Kolejne dni spędziłem na zbieraniu mrocznej energii. Podczas jednego z wieczoru, przyszła do mnie przesyłka specjalna. Duże pudło, a w środku skuterek, który sam zaprojektowałem.
Przyglądałem się mu z każdej strony. Na zewnątrz wygląda tak jak chciałem, a wewnątrz... Rozkręciłem pojazd i sprawdzałem silnik, zasilanie i akumulator. Wszystko było dobrze zamontowane i zrobione. Tego samego wieczoru udałem się na małą przejażdżkę. Szybkość w normie, reagowanie na ruchy w porządku, działa laserowe działają jak należy. Zasięg jest większy niż obliczyłem, ale to nieważne. Siła, jaką zadaje jest w miarę normalna, więc teraz można śmiało jeździć i walczyć pojazdem. W końcu nie będę musiał zużywać mocy na Dynamo, by się gdziekolwiek dostać.
Wróciłem do Peity w środku nocy. Skierowałem się do swojego tymczasowego mieszkania. Gdy skierowałem się w stronę swojego pokoju, ta czarodziejka wyleciała na mnie z wrzaskiem, gdzie się podziewałem. Od kiedy to ja muszę mówić gdzie idę? Stałem przez chwilę i słuchałem jej kazania, ale jakoś mnie to nie ruszało.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?
- Hm? - spojrzałem na nią. - Powiedzmy, że tak. Przy okazji, skończyłaś już ten wykład? Zmęczony jestem - wejrzałem na zegarek i przeczesałem ręką włosy.
- Jesteś bezczelny. Szkoda czasu na gadkę z tobą. - rzuciła i zdenerwowana skierowała się na górę, a ja za nią, bo na górze mamy pokoje.
- To po co w ogóle zaczynałaś? Nie przypominam sobie byśmy ustalili, że informujemy siebie nawzajem co, gdzie i kiedy robimy.
- Jak widać, trzeba było od tego zacząć. Wiesz, są tacy co się martwią o innych towarzyszy.
- Nie obchodzi mnie to. Nie potrzebuje niczyjej troski ani zainteresowania. - weszliśmy na górę i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie wydaje mi się.
Otwarła drzwi do swojego pokoju i zamknęła się w nim, a ja udałem się do swoich czterech ścian. Ciekawe, co jeszcze mnie spotka zanim osiągnę swój cel. Rany, ale to wkurzające.
Kolejnego dnia znowu patrolowaliśmy teren i gdy napotkaliśmy demony, zabijaliśmy je, a ja zbierałem ich energię. Już miałem chyba z cztery fiolki. Muszę spytać Alvara, ile jeszcze potrzeba tego. Gdy wracaliśmy, artylerzysta zapytał po co zbieram tę moc demonów. Odparłem, że nie jego interes. Dziewczyna od razu uderzyła mnie w ramię i obrażona szła przed nami. Zastanawiam się, czy wszystkie czarodziejki są takie irytujące.
Popołudniu udałem się do Alvara i położyłem mu na stole wszystkie fiolki co miałem. Zapytałem, czy tyle wystarczy. Odmierzył zawartość każdej z nich i odparł, że powinno starczyć. Teraz czas skonwertować tę moc w Kamień Księżycowy. Alchemik poszedł po kilka narzędzi, a ja obracałem w dłoniach fiolkę i przyglądałem jej zawartości. Po kilku minutach, Alvar postawił na stole dwa urządzenia i wytłumaczył, co mam zrobić. W trakcie tłumaczenia, do namiotu wszedł Lento i zapytał co robimy. Jego kolega odparł, że udało mi się zebrać już wystarczającą ilość mrocznego Eldrytu by ulepszyć Nasod Armor. Przyglądał mi się przez chwilę i potem spojrzał na chłopaka. W końcu wydusił z siebie, że nie powinienem ulepszać Nasod Armor i ma mi nie pomagać. Alvar spojrzał na niego zdziwiony, a ja zmierzyłem go pełnym gniewu spojrzeniem. Podszedłem do niego i aktywując NA przyłożyłem mu na tyle skutecznie, że wyleciał z namiotu i leżał kawałek dalej. Wyszedłem z pomieszczenia i skierowałem się w jego kierunku, szykując pięść do uderzenia. Lento zbierał się z ziemi, jednak szybkim ruchem uniemożliwiłem to i z całej siły uderzyłem go w klatkę piersiową. Wbił się do ziemi, a ja dalej z siłą co miałem, wgniatałem go w nią. Z nacisku siły jaką posiadałem, zniszczyłem jego zbroję. Gdy tylko usłyszeliśmy pęknięcie zaśmiałem się i spojrzałem na niego z chęcią mordu. Dookoła zebrała się grupa gapiów, która obserwowała całe te zdarzenie.
- No, Lento, może mam zgnieść ci płuca? Albo może wyrwać serce? Co ty na to? - wybuchnąłem śmiechem i z radością patrzałem na jego wystraszoną twarz. - Mowę ci odjęło? Hahaha. - Wstałem z niego i przyłożyłem buta do jego twarzy. - Nie mieszaj się do nie swoich spraw dupku albo pożegnasz się z tym światem. Nie słyszałeś co robię z takimi ścierwami jak ty?
Kopnąłem go kilka razy i skierowałem się z powrotem do namiotu. Gdy już miałem wchodzić spojrzałem na tych gapiów, którzy szybko się ulotnili z miejsca zdarzenia. Wróciłem do pomieszczenia w którym był Alvar i kontynuował to co wcześniej mi mówił. Tylko teraz jego głos drżał. Po zakończeniu zostawił mnie samego, a ja zająłem się konwertowaniem mrocznego El w Księżycowy Kamień.
Późno w nocy udało mi się ukończyć zadanie. Księżycowy Kamień emanował niebieskim światłem. Schowałem go do pudełka i wróciłem do swojego pokoju.
Obudziłem się kolejnego popołudnia, a to tylko przez te czarodziejkę, która kazała mi wstawać w trybie natychmiastowym. Powiedziałem jej by spieprzała z mojego pokoju, a ta uderzyła mnie poduszką, mówiąc, że mamy zadanie i mam jej wytłumaczyć wczorajszą akcję z Lentem. Przycisnąłem poduszkę do głowy by stłumić jej skrzekliwy głos. Z czasem już miałem tego dość. Wstałem, wziąłem ją za rękę i wyrzuciłem z pokoju. Zamknąłem się na klucz i wróciłem dalej do spania. Jeszcze przez jakiś czas waliła w drzwi, ale później odpuściła.
Wieczorem zająłem się praktycznym wykorzystaniem mocy tego kamienia do Nasod Armor. Po kilku godzinach udało się całą moc kamienia przekierować do mojej broni i tym sposobem ukończyłem to nad czym pracowałem. Czułem, że NA stało się mocniejsze i tym samym wytrzymalsze. Jutro sprawdzi się do czego jest zdolne.
Wyruszyliśmy na misję pozbycia się nieproszonych gości. Grupka demonów szykowała się do ataku na Peite. Byli oddaleni od miasta koło dziesięć kilometrów. Gdy kierowaliśmy się w ich kierunku powiedziałem moim towarzyszom, by trzymali się z daleka, bo chce sprawdzić moją nową broń. Stanowczo odmówili, a ja na koniec dodałem, że jak wpakują się w moje ataki to ich wykończę tak, jakby byli moimi wrogami. Nie ruszyło ich to zbytnio. Czarodziejka odparła, że nie zabiję ich.
Dotarliśmy do naszego celu. Aktywowałem DP system i tym samym Nasod Armor. Ruszyłem na przeciwników i każdego, bez wyjątku pozbywałem się bez problemów. Dostrzegłem, iż ataki NA zabierają mniejszą ilość DP oraz, że ich siła znacznie wzrosła. To mi się podoba. Jeden za drugim padali. Kilka demonów chciało zaatakować mnie od tyłu, jednak automatycznie zbroja się aktywowała i miałem możliwość wyprowadzenia swoich ataków. Teraz mogłem serię ataków pięściami robić praktycznie w nieskończoność. Wyczyściliśmy teren i zadowolony z ulepszonej broni wróciliśmy do miasta.
Wieczorem udałem się do Lenta i Alvara. Oznajmiłem im, że wracam do Belder. Zdobyłem, co chciałem, więc nic mnie tu nie trzyma. Alvar życzył mi powodzenia z nowa bronią, a Lento dodał bym sumiennie i rozsądnie używał nowej broni. Rzuciłem mu, że z chęcią na nim rozsądnie jej użyje. Zaśmiał się i pożegnaliśmy się.
Wróciłem do mojego laboratorium i w nim planuje przez kolejne dni trenować nowe umiejętności i ataki.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz