Obudziłem się dość wcześnie. Aisha jeszcze spała, przytuliłem ją do
siebie tak by nie obudzić(nie nie doszło do niczego między nimi, by ktoś
mi nie pomyślał;x). Jestem zawsze spokojny, gdy jest blisko mnie. Jedną
ręką trzymałem jej rękę, jak wcześniej, a drugą głaskałem po jej
głowie. Jej miękkość i zapach włosów oraz jej ciała, ukojenie dla mnie.
Czy to przez wzgląd na perfumy czy po prostu jej natura? Nie wiem, ale
to działa jak narkotyk. Kilka minut później Zekira się przebudziła.
-Więc się już obudziłaś
. - musnąłem wargami jej szyję, a ona cichutko zamruczała.
-Widzę, że Ty już od dawna nie śpisz.
- odwróciła się w moją stronę i dotknęła mojej twarzy uśmiechając się.
-Od kilkunastu minut
. - przytuliła się do mnie, wplatając dłoń w moje włosy.
-Nie chce mi się iść na ten trening, a to wszystko Twoja wina.
-Oczywiście, że moja.
- przytuliłem ją i ucałowałem w czoło. - Mówiłem, że się Tobą zajmę jak należy, więc sama mogłaś przewidzieć jak to się skończy.
-A idź Ty.
- odsunęła się i wstała z łóżka rozciągając się. - Lepiej wstanę, bo mnie jeszcze nie wypuścisz.
-Brawo za spostrzegawczość.
Wstałem zaraz za nią i ubrałem, a ona za pomocą magii się przebrała, ta
to ma wygodnie... Gdy już doprowadziliśmy siebie do porządku zeszliśmy
na dół. Służący powiedział że śniadanie już zaczną robić. Skinąłem głową
i udaliśmy się do salonu. Usiadałem na kanapie, Zekira koło mnie i
przeglądaliśmy wiadomości. Znowu mówili o turnieju i przy okazji o tym
turnieju zacząłem z nią dyskutować. Z czasem przyniesiono śniadanie. Jak
już zjedliśmy odprowadziłem Aishe i powiedziałem by na siebie uważała.
Zapewniała że wróci w jednym kawałku. Ostatni pocałunek na pożegnanie i
zniknęła za drzwiami. Dochodziła dopiero 7rano, walkę mam o 12. Jak tu
dobrze spożytkować czas... Udałem się do pomieszczenia treningowego i
spędziłem tam kilka godzin.
Zbliżała się 10. Udałem się na miasto. Teraz mi się przypomniało, przez
ten turniej nie mogę zbytnio pilnować tych, no nie ważne z gildii. Ktoś
by musiał mnie zastąpić. Jeszcze te papiery od Yuri, miałem je oddać
wypełnione 2 tygodnie temu. No ale skoro się nie upomina to trudno.
Oddam jak znajdę czas by je wypełnić. Muszę kogoś wepchnąć na moje
stanowisko w gildii i to musi być dziewczyna bo łatwo przekonać idzie.
Tylko kogo, kurde kogo. Skierowałem się do tablicy rynkowej i tam
dostrzegłem dziewczynę z naszej gildii. Uśmiechnąłem się do siebie i
skierowałem do niej.
-Siema Giio.
- podszedłem do niej, a ta jak oparzona spojrzała na mnie.
-Wystraszyłeś mnie. Hej.
- spojrzała na mnie po czym skierowała wzrok z powrotem na tablicę.
-Słuchaj mam do Ciebie prośbę.
-Jaką?
- spojrzała na mnie zaciekawiona.
-Chcę byś na czas turnieju zajęła moje miejsce w gildii.
-Co? Że co słucham?
- patrzała na mnie z otwartymi szeroko oczami.
-To co słyszałaś, ja nie mam teraz czasu a tę wiedźmę, znaczy nasza mistrzynie wole trzymać z dala od siebie.
-To znajdź kogoś innego, ja nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności.
- dobra czas wykorzystać urok osobisty. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
-Potem Ci to wynagrodzę w sposób jaki będziesz chciała. Więc jak?
- wyszeptałem jej to po czym jedną ręką pogładziłem po jej włosach.
-Dobra, dobra niech Ci będzie.
- tak! No to jeden problem z głowy. Odsunąłem się i uśmiechnąłem do niej.
-Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć. To miłego dnia.
Minąłem ją i udałem się prze siebie. No teraz pozostaje mi połazić po
mieście albo hm. Chodziłem dalej ulicami Hamel aż w końcu dotarłem na
most. Przechodziłem przez niego i wtedy dostrzegłem w oddali Loriena.
Kurde zmienił działko? Muszę go o to spytać.
-Siema.
-Cześć
. - wskazałem ręką na jego działo. - Dostałem od Lenta.
-Fajnie wygląda nie powiem. Jak się czujesz? Bo widzę że już wróciłeś do siebie.
-Tak, bo wiesz... W sumie to chciałem o tym z Tobą pogadać
Coś się wydarzyło jestem tego w 100% pewny. Udaliśmy się do naszej
ulubionej kawiarni i zajęliśmy ten sam stolik co zwykle. Tam Lorien mi
wszystko opowiedział. Nie mogłem początkowo uwierzyć, ale miło, że
znalazł sobie kogoś.
-To kiedy poznam Twoją ślicznotkę?
- założyłem ręce w krzyż i przyglądałem się jego reakcji.
-Elsword!
- zdenerwował się i to było widać. - Dzisiaj, bo chce pozwiedzać Hamel.
-Oho to ja mogę ją z chęcią oprowadzić.
- odrzekłem z swoim uśmieszkiem.
-Ty to jesteś... Słuchaj chce Cie prosić o rady.
-Jakie rady?
- spojrzałem podejrzliwie na niego.
-No wiesz..
- wskazał głową na kelnerkę co obsługiwała stolik dalej. Spojrzałem tam i potem juz wiedziałem o co chodzi.
-Więc o to chodzi.
- przybliżyłem krzesło i oparłem ręce na stole. - Lepiej trafić nie mogłeś, więc słuchaj.
Starałem się mu wytłumaczyć przynajmniej podstawy jeśli chodzi o
podrywanie lasek. W sumie nic trudnego no ale. Lorienowi łatwo pójdzie,
bo też przykuwa uwagę swoim wyglądem. Słuchał bardzo uważnie, czyli
faktycznie zależy mu na tej dziewczynie.
-Teraz najważniejsze, nigdy dziewczyny na pierwszej randce nie całuj, bo se pomyśli nie wiadomo co.
-Ta i kto to mówi, a z Aishą jak było.
- syknął do mnie z nutą goryczy.
-Zamknij się. Z nami było inaczej, bo znamy się od dłuższego czasu.
Dochodziła już godzina zbiórek na walki. Pożegnałem się z nim i ruszyłem
do Aranki. Prze teleportowałem się do Belder i skierowałem się na
arenę. Oczywiście podczas drogi słyszałem słowa powodzenia podczas walki
i inne które miały mnie wesprzeć. Akurat mnie tam zwisa co mówią, ja to
robię dla siebie i dla przyjaciół. Doszedłem do Camilli która z
radością mnie przywitała. Stali też tam Roscoe, Jessi i Michael.
Skierowałem się do nich i przywitałem jak to kultura wymaga.
-Landryny nie ma?
- zapytałem i oparłem się o barierkę.
-Tapetę nakłada
. - odrzekł Roscoe i cała nasza czwórka wybuchła śmiechem.
-Wiecie nałożenie tapety trochę trwa, bo
nie daj Stworzycielowi, że odpadnie. Siara totalna, ale fajnie jakby się
zdjęcie potem zrobiło i dać do gazety.
- znowu śmialiśmy się z tego. Potem Jessi stanął obok mnie. - Słuchaj, ale wyjdę w jednym kawałku po naszej walce? - powiedział to do mnie półszeptem, Słyszałem w jego głosie lekkie przerażenie. Spojrzałem na niego. - Bo wiesz słyszałem i widziałem niektóre Twoje walki i tak... - położyłem rękę na jego ramieniu.
-Wyjdziesz w jednym kawałku o to się nie martw.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem dołączyła do nas reszta dziewczyn. Na samym końcu szła w naszą stronę Anastazja.
-Uwaga odsuńcie się ludzie, z drogi przed królową naturalnego piękna.
-
wybuchliśmy znowu śmiechem i mierzyliśmy ją wzrokiem. Podeszła do nas
uśmiechnięta i pewna siebie, jakby miala gdzieś co o niej mówią.
-Uwaga przygotujcie już karetkę, bo trzeba będzie reanimować kogoś.
Wtedy Jessi spoważniał i każdemu już do śmiechu nie było. Teraz jak o
tym pomyśleć to karetka faktycznie będzie potrzebna. Co prawda nie
zamierzam ciąć go na części, ale bez poważnych obrażeń raczej się nie
obejdzie. Dochodziła 12. Camilla kazała mnie i Jessiemu zejść na arenę.
Tak też zrobiliśmy. Zapadła cisza na arenie. Camilla powiedziała jakie
zasady obowiązują bo czym gdy wybiła 12 rozpoczęła się walka.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz