czwartek, 15 listopada 2012

Wpis7

Zeszliśmy na dół i stanęliśmy na środku areny. Oczywiście towarzyszyły nam oklaski, krzyki i inne. Potem nastąpiła cisza i Camilla zaczęła przemawiać, po niej Vanessa, a jeszcze po niej ten pieprzony władca Hamel Lordros. Gdy już pogadali o tym wszystkim Camilla ogłosiła, że czas dobrać pary do walk w drzewku turniejowym. Hm to będzie ciekawe, obym walczył z landrynką. Na ścianie wysoko otworzyły się drzwiczki i za nimi duży ekran. Zapadła cisza jeszcze większa jak wcześniej, teraz słychać było jak komputer losuje przeciwników. Po kilkunastu sekundach wyskoczyło Jessi vs Elsword.
-Nieeee nieeee to jest koszmar.
- rozległ się przeraźliwy płacz i krzyk chłopaka. Kleknął na ziemię i walił w nią pięścią. Cóż, no, trudno, bywa. Na trybunach rozległy się okrzyki zdziwienia, śmiechu i czasem padały słowa współczucia.
-Hah widzę kolega nie zabawi z nami za długo.
- syknęła rozbawiona Anastazja. Spojrzałem na nią obojętnie.
-Ciekawe jakbyś Ty zareagowała, gdybyś miała walczyć z kimś kto ma Ci tę tapetkę z twarzy zedrzeć wraz z sztucznym uśmiechem

Przestała się głupkowato uśmiechać i spoważniała. Odwróciła głowę w stronę ekranu. Obok niej dalej stał Roscoe, który rozbawiony skinął głową. Czyli wyręczyłem go chyba w wypowiedzi, co do tej modnisi. Patrzeliśmy nadal na ekran. Wylosowano Anastazję i Angelikę. Dwie dziewczyny, hah to będzie epicka walka coś czuje. najwyraźniej Ana czuje się pewnie, bo uśmiechnęła się i posłała buziaka w stronę Angeliki, która stała obok Catherine. Dalej rozległ się dźwięk losowania. Po chwili wyskoczyło Michael i Roscoe. Chyba najciekawsza walka to będzie z początkowych. Catherine idzie w górę, farciara, nie musi walczyć póki co. Na tym wszystko się zakończyło. Camilla odrzekła iż jutro zaczynają się walki. Pierwsza o godzinie 12:00, druga o 13;00, trzecia o 14:00 i czwarta przepada. Zeszła do nas na dół po czym nie przy wszystkich tylko do nas powiedziała jak walki przebiegają.
-Słuchać mnie moi mili, walka maksymalnie trwa 30min nie więcej i mniej. Jeśli nie wygra ktoś z was będzie remis i walka zostanie przeniesiona. Walki kończą się gdy alarm alarmuje mnie i innych że nie jesteś dłużej walczyć. Jeśli ktoś podczas tak złego stanu powie że dalej chce walczyć uznaje to za jego własną decyzję i nie przerywam walki. Oczywiście można się poddać podczas walki jak kto woli. Wkroczenie kogokolwiek na arenę podczas walki jest zabronione jeśli ktoś już się tego dopuści walka zostaje zakończona walkowerem. Jasne?

Kiwnęliśmy głowami po czym nas puściła Każdy porozchodził się w swoją stronę.
Wróciłem do Hamel i skierowałem się na Henira. Dopiero jak mi grupę dobrało skapnąłem się, że Śnieżynka jest w domu. Olać, trudno sam też dam radę. Znowu w niecała godzinę się wyrobiłem. Podoba mi się nowy system dobierania grup. O wiele łatwiej jak kiedyś. Udałem się na rynek, może będzie coś do setu Incu... Mijałem stragany i w końcu trafiłem na stragan z fryzurą Incu. Świetnie, cena.... Ja pierdole, durny fryz kosztuje więcej jak dół i góra stroju razem wzięta! Mniejsza i tak kupiłem, bo mało teraz tego towaru jest. Skierowałem się do domu.
-Ty deklu, Ty idioto Ty Ty TY!!!!! Czekaj no TY.... agrrrr
- Śnieżynka wrzeszczała jak opętana mi w głowie i biła po nodze. - Jak mogłeś mnie nie zabrać ze sobą!?!??!!?
-Uspokój się i tak nudy były.
- minąłem ją i usiadłem na kanapie. Rzuciła się pędem na mnie i nadal biła, tym razem po ramieniu. Złapałem ją za te łapki i trzymałem, a ta się wyrywała.
-Puszczaj, bo się zmienię!

-Mało mnie to i tak masz mi usługiwać jako Wyrocznia, więc mi tam obojętne co robisz.
- patrzała na mnie zbulwersowana i w końcu się uspokoiła. Puściłem łapki i oklapła mi na kolana. Przyjrzawszy jej się i dostrzegłem jak bardzo jest smutna. Ale dlaczego? Poprawiłem jej kokardę co miała. - Co się stało?
-Bo zawsze razem wychodzimy, a dziś mnie zostawiłeś i... i smutno mi z tego powodu, bo czuje, że już jestem Ci niepotrzebna.

-Głupia jesteś
. - pogłaskałem ja po główce. - Potrzebuje Ciebie jak i innych. Tak wyszło trudno. Mówiłem i tak, że nic ciekawego się nie działo.
Przytuliła się i po kilku minutach zasnęła. Zabrałem ją i położyłem na fotelu. Skierowałem się do swojego pokoju i przebrałem już w avatar Incu. Co mnie zdziwiło na łóżku leżała paczka. Co to jest? Podszedłem do paczki i otwarłem. W środku dostrzegłem te maskę co dał Aishy Sylph. Przez chwile czułem jakby pochłaniała moją mroczna moc. Odsunąłem się od tego, oparłem się o drzwi i osunąłem na ziemię. Ciężko było złapać mi oddech.
-Mroczny?

-Czego?
- wyczułem w jego głosie jakby cierpiał.
-Wszystko gra?

-Zabierz te cholerstwo to coś... Chce zwiększyć moją moc, a Twoje ciało nie jest na to gotowe. Jeśli dałbyś mi możliwość awansu, że tak ujmę to byś skończył po drugiej stronie świata.

-Fajnie... Póki co trzeba to schować, gdy będzie trzeba to się tego użyje.

-Ta..

Doszedłem już do siebie i skierowałem na dół. Kazałem jednemu z służących schować to w skrytce. Ukłonił się i skierował do pokoju. Rozwaliłem się na kanapie, włączyłem telewizor i przeglądałem go przez długi czas.
Gdy dochodziła 19 zjadłem kolację i skierowałem się do pomieszczenia ćwiczeń. Nie mogę zawalić tego turnieju. Przywołałem miecz staruszka i ćwiczyłem podstawowe ataki oraz combo. Dalej przeszedłem do ćwiczeń umiejętności Cornwella. Minuty mijały. Z czasem duszno się zrobiło w pomieszczeniu. Kazałem otworzyć okna, bo tu wytrzymać się nie da. Górę swojego ubrania ściągnąłem i rzuciłem w kąt. Od czasu do czasu krótka przerwa i nie zaprzestawałem ćwiczeń.. Po chwili wyczułem, że drzwi się otwierają. Rzuciłem w tamtą stronę Cornwella nie odwracając się. Kątem oka dostrzegłem Aishe, która z przerażeniem przyglądała się mieczowi. Co mnie zaciekawiło była ubrana inaczej niż zwykle w DS'owym ubraniu, tylko w sukience, która była koloru żółto-czarną do połowy jej ud, a z góry przypominała DS'ową. Do tego kozaki, gdzie się ona wystroiła? Przecież... Ale i tak jej mina teraz jest bezbłędna
-A się przeraziłaś.
- zaśmiałem się i podszedłem do niej odwołując miecz. Spojrzała na mnie z irytacją i... nie wiem jak to określić.
-Dzięki za miłe powitanie... Jak chcesz to pójdę, a Ty będziesz w spokoju trenować.
- oparłem się ramieniem o ścianę i przyglądałem jej.
-To idź silą Cię trzymać nie będę, ale wiesz co Ci powiem. Twój wzrok mówi wszystko za Ciebie jak i to czego tak naprawdę chcesz.
- uśmiechnąłem się do niej, a ona odwróciła głowę w drugą stronę i lekki rumieniec pojawił się na policzku. Założyła ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Cicho siedź.
- podszedłem do niej i złapałem ją za podbródek, odwracając jej twarz w swoją stronę.
-Nie bój się moja księżniczko, zajmę się Tobą jak należy.
- ucałowałem ją w czoło i skierowałem się po górę ubrania. Wziąłem ja do ręki i skierowałem do wyjścia, zostawiając miecz. Kazałem służącym dobrze się nim zająć. Aisha przyglądała mi się uważnie. - Coś nie tak? - lekko się uśmiechnęła i odwróciła.
-Nie nic.
- skierowała się na korytarz pewnym krokiem. O co jej znowu chodzi? Podszedłem do niej i oparłem głowę o jej ramię.
-Dziś się pobawimy w moim pokoju
. - odwróciła się i spojrzała na mnie mile zaskoczona. - Ale wpierw wezmę prysznic, a Ty grzecznie poczekasz. - wzruszyła ramionami i skierowała się na górę.
-Ja mam czas wiesz, więc nie musisz się spieszyć.

Co za... Skierowałem się do łazienki, co była na dole.
Gdy już siebie odświeżyłem skierowałem się do pokoju. Aisha siedziała w fotelu i bawiła się różdżką. Gdy wszedłem do pokoju odwołała swoją zabawkę i podeszła do mnie. Położyła ręce na mojej klatce piersiowej i bacznie przyglądała się mojemu ciału, a potem w oczy. Było w nich coś innego niż zwykle. Wsunęła dłonie pod ubranie, przytuliłem ją do siebie gwałtownie i nasze usta dzieliły milimetry. Przysunęła je do moich i zaczęliśmy się całować. Pierw niewinne potem już nie aż tak. Każdy następny pocałunek był bardziej namiętny, nachalny i taki, że nie chciało się tego przerywać. Oparłem ją o fotel. Nie odrywaliśmy od siebie pocałunków po prostu nie szło, dzisiaj było inaczej niż zwykle coś jakby... Zawiesiła swoje ręce na mojej szyi i nie zamierzała dziś wypuszczać mnie z objęć. Lewą ręką pogładziłem po jej ciele i skierowałem na dół na udo, po czym ona sama dźwignęła swoją nogę i oparła o mnie. Ręką dźwignąłem jej sukienkę i zbliżyłem się jeszcze bliżej do niej. Cicho jęknęła i przyległa do mojego ciała odchylając głowę lekko do tyłu. Od razu tam skierowałem swoje pocałunki, w jej szyje. Czułem jak bardzo była rozpalona i to nie tyczyło się tylko jej. Atmosfera się zmieniła na taką dziwną... Pomimo wszystko, nie mogę jej tego zrobić, nie teraz, jednak za cholerę, jak ona się uprze, nie uda mi się powiedzieć nie, a jak do tego dojdzie to będą kłopoty i to nie małe. Jej ręce błędnie wodziły po moim ciele, z czasem ściągnęła ze mnie górę ubrania. Akurat mi to nie przeszkadzało, bo się nie ugotuje tutaj. Wtuliła się we mnie i patrzała na mnie jakby ciągle jej było mało. Musnęła wargami moje usta, to wystarczyło by znowu nasze usta złączyły się w pocałunku. Wplotła jedną rękę w włosy, a drugą dotykała twarzy. Objąłem ją jedną ręką, a drugą głaskałem po jej głowie. Po długim całowaniu przytuliliśmy się do siebie, by chociaż na chwilę złapać oddech i by wszystko się uspokoiło chociaż na moment.
-Elsword wiesz czego chce?

-Aisha nie możemy i wiesz o tym.
- spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem. Teraz wszystko tłumaczy dlaczego tak...
-Ale...
- przerwałem jej całując w jej usta. Po chwili odsunąłem je ale nadal lekko się stykały.
-Zekira uwierz mi, że też tego chcę ale na chwile obecną to nie jest dobrym pomysł. Mówiłem Ci to już. Jak zakończymy problem o imieniu Ran wtedy można już coś planować w przyszłość.

-Akurat...

-Nie obrażaj mi się, bo zaraz Cię zostawię.
- jej ramiona już nie były zawieszone na mojej szyi, tylko dłońmi gładziła moje ciało i delikatnie ucałowała w usta.
-Nie zostawisz, bo Cie potrzebuje.

-Tak samo jak ja Ciebie

Objąłem dłońmi jej twarz i przyglądałem jej ciemnym oczom. Jej uczucia, jej miłość jest szczera. Zależy jej i zrobi wszystko byśmy byli razem już na zawsze. Ja nie zamierzam się wycofać nie teraz. Gdy tylko sprawa Rana zostanie zakończona oświadczę jej się, a następnie założę z nią rodzinę i będę żył jak każdy inny. Takie jest moje marzenie i chce by się spełniło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz