Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
sobota, 11 stycznia 2014
Wpis11
Razem z Chungiem robiliśmy dzienne misje. Czas szybko i przyjemnie mijał. Night świetnie sobie radził podczas walki z bossami. Ogólnie trochę dziwiło mnie, że jest tak spokojnie, aż za spokojnie. Nie rozmyślałem dłużej nad tym, bo nie potrzeby martwić się o coś czego się nie wie. Poszliśmy do Belder w odwiedziny do Vanessy. Elesis chciała z nią pilnie pomówić. Oczywiście część została w Sander, a część poszła do Belder. Niestety Ara wybrała Sander, bo w końcu to jej rodzinne miasto. Ach, a chciałem z nią pomówić i porobić kilka misji.
Popołudniu wróciłem do naszego tymczasowego mieszkania i czyściłem swój miecz, a maluchy się bawiły.
- Śnieżynka, wiesz co w świecie demonów słychać? - przeturlała się i usiadła rozbawiona.
- Jest dobrze. Ludność się cieszy, że udało się twój problem rozwiązać. Co prawda chcieliby byś został, ale skoro twoje miejsce jest na ziemi to... Night! - W tym momencie nasz żniwiarz ściągnął z jej głowy kokardkę i zaczął uciekać, a ona w pogoni za nim.
- Jak małe dzieci...
Zekira miała jakąś misje do zrobienia, wiec zbytnio nie było co robić. Udałem się do swojej podświadomości. Mroczny jak i Cornwell byli nadzwyczajnie cicho. Zapytałem ich, czy coś się stało. Odparli, że nic. Poprosiłem Bethrezena o małą pomoc w kontroli nad moją mocą. Wole nie mieć niemiłych doświadczeń podczas walki. Niestety, znaczna część ataków jest połączona z siłami demonicznymi. Z jednej strony fajnie, z drugiej jest to trochę kłopotliwe. Jednak myślę, że dzięki jego pomocy uda mi się nad tym w znacznej części zapanować.
Wieczorem wspólnie zjedliśmy kolację, a po niej rozmawiałem z Zeki. Opowiedziała mi o swojej misji i spotkaniu z Addem. Od razu coś się we mnie skręciło na jego imię. Ostrzegłem ją by uważała w jego pobliżu, a najlepiej go unikała, bo tu na szali stoi jej życie. Machnęła tylko ręką i powiedziała, że umie o siebie zadbać. Jak zawsze, że potem muszę jej pomóc.
Każdy dzień jest tak samo nudny, przynajmniej z rana. Czasem już rzygać się chce tymi misjami, ale ma to jeden plus. Hameling jak i Night będą mieli doświadczenia jakieś w walkach.
Przechadzając się po mieście z Lorienem, gadaliśmy o tym psychopacie. Powiedziałem mu, że Aisha się z nim widziała. Trochę się zmartwił, nic dziwnego w sumie. Jakiś czas później trafiliśmy na Kurai z gildii. Na widok artylerzysty jakby coś błysnęło w jej oczach. Ciekawe kiedy dojdzie do czegoś. Zostawiłem ich samych i udałem się na mały trening z Phantomem.
Wieczorem podczas kolacji nie było Zekiry. Zapytałem Elesis, czy coś wie na ten temat. Wzruszyła bezradnie rękami i pokręciła głową. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Minuty, godziny mijały a jej ciągle nie było. Dochodziła już druga w nocy! Co ona sobie wyobraża?! Jeśli ja ją znajdę u niego to chyba będę musiał ją bardziej pilnować. Zabrałem Rene i Ravena ze sobą, którzy na szczęście nie byli zajęci. Zadzwoniliśmy na dzwonek i czekaliśmy. Kilka chwil potem, brama się otworzyła i podbiegła do nas. Zapytałem ją na spokojnie, co ona sobie myśli zostawać na noc u niego. Nie obyło się bez przesłuchania tego... naukowca. Zapewniał, że nic jej nie zrobił i poprosił bym ją trzymał z dala od niego. Widać jej natura narzucania się dała się w znaki. Odparłem, że postaram się ją ograniczyć. Machnął ręką i zamknął bramę, a my wróciliśmy do domu. Podczas drogi i tak ją męczyłem, że jest idiotką i ma dać sobie z nim spokój. Zaczynam się o nią martwić. Co ona w nim takiego widzi, że leci do niego w każdej wolnej chwili? Gdy wróciliśmy, dalej rozmawialiśmy o tym i dowiedziałem się przy okazji jaki jest jej cel chodzenia tam. Chce go zmienić w dobrego człowieka. Ambitne plany, jednak dopóki on nie będzie tego chciał to może flaki wypruwać i nic nie osiągnie. Moje gadanie na nic się zdało, bo ona jest tak uparta, że jak raz postanowi to koniec. Dopnie swego bez względu na wszystko.
Postanowiłem dotrzymać słowa Addowi i trzymałem Zeki na krótkiej smyczy, że tak ujmę. Taka akcja wiązała się z tym, że musiałem z nią wszędzie łazić. Na swoje jak i jej misje. Lepiej tak, niż martwić się, czy coś się jej nie stanie. W sumie dość wesoło spędzało się te dni. Koniec końców byliśmy razem, a ona bardzo szczęśliwa.
Pewnego wieczoru przyszła do nas Elesis z wieściami o koniecznych badaniach. Niechętnie się udaliśmy do lekarza tego dnia, jednak dobrze, że poszliśmy. Podczas badań Zekiry, lekarz wykrył iż ma wstrzyknięty czip w okolicach karku. Trochę byliśmy zdenerwowani, skąd się u niej wziął. Po dłuższych namysłach odpowiedź była tylko jedna. To ten gnojek to zrobił.
Razem z Zeki i Ravenem poszliśmy do niego, bo teraz bez walki się nie obejdzie. Sama Aisha była trochę zakłopotana tym wszystkim, bo nie przypominała sobie niczego takiego. Mieliśmy szczęście, bo akurat chciał przekroczyć bramę do swojego laboratorium. Rzuciłem w jego stronę miecz, który z hukiem się wbił, a on odwrócił się w naszą stronę. Podszedłem do niego i zapytałem, co on sobie wyobraża robić to i ma natychmiast to ustrojstwo usunąć. Zaśmiał się tylko i wykpił nas, że po tylu dniach się zorientowaliśmy. Teraz mnie wkurzył do tego stopnia, że mu przyłożyłem i wyciągnąłem miecz. Ostatni raz rozkazałem mu wyciągnąć ten czip. Odmówił i zaatakował swoją bronią. Zrobiłem unik, jednak później czymś mnie uderzył, że na chwilę straciłem czucie w własnym ciele. Potem zaczął dalej atakować przy pomocy swojej broni i tej dziwnej energii. Nie miałem jak się od niego wyrwać, a gdy już mogłem coś zrobić kopnął mnie na tyle mocno, że o mało się nie zakrztusiłem własną krwią. Serie ciosów jakie mi wyprowadził były zbyt szybkie bym mógł tego uniknąć. Szybkość i siła jaką dysponował zaskoczyła mnie i przepłaciłem za to poważnymi obrażeniami. Ostatni jego kopniak posłał mnie kawałek dalej i złamałem ciężarem swojego ciała drzewo o które uderzyłem. Leżałem przez chwile w oszołomieniu, a gdy próbowałem się dźwignąć poczułem, jak ktoś nadepnął na mnie i potem słowa, że takie jest moje miejsce. Gość przegina i nawet nie wie z kim zaczyna. Odszedł potem, a Zekira krzyczała, żeby się opamiętaj i rzuciła na mnie zaklęcie regenerujące. Przez krótką chwilę słyszałem jej głos, a potem uderzenie i ciszę, a potem znowu jego głos. Czy on właśnie... ją uderzył? Wyzwoliłem swój mrok i dzięki jej sile wstałem i spojrzałem w jego oddalającą się sylwetkę. Rzuciłem się na niego i uderzyłem go z taką siła, że przeleciał przez bramę, prosto do swojego laboratorium. Otaczający mnie mrok zaczął leczyć moje rany. Podszedłem do zapłakanej Aishy i ją przytuliłem do siebie.
- Będzie dobrze. Zapłaci za to, co zrobił.
- Elsword, proszę...
- Nie zabiję go, przynajmniej nie teraz.
Odparłem i chwilę potem znalazł się obok nas. Odepchnąłem Zeki skrzydłem i zablokowałem jego atak Cornwellem. Zaśmiał się i dalej już toczyła się między nami ostra walka. Co chwile wymiany ciosów z mojej i jego strony. Jego szybkość jest niebezpieczna. Nie mogę dać się złapać, bo będzie po mnie. W trakcie walki dostrzegłem jedną dziwną rzecz. Gdy chciałem skontrować jego atak i przejść do własnych, jego dziwna tarcza go osłaniała i dawała możliwość wyprowadzenia ataku. Kilka razy się na to nadziałem. Posiada ciekawe umiejętności. Jestem pod wrażeniem. Gdy walka dobiegała końca i już miał zakończyć swoją serię ciosów jego tarcza się wyłączyła. Był w takim samym szoku co ja, ale potem się uśmiechnąłem do niego i powiedziałem, że to jego koniec. Przeszedł do zwykłego ataku bronią, jednak ja mu na to nie pozwoliłem i zablokowałem jego cios, a Cornwellem go zaatakowałem. Na koniec, podobnie jak on mnie wcześniej, kopnąłem go i runął na ziemię wraz z swoją bronią. Na tym przedstawienie się skończyło. Wyciszyłem swój mrok i kucnąłem obok niego. Zapytałem, czy usunie tę swoją zabawkę. Machnął ręką, a ja zawołałem Zeki. Chwile potem wyciągnął z niej czip i wróciliśmy do domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz