Tego dnia postanowiłem trochę zainteresować się sprawą Sayuri. Rano udałem się do Daisy po raporty z misji oraz listę osób które wyruszyły poza obrzeża Hamel. Trochę tego było jednak mam dużo czasu. Wraz z papierami usiadłem przy stole. Trzeba przyznać, że rezydencja w której pracuje nasza sekretarka jest ogromna. Najpierw raporty misji. Przeglądałem papiery kto na jakiej misji był.
Godziny mijały. Raporty z misji wszystkie przejrzałem i wynika z tego, że Sayuri brała udział w dwóch misjach na terenie Hamel, czyli powinna tu być no ale jednak jej nie ma... Wziąłem do ręki dokumenty kto opuszczał miasto. Szukjąc w końcu trafiłem na jej imię. Skierowała się do Altery. Ciekawe po co i czemu jej już tak długo nie ma? Od razu wziąłem swoje działo ze sobą i skierowałem się do wyjścia. Podziękowałem Daisy i ruszyłem do Altery.
Po ponad godzinnym rejsie dotarłem do Belder i skierowałem się do Altery. Kolejne godziny minęły, zbliżała się 14. Jak zwykle Altera nic się nie zmieniła. Pongossy przywitali mnie życzliwie i spytali jak sprawuje się moja broń i zbroja. Odpowiedziałem iż jestem bardzo z nich zadowolony. Zapytałem czy widzieli nazoidkę. Skinęli głowami i pokazali mi gdzie się zatrzymała. Skierowałem się tam. Mieszkała w małym domku, wynajętym od Adel. Zapukałem do drzwi, nikt nie otwierał. Chyba jej nie ma teraz. Pochodziłem trochę po ich mieście. Ciekawiła mnie architekruta tego miejsca. Wszystko znajduje się pod ziemią, dopiero kawałek dalej jest wyjście na zewnątrz. Bardzo ciekawiły mnie ich technologie i wynalazki. Dużo zajmowali się też alchemią. Od kiedy mam nową zbroję i broń też zacząłem po części studiować ten dział nauki. Gdy wyszedłem na zewnątrz, przy tablicy dostrzegłem Sayuri. Podszedłem do niej i przywitałem. Ucieszyła się na mój widok i zdziwiła. Zapytała co tu robię, powiedziałem, że trochę martwiłem się o nią. Zmieszała się tą sytuacją. Odrzekła po chwili iż ma coś do zrobienia i przez jakiś czas jej nie będzie w Hamel. Zasmuciło mnie to trochę bo poza Elswordem i resztą mam tylko ją. Skinąłem głową iż rozumiem następnie przeprosiła mnie i udała zająć się swoimi sprawami. Pożegnaliśmy się i skierowałem się do Hamel. Cieszy mnie to iż nic jej nie jest. Bliska osoba... Nie wiem czy tak mogę ją określić, ale jednak jest mi bliższa koleżanką.
Pod wieczór wróciłem do Hamel. Nie wiem czemu ale naszła mnie ochota trenowania. Może Ammo też będzie chciał? Skierowałem się do niego. Jak zwykle drzwi otwarli jego lokaje. Wszedłem do salonu i zapytałem czy pójdziemy potrenować, bo dawno nie walczyliśmy przeciwko sobie. Zgodził się i skierowaliśmy się na arenę.
-Kiedy kupiłeś te ubrania?
-Kilka dni temu. Tak jakoś mi się spodobały. - poprawiłem sobie rękawice i szliśmy dalej. - Wiesz cieszę się że was poznałem, że przyjąłeś mnie do waszego grona.
-Aa wtedy. No raczej nie zostawimy kogoś w potrzebie, a że mamy podobny wiek to dlaczego by nie. Dobrze, że wtedy przyszliśmy na czas, bo by nie było co po Tobie zbierać. - zaśmialiśmy się razem i wspominaliśmy kilka akcji od kiedy do nich dołączyłem.
-Dzięki temu, że do was dołączyłem mogę się dowiedzieć co to znaczy mieć rodzinę. - Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wróciłem do wspomnień z dzieciństwa.
-Przecież Ty też masz rodzinę, więc.. - odrzekł zakłopotany. Tak wiem, że mam rodzinę ale co to za rodzina w której nie ma się ani matki, ani rodzeństwa, ani od pewnego czasu ojca... Jedynymi bliskimi osobami, które pamiętam z okresu mojego dorastania to służki, które zajmowały się mną i bawiły. Życie jest okrutne... Tak myślałem dopóki ich nie spotkałem. Spojrzałem na niego i się uśmiechnąłem.
-Wybacz trochę wspomnienia wracają z przeszłości. Dla mnie jesteście jak rodzina i raczej nic tego nie zmieni. - spojrzał w niebo i westchnął.
-Po części masz rację. Teraz to my dla siebie jesteśmy jedyną rodziną. - spojrzał na mnie i położył rękę na ramieniu. - Nie martw się będzie dobrze i Twojego ojca też odnajdziemy i uwolnimy od tych demonów.
Szliśmy dalej i prawie byliśmy przy arenach. Wtedy zaciekawiło nas co robiły karetki tam. Podeszliśmy szybkim krokiem tam. Dojrzeliśmy iż wynoszą dwie osoby była to Issa i Aisha. Co tu się działo? Elsword widać zaniepokoił się i poszedł wraz z lekarzami. Spytałem czy mogę jechać z nim. Skinął głową i razem w karetkach jechaliśmy do szpitala.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz