...
- jednak trza było pierw doprowadzić siebie do porządku, a potem zejść.
-Jest w porządku, nie musisz się tak martwić...

 
-Zwariowałeś chyba. Od dnia gdy już z Zekirą nie jesteście razem zacząłeś... jakby sam siebie wykańczać.
-Może...
-Siadaj tu na krześle już.
- zostawiła mnie na chwile samego i poszła po coś. Ja usiadłem na krześle i wbiłem wzrok w podłogę wyłożoną niebiesko-białymi kafelkami. Po kilku chwilach przyszła z jakimiś lekarstwami, termometrem. Kazała mi zmierzyć temperaturę. Cały czas głaskała mnie po twarzy, po ramieniu, odgarniała włosy, jak matka która martwi się o swoje dziecko. - Co Ty z swoim życiem zrobiłeś...
-Gdybym sam znał na to odpowiedź...

-Elsword jak tak dalej będzie to się wykończysz rozumiesz. Masz dopiero 19 lat, a Ty już chcesz wszystko zakończyć.
- patrzała cały czas na mnie tym troskliwym wzrokiem, a ja już dłużej nie mogłem wytrzymać tego. Przeze mnie również inny cierpią. Podałem jej termometr po 3 min zmierzenia. - Ty jesteś chory wiesz... masz temperaturę dużo poniżej swojego ciała.
-Jakbym coś ubrał na siebie to by była w normie.
- tak zszedłem na dół tylko w butach i spodniach, więc co ona się dziwi.
-NIE O TO CHODZI!
- podniosła ton i zaraz potem gdy odłożyła termometr. - Wracasz do łóżka i nigdzie nie wychodzisz.
-No chyba nie.
- to mi w ogóle nie odpowiadało. Mam trochę roboty na dziś.
-Bez dyskusji. Może i jesteś panem tego domu, ale ja nie pozwolę byś sam siebie wykończył. Dziecko spójrz w lustro. Poznajesz Ty w ogóle siebie?

Miała rację. Sam siebie z dnia na dzień wyniszczałem. Spuściłem głowę i same z siebie łzy zaczęły spływać mi po twarzy kapiąc na kafelki. Ja nie daje sobie z tym rady, nie umiem, nie potrafię z tym walczyć... Emila podeszła do mnie i przytuliła do siebie, a ja rozpłakałem się jak każdy normalny człowiek z natłoku tego wszystkiego.
-To ja go doprowadziłam do tego stanu prawda?
- ten głos jak odgłos dzwonu rozległ się w mojej głowie. Ona nie powinna tego widzieć, nigdy...
-Tak...
- odpowiedziała cichym głosem Emila i głaskała mnie po głowie. Dźwignąłem jedną rękę i położyłem na jej dłoni, która mnie głaskała i zsunąłem na dół. Wstałem z krzesła i stanąłem bokiem do niej jak i Aishy.
-Lepiej jak wrócę do pokoju. Niech za kilkanaście minut przyjdzie ktoś, bo trzeba papiery pooddawać i Zekire do domu odprowadzić.
- skierowałem się do wyjścia z spuszczoną głową ocierając policzek z łez. Gdy mijałem Aishe, niepewnie mnie złapała za ramię. Spojrzałem na nią, a ona jeszcze bardziej się przeraziła. - Nie powinnaś mnie widzieć w takim stanie.
-Elsword Ty...
- minąłem ją bez słowa i skierowałem się na górę. Zeki podeszła do mnie i stanęła na przeciwko mnie dotykając swoimi dłońmi moją twarz. - Ty nie radzisz sobie z tym. Ja to widzę. - zmusiłem się do uśmiechu i zsunąłem jej dłonie z twarzy.
-Tak, wiem. Ze wszystkim zawsze dawałem sobie radę, a z tym co dzieje się teraz, z raną którą mi zadałaś nie potrafię.

-Ty też jesteś temu winien.

-Aisha... Nigdy mi nie zaufałaś tak by mieć pewność, że tylko Tobie jestem oddany. Nie doceniałaś tego co Ci dawałem.

-Nieprawda...
- wypowiedziała to cicho bardzo cichutko. Łzy jej leciały po twarzy i jakby zbierała się by coś powiedzieć, a nie potrafiła.
-Nie marnuj czasu na mnie..

-Nie... nie...
- przytuliła się do mnie i zaczęła płakać. Scena jak z dramatu jakiegoś, dwoje ludzi którzy nie potrafią zaznać spokojnej miłości. - Ja... moje serce... należą do Ciebie... nikogo więcej... - przytuliłem ja do siebie i lewą dłoń wplotłem w jej włosy.
-To była obietnica którą sobie złożyliśmy wtedy. Ona nadal obowiązuje...

Po tych słowach zostawiłem ją samą i udałem się do pokoju. Położyłem się do łóżka twarzą do poduszki i przykryłem siebie całego, że ledwo nawet głowę było widać.
Kilkanaście minut później do mojego pokoju przyszło kilka osób zakładam, że Emilia i inni w sprawie papierów.
-Do kogo te papiery mają być zaniesione?

-Od prawej Daisy, Penentio i Aranka.
- po tych słowach usłyszałem kroki i szelest papierów. Nie wiedziałem kto chodził, kto był w pokoju, bo głowę miałem skierowaną w ścianę. Jednak nie umiałem się pozbyć dziwnego wrażenia, że Zeki tu jest. - Ona tu jest? - zapytałem cicho i odparła że tak. - Niech wyjdzie i nie przychodzi dziś, ani jutro. W sumie niech ją ktoś w końcu odprowadzi do domu.
Wstała i odeszła razem z wszystkim. Potem słyszałem tylko odgłos zamykanych drzwi i nastała cisza.

niedziela, 25 listopada 2012

Wpis6

Gdy już poszli odwołałem Cornwella i spojrzałem na Zekire. Była cała przestraszona, drżała i płakała. Przez nią zostałem zraniony, zawsze to ona rani moje serce, jednak teraz, ten widok zranił mnie jeszcze bardziej. Przytuliłem ją do siebie i pogłaskałem ją po głowie.
-Mówiłem, że masz po nocach nie spacerować, znowu mnie nie usłuchałaś.
Kiedyś było podobnie, ostrzegałem ją ale jak zwykle zrobiła po swojemu. Dziewczyny... Nie odpowiedziała nic, była wtulona we mnie tak, jakby już nigdy więcej miała mnie nie zobaczyć. Jej dotyk, zapach... Tyle czasu minęło od kiedy zawitało do mnie te uczucie. Jednak nie mogę dać tym razem upust moim emocjom, nie dziś, nie teraz... Była zimna, co mnie zmartwiło. Ściągnąłem górę ubrania i okryłem nim ją, a następnie wziąłem ją na ręce i skierowaliśmy się do mojego domu. Teraz jest bezbronna, zupełnie bezbronna zdana na los tego świata. Cały czas była w szoku po tym wszystkim. Co jakiś czas spoglądałem na nią. Nie wyglądała za dobrze.
Gdy dotarliśmy do domu służący otworzyli mi drzwi, zdziwili się na mój widok. Kazałem szybko zmobilizować lekarza by sprawdził czy z nią w porządku. Poszli po niego, a ja udałem się na górę z nią. Jeden z lokai, który szedł za mną otworzył drzwi do wolnego pokoju. Gdy tylko przekroczyłem próg zamknął je. Położyłem Aishe na łóżku przykrywając ją kocem, a potem kołdrą. Odwróciłem się i chciałem wyjść, wtedy złapała mnie za nadgarstek prawej ręki. Spojrzałem na nią, w jej oczy, które opisywały wszystko. Odwróciłem wzrok, spuściłem głowę i szarpnąłem prawą ręką, że mnie puściła i udałem się w kierunku drzwi. Wyszedłem na zewnątrz i kilka chwil potem lekarz podszedł do mnie. Kiwnąłem głową w stronę pokoju po czym wszedł tam, a ja poszedłem do swojego. Zabrałem się za dalsze segregowanie papierów.
Było już grubo po północy, usiadłem zmęczony na fotelu i wpatrywałem się w góry dokumentów. Jutro karzę, wróć dziś karzę im to wysłać do odpowiednich osób. Spojrzałem na Śnieżynkę która wygodnie spała sobie już. Udałem się do łazienki umyć i rozczesać włosy i przywrócić ich naturalny wygląd. Na noc nie potrzebuje by były wymodelowane, ani maskowały mój naturalny kolor. Tylko gdy idę spać czuje się jak zwykły człowiek w swoim prawdziwym ja, a nie maskującym się by... zresztą chrzanić. Jednak gdy tak na siebie patrze w lustro to dziwnie się czuje. Długie, proste czerwone włosy z czarną pasemką, wszędzie gdy widzę siebie to widzę w szaro-czarnych włosach ustawionych na jeża. Rzeczywistość jest brutalna. Będę musiał trochę uciąć, bo za długie już są. Wyszedłem z łazienki i już chciałem się wyłożyć na łóżku gdy ktoś zapukał. Podszedłem do drzwi i otwarłem, a za nimi Aisha z spuszczoną głową, która w rękach trzymała górę Incubusowego ubrania. Spojrzała na mnie i lekko otworzyła usta. No tak przecież nigdy nie wiedziała mnie takiego. Westchnąłem tylko i zapytałem ją po co przyszła. Od razu jakby się opamiętała i oddała mi ubranie po czym zbliżyła się o krok i położyła swoje zimne dłonie na mojej klatce piersiowej. Cholera jest noc, środek nocy a ona wie że...
-Przestań Zeki. - złapałem jej ręce za nadgarstki i ściągnąłem z swojego ciała. Wtedy znowu zbliżyła się krok bliżej i znowu byliśmy blisko siebie. Patrzała cały czas na mnie tym samym spojrzeniem gdy mnie zobaczyła po raz pierwszy po treningu Camilli- zauroczenie
-Dlaczego tak to wszystko się potoczyło... - jej głos był smutny i wyczułem w nim tęsknotę.
-Tak musiało być. Jest późno idź odpocząć, ja już jestem wykończony całym tym dniem, a Ty powinnaś dojść do siebie. - puściłem jej ręce po czym żałowałem tego. Zawiesiła je na szyi, a wcześniej lewą ręką odgarnęła część włosów i zbliżyła się o wiele za blisko. Jakby chciała znowu jak kiedyś pocałować i być pieszczona przeze mnie. Bez słowa przyłożyłem palce do jej ust i odsunąłem od siebie. Nie była z tego zadowolona, bo jeszcze bardziej posmutniała. - Idź już i nie zmuszaj mnie do tego.
-Zmuszam? Przecież też tego chcesz prawda, chcesz by było jak dawniej.
-Powiedziałem byś poszła, nie chce używać siły więc wyjdź. To jest moja ostatnia prośba.
-Ale...
-ZEKI. - wystraszyła się gdy tylko podniosłem ton głos. Spokorniała i jak powiedziałem tak zrobiła.
-Dobranoc...
Odpowiedziała cichym głosikiem i zamknęła drzwi. Dobranoc.. Dobranoc możesz powiedzieć wtedy jak z Tobą tę noc spędzę, a tak...

Wiadomość

Tak znowu dostałam bana na te zjebane forum od nowego zielonego. Tak kurva offtopic ciekawe kurde gdzie, chyba w głowie tego modka co mi dał.
Edit. Faktycznie zapytanie o problem czemu nie może wejść na forum jest faktycznie offtopicem szkoda że pani moderator nie zauważa innych offtopiców tylko doczepi się czegoś takiego. Gratulacje...!!!
Powiem wprost nie będę ukrywać - Team PL z forum elsword.pl to czysta mafia jak kogoś chcą zbanować to doczepią się byle jakiego szczegółu. Mało tego nie potrafią spojrzeć prawdzie w oczy i wywalić z teamu ludzi którzy się nie nadają a jest ich wielu.
Trzymajcie dalej, a forum jak i gra runą jak domek z kart. W sumie co ja piszę gra to już jest dno kompletne a team tylko to potwierdza swoimi wyczynami~
Wpisów nie będę dawać, bo mi się kurva odechciało pisać dalej. Możecie podziękować naszemu nowemu modkowi, który mi wlepił bana za offtopic gdzie go nie ma ohh..

Wpis5


Dzień jak co dzień znowu nastał. Rano wygłupy z Śnieżynką, potem jak już się nam znudzi na miasto połazić, po rynku i. Zaciekawiła mnie pewna fryzura na rynku -Yakshy czerwono-biała. Zastanawiałem się czy kupić, trochę kasy mam, fryz nie za drogi, muszę jeszcze oszczędzać, aż pojawią się rękawice z Incubusa. Niech no ja bym dorwał tego, kto mi je wtedy wykupił to by miał mojego Cornwella... Zdecydowałem się kupić co mi tam, może chociaż dzięki temu będę mniej rozpoznawalny, bo do fryzu DS'owego już każdy przywyknął do Incu zdarzają się, że nie rozpoznają ale w większości jest na odwrót, to w tej fryzurze może zaznam spokoju...
Jak zwykle do późnego południa zajmowałem się tym, co zwykle już mi się nie chce pisać dzień w dzień to samo, a idiotą nie jestem i nie będę opisywać "dziś heniu miałem takie i takie pt", "te pt było takie srakie i inne", "te dziewczyny z pt to już na serio mnie przerażają i wyglądem i tym co robią". Jednak co do pvp to też sam nie wiem czy opisywać... W sumie na kij ja będę pisać jak i tak zawsze wygrywam, a potem przeciwnika biorą do szpitala na oddział intensywnej terapii.
Wszystko biegnie inaczej od tamtego dnia. Czuje dziwną pustkę i zastanawia mnie czym to jest spowodowane. Tym, że opuściłem gildię czy tym, że zerwałem kontakt z przyjaciółmi? Zwykle gdy spacerowałem po mieście, parku nie zważałem aż tak na innych ludzi, ale teraz patrząc na nich jak są razem, w grupach rozmawiają, śmieją się, pary trzymają się za ręce, siedzą razem, wtedy czuje ukłucie w sercu. Ja to wszystko miałem i straciłem. Czy dam radę odzyskać to co jest najważniejsze? Czy jest jakikolwiek sens? Nie wiem, nie wiem co mam z tym zrobić... To już trwa zbyt długo, zbyt długo moje serce cierpi, jeśli tak dalej pójdzie pochłonie mnie mrok, a wtedy to ja będę większym zagrożeniem dla Hamel jak ten Ran. Tylko od czego zacząć... Może tak miało być, może to wszystko miało się wydarzyć jakiemuś celowi tylko jakiemu?
Wieczór jak każdy inny bez żadnych sensacji. Poszedłem do swojego pokoju i postanowiłem posprzątać trochę biurko, bo za dużo papierów na nim już jest. Podczas segregowanie dokumentów natknąłem się na papierek z gildii. No pięknie... Yuri teraz mnie zabije jak jej to przyniosę, bo słyszałem od innych, że zgubiła ważny dokument, a on u mnie. Zapakowałem i udałem się do siedziby gildii. Wszedłem do środka. Kilku jakiś nowych siedziało których wcześniej nie znałem.
-Ammo
! - dostrzegłem na schodach, które prowadza na wyższe piętro Giio. Od razu zrzedła mi mina, z wszystkich ludzi ona musiała się pojawić. Zeszła z schodów i podbiegła do mnie. Już chciała się przytulić gdy tylko uniosłem i pokazałem jej papiery.
-Gdzie Yuri?

-U siebie w gabinecie.

Minąłem ją i skierowałem się do jej gabinetu. Wszedłem do środka, jak zwykle siedziała przy biurku i coś wypisywała.
-Puka się do cho...
- gdy mnie zobaczyła zamarła jakby ducha zobaczyła. - Elsword... - jej głos się uspokoił i wręcz szeptem wypowiedziała moje imię. Widocznie posmutniała i spuściła głowę odkładając pióro. Podszedłem do niej i położyłem przed nią papiery.
-Zanim odszedłem dałaś mi te papiery. Słyszałem, że ich szukałaś, bo były Ci potrzebne. Trochę późno ale oddaje, pewnie się przydadzą jeszcze, bo to jest przecież spis członków z ostatniego miesiąca.
- spojrzała na nie i przeglądnęła je.
-Tak dziękuje, powinnam Cię nieźle ochrzanić za to ale... Już nie należysz do nas...
- spojrzała na mnie zasmucona jakby chciała żebym wrócił i jej pomógł nadal zajmować się tymi nienormalnymi ludźmi. Wzruszyłem ramionami i skierowałem się do wyjścia. - Na pewno nie chcesz wrócić? - otwarłem drzwi i przez chwile zastanawiałem się nad tym.
-Na razie nie.

Wyszedłem i skierowałem się do domu. Myślałem, że nic mnie już nie spotka dziś niezwykłego, a jednak. Przede mną czterech facetów zaczepiali jakąś dziewczynę, dopiero gdy się zbliżyłem rozpoznałem, że to Zeki. No to w końcu nie będzie nudno. Dwóch z nich trzymało ją za ramiona nie mogła nic zrobić, a trzeci zaczynał powoli ściągać jej ubrania. Gdy tylko jego ręka dotknęła jej nogi od razu rzuciłem Harshem tak, że rozcięło mu policzek.
-Kto do cholery mi prze e e....
- powoli szedłem do nich z stoickim spokojem, a w lewej ręce trzymałem Cornwella. Widać było iż strasznie się koleś zmieszał jak reszta. Stałem kilka metrów od nich.
-Dziewczyna, puśćcie ją.
- zrobili jak kazałem. Zeki była wystraszona, po jej twarzy spływały łzy. Podbiegła do mnie i przytuliła do prawego ramienia. Spojrzałem na nią z troską, a potem gniewnie na tych debili. - Wiecie, że pójdziecie siedzieć, o ile przeżyjecie spotkanie z moim przyjacielem. - skierowałem w ich stronę miecz, a ci jak sparaliżowani nic nie powiedzieli ani się nie ruszyli. - Zgłosicie się sami na policje albo jutro będą was za łachy zaciągać do paki.
Skinęli głowami i w popłochu szybkim krokiem opuścili miejsce.

sobota, 24 listopada 2012

Aktualizacje

Dodano postacie w zakładce - Postacie
Dodano nową zakładkę - Galeria
Dodano nowe filmiki w zakładce - Filmiki
@25.11.2012 godz. 00:27 - zabieram się za wpis

Wpis4

I znowu nastał kolejny jakże dobijający dzień. Nie dość że sam mam teraz trudny okres w swoim życiu to pogoda jak na złość musi też się spierdolić. Za oknami, na zewnątrz deszcz leje jakby nie padł od co najmniej roku. Oby tylko nie było problemów z poziomem wody jak kiedyś... Wstałem, ogarnąłem się i na śniadanie. Gdy przechodziłem przez salon spojrzałem w stronę meblościanki tam stały wszystkie zdjęcia z przyjaciółmi, łącznie te z Zekirą. Zatrzymałem się na chwilę i przyglądałem się każdemu zdjęciu. Wspomnienia... a mogłoby być zupełnie inaczej. Moje marzenia odnośnie dalszego życia zostały zniszczone tamtego dnia. Teraz to moim jednym marzeniem jest chyba dożycie 20 lat... W sumie jakby nie patrzeć to za tydzień i 1 dzień (w ciągu miesiąca odstępu Raven i Chung mieli urodziny). Raczej nic mnie nie zabije do tego czasu. Nie użalając się dłużej nad sobą udałem się do jadalni i tam zjadałem śniadanie, a następnie udałem się do Glave. Czemu mnie ten Henir nie nudzi? Na sekrety już nie chodzę i jakoś nie widzę potrzeby łażenia tam, ale na Henia to zawsze jakoś mam chęci. Założyłem płaszcz, zawołałem Śnieżynkę i poszliśmy zbierać kostki, a kostki plus parę śmieci z alchemii równa się dużo kasy.
Kolejne godziny minęły. Jak zwykle godzina 13 albo 14 i mam resztę dnia wolnego. Po zakończeniu Henira udałem się do Camilli. Jak zwykle przywitała mnie pełna entuzjazmu i na swój sposób.. zachęcała mnie do dalszej walki o swoje szczęście? Spytałem ją czy są jacyś warci uwagi wojownicy. Odpowiedziała, że jest paru niezłych świeżaków, ale nie na moje progi. Nie mogę stać w miejscu z powodu brak osoby która może się ze mną zmierzyć, a Ravena nie będę męczyć ciągle. Dałem na dobieranie 2v2 co mi szkodzi trochę zabawy będę mieć. Po kilkunastu sekundach dobrało do walki mi partnera jak i przeciwników. gdy znaleźliśmy się na arenie w grupie byłem z Zekirą, a przeciwnikami byli jacyś DC i RS
-DC atakuje zawsze od lewej.
- szepnąłem do Aishy, a ta spojrzała na mnie.
-Po co mi to mówisz?

-W trakcie walki się dowiesz.

Przywołałem Cornwella, Aisha swoją różdżkę i rozpoczęła się walka. Ja postanowiłem się zająć RS'em, dlatego, że go znam i wiem jak walczy w sumie ja tu każdego znam. Wymienialiśmy się ciosami i innymi atakami. Gdy miałem możliwość kątem oka zerkałem jak Zeki sobie radzi. Gość ma przesrane z nią, bo jak raz złapię w swój atak to koniec. RS zaatakował Sword Fire, sparzył mi prawą rękę i częściowo nogę. Ledwo udało mi się uciec od ruchu miecza który we mnie skierował, ale na tym koniec. Zamachnął mnie i już widziałem ten miecz przed swoimi oczami gdy przede mną pojawiła się Aisha i użyła Disortiona i odbiła jego atak. Zaraz potem Supernova i przeciwnik został zmuszony do wycofania się. Mroczny częściowo przywracał kończyny do użytku.
-Kiedy będziesz gotowy?
- ładowała manę i obserwowała przeciwników. Stali i czekali, nie wiem na co ale chyba wpadli na jakiś plan.
-Dwie minuty i ich wykończymy. Spróbuj zwabić RS'a by zaatakował od prawej.

-A co z DC?

-Mówiłem Ci atakuje zawsze z lewej, powinnaś się mnie słuchać księżniczko jeśli chcesz to wygrać. -
zaśmiała się i gdy naładowała manę spojrzała na mnie.
-Dobra, Ty tu decydujesz.

Wymieniliśmy się uśmiechem i zaraz potem rozpoczęliśmy akcję zakończenia tej walki. Przywołałem moce Mrocznego i ruszyłem na DC. Aisha obok mnie jednak potem od tyłu zaatakowała obydwóch. Jak mówiłem tak się stało DC odskoczył w lewo i szykował się do ataku. Rzuciłem tam Maela, RS zaatakował Zekire, prze teleportowała się i stała za mną a ja zaatakowałem go Harshem i go przyciągnąłem. Gdy byli w polu rażenia ataku użyłem Cuttera, a Zeki Spruta. Walka się zakończyła pomyślenie dla mnie nas. Poza końcowa i można zejść z areny.
-No niezła walka Elsword nieźle to obmyśliłeś.

Jak zawsze Cami pochwaliła, a ja tylko puściłem do niej oko i udałem się do wyjścia. Jakoś dobrze mi się z nią walczyło u boku i nawet nie doszło do żadnych spięć ani nic, jakbyśmy cały czas byli razem...
Wróciłem do domu cały przemoczony. Takiej ulewy to dawno nie było. Udałem się do pokoju, wziąłem suche ubrania i skierowałem do łazienki. Gdy już się umyłem, wysuszyłem i przebrałem, jak to mam w zwyczaju rozwaliłem na kanapie, a Śnieżynka zaraz wskoczyła mi na brzuch i się wygodnie ułożyła. Tyle razy jej mówiłem, że moje ciało nie służy jako miejsce odpoczynku, ale miała to zupełnie gdzieś.
Teraz wieczory przebywam samotnie, od czasu do czasu Lorien wpadnie sam albo z Mayą, Rena w sumie też ale rzadko kiedy. Tak to zwykle... Nie cholera muszę się pogodzić z tym jak jest i koniec. Tamte czasy nie powrócą...

Wpis3

Zbliżała się powoli 17. Przez ten cały czas leżałem na kanapie i myślałem o, w sumie nawet nie wiem o czym. Skierowałem się do swojego pokoju i przebrałem się w skompletowany set Incubusa (dobra prawie całym, bo mi dziś sprzątli sprzed nosa łapki do kompletu;x). Kazałem Śnieżynce zostać w domu i robić co chce byle jak wrócę, dom był w stanie nienaruszonym. Zgodziła się, odprowadziła mnie do drzwi po czym udałem się do Reny.
Imprezy Reny na nasza rocznicę są co roku te same, czyli mały poczęstunek, wspomnienia i na wieczór powrót. Zapukałem do jej drzwi. Otwarła je z uśmiechem i radością. Wszedłem do środka i skierowałem się do salonu. Siedzieli tam już Raven i Lorien. Przywitaliśmy się, zająłem wolne miejsce i zaczęliśmy dyskutować o wojownikach, pvp i innych rzeczach. Kilka minut później ostatnia brakująca osoba doszła czyli Zekira. Dziewczyny weszły do salonu, Zeki przywitała się i usiadła na przeciwko mnie... No nie wierzę... albo jej już kompletne odbiło albo zamierza mnie torturować tym. Rena usiadła pomiędzy Ravenem, a Lorienem. I tak zaczęliśmy wspólnie gawędzić o wszystkim i o niczym. Miło jest od czasu tak spotkać się z kims kogo znasz od tak dawna i powspominać dawne czasy. Lorien poprosił mnie o rozmowę, prywatną bez towarzystwa. Zgodziłem się i udaliśmy się do jej ogrodu. Był piękny jak zawsze, zadbany. Dwie dróżki prowadzące do fontanny, a druga to altany. Udaliśmy się dróżką pod fontannie i usiadłem na oparciu ławki, a Chung poszedł w moje ślady.
-Jak sobie z tym radzisz?

-Z czym?

-No z tym, że już z Aishą nie jesteś.

-Jakoś...

-Słyszałeś pewnie, że Aisha próbowała się zabić kilka razy.

-E nie?
- spojrzałem na niego lekko wystraszony.
-Było kilka akcji u Reny, jak była czy w jej mieszkaniu, możesz zapytać się o to elfki albo Aishy albo jej współlokatorek.
- zaskoczyła mnie na informacja, nigdy bym nie pomyślał że ona będzie chciała się zabić po tym.
-Więc to tak... A jak u Ciebie?

-A w porządku. Póki co jest wszystko dobrze i jakoś to idzie dalej, a to dzięki Tobie i w sumie dzięki za rady wtedy.

-Od tego ma się przyjaciół prawda?
- przeczesałem włosy ręką, Lorien spojrzał w niebo i przez chwile nastała cisza.
-Kochasz ją prawda?
- spojrzał na mnie, a ja nie wiedziałem w sumie co odpowiedzieć.
-Sam nie wiem wiesz, ale brakuje mi jej...

-Ekhm przepraszam panom w jakże interesującej rozmowie.
- jak oparzeni się odwróciliśmy. Za nami stała Aisha. O cholera... Oby tego nie słyszała. - Rena ma coś dla nas, więc chodźcie.
Zeskoczyliśmy z ławki i w trójkę wróciliśmy do salonu. Na stole leżało pięć kopert. Zajęliśmy nasze miejsca i wtedy Rena kazała by każdy otwarł swój. W kopercie znajdowała się bransoletka, nie taka zwykła jak zwykle. Była srebrna, nienaturalnie srebrna, jakby ktoś wykuł prosto z rudy. Na bransoletce była jakby część jakiejś układani w kształcie półksiężyca. Każdy miał inną. Wtedy Rena powiedziała że każdy z nas ma inny fragment dlatego że gdy cała nasza piątka połączy w jedno to powstanie całość. Popatrzeliśmy na siebie i przyłożyliśmy każdy swój fragmencik. Brakowało jednego od Sylpha, ale faktycznie gdy zbliżyliśmy każdy z kawałków powstał okrąg (prawie), a w środku symbol eldrytu. Pewnie to wszystko Rena sama przygotowała. Dla niej przyjaźń jest bardzo ważna i poświeci wszystko, co ma by pomóc któremuś z nas gdy będą problemy.
Zbliżał się wieczór. Czas się zbierać. Podziękowałem Renie za wszystko jak i reszcie i skierowałem się do wyjścia.
-Elsword zaczekaj chwile.
- gdy już miałem otwierać drzwi Aisha zawołała w moją stronę. Nie cholera, dlaczego teraz jakby wyczekuje tego, a z drugiej strony chce by zostawiła mnie w spokoju. Odwróciłem się i Zeki stała już koło mnie.
-O co chodzi?
- bez słowa, od tak jak zawsze przytuliła się do mnie. To był pierwszy raz gdy nie wiedziałem czy ją przytulić do siebie czy odepchnąć.
-Przynajmniej dzisiaj pozwól mi być blisko Ciebie.
- wtedy przypomniały mi się jej słowa z listu. Przytuliłem ją i staliśmy tak przez dłuższą chwile, oczywiście reszta paczki wyjrzała z salonu, pokazałem im ręką by się zajęli swoimi sprawami i tak tez zrobili. Byłem szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy, po tak długim czasie moje serce w końcu zaznało ukojenia. Jednak ten czar szybko pryśnie... Jutro wszystko wróci do stanu jaki jest od dłuższego czasu.
-Nie rób więcej głupot typu samobójstwo ok? Dowiedziałem się dziś o tym i ja Cię proszę nie rób tak więcej.

Odsunąłem się od niej i spojrzałem w jej fioletowe oczy. Malował się na nich smutek, poczucie winy jak i radość. Skinęła głową, a ja otwarłem drzwi i wróciłem do swojego domu.

piątek, 23 listopada 2012

Wpis2


Minął miesiąc już od kiedy zerwałem z Aishą. Wiele rzeczy się wydarzyło przez ten czas:
-odszedłem z gildii
-zerwałem całkowicie kontakty z przyjaciółmi jak i rodziną
-Sylph zniknął gdzieś znowu
-Lorien w końcu ma dziewczynę
I wiele innych, jedno pozostało bez zmian - nadal wszystkie dziewczyny lepią się do mnie jak nie powiem do czego... Wieść o tym, że już nie jestem z Zeki szybko obeszła Hamel jak i inne miasta. Masę pytań na ulicy gdy przechodziłem na ten temat. Omijałem tych ludzi, a jak nie dawali za wygraną to trzeba było użyć siły. Pomimo tego co się wydarzyło nie zaprzestałem swoich codziennych zajęć czyli trening, pvp i Henir. Starałem się zapomnieć w jakiś sposób to wszystko jednak... tak łatwo wymazać tego z pamięci się nie da, zwłaszcza gdy spacerujesz nagle widzisz ją.. albo resztę z paczki. Moje demony też nie marnowały czasu, szukały ciągle tego skurczybyka Rana, jednak nic nie mogli znaleźć. Przez ten czas często bywałem w świecie demonów i zaznajamiałem się z ich kulturą, zwyczajami oraz ich siłą. Zaskoczyły mnie niektóre wyczyny armii demonów no ale z czasem przywykłem.
Dzisiejszy dzień zapowiada się jak każdy inny, chociaż nie. Spoglądając na kalendarz zobaczyłem iż dziś jest dzień w którym pierwszy raz się spotkaliśmy, cała nasza szóstka. To będzie już nasza 6-sta rocznica. Tyle czasu... Pomimo iż teraz się nie widzimy to zapewne też pamiętają o tym dniu, jedynym dniu w roku gdy się wszyscy spotykamy, no prawie...
Rano jak zwykle obowiązki, popołudniu wróciłem do domu i udałem na sale treningową. W trakcie ćwiczeń jeden z lokai powiedział że mam gościa. Zdziwiło mnie to trochę, kto to może być? Wziąłem ręcznik i przetarłem ciało z potu a następnie udałem do drzwi. W drzwiach stała Zekira. Pierwsza myśl szok, drugie wytrzeszczyłem oczy, trzecia odebrało mi mowę, czwarta odechciało mi się żyć, bo wspomnienie wróciły. Stała oparta o zamknięte drzwi i trzymała coś w rękach. Podszedłem do niej i wtedy dźwignęła głowę i spojrzała na mnie.
- Po co przyszłaś?
- zwiesiłem ręcznik na szyi i przyglądałem jej się bardzo uważnie.
-Zapewne wiesz, co dziś za dzień i Rena jak zwykle organizuję małe upamiętnienie tego dnia i wszyscy są na to zaproszeni bez wyjątku.
- podała mi koperty, odebrałem, przeliczyłem.
-Są cztery koperty czy aby na pewno..

-Pierwsza jest od Reny reszta ode mnie.
- spojrzałem na nią, a ona od razu się odwróciła i otwarła drzwi. - Miałam je wcześniej wysłać ale jakoś nie potrafiłam.
Zamknęła drzwi, a ja zostałem z czterema listami. Skierowałem się do salonu i tam otwarłem kopertę od Reny. Jak zwykle pięknym pismem napisane. U niej w domu o 17. Dochodzi 14, więc jeszcze trochę czasu jest. Teraz czas na listy od Zekiry, nie wiem czemu ale jakoś boję się je odczytać... Usiadłem na kanapie i otwarłem ten z najwcześniejszą datą.
(...)Nie wierzę, że tak po prostu to powiedziałeś jakby nigdy nic, jakby nic między nami nie było.(...) Dlaczego pomimo tego wszystkiego nie potrafię Cię znienawidzić?! Dlaczego tak jest, że zawsze gdy Cię widzę mam ochotę wtulić się w Ciebie i już nigdy więcej nie odejść.(...)

Dobra, dalsze listy to pewnie będzie jeszcze gorzej...
(...) Gdy tylko wszyscy dowiedzieli się że nie jesteśmy razem zostałam jakby osaczona przez wszystkich. Każdy próbował do mnie zagadać.(...) Jednak myliłam się, to właśnie dzięki Twojej osobie miałam spokój, bali się Ciebie i tego, co im zrobisz gdybyś dowiedział się o tym.(...)

Ale to ja jestem debilem i źle mówię.
(...) Gdybym mogła cofnąć czas to bym to zrobiła... brakuje mi Ciebie.(...) Ja tak nie potrafię żyć bez Ciebie, bez Twojej obecności(...) Chciałabym o tym z Tobą porozmawiać i żeby wszystko wróciło do normy jednak to są już chyba moje marzenia.(...)

Po przeczytaniu tego, źle się poczułem, jakby coś raniło mnie od wewnątrz, pragnęło zakończyć ten smutek, który trwa tyle czasu. Ona dobrze wie, że u mnie jest podobnie i wie, że też chcę być z nią. Odłożyłem listy na stół i położyłem się. Łzy same od siebie zaczęły spływać po mojej twarzy. Zastanawiam się ciągle czy ona mi wybaczyła to co zrobiłem, czy ja jej wybaczę za te akcje... To jest trudne, o wiele za trudne jak dla mnie...

Rozdział XI Konsekwencje składanych obietnic. Wpis1

Obudziłem się w łóżku, przykryty kołdrą pod sama twarz. Dźwignąłem się i od razu tego pożałowałem. Syknąłem z bólu i dotknąłem dłonią miejsca w którym ból dał się w znaki. Spojrzałem i wtedy zobaczyłem, że byłem zabandażowany cały w okolicach brzucha i klatki piersiowej. Rozejrzałem się do o koła. Teraz zdałem sobie sprawę że znajduję się w szpitalu. Sam pokój nie dzieliłem sam, był też Roscoe który leżał podłączony do różnych urządzeń. No tak nasza walka... Ja najwidoczniej nie musiałem, ze wzgląd na samoregenerację. Spojrzałem na stolik co stał obok. Leżała na nim koperta podpisana moim imieniem. Wziąłem ja do ręki, otworzyłem i przeczytałem. Była od Camilli, gratulacje z wygranej oraz powiadomienie iż nagrody są u mnie w domu. Schowałem list z powrotem do koperty i wstałem z łóżka. Ubrałem swoje ubrania i skierowałem się na dół. W recepcji powiadomiłem iż wypisuje się na własną odpowiedzialność. Przytaknęli dali coś do podpisu i wróciłem do domu.
W domu czekała na mnie Śnieżynka, która przywitała i zalała masą pytań gdy tylko zamknąłem drzwi. Opowiedziałem jej wszystko, co się działo aż straciłem przytomność. Pogratulowała wygranej i cały czas się tym wyczynem cieszyła. W salonie stał puchar za wygraną, czek na kwotę 7mln oraz certyfikat. Kolejny do kolekcji. Miło jest coś osiągnąć, na co się pracowało tak długo. Kazałem służącym postawić to do pokoju z moimi osiągnięciami.
Zbliżało się już popołudnie. Chyba złożę wizytę w gildii. Ubrałem się w Incusbusowy avatar i skierowałem do "domu nienormalnych ludzi". Tam przywitali mnie wszyscy bardzo szczęśliwi, gratulowali wygranej, a potem zaczęło się wypytywanie o samą walkę i inne. Do późnego wieczora gawędziliśmy o turnieju oraz o innych akcjach. Gdy już co raz mniej ludzi zostawało, ja też postanowiłem wrócić do siebie i wtedy Giio zaczepiła mnie odnośnie "zapłaty", za bycie zarządcą na okres turnieju. Cholera faktycznie zapomniałem o tym. Oznajmiła że też idzie i razem wyszliśmy z siedziby gildii. Z tego co wiem, droga do jej domu w połowie jest taka sama jak moja. Nasze drogi się rozchodzą w parku i tam właśnie się zatrzymaliśmy.
-Więc czego chcesz w zamian? W sumie głupie pytanie, bo każda tego chce...
- przez mój pośpiech zapomniałem nadmienić, że w zamian jej nie pocałuje ani nic... Głupot ludzka boli.
-W rzeczy samej.

Chciałem czy nie musiałem to zrobić. Konsekwencje niesprecyzowania obietnic.. Zawiesiła ręce mina szyi, zbliżyła swoją twarz do mojej i pocałowaliśmy się. Niby kilka sekund, jednak dla mnie nieprzyjemne. Gdy już się zadowoliła odsunęła się ode mnie, uśmiechnęła i skierowała w swoją stronę. Odprowadziłem ją wzrokiem, po czym odwróciłem się, by wrócić do domu, jednak coś w jednej chwili przywaliło mi w twarz i to z takim rozmachem, że głowa mi automatycznie się odwróciła w drugą stronę. Złapałem się dłonią za twarz i spojrzałem kto mi tak przywalił. Gdy ją zobaczyłem ogarnęła mnie fala zimna i dreszczu. Nie cholera, nie w takim momencie, Zekira... Dlaczego zawsze pojawia się tam gdzie jej być nie powinno!? Założyła ręce na wysokości klatki piersiowej i patrzała na mnie zdenerwowana.
-Więc to tak... Gdy mnie nie ma zabawiasz się na prawo i lewo.

-To nie tak, zawsze wpadasz w środek akcji, a nie znasz jej początku.

-Jasne, oczywiście. To wytłumacz mi początek sceny tego co widziałam.

-Byłem na turnieju to wiesz, a jestem zarządcą w gildii, więc na ten czas ktoś musiał zająć to miejsce i trafiłem na nią i poprosiłem by to zrobiła.

-Aha i w zamian za to chciała się prze lizać z Tobą tak?

-Właśnie... Z tego wszystkiego nie sprecyzowałem, co dam jej w zamian i miała wolną rękę i tak wyszło.

-Tak wyszło. Ciekawie ile razy było "tak wyszło"

-Kurwa Zekira myślisz, że mi to się podobało?

-Em pomyślmy... Tak, bo nie widziałam z Twojej strony niezadowolenia.

-Jak Ci do cholery mam wytłumaczyć, że nie zabawiam się gdy Cie nie ma co?!

-To Ty mi to powiedz! Gdziekolwiek wyjechać na czas bliżej nie określony to Ty robisz co się żywnie podoba!

-Chciałabyś. Postaw się na moim miejscu co? Ciekawe jakbyś Ty się czuła gdyby na każdym kroku zaczepiał Cie byle jaki facet mniej przystojny czy bardziej i tylko jedno w głowie. Ty myślisz, że to tak łatwo być w związku i odpychać pseudofanów tak by nie zagrozić temu związku!?

-To Twój problem nie mój. Ja jakoś nie mam problemów i nikt mnie nie zaczepia.

-Bo cholera wiedzą, że ja jestem z Tobą więc nikt nie ma odwagi Cię zaczepić!

-Jasne teraz się broń swoją pozycją!

-Słuchaj wiesz co Ci powiem? Mam Ciebie dość, dość, że ciągle mnie o coś oskarżasz i pilnujesz na każdym kroku i robisz przesłuchania. Mam serdecznie dosyć, byciem potulnym chłopaczkiem i wiesz, najlepiej jak na tym zakończymy naszą przygodę.

-Jaką..? Co słucham?

-To co powiedziałem to koniec, ewidentny koniec z nami Zekira. Ja już nie mam sił i nerwów na te Twoje odpały. Co prawda będzie mi brakować tego co razem robiliśmy ale trudno, ja już dłużej nie dam rady. Jestem dość wykończony tym wszystkim.
- na chwile wszystko stanęło, jakby czas się zatrzymał. Oczy Zekiry zaczęły się błyszczeć, łzy cisły jej się do oczu, a ja... Miałem mieszane uczucia.
-Fajnie... Dobra... Skoro tak ma być...
- łzy zaczęły jej gorzko spływać po twarzy, dźwignęła rękę i zakryła twarz jakby nie chciała bym to widział.
-Wybacz Zeki, ale ja dłużej tak nie mogę żyć.
- minąłem ją i skierowałem się do domu. Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć... Pustka w głowie i złamane serce...

czwartek, 22 listopada 2012

Aktualizacja wpisu

X rozdział wpis14 - dodanie opisu walki Ammo vs Anastazja~
X rozdział wpis15 - dodanie walki Ammo vs Roscoe~

środa, 21 listopada 2012

Wpis15

Jasna cholera dostałam bana na forum trololo od boskiego smoda Alhana<3 Cieszymy się i radujemy, bo nigdy wcześniej nie spotkałam takiego s/modka, który wlepia bana za byle gówno i zamyka tematy.
 Kurde, a mam ochotę nasłać na niego moich chłopaków...
Walki landrynki nie chce mi się pisać serio, chce szybko zakończyć wątek, a walki dopisze potem powiadomię was, jak już będą gotowe na początku wpisu~

Wstałem rano pełen sił na szczęście. Dziś ostatnia walka finałowa. Dobrze, że jest późnej o godzinę, będę mógł się do niej przygotować. Zszedłem na dół i w salonie, gdy się już wyłożyłem na kanapie przeglądałem telewizor. Wszędzie gadano o dzisiejszej walce. Mój ojciec pewnie też będzie oglądać. Nie mogę dać ciała. Gdy tylko zjadałem śniadanie, udałem się na sale treningową i tam kazałem wszystko dać na najwyższe obroty. Miałem zamiar zaczynać, gdy do pomieszczenia wpadła Śnieżynka. Pytała mnie, czy to aby dobry pomysł tak ostro trenować przed walką. Zapewniałem ją, że nic mi nie będzie i dam radę. Martwiła się i na sam koniec dodała, że jak będę mieć jakieś obrażenie to mnie wyleczy. Skinąłem głową, po czym wyszła z pomieszczenia, a ja zacząłem trenować.
Godziny mijały, Śnieżynka co jakiś czas regenerowała mi siły, dzięki czemu czułem się wystarczająco dobrze by kontynuować. Podczas treningu czułem się jakbym walczył z demonami w Peicie, których końca nie było widać. Stare dobre czasy, ale dla Mrocznego.
Zbliżała się 11. Postanowiłem odpocząć, już wystarczająco się przygotowałem do nadchodzącej walki. Wziąłem szybki prysznic przebrałem się w DS'owy ciuch, wziąłem jeszcze płaszcz z kapturem, zarzuciłem na głowę i wyszedłem na miasto. Nie potrzebuje teraz fanów czy tam fanek, które będą narzucać się swoją osobą. Odwiedziłem najważniejsze miejsca, czyli rynek, arenę pvp i na sam koniec gildię. Gdy wszedłem do środka nie zdziwiło mnie to, że Dreamena znowu goniła Yauresa swoim badylem, Arisa czytała książkę, Giio przeglądała gazetę, Deel siedziała przy stole zawalona książkami, Kakazu polerował swój miecz, Soul gadał z Wizem, Lady przeglądała się w lusterku oraz Her z kuflem piwa. Normalnie ta gildia jest nienormalna, ale pocieszam się faktem, że są gorsze. Niektórych członków brakowało pewnie na misji siedzą albo co tam robią. Ściągnąłem kaptur i poszedłem przed siebie witając się z nimi. Na sekundę każdy z nich przerwał swoja czynność, przywitał i znowu powrócił do tego co robił. Udałem się piętro wyżej do pokoju naszej mistrzyni Yuri. Otwarłem drzwi i wszedłem do środka bez pukania, bo taki miałem zwyczaj. Nie widziałem jej w gabinecie, pewnie jest w pokoju obok, który jest dołączony i tam znajduje się biblioteka. Usiadłem wygodnie w jej fotelu, kurde podobny do mojego. Zabrałem z biurka dokumenty co leżały, założyłem nogi na stół i przeglądałem. Dokumenty, które leżały dotyczyły zapłaty składki gildii, napisaniu ile misji wykonaliśmy, ile się za nie dostało i inne pierdoły. Daisy mówi, że to ważne dla mnie to pierdoły, jak w sumie większość spraw jeśli chodzi o finanse. Kątem oka dostrzegłem, że Yuri właśnie wychodziła z pokoju obok zaczytana w jakąś książkę
-Witam panną Yuri, naszą kochaną mistrzynię gildii, która utrzymuje tu ład i spokój. - odrzekłem z lekką nuta ironii. Spojrzała na mnie, podeszła do biurka, odłożyła książkę i założyła ręce.
-Co Ty przepraszam bardzo tu robisz? I nie za wygodnie Ci? - rzuciłem dokumenty na blat, założyłem ręce za głowę i spojrzałem na nią.
-Siedzę i wygodnie mi. Powinnaś się cieszyć na mój widok.
-Hah, niezły żart Ammo wiesz. Wypad stąd masz turniej przecież prawda? - obeszła stół  podeszła do jednej z szafek szukając czegoś.
-Mam, ale to dopiero o 13. Chcesz się mnie coś szybko pozbyć, kiedyś pozwalałaś mi być tu dłużej.
-Tak i żebym potem musiała się tłumaczyć, że to moja wina, że mnie prowokujesz.
-Ja? Ciebie? Niby czym? Siedząc tu? - nie ma to jak przed turniejem podroczyć się z kimś. Wzięła jakąś teczkę wyciągała i rzuciła na stół, po czym spojrzała na mnie.
-Tak. Idź już, bo mam robotę. - wzięła książkę i ją zaczęła wertować, po czym wyciągnęła papiery z teczki.
-No skoro tak ładnie prosisz to pójdę. - wstałem i minąłem ją. - Tyle, że wtedy to była Twoja wina i wiesz o tym. - udałem się do drzwi.
-Tak, wiem.
Odrzekła ledwo slyszalnym głosem i wyszedłem. Zszedłem na dół, zarzuciłem kaptur na głowę i udałem na miasto.
Gdy dochodziła godzina walk wróciłem do domu, odłożyłem płaszcz, udałem się do Aranki, prze teleportowałem się do Belder, udałem na arenę i tam czekała na mnie Camilla, a obok niej stał Roscoe. Przywitaliśmy się i życzyliśmy sobie nawzajem powodzenia. Oczywiście już nie będę pisać o tym, jakie wrzaski były na trybunach, o masakra... Była 12:50. Camilla kazała nam zejść na dół, tak też zrobiliśmy, następnie zapadła cisza, bo Camcia chciała coś przekazać. No tak prezentacja przed walką, zasady i wygrana. Na koniec dodała, że jest jeszcze dodatkowa nagroda za wygraną, po za zdobyciem tytułu najlepszego wojownika z Elios i Naios drugą nagrodą jest czek o wartości 7mln. Hah, nie ma to jak darmowe wzbogacenie się. Gdy już wszystko zostało ogłoszone zostały 2min do walki. Nastała cisza, czasem jakieś szelesty było słychać. Wybiła 13, rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę, ja i Roscoe pobiegliśmy przed siebie i nasze miecze starły się w charakterystycznym odgłosie. Przywołałem Cornwella i zaatakowałem nim. Rosc odskoczył w tył i przygotował się na atak z mojej strony. Ja jednak stałem i czekałem na jego ruch. Uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłem, po czym znowu nasze miecze starły się ze sobą. Wymienialiśmy się ciosami, nikt z nas nie dawał za wygraną. Nawet przy pomocy Cornwelli ciężko było mi zdobyć przewagę nad nim. Po dość długiej i jakże ciekawej wymianę ataków odskoczyliśmy od siebie, łapiąc oddech. Pierwszy raz tak szybko się zmęczyłem. Gdy już byliśmy w stanie dalej kontynuować walkę Roscoe użył Sandstormu, a ja Cuttera. Chłopak oberwał, a mnie atak ominął. Chciałem go złpać jak spadał na dół ale za wcześnie przywołałem Cornwelle. Odsunąłem się na bezpieczną odległość. Przeciwnik wstał i przygotował swój miecz do ataku. Znowu doszło do wymian ciosów. Na krótką chwilę się odsłonił, więc szybko wykorzystałem okazję i użyłem Harsha. Rosc skrzywił się i odsunął miecz na bok, nie czekając dłużej podszedłem i użyłem przy nim Phantoma. Rozciąłem mu klatkę piersiową, krew rozprysła na wszystkie strony. Zrobił dwa kroki w tył, złapał się za nową ranę i próbował dojśc do siebie. Był w  szoku, jako że to jest pvp nie okazuje się współczucia przeciwnikowi. Atakowałem go teraz trzema mieczami. Na krótką chwilę przerwałem atak, bo już ręka mnie bolała, wtedy Rosc cofnął się krok w tył i przywołał swój miecz Armageddona. Zdziwiłem się jakim cudem on jeszcze jest w stanie przywołać swój miecz. Przywołany miecz przebił mnie na wylot, teraz to ja byłem w takim samym stanie jak Rosc albo i gorszym. Moja krew rozlała się po ziemi i nadal leciała z mojej rany. Byłem przebity tym mieczem tak jakby w jego środku, czyli ani w tę ani w tamtą stronę wyjść nie ma jak. Zakaszlalem krwią i lewą ręką złapałem za Armageddona. Rosc chciał go wyciągnąć, jednak nie dam mu na to szansy, bo wtedy będę skazany na porażkę.
-Puszczaj do cholery! Zginiesz jak go nie wyciągnę! - krzyknął w moją stronę zdesperowany chłopak. Było widać że już nie myślał świadomie, opanowała go ślepa furia i chęć wygranej.
-Zapomnij. Wygrana jest moja!
Krzyknąłem do niego i rzuciłem w niego mój miecz, a Phantom poleciał za nim. Roscoe otworzył oczy z zdziwienia, gdy mój miecz wbił się w jego klatkę piersiową wraz z Phantomem który go przebił. Teraz obydwoje staliśmy na przeciw siebie z wbitymi mieczami. Rozległ się alarm areny o zagrożeniu życia. No wczas się włączył.. Kilka chwil potem Phantom, jak i Armageddon zniknęli. Rosc padł na ziemię wykończony i wtedy rozległ się odgłos zakończenia walki. Udało się... Kilka chwil potem runąłem na ziemię i zamknąłem oczy z wyczerpania.

wtorek, 20 listopada 2012

Wpis14

Wstałem rano i pierwsza myśl, co mnie naszła to dziś jest dzień by dokopać tej lali. Wstałem, ogarnąłem się i szybkim zbiegnięciem po schodach znalazłem się na dole. Zjadłem śniadanie i udałem się na miasto. Dopiero jest 9 no ale trudno muszę pogadać o czymś z Camillą.
Gdy znalazłem się w Belder udałem się do niej. Siedziała i wypisywała coś, podszedłem do niej i wziąłem jeden z papierów. Udawałem, że czytam, a tak naprawdę to chciałem się z nią trochę podroczyć.
-Po co przyszedłeś?
-Z zapytaniem wiesz. - oddałem jej świstek papieru i oparłem się o stół. - Czy będę mieć problemy jak podczas walki z Ana ją zabije? - przestała pisać i spojrzała na mnie.
-To jest walka więc wszystko może się wydarzyć. Na początku mówiłam o tym widać jak słuchałeś.
-Wiesz wole się upewnić.
Odwróciłem się i wróciłem do Hamel. Jeszcze trochę czasu zostało. Udałem się do swojego domu i tam trenowałem praktycznie do samej walki.
Zbliżała się godzina 13. Gdy już odpocząłem i przygotowałem się z powrotem wróciłem do Belder. Tym razem było dużo więcej ludzi. Skierowałem się wprost na arenę. Landryna już na dole czekała. Zszedłem na dół i stanęliśmy na przeciwko siebie. Jak zwykle pewna siebie i uśmiechnięta. Jak jej mówiłem nie będę się oszczędzać. Nie zawaham się nawet przed zabiciem jej. Rozległ się dźwięk rozpoczęcia walki. Przywołałem Cornwella i od razu ruszyłem w jej stronę.
Nie wahając się zaatakowałem ją obydwoma mieczami. Ledwo jej udało się prze teleportować w bezpieczne miejsce. Spojrzała na mnie zdenerwowana, że nie daje jej naładować many no jak mi przykro. Posłałem w jej stronę Cornwelle, zrobiła taki sam unik jak wcześniej, od razu odwróciłem się i skierowałem w nią swoją broń. Zaatakowała magicznymi kulami, oj zaczyna się problem. Uchyliłem się przed jedną, potem drugą, wymijałem je tak by dostać się do niej. Trochę to trwało ale w końcu udało się dotrzeć do niej i zablokować ucieczkę atakując i przebijając się przez nią przy pomocy Cornwelli. Za pomocą magii nałożyła na siebie tarczę tak jakby miało jej to w czymś pomóc. Rozpocząłem swoją seryjkę ataków połączonych z specjalnymi umiejętnościami. Teraz to będzie jej koniec jeszcze trochę i wygram, właśnie trochę, a to o wiele za dużo. Źle stanąłem na podłożu i na kilka sekund straciłem równowagę, a landryna uciekła dzięki teleportowi. Trzymała się w okolicach płuc i próbowała złapać oddech. Była cała zakrwawiona od ciosów mojego miecz. Spojrzała na mnie gniewnie i stanęła na równe nogi przywołując lodowy grad. Nienawidzę tej umiejętności. Wycofałem się na bezpieczną odległość. Ana dzięki teleportacji znalazła się za mną i użyła Lighting Bolta. Odrzuciło mnie parę metrów do przodu i przez jakiś czas prąd elektryczny przeszywał moje ciało, nie byłem w stanie się ruszyć. Gdy już odzyskałem świadomość i czucie w własnym ciele dźwigałem się z ziemi i wtedy modnisia użyła pocisku. Myślałem że to meteor jest problemem ale ten pocisk to jest jeszcze gorszy. Zbliżał się w moją stronę a Ana zaraz za nią, gdy byli wystarczjąco blisko użyłem Cuttera dzięki czemu pocisk poleciał gdzieś w przestworza a lady plastik oberwała. Gdy już miała zlecieć na dól rzuciłem pod nią Maela i posłałem kolejne Cornwelle w jej stronę. Mael powoli zaczynał się kończyć podbiegłem do niej i przebiłem ją mieczem. To był koniec, rozległ się dźwięk zakończenie walki jednak Ana sie nie poddała tak łatwo, zmieniła zakończenie swojej różdżki na lodowy grot i wbiła mi go w lewy bok. Po chwili odczułem ból w tym miejscu i odepchnąłem ja od siebie trzymając się za ranę. Ukląkłem na ziemi areny, a lekarze biegli w naszą stronę. Rana powoli się już zasklepiała dzięki moim współtowarzyszy broni, że tak nazwę. Camilla ogłosiła, że jutro walka finałowa rozpocznie się o 13. Super to dojdę do siebie...
Wróciłem do Hamel i tam odetchnąłem z ulgą. Mroczny wraz z Cornwellem odwalili dziś sporo roboty. Byłem zmęczony walką, najchętniej to bym teraz padł na łóżko i już nigdy z niego nie wychodził. Przeszedłem pare kroków i poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i zbladłem jak ściana. Dreszcz przeszedł po całym moim ciele.
-W końcu Cię znalazłam Elsword. - Yuri o cholera, no to już po mnie.
-E, cześć? Czego chciałaś? - muszę udawać, że wszystko jest ok.
-Papiery i dowiedzieć, co zaszło między Tobą, a Giio. - spojrzałem na nią zdziwiony.
-Papiery leżą u mnie w domu, a Giio o czymś nie wiem? - jeszcze wiem z kim chodzę się zabawiać, a z kim nie
-Przekazałeś jej rolę zarządcy gildii.
-No i? - założyłem ręce i z nichęcią patrzałem na nią i tego jak mi robi wykład.
-No i? Nie wierzę że od tak się zgodziła, co jej zaproponowałeś?
-Na pewno nie to, co Ty mnie. - spiorunowała mnie wzrokiem i lekki rumienieć jej sie pojawił.
-Nie przypominaj mi o tym. - uśmiechnąłem się wrednie do niej.
-Widzisz moja droga, zdjęcia czekają by ujrzały światło dziennie. - ominąłem ja i stanąłem za jej plecami kładąc ręce na jej ramieniach i nachylając się. Drgnęła po czym lekko odwróciła głowę w moją stronę. - Jeśli Ty nic nie powiesz, to ja też nic nie powiem. Sprawa prosta. To co się wydarzyło to się wydarzyło. Wiem, że przyjaźnisz się z Zeki, ciekawe jakby zareagowała gdyby dowiedziała się, że niecały miesiąc temu dobierałaś się do jej chłopaka za pomocą magii. - Zastygła w bezruchu, po kilku chwilach ją puściłem i skierowałem się w stronę domu.
-Dobra masz przewagę. - stanąłem na chwilę i odwrociłem sie do niej.
-Sprawy z dziewczynami z gildii są moją prywatna sprawą nie Twoją, więc się nie mieszaj do tego.
Odwróciłem się i po kilkunastu minutach dotarłem do domu. Rozwaliłem się na kanapie po czym myślałem o tych akcjach z laskami z gildii. Jakby nie patrzeć, to miało miejsce dawno temu no ale miały. Podczas związku z Aishą były z 3 akcje z dziewczynami z gildii, wliczając Giio. Jak wróci będę musiał jej o tym powiedzieć.
Oczywiście Śnieżynka bardzo się zaciekawiła tym i wypytywała o to. Po czym na koniec dogryzała, że ja do świętych nie należę. No raczej nie za bardzo, gdy jest się władcą demonów i korzysta z mroku. Zauważyłem, że jakoś zmieniłem się nie wiem co ma na to wpływ, ale nie podobają mi się te zmiany. Nie boje się konsekwencji podejmowanych czynów i to mnie martwi. Z czasem moja zmiana będzie zauważalna i zaczną się kłopoty. Oby Zeki szybko wróciła, bo dzięki niej jestem spokojny...

Wpis13 Oczami Chunga

Znowu obudziłem się pełen energii do życia. Nie mogę zepsuć tego, a jak to zrobię to się powieszę chyba. Ranek minął spokojnie, doprowadziłem siebie do ładu - składu, wróciłem do pokoju i założyłem na siebie mój komplet Incubusa, a następnie ruszyłem na miasto. Spotkałem tam ludzi z gildii którzy.. dali mi prezenty? Przecież urodziny obchodzę za kilka miesięcy dopiero... Spytałem z jakiej okazji. Powiedzieli, że żadnej tylko akurat na skrzynkę dostali niektóre części avatarów i jak się złożyło w całość to wyszedł komplet dla mnie. Ucieszyłem się i podziękowałem. Byli szczęśliwi, że przyjąłem podarunek. Jednak życie umie płatać figla, teraz idzie to zauważyć.
-Lorien! Oh witaj. - obróciłem się i za plecami w moją stronę szła w dobrym nastroju nasza mistrzyni Yuri. - Widzę dostałeś paczki super, a teraz mi powiedz gdzie pan mega przystojny, bo mam sprawę do niego. - pewnie chodziło o Elsworda.
-Em witam. Nie mam pojęcia. Ma turniej teraz i pewnie się szykuje do niego. - założyła ręce i myślała.
-Hej wam. - usłyszeliśmy przywitanie naszej przyjaciółki z gildii Giio. Co dziwne cała była zalana rumieńcem. Nie wiem czemu, ale coś mi się wydaje, że Ammo się ten... No nieważne w sumie, co on robił.
-A co Tobie się stało? - spojrzała na nią zdziwiona mistrzyni po czym Giio zakryła po cześć twarz włosami.
-Nic takiego. Em słuchaj chodzi o to że..
-No wyduś to.
-Że na czas turnieju Elsword chciał bym zajęła jego miejsce w gildii. - spojrzeliśmy na nią z wytrzeszczonymi oczami. Nikt z nas nie wiedział co powiedzieć.
-Więc to tak... Niech go dorwę tego, tego... Cholera czemu on musi TAK wyglądać!
Yuri się nieźle wkurzyła jak i zarumieniła. Podeszła do Giio załapała za rękę i poszły gdzieś. On ma to coś w sobie zazdroszczę mu. Oddaliłem się i oddałem w ręce przyjaciół podarunki i powiedziałem by to zostawili w gildii, potem to odbiorę. Skinęli głowami i odeszli, a ja udałem się na poszukiwania Ammo.
Nie minęło kilka minut, a on sam do mnie podszedł widać był w nastroju i nie pokazywał po sobie, by coś się wydarzyło. Jego uwaga została przykuta moją nowa bronią. Aż tak się rzuca w oczy? Dostrzegł też, że już nie zachowuje się jak człowiek w totalnym dołku. Od razu powiedziałem, że jest mi lepiej i.. że muszę pogadać z nim o czymś. O dziewczynach z gildii nie wspomnę lepiej, bo pewnie by mu to się nie spodobało, potem będzie spowiadać się Zekirze.
Udaliśmy się do naszej kawiarni i tam powiedziałem mu w czym rzecz. Zainteresował się tym i zgodził się pomóc. Akurat on chyba jest jedyną osobą, która zna się na tej rzeczy niczym profesjonalista. Jedyne co mnie wkurzyło to jeśli chodzi o pocałunek. On może pewnie, że tak, a inni nie w sumie mniejsza, wole stosować się do rad jego jak iść własną intuicją. Gdy dochodziła godzina walk Ammo poszedł, a ja cóż udałem się do domu i przygotowywałem się na to wszystko psychicznie...
Gdy dochodziła 13 udałem się do Aranki i prze teleportowałem się do Peity. Niedaleko niej czekała Maya, która była ta samo ubrana jak wczoraj. Podszedłem do niej i przywitałem. Uśmiechnęła się i wróciliśmy do Hamel. Spojrzałem na nią, widać było, że jest zafascynowana tym miejscem. Zacząłem ją oprowadzać po całym mieście. Akurat tłumów ludzi nie było, wszystkich wywiało na turniej, ale moja przyjaciółka tego nie wiedziała i zapytała o to. Opowiedziałem jej, co się teraz dzieje i gdy dotarliśmy do centrum na dużym ekranie była pokazywana transmisja z areny w Belder. Elsword właśnie wykończył przeciwnika Cutterem. Przy okazji wiem, że przeszedł dalej. Udaliśmy się do pobliskiej kawiarni, nie tej co zwykle bywamy tylko innej bardziej zacisznej i eleganckiej. Usiedliśmy przy stole, ja oczywiście nie zapomniałem o kulturze i odsunąłem jej krzesło by usiadła, a następnie usiadłem na swoje miejsce. Gdy już zamówiliśmy co chcieliśmy, przeszła kolej na rozmowy. Cholera żebym niczego nie zepsuł.
-To miejsce naprawdę jest bardzo piękne, tak jak piszą.
-Tak masz racje.
-Słuchaj pewnie to dziwnie zabrzmi ale... - nie nie proszę nie. - Mogę wiedzieć jak się nazywasz? Bo z tego wszystkiego zapomniałam zapytać... - ja tu myślę, że coś, a to taka błahostka, o matko spokojnie.
-Lorien, Chung jak kto woli. - w tym momencie patrzała na mnie zszokowana.
-Ty jesteś jednym z tych, co uratowali Elios? Znaczy z grupy poszukiwaczy eldrytu?
-E tak. - była bardzo zaskoczona i do tej pory jakoś nie mogła dojść do siebie. - A o co Ci dokładniej chodzi? - wtedy spuściła głowę i założyła część włosów za ucho.
-Dużo się o was mówi i jesteście dość znani na całym kontynencie, a ja.. No jestem zaskoczona, że właśnie z jedną z tych osób rozmawiam..
-Nie gryziemy przecież, jesteśmy ludźmi jak wszyscy inni.
-Tak tak, wiem nie zrozum mnie źle, ale no dziwnie się czuje.
Podeszła do nas kelnerka i mi podała wodę, a Mayi lemoniadę. Gdy odeszła mogliśmy znowu porozmawiać. Muszę teraz być bardziej pewny siebie!
-Dlaczego dziwnie? - zapytałem po czym wypiłem dwa łyki wody. trzymała w rękach szklankę i wbiła wzrok w nią.
-Ja nie jestem przyzwyczajona do takich spotkań i to jeszcze osobami takiego pokroju. U nas w Peicie, żyje się inaczej i... jakoś nie pchamy się w życie towarzyskie.
-Posłuchaj Maya. Uwierz mi, że każdy z nas chciałby wieść normalne spokojne życie, przez tą sławę... Elsword ma się najgorzej, bo jest z Aishą, a inne dziewczyny się kleją do niego cały czas. Tak samo jest z Reną i Ravenem. Naprawdę chcielibyśmy wrócić do swojego życia zanim to wszystko się wydarzyło, ale nie możemy i jakoś musimy z tym żyć. - o matko ja to powiedziałem jej bez jednego zająknięcia się.. Spojrzała na mnie po czym uśmiechnęła się życzliwie.
-Czyli faktycznie oni są razem... A co z Tobą?
-Ze mną?
-Tak, no.. pewnie masz dziewczynę prawda? - spojrzałem przez okno, a następnie na nią.
-Nie mam.
Nastała długa, niezręczna cisza, po czym zapytałem czy chce dalej iść oglądać Hamel. Zgodziła się i poszliśmy dalej. Pomimo, że wtedy w kawiarni nie rozmawialiśmy, teraz było na odwrót. Gdy pytała o coś starałem się wytłumaczyć jak najlepiej potrafię. Miło spędzało mi się z nią czas.
Gdy zbliżał się wieczór wróciliśmy do Peity. Podziękowała mi za pokazanie Hamel, widać było, że cieszyła się z spędzonego popołudnia co cieszy. Na pożegnanie przytuliła się do mnie, jakoś lżej mi było. Wiem aby, że się nie boi ani nic..
Wróciłem do Hamel i udałem się do Elsworda. Opowiedziałem mu wszystko, gdyby nie on to bym ani słowem się nie odezwał. Dobrze jest mieć przyjaciół. Jak już zdałem mu swoje relacje opowiedział mi o turnieju i akacjach. Ta lady plastik mi się nie podoba. Oby jej jutro dokopał. Pożegnałem się i skierowałem do siedziby gildii zabrać swoje rzeczy. Tam panowała cisza, czyli każdy już wrócił do swoich domów. Zabrałem podarunki i wróciłem do domu. Tam w swoim pokoju otwarłem je. O Stworzycielu... Co to jest?! Szkołę to ja skończyłem dawno temu... Schowałem do szafy i położyłem się spać. Dzień zaliczam do udanych.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Wpis12

Zbliżała się 15. Wróciłem do Hamel. Gdy szedłem drogą do domu, dostrzegłem Loriena z jakąś dziewczyną. Oho pewnie to ta jego Maya cała, hmm nie będę im przeszkadzać. Jak już znalazłem się w domu myślałem dlaczego teraz Zekira musiała iść na trening. No masz Ci los... Padłem na kanapę i leżałem przez jakiś czas. Kilka chwil potem podbiegła do mnie Śnieżynka i wypytywała o walki. Opowiedziałem jej wszystko po czym zasnąłem z wyczerpania.
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Nie ja go kurde wymienię, dudni po całej chacie jak stary dzwon. No co ja w średniowieczu się nie znajduje. Za oknami było już ciemno. Spojrzałem na zegarek dochodziła 20. Po kilku minutach przyszedł do mnie lokaj i oznajmił ze mam gościa. Zapytałem kto, a on Anastazja. Pierwsze wrażenie szok, jakoś ciarki przeszły przeze mnie i zimno się zrobiło. Po kiego ona tutaj? Wstałem i podszedłem do drzwi. Lala stała i patrzała na swoje paznokcie.
-Czego chcesz?
- syknąłem do niej po czym odwróciła się i uśmiechnęła sztucznie.
-Porozmawiać o jutrzejszej walce.

-Forów Ci nie dam, na żadne układy nie idę i nie będę się oszczędzać, coś jeszcze?

-Oh myślałam, że da się z Tobą negocjować, ale widzę stawiasz twardo warunki co? Szkoda, bo chciałam Ci coś zaproponować.

-Doprawdy?
- już chciała mówić ale jej przerwałem. - Zabawiać się z Tobą nie będę, bo sugerując po Twojej ekscytacji to właśnie chciałaś zaproponować zgadza się?
-Bystry jesteś.

-Nie interesują mnie inne laski, a zwłaszcza takie jak Ty, gdzie dają dupy na prawo i lewo. Żegnam.

Zatrzasnąłem drzwiami przed nią po czym usłyszałem stukot jej butów jak schodzi z schodów. Aż się we mnie coś... Kurde mać czemu ja mam zawsze pod górę? Jak mam być z Zeki jak.. jak byle jaka kurwa się do mnie dowala? A potem, że zdradzam, że mam ją gdzieś i inne. Niech będzie na moim miejscu to będzie wiedzieć, że to wcale miłe nie jest i łatwe odganiać te, no mniejsza.
Odszedłem od drzwi i znowu dzwonek. Ciekawe kto teraz. Otwarłem drzwi patrze Lorien. Był bardzo zadowolony. Wpuściłem go do środka i w holu rozmawialiśmy o jego dzisiejszej randce. Mówił że wszystko poszło po jego myśli i że coś z tego będzie. Pogratulowałem mu po czym przeszliśmy na temat walk turniejowych. Powiedziałem wszystko wraz z tą akcją sprzed paru minut. Jemu też się nie podoba ta cala lady plastik. Jeszcze trochę gadaliśmy i poszedł.
Otwarłem drzwi do salonu i dzwonek. Nie kurwa, co to ma być?!?! Podszedłem już zdenerwowany i energicznie otwarłem drzwi stali w niech Raven i Rena. Przywiali się, po czym zapytali czy mogą wejść, wpuściłem, no przyjaciół wyganiać nie będę. Poszliśmy do salonu i dzwonek znowu. Miałem ochotę iść i rozpierdolić ten dzwonek i drzwi i .... Otwarłem stała w nich Daisy. O nie ma mowy. Na misję nie idę. Przywitała się i powiedziała, że Penentnio chce mnie widzieć. Zapytałem czy teraz, odpowiedziała że tak, więc powiedziałem jej by przekazała mu, że mam go w dupie, chce spokoju i nabrać siły na jutrzejsze walki, a jak coś nie pasi to możemy o tym pogadać na arenie, a jeśli będzie się czepiać i mi grozić, wyląduje u mojego ojca na dywanie i no pomysłów mi brakło i zamknąłem drzwi. Wróciłem do salonu i rozmawiałem z przyjaciółmi o ich wyjeździe i o tym co się działo. Życzyli mi powodzenia i po ponad godzinę poszli.
Wejrzałem na zegar zbliżała się 22:30. Udałem się do swojego pokoju i tam zasnąłem po kilku minutach.

niedziela, 18 listopada 2012

Wpis11

Rozpoczął się dźwięk rozpoczynający walkę. Przywołałem Cornwella i bacznie obserwowałem przeciwnika. Powoli, niepewnie zbliżał się w moim kierunku, ściskając mocno w rękach miecz. Przygotowałem się do skontrowania ataku. W jednej chwili podbiegł do mnie i zaatakował uchyliłem się i zaatakowałem moim mieczem po czym gdy się obróciłem drugim. Zachwiał się lekko na nogach. Teraz jest szansa. Użyłem Harsha na niego i rozciąłem bok. Skulił się i podbiegłem do niego atakując moją serią combo. Podczas ataków przywołałem dodatkowe Cornwelle, dzięki którymi przebiłem się przez niego i atakowałem od tyłu. Następnie Blasting. Miecze rozbiły się o jego ciało i krew rozprysła. Kopnąłem go i dalej atakowałem mieczami przecinając jego ciało. Miecze były już zakrwawione i przy każdym obrocie z moich broni kapała czerwona ciecz. Odepchnąłem go przed siebie i spojrzałem. Jeśli dalej mam z nim walczyć to źle to widzę. Podszedłem do niego, a ten ledwo łapał oddech. Szkoda mi się zrobiło chłopaka, zabolało mnie coś w środku. Ledwo co go poznałem, pełen energii, wesoły, a ja... Muszę go tu torturować krótko mówiąc.
-Za..kończ... to sz...yb...ko.
- ledwo wypowiedział te słowa i zakaszlał krwią.
-Wybacz Jessi.
- przywołałem Cornwella i skierowałem w ziemię. - Rage Cutter!
Wbiłem miecz i uklęknąłem na jednym kolanie. Cornwelle na mój rozkaz wybiły się w górę raniąc Jessiego, a następnie spadł na ziemię. Cały obszar gdzie walczyliśmy był zabarwiony krwią. Odwołałem Cornwella i wstałem. Rozległ się dźwięk zakończenia pierwszej walki, a zaraz potem podbiegła grupa lekarzy i go zabierała. Patrzałem na niego z smutkiem. Gdy już go wynosili uśmiechnął się do mnie, a potem już go nie widziałem. Zagryzłem wargi i skierowałem się na górę. Tam gratulowali mi wygranej jednak ja pomimo wszystko jakoś się cieszyć nie umiałem. Walka była jednostronna. Podszedłem do reszty.
-Szybko się z nim rozprawiłeś złociutki.

-Stul pysk dobra?
- bez ogródek jej to powiedziałem i jakoś lżej mi się zrobiło. Podszedłem do Camilli. - Mogę już iść?
-Tak pewnie.

Notowała coś po czym ogłosiła że kolejne walka odbędzie się o 13. Ja odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Gdy wyszedłem przetarłem ręką twarz. Cała była zamazana krwią. Tak chodzić nie będę bo pomyślą, że kogoś zabiłem. Udałem się do łazienki zmyć krew, która była na mnie. Podczas zmywania myślałem jak się czuje Jessi. Oby tylko wyszedł z tego cało...
Gdy już się umyłem zdziwił mnie nagły ruch i krzyk ludzi niedaleko bufetu. Skierowałem się tam i ujrzałem Catherine leżącą na ziemi wraz z swoimi służącymi. Chciałem podejść bliżej i wtedy coś mi po oczach poświeciło. Spojrzałem w górę. Sylph, no tak można się było tego spodziewać. Odwróciłem się i skierowałem się na na niższe piętro. Podczas drogi myślałem, dlaczego to zrobił? Nazoid to nazoid poza nim są też inne. Więc nie mam pojęcia, osobisty biznes? Pewnie to, zresztą nic mi do tego niech robi co chce. Jeśli chce oglądać walki i nie mieć styczności z docinkami modnisi to tu będzie idealnie.
Zbliżała się godzina 13. Czas na walkę landryny i Angeliki. Dziewczyny zeszły na arenę i gdy rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę Angelika od razu pobiegła w stronę Anastazji. Ta była wybita z swojego genialnego planu na walkę, bo nawet nie zrobiła uniku przed kopnięciem młodej dziewczyny. Zaczęła ją kopać na wszystkie możliwe sposoby, plus do tego strzelała w nią strzały. WS, kto by pomyślał. Dobrze jej idzie póki co. Jednak jej dobra passa nie trwała długo. Gdy popełniła błąd landryna to wykorzystała i użyła Blaze Stepa. Nie jest dobrze. Teraz to Angela obrywała. Ogień poparzył ją praktycznie po całym ciele spalając miejscami ubrania. Do tego na sam koniec, gdy czar się skończył potraktowała ją z Lightning Bolt'a. Odrzuciło ją w tył i leżała na ziemi cała poparzona i posiniaczona. Widać, bawiło modnisie znęcanie się nad innymi. Naładowała manę i użyła Meteor Shower. Nie dość, że Angela nie może już nic zrobić to ta się znęca na nią. Leżała w ogniu, słychać było krzyki bólu. Anastazja tylko wrednie się śmiała i patrzała na to jak cierpi. Czyli wygrana przesądzona, bo Angela nic nie zrobi, więc sobie z nią wtedy porozmawiam po mojemu. Camilla przerwała walkę, bo widziała, że już nie ma co dłużej przeciągać.
Kolejna walka Roscoe i Michael. Walka między nimi była zacięta. Roscoe naprawdę świetnie włada bronią do tego jeszcze, gdy przywoła Armageddon'a to robi się nie ciekawie. Michael oczywiście nie zostawał w tyle. Jego kombinacje ataków nazo ręką i mieczem robią spore wrażenie, do tego jeszcze specjalne umiejętność. Walka zakończyła się 5 min przed ustalonym czasem. Roscoe wygrał dzięki Sandstormowi który w ostatniej chwili dał. Jeśli on przeszedł dalej to oznacza, że będzie w finale czyli z nim się zmierzę, bo z landryną nie przegram o nie, nie pozwolę na to i zapłaci za to, co zrobiła naszej najmłodszej uczestniczce.

Wpis10

Obudziłem się dość wcześnie. Aisha jeszcze spała, przytuliłem ją do siebie tak by nie obudzić(nie nie doszło do niczego między nimi, by ktoś mi nie pomyślał;x). Jestem zawsze spokojny, gdy jest blisko mnie. Jedną ręką trzymałem jej rękę, jak wcześniej, a drugą głaskałem po jej głowie. Jej miękkość i zapach włosów oraz jej ciała, ukojenie dla mnie. Czy to przez wzgląd na perfumy czy po prostu jej natura? Nie wiem, ale to działa jak narkotyk. Kilka minut później Zekira się przebudziła.
-Więc się już obudziłaś
. - musnąłem wargami jej szyję, a ona cichutko zamruczała.
-Widzę, że Ty już od dawna nie śpisz.
- odwróciła się w moją stronę i dotknęła mojej twarzy uśmiechając się.
-Od kilkunastu minut
. - przytuliła się do mnie, wplatając dłoń w moje włosy.
-Nie chce mi się iść na ten trening, a to wszystko Twoja wina.

-Oczywiście, że moja.
- przytuliłem ją i ucałowałem w czoło. - Mówiłem, że się Tobą zajmę jak należy, więc sama mogłaś przewidzieć jak to się skończy.
-A idź Ty.
- odsunęła się i wstała z łóżka rozciągając się. - Lepiej wstanę, bo mnie jeszcze nie wypuścisz.
-Brawo za spostrzegawczość.

Wstałem zaraz za nią i ubrałem, a ona za pomocą magii się przebrała, ta to ma wygodnie... Gdy już doprowadziliśmy siebie do porządku zeszliśmy na dół. Służący powiedział że śniadanie już zaczną robić. Skinąłem głową i udaliśmy się do salonu. Usiadałem na kanapie, Zekira koło mnie i przeglądaliśmy wiadomości. Znowu mówili o turnieju i przy okazji o tym turnieju zacząłem z nią dyskutować. Z czasem przyniesiono śniadanie. Jak już zjedliśmy odprowadziłem Aishe i powiedziałem by na siebie uważała. Zapewniała że wróci w jednym kawałku. Ostatni pocałunek na pożegnanie i zniknęła za drzwiami. Dochodziła dopiero 7rano, walkę mam o 12. Jak tu dobrze spożytkować czas... Udałem się do pomieszczenia treningowego i spędziłem tam kilka godzin.
Zbliżała się 10. Udałem się na miasto. Teraz mi się przypomniało, przez ten turniej nie mogę zbytnio pilnować tych, no nie ważne z gildii. Ktoś by musiał mnie zastąpić. Jeszcze te papiery od Yuri, miałem je oddać wypełnione 2 tygodnie temu. No ale skoro się nie upomina to trudno. Oddam jak znajdę czas by je wypełnić. Muszę kogoś wepchnąć na moje stanowisko w gildii i to musi być dziewczyna bo łatwo przekonać idzie. Tylko kogo, kurde kogo. Skierowałem się do tablicy rynkowej i tam dostrzegłem dziewczynę z naszej gildii. Uśmiechnąłem się do siebie i skierowałem do niej.
-Siema Giio.
- podszedłem do niej, a ta jak oparzona spojrzała na mnie.
-Wystraszyłeś mnie. Hej.
- spojrzała na mnie po czym skierowała wzrok z powrotem na tablicę.
-Słuchaj mam do Ciebie prośbę.

-Jaką?
- spojrzała na mnie zaciekawiona.
-Chcę byś na czas turnieju zajęła moje miejsce w gildii.

-Co? Że co słucham?
- patrzała na mnie z otwartymi szeroko oczami.
-To co słyszałaś, ja nie mam teraz czasu a tę wiedźmę, znaczy nasza mistrzynie wole trzymać z dala od siebie.

-To znajdź kogoś innego, ja nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności.
- dobra czas wykorzystać urok osobisty. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
-Potem Ci to wynagrodzę w sposób jaki będziesz chciała. Więc jak?
- wyszeptałem jej to po czym jedną ręką pogładziłem po jej włosach.
-Dobra, dobra niech Ci będzie.
- tak! No to jeden problem z głowy. Odsunąłem się i uśmiechnąłem do niej.
-Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć. To miłego dnia.

Minąłem ją i udałem się prze siebie. No teraz pozostaje mi połazić po mieście albo hm. Chodziłem dalej ulicami Hamel aż w końcu dotarłem na most. Przechodziłem przez niego i wtedy dostrzegłem w oddali Loriena. Kurde zmienił działko? Muszę go o to spytać.
-Siema.

-Cześć
. - wskazałem ręką na jego działo. - Dostałem od Lenta.
-Fajnie wygląda nie powiem. Jak się czujesz? Bo widzę że już wróciłeś do siebie.

-Tak, bo wiesz... W sumie to chciałem o tym z Tobą pogadać

Coś się wydarzyło jestem tego w 100% pewny. Udaliśmy się do naszej ulubionej kawiarni i zajęliśmy ten sam stolik co zwykle. Tam Lorien mi wszystko opowiedział. Nie mogłem początkowo uwierzyć, ale miło, że znalazł sobie kogoś.
-To kiedy poznam Twoją ślicznotkę?
- założyłem ręce w krzyż i przyglądałem się jego reakcji.
-Elsword!
- zdenerwował się i to było widać. - Dzisiaj, bo chce pozwiedzać Hamel.
-Oho to ja mogę ją z chęcią oprowadzić.
- odrzekłem z swoim uśmieszkiem.
-Ty to jesteś... Słuchaj chce Cie prosić o rady.

-Jakie rady?
- spojrzałem podejrzliwie na niego.
-No wiesz..
- wskazał głową na kelnerkę co obsługiwała stolik dalej. Spojrzałem tam i potem juz wiedziałem o co chodzi.
-Więc o to chodzi.
- przybliżyłem krzesło i oparłem ręce na stole. - Lepiej trafić nie mogłeś, więc słuchaj.
Starałem się mu wytłumaczyć przynajmniej podstawy jeśli chodzi o podrywanie lasek. W sumie nic trudnego no ale. Lorienowi łatwo pójdzie, bo też przykuwa uwagę swoim wyglądem. Słuchał bardzo uważnie, czyli faktycznie zależy mu na tej dziewczynie.
-Teraz najważniejsze, nigdy dziewczyny na pierwszej randce nie całuj, bo se pomyśli nie wiadomo co.

-Ta i kto to mówi, a z Aishą jak było.
- syknął do mnie z nutą goryczy.
-Zamknij się. Z nami było inaczej, bo znamy się od dłuższego czasu.

Dochodziła już godzina zbiórek na walki. Pożegnałem się z nim i ruszyłem do Aranki. Prze teleportowałem się do Belder i skierowałem się na arenę. Oczywiście podczas drogi słyszałem słowa powodzenia podczas walki i inne które miały mnie wesprzeć. Akurat mnie tam zwisa co mówią, ja to robię dla siebie i dla przyjaciół. Doszedłem do Camilli która z radością mnie przywitała. Stali też tam Roscoe, Jessi i Michael. Skierowałem się do nich i przywitałem jak to kultura wymaga.
-Landryny nie ma?
- zapytałem i oparłem się o barierkę.
-Tapetę nakłada
. - odrzekł Roscoe i cała nasza czwórka wybuchła śmiechem.
-Wiecie nałożenie tapety trochę trwa, bo nie daj Stworzycielowi, że odpadnie. Siara totalna, ale fajnie jakby się zdjęcie potem zrobiło i dać do gazety.
- znowu śmialiśmy się z tego. Potem Jessi stanął obok mnie. - Słuchaj, ale wyjdę w jednym kawałku po naszej walce? - powiedział to do mnie półszeptem, Słyszałem w jego głosie lekkie przerażenie. Spojrzałem na niego. - Bo wiesz słyszałem i widziałem niektóre Twoje walki i tak... - położyłem rękę na jego ramieniu.
-Wyjdziesz w jednym kawałku o to się nie martw.

Rozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem dołączyła do nas reszta dziewczyn. Na samym końcu szła w naszą stronę Anastazja.
-Uwaga odsuńcie się ludzie, z drogi przed królową naturalnego piękna.
- wybuchliśmy znowu śmiechem i mierzyliśmy ją wzrokiem. Podeszła do nas uśmiechnięta i pewna siebie, jakby miala gdzieś co o niej mówią.
-Uwaga przygotujcie już karetkę, bo trzeba będzie reanimować kogoś.

Wtedy Jessi spoważniał i każdemu już do śmiechu nie było. Teraz jak o tym pomyśleć to karetka faktycznie będzie potrzebna. Co prawda nie zamierzam ciąć go na części, ale bez poważnych obrażeń raczej się nie obejdzie. Dochodziła 12. Camilla kazała mnie i Jessiemu zejść na arenę. Tak też zrobiliśmy. Zapadła cisza na arenie. Camilla powiedziała jakie zasady obowiązują bo czym gdy wybiła 12 rozpoczęła się walka.