Wstałem rano i pierwsza myśl, co mnie naszła to dziś jest dzień by dokopać tej lali. Wstałem, ogarnąłem się i szybkim zbiegnięciem po schodach znalazłem się na dole. Zjadłem śniadanie i udałem się na miasto. Dopiero jest 9 no ale trudno muszę pogadać o czymś z Camillą.
Gdy znalazłem się w Belder udałem się do niej. Siedziała i wypisywała coś, podszedłem do niej i wziąłem jeden z papierów. Udawałem, że czytam, a tak naprawdę to chciałem się z nią trochę podroczyć.
-Po co przyszedłeś?
-Z zapytaniem wiesz. - oddałem jej świstek papieru i oparłem się o stół. - Czy będę mieć problemy jak podczas walki z Ana ją zabije? - przestała pisać i spojrzała na mnie.
-To jest walka więc wszystko może się wydarzyć. Na początku mówiłam o tym widać jak słuchałeś.
-Wiesz wole się upewnić.
Odwróciłem się i wróciłem do Hamel. Jeszcze trochę czasu zostało. Udałem się do swojego domu i tam trenowałem praktycznie do samej walki.
Zbliżała się godzina 13. Gdy już odpocząłem i przygotowałem się z powrotem wróciłem do Belder. Tym razem było dużo więcej ludzi. Skierowałem się wprost na arenę. Landryna już na dole czekała. Zszedłem na dół i stanęliśmy na przeciwko siebie. Jak zwykle pewna siebie i uśmiechnięta. Jak jej mówiłem nie będę się oszczędzać. Nie zawaham się nawet przed zabiciem jej. Rozległ się dźwięk rozpoczęcia walki. Przywołałem Cornwella i od razu ruszyłem w jej stronę.
Nie wahając się zaatakowałem ją obydwoma mieczami. Ledwo jej udało się prze teleportować w bezpieczne miejsce. Spojrzała na mnie zdenerwowana, że nie daje jej naładować many no jak mi przykro. Posłałem w jej stronę Cornwelle, zrobiła taki sam unik jak wcześniej, od razu odwróciłem się i skierowałem w nią swoją broń. Zaatakowała magicznymi kulami, oj zaczyna się problem. Uchyliłem się przed jedną, potem drugą, wymijałem je tak by dostać się do niej. Trochę to trwało ale w końcu udało się dotrzeć do niej i zablokować ucieczkę atakując i przebijając się przez nią przy pomocy Cornwelli. Za pomocą magii nałożyła na siebie tarczę tak jakby miało jej to w czymś pomóc. Rozpocząłem swoją seryjkę ataków połączonych z specjalnymi umiejętnościami. Teraz to będzie jej koniec jeszcze trochę i wygram, właśnie trochę, a to o wiele za dużo. Źle stanąłem na podłożu i na kilka sekund straciłem równowagę, a landryna uciekła dzięki teleportowi. Trzymała się w okolicach płuc i próbowała złapać oddech. Była cała zakrwawiona od ciosów mojego miecz. Spojrzała na mnie gniewnie i stanęła na równe nogi przywołując lodowy grad. Nienawidzę tej umiejętności. Wycofałem się na bezpieczną odległość. Ana dzięki teleportacji znalazła się za mną i użyła Lighting Bolta. Odrzuciło mnie parę metrów do przodu i przez jakiś czas prąd elektryczny przeszywał moje ciało, nie byłem w stanie się ruszyć. Gdy już odzyskałem świadomość i czucie w własnym ciele dźwigałem się z ziemi i wtedy modnisia użyła pocisku. Myślałem że to meteor jest problemem ale ten pocisk to jest jeszcze gorszy. Zbliżał się w moją stronę a Ana zaraz za nią, gdy byli wystarczjąco blisko użyłem Cuttera dzięki czemu pocisk poleciał gdzieś w przestworza a lady plastik oberwała. Gdy już miała zlecieć na dól rzuciłem pod nią Maela i posłałem kolejne Cornwelle w jej stronę. Mael powoli zaczynał się kończyć podbiegłem do niej i przebiłem ją mieczem. To był koniec, rozległ się dźwięk zakończenie walki jednak Ana sie nie poddała tak łatwo, zmieniła zakończenie swojej różdżki na lodowy grot i wbiła mi go w lewy bok. Po chwili odczułem ból w tym miejscu i odepchnąłem ja od siebie trzymając się za ranę. Ukląkłem na ziemi areny, a lekarze biegli w naszą stronę. Rana powoli się już zasklepiała dzięki moim współtowarzyszy broni, że tak nazwę. Camilla ogłosiła, że jutro walka finałowa rozpocznie się o 13. Super to dojdę do siebie...
Wróciłem do Hamel i tam odetchnąłem z ulgą. Mroczny wraz z Cornwellem odwalili dziś sporo roboty. Byłem zmęczony walką, najchętniej to bym teraz padł na łóżko i już nigdy z niego nie wychodził. Przeszedłem pare kroków i poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i zbladłem jak ściana. Dreszcz przeszedł po całym moim ciele.
-W końcu Cię znalazłam Elsword. - Yuri o cholera, no to już po mnie.
-E, cześć? Czego chciałaś? - muszę udawać, że wszystko jest ok.
-Papiery i dowiedzieć, co zaszło między Tobą, a Giio. - spojrzałem na nią zdziwiony.
-Papiery leżą u mnie w domu, a Giio o czymś nie wiem? - jeszcze wiem z kim chodzę się zabawiać, a z kim nie
-Przekazałeś jej rolę zarządcy gildii.
-No i? - założyłem ręce i z nichęcią patrzałem na nią i tego jak mi robi wykład.
-No i? Nie wierzę że od tak się zgodziła, co jej zaproponowałeś?
-Na pewno nie to, co Ty mnie. - spiorunowała mnie wzrokiem i lekki rumienieć jej sie pojawił.
-Nie przypominaj mi o tym. - uśmiechnąłem się wrednie do niej.
-Widzisz moja droga, zdjęcia czekają by ujrzały światło dziennie. - ominąłem ja i stanąłem za jej plecami kładąc ręce na jej ramieniach i nachylając się. Drgnęła po czym lekko odwróciła głowę w moją stronę. - Jeśli Ty nic nie powiesz, to ja też nic nie powiem. Sprawa prosta. To co się wydarzyło to się wydarzyło. Wiem, że przyjaźnisz się z Zeki, ciekawe jakby zareagowała gdyby dowiedziała się, że niecały miesiąc temu dobierałaś się do jej chłopaka za pomocą magii. - Zastygła w bezruchu, po kilku chwilach ją puściłem i skierowałem się w stronę domu.
-Dobra masz przewagę. - stanąłem na chwilę i odwrociłem sie do niej.
-Sprawy z dziewczynami z gildii są moją prywatna sprawą nie Twoją, więc się nie mieszaj do tego.
Odwróciłem się i po kilkunastu minutach dotarłem do domu. Rozwaliłem się na kanapie po czym myślałem o tych akcjach z laskami z gildii. Jakby nie patrzeć, to miało miejsce dawno temu no ale miały. Podczas związku z Aishą były z 3 akcje z dziewczynami z gildii, wliczając Giio. Jak wróci będę musiał jej o tym powiedzieć.
Oczywiście Śnieżynka bardzo się zaciekawiła tym i wypytywała o to. Po czym na koniec dogryzała, że ja do świętych nie należę. No raczej nie za bardzo, gdy jest się władcą demonów i korzysta z mroku. Zauważyłem, że jakoś zmieniłem się nie wiem co ma na to wpływ, ale nie podobają mi się te zmiany. Nie boje się konsekwencji podejmowanych czynów i to mnie martwi. Z czasem moja zmiana będzie zauważalna i zaczną się kłopoty. Oby Zeki szybko wróciła, bo dzięki niej jestem spokojny...
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz