sobota, 24 listopada 2012

Wpis4

I znowu nastał kolejny jakże dobijający dzień. Nie dość że sam mam teraz trudny okres w swoim życiu to pogoda jak na złość musi też się spierdolić. Za oknami, na zewnątrz deszcz leje jakby nie padł od co najmniej roku. Oby tylko nie było problemów z poziomem wody jak kiedyś... Wstałem, ogarnąłem się i na śniadanie. Gdy przechodziłem przez salon spojrzałem w stronę meblościanki tam stały wszystkie zdjęcia z przyjaciółmi, łącznie te z Zekirą. Zatrzymałem się na chwilę i przyglądałem się każdemu zdjęciu. Wspomnienia... a mogłoby być zupełnie inaczej. Moje marzenia odnośnie dalszego życia zostały zniszczone tamtego dnia. Teraz to moim jednym marzeniem jest chyba dożycie 20 lat... W sumie jakby nie patrzeć to za tydzień i 1 dzień (w ciągu miesiąca odstępu Raven i Chung mieli urodziny). Raczej nic mnie nie zabije do tego czasu. Nie użalając się dłużej nad sobą udałem się do jadalni i tam zjadałem śniadanie, a następnie udałem się do Glave. Czemu mnie ten Henir nie nudzi? Na sekrety już nie chodzę i jakoś nie widzę potrzeby łażenia tam, ale na Henia to zawsze jakoś mam chęci. Założyłem płaszcz, zawołałem Śnieżynkę i poszliśmy zbierać kostki, a kostki plus parę śmieci z alchemii równa się dużo kasy.
Kolejne godziny minęły. Jak zwykle godzina 13 albo 14 i mam resztę dnia wolnego. Po zakończeniu Henira udałem się do Camilli. Jak zwykle przywitała mnie pełna entuzjazmu i na swój sposób.. zachęcała mnie do dalszej walki o swoje szczęście? Spytałem ją czy są jacyś warci uwagi wojownicy. Odpowiedziała, że jest paru niezłych świeżaków, ale nie na moje progi. Nie mogę stać w miejscu z powodu brak osoby która może się ze mną zmierzyć, a Ravena nie będę męczyć ciągle. Dałem na dobieranie 2v2 co mi szkodzi trochę zabawy będę mieć. Po kilkunastu sekundach dobrało do walki mi partnera jak i przeciwników. gdy znaleźliśmy się na arenie w grupie byłem z Zekirą, a przeciwnikami byli jacyś DC i RS
-DC atakuje zawsze od lewej.
- szepnąłem do Aishy, a ta spojrzała na mnie.
-Po co mi to mówisz?

-W trakcie walki się dowiesz.

Przywołałem Cornwella, Aisha swoją różdżkę i rozpoczęła się walka. Ja postanowiłem się zająć RS'em, dlatego, że go znam i wiem jak walczy w sumie ja tu każdego znam. Wymienialiśmy się ciosami i innymi atakami. Gdy miałem możliwość kątem oka zerkałem jak Zeki sobie radzi. Gość ma przesrane z nią, bo jak raz złapię w swój atak to koniec. RS zaatakował Sword Fire, sparzył mi prawą rękę i częściowo nogę. Ledwo udało mi się uciec od ruchu miecza który we mnie skierował, ale na tym koniec. Zamachnął mnie i już widziałem ten miecz przed swoimi oczami gdy przede mną pojawiła się Aisha i użyła Disortiona i odbiła jego atak. Zaraz potem Supernova i przeciwnik został zmuszony do wycofania się. Mroczny częściowo przywracał kończyny do użytku.
-Kiedy będziesz gotowy?
- ładowała manę i obserwowała przeciwników. Stali i czekali, nie wiem na co ale chyba wpadli na jakiś plan.
-Dwie minuty i ich wykończymy. Spróbuj zwabić RS'a by zaatakował od prawej.

-A co z DC?

-Mówiłem Ci atakuje zawsze z lewej, powinnaś się mnie słuchać księżniczko jeśli chcesz to wygrać. -
zaśmiała się i gdy naładowała manę spojrzała na mnie.
-Dobra, Ty tu decydujesz.

Wymieniliśmy się uśmiechem i zaraz potem rozpoczęliśmy akcję zakończenia tej walki. Przywołałem moce Mrocznego i ruszyłem na DC. Aisha obok mnie jednak potem od tyłu zaatakowała obydwóch. Jak mówiłem tak się stało DC odskoczył w lewo i szykował się do ataku. Rzuciłem tam Maela, RS zaatakował Zekire, prze teleportowała się i stała za mną a ja zaatakowałem go Harshem i go przyciągnąłem. Gdy byli w polu rażenia ataku użyłem Cuttera, a Zeki Spruta. Walka się zakończyła pomyślenie dla mnie nas. Poza końcowa i można zejść z areny.
-No niezła walka Elsword nieźle to obmyśliłeś.

Jak zawsze Cami pochwaliła, a ja tylko puściłem do niej oko i udałem się do wyjścia. Jakoś dobrze mi się z nią walczyło u boku i nawet nie doszło do żadnych spięć ani nic, jakbyśmy cały czas byli razem...
Wróciłem do domu cały przemoczony. Takiej ulewy to dawno nie było. Udałem się do pokoju, wziąłem suche ubrania i skierowałem do łazienki. Gdy już się umyłem, wysuszyłem i przebrałem, jak to mam w zwyczaju rozwaliłem na kanapie, a Śnieżynka zaraz wskoczyła mi na brzuch i się wygodnie ułożyła. Tyle razy jej mówiłem, że moje ciało nie służy jako miejsce odpoczynku, ale miała to zupełnie gdzieś.
Teraz wieczory przebywam samotnie, od czasu do czasu Lorien wpadnie sam albo z Mayą, Rena w sumie też ale rzadko kiedy. Tak to zwykle... Nie cholera muszę się pogodzić z tym jak jest i koniec. Tamte czasy nie powrócą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz