sobota, 17 listopada 2012

Wpis9 Oczami Chunga

Wyspałem się dzisiejszej nocy co aż dziwne. Miałem tyle w sobie energii, jak kiedyś i ta myśl że znowu dziś może ją zobaczę. Ubrałem się w czarną koszule, reszta z setu Incubusa. Jeszcze tylko włosy trochę ogarnąć i można iść. Zjadłem śniadanie i w dobrym humorze ruszyłem przed siebie. Wczoraj na wieczór jeszcze przeglądałem wiadomości i dowiedziałem się z nich, że turniej dziś się zaczyna. Oby mój przyjaciel to wygrał. Wierzyłem w niego i wiem, że się nie zawiodę. Udałem się do Aranki i dzięki nowym biletom dostałem się do Peity. Tam rozglądałem się za Mayą. Nie widziałem jej, ale za to usłyszałem krzyki na obrzeżach miasteczka. Udałem się tam. Wyczuwałem mroczną energię czyżby demony? Gdy znalazłem się na miejscu ujrzałem dziewczynę, tak to była Maya, a przed nią grupka demonów. Czemu one nigdy nie dają za wygraną? Nie czekając dłużej załadowałem działo i użyłem na nich Dreada. Demony w mgnieniu oka zniknęły. Maya siedziała nadal oszołomiona tym wszystkim. Podszedłem do niej i położyłem rękę na jej ramieniu. Cała drżała i łzy spływały po jej policzku. Odwróciła się w moją stronę i przytuliła. Biedna ona... Zapewniałem ją, że już jest bezpieczne i objąłem ją. Wtedy poczułem się spokojny, na sercu. Byłem szczęśliwy trzymając ją w swoich ramionach. Gdy już uspokoiła się wstaliśmy i wróciliśmy do Peity. Tam kobieta do nas podbiegła wystraszona i pytała ją, co się stało. Powiedziała wszystko, po czym kobieta przytuliła ją do siebie, a potem skierowała do mnie słowa podziękowania. Uśmiechnąłem się życzliwie i kobieta wraz z dziewczyną udały się do domu. Może to była jej matka? Albo opiekunka. Cóż trzeba będzie rozejrzeć się po okolicy, być może jeszcze są inne demony. Odwróciłem się i chciałem iść to sprawdzić. Wtedy Lento mnie zawołał do siebie. Podszedłem do niego i zapytałem w czym mogę mu pomóc. Powiedział bym zaczekał na niego. Poczekałem i chwilę potem Lento wyszedł z pięknym avatarem broni. Pierwszy raz widziałem coś tak niezwykłego. Powiedział, że to dla mnie. Otworzyłem szeroko oczy z zdziwienia i zapytałem dlaczego mi to daje i to jeszcze od tak. Krótko odrzekł, że tu nikt nie posługuje się bronią taką jak ja oraz że przy mnie się nie zmarnuje. Nie wiedziałem czy przyjąć czy nie. By mnie przekonać dorzucił że to za uratowanie Mayi. Zabrałem od niego avatara i założyłem na swoje działo. Wyglądał pięknie. Złotawy kolor myślę że dobrze będzie kontrastować z resztą ubrania. Podziękowałem i powiedziałem, że rozejrzę się po okolicy, by znowu nie było żadnych niespodziewanych ataków.
Po ponad 3 godzinnym patrolu wróciłem do Peity informując Lenta, że teren czysty. Podziękował za to i przeprosił za fatygę. Uśmiechnąłem się i zapytałem jak czuje się Maya. Powiedział, ze chciała ze mną porozmawiać i czeka na dole. Nie będę ukrywał, że byłem z tej wiadomości zadowolony. Zszedłem na dół i Maya na mnie czekała. Siedziała na ławce i wpatrywała się przed siebie. Gdy usłyszała że się zbliżam skierowała swój wzrok na mnie i uśmiechnęła się życzliwie. Czyżby moje szare i samotne życie się zmieniło?
-Dziękuje za pomoc. Gdyby nie Ty to pewnie już by mnie tu nie było.
-Nie ma sprawy. - nie wiedziałem co więcej powiedzieć by jej nie przestraszyć a z siebie nie zrobić idiotę. Chyba pójdę do Elsworda po rady... Maya spuściła wzrok i wpatrywała się w swoje buty.
-Nie jesteś stąd prawda? Chodzi mi z Elios.. - zapytała nieśmiało po czym spojrzała na mnie lekko przestraszona.
-Tak nie jestem stąd. Pochodzę z Naios, a dokładniej to Hamel.
-Słyszałam o tym miejscu. Ponoć bardzo piękne.
-Jak chcesz to mogę Cię tam zabrać. - dopiero potem zdałem sobe sprawę. Co ja wygaduje? Ah się wpakowałem pewnie sobie myśli, że...
-Jeśli to nie będzie kłopot, to z chęcią. - uśmiechnęła się, szczerze, tak, że lekko na duszy mi się zrobiło. Mógłbym patrzeć na jej uśmiechnięta twarz całymi dniami. Wpatrywałem się w nią jak obrazek. Nadal jestem oszołomiony jej urodą. Potem dopiero się otrząsnąłem.
-To.. Jutro po Ciebie przyjdę. O której będziesz wolna?
-Koło 13?
Skinąłem głową że rozumiem. Pożegnałem się i skierowałem do Aranki. Maya podeszła do mnie i złapała za ramię. Odruchowo się odwróciłem, a ona się do mnie przytuliła. Nie wiedziałem co zrobić. Pierwszy raz ktoś... Objąłem ją i przytuliłem do siebie. Ta chwila będzie chwilą, która długo będę wspominać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz