niedziela, 19 stycznia 2014

Wpis2


Mój plan był bardzo prosty. Repliki pierścionków zaręczynowych i udawanie, że jesteśmy razem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to Aisha się opamięta i to w błyskawicznym tempie. Tego samego dnia sobie już takie załatwiliśmy i już przy kolacji siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. Kolejnego dnia, podczas śniadania, zapytałem Arę, czy pójdzie ze mną na dzienne misję. Zgodziła się i wyszliśmy razem z pałacu trzymając się za ręce. Z tego co później mi Rena napisała, to Aisha o mało nie wysadziła urządzenia elektryczne piorunami. Gdyby nie zaczęła swoich zabaw to by do tego nie doszło. Całe dnie spędzałem w towarzystwie Ary. Trzeba przyznać, że jest bardzo sympatyczną dziewczyną. Wcześniej nie miałem okazji z nią przebywać częściej. Otwarta na ludzi i chętna do rozmów, praktycznie o wszystkim.

Dni mijały i już zaczęliśmy dostrzegać zazdrość naszej czarodziejki. Póki co idzie dobrze. Jak jej jest teraz tak źle, niech pędzi do swojego Add'a się wypłakać, a no tak zapomniałem. Przecież on jest w Belder albo jeden Stworzyciel wie gdzie. On i jego wieczne badania. Pewnego wieczoru Aisha przyszła do mnie i zapytała co to ma znaczyć. Spojrzałem na nią i zapytałem, o co jej chodzi. Od razu powiedziała z wielkim niezadowoleniem o moim związku z Arą. Wtedy wzruszyłem ramionami i zapytałem, jak się z tym czuje. Tylko ją to rozzłościło bardziej i krzyknęła, że ma ochotę ją zabić. Wtedy powiedziałem jej stanowczo, że właśnie tak się czułem, gdy ciągle nawijała o nim i pędziła do niego w podskokach. Wtedy coś ją ruszyło, bo już nie patrzała mi w oczy.
- Skoro tak bardzo wolisz jego ode mnie to idź, droga wolna. Ja sobie spokojnie znajdę inną za ciebie, a że Ara nie ma nic przeciwko byśmy byli razem to mi to odpowiada. Jest równie atrakcyjną dziewczyną jak ty.
Po tych słowach wyszedłem się przejść i wróciłem późno w nocy.

Jakiś czas później na rynek został wprowadzony nowy wierzchowiec. Tym razem z serii nazoidów, a dokładniej skuterek. Teraz się zorientowałem, o co Add'owi chodziło z projektem nowego mounta. Więc to jego dzieło... Trzeba przyznać, że ma głowę do tego. Nie za silny i nie za słaby. Drugi, typowo jezdny wierzchowiec. Chciałem go sobie kupić, ale jakoś odechciało mi się potem. Mam Coco i Hamelinga. Obydwa są dobre i więcej do szczęścia nie potrzebuje. Popołudniu, w towarzystwie Ary dyskutowaliśmy dalej o naszym planie. Powiedziałem jej już, jak Zeki się zachowuje, a ona dodała, że już zaczęła ją straszyć by się ode mnie odwaliła. Postanowiliśmy, że dopóki nie wybije sobie z głowy tego kretyna, to o mnie może zapomnieć. Co ciekawe, z czasem zauważyłem, że nasze więzi się bardziej zaciskają. Trzeba będzie z czasem stopnąć, by nie zrobić czegoś, czego potem się będzie żałowało.

Tydzień później Aisha się przełamała. Zaczęła zachowywać się tak, gdy się poznaliśmy, czyli wiecznie rozbawiona i pełna energii. Tak się jakoś złożyło, że w trójkę poszliśmy na Raid boss'a i jak na złość albo może i szczęście spotkaliśmy Add'a.
- Oho, patrzcie kogo tu przywiało - rzuciła Ara i wskazała na niego.
- Pana młodego geniusza i to z skuterkiem - odparłem obojętnie.
- Niech sobie ma. Jak go stać to sobie kupił - prychnęła Aisha i założyła ręce.
- Zakładam, że prędzej dostał jak kupił.
- Trudno. Niech się cieszy, ja mam inne problemy na głowie niż on. - Spojrzałem na nią i stuknąłem palcem kilka razy w głowę. - Czego ty chcesz?
- Dobrze się czujesz? Przecież to twój ukochany, nie?
- Chyba w twojej urojonej głowie, Elsword. Nie interesuje mnie on.
- Już cię nie interesuje? A TO CIEKAWE - rzuciłem i skierowaliśmy się do wyjścia.

Wieczorem z Arą omawialiśmy dzisiejszą akcję na Raidzie. Możliwe, że faktycznie już się nim nie interesuje, ale jeszcze trochę poczekamy. Lepiej mieć sto procent pewności.

Kilka dni później, Rena powiadomiła nas, że musi wrócić na jakiś czas do swojego domu, z powodu koniecznego treningu. Z tego co nam opowiadała, to po zakończonym treningu, jej ataki będą silniejsze i w końcu, w pełni będzie mogła używać siły natury elfów.
Elfka opuściła nas na jakieś, nie wiem, koło dwóch tygodni. Tak przynajmniej przewidywała.

Jakiś czas później, Aisha chciała ze mną porozmawiać. Oczywiście rozmowa miała tyczyć nas. Na samym początku rozmowy przyznała się do swoich błędów i zachowania, które mogło mnie denerwować. Następnie przeszła do użalania się nad sobą i tęsknotą za wspólnie spędzonymi czasami. Koniec końców, nie chciała się pogodzić, że jestem z Arą i zapytała mnie, czy jej wybaczę. Trudne pytanie w sumie. Niby zrobiliśmy to dlatego, żebym ją odzyskał, ale w głębi serca trochę szkoda mi Ary, bo jednak coś między nami się zrodziło. Nie chce jej zranić, ani Aishy, a pogrywanie na czyiś uczuciach jest podłe. Powiedziałem jej, że muszę to przemyśleć i podałem swój powód, czyli zachwianie zaufania wierności. Gdy wyszła z pokoju, ja udałem się do Ary i opowiedziałem jej całą rozmowę. Ucieszyła się na fakt, że już jej minęło, ale widać było, że posmutniała. Znormalizowanie Aishy wiąże się też rozstaniem z nią. Zapytałem jej, czy to w porządku tak robić. Z uśmiechem powiedziała, że wiedziała, że prędzej czy później się to skończy. Przypomniała swoje słowa z tamtego dnia. Ja i tak dalej nie byłem co do tego przekonany. Odparła, że o nią nie muszę się martwić, bo dalej można spędzać czas jak wcześniej tylko już nie tak jak przez te tygodnie. Na koniec mnie przytuliła i powiedziała, że i tak by odmówiła oficjalną moją prośbę o bycia z nią. Zapytałem, dlaczego. Powiedziała, że to przez to, iż moja sytuacja jest podobna do jej brata i by nie umiała znieść, gdyby straciła kolejną, ukochaną osobę. Ma rację... Podziękowałem jej za pomoc, a ona dorzuciła, że jeśli znowu bym czegoś potrzebował to mi pomoże.

Wróciłem do siebie i przemyślałem sobie to wszystko. Nie powiem póki co Aishy, że to była tylko zagrywka, ani nie powiem co postanowiłem. Na razie niech jest jak jest, czyli wolny strzelec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz