środa, 1 stycznia 2014

Wpis3

Wyszliśmy z pomieszczenia poobijani i poranieni poza tym gościem. Glave na nasz widok się zdziwił. Tak, mogłem to wyczytać z jego spojrzenia.
- Glave co to ma znaczyć? Kim on jest? - zapytał z powagą Penentio, który był rozzłoszczony cała sytuacją.
- Co to ma znaczyć? Wysyłam wam kogoś do pomocy i jeszcze pretensje?
- Przypadkowych ludzi? Jesteś ty zdrowy na umyśle? - wrzasnęła Noah.
- Mogę już iść? Wkurzacie mnie. - Spojrzał na nas z pogardą i poprawił sobie kurtkę. Za kogo ten (ciach) się uważa, że patrzy na nas z wyższością. Gdyby nie fakt, że jestem taki osłabiony to by miał tę twarz w ziemi.
- Jesteś niemiły Add. Powinieneś być milszy inaczej przyjaciół sobie nie znajdziesz.
- Nie potrzebuje ich.
- Add? - powtórzył Edan i wymienili się spojrzeniami. Wygląda na to, że go rozpoznał.
- Idź, jeśli towarzystwo ci nie odpowiada. Swoją robotę zrobiłeś.
- Później chce dostać te plany Glave i bez żadnych sztuczek. - Pan czasoprzestrzeni machnął ręką, a chłopak odszedł.
- Interesująca z niego osoba nieprawdaż?
- Ja bym powiedziała dziwna. - prychnęła Elesis.
- Jeśli chcecie coś o nim wiedzieć to idźcie do Vanessy.
Po rozmowie trafiliśmy do szpitala i tam nas opatrzono. Maluchy zmęczone usnęły obok mnie, a ja sam siedziałem na łóżku. Zastanawiałem się ciągle nad tym całym Addem. Walczyliśmy najlepiej jak mogliśmy, zraniliśmy go w jakiś tam sposób, a on kilkoma atakami go powalił. Widać zna się na maszynach i ich słabościach. Gdybyśmy wiedzieli o tym to walka by się inaczej potoczyła. Byłem strasznie wściekły za swoją nieudolność i ośmieszenie przed kimś obcym. Mam nadzieję, że więcej wspólnie walczyć nie będziemy.
Siedząc tak z czasem ktoś zapukał do drzwi. Była to Aisha. Tak dawno jej nie widziałem. Patrzała na mnie tym swoim wzrokiem. Nie wiedziałem co jej powiedzieć by jej nie zranić czy zdenerwować. Zapytała, jak się czuję i usiadła obok na krześle. Odparłem, że mogło być lepiej i zaraz potem przyglądała się Nightowi. Opowiedziałem jej całą akcję, jak trafił do mnie. Rozbawiła ją trochę ta historia i potem spytała, czy brakowało mi jej przez ten czas. Wiadomo, że brakowało, jednak skąd ona może o tym wiedzieć, jak nie przychodziłem do niej i tylko dostała list kilka dni temu. Podszedłem do niej i przytuliłem ją do siebie, mówiąc jej jak źle się czułem przez ten czas. Resztę nocy spędziliśmy razem na rozmowach o wszystkich przygodach za ten czas. Byłem szczęśliwy, że znowu mogłem być blisko niej oraz dlatego, że aby raz nie zostałem przez nią pobity czy zwyzywany.

Z rana, razem udaliśmy się do Vanessy. Oczywiście podczas drogi miałem założony na sobie płaszcz by nikt mnie czasem nie rozpoznał. Z tego co mi przyjaciele mówili, to nikt poza władcami miast nie wiedzą o tym wszystkim, ale i tak wole się nie pokazywać w takim stanie. Nie zabrakło też pytań o to, co robiłem za ten czas. Prawie jak za dawnych czasów. Idziemy gdzieś, rozmawiamy, śmiejemy się. Tak teraz. Jakby moja zmiana nie miała znaczenia, jednak wiedziałem, że w głębi serca żywią do mnie urazę.

Od razu bez wyjaśnień i innych zapytaliśmy o pana Adda. Była zdziwiona tym pytaniem i spytała co konkretnie chcemy wiedzieć. Jednocześnie wypaliliśmy, że wszystko. Spoważniała i dodała, że nie jest to dobry temat do rozmów.
- Vanessa. O mało nie zginęliśmy podczas walki z tym czymś, a on kilkoma atakami go powalił. To chyba logiczne, że chcemy coś wiedzieć o nim. - stwierdziła Rena i pani dowódca westchnęła.
- Jest nastoletnim geniuszem. Posiada ogromną wiedzę na temat nazoidów i wszystkich innych bliskoznacznych tematów. Z tej całej wiedzy skonstruował swoją broń i wykształcił osobliwy styl walki jak i swoich ataków. Za miastem ma swoje laboratorium, w którym przesiaduje całymi dniami i pracuje nad różnymi rzeczami. Gdy dowiedziałam się, że walczycie z Raid bossem postanowiłam poprosić go o pomoc. Zna się na roboto podobnych rzeczach, więc założyłam, że poradzi sobie z nim i moje potwierdzenia okazały się słuszne. Co prawda nie chciał się zgodzić, ale oferując mu plany tego robota i możliwość majstrowania przy nim go przekonały.
- Vanessa wybacz, że tak pytam, ale czy on jest normalny? - wypaliła Elesis, a ja pod nosem się zaśmiałem z Chungiem.
- Szczerze? - Elesis kiwnęła głową - Nie. To psychopata. - Szczęki i wszystko inne nam opadły.
- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem Ara.
- Głusi jesteście czy co? - złapała się za głowę - Tak, on nie jest normalny. Ma dziwną obsesję na punkcie nazoidów.
- I TY NAM TEGO PSYCHOPATĘ WYSŁAŁAŚ DO POMOCY? - wrzasnęła Aisha.
- Dzięki niemu żyjecie.
- Dobrze, że Eve z nami nie ma, bo pewnie już by skończyła jako królik doświadczalny. - dorzucił Raven.
- NIE WSPOMINAJCIE PRZY NIM O NIEJ.
- Dlaczego? - zapytałem zaciekawiony.
- Z wszystkich nazoidów na niej mu najbardziej zależy. Na tym właśnie modelu. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem.
- A co z Apple i Proto? - zapytał Lorien.
- Są bezpieczne i żyją w odbudowanym Sercu. Oczywiście, straże są, bo nigdy nie wiadomo co mu...
- A dla ludzi on jest bezpieczny? - spytała ponownie Rena.
- Niby tak. Jakoś nikt nigdy się na niego nie skarżył.
- Taa, bo wcześniej kopnęli w kalendarz. - rzuciłem i podszedłem do okna.
- Jego ludzie nie interesują, więc nie ma się o co martwić. - Jakoś mnie to nie przekonywało. Zależy mu na Eve tylko problem w tym, że nawet my nie wiemy gdzie jest i co z sobą zrobiła. Wiele spotykało mnie w życiu, ale to pobija wszystko inne. W jakim środowisku on się wychował? W pomieszczeniu panowała cisza. Nic dziwnego, gdy dowiadujemy się, że nas rzekomy wybawiciel to psychol. Uroki bycia naukowcem. - A właśnie Elesis. Załatwiłam ci trening na podwyższenie twoich umiejętności.
- Naprawdę?
- Tak. Możesz nawet zaraz zacząć trenować tylko się zgłosisz do niego.
- Podaj adres i od razu tam pójdę.
- Uważaj na psycholi po drodze. - rzuciłem jej, a ona popatrzała na mnie zirytowana.

Podczas spacerowania po Belder wpadliśmy na pomysł odwiedzenia jego laboratorium. Aż ciekawi mnie co tam ma. Raven odradzał tego, Ara też, podobnie Lorien ale ja spragniony przygód musiałem tam pójść. Rena się zgodziła, a Aisha się wahała aż w końcu postanowiła pójść. Udaliśmy się za miasto i faktycznie stał tam budynek. Stanęliśmy przed bramą i je otwarliśmy. Weszliśmy do środka. Pomieszczenie, w którym byliśmy było urządzone w przeróżne sprzęty, kapsuły, papiery na ziemi, narzędzia, wszystko. Mógłby zadbać o porządek. Idąc dalej trafiliśmy do kolejnego pomieszczenia. Ten był czysty i na regałach stały książki. Dużo książek. Weszliśmy do pokoju obok. W nim znajdował się komputer i gigantyczny ekran. Po bokach stały mniejsze monitory. Pełno kabli i planów jakiś. Podeszliśmy bliżej do stołu, czy tam panelu sterowania i przyjrzeliśmy się im. Na jednym z planów była narysowana i szczegółowo opisana jego broń. Pod nim były opisane zjawiska przemiany energii i jakieś inne prawa fizyki. To wyższa szkoła jazdy. Gdy my tak oglądaliśmy jego rzeczy nie zauważyliśmy kiedy wszedł do tego pomieszczenia.
- Czego tu szukacie? - zapytał i podszedł do nas z kubkiem.
- E, a tak tylko, chodzimy... - wyjąkała Rena.
- Ach, tak - odparł i postawił kubek na blacie. - Konkretnie czegoś chcecie?
- Co to jest? - zapytała Aisha i wskazała na plan, który oglądaliśmy.
- Kreska i kółko. Nie widać? Szczegółowy opis i zasada działania przekierowanej energii.
- Do tych twoich ataków to jest potrzebne?
- Ta. - Co ona kurde odwala. Od kiedy ona fizyką się interesuje?
- To my już pójdziemy. Prawda? - powiedziała Rena i spojrzała na nas. Kiwnęliśmy głowami i skierowaliśmy się do wyjścia.
- Długopis, ty w fioletowych włosach. - powiedział Add i podszedł do nas. Spojrzeliśmy na Aishe, która w dłoniach trzymała długopis. Po cholerę ona mu długopis zwinęła? Zeki spojrzała na nas z łzami w oczach, a potem na Adda.
- Mogę go sobie pożyczyć? - zapytała błagalnym tonem głosu. Co jej jest?
- Nie - i wyrwał z jej rąk długopis, a ona o mało co się nie rozryczała.
- ALE TO JEST LIMITOWANY DŁUGOPIS SERII CATSÓW, A JA GO NIE MAM.
- Co mnie to interesuje? Kup sobie.
- Ich już nie ma - odparła zapłakana. Nie wiedziałem, czy się śmiać z tego wszystkiego, czy co. Zakryłem twarz dłonią i kątem oka patrzałem na tą akcje. Rena z boku się śmiała, a on nie poruszony tym wszystkim wrócił do swoich zajęć.
- Chodź już - złapałem za jej ubrania i wytaszczyłem z pomieszczenia.
- Długopis... ja go chce... ja chce ten długopis...
Wyszliśmy na zewnątrz i wybuchnęliśmy śmiechem z Reną. Taka akcja. Rany, dawno się nie uśmiałem. Aisha cały czas zapłakana wydzierała się, że chce ten długopis. Wieczorem wróciliśmy do Sander i opowiedzieliśmy całą akcję. Reszta popłakała się z śmiechu, a czarodziejka wtulona w poduszkę patrzała na nas oburzona.
- On lubi koty, ja to czuje - wymamrotała i tak zakończył się nasz dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz