Zeszliśmy na dół i stanęliśmy na środku areny. Oczywiście towarzyszyły
nam oklaski, krzyki i inne. Potem nastąpiła cisza i Camilla zaczęła
przemawiać, po niej Vanessa, a jeszcze po niej ten pieprzony władca
Hamel Lordros. Gdy już pogadali o tym wszystkim Camilla ogłosiła, że
czas dobrać pary do walk w drzewku turniejowym. Hm to będzie ciekawe,
obym walczył z landrynką. Na ścianie wysoko otworzyły się drzwiczki i za
nimi duży ekran. Zapadła cisza jeszcze większa jak wcześniej, teraz
słychać było jak komputer losuje przeciwników. Po kilkunastu sekundach
wyskoczyło Jessi vs Elsword.
-Nieeee nieeee to jest koszmar.
-
rozległ się przeraźliwy płacz i krzyk chłopaka. Kleknął na ziemię i
walił w nią pięścią. Cóż, no, trudno, bywa. Na trybunach rozległy się
okrzyki zdziwienia, śmiechu i czasem padały słowa współczucia.
-Hah widzę kolega nie zabawi z nami za długo.
- syknęła rozbawiona Anastazja. Spojrzałem na nią obojętnie.
-Ciekawe jakbyś Ty zareagowała, gdybyś miała walczyć z kimś kto ma Ci tę tapetkę z twarzy zedrzeć wraz z sztucznym uśmiechem
Przestała się głupkowato uśmiechać i spoważniała. Odwróciła głowę w
stronę ekranu. Obok niej dalej stał Roscoe, który rozbawiony skinął
głową. Czyli wyręczyłem go chyba w wypowiedzi, co do tej modnisi.
Patrzeliśmy nadal na ekran. Wylosowano Anastazję i Angelikę. Dwie
dziewczyny, hah to będzie epicka walka coś czuje. najwyraźniej Ana czuje
się pewnie, bo uśmiechnęła się i posłała buziaka w stronę Angeliki,
która stała obok Catherine. Dalej rozległ się dźwięk losowania. Po
chwili wyskoczyło Michael i Roscoe. Chyba najciekawsza walka to będzie z
początkowych. Catherine idzie w górę, farciara, nie musi walczyć póki
co. Na tym wszystko się zakończyło. Camilla odrzekła iż jutro zaczynają
się walki. Pierwsza o godzinie 12:00, druga o 13;00, trzecia o 14:00 i
czwarta przepada. Zeszła do nas na dół po czym nie przy wszystkich tylko
do nas powiedziała jak walki przebiegają.
-Słuchać mnie moi mili, walka maksymalnie
trwa 30min nie więcej i mniej. Jeśli nie wygra ktoś z was będzie remis i
walka zostanie przeniesiona. Walki kończą się gdy alarm alarmuje mnie i
innych że nie jesteś dłużej walczyć. Jeśli ktoś podczas tak złego stanu
powie że dalej chce walczyć uznaje to za jego własną decyzję i nie
przerywam walki. Oczywiście można się poddać podczas walki jak kto woli.
Wkroczenie kogokolwiek na arenę podczas walki jest zabronione jeśli
ktoś już się tego dopuści walka zostaje zakończona walkowerem. Jasne?
Kiwnęliśmy głowami po czym nas puściła Każdy porozchodził się w swoją stronę.
Wróciłem do Hamel i skierowałem się na Henira. Dopiero jak mi grupę
dobrało skapnąłem się, że Śnieżynka jest w domu. Olać, trudno sam też
dam radę. Znowu w niecała godzinę się wyrobiłem. Podoba mi się nowy
system dobierania grup. O wiele łatwiej jak kiedyś. Udałem się na rynek,
może będzie coś do setu Incu... Mijałem stragany i w końcu trafiłem na
stragan z fryzurą Incu. Świetnie, cena.... Ja pierdole, durny fryz
kosztuje więcej jak dół i góra stroju razem wzięta! Mniejsza i tak
kupiłem, bo mało teraz tego towaru jest. Skierowałem się do domu.
-Ty deklu, Ty idioto Ty Ty TY!!!!! Czekaj no TY.... agrrrr
- Śnieżynka wrzeszczała jak opętana mi w głowie i biła po nodze. - Jak mogłeś mnie nie zabrać ze sobą!?!??!!?
-Uspokój się i tak nudy były.
- minąłem ją i
usiadłem na kanapie. Rzuciła się pędem na mnie i nadal biła, tym razem
po ramieniu. Złapałem ją za te łapki i trzymałem, a ta się wyrywała.
-Puszczaj, bo się zmienię!
-Mało mnie to i tak masz mi usługiwać jako Wyrocznia, więc mi tam obojętne co robisz.
-
patrzała na mnie zbulwersowana i w końcu się uspokoiła. Puściłem łapki i
oklapła mi na kolana. Przyjrzawszy jej się i dostrzegłem jak bardzo
jest smutna. Ale dlaczego? Poprawiłem jej kokardę co miała. - Co się stało?
-Bo zawsze razem wychodzimy, a dziś mnie zostawiłeś i... i smutno mi z tego powodu, bo czuje, że już jestem Ci niepotrzebna.
-Głupia jesteś
. - pogłaskałem ja po główce. - Potrzebuje Ciebie jak i innych. Tak wyszło trudno. Mówiłem i tak, że nic ciekawego się nie działo.
Przytuliła się i po kilku minutach zasnęła. Zabrałem ją i położyłem na
fotelu. Skierowałem się do swojego pokoju i przebrałem już w avatar
Incu. Co mnie zdziwiło na łóżku leżała paczka. Co to jest? Podszedłem do
paczki i otwarłem. W środku dostrzegłem te maskę co dał Aishy Sylph.
Przez chwile czułem jakby pochłaniała moją mroczna moc. Odsunąłem się od
tego, oparłem się o drzwi i osunąłem na ziemię. Ciężko było złapać mi
oddech.
-Mroczny?
-Czego?
- wyczułem w jego głosie jakby cierpiał.
-Wszystko gra?
-Zabierz te cholerstwo to coś... Chce zwiększyć moją moc, a
Twoje ciało nie jest na to gotowe. Jeśli dałbyś mi możliwość awansu, że
tak ujmę to byś skończył po drugiej stronie świata.
-Fajnie... Póki co trzeba to schować, gdy będzie trzeba to się tego użyje.
-Ta..
Doszedłem już do siebie i skierowałem na dół. Kazałem jednemu z
służących schować to w skrytce. Ukłonił się i skierował do pokoju.
Rozwaliłem się na kanapie, włączyłem telewizor i przeglądałem go przez
długi czas.
Gdy dochodziła 19 zjadłem kolację i skierowałem się do pomieszczenia
ćwiczeń. Nie mogę zawalić tego turnieju. Przywołałem miecz staruszka i
ćwiczyłem podstawowe ataki oraz combo. Dalej przeszedłem do ćwiczeń
umiejętności Cornwella. Minuty mijały. Z czasem duszno się zrobiło w
pomieszczeniu. Kazałem otworzyć okna, bo tu wytrzymać się nie da. Górę
swojego ubrania ściągnąłem i rzuciłem w kąt. Od czasu do czasu krótka
przerwa i nie zaprzestawałem ćwiczeń.. Po chwili wyczułem, że drzwi się
otwierają. Rzuciłem w tamtą stronę Cornwella nie odwracając się. Kątem
oka dostrzegłem Aishe, która z przerażeniem przyglądała się mieczowi. Co
mnie zaciekawiło była ubrana inaczej niż zwykle w DS'owym ubraniu,
tylko w sukience, która była koloru żółto-czarną do połowy jej ud, a z
góry przypominała DS'ową. Do tego kozaki, gdzie się ona wystroiła?
Przecież... Ale i tak jej mina teraz jest bezbłędna
-A się przeraziłaś.
- zaśmiałem się i podszedłem do niej odwołując miecz. Spojrzała na mnie z irytacją i... nie wiem jak to określić.
-Dzięki za miłe powitanie... Jak chcesz to pójdę, a Ty będziesz w spokoju trenować.
- oparłem się ramieniem o ścianę i przyglądałem jej.
-To idź silą Cię trzymać nie będę, ale wiesz co Ci powiem.
Twój wzrok mówi wszystko za Ciebie jak i to czego tak naprawdę chcesz.
- uśmiechnąłem się do niej, a ona odwróciła głowę w drugą stronę i
lekki rumieniec pojawił się na policzku. Założyła ręce na wysokości
klatki piersiowej.
-Cicho siedź.
- podszedłem do niej i złapałem ją za podbródek, odwracając jej twarz w swoją stronę.
-Nie bój się moja księżniczko, zajmę się Tobą jak należy.
- ucałowałem ją w czoło i skierowałem się po górę ubrania. Wziąłem ja
do ręki i skierowałem do wyjścia, zostawiając miecz. Kazałem służącym
dobrze się nim zająć. Aisha przyglądała mi się uważnie. - Coś nie tak? - lekko się uśmiechnęła i odwróciła.
-Nie nic.
- skierowała się na korytarz pewnym krokiem. O co jej znowu chodzi? Podszedłem do niej i oparłem głowę o jej ramię.
-Dziś się pobawimy w moim pokoju
. - odwróciła się i spojrzała na mnie mile zaskoczona. - Ale wpierw wezmę prysznic, a Ty grzecznie poczekasz. - wzruszyła ramionami i skierowała się na górę.
-Ja mam czas wiesz, więc nie musisz się spieszyć.
Co za... Skierowałem się do łazienki, co była na dole.
Gdy już siebie odświeżyłem skierowałem się do pokoju. Aisha siedziała w
fotelu i bawiła się różdżką. Gdy wszedłem do pokoju odwołała swoją
zabawkę i podeszła do mnie. Położyła ręce na mojej klatce piersiowej i
bacznie przyglądała się mojemu ciału, a potem w oczy. Było w nich coś
innego niż zwykle. Wsunęła dłonie pod ubranie, przytuliłem ją do siebie
gwałtownie i nasze usta dzieliły milimetry. Przysunęła je do moich i
zaczęliśmy się całować. Pierw niewinne potem już nie aż tak. Każdy
następny pocałunek był bardziej namiętny, nachalny i taki, że nie
chciało się tego przerywać. Oparłem ją o fotel. Nie odrywaliśmy od
siebie pocałunków po prostu nie szło, dzisiaj było inaczej niż zwykle
coś jakby... Zawiesiła swoje ręce na mojej szyi i nie zamierzała dziś
wypuszczać mnie z objęć. Lewą ręką pogładziłem po jej ciele i
skierowałem na dół na udo, po czym ona sama dźwignęła swoją nogę i
oparła o mnie. Ręką dźwignąłem jej sukienkę i zbliżyłem się jeszcze
bliżej do niej. Cicho jęknęła i przyległa do mojego ciała odchylając
głowę lekko do tyłu. Od razu tam skierowałem swoje pocałunki, w jej
szyje. Czułem jak bardzo była rozpalona i to nie tyczyło się tylko jej.
Atmosfera się zmieniła na taką dziwną... Pomimo wszystko, nie mogę jej
tego zrobić, nie teraz, jednak za cholerę, jak ona się uprze, nie uda mi
się powiedzieć nie, a jak do tego dojdzie to będą kłopoty i to nie
małe. Jej ręce błędnie wodziły po moim ciele, z czasem ściągnęła ze mnie
górę ubrania. Akurat mi to nie przeszkadzało, bo się nie ugotuje tutaj.
Wtuliła się we mnie i patrzała na mnie jakby ciągle jej było mało.
Musnęła wargami moje usta, to wystarczyło by znowu nasze usta złączyły
się w pocałunku. Wplotła jedną rękę w włosy, a drugą dotykała twarzy.
Objąłem ją jedną ręką, a drugą głaskałem po jej głowie. Po długim
całowaniu przytuliliśmy się do siebie, by chociaż na chwilę złapać
oddech i by wszystko się uspokoiło chociaż na moment.
-Elsword wiesz czego chce?
-Aisha nie możemy i wiesz o tym.
- spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem. Teraz wszystko tłumaczy dlaczego tak...
-Ale...
- przerwałem jej całując w jej usta. Po chwili odsunąłem je ale nadal lekko się stykały.
-Zekira uwierz mi, że też tego chcę ale na chwile obecną to
nie jest dobrym pomysł. Mówiłem Ci to już. Jak zakończymy problem o
imieniu Ran wtedy można już coś planować w przyszłość.
-Akurat...
-Nie obrażaj mi się, bo zaraz Cię zostawię.
- jej ramiona już nie były zawieszone na mojej szyi, tylko dłońmi gładziła moje ciało i delikatnie ucałowała w usta.
-Nie zostawisz, bo Cie potrzebuje.
-Tak samo jak ja Ciebie
Objąłem dłońmi jej twarz i przyglądałem jej ciemnym oczom. Jej uczucia,
jej miłość jest szczera. Zależy jej i zrobi wszystko byśmy byli razem
już na zawsze. Ja nie zamierzam się wycofać nie teraz. Gdy tylko sprawa
Rana zostanie zakończona oświadczę jej się, a następnie założę z nią
rodzinę i będę żył jak każdy inny. Takie jest moje marzenie i chce by
się spełniło.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz