czwartek, 30 stycznia 2014

Wpis5 Oczami Add'a

Dni, tygodnie i miesiące mijały. To już pół roku, od kiedy udało mi się ukończyć Nasod Armor. Cały czas poświęciłem swojemu własnemu rozwojowi. Nowe ataki tylko dopełniają moje dzieło. W trakcie trenowania nie obyło się bez misji, które dawała mi Vanessa. W dość szybkim czasie zaczęto mnie nazywać Lunatic Psyker ze względu na moją destrukcyjną siłę. Całe miasto zapamiętało sobie jedno - nie wchodzić mi w drogę, inaczej przepłaci się za to życiem. Misje były dla mnie dobrą formą treningu. Z czasem wyrosłem z swoich poprzednich nawyków i ubrań. Obsesja na punkcie mojej kochanej nazoidki też zmalała, co nie znaczy, że nie chce jej znaleźć i przy niej się pobawić. Sam mój wygląd też się zmienił. Ściąłem nieco włosy, pozostawiając krótką grzywkę, ubrania nadal zostawiłem w kolorystyce co kiedyś. Fioletowa koszula, na to czarna kamizelka, spodnie i buty też tego samego koloru. Rękawice miałem czarne, zakończone metalowymi końcówkami u palców. Dzięki temu, siła moich ataków wzrosła. Poza tym, wole mieć ochronione ręce podczas atakowania w Dynamo Point. Użycie tych ataków bez osłony, prawdopodobnie pozbawiły by mnie dłoni. Przy okazji potrzebuje też możliwość formowania plazmy. To jest coś nowego i doszło wraz z ulepszeniem Nasod Armor. Plazmę wykorzystuję generalnie do combosów, bo jednak zabawa tym w większej mierze, może być niebezpieczna. Kiedyś może bardziej się na tym skupię. W trakcie treningu, Glave pomógł mi z nauką nowego, silnego ataku, który każdy wojownik posiada. Nie wiem skąd on wiedział, jaki atak mi się przyda, ale udało mu się mnie zaskoczyć. Atak opiera się na kumulowaniu energii elektrycznej w jednym miejscu. Posiada właściwości przyciągania wszystkiego o promieniu dziesięciu metrów. Atak kończy się jednym wielkim wyładowaniem w postaci tornada. Nazywa się Dooms Day. Wytłumaczył mi, że do tego ataku potrzebuje esencje Eldrytu. Powiedział jak to zdobyć i później zacząłem pracować nad skutecznym wykorzystaniem moich ataków.

Jakiś czas temu, przechodząc przez park, dostrzegłem nad rzeczką, białą, małą lisiczkę. Podszedłem do niej. Siedziała zapłakana na brzegu i wpatrywała się w tafle wody. Przykucnąłem do niej, a ona spojrzała na mnie swoimi różowymi oczami. Przez chwilę na mnie patrzała, a potem podbiegła i przytuliła się. Jak na zwierzę to ma wysoki poziom inteligencji, bo jakoś nie widzi się takie sytuację na co dzień. Pogłaskałem ją po głowie i od tego dnia razem wykonywaliśmy misję. Jej wyjątkowe ataki duszkami, które zamrażają przeciwnika są bardzo przydatne.

Dziś Vanessa wezwała mnie, bo ma pilną sprawę do omówienia. Rozwaliłem się u niej na kanapie i zapytałem, cóż to za sprawa. Opowiedziała mi, że jakiś czas temu ekipa Elsworda wraz z Apple wyruszyli do Starego Akweduktu, w celu zbadania starożytnych nazdoiów, jednak podobno jest tam parę osobników wrogo nastawionych. Od kilku dni nie ma od nich żadnych wiadomości i poprosiła mnie bym tam poszedł i sprawdził, czy wszystko z nimi w porządku. Rozmyślałem chwilę nad tym. Jedyne co mnie chyba motywuje do pójścia tam to fakt, że jest tam Apple. Zgodziłem się i wyruszyłem tego samego dnia.

W Hamel spotkałem Penentia, który zapytał mnie, czy to ja jestem wojownikiem przysłanym od Vanessy. Przytaknąłem tylko, a on powiedział mi, jak najszybciej mogę dostać się do celu. Wsiadłem na skuter i kierowałem się drogą, którą wskazał mi Penentio. Jakiś czas później dotarłem do Starego Akweduktu. Idąc dalej napotkałem martwe ciała demonów jak i nazoidów. Pewnie demony przejęły nad nimi kontrolę i musieli je zabić. Szkoda, ale pewnie tylko dla Apple. Kierując się przed siebie, dostrzegłem ich walczących z innymi antycznymi nazoidami. Zeskoczyłem z jednaj platformy na drugą i pobiegłem w ich kierunku. Ponownie wskoczyłem na platformy wyżej by od drugiej strony móc ich zaatakować. Gdy byłem nad nimi, zauważyłem, że jeden z nich, dużych rozmiarów robił zamach by zaatakować Apple. Włączyłem swój Dynamo Point system, zacisnąłem dłoń w pięść i zeskoczyłem na niego. Uderzyłem go z taką siłą, że wgniotłem go w kamienną posadzkę. Dookoła rozchodził się kurz z zniszczonego fundamentu. Gdy zniknął spojrzałem na Apple, która patrzała na mnie swoim zimnym spojrzeniem oraz reszta, która znieruchomiała.
- Szkoda by było gdyby coś ci się stało. Powinnaś bardziej uważać Apple. - uśmiechnąłem się do niej i zeskoczyłem z nazoida.
- Add... Co ty tu robisz...
- Jakbyście dali oznaki życia to by mnie tu nie było, rozumiesz? - rzuciłem znudzony i założyłem ręce.
- Nie mieliśmy jak, bo zakłócili sygnał tutaj. W ogóle, ty... - spojrzałem na nią, a ona zmierzyła mnie wzrokiem. - Ukończyłeś to nad czym pracowałeś. Zmieniłeś się.
- No coś takiego - rzuciłem i podszedłem do niej. - Pośpiesz się z wykonywaniem swojego zadania, bo nie zamierzam spędzać z wami ani chwili dłużej.
Po tych słowach minęła mnie i szła przed siebie. Ruszyłem za nią, a za mną cała reszta. Po kilkuminutowej wędrówce doszliśmy do kamiennych drzwi. Apple próbowała je otworzyć jednak się nie dało. Inni też próbowali je otworzyć normalnymi sposobami, a potem siłą. Westchnąłem tylko i kazałem im się zsunąć.
- Za kogo ty się masz, co? - wypaliła oburzona Rena.
- Za kogoś, kto jest w stanie sobie z tym poradzić. Posuń się łaskawie albo twoja piękna twarzyczka się pobrudzi. - Po tych słowach jeszcze bardziej wściekła odsunął się i chyba czekała aż skończę by coś mi powiedzieć. Po aktywacji DP systemu, stanąłem przed drzwiami i po chwili kopnąłem w nie. Chwile później się rozsypały i utorowały nam drogę. Odsunąłem się na bok i gestem kazałem im wejść do środka. - Panie przodem.
Apple podziękowała za pomoc i weszła do środka, a za nią cała reszta.
- Jeszcze sobie z tobą porozmawiam. - rzuciła Rena i zaraz za nią wszedł Raven, który wrogo na mnie spojrzał.

W środku panowała błoga cisza. Atmosfera tu panująca była zupełnie inna niż na zewnątrz. Wszędzie kamienne filary, woda i kamienne ściany. Idąc dalej dotarliśmy do centrum pomieszczenia. W niej znajdował się filar, na którym był umiejscowiony kamień. Po bokach stały lustra, których promienie światła odbijanego padały na przedmiot. Chwilę później, zza ściany wyszedł duży, tygryso-podobny nazoid. Zapytał nas po co tu przyszliśmy. Apple powiedziała mu, że potrzebuje energii kamienia do produkcji nazoidów w sercu Altery. Patrzał na nią podejrzliwie, a potem na nas. Zapytał, czy jesteśmy jej znajomymi. Kiwnęła głową, a on nas okrążył.
- Ty... - akurat skierował się do mnie. - Posiadasz broń nazoidów, jednak jesteś człowiekiem.
- Co w tym dziwnego?
- Nikt nie odważył się z ludzi walczyć broniami z nazoidów. Poza tym twoja jest dziwna.
- Eltrion - dźwignął swój łeb i spojrzał na mnie uważnie. - Ciekawych masz znajomych moja droga nazoidko - odszedł i podszedł do niej. - Zabierz co potrzebujesz i nie przychodź tu zbyt często.
- Wiem, Tyroni, wiem.
- Tyroni? - zapytała czarodziejka. Apple poszła do kamienia, a Tyroni nas opuścił. Potem podeszła do nas.
- To brat Taranvasha.
Po tych słowach skierowaliśmy się na zewnątrz i wróciliśmy do Hamel. Penentio dziękował, że nic nam się nie stało. Po rozmowie z nim, Apple podziękowała za pomoc i wróciła do Altery. Natomiast ja nie mogłem od tak sobie pójść. Ta cała elfka podeszła do mnie i ostrzegała, żeby więcej takie sytuacje się nie powtarzały. Wzruszyłem tylko ramionami i skierowałem się do Aranki. Wtedy Elsword zapytał mnie, czemu im pomogłem. Odparłem, że zrobiłem to tylko ze względu na zlecenie oraz zagrożenie Apple. Za chłopakiem stała ta cała czarodziejka, która bacznie mi się przyglądała. Zignorowałem to i wróciłem do Belder.

niedziela, 26 stycznia 2014

sobota, 25 stycznia 2014

Aktualka

Dodano kolejną część do one shota - z przyjaźni do miłości. One shot nie jest jeszcze skończony~

środa, 22 stycznia 2014

Wpis4 Oczami Add'a

Kolejne dni spędziłem na zbieraniu mrocznej energii. Podczas jednego z wieczoru, przyszła do mnie przesyłka specjalna. Duże pudło, a w środku skuterek, który sam zaprojektowałem.
Przyglądałem się mu z każdej strony. Na zewnątrz wygląda tak jak chciałem, a wewnątrz... Rozkręciłem pojazd i sprawdzałem silnik, zasilanie i akumulator. Wszystko było dobrze zamontowane i zrobione. Tego samego wieczoru udałem się na małą przejażdżkę. Szybkość w normie, reagowanie na ruchy w porządku, działa laserowe działają jak należy. Zasięg jest większy niż obliczyłem, ale to nieważne. Siła, jaką zadaje jest w miarę normalna, więc teraz można śmiało jeździć i walczyć pojazdem. W końcu nie będę musiał zużywać mocy na Dynamo, by się gdziekolwiek dostać.

Wróciłem do Peity w środku nocy. Skierowałem się do swojego tymczasowego mieszkania. Gdy skierowałem się w stronę swojego pokoju, ta czarodziejka wyleciała na mnie z wrzaskiem, gdzie się podziewałem. Od kiedy to ja muszę mówić gdzie idę? Stałem przez chwilę i słuchałem jej kazania, ale jakoś mnie to nie ruszało.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?
- Hm? - spojrzałem na nią. - Powiedzmy, że tak. Przy okazji, skończyłaś już ten wykład? Zmęczony jestem - wejrzałem na zegarek i przeczesałem ręką włosy.
- Jesteś bezczelny. Szkoda czasu na gadkę z tobą. - rzuciła i zdenerwowana skierowała się na górę, a ja za nią, bo na górze mamy pokoje.
- To po co w ogóle zaczynałaś? Nie przypominam sobie byśmy ustalili, że informujemy siebie nawzajem co, gdzie i kiedy robimy.
- Jak widać, trzeba było od tego zacząć. Wiesz, są tacy co się martwią o innych towarzyszy.
- Nie obchodzi mnie to. Nie potrzebuje niczyjej troski ani zainteresowania. - weszliśmy na górę i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie wydaje mi się.
Otwarła drzwi do swojego pokoju i zamknęła się w nim, a ja udałem się do swoich czterech ścian. Ciekawe, co jeszcze mnie spotka zanim osiągnę swój cel. Rany, ale to wkurzające.

Kolejnego dnia znowu patrolowaliśmy teren i gdy napotkaliśmy demony, zabijaliśmy je, a ja zbierałem ich energię. Już miałem chyba z cztery fiolki. Muszę spytać Alvara, ile jeszcze potrzeba tego. Gdy wracaliśmy, artylerzysta zapytał po co zbieram tę moc demonów. Odparłem, że nie jego interes. Dziewczyna od razu uderzyła mnie w ramię i obrażona szła przed nami. Zastanawiam się, czy wszystkie czarodziejki są takie irytujące.

Popołudniu udałem się do Alvara i położyłem mu na stole wszystkie fiolki co miałem. Zapytałem, czy tyle wystarczy. Odmierzył zawartość każdej z nich i odparł, że powinno starczyć. Teraz czas skonwertować tę moc w Kamień Księżycowy. Alchemik poszedł po kilka narzędzi, a ja obracałem w dłoniach fiolkę i przyglądałem jej zawartości. Po kilku minutach, Alvar postawił na stole dwa urządzenia i wytłumaczył, co mam zrobić. W trakcie tłumaczenia, do namiotu wszedł Lento i zapytał co robimy. Jego kolega odparł, że udało mi się zebrać już wystarczającą ilość mrocznego Eldrytu by ulepszyć Nasod Armor. Przyglądał mi się przez chwilę i potem spojrzał na chłopaka. W końcu wydusił z siebie, że nie powinienem ulepszać Nasod Armor i ma mi nie pomagać. Alvar spojrzał na niego zdziwiony, a ja zmierzyłem go pełnym gniewu spojrzeniem. Podszedłem do niego i aktywując NA przyłożyłem mu na tyle skutecznie, że wyleciał z namiotu i leżał kawałek dalej. Wyszedłem z pomieszczenia i skierowałem się w jego kierunku, szykując pięść do uderzenia. Lento zbierał się z ziemi, jednak szybkim ruchem uniemożliwiłem to i z całej siły uderzyłem go w klatkę piersiową. Wbił się do ziemi, a ja dalej z siłą co miałem, wgniatałem go w nią. Z nacisku siły jaką posiadałem, zniszczyłem jego zbroję. Gdy tylko usłyszeliśmy pęknięcie zaśmiałem się i spojrzałem na niego z chęcią mordu. Dookoła zebrała się grupa gapiów, która obserwowała całe te zdarzenie.
- No, Lento, może mam zgnieść ci płuca? Albo może wyrwać serce? Co ty na to? - wybuchnąłem śmiechem i z radością patrzałem na jego wystraszoną twarz. - Mowę ci odjęło? Hahaha. - Wstałem z niego i przyłożyłem buta do jego twarzy. - Nie mieszaj się do nie swoich spraw dupku albo pożegnasz się z tym światem. Nie słyszałeś co robię z takimi ścierwami jak ty?
Kopnąłem go kilka razy i skierowałem się z powrotem do namiotu. Gdy już miałem wchodzić spojrzałem na tych gapiów, którzy szybko się ulotnili z miejsca zdarzenia. Wróciłem do pomieszczenia w którym był Alvar i kontynuował to co wcześniej mi mówił. Tylko teraz jego głos drżał. Po zakończeniu zostawił mnie samego, a ja zająłem się konwertowaniem mrocznego El w Księżycowy Kamień.
Późno w nocy udało mi się ukończyć zadanie. Księżycowy Kamień emanował niebieskim światłem. Schowałem go do pudełka i wróciłem do swojego pokoju.

Obudziłem się kolejnego popołudnia, a to tylko przez te czarodziejkę, która kazała mi wstawać w trybie natychmiastowym. Powiedziałem jej by spieprzała z mojego pokoju, a ta uderzyła mnie poduszką, mówiąc, że mamy zadanie i mam jej wytłumaczyć wczorajszą akcję z Lentem. Przycisnąłem poduszkę do głowy by stłumić jej skrzekliwy głos. Z czasem już miałem tego dość. Wstałem, wziąłem ją za rękę i wyrzuciłem z pokoju. Zamknąłem się na klucz i wróciłem dalej do spania. Jeszcze przez jakiś czas waliła w drzwi, ale później odpuściła.

Wieczorem zająłem się praktycznym wykorzystaniem mocy tego kamienia do Nasod Armor. Po kilku godzinach udało się całą moc kamienia przekierować do mojej broni i tym sposobem ukończyłem to nad czym pracowałem. Czułem, że NA stało się mocniejsze i tym samym wytrzymalsze. Jutro sprawdzi się do czego jest zdolne.

Wyruszyliśmy na misję pozbycia się nieproszonych gości. Grupka demonów szykowała się do ataku na Peite. Byli oddaleni od miasta koło dziesięć kilometrów. Gdy kierowaliśmy się w ich kierunku powiedziałem moim towarzyszom, by trzymali się z daleka, bo chce sprawdzić moją nową broń. Stanowczo odmówili, a ja na koniec dodałem, że jak wpakują się w moje ataki to ich wykończę tak, jakby byli moimi wrogami. Nie ruszyło ich to zbytnio. Czarodziejka odparła, że nie zabiję ich.

Dotarliśmy do naszego celu. Aktywowałem DP system i tym samym Nasod Armor. Ruszyłem na przeciwników i każdego, bez wyjątku pozbywałem się bez problemów. Dostrzegłem, iż ataki NA zabierają mniejszą ilość DP oraz, że ich siła znacznie wzrosła. To mi się podoba. Jeden za drugim padali. Kilka demonów chciało zaatakować mnie od tyłu, jednak automatycznie zbroja się aktywowała i miałem możliwość wyprowadzenia swoich ataków. Teraz mogłem serię ataków pięściami robić praktycznie w nieskończoność. Wyczyściliśmy teren i zadowolony z ulepszonej broni wróciliśmy do miasta.

Wieczorem udałem się do Lenta i Alvara. Oznajmiłem im, że wracam do Belder. Zdobyłem, co chciałem, więc nic mnie tu nie trzyma. Alvar życzył mi powodzenia z nowa bronią, a Lento dodał bym sumiennie i rozsądnie używał nowej broni. Rzuciłem mu, że z chęcią na nim rozsądnie jej użyje. Zaśmiał się i pożegnaliśmy się.

Wróciłem do mojego laboratorium i w nim planuje przez kolejne dni trenować nowe umiejętności i ataki.

wtorek, 21 stycznia 2014

Wpis3 Oczami Add'a

Myślałem, że sobie jeszcze z tą czarodziejką pobawię, a tu już wracali do Sander. Szkoda trochę, ale za to mam teraz spokój. Dokończyłem projekt skutera i oddałem Arance. Resztę czasu wolnego spędziłem na montowaniu broni z Eltriona.

Kilka dni później, jako nową rozrywkę, Glave przygotował specjalne pomieszczenia wymiarowe, a w niej możliwość walki z Eltrionem. Jest słabszy od oryginału, a że ludzie zaczęli narzekać na brak zajęć to będzie to idealna rozrywka. Dodatkowo, za uzbieranie pewnej ilości fragmentów z bossa, będzie można sobie ulepszyć swój sprzęt. W wolnych chwilach tam chodziłem. Zawsze przydadzą się dodatkowe sloty w uzbrojeniu.
Moja broń z Eltriona została ukończona. Podstawowy atak był o wiele większy niż innych modeli broni. Poszedłem na rynek kupić zwój ulepszenia poziomu dziewiątego. Dzięki temu, siła moich ataków będzie wręcz miażdżyła przeciwników. Od razu po ulepszeniu udałem się na pierwszy lepszy teren z wrogami. Broń spisywała się bardzo dobrze, jednak i tak odczuwałem braki w sile. Pomimo, że nie mam problemów podczas walki to nie jestem w stanie osiągnąć limitu ataków jak i Nasod Armor. Potrzebuje więcej mocy, czegoś, co da mi możliwość wyciągnięcia sto dwadzieścia procent.


Kolejne dni pracowałem nad tym i testowałem na symulacji Eltriona, walkach przeciwko innym wojownikom albo na terenach. Ciągle za mało, zdecydowanie za mało. Muszę coś z tym zrobić, bo nie wytrzymam dłużej z tym żałośnie słabym systemem.
Tego dnia, na Raidzie spotkałem tego całego Elsworda. Po zakończonej walce zapytał mnie co za broń mam. Odpowiedziałem na jego głupie pytanie, a ten dalej męczył i mówił, że to niemożliwe. Gdy mu pokazałem broń od razu się zamknął. Chciałem już iść, ale tak jakoś zapytałem go, czy chciałby też taką broń. Początkowo nie chciał mi wierzyć, w to co mówiłem. Sam sobie się dziwie, że mu to zaoferowałem. Akurat zostało mi części na jeszcze jedną broń. Co prawda jakbym dał ogłoszenie z tym, to bym miał dużo ofert i kasy, ale kasy to ja mam po samą głowę, więc... Przystał na moją ofertę. Jak już wróciłem to zabrałem się za robienie tej broni.


Dni mijały, a ja wciąż nie osiągnąłem swojego celu. Udałem się do Altery i tam spotkałem burmistrza miasta - Adel. Zapytał, po co tutaj przyszedłem. Odparłem, że w poszukiwaniu nowej mocy. Uśmiechnął się do mnie i powiedział, że w sercu Altery znajduje się źródło olbrzymiej mocy. Powiedziałem mu, że część tej mocy już wykorzystałem. On jednak zaprzeczył i powiedział, że dostałem próbkę mocy z małego fragmentu kryształu Eldyrtu. Wyjaśnił też, że w sercu znajduje się duży kryształ tego kamienia i wytwarza ono duże pokłady mocy. Ucieszyło mnie to i skierowałem się do tego miejsca. O dziwo, moich koleżanek nazoidek nie było. Skoro droga wolna to czas zabrać to, czego potrzebuje.
Po powrocie do miasta zapytałem tego małego Pongosa, czy ma jakieś laboratorium na zbyciu. Odparł, że jest takie jedno, gdzie dokonywane są różne modyfikacje nazoidów i broni. Udaliśmy się tam i przez jakiś czas pracowałem, razem z innymi Pongosami, nad zwiększeniem mocy moich Dynamo. Nawet nie zorientowałem się, że minęło z miesiąc czasu.


W końcu nadszedł dzień, w którym moc mojego Dynamo się zwiększyła, jednak to mnie nie usatysfakcjonowało. Niby mam lepszą broń, ale dalej nie mogę wycisnąć z niej ponad normę, nie wspominając o Nasod Armor. Moje pragnienie osiągnięcia limitu broni nie znała granic. Nawet już Eve mnie nie interesowała. Mój jedyny cel teraz to dokończenie Nasod Armor.
Adel widząc moje niezadowolenie i potrzebę zwiększenia jeszcze bardziej mocy, pokierował mnie do Peity. Opowiadał, że w okolicach tego miasta panują moce mrocznego Eldrytu i Kamienia Księżyca, dzięki którym Elsword i cała jego ekipa byli w stanie zwiększyć swój poziom. Skoro tak sprawa się ma to udałem się tam.


Peita - miasto, które ciągle jest zagrożone demonami. Pomimo, że wcześniej tamta banda się ich pozbyła to ciągle pojawiają się nowe. Tak jak teraz. Miasto było atakowane przez grupkę demonów. Strażnicy starali się je pozbyć. Jakiś artylerzysta, z pistoletami, dobrze sobie radził, wraz z jakąś czarodziejką, która ciągle go supportowała. Było dobrze do czasu, gdy nie pojawiła się grupka silniejszych potworów. Wtedy zostali zmuszeni oni, jak i pozostali jego towarzysze do odwrotu. Podszedłem bliżej, a potem ich minąłem szturchając tamtego blondasa. Zapytał mnie co robię i kazał mi się wycofać, bo to niebezpieczne. Stanąłem pomiędzy strażnikami miasta, a demonami i zaśmiałem się. Odwróciłem się do niego rozbawiony i zapytałem za kogo on mnie uważa. Aktywowałem system DP i użyłem na tych demonach Conquera. Jak zwykle, nic po moich przeciwnikach nie zostało. Rozbawiony tym wszystkim minąłem ich i skierowałem się do Lenta, o którym też wspomniał mi Adel.
Dotarłem do jego miejsca pobytu. Siedział przy stole i gdy mnie zobaczył, zmierzył wzrokiem i zapytał, czy to ja jestem tym naukowcem z Belder. Podszedłem bliżej i usiadłem na moich Dynamo przed nim. Odparłem, że tak i dodałem, że Adel mnie tu przysłał. Skinął głową i zawołał swojego kolegę, Alvara. Był strasznie niezdarny, ale to nieważne. Posiadał informację o mrocznej energii demonów i to mi wystarczyło. Wytłumaczył mi co i jak mam zrobić by zwiększyć swoją moc. W zamian za otrzymane informację, miałem im przez jakiś czas pomagać w wytępianiu tej zarazy. Mi odpowiada, wyżyje się na tych stworzeniach i będę czerpać satysfakcję z ich zabijania.


Zostałem przydzielony do grupy, do której należał ten bojaźliwy artylerzysta i przesłodzona lalka barbie. Oczywiście jakie to pretensje mieli, że uważam ich za słabeuszy. Po tym co pokazali raczej rewelacji nie widzę. Dla mnie oni byli tylko zbędnymi ludźmi, których z chęcią bym się pozbył, a potem wmówił, że zginęli podczas misji. Hahaha, plan doskonały można rzecz, ale nie, nie. Zostawię ich przy życiu, niech się cieszą. Pierwsze dni jak i kolejne były strasznie nudne. Gdy oni się męczyli w pozbywaniu wrogów, mi wystarczył jeden, czy tam dwa ataki, plus combo z Nasod Armor i nie było wroga. Skąd się tak żałośni ludzie biorą?
Wraz z radami Alvara, podczas swoich misji zbierałem mroczną energię tych bestii. Powiedział, że potrzeba tego bardzo dużo, żeby potem można było z tego zrobić użytek. Niech tak będzie.

niedziela, 19 stycznia 2014

Wpis2


Mój plan był bardzo prosty. Repliki pierścionków zaręczynowych i udawanie, że jesteśmy razem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to Aisha się opamięta i to w błyskawicznym tempie. Tego samego dnia sobie już takie załatwiliśmy i już przy kolacji siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. Kolejnego dnia, podczas śniadania, zapytałem Arę, czy pójdzie ze mną na dzienne misję. Zgodziła się i wyszliśmy razem z pałacu trzymając się za ręce. Z tego co później mi Rena napisała, to Aisha o mało nie wysadziła urządzenia elektryczne piorunami. Gdyby nie zaczęła swoich zabaw to by do tego nie doszło. Całe dnie spędzałem w towarzystwie Ary. Trzeba przyznać, że jest bardzo sympatyczną dziewczyną. Wcześniej nie miałem okazji z nią przebywać częściej. Otwarta na ludzi i chętna do rozmów, praktycznie o wszystkim.

Dni mijały i już zaczęliśmy dostrzegać zazdrość naszej czarodziejki. Póki co idzie dobrze. Jak jej jest teraz tak źle, niech pędzi do swojego Add'a się wypłakać, a no tak zapomniałem. Przecież on jest w Belder albo jeden Stworzyciel wie gdzie. On i jego wieczne badania. Pewnego wieczoru Aisha przyszła do mnie i zapytała co to ma znaczyć. Spojrzałem na nią i zapytałem, o co jej chodzi. Od razu powiedziała z wielkim niezadowoleniem o moim związku z Arą. Wtedy wzruszyłem ramionami i zapytałem, jak się z tym czuje. Tylko ją to rozzłościło bardziej i krzyknęła, że ma ochotę ją zabić. Wtedy powiedziałem jej stanowczo, że właśnie tak się czułem, gdy ciągle nawijała o nim i pędziła do niego w podskokach. Wtedy coś ją ruszyło, bo już nie patrzała mi w oczy.
- Skoro tak bardzo wolisz jego ode mnie to idź, droga wolna. Ja sobie spokojnie znajdę inną za ciebie, a że Ara nie ma nic przeciwko byśmy byli razem to mi to odpowiada. Jest równie atrakcyjną dziewczyną jak ty.
Po tych słowach wyszedłem się przejść i wróciłem późno w nocy.

Jakiś czas później na rynek został wprowadzony nowy wierzchowiec. Tym razem z serii nazoidów, a dokładniej skuterek. Teraz się zorientowałem, o co Add'owi chodziło z projektem nowego mounta. Więc to jego dzieło... Trzeba przyznać, że ma głowę do tego. Nie za silny i nie za słaby. Drugi, typowo jezdny wierzchowiec. Chciałem go sobie kupić, ale jakoś odechciało mi się potem. Mam Coco i Hamelinga. Obydwa są dobre i więcej do szczęścia nie potrzebuje. Popołudniu, w towarzystwie Ary dyskutowaliśmy dalej o naszym planie. Powiedziałem jej już, jak Zeki się zachowuje, a ona dodała, że już zaczęła ją straszyć by się ode mnie odwaliła. Postanowiliśmy, że dopóki nie wybije sobie z głowy tego kretyna, to o mnie może zapomnieć. Co ciekawe, z czasem zauważyłem, że nasze więzi się bardziej zaciskają. Trzeba będzie z czasem stopnąć, by nie zrobić czegoś, czego potem się będzie żałowało.

Tydzień później Aisha się przełamała. Zaczęła zachowywać się tak, gdy się poznaliśmy, czyli wiecznie rozbawiona i pełna energii. Tak się jakoś złożyło, że w trójkę poszliśmy na Raid boss'a i jak na złość albo może i szczęście spotkaliśmy Add'a.
- Oho, patrzcie kogo tu przywiało - rzuciła Ara i wskazała na niego.
- Pana młodego geniusza i to z skuterkiem - odparłem obojętnie.
- Niech sobie ma. Jak go stać to sobie kupił - prychnęła Aisha i założyła ręce.
- Zakładam, że prędzej dostał jak kupił.
- Trudno. Niech się cieszy, ja mam inne problemy na głowie niż on. - Spojrzałem na nią i stuknąłem palcem kilka razy w głowę. - Czego ty chcesz?
- Dobrze się czujesz? Przecież to twój ukochany, nie?
- Chyba w twojej urojonej głowie, Elsword. Nie interesuje mnie on.
- Już cię nie interesuje? A TO CIEKAWE - rzuciłem i skierowaliśmy się do wyjścia.

Wieczorem z Arą omawialiśmy dzisiejszą akcję na Raidzie. Możliwe, że faktycznie już się nim nie interesuje, ale jeszcze trochę poczekamy. Lepiej mieć sto procent pewności.

Kilka dni później, Rena powiadomiła nas, że musi wrócić na jakiś czas do swojego domu, z powodu koniecznego treningu. Z tego co nam opowiadała, to po zakończonym treningu, jej ataki będą silniejsze i w końcu, w pełni będzie mogła używać siły natury elfów.
Elfka opuściła nas na jakieś, nie wiem, koło dwóch tygodni. Tak przynajmniej przewidywała.

Jakiś czas później, Aisha chciała ze mną porozmawiać. Oczywiście rozmowa miała tyczyć nas. Na samym początku rozmowy przyznała się do swoich błędów i zachowania, które mogło mnie denerwować. Następnie przeszła do użalania się nad sobą i tęsknotą za wspólnie spędzonymi czasami. Koniec końców, nie chciała się pogodzić, że jestem z Arą i zapytała mnie, czy jej wybaczę. Trudne pytanie w sumie. Niby zrobiliśmy to dlatego, żebym ją odzyskał, ale w głębi serca trochę szkoda mi Ary, bo jednak coś między nami się zrodziło. Nie chce jej zranić, ani Aishy, a pogrywanie na czyiś uczuciach jest podłe. Powiedziałem jej, że muszę to przemyśleć i podałem swój powód, czyli zachwianie zaufania wierności. Gdy wyszła z pokoju, ja udałem się do Ary i opowiedziałem jej całą rozmowę. Ucieszyła się na fakt, że już jej minęło, ale widać było, że posmutniała. Znormalizowanie Aishy wiąże się też rozstaniem z nią. Zapytałem jej, czy to w porządku tak robić. Z uśmiechem powiedziała, że wiedziała, że prędzej czy później się to skończy. Przypomniała swoje słowa z tamtego dnia. Ja i tak dalej nie byłem co do tego przekonany. Odparła, że o nią nie muszę się martwić, bo dalej można spędzać czas jak wcześniej tylko już nie tak jak przez te tygodnie. Na koniec mnie przytuliła i powiedziała, że i tak by odmówiła oficjalną moją prośbę o bycia z nią. Zapytałem, dlaczego. Powiedziała, że to przez to, iż moja sytuacja jest podobna do jej brata i by nie umiała znieść, gdyby straciła kolejną, ukochaną osobę. Ma rację... Podziękowałem jej za pomoc, a ona dorzuciła, że jeśli znowu bym czegoś potrzebował to mi pomoże.

Wróciłem do siebie i przemyślałem sobie to wszystko. Nie powiem póki co Aishy, że to była tylko zagrywka, ani nie powiem co postanowiłem. Na razie niech jest jak jest, czyli wolny strzelec.

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział XXII Raid boss jako rozgrywka?; albo ja albo on - wybieraj Aisha; nowy mount - skuterek; zmiana w umiejętnościach u Reny; Evil Tracer ver.2; Add i jego zmiany

Następnego ranka wróciliśmy do Sander. Podczas drogi powrotnej, Aisha i Elesis rozmawiały o różnych wydarzeniach za ten czas. W samym mieście nic się nie zmieniło za ten czas. Jedynie spotykałem nowych wojowników. Gdy wróciliśmy do pałacu od razu dziewczyny poszły plotkować. Ja udałem się na dzienne misję, a Raven to sam nie wiem. Nie interesowało mnie to zbytnio.

Jak już zakończyłem swoje zadania na dziś, udałem się na sale treningową. Nie zamierzam stać się tak szybko demonem. W ogóle nie chce nim być. Żeby wszystko wróciło do normalności bym musiał pozbyć się Mrocznego i tym samym Cornwell'a a to nie wchodzi w grę. Kontrola, najważniejsza jest kontrola. Jeśli to opanuje to wszystko powinno być w porządku.

Wieczorem wróciłem do pałacu i dowiedziałem się od reszty, że Glave przygotował symulację Eltriona. Zapytałem, po kij to zrobił, a Rena odparła, że ma to być nowa rozrywka oraz za zebranie pewnej ilości śmieci, będzie można sobie powiększyć sloty do broni i zbroi. Nie podobał mi się ten pomysł. Jak my sami mami problemy to co dopiero inni. Jednak Ara później zapewniała, że osłabił go na tyle, że inni wojownicy dadzą radę, dodatkowo w tej przestrzeni będzie ustawione samo uleczanie, gdy ktoś będzie umierający. No to kolejna dzienna misja się szykuje. Rena wręczyła mi gazetę, w której wszystko było opisane. Wyczytałem też, że jest szansa na zdobycie najlepszej broni, jaka może być. Brzmi fajnie, tylko szansa, że się je zdobędzie jest równa jeden procent. Ciekawe, kto pierwszy będzie wozić się w nowej broni.

Następnego dnia wyruszyłem na walkę z Eltrionem. W wybranej przestrzeni może być maksymalnie dwunastu wojowników i walka trwa dwanaście minut. Ataki bossa pozostały takie same, tylko ich obrażenia się zmniejszyły. Trzeba przyznać, że Glave ma głowę do biznesu. Nie ma co. Wrota do walki z bossem otwierają się plus, minus co dwie godziny. Raczej nie będę chodzić na wszystkie, ale postaram się zaliczać ich większość.

Kilka dni po wprowadzeniu Raid boss, podczas jednej z walk spotkałem Add'a. Aż mnie coś skręciło w środku. Zapewne mnie też zauważył, ale i tak skupiliśmy się na walce. Wszystkie ataki Eltriona, wraz z wkurzającymi pociskami unikał jakby nigdy nic. No tak, zapomniałem, że sam przy nim majsterkował to zna go na wylot. Gdy walka dobiegła końca przyjrzałem się jego broni. Zastanawiała mnie ona, bo zadawał dość spore obrażenia podczas walki. Zapytałem go, co za broń ma. Spojrzał na mnie i po chwili odparł, że z Eltriona. Wmurowało mnie. Na bank to nie jest broń z bossa. Pokazał mi ją z bliska, a potem poszliśmy do Glave zobaczyć jak wyglądają Dynamos z bossa. Są identyczne. Ten to ma szczęście. Gdy już miałem wracać, zapytał mnie, czy jestem zainteresowany kupnem broni z Raidu. Chwila, moment. On mnie się o coś pyta? Chce mi pomóc? Niemożliwe. Spytałem, czy faktycznie ją ma. Rzucił tylko, że zostały części z oryginalnego Eltriona do zrobienia jeszcze jednej takiej broni. To tłumaczy teraz skąd ją ma. Ponownie zapytałem ile za to chce, bo nie wierze, że za darmo. Założył ręce i spytał, dlaczego zadaje tyle pytań. Odparł, że nic nie chce, bo kasy ma sporo za projekt nowego mounta. To jest jakiś podstęp, na sto procent, ale i tak zgodziłem się. Powiedział mi, że przyśle pocztą ten miecz. Jeszcze tylko zapytał o adres i na tym się rozmowa z nim zakończyła. Mam nadzieję, że to nie żadna pułapka, ale sam fakt posiadania tej broni... Trzeba zbierać kasę na zwój.

Aisha i reszta dziewczyn były jak zwykle zajęte swoimi sprawami, czyli plotkowaniem. Czy one aby raz nie mogą poświęcić wolnego czasu na trening? Gdy wróciłem oznajmiłem, że rozmawiałem z Add'em. Od razu moja ukochana czarodziejka zadała milion pytań w dwie sekundy. Spojrzałem na nią krzywo i bez słowa wróciłem do pokoju. Dam głowa cholera jasna, że coś jest między nimi. Pieprzony gnojek się wpierdolił do mojego życia. Mniejsza. Poszedłem trenować Nighta i Wyrocznie.

Wieczorem, po kolacji, Aisha przyszła do mnie i zapytała, o co jestem taki wściekły. O nic, zupełnie o nic.Wygarnąłem jej wszystko co miałem na sumieniu. Była zakłopotana tym wszystkim. Oczywiście przeszła do tłumaczeń, że to nie tak, że z nim ją nic nie łączy i inne. Widać, jak tylko się coś o nim wspomni to jakby ożyła na nowo. Rzuciłem jej, że jak tak bardzo chce być z nim to niech idzie. Łaski mi ona nie robi. Upierała się dalej przy swoim, że tylko mnie kocha. Jasneee. Kazałem jej wyjść i przemyśleć nad tym co robi, bo to już jest przegięcie. Pomoc pomocą, ale jej zachowanie i podejście na to nie wskazują...

Przez kilka kolejnych dni czarodziejka zaczęła zachowywać się tak jak kiedyś. Próbowała swoją postawą teraz przekonać mnie, że tylko do mnie należy. Ja tak łatwo jej teraz tego nie puszczę. Może zrobię mała konfrontację by wiedziała jak się czuje? To będzie dobry pomysł.
Pewnego popołudnia poszedłem do Ary i poprosiłem ją o pomoc. Wyjaśniłem jej wszystko, a ona po części popierała moje zdanie i spostrzeżenia. Zgodziła się na taką zagrywkę, którą jej zaproponowałem. Powiedziała na koniec, że to jeden jedyny raz i żebym sobie czegoś nie ubzdurał. Rzecz wiadoma. 
Na czym polegała moja zagrywka? A to chyba napiszę jutro.

środa, 15 stycznia 2014

Wpis12

Gdy wróciliśmy, Elesis zapytała co tak długo robiliśmy. Opowiedziałem jej w skrócie co się wydarzyło. Załamała się i zapytała, czy wszystkie sprawy rozwiązuje w taki sposób. Nie odpowiedziałem na to pytanie tylko poszedłem do swojego pokoju. Wszystko mnie kurde bolało.
Z ranka przyszła do nas Vanessa i zapytała, czy coś wiemy odnośnie wczorajszych hałasów. Siedzieliśmy cicho i udawaliśmy, że nic nie wiemy. Od razu skapnęła się i zmierzyła mnie wzrokiem.
- No co... Należało mu się - rzuciłem obojętnie.
- Tak, oczywiście. Powiedz mi, zostawiliście go w takim stanie tak tam leżeć?
- Ta, a co? Nie pobiłem go aż tak, żeby był umierający. - westchnęła ciężko.
- Za grosz współczucia. Się zapytam, odwdzięczyliście się mu za pomoc z Eltrionem? - i zapadła cisza. Jak tak spojrzeć to nie... a to właśnie dzięki niemu żyjemy. - Jeśli chcecie mu podziękować to teraz macie okazję, a teraz wybaczcie. Pójdę już.
Wyszła z mieszkania, a my jak kołki patrzeliśmy na siebie. Elesis oznajmiła, że zadzwoni po resztę. Nie, nie, nie, NIE! Dlaczego musimy do niego iść?!?!? Akurat teraz. Aisha przytuliła się do mnie i zapytała, czy mam jakiś problem. Nie, żadnego nie mam...

Popołudniu reszta do nas dotarła i myśleliśmy, jak to wszystko odegrać. Aisha wypaliła z pomysłem, że damy mu kota. Nie mogłem w to uwierzyć. Siedziałem z Ravenem znudzony do potęgi. Zapytałem, czy chce iść do niego. Odparł, że nie, ale co nasze zdanie znaczy przy tych dziewczynach? Nic. Wieczorem zabraliśmy się do niego.
Na nasz widok zbytnio nie był zadowolony, czego można było się spodziewać. Rozsiedli się wszyscy i Aisha dała mu te zwierzątko. Kazał jej go zabierać, bo nie potrzebuje go. Ta jednak uparła się na swoim i dziewczyny głównie prowadziły z nim rozmowę, na temat dojścia do nas oraz podziękowania za uratowanie nas. Nie chciał do nas dołączyć i podał swoje powody, a ja o mało nie wybuchnąłem z śmiechu. Poszliśmy kilka minut później i daliśmy mu spokój. Ostatecznie odmówił, jednak jedyne co mnie dość wkurzyło to to, jak Zekira się do niego lepiła. Czy ja o czymś kurde nie wiem? Jak się dowiem, że ona z nim na boku, to go wyślę na drugą stronę tego świata, a z nią nie wiem co zrobię. Jak kiedyś męczyła mnie o ślub, tak teraz co się porobiło? Dziewczyna zmienna jest.

Kolejnego dnia, wraz z Śnieżynką wybraliśmy się na dzienne misje. Trafiły się nam sympatyczne grupy i szybko się wyrobiliśmy. Trochę brakowało mi Loriena, właściwie to ciekawe, jak sobie radzi.
Nowe zmiany na rynku - jak przeczuwałem - nie wyszły na dobre. Ceny drastycznie spadły i ciężko jest zarobić. Trzeba będzie oszczędnie dysponować kasą i nie kupować pierdoł. W sumie, wszystko co potrzebowałem to mam. Oby tylko nagle z czymś nie wyjechali.
Przechadzając się po mieście spotkałem Elesis, która była ubrana w inny ciuch! Tak! W końcu nie łazi w tym starym komplecie klasowym. Miała na sobie białą bluzkę, bordową spódniczkę, czarne zakolanówki, półbuty na obcasie i włosy spięte w kucyk po prawej stronie. Wyglądała dość zwyczajnie jak na wojowniczkę. Powiedziałbym nawet, że wybiera się na przechadzkę po mieście, a nie na walkę z potworami.
Udałem się na wyzwanie Henira. W trakcie jego wykonywania, Bethrezen zapytał mnie, czy mam chwilę potem by porozmawiać. Niby chce mi o czymś powiedzieć. Mam dużo wolnego czasu, więc nie widziałem w tym problemu. Po Henirach wróciłem do domu i udałem się do moich duchowych przyjaciół.

- To co mi takiego chciałeś powiedzieć? - położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy.
- Jak się czujesz po tych wszystkich ostatnich walkach i treningu?
- Dobrze. Nie narzekam.
- Myślałem nad tym by zwiększyć użyteczność twojego mroku - spojrzałem na niego zaciekawiony - Nie wiesz? Cornwell!! Ty stary dziadzie, czemu mu nie powiedziałeś?! - Zza regału wyszedł staruszek.
- Bo nie było takiej potrzeby? Poza tym, jesteś pewny, że poradzi sobie z nową dawką?
- Jasne, że tak! Jak teraz sobie radzi to potem też będzie wymiatać na polu walki.
- Chcesz go zmienić całkowicie w demona, czy co? Dobrze wiesz, że każda dawka mroku jest wpajana do jego duszy i go zmienia. - Nie wiedziałem zbytnio o czym gadają, ale to żadna nowość w sumie. Wtrąciłem swoje dwa grosze, czyli proszę o wyjaśnienia. - Słuchaj młody. Twoja moc demona jest zapieczętowana, mówiłem ci to kiedyś. To te znaki na ramieniu, pamiętasz? - kiwnąłem głową - No, tylko część tej mocy uwolniliśmy, gdy się zmieniłeś w demona, byś mógł sobie poradzić, a skoro sobie tak dobrze radzisz, Bethrezen chce odpieczętować część tej mocy, by zwiększyć siłę twojego mroku, która wiąże się z kolejną dawką mroku do twojego serca, czyli możesz stać się bardziej agresywny na błahostki i mieć zbyt duże mniemanie o sobie, jak on - i wskazał ręką na Mrocznego.
- Te, dziadygo jedna!
- Cicho tam siedź, panie eks władco - prychnął i spojrzał na mnie. - Jesteś gotowy na tę moc?
- A dam sobie radę? - zapytałem dla pewności.
- Szczerze? Nie. Twoja pozycja jest nieustabilizowana i tak, każdy twój napad gniewu czy szału powoduje niekontrolowane wpajanie mroku do serca. Musisz bardziej to opanować i zwiększyć wytrzymałość ciała. Wtedy będzie można kolejną blokadę ściągnąć, tylko wiesz. Im częściej to będziemy robili, tym bardziej będziesz zabijać w sobie człowieczeństwo i może dojść do tego samego, co w przypadku Rana.
- To ja podziękuje. Niech jest jak jest. Nie zamierzam zmieniać się w bestię jakąś.
- Z czasem sam poprosisz o ściągnięcie blokady, bo kto wie jakie wyzwania będą na ciebie czekać za pół roku, rok, czy dwa lata. Elsword, koniec końców nie jest tak jak było kiedyś i to kwestia czasu, aż całkowicie się zmienisz. Chyba, że jakimś cudem, ktoś ci przywróci człowieczeństwo. Wtedy demoniczna moc cię opuści, ale ja i mrok dalej zostaniemy u ciebie, jednak różnica w sile będzie diametralna. - Odparł na spokojne Bethrezen, który zniknął chwilę potem.

Tak się kończy pogrywanie z mrokiem i siłami demonów. Jeden wielki bajzel. Trzeba było dać się zabić Karis i byłby spokój. Wróciłem do siebie i rozmyślałem nad tym. Mrok, moc demona i Cornwell, to wszystko jest moją bronią, którą muszę dobrze wykorzystać. Zszedłem do salonu w którym siedział Raven. Zapytałem, czy nie widział gdzieś Aishy. Wzruszył ramionami, a ja się już domyśliłem gdzie się udała. Nie będę za nią ganiać. Zresztą, co się z nią porobiło? Jak tak dalej pójdzie to będzie to nasz koniec.

sobota, 11 stycznia 2014

Wpis11


Razem z Chungiem robiliśmy dzienne misje. Czas szybko i przyjemnie mijał. Night świetnie sobie radził podczas walki z bossami. Ogólnie trochę dziwiło mnie, że jest tak spokojnie, aż za spokojnie. Nie rozmyślałem dłużej nad tym, bo nie potrzeby martwić się o coś czego się nie wie. Poszliśmy do Belder w odwiedziny do Vanessy. Elesis chciała z nią pilnie pomówić. Oczywiście część została w Sander, a część poszła do Belder. Niestety Ara wybrała Sander, bo w końcu to jej rodzinne miasto. Ach, a chciałem z nią pomówić i porobić kilka misji.

Popołudniu wróciłem do naszego tymczasowego mieszkania i czyściłem swój miecz, a maluchy się bawiły.
- Śnieżynka, wiesz co w świecie demonów słychać? - przeturlała się i usiadła rozbawiona.
- Jest dobrze. Ludność się cieszy, że udało się twój problem rozwiązać. Co prawda chcieliby byś został, ale skoro twoje miejsce jest na ziemi to... Night! - W tym momencie nasz żniwiarz ściągnął z jej głowy kokardkę i zaczął uciekać, a ona w pogoni za nim.
- Jak małe dzieci...
Zekira miała jakąś misje do zrobienia, wiec zbytnio nie było co robić. Udałem się do swojej podświadomości. Mroczny jak i Cornwell byli nadzwyczajnie cicho. Zapytałem ich, czy coś się stało. Odparli, że nic. Poprosiłem Bethrezena o małą pomoc w kontroli nad moją mocą. Wole nie mieć niemiłych doświadczeń podczas walki. Niestety, znaczna część ataków jest połączona z siłami demonicznymi. Z jednej strony fajnie, z drugiej jest to trochę kłopotliwe. Jednak myślę, że dzięki jego pomocy uda mi się nad tym w znacznej części zapanować.

Wieczorem wspólnie zjedliśmy kolację, a po niej rozmawiałem z Zeki. Opowiedziała mi o swojej misji i spotkaniu z Addem. Od razu coś się we mnie skręciło na jego imię. Ostrzegłem ją by uważała w jego pobliżu, a najlepiej go unikała, bo tu na szali stoi jej życie. Machnęła tylko ręką i powiedziała, że umie o siebie zadbać. Jak zawsze, że potem muszę jej pomóc.

Każdy dzień jest tak samo nudny, przynajmniej z rana. Czasem już rzygać się chce tymi misjami, ale ma to jeden plus. Hameling jak i Night będą mieli doświadczenia jakieś w walkach.
 Przechadzając się po mieście z Lorienem, gadaliśmy o tym psychopacie. Powiedziałem mu, że Aisha się z nim widziała. Trochę się zmartwił, nic dziwnego w sumie. Jakiś czas później trafiliśmy na Kurai z gildii. Na widok artylerzysty jakby coś błysnęło w jej oczach. Ciekawe kiedy dojdzie do czegoś. Zostawiłem ich samych i udałem się na mały trening z Phantomem.

Wieczorem podczas kolacji nie było Zekiry. Zapytałem Elesis, czy coś wie na ten temat. Wzruszyła bezradnie rękami i pokręciła głową. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Minuty, godziny mijały a jej ciągle nie było. Dochodziła już druga w nocy! Co ona sobie wyobraża?! Jeśli ja ją znajdę u niego to chyba będę musiał ją bardziej pilnować. Zabrałem Rene i Ravena ze sobą, którzy na szczęście nie byli zajęci. Zadzwoniliśmy na dzwonek i czekaliśmy. Kilka chwil potem, brama się otworzyła i podbiegła do nas. Zapytałem ją na spokojnie, co ona sobie myśli zostawać na noc u niego. Nie obyło się bez przesłuchania tego... naukowca. Zapewniał, że nic jej nie zrobił i poprosił bym ją trzymał z dala od niego. Widać jej natura narzucania się dała się w znaki. Odparłem, że postaram się ją ograniczyć. Machnął ręką i zamknął bramę, a my wróciliśmy do domu. Podczas drogi i tak ją męczyłem, że jest idiotką i ma dać sobie z nim spokój. Zaczynam się o nią martwić. Co ona w nim takiego widzi, że leci do niego w każdej wolnej chwili? Gdy wróciliśmy, dalej rozmawialiśmy o tym i dowiedziałem się przy okazji jaki jest jej cel chodzenia tam. Chce go zmienić w dobrego człowieka. Ambitne plany, jednak dopóki on nie będzie tego chciał to może flaki wypruwać i nic nie osiągnie. Moje gadanie na nic się zdało, bo ona jest tak uparta, że jak raz postanowi to koniec. Dopnie swego bez względu na wszystko.

Postanowiłem dotrzymać słowa Addowi i trzymałem Zeki na krótkiej smyczy, że tak ujmę. Taka akcja wiązała się z tym, że musiałem z nią wszędzie łazić. Na swoje jak i jej misje. Lepiej tak, niż martwić się, czy coś się jej nie stanie. W sumie dość wesoło spędzało się te dni. Koniec końców byliśmy razem, a ona bardzo szczęśliwa.

Pewnego wieczoru przyszła do nas Elesis z wieściami o koniecznych badaniach. Niechętnie się udaliśmy do lekarza tego dnia, jednak dobrze, że poszliśmy. Podczas badań Zekiry, lekarz wykrył iż ma wstrzyknięty czip w okolicach karku. Trochę byliśmy zdenerwowani, skąd się u niej wziął. Po dłuższych namysłach odpowiedź była tylko jedna. To ten gnojek to zrobił.

Razem z Zeki i Ravenem poszliśmy do niego, bo teraz bez walki się nie obejdzie. Sama Aisha była trochę zakłopotana tym wszystkim, bo nie przypominała sobie niczego takiego. Mieliśmy szczęście, bo akurat chciał przekroczyć bramę do swojego laboratorium. Rzuciłem w jego stronę miecz, który z hukiem się wbił, a on odwrócił się w naszą stronę. Podszedłem do niego i zapytałem, co on sobie wyobraża robić to i ma natychmiast to ustrojstwo usunąć. Zaśmiał się tylko i wykpił nas, że po tylu dniach się zorientowaliśmy. Teraz mnie wkurzył do tego stopnia, że mu przyłożyłem i wyciągnąłem miecz. Ostatni raz rozkazałem mu wyciągnąć ten czip. Odmówił i zaatakował swoją bronią. Zrobiłem unik, jednak później czymś mnie uderzył, że na chwilę straciłem czucie w własnym ciele. Potem zaczął dalej atakować przy pomocy swojej broni i  tej dziwnej energii. Nie miałem jak się od niego wyrwać, a gdy już mogłem coś zrobić kopnął mnie na tyle mocno, że o mało się nie zakrztusiłem własną krwią. Serie ciosów jakie mi wyprowadził były zbyt szybkie bym mógł tego uniknąć. Szybkość i siła jaką dysponował zaskoczyła mnie i przepłaciłem za to poważnymi obrażeniami. Ostatni jego kopniak posłał mnie kawałek dalej i złamałem ciężarem swojego ciała drzewo o które uderzyłem. Leżałem przez chwile w oszołomieniu, a gdy próbowałem się dźwignąć poczułem, jak ktoś nadepnął na mnie i potem słowa, że takie jest moje miejsce. Gość przegina i nawet nie wie z kim zaczyna. Odszedł potem, a Zekira krzyczała, żeby się opamiętaj i rzuciła na mnie zaklęcie regenerujące. Przez krótką chwilę słyszałem jej głos, a potem uderzenie i ciszę, a potem znowu jego głos. Czy on właśnie... ją uderzył? Wyzwoliłem swój mrok i dzięki jej sile wstałem i spojrzałem w jego oddalającą się sylwetkę. Rzuciłem się na niego i uderzyłem go z taką siła, że przeleciał przez bramę, prosto do swojego laboratorium. Otaczający mnie mrok zaczął leczyć moje rany. Podszedłem do zapłakanej Aishy i ją przytuliłem do siebie.
- Będzie dobrze. Zapłaci za to, co zrobił.
- Elsword, proszę...
- Nie zabiję go, przynajmniej nie teraz.
Odparłem i chwilę potem znalazł się obok nas. Odepchnąłem Zeki skrzydłem i zablokowałem jego atak Cornwellem. Zaśmiał się i dalej już toczyła się między nami ostra walka. Co chwile wymiany ciosów z mojej i jego strony. Jego szybkość jest niebezpieczna. Nie mogę dać się złapać, bo będzie po mnie. W trakcie walki dostrzegłem jedną dziwną rzecz. Gdy chciałem skontrować jego atak i przejść do własnych, jego dziwna tarcza go osłaniała i dawała możliwość wyprowadzenia ataku. Kilka razy się na to nadziałem. Posiada ciekawe umiejętności. Jestem pod wrażeniem. Gdy walka dobiegała końca i już miał zakończyć swoją serię ciosów jego tarcza się wyłączyła. Był w takim samym szoku co ja, ale potem się uśmiechnąłem do niego i powiedziałem, że to jego koniec. Przeszedł do zwykłego ataku bronią, jednak ja mu na to nie pozwoliłem i zablokowałem jego cios, a Cornwellem go zaatakowałem. Na koniec, podobnie jak on mnie wcześniej, kopnąłem go i runął na ziemię wraz z swoją bronią. Na tym przedstawienie się skończyło. Wyciszyłem swój mrok i kucnąłem obok niego. Zapytałem, czy usunie tę swoją zabawkę. Machnął ręką, a ja zawołałem Zeki. Chwile potem wyciągnął z niej czip i wróciliśmy do domu.

piątek, 10 stycznia 2014

Wpis10



Kolejne dni mijały, a ja o dziwo nie zostałem zaatakowany przez nikogo. Nie łaziłem zbytnio po mieście i przy okazji odebrałem moją nową zbroję od kowala. No tak, ja idiota poszedłem walczyć bez uzbrojenia. Ciekawe kiedy zmądrzeje.

Pewnego popołudnia Chung wparzył do pałacu i oznajmił, że mogę swobodnie poruszać się po tym świecie. Opowiedział całe spotkanie i wszyscy byliśmy szczęśliwi, że mogę znowu tu żyć razem z nimi. W wolnych chwilach zajmowałem się Zeki albo petami albo samym sobą. Znowu mogłem z Chungiem zaliczać Heniry, zarabiać i szukać nowych akcesoriów. Tym razem na oku miałem oko i skrzydło na nogę Devila. Chung do teraz próbuje znaleźć kupca do siebie. Mam nadzieję, że u mnie tak źle nie będzie.

Jak wcześniej było wspomniane, siostra udała się na trening by zwiększyć swój poziom. Liczę, że da sobie radę i wróci do nas. Lepiej być w komplecie, bo nigdy nic nie wiadomo. Ara też wzięła się za trening, bo jej secret art nie wychodził jak należał, a ja trenowałem z swoimi pupilami. Muszę ich przygotować na wszystko, co możliwe. Ataki Nighta stały się bardziej precyzyjne, a Śnieżynki silniejsze. Wieczór jak zwykle w towarzystwie Zeki i petów.
Kolejnego dnia ogłoszono, że wieczorem odbędzie się zabawa w gotyckie lalki. Trochę zaskoczyło mnie to, ale gdy reszta ekipy się dowiedziała to chciała wziąć w tym udział. Wypożyczyliśmy ubrania i gdy każdy z nas skończył swoją robotę to przebraliśmy się. Śmiechu nie brakowało. Każdy z nas miał taką bez wyrazu twarz i spojrzenie jak u lalki. W dobrym nastroju udaliśmy się na imprezę i kolejny dzień minął.
Podczas kolejnych dni dostrzegłem zmianę u Loriena. Zaczął chodzić na dzienne misję w komplecie Noira, podobnie jak Rena. Cóż, wole te ubrania jak zbroje Devila. Po zakończeniu misji udaliśmy się na rynek. Udało mi się dorwać oko Devila, a Chungowi skrzydło na nogę. Zadowoleni wróciliśmy do pałacu, w którym Aisha uradowana oznajmiła, że zostaną wypuszczone nowe komplety – Ignition Caligo. Co dziwne, jest on podobny do mojego. Przynajmniej się wyróżniać nie będę. Ach, zapomniałem chyba napisać. Przez ten cały pobyt tutaj zmieniłem swój image, by nie podpadło, że coś jest nie tak. Chodziłem w starym komplecie Glaciala.

Kilka dni później Camilla wysłała nas na nowy trening. Każdy z wojowników miał w nim brać udział. Nawet nacieszyć się nie dadzą z powrotu i czasu spędzonego razem z przyjaciółmi. Musieliśmy się rozstać na długi czas. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł do miasta, w którym miał odbyć swój trening. Najlepsze w tym wszystkim było to, że mnie posłali do rodzinnego miasta.
Nic się nie zmieniło. Krajobraz taki sam, jak wyruszałem stąd osiem lat temu. Na Hamelingu udałem się do mojego domu – zamku. Służba przywitała mnie jak należy, a moja matka, gdy mnie zobaczyła to popłakała się z szczęścia. Przywitałem ją czule i przeprosiłem za wszystkie kłopoty, które narobiłem. Kazała mi się tym nie przejmować i zapytała, jak sobie radzą w obecnej sytuacji. Powiedziałem, że nie ma źle i jakieś siły ciemności zawładnąć mną nie chcą, więc nie ma się o co martwić. Odetchnęła z ulgą i udaliśmy się do ojca. Z nim tak lekko już nie było… Gdy weszliśmy do jego pokoju, spojrzał na mnie z powagą i gniewem w oczach. Mama wyszła i zostałem z nim sam.
- Ojcze, ja…
- Nic nie mów. Elesis mi opowiedziała o tamtej sytuacji. Miałeś ciężki wybór albo życie dalsze jako człowiek kosztem życia przyjaciół lub utrata człowieczeństwa w obronie przyjaciół. Sam pewnie wybrałbym jak ty. Posłuchaj. Nie mam ci za złe za to, co zrobiłeś tylko boli mnie, że nie zwróciłeś się do nas o pomoc. Przecież bym cię nie wyrzucił.
- No nie wiem, ojcze. Z otwartymi ramionami dałbyś schronienie swojemu synowi, który stał się demonem?
- Bez względu kim się staniesz, nadal jesteś moim synem i zapamiętaj to. Wszyscy, podczas zgromadzenia wręcz byli zdumieni z twojego czynu, że odważyłeś się poświęcić tak ważną rzecz. Ja, jako twój ojciec jestem dumny z ciebie, bo wstydu mi nie przynosisz, wręcz przeciwnie. – Te słowa podniosły mnie na duchu. Przynajmniej wiem, że rodzicie bez względu na podjętą decyzję będą po mojej stronie.
- Dziękuje, tato.
Resztę dnia spędziłem z rodzicami i Elesis, która już była Grand Master. Udało jej się zaliczyć trening i zdobyć nowe umiejętności. Mój trening, co był zaplanowany skonsultowałem jeszcze z moimi współtowarzyszami, a potem wziąłem się do roboty. Głównie musiałem poćwiczyć nad zwiększeniem obrażeń wybuchu z Final Strike i skuteczne przebijanie Piercingiem. Razem z sis trenowałem przez dłuższy czas. Jej nowe ataki i specjalne umiejętności są godne podziwu. Jak zwykle posługuje się mieczem w perfekcyjny sposób, ale i tak nasze walki kończyły się remisem. Przynajmniej zrobiłem postęp, bo nie kładzie mnie do zera. Często z nią rozmawiałem o przeszłości i wszystkich wydarzeń. Nie obyło się o opowiedzeniu, jak to z Aishą się zaczęło. Rany, tyle już z nią przeszedłem, że się w głowie nie mieści. Podziwiam ją, że znosi to wszystko pomimo, że też nie jest święta. Jak widać, nasza miłość nie zna granic, chociaż mogę się mylić, bo czasem jest okres zwątpień. Nie mniej jednak, cieszę się, że dobrze wybrałem. Mam tylko nadzieję, że nic i nikt tego nie zniszczy. Tylko trochę się boje o siebie i stosunek do Ary. Rany, będę musiał się przy niej pilnować.

Po około miesiącu wróciliśmy do Sander. Cała ekipa już była w pałacu i to w nowych wdziankach. Ara miała na sobie Devila (i się tu pohamuj. Dobre sobie), Aisha Caligo i Raven w komplecie Dark Knight. Elesis nie zdecydowała się póki co na zmianę imagu i została przy zbroi tak zwanej klasowej. Wszyscy jej pogratulowali zdania, a Aisha zapytała, czy nie mam jej za złe, że też ma Caligo. Ucałowałem ja w czoło i powiedziałem, że nawet mi to odpowiada. Przytuliła się i resztę dnia spędziliśmy na zaznajamianiu się z zmianami na rynku.
Tak, ledwo wróciliśmy i wsadzili zmianę rynku. Myu odeszła na emeryturę, rynek, w sensie cały plac rynkowy został zamknięty i teraz można tylko przez automatycznego aukcjonera z tablicy rejestrować produkty sprzedaży. No niby fajnie. Zobaczy się jak to wyjdzie z czasem. Razem z Zeki poszliśmy na spacer i rozmawialiśmy o naszym treningu. Znowu mogliśmy być razem. Była szczęśliwa podobnie jak ja.

Kilka dni później zostały wprowadzone na sprzedaż notatki, które zwiększą siłę naszych umiejętności. Brzmiało genialnie, ale porównując z innymi klasami to jednak był to zły pomysł. Niektórych klas ataki zostały zbyt przesadzone. Ja tam kupiłem sobie tylko na Phantoma. Zmienił swój pomarańczowy kolor na czarny, trwa o połowę krócej, ale za to przebija się przez obronę przeciwnika. Teraz chodzenie na PvP nie jest dobrym pomysłem, chyba że treningowe.
W ogóle dowiedziałem się, że przez czas treningu odbyła się impreza Halloween, która mnie - nie wiem jak resztę - ominęła. Pewnie nagrody były fajne, a tu kicha…

Kolejnego dnia postanowiłem sobie zakupić zwój poziomu dziewiątego. Tak, zachciało mi się mieć większe obrażenia. Udało się znaleźć dość tani zwój i poprosiłem kowala by zrobił z nim i bronią co należy. Od razu poszedłem sprawdzić jak sobie radzi nowy poziom broni. Rewelacja. Z taką siła teraz poradzę sobie z każdym przeciwnikiem. Udało się też dorwać skrzydło na nogę Devila, więc póki co wydatki stop i z kasą muszę nadgonić.

czwartek, 9 stycznia 2014

Wpis9 Oczami Adda

Przygotowywałem pliki odnośnie Raid bossa. Przeczuwałem, że przydadzą się w niedalekiej przyszłości. Ustawiłem zgrywanie danych, a sam poszedłem do pomieszczenia testowego, w celu sprawdzenia nowych ataków jak i obliczeniu zużycia DP. Nowe ataki głównie opierały się na wyładowaniu pola elektromagnetycznego oraz wykorzystywanie pola magnetycznego. Sprawdzałem, które specjalne umiejętności są połączone z DP, pod kątem wyprowadzania dalszego combo NA. Kilka ataków, jak EMP Shock, Statis Field, Pulse Cannon i Conqueror mogę swobodnie używać będąc w DP systemie i nie martwiąc się o to, czy złapie po tych atakach przeciwnika. Jeszcze dodatkowe Dynamo Configuration ułatwi mi łapanie wrogów w swoje ręce. Obliczając zużycie DP podczas walki nie wypada źle, jednak i tak muszę się pilnować. Ogólnie jestem zadowolony z nowych zdolności.

Po zakończeniu treningu poszedłem sprawdzić, jak się ma zgrywanie plików. Gdy wszedłem do pokoju, komputer był wyłączony. Jeśli go szlak trafił to wszystkie moje dane stracę. Stary rupieć. Muszę kupić nowy. Jednak zanim będę biadolić to zobaczyłem, co się stało. Otworzyłem go i z środka wyleciały tony kurzu. To znam już powód jego wyłączenia. Zajrzałem do środka. Było jeszcze gorzej. Wszędzie syf i brud. Jeszcze wentylator padł. Poszedłem na miasto i kupiłem co potrzebowałem.
Przewiesiłem kurtkę przez krzesło, przygotowałem narzędzia i zacząłem czyścić go od wewnątrz. Kto by pomyślał, że przez tak błahą rzecz mogłem stracić wszystko, nad czym pracowałem. Wszystko przebiegło bezproblemowo dopóki nie przyszła ta smarkata dziewczynka. Zapytała co robię, a gdy ją spławiłem zaczęła męczyć durnymi pytaniami.
- Gdzie kot?
- Nie interesuje mnie on. – Wyszedłem z wnętrzności komputera i wziąłem wentylator. Spojrzałem na nią i zastanawiałem się nad jednym. – Pozwoliłem ci to ubrać?
- Pasuje mi, prawda? – zapytała uśmiechnięta. Bezczelna smarkula, która zakłada na siebie nie swoje rzeczy i udaje kota. Nie odpowiedziałem nic, tylko wróciłem do swojej roboty. – Add! Nie ignoruj mnie. – Uderzyła mnie swoją różdżką, a ja odruchowo się dźwignąłem i uderzyłem się w głowę. Zaraz mi nerwy puszczą. Co ona chce osiągnąć wpieprzając się tu z swoimi buciorami? – Masz czas popołudniu?
- Mam, ale nie dla ciebie.
- No nie bądź taki. Co ci szkodzi?
- Ucierpienie na zdrowiu. – Dokręciłem ostatnią śrubkę i wyszedłem z środka urządzenia. Otrzepałem się z kurzu i podszedłem do panelu sterowania, a po drodze szturchnąłem ją tak, że potknęła się o jeden z kluczy i się wywróciła.
- To było celowe! – załączyłem komputer i na szczęście działał. Wziąłem obudowę i z powrotem przykręciłem. – Jak długo będziesz mnie ignorować? – Zabrałem i schowałem narzędzia. Zalogowałem się do okna i przejrzałem, czy ostatnie pliki są na swoim miejscu. Odetchnąłem z ulga, gdy wszystko było w porządku. Na nowo ustawiłem zgrywanie plików z Raida. Chwilę potem podeszła Aisha i walnęła ręką w blat. – Ja tu jestem jakbyś nie zauważył.
- Ach, doprawdy? Zsuń się, bo przeszkadzasz. – Popchnąłem ją znowu i sprawdzałem na mniejszym monitorze wydajność systemu. Chwilę potem zaczęła szturchać mnie w ramię. – Co ty do cholery chcesz ode mnie?
- Nie musisz od razu krzyczeć. Chcę o coś zapytać.
- To słucham – założyłem ręce i obserwowałem kąta oka ją, jak i monitory.
- Czy poszedłbyś się przejść po południu.
- Przejść się? Haha, nie mogę. Jesteś głupia czy co? Dawno nikt mnie tak nie rozśmieszył. – wróciłem do swojego zajęcia i uruchomiłem skaner systemu.
- Co w tym dziwnego? – spojrzałem na nią. Wyglądała dosyć spokojnie, co aż dziwne. Mało tego, powoli nachodziły mnie chwile zwątpienia.
- Co w tym dziwnego się pytasz? Odpowiedź chyba sama znasz, chyba że jesteś tak tępa, że nie jesteś w stanie tego pojąć.
- No, nie jestem w stanie pojąć, jak można tak odgradzać się od ludzi. – Te słowa zabolały. Co ta gówniara wie o samotności? Pewnie nic. Nie wie, jak to jest żyć przez prawie osiem lat w samotności, bez żadnego towarzystwa. Wtedy pewne bodźcie się wyłączają, jak potrzeba przyjaciela, czy innych emocji, które kierują ludźmi do zawierania kontaktów, czy zapewnienia sobie wsparcia. To, co dla innych jest normalne, dla mnie jest obce i nie do zrozumienia. Jednak pomimo tego, dlaczego te słowa zabolały do takiego stopnia, że obudziły moje uśpione uczucia bólu i cierpienia? Łza spłynęła po policzku i kapnęła na blat stołu. Odwróciłem się, minąłem ją i skierowałem się na zewnątrz. – Add, co się… - Jest za blisko, za blisko od osiągnięcia swojego celu. Jak tak dalej pójdzie to mnie przełamie. Muszę pozostać obojętny na jej słowa albo mnie wykończy. Usiadłem na stole, w kuchni i starałem się uspokoić. Z czasem wyczułem jej obecność u progu drzwi. – W porządku? – zapytała tak cicho, że ledwo co usłyszałem.
- Tak. Będzie jak sobie w końcu pójdziesz i odczepisz się ode mnie.
- Zraniłam cię, prawda?
- To nieistotne – wstałem i skierowałem się do wyjścia.
- Add… - Złapała za rękaw, a ja odruchowo się do niej odwróciłem i uderzyłem prawą ręką o futrynę.
- Każde twoje słowa mnie ranią. Każde, rozumiesz? Co ty chcesz ze mną zrobić? Do czego dążysz? – była ni to wystraszona ni to zmartwiona. Zbliżyła się do mnie i dotknęła mojej twarzy.
- Chce ci zwrócić to, co zostało ci odebrane.
- Co takie… - Nie zdążyłem dokończyć, bo zamknęła moje usta swoimi. Więc to o to jej chodziło cały czas. Ona chce przywrócić moje dawne uczucia, które wdrążali mi moi rodzice? Teraz to i tak było nieistotne, bo liczyła się tylko ona i ta chwila, której za nic nie mogłem przerwać. Nie potrafiłem jej odepchnąć. Pytanie tylko, dlaczego? Dlaczego na to pozwalam, dlaczego sam odwzajemniam jej czyn? Nigdy nie chciałem być przez nikogo darzony takimi uczuciami, a tu zjawia się jakaś przypadkowa dziewczyna i zaczyna mi mącić w życiu. Niby krótka chwila, która ciągnęła się jakby w nieskończoność. Po dłuższym czasie odsunęliśmy się od siebie. Oddała w końcu kurtkę i powiedziała, że przyjdzie pod wieczór. Wyszła, a ja zastanawiałem się, co ja najlepszego zrobiłem.


Dane z Raid bossa się zgrały. Pootwierałem pliki i zacząłem kombinować, jak by tu te dane wykorzystać. Z wszystkich wyliczeń i dostępnego materiału chyba uda mi się złożyć nową broń, ale zanim to, to dokończę poprzedni projekt. Poproszono mnie o zaprojektowanie nowego, tak zwanego wierzchowca. Ma to być maszyna, zdolna do poruszania się oraz walczenia. Maksymalna prędkość ma wynosić sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. Wpadłem na pomysł skuterka, bo skoro to ma być maszyna, szybka i skuteczna to nic innego nie pasuje. Problem tkwi w atakach. Postanowiłem zamontować na tyle dwa działa, które zbytnio nie obciążają pojazdu. Pierwszy atak ma polegać na wystrzeleniu kul elektrycznych w odległości czterech metrów. Drugi na odwróceniu dział i siłą energii wytworzonej z silnika, przy obrocie, zaatakowanie, a trzeci to typowy laserowy atak, dochodzący do kąta dziewięćdziesiąt stopni. Teraz tylko określić siłę, czas pracy i ładowanie akumulatorka. Podczas pracy nie mogłem się w stu procentach skupić przez te akcję z południa. Chyba upadłem na głowę, że to zrobiłem.


Wieczorem znowu przyszła. Oderwałem się od mojego zajęcia i zminimalizowałem okna pracy. Usiadła na stole i zapytała co robiłem przez ten cały czas.
- To co zawsze. Nie marnuje czasu jak ty.
- Ja swojego nie marnuje, tylko dobrze wykorzystuje. – Ta, do głupich rzeczy.
- Zadowolona jesteś z tego co zrobiłaś? – zapytałem i oparłem się ręką o blat stołu.
- Oczywiście, że tak. Tobie jakoś to nie przeszkadzało – odparła i się uśmiechnęła.
- Pff. Odwal się. Zmusiłaś mnie do tego – skierowałem wzrok na główny monitor.
- Tak, pewnie. Mogłeś mnie odepchnąć od siebie – podeszła i się nachyliła, po czym dodała: – ale tego nie zrobiłeś. – Spojrzałem na nią kątem oka i chwile potem usiadła na kolanach.
- Dalej będziesz kontynuować swoje podchody? – zapytałem i przyglądałem się wisiorkowi, który miała na sobie.
- Może tak, może nie. Moim zadaniem jest obudzenie twoich dobrych stron i uczuć. To wszystko.
- I myślisz, że ci się to uda? To, że zrobiłem to, co zrobiłem nie znaczy, że posunęłaś się o krok bliżej.
- Nie ujęłabym tego tak.
- Skąd wiesz, co robiłem z innymi przed tobą? Nie jesteś pierwszą dziewczyną, która spotykam.
- Być może, ale i tak nie ustąpię.
Spojrzałem w jej fioletowe oczy, w których dostrzegłem zdeterminowanie i powagę z tego co powiedziała. Może i tym razem udało jej się mnie podejść, ale następnym razem nie dopuszczę do tego, a sam będę miał na wyciągnięcie ręki dziewczynę, z którą mogę zrobić co zechce w każdej chwili. Zapowiadają się ciekawe dni.

niedziela, 5 stycznia 2014

Wpis8 Oczami Adda

Przez kilka dni miałem spokój od niej. Co wieczór przesłuchiwałem nagranie. Nic ciekawego na nich nie było. Pewnego wieczoru poszedłem oddać książki i wracałem do laboratorium. Wszystko byłoby normalne gdyby nie fakt, że obok mojej twarzy przeleciał miecz i wbił się w bramę. Spojrzałem na miecz, a potem się odwróciłem. Za mną stał ten wojownik, Aisha i Raven. Elsword podszedł do mnie i zapytał co ma znaczyć ten czip w jej szyi. 
- Po tak długim czasie się zorientowaliście? Jestem zaskoczony wasza bystrością. – Po tych słowach chłopak przyłożył mi w twarz i wyciągnął swój miecz. Przetarłem ręką policzek i spojrzałem na niego wrogo.
- Wyciągaj jej ten czip.
- Nie widzę powodu bym go miał wyciągać, ale mam powód by cię odesłać na drugą stronę tego świata.
Aktywowałem Konfiguracje Dynamo – Magnetron i zaatakowałem go moją bronią. Uniknął ataków, jednak dzięki Mind Breakowi udało się go unieruchomić i jeden z trzech Konfiguracji Dynamo poleciał w jego stronę. Następnie zwykłe ataki z broni, a na zakończenie aktywowanie DP systemu i wykończenie go przy pomocy NA. Serie ciosów jakie mu zadałem doprowadziły go do poważnego stanu, a to był dopiero początek. Ostatnią serie ataków zakończyłem kopnięciem go z taką siłą, że połamał drzewo stojące niedaleko. Dezaktywowałem DP i NA. Podszedłem do niego i położyłem na jego plecach nogę.
- Leż. Takie jest twoje miejsce - pode mną. Zrozumiałeś?
Nie był w stanie nawet słowa wypowiedzieć. Kopnąłem go ostatni raz i odwróciłem się. Jego kochana czarodziejka od razu przybiegła do niego i leczyła jego rany przy okazji opieprzając mnie za to, co zrobiłem. Miałem dość jej wrzasków. Uderzyłem ją w twarz i wtedy zamilkła.
- Jeśli myślisz, że jesteś w stanie mnie zmienić to się grubo myślisz. Gardzę takimi jak ty i wszystkimi, którzy przejawiają oznaki przyjaźni czy miłości. Zamiast próbować przemówić mi do rozumu to zajmij się swoim chłopakiem, a mi daj spokój.
Odwróciłem się i poszedłem w stronę bramy. Wtedy usłyszałem szelest za mną i słowa: zapłacisz, za to że ją uderzyłeś. Nawet nie zdążyłem się odwrócić a dostałem z czegoś na tyle mocno, że wywarzyłem bramę do laboratorium i wylądowałem na środku pomieszczenia. Nim doszedłem do siebie minęło kilka minut. Czyżby ten frajer mnie tak urządził? Interesujące, bardzo interesujące. Wyszedłem na zewnątrz i widziałem jak stał obok swojej laski. Aktywowałem DP system i szybkim ruchem znalazłem się tuż przed nim. W ostatniej chwili zablokował mój atak swoją bronią. Zaśmiałem się i patrzałem na niego żądny walki i przyjemności z tego. Teraz walka się zaczęła. Wymienialiśmy się atakami zwykłymi jak i specjalnymi. Drań był w stanie nawet zneutralizować siłę Particla. Wyśmienicie. Takiej walki od zawsze pragnąłem. Przewaga pomimo wszystko była po mojej stronie. Dzięki NA mogłem kontrować jego ataki i przechodzić do własnych. Był na straconej pozycji na samym starcie, ale i tak go podziwiam, że udało mu się mnie trafić kilka razy. Walka dobiegała końca, ostatnie ciosy w NA i po nim. Tak myślałem, gdy po przedostatnim ataku NA, DP się wyłączyło. Nie mówcie mi, że w takim momencie wyczerpałem cały zapas DP? Niech to szlag. Spojrzeliśmy na siebie, a on się uśmiechnął i odparł, że to koniec. Po moim (ciach) trupie. Chciałem szybko podładować zapas DP, ale zablokował moje ataki i zaatakował tym swoim drugim mieczem. Na sam koniec kopnął mnie i na tym walka się zakończyła, bo nie miałem sił pozbierać się z ziemi. Taki wstyd. Przegrać z kimś takim jak on. Gdybym wyliczył wcześniej zużycie DP to bym to wygrał. Takie są koszty popełniania błędów.

Podszedł do mnie i zapytał, czy usunę z Zeki ten cholerny czip. Machnąłem ręką i potem ją zawołał. Podeszła do nas i kazałem się jej nachylić. W obecnym stanie nie wstanę by to zrobić. Dzięki polu magnetycznemu z Dynamo przyciągnąłem czip. Pojawiła się mała rana na jej szyi, która szybko zniknęła dzięki jej magii. Chłopak wziął ze sobą Zeki i ich przyjaciela, a ja zostałem leżeć na trawie. Tak inaczej jest oglądać niebo w tej pozycji. Jeszcze gdyby mnie nic nie bolało to by było dobrze. Gdy częściowo siły mi wróciły, wstałem i wszedłem do środka. Znowu dzięki polu magnetycznemu wsadziłem bramę na swoje miejsce, a sam padłam jak trup na łóżku. Powinien być wściekły i zacząć rozwalać wszystko za tę porażkę, ale jakoś nie miałem sił na to. Wściekły jestem bardziej na siebie niż mojego przeciwnika. Będę musiał poprawić system DP, ale to jak odpocznę.
Koło południa się obudziłem obolały. Zająłem się swoimi ranami i z powrotem położyłem do łóżka. Nie miałem sił na nic. Pogadało by się z kimś albo nie wiem. Zresztą, o czym ja myślę? Nie potrzebuje towarzystwa. Zawsze tu byłem sam, ale wychodziło się na miasto. Nieważne. Spokój był do czasu, gdy weszła do mojego pokoju Vanessa i zapytała jak się czuje.
- Po coś tu przylazła?
- Sprawdzić jak sobie radzisz. Normalni ludzie w takim stanie idą do szpitala.
- Jeśli przyszłaś mi tu prawić morały to spadaj stąd. – westchnęła i usiadła na fotelu.
- Ty się nigdy nie zmienisz. Takie to dziwne, że się inni o ciebie martwią?
- Nie potrzebuje twojej ani nikogo innego troski. Poradzę sobie sam.
- Nie jesteś w stanie wszystkiego zrobić sam. Nie będę ci się dłużej narzucać, ale spodziewaj się wieczorem gości.
- Jakich znowu gości?
Zostawiła na stole reklamówkę i wyszła bez słowa. Głupia okularnica. Zajrzałem do środka, a w niej były owoce i inne towary żywnościowe. Że też jej się chciało fatygować do mnie z taką pierdołą.

Jak Vanessa mówiła wieczorem miałem gości. Takich gości, że odechciało mi się żyć. Cała ta ich pseudo banda przylazła do mnie. Teraz będą truć mi cztery litery o przyjaźni, trzymaniu się w grupie, walce zespołowej, wsparciu i innych głupotach, które dla nich są priorytetami. Jakby tego było mało to ta smarkata czarodziejka przyniosła mi kota.
- Zabieraj tego futrzaka z dala ode mnie – powiedziałem jednoznacznie, a ona na siłę go położyła na łóżku.
- Nie. Od dziś należy do ciebie.
- Żeby cię kiedyś coś kopnęło i zmieniło tok myślenia.
- Przydałoby jej się, uwierz mi – reszta się zaśmiała na słowa wojownika.
- Po co tu przyszliście? Nudzi wam się?
- Przyszliśmy odwiedzić naszego poszkodowanego znajomego – odparła z uśmiechem Rena i zaczęła obierać owoce.
- Jakby nie patrzeć zawdzięczamy ci życie i chcemy się jakoś odwdzięczyć – powiedział Raven, który trzymał futrzaka w rękach.
- Odwdzięczyć? Hah, nie bądź śmieszny. Wystarczy mi, że jakaś kopnięta czarodziejka zawraca mi gitarę, a jej księciunio wyważył bramę do laboratorium i walczył z jego właścicielem. Takie odwdzięczenie mi w zupełności wystarczy.
- Nie jestem kopnięta.
- Ach racja. Nie kopnięta tylko jebn… - w tym momencie elfka uderzyła mnie w głowę.
- Bądźmy dla siebie mili, zgoda? – odparła z jakimś dziwnie sztucznym uśmiechem.
- Im szybciej stąd pójdziecie tym lepiej.
- Normalnie Add myślisz tak samo jak ja, ale tak to jest jak jest przewaga dziewczyn. Uwierz mi to demony wcielone – odparł wojownik, a jego laska już go trzepła w głowę.
- Przyszliśmy tu z propozycją dla ciebie – powiedziała Elesis, która wertowała jakąś książkę.
- Jeśli ta propozycja polega na dołączeniu do was to odmawiam. Nie potrzebuje… ile to was jest. Nie potrzebuje czterech bab nad sobą, które będą ciągle na coś narzekać, piszczeć, wrzeszczeć i robić dziwnie akcje z powodu ich humorków.
- Już cię lubię.
- Popieram – dorzucił Raven.
- Czy to jest jakieś spiskowanie przeciwko nam? – rzuciła Elesis. – Jeśli chcecie wojny to ją będziecie mieli. Zobaczymy wtedy kto jest górą.
- Moment, moment, siostra! Add jeszcze nie jest z nami. Wypraszam sobie.
- Ale jesteście za jego słowami!
- To nic nie znaczy. – Po słowach jego siostry (lol? Współczuje mu) Aisha usiadła mi na nogach i przytuliła do siebie.
- Nie masz wyboru jak do nas dołączyć – powiedziała z uśmiechem.
- Zapomnij i złaź ze mnie.
- Aisha, nie męcz go. – Odparła Rena, która skończyła obierać owoce, na które wszyscy się na raz rzucili. Wszyscy się rozgadali o wszystkim, a Elsword usiadł na krześle obok łóżka.
- To jak będzie Add?
- Nie. Jeśli tam ma to wyglądać to podziękuje.
- Ale też się dobrze bawisz i w głębi duszy jesteś szczęśliwy, prawda? – odparła Aisha, która nie chciała mnie puścić.
- Chciałabyś. Najlepiej będzie jak już pójdziecie i w końcu zejdziesz ze mnie. Co ja ci zrobiłem?
- Też chciałabym to wiedzieć – zaśmiała się a Elsword pokręcił głową i wyjrzał przez okno. 
To jest banda idiotów. Teraz mam sto procent pewności.

Wpis7 Oczami Adda


Wracając z biblioteki publicznej znowu spotkałem te smarkatą dziewczynkę. Zapytała co czytam. Dałem jej jedną z książek by zamknęła się, jednak ta dalej pytała się o wszystko.
- Możesz się zamknąć w końcu?
- Denerwuje cię to? – zapytała i szła przede mną tyłem do drogi.
- A jak myślisz?
Minąłem ją i skierowałem się na skróty. Wąska uliczka, którą praktycznie nikt nie chodzi i można jedynie tu spotkać pijaków i innych bezdomnych. Ta ciągle za mną szła jakby mój cień. Co jej cholera zrobiłem, że się uczepiła? Szliśmy w ciszy chociaż tyle dobrze. Dotarliśmy do mojego laboratorium. Zapytałem ją, co ona tu jeszcze robi, a ona odparła, że chce trochę czasu spędzić ze mną. Co słucham? Pierwszy raz widzę osobę, bardziej pokręconą ode mnie. Niech robi co chce, byleby moje miejsce pracy pozostało nienaruszone. Skierowałem się do pokoju z książkami i tam pozostałem przez dłuższy czas. 

Postanowiłem zrobić sobie mała przerwę. Idąc do kuchni zauważyłem po drodze… co ona mi tu cholera robi? Wszedłem do pomieszczenia, w którym paliło się światło. Nie wierzę. Nie potrzebuje tu sprzątaczki. Stała na drabinie i układała teczki papierów.
- Te, mała. Won od moich rzeczy! – Wystraszona moim nagłym pojawieniem się, straciła równowagę i spadła z drabiny. Złapałem ją, a teczki, które miała w rękach runęły na ziemię. Spojrzałem na nią wkurzony i odstawiłem na ziemię. – Idź, jeśli masz mi tu porządki robić.
- Ktoś musi…
- NIE MUSI I WYNOŚ SIĘ STĄD! Wkurzasz mnie już, rozumiesz!? – złapałem ją za szyję i pchnąłem o regał. – Masz pięć minut na opuszczenie tego miejsca, w przeciwnym razie poeksperymentuje na tobie.
Zostawiłem ją i skierowałem się do kuchni. Co za natrętne babsko. Zrobiłem sobie herbaty i wróciłem do mojej biblioteczki. Kilka minut później przyszła tutaj i nachyliła się z boku do lektury, którą czytałem.
- Nie rozumiesz, co się do ciebie mówi?
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo wiesz? – odparła spokojnie półszeptem.
- Czyli chcesz bym nad tobą poeksperymentował, tak?
- Nie odważysz się człowiekowi tego zrobić.
- Nie odważę, powiadasz? – wstałem, złapałem ją za podbródek i przyjrzałem się jej oczom. – Nie wiesz, co robię z ludźmi, którzy mnie irytują, ale widzę chcesz się przekonać. Niech będzie. – Złapałem ją za rękę i poszedłem z nią do sali przeprowadzania eksperymentów z przeróżnymi sprzętami. Zwykle stosuje się je do nazoidów, ale dla ludzi też coś mam. Zostawiłem ja przy stole i udałem się do jednej z szafek. Zastrzyki usypiające. Dawka z tej skrzynki starczy na dwie godziny. Wziąłem jeden zastrzyk i podszedłem do niej. Teraz w jej oczach dostrzegłem strach, a ona sama się cofała ode mnie. – Gdzie ta twoja pewność siebie? Myślisz, że mnie znasz po paru godzinach i kilku rozmowach?
- Nie odważysz się. – Odparła i już opierała się o ścianę. Stanąłem blisko przed nią i nie umiałem oderwać wzorku od jej wystraszonego spojrzenia.
- To może się przekonamy? - Jedną ręką złapałem ją za twarz i odwróciłem w drugą stronę tym samym umożliwiając sobie miejsce na wbicie zastrzyku. Nie trwało to długo, a ona sama za późno odtrąciła moją rękę z przedmiotem. – Miłych snów moja droga. Nie martw się. Dobrze zajmę się twoim ciałem.
Kilka chwil potem osunęła się na ziemię. Wziąłem ją i położyłem na stole do przeprowadzenia eksperymentów. Jeszcze wczoraj chciałem się na kimś pobawić, a tu proszę. Ofiara sama przyszła. Przygotowałem sprzęt, a sam uważnie przyglądałem się jej budowie. Trzeba przyznać, że ta dziewczyna to niezły okaz. Nie za chuda, zgrabna i jej uroda. Ciekawe z kim jest, bo nie wierzę, że taka mała ślicznotka gania po mieście bez kogoś u swojego boku. Poszedłem do szafki, założyłem biały płaszcz i rękawiczki. Z innej szufladki wyjąłem moje akcesoria do rozcinania skóry człowieka i wycinania narządów. Zmieniłem pozycje lamp, by mi wygodniej było przy niej się bawić. Jeszcze inne przedmioty do odprowadzania krwi, ręczniki. Można zaczynać.

Naciąłem skórę w miejscu, gdzie zwykle mogą być umiejscowione źródła nadzwyczajnych umiejętności. Od środka emanowało białe światło. Magia, tak? Interesujące. Zostawiłem otwarte miejsce i przyglądałem się teraz górnej części ciała. W okolicach obojczyka zrobiłem ponowne nacięcie i odprowadziłem jej krew do probówki. Gdy odstawiłem naczynie zobaczyłem, że jej rana się zasklepia. Czy to przez jej magię? W takim razie mogę ją pociąć do woli, a i tak się wyleczy. Hahaha, nie wierzę, że trafiła mi się taka osoba, przy której mogę wiecznie coś robić, a ona sama nie dozna żadnych obrażeń. No nic, czas ją prześwietlić i zebrać dane. Przez kolejną godzinę moja maszyna dokładnie zapisywała układ jej genów i innych informacji. Za ten czas wpadłem na pomysł. Jeśli bym pod jej skórę wszczepił czip z rejestrem dźwięku to bym wiedział co i kiedy robi, a może bym się też dowiedział o Eve podczas którejś rozmowy.  Poszedłem do innego pokoju z małymi zabawkami. Znalazłem czip, ale została mi ostatnia sztuka. Tss, będę musiał kupić nowe. Wróciłem do pomieszczeniu w którym bawiłem się z moją nowo poznaną koleżanką i wszczepiłem jej czip w okolicach karku. Na tym zakończę bawienie się nad nią albo może jeszcze ją potnę i nacieszę się widokiem samoregeneracji? Czemu nie. Wziąłem nożyk i przyłożyłem do jej policzka. Co ciekawe. Wahałem się przed tym czynem, dlaczego? Dlaczego od tak porostu nie mogę się nad nią poznęcać jak nad innymi? Odpuściłem tym razem i schowałem wszystkie zabawki. Na komputerze ustawiłem odczyt czipu na godzinę dwudziestą. Wtedy szczepionka przestanie działać. Poszedłem do biblioteczki i tam czytałem dalej moje lektury.

Nie wiedziałem kiedy usnąłem. Przebudziłem się w nocy. Co dziwne przykryty byłem kocem, a światło zostało zgaszone. Rozejrzałem się po pokoju i dzięki blasku światła księżyca, dostrzegłem ją śpiącą na fotelu. Czemu ona się tak uparła? Położyłem się z powrotem na stole i kilkanaście minut później odezwał się alarm ostrzegawczy. Wstałem i z ściany wysunąłem monitor. Przed bramą stali jej przyjaciele. Same z nią kurde problemy. Ona sama przebudziła się kilka chwil później.
- Zadowolona? Druga w nocy, a twoi przyjaciele dobijają się tu o ciebie. Po coś tu została? Miałaś iść stąd, a nie na noc zostawać.
- Za daleko bym miała do domu, więc zostałam – odparła i się przeciągła.
- Byś użyła głowy i magii, a nie robisz mi kłopoty.
Poszliśmy pod bramę, którą otworzyłem. Pobiegła do swoich przyjaciół, a oni ją przywitali czule. Chyba tak to się nazywało. Najdłużej i najwięcej wypytywał się o nią ten cały Elsword. Chyba miedzy nimi jest coś więcej jak przyjaźń. Potem podszedł do mnie i pytał, czy czegoś jej nie zrobiłem. Odparłem tylko by ją trzymał z dala ode mnie, bo tylko zawraca mi cztery litery. Przeprosił za nią i powiedział, że dopilnuje by tu nie przychodziła zbyt często. Wzruszyłem ramionami i zamykałem bramę. Odchodzili już, a ona jeszcze krzyczała, że niedługo znowu przyjdzie w odwiedziny. Nie umiem zrozumieć, co ona chce tym osiągnąć. 

Udałem się do pokoju z komputerkiem, w którym zainstalowałem czip. Położyłem się na blacie stołu i słuchałem o czym gadają. Większość to były same pierdoły, ale przeczuwali, że jej coś zrobiłem. Dziwne, że ona sama nie powiedziała, co jej zrobiłem.
- Aisha, nie powinnaś do niego tam chodzić. Dobrze wiesz, że on nie jest normalny.
- Nie spędziłeś z nim ani chwili to nie wiesz, a ja wiem.
- Nie rób z niego kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie.
- Elsword! Nie skreślaj go tylko z powodu jego przeszłości. Każdego można zmienić.
- Ale nie psychopatę.
- Wcale taki nie jest. Przynajmniej ja nie zauważyłam.
- Jakbyś zauważyła to byś już była po drugiej stronie świata.
- Przesadzasz misiek. Ja tak łatwo nie odpuszczę.
- Dlaczego tak ci zależy na nim? – Hę? Jakie zależy znowu?
- Ja wiem, że on cierpi. Czuje to. Nikt nie jest szczęśliwy będąc samotnym i ja wiem, że ma takie dni kiedy to odczuwa. Ja chce mu pomóc.
- Na siłę. On sam musi tego chcieć.
- Chce, tylko boi się do tego przyznać.
- Ta, a ty skąd to wiesz?
- Jakby był obojętny i zimny jak sopel lodu to by mnie wywalił z laboratorium i pozwolił spaść z drabiny.
- Co ty robiłaś u niego na drabinie?
- Bawiłam się. – Trzeba było ją wywalić. Wtedy by miała inne zdanie. – Zobaczysz Elsword, z powrotem obudzę jego dobrą stronę.
- Zeki, nie będę ci powtarzać w kółko. To nie jest dobry pomysł, jest to niebezpieczne i nie wiesz czego on chce w głębi serca.
- Wiem czego chce! Tego co wszyscy! Bliskiej osoby i sama wiedza, że jego istnienie jest dla kogoś ważne!
- Nie odpuścisz?
- Nie ma mowy. Pomogę mu.
Pomóc? Mi? Ona jest ostatnią osobą, od której bym przyjął pomoc. Więc to wyjaśnia, dlaczego tak się narzucała. Normalnie bym to zignorował tylko, dlaczego po usłyszeniu tej rozmowy jest mi tak źle. Co ona mi zrobiła?! Przeklęta czarodziejka! Nie pozwolę by zmieniła mnie i moje dotychczasowe życie. Nie ma takiej opcji! Nikomu nie pozwolę ingerować w moje życie i ona wyniesie się z niego. Nigdy więcej nie mogę dopuścić do spotkania, bo mnie zabije słowami. Miłość? Nie potrzebne mi to, ani fakt, że komuś zależy na mnie. Jakoś żyłem do tej pory bez tego i jakoś się to nie odbijało, ale teraz. Te słowa mnie bolą i czemu do cholery łzy mi lecą z oczu? Nigdy nie płakałem, a teraz? Żadna dziewczynka nie będzie mnie zmieniać!