Obudziłem się wcześnie rano. Obok mnie spała Zeki, nie miałem serca, by ją budzić. Ucałowałem ją w policzek i doprowadziłem siebie do porządku. Zanim wyszedłem z pokoju pogłaskałem ją po głowie, a następnie zszedłem na dół. Dziś jest ostatni dzień tego roku, a to oznacza, że... Przechodziłem przez hol, salon i dawałem zadania pracownikom co spotkałem. Kazałem im przygotować pokoju koło mnie dla Zeki, nie ma mowy by nadal mieszkała z tamtymi laskami. Od dziś mieszka ze mną, a jak się który do niej dobierze to martwy na miejscu. na dole w salonie, w fotelu Śnieżynka bawiła się kokardką z ubrania i ogonami. Przywitała mnie radośnie i zapytała jak minęła mi noc. Nagle się zaczęła interesować co robię. Zmierzyłem ją tylko spojrzeniem, zaśmiałem i razem z nią udałem się do jadalni. Kazałem Emili by zajęła się wszystkim i jak Aisha wstanie powiedziała, że idę zająć się swoimi obowiązkami. Przytaknęła i podczas posiłku rozmawialiśmy o moim związku.
Podczas zaliczeń Henira, zadziwiła mnie ostatnia grupa i umiejętności dwóch ludzi z tej samej gildii. Pierwszy raz widziałem by tak szybko szło przejść zmagania Glave. Jak widać nie ma rzeczy niemożliwych. Podziękowaliśmy sobie nawzajem wspólnej zabawy i wraz z Śnieżynką skierowaliśmy się do gildii. W środku było nadzwyczajnie głośno i widać było że szykują pomieszczenie do imprezy. Spotkałem tam Rene i rozmawiałem z nią na ten temat. Cała zabawa zaczyna się o 19 a kończy wczesnym rankiem. Zapowiada się interesująco. Spytałem czy tylko nasza gildia czy będą goście. Kiwnęła głową i powiedziała, że Gaia chciała z nami świętować koniec roku. No coś takiego. Podczas dalszej rozmowy Yuri się wtrąciła i powiedziała więcej odnośnie Gai i tego dlaczego chcą z nami się bawić. Mnie tam pasuje im więcej tym lepiej. Już wszystko było załatwione kto co przygotowuje. Mało tego Raven powiedział mi, że kilka minut po tym jak przyszedłem, dostałem list, który leży w moim gabinecie. Od razu tam poszedłem i przeczytałem. List był od samego władcy, w którym pisał iż dziś wszystkie gildie mają wolne. Zero misji, lepiej być nie mogło. Zszedłem na dół i oznajmiłem to reszcie, radość z ich strony była nie do opisania. Zostawiłem ich tu by dalej przygotowywali się do wieczoru, a ja udałem się do Loriena. Podczas drogi ujrzałem na tablicy plakat o tym, iż ci którzy nie mają gildii albo chcą wspólnie po świętować to na placu władcy będzie też impreza, a o północy będzie pokaz sztucznych ogni.
Dawno z nim nie rozmawiałem, więc ucieszył się na mój widok. Spędziliśmy trochę czasu na rozmowie o dzisiejszej imprezie, tego co się wydarzyło przez ten rok oraz o naszych dziewczynach. Wszystko się ułożyło po części. Dziś impreza, jutro trzeźwienie, a pojutrze rozpoczęcie misji w Sandri. Potem wróciłem do domu, gdzie czekała na mnie Zeki, która wylegiwała się na kanapie czytając książkę. Podszedłem do niej, zabrałem książkę i ucałowałem w usta. Zawiesiła się na szyi, objąłem ją, dźwignąłem z kanapy i przytuliłem do siebie. Po przywitaniu się z nią dała mi pstryczek w czoło i narzekała, że ją rano zostawiłem. Tak, jak zawsze ja jestem ten zły. Podrażniłem się z nią i na końcu oznajmiłem, że dziś wieczorem, w gildii będzie impreza. Ucieszyła się gdy to usłyszała, a gdy jej powiedziałem, iż od dziś mieszka ze mną, przytuliła się tak mocno, że o mało mi karku nie połamała. Wraz z kilkoma moimi służącymi poszła do siebie spakować się, a ja siedziałem na parapecie w oknie. Obok mnie siedziała Śnieżynka i wcinała jabłko.
-Już za niedługo czeka nas duże wyzwanie.
-W rzeczy samej. Oby wszystko gładko poszło i w końcu zakończył sprawę z Ranem.
-A co zrobimy jak się wyda? - spojrzała na mnie i wzięła do ust duży kawałem owocu, że wyglądała tak śmiesznie, że zakryłem usta dłonią by nie widziała, że się śmieje.
-Nie wyda. Avalac dopilnuje by nie wykryto moich demonów i ja mu ufam.
-Anjdasifjasifja - spojrzałem na nią.
-Zjedz potem mów. - przełknęła i rzuciła w moją stronę jabłkiem. Złapałem i sam ugryzłem kawałek.
-Udław się. - otarła ręce i buźkę. - A co z Issą? Ostatnio dała ciała i Lorien ją widział.
-Issa już wie, że ma się pilnować. Pozostaje tylko czekać na ruch Rana. - siedzieliśmy przez kilka minut w ciszy. - Przekaż Avalacowi co i jak oraz to że ma wycofać demony w pobliżu Sandri i Hamel. - kiwnęła głową i udała się do świata demonów. Kilkanaście minut potem wróciła Aisha i powoli wypakowywała swoje rzeczy w swoim nowym pokoju, a później przygotowywała się do imprezy.
Wieczorem udaliśmy się do gildii. Ja w swoim Glacialu bez acc i broni, a Zeki w długiej czerwonej spódnicy bez ramiączek, czarnych szpilkach, włosy spięte w kok, z niewielka ilością makijażu. Przed wejściem stali członkowie naszej oraz Gai gildii rozmawiając. Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. No kawał dobrej roboty odwalili ludzi. Miejsce było idealnie przygotowane do imprezy, pełno jedzenia, picia i alkoholu. Rozejrzeliśmy się za resztą paczki i w oddali dojrzeliśmy Arę, która rozmawiała z Sylphem. Podeszliśmy do nich i wkręciliśmy się w rozmowę. Co chwile ktoś się ze mną witał, gratulował awansu, dziewczyny i inne. Z czasem pojawił się Zorrin, który będzie odpowiadać za muzykę dziś. Pogadaliśmy chwile, potem przywitałem z Carolin i zabawa się zaczęła. Po jakimś czasie znaleźliśmy wolne miejsce przy stole i tam cała nasza paczka się zebrała. Gadaliśmy w najlepsze, a potem ruszyliśmy na podbój parkietu. Czas szybko i przyjemnie płynął. Wszyscy świetnie się bawili, a gdy zbliżała się godzina dwunasta wyszliśmy na zewnątrz. Odliczaliśmy do dwunastej, a potem uczciliśmy początek nowego roku. Do białego rana bawiliśmy się, a potem c,i którzy byli w stanie wrócić do domu wracali, a ci co nie byli w stanie zostawali.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
poniedziałek, 31 grudnia 2012
sobota, 29 grudnia 2012
Wpis5
Udałem się do gildii zobaczyć jak sobie ludki radzą. Na szczęście są grzeczne i robią misje bez zbędnych problemów. Nie przeszkadzałem im i zająłem się sobą jak. Najpierw Henir z Śnieżynką. Pierwsze dwa zaliczania szły szybko, a potem zaczęła się buntować, że więcej nie pójdzie. Usiadła obrażona na cały świat, na ławeczce, obok Glave. Przez kilka minut kłóciliśmy się o to, jednak z czasem doszliśmy do porozumienia. Będzie ze mną chodzić na Henie i sekrety jeśli kupię jej kurtkę z wczoraj co widziała. Mieć dziewczynę u boku to tylko wydatki. Co prawda zimno się zrobiło, chyba wkrótce będzie prószyć śniegiem. Ale wróć, idziemy przecież do Sandri, miasta położonego na pustyni... Co prawda za kilka dni, ale niech już jej będzie.
Kilka godzin później, na arenie treningowej spotkałem Arę. W sumie nic o niej nie wiem, poza tym co Zeki mi powiedziała i ona sama wtedy. Ciekawi mnie jak ona walczy... Zakradłem się do Camilli i zgadałem ja, a potem zapytałem czy mogę popatrzeć jak nasza nowa towarzyszka trenuje. Zgodziła się, bo miała dużo roboty papierkowej, więc zostawiła mnie. Zadowolony przyglądałem się co potrafi. Zaskoczyła mnie, perfekcyjnie posługuje się swoją bronią i te wszystkie atak. Choćby ja i Cornwell. Umiejętności też interesujące, dystansowe i wręcz. Nie chciałbym z nią walczyć, bo miałbym spore kłopoty. Przy okazji, jak Camilli nie było, przejrzałem na szybko, co inni porabiają na innych arenach. W niektórych przypadkach pozostawiłem to bez komentarza. Chwile potem dostałem w głowę dziennikiem i ochrzaniła mnie za podglądanie innych. Rzuciłem jej by czasem sprawdzała, co niektórzy "trenują' na arenach, po czym z Śnieżynką oddaliśmy się kawałek dalej. Z braku zajęć obejrzałem kilka walk oficjalnych. Niektórzy z niższa rangą przebijają tych z wyższą o głowę. Dziwi mnie, że ci uzdolnieni są niże,j a te bezmózgi wyżej. Świat jest niesprawiedliwy. Przeszedłem na sale obok gdzie toczą się walki 1v1. Tam to jest walka na śmierć i życie. Tak było i w tym przypadku. Ledwo co wszedłem, a już wynosili dwójkę wojowników. W lepszym stanie wychodzą czarodziejki jak wojownicy. Spotkałem tam Zorinna oraz ku mojemu zdziwieniu Noah. Myślałem, że tylko tamta trójka będzie, a tu proszę największa z EM odwiedziała Hamel. Podszedłem do nich i rozmawialiśmy o obecnej sytuacji. Oczywiście nie obyło się za moimi plecami pisków, śmiechów oraz dokuczania przez dwójkę znajomych. Faktycznie zostanę w domu, albo założę jakiś inny avatar, bo to jest paranoja. Pożegnałem się z nimi i skierowałem do wyjścia. Śnieżynka zaczęła marudzić, że na zewnątrz nie wyjdzie. Powiedziałem jej, że jak nie ruszy się, to ja będę odwlekać z kupnem dla niej tej kurteczki aż do misji. Z wielkim grymasem, grzecznie, u mojego boku szła tam gdzie ja, czyli do domu. Podczas drogi spotkałem Zeki, która wychodziła od Daisy, pewnie znowu musiała jej czymś pomagać. Ucieszyła się na mój widok i od razu do mnie podbiegła przytulając się. Miała na sobie komplet Ibelluen, a na górę zarzucony długi biały płaszcz z kapturem. Dźwignąłem jej podbródek i ucałowałem w usta. Zadowolona, razem ze mną wróciła do domu.
Wieczór mijał spokojnie. Przez długi czas siedzieliśmy razem przy kominku, od którego emanowało ciepłe powietrze. Zeki siedziała mi na kolanach, jedną rękę miała wplecioną w włosy, a drugą opartą o klatkę piersiową. Ja natomiast obejmowałem ją jedną ręką, a drugą wodziłem po jej udzie, biodrze, plecach, muskając ją przy tym wargami po szyi i policzku. Teraz jedyne czego chciałem to ją, zadowolić ją jak najlepiej potrafiłem. Od czasu do czasu drażniliśmy się słownie i kończyło się to na pocałunku. Jej miękkie, ciepłe i słodkie usta mogłem całować cały czas, a i tak było mi mało. Z czasem przeliśmy z pozycji siedzącej do leżącej. Wodziła ręką po plecach, a drugą głaskała po głowie, gdy ja ją całowałem i pieściłem. Jej ciche wzdychanie i przyśpieszone bicia serca wystarczyło by wiedzieć, że tego właśnie teraz chce, podobnie jak ja. Położyłem głowę na jej klatce piersiowej, jedną rękę miałem w jej włosach a drugą gładziłem po jej ramieniu. Kilka chwil potem dotknęła moją dłoń swoją dłonią, która była zimna. Od razu złapałem ją za nią i trzymaliśmy razem.
-Wiesz, że Cię bardzo kocham misiek? - zapytała cichutko, nadal głaszcząc mnie po głowie.
-Wiem i wiem też, jak bardzo lubisz gdy się Tobą zajmuję.
Dźwignąłem głowę i przysunąłem się bliżej by ją znowu pocałować. Niby taki zwykły pocałunek, a rodzi tyle emocji, zwłaszcza gdy nasze języki są splecione właśnie wtedy i trwa to dłużej niż zwykle. Zacisnęła mocniej swoją rękę, którą trzymałem i poruszyła się tak jakby chciała uwolnić się ode mnie, jednak nie o to jej chodziło. Od razu zorientowałem się czego chce. Przerwałem pocałunek i dotykałem wargami jej ust. Zapytałem czy tego teraz chce. Usłyszałem ciche tak i to mi wystarczyło. Wstałem z niej, wziąłem na ręce i skierowałem do swojego pokoju, gdzie tam pierwszy raz, z dziewczyną, której powierzyłem swoje serce, samego siebie kochałem się z nią.
Kilka godzin później, na arenie treningowej spotkałem Arę. W sumie nic o niej nie wiem, poza tym co Zeki mi powiedziała i ona sama wtedy. Ciekawi mnie jak ona walczy... Zakradłem się do Camilli i zgadałem ja, a potem zapytałem czy mogę popatrzeć jak nasza nowa towarzyszka trenuje. Zgodziła się, bo miała dużo roboty papierkowej, więc zostawiła mnie. Zadowolony przyglądałem się co potrafi. Zaskoczyła mnie, perfekcyjnie posługuje się swoją bronią i te wszystkie atak. Choćby ja i Cornwell. Umiejętności też interesujące, dystansowe i wręcz. Nie chciałbym z nią walczyć, bo miałbym spore kłopoty. Przy okazji, jak Camilli nie było, przejrzałem na szybko, co inni porabiają na innych arenach. W niektórych przypadkach pozostawiłem to bez komentarza. Chwile potem dostałem w głowę dziennikiem i ochrzaniła mnie za podglądanie innych. Rzuciłem jej by czasem sprawdzała, co niektórzy "trenują' na arenach, po czym z Śnieżynką oddaliśmy się kawałek dalej. Z braku zajęć obejrzałem kilka walk oficjalnych. Niektórzy z niższa rangą przebijają tych z wyższą o głowę. Dziwi mnie, że ci uzdolnieni są niże,j a te bezmózgi wyżej. Świat jest niesprawiedliwy. Przeszedłem na sale obok gdzie toczą się walki 1v1. Tam to jest walka na śmierć i życie. Tak było i w tym przypadku. Ledwo co wszedłem, a już wynosili dwójkę wojowników. W lepszym stanie wychodzą czarodziejki jak wojownicy. Spotkałem tam Zorinna oraz ku mojemu zdziwieniu Noah. Myślałem, że tylko tamta trójka będzie, a tu proszę największa z EM odwiedziała Hamel. Podszedłem do nich i rozmawialiśmy o obecnej sytuacji. Oczywiście nie obyło się za moimi plecami pisków, śmiechów oraz dokuczania przez dwójkę znajomych. Faktycznie zostanę w domu, albo założę jakiś inny avatar, bo to jest paranoja. Pożegnałem się z nimi i skierowałem do wyjścia. Śnieżynka zaczęła marudzić, że na zewnątrz nie wyjdzie. Powiedziałem jej, że jak nie ruszy się, to ja będę odwlekać z kupnem dla niej tej kurteczki aż do misji. Z wielkim grymasem, grzecznie, u mojego boku szła tam gdzie ja, czyli do domu. Podczas drogi spotkałem Zeki, która wychodziła od Daisy, pewnie znowu musiała jej czymś pomagać. Ucieszyła się na mój widok i od razu do mnie podbiegła przytulając się. Miała na sobie komplet Ibelluen, a na górę zarzucony długi biały płaszcz z kapturem. Dźwignąłem jej podbródek i ucałowałem w usta. Zadowolona, razem ze mną wróciła do domu.
Wieczór mijał spokojnie. Przez długi czas siedzieliśmy razem przy kominku, od którego emanowało ciepłe powietrze. Zeki siedziała mi na kolanach, jedną rękę miała wplecioną w włosy, a drugą opartą o klatkę piersiową. Ja natomiast obejmowałem ją jedną ręką, a drugą wodziłem po jej udzie, biodrze, plecach, muskając ją przy tym wargami po szyi i policzku. Teraz jedyne czego chciałem to ją, zadowolić ją jak najlepiej potrafiłem. Od czasu do czasu drażniliśmy się słownie i kończyło się to na pocałunku. Jej miękkie, ciepłe i słodkie usta mogłem całować cały czas, a i tak było mi mało. Z czasem przeliśmy z pozycji siedzącej do leżącej. Wodziła ręką po plecach, a drugą głaskała po głowie, gdy ja ją całowałem i pieściłem. Jej ciche wzdychanie i przyśpieszone bicia serca wystarczyło by wiedzieć, że tego właśnie teraz chce, podobnie jak ja. Położyłem głowę na jej klatce piersiowej, jedną rękę miałem w jej włosach a drugą gładziłem po jej ramieniu. Kilka chwil potem dotknęła moją dłoń swoją dłonią, która była zimna. Od razu złapałem ją za nią i trzymaliśmy razem.
-Wiesz, że Cię bardzo kocham misiek? - zapytała cichutko, nadal głaszcząc mnie po głowie.
-Wiem i wiem też, jak bardzo lubisz gdy się Tobą zajmuję.
Dźwignąłem głowę i przysunąłem się bliżej by ją znowu pocałować. Niby taki zwykły pocałunek, a rodzi tyle emocji, zwłaszcza gdy nasze języki są splecione właśnie wtedy i trwa to dłużej niż zwykle. Zacisnęła mocniej swoją rękę, którą trzymałem i poruszyła się tak jakby chciała uwolnić się ode mnie, jednak nie o to jej chodziło. Od razu zorientowałem się czego chce. Przerwałem pocałunek i dotykałem wargami jej ust. Zapytałem czy tego teraz chce. Usłyszałem ciche tak i to mi wystarczyło. Wstałem z niej, wziąłem na ręce i skierowałem do swojego pokoju, gdzie tam pierwszy raz, z dziewczyną, której powierzyłem swoje serce, samego siebie kochałem się z nią.
piątek, 28 grudnia 2012
Wpis4
Dziś pierwszy dzień w nowym avatarku. Gdy już się ubrałem obudziłem Śnieżynkę, by już powoli nabierała sił na dzisiejsze Henie. W osłupieniu usiadła i przyglądała się mi. Po kilku minutach powiedziała, że wyglądam jak książę z bajki. Miło... jednak szybko sprowadziłem ją na ziemię i kazałem pośpieszyć, bo chce szybko załatwić co trzeba, a potem na pvp, bo dawno nie byłem. Na dole każdy doznawał takiego samego szoku co Śnieżynka, no choćby człowieka nie widzieli w nowym ubraniu. Najlepsza i tak była Emila, która kazała mi na siebie uważać, bo mogą na mnie napadać bandy dziewczyn. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów tak mogłem sobie porozmawiać z pracownikami, na wesoło. Jak już sobie pogawędziłem udałem się do salonu, gdzie czekała na mnie paczka. Zapytałem kto ją przysłał i jedyne co wiem to nagroda na dłuższy czas, a potem ma wrócić z powrotem. Ciekawe co to w ogóle jest. Otwarłem i w środku znajdował się avatar broni do mojego nowego kompletu. Szczęście sprzyja lepszym. Ucieszyłem się i sprawdziłem czy dobrze będzie mi się tym walczyć, bo niektóre avatary to porażka. Podczas testowania, na dół zeszła Zekira, która zaniemówiła na mój widok i patrzała z niedowierzaniem.
-Widzę reakcja jak u innych. - oparłem miecz o stół, podszedłem do niej i objąłem. - Może być?
-Może być?! Widziałeś Ty siebie w lustrze?! - położyła ręce na torsie i delikatnie pocałowała w usta. - Wyglądasz jakby z bajki Cię wycieli. - uśmiechnąłem się do niej i założyłem jej grzywkę za ucho.
-To w takim razie jestem Twoim rycerzem z bajki.
-Nie, - zawiesiła ręce na szyi i przytuliła się nie odrywając naszego spojrzenia. - Jesteś moim księciem, któremu nie pozwolę nigdzie wyjść.
-To będzie z tym problem. Wiesz Zekuś, że mam trochę pracy. - oparła głowę o obojczyk i wplotła ręce w włosy.
-Nie obchodzi mnie to, ja chce mieć dziś Ciebie cały czas tylko dla siebie.
-Będziesz miała jak załatwię co muszę.
-Nie.
Odparła obrażona jak małe dziecko. Z nią się nie da rozmawiać, trzeba posługiwać się innymi metodami. Dłonią dźwignąłem jej podbródek i pocałowałem w jej usta. Trwaliśmy tak przez dłuższy czas rozkoszując się pocałunkiem. W międzyczasie wodziłem rękami po jej ciele, całowałem po szyi, policzku, uchu aż w końcu uległa całkowicie i zgodziła się bym poszedł zająć się sprawami co mam. Obiecałem jej, że jak wrócę to zajmę się nią należycie.
Henir szybko poszedł trafiły się dziś takie grupy, że aż pozazdrościć. Po ukończeniu przechodziłem przez ulicę Hamel w kierunku areny pvp. Teraz zdałem sobie sprawę że zimno jest na zewnątrz. Śnieżynka cała się trzęsła, aż wskoczyła na ramię i wtuliła do kożucha. Powiedziałem jej, że gdy wrócimy ma iść do świata demonów po coś cieplejszego do ubrania. Akurat wole uniknąć jakiś chorób czy Stworzyciel jeden wie co. W budynku, gdzie odbywają się walki było ciepło, więc już nie musiałem się martwić o małą. Zeskoczyła i szła przy mnie do barierek. Obejrzeliśmy z kilka walk a potem sam dałem na losowanie. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam wyzwanie podczas walki. Przez moment myślałem, że przegram ale udało się wygrać. Po x walkach łatwiejszych bądź trudniejszych poszedłem na koło trzy walki 3v3. Było pełno emocji, jednak wygrana i tak należała do grupy z którą walczyłem. Po długich zabawach udałem się w drogę powrotną do domu. Podczas niej spotkałem Arę, która przeglądała bronie w sklepie. Podszedłem do niej i przywitałem się. Trochę wystraszona zrobiła to samo po czym zaczęliśmy rozmawiać o Hamel, wojownikach, jej stylu walki, misji, Sandri i masy innych. Trzeba przyznać, że jest towarzyską duszyczką. Początkowo bała się rozmawiać o czymkolwiek, ale potem się przelatała i tak zleciało trochę czasu. A się mi oberwie~
Wieczorem jak wróciłem stało się tak jak myślałem. Najpierw Zeki z radością mnie powitała, a potem zaczęła się wydzierać. W sumie norma. Siedzieliśmy na kanapie, a ja już znudzony oparłem się łokciem o brzeg siedzenia i kiwałem tylko głową, że rozumiem co mówi.
-Jesteś bezczelny wiesz! Ja tu mówię do Ciebie!
-Słucham przecież. - ziewnąłem i spojrzałem na zegarek. Dochodziła 22. - Ile jeszcze będziesz prawić kazanie?
-Ja Ci dam kazanie! Co już chcesz iść do siebie i mieć spokój ode mnie?!
-Wiesz w sumie planowałem coś innego ale jak tak bardzo chcesz i zależy Ci na tym, bym odpoczął to pójdę. - wstałem, rozciągnąłem się, odwróciłem się do niej, pocałowałem na pożegnanie i skierowałem do drzwi wyjściowych z salonu.
-A co takiego niby planowałeś co? - wstała i oparła się o drugi brzeg kanapy.
-Ciekawość zżera nie? - uśmiechnąłem się do niej wrednie, a ona już zacisnęła ręce w pięści. - Powiedzmy, że chciałem zapewnić i sobie i Tobie trochę przyjemności no ale... mam iść to idę. - spojrzałem na nią katem oka i założyłem ręce. Jej gniew minął natychmiastowo i podeszła do mnie. Przytuliłem ją do siebie wplatając lewą rękę w jej włosy. Jej ręce spoczywały na moich plecach, a ona bardziej do mnie przyległa. Musnąłem wargami jej szyję i gdy tylko odchyliła lekko głowę do tyłu zacząłem ja rozpieszczać na swoje sposoby i trwało to do później godziny. Znowu musiałem uważać by czasem nie posunąć się za daleko. Podczas takich przyjemności z nią człowiekowi przechodzi przez głowę myśl by zrobić coś więcej, jednak ja po części tego chce tylko w czym problem? Nieważne, co ma być to będzie w swoim czasie, albo wtedy gdy już nie będę umiał się oprzeć tej przyjemności kochania się z nią.
-Widzę reakcja jak u innych. - oparłem miecz o stół, podszedłem do niej i objąłem. - Może być?
-Może być?! Widziałeś Ty siebie w lustrze?! - położyła ręce na torsie i delikatnie pocałowała w usta. - Wyglądasz jakby z bajki Cię wycieli. - uśmiechnąłem się do niej i założyłem jej grzywkę za ucho.
-To w takim razie jestem Twoim rycerzem z bajki.
-Nie, - zawiesiła ręce na szyi i przytuliła się nie odrywając naszego spojrzenia. - Jesteś moim księciem, któremu nie pozwolę nigdzie wyjść.
-To będzie z tym problem. Wiesz Zekuś, że mam trochę pracy. - oparła głowę o obojczyk i wplotła ręce w włosy.
-Nie obchodzi mnie to, ja chce mieć dziś Ciebie cały czas tylko dla siebie.
-Będziesz miała jak załatwię co muszę.
-Nie.
Odparła obrażona jak małe dziecko. Z nią się nie da rozmawiać, trzeba posługiwać się innymi metodami. Dłonią dźwignąłem jej podbródek i pocałowałem w jej usta. Trwaliśmy tak przez dłuższy czas rozkoszując się pocałunkiem. W międzyczasie wodziłem rękami po jej ciele, całowałem po szyi, policzku, uchu aż w końcu uległa całkowicie i zgodziła się bym poszedł zająć się sprawami co mam. Obiecałem jej, że jak wrócę to zajmę się nią należycie.
Henir szybko poszedł trafiły się dziś takie grupy, że aż pozazdrościć. Po ukończeniu przechodziłem przez ulicę Hamel w kierunku areny pvp. Teraz zdałem sobie sprawę że zimno jest na zewnątrz. Śnieżynka cała się trzęsła, aż wskoczyła na ramię i wtuliła do kożucha. Powiedziałem jej, że gdy wrócimy ma iść do świata demonów po coś cieplejszego do ubrania. Akurat wole uniknąć jakiś chorób czy Stworzyciel jeden wie co. W budynku, gdzie odbywają się walki było ciepło, więc już nie musiałem się martwić o małą. Zeskoczyła i szła przy mnie do barierek. Obejrzeliśmy z kilka walk a potem sam dałem na losowanie. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam wyzwanie podczas walki. Przez moment myślałem, że przegram ale udało się wygrać. Po x walkach łatwiejszych bądź trudniejszych poszedłem na koło trzy walki 3v3. Było pełno emocji, jednak wygrana i tak należała do grupy z którą walczyłem. Po długich zabawach udałem się w drogę powrotną do domu. Podczas niej spotkałem Arę, która przeglądała bronie w sklepie. Podszedłem do niej i przywitałem się. Trochę wystraszona zrobiła to samo po czym zaczęliśmy rozmawiać o Hamel, wojownikach, jej stylu walki, misji, Sandri i masy innych. Trzeba przyznać, że jest towarzyską duszyczką. Początkowo bała się rozmawiać o czymkolwiek, ale potem się przelatała i tak zleciało trochę czasu. A się mi oberwie~
Wieczorem jak wróciłem stało się tak jak myślałem. Najpierw Zeki z radością mnie powitała, a potem zaczęła się wydzierać. W sumie norma. Siedzieliśmy na kanapie, a ja już znudzony oparłem się łokciem o brzeg siedzenia i kiwałem tylko głową, że rozumiem co mówi.
-Jesteś bezczelny wiesz! Ja tu mówię do Ciebie!
-Słucham przecież. - ziewnąłem i spojrzałem na zegarek. Dochodziła 22. - Ile jeszcze będziesz prawić kazanie?
-Ja Ci dam kazanie! Co już chcesz iść do siebie i mieć spokój ode mnie?!
-Wiesz w sumie planowałem coś innego ale jak tak bardzo chcesz i zależy Ci na tym, bym odpoczął to pójdę. - wstałem, rozciągnąłem się, odwróciłem się do niej, pocałowałem na pożegnanie i skierowałem do drzwi wyjściowych z salonu.
-A co takiego niby planowałeś co? - wstała i oparła się o drugi brzeg kanapy.
-Ciekawość zżera nie? - uśmiechnąłem się do niej wrednie, a ona już zacisnęła ręce w pięści. - Powiedzmy, że chciałem zapewnić i sobie i Tobie trochę przyjemności no ale... mam iść to idę. - spojrzałem na nią katem oka i założyłem ręce. Jej gniew minął natychmiastowo i podeszła do mnie. Przytuliłem ją do siebie wplatając lewą rękę w jej włosy. Jej ręce spoczywały na moich plecach, a ona bardziej do mnie przyległa. Musnąłem wargami jej szyję i gdy tylko odchyliła lekko głowę do tyłu zacząłem ja rozpieszczać na swoje sposoby i trwało to do później godziny. Znowu musiałem uważać by czasem nie posunąć się za daleko. Podczas takich przyjemności z nią człowiekowi przechodzi przez głowę myśl by zrobić coś więcej, jednak ja po części tego chce tylko w czym problem? Nieważne, co ma być to będzie w swoim czasie, albo wtedy gdy już nie będę umiał się oprzeć tej przyjemności kochania się z nią.
środa, 26 grudnia 2012
Wpis3
Obudziła mnie Śnieżynka, która miała mi do przekazania wiadomość od Avalaca. Od razu wstałem ożywiony i powiedziała mi jak to wygląda oraz to iż czym prędzej mam się tam zjawić by obmyślić plan działania. No tak, ale to łatwo się mówi. Teraz nie mogę tam łazić z oczywistych powodów. Napisałem na kartce jak to u mnie wygląda i jak chciałbym by postępowały demony, a następnie kazałem małej to przekazać. Zabrała kartkę i udała się do swojego świata, a ja do jadalni. Gdy już załatwiłem wszystko, co potrzebne kazałem służącym mieć oko na Zeki.
Zanim udałem się na Henia, odwiedziłem rynek. Jak na zawołanie góra i fryzura nowego setu. Od razu kupiłem i zbiedniałem o 96kk. Póki co to za te dwie rzeczy wydałem tyle co za całość Incu, źle, więcej, a to jeszcze nie całość. Trudno, zrobię wszystko by mieć ten secik, bo mi się podoba.
Koło południa skończyłem zmagania Henirowskie i udałem się do gildii. Tam Yuri przekazała mi mistrza gildii. Zaskoczyło mnie to, nie mam czasu na zabawy w mistrza, biorąc pod uwagę nową misję i wyjazd z Hamel. No ale się uparła i postanowiła, że teraz czas na mnie bym się sprawdził. Ją zrobiłem zarządcą i wszystko w sumie zostało jak było tylko ja awansowałem, a ona spadła o rangę w dół. Po części się cieszę, a z drugiej nie. W nowym gabinecie zapoznałem się z obowiązkami mistrza i inne procedury. Zapowiada się interesująco.
Popołudniu udałem się do Penentia zapytać o misję. Zapukałem do drzwi i usłyszałem wejść. Otworzyłem drzwi i ku mojemu zdziwieniu w środku znajdowali się Amelia, Valak i Speka. Kolejna niespodzianka. Amelia gdy mnie ujrzała podbiegła do mnie i przytuliła do siebie. O mało mnie nie udusiła.
-Elsword jak Ty wyrosłeś! Tak dawno Cię nie widziałam.
-Dusisz mnie... - ledwo to powiedziałem i wypuściła mnie z objęć.
-Oj wybacz, ale tak dawno Cię nie widziałam, że musiałam Cię wyściskać. - złapałem oddech i przywitałem się z resztą.
-Amelia jak zwykle przesadza ale wiesz jaka ona jest. - odparł spokojnie Valak po czym z łokcia go uderzyła, a on jęknął i pomasował ramię.
-Mówiłeś coś? - zaśmiałem się z Speką i przyglądaliśmy się przedstawieniu.
-Zmieniłeś się przez ten czas. Niezły okaz się z Ciebie zrobił. - zaśmiała się pod koniec i założyła ręce.
-A Ty nadal zaczytana w swoich książkach. - podrażniliśmy się jeszcze trochę, aż w końcu wróciła mi myśl, o którą chciałem zapytać. - Właściwie, co wy tu robicie?
-Penentio nam powiedział iż wybieracie się do Sandri, niedaleko położonej od Hamel, bo tam są oznaki tego Rana. Przez to, iż wasza grupa idzie, Hamel pozostanie bezbronne więc...
-Przybyliśmy by zająć wasze miejsce i bronić miasta.
-W rzeczy samej. Misje wam już zapisałem. Wyruszycie za kilka dni i zbadacie tę sprawę i zakończycie
Dokończył dowódca i w sumie wiedziałem już wszystko po co przyszedłem. Podziękowałem, pożegnałem się i skierowałem na rynek sprawdzić czy jest reszta setu. Przeglądałem uważnie i w końcu znalazłem. Tylko 25kk, nie oszczędzać tylko brać jak jest... Podliczając łącznie 146kk za secik zimowy, to jest masakra jakaś. Prawie jakbym dwa kupił... Nieważne od jutra nowy image.
Wróciłem do domu i w pokoju odłożyłem ostatnią cześć setu. Potem zszedłem na dół, zjadłem pierwszą kolację po x tygodniach i potem wpadła jeszcze Zeki. Ochrzaniła mnie że dziś w ogóle jej czasu nie poświeciłem i nie zainteresowałem się nową towarzyszką. Zaraz po tym poświęciłem jej trochę czasu (czyt 4h) i jak wczoraj została na noc.
Zanim udałem się na Henia, odwiedziłem rynek. Jak na zawołanie góra i fryzura nowego setu. Od razu kupiłem i zbiedniałem o 96kk. Póki co to za te dwie rzeczy wydałem tyle co za całość Incu, źle, więcej, a to jeszcze nie całość. Trudno, zrobię wszystko by mieć ten secik, bo mi się podoba.
Koło południa skończyłem zmagania Henirowskie i udałem się do gildii. Tam Yuri przekazała mi mistrza gildii. Zaskoczyło mnie to, nie mam czasu na zabawy w mistrza, biorąc pod uwagę nową misję i wyjazd z Hamel. No ale się uparła i postanowiła, że teraz czas na mnie bym się sprawdził. Ją zrobiłem zarządcą i wszystko w sumie zostało jak było tylko ja awansowałem, a ona spadła o rangę w dół. Po części się cieszę, a z drugiej nie. W nowym gabinecie zapoznałem się z obowiązkami mistrza i inne procedury. Zapowiada się interesująco.
Popołudniu udałem się do Penentia zapytać o misję. Zapukałem do drzwi i usłyszałem wejść. Otworzyłem drzwi i ku mojemu zdziwieniu w środku znajdowali się Amelia, Valak i Speka. Kolejna niespodzianka. Amelia gdy mnie ujrzała podbiegła do mnie i przytuliła do siebie. O mało mnie nie udusiła.
-Elsword jak Ty wyrosłeś! Tak dawno Cię nie widziałam.
-Dusisz mnie... - ledwo to powiedziałem i wypuściła mnie z objęć.
-Oj wybacz, ale tak dawno Cię nie widziałam, że musiałam Cię wyściskać. - złapałem oddech i przywitałem się z resztą.
-Amelia jak zwykle przesadza ale wiesz jaka ona jest. - odparł spokojnie Valak po czym z łokcia go uderzyła, a on jęknął i pomasował ramię.
-Mówiłeś coś? - zaśmiałem się z Speką i przyglądaliśmy się przedstawieniu.
-Zmieniłeś się przez ten czas. Niezły okaz się z Ciebie zrobił. - zaśmiała się pod koniec i założyła ręce.
-A Ty nadal zaczytana w swoich książkach. - podrażniliśmy się jeszcze trochę, aż w końcu wróciła mi myśl, o którą chciałem zapytać. - Właściwie, co wy tu robicie?
-Penentio nam powiedział iż wybieracie się do Sandri, niedaleko położonej od Hamel, bo tam są oznaki tego Rana. Przez to, iż wasza grupa idzie, Hamel pozostanie bezbronne więc...
-Przybyliśmy by zająć wasze miejsce i bronić miasta.
-W rzeczy samej. Misje wam już zapisałem. Wyruszycie za kilka dni i zbadacie tę sprawę i zakończycie
Dokończył dowódca i w sumie wiedziałem już wszystko po co przyszedłem. Podziękowałem, pożegnałem się i skierowałem na rynek sprawdzić czy jest reszta setu. Przeglądałem uważnie i w końcu znalazłem. Tylko 25kk, nie oszczędzać tylko brać jak jest... Podliczając łącznie 146kk za secik zimowy, to jest masakra jakaś. Prawie jakbym dwa kupił... Nieważne od jutra nowy image.
Wróciłem do domu i w pokoju odłożyłem ostatnią cześć setu. Potem zszedłem na dół, zjadłem pierwszą kolację po x tygodniach i potem wpadła jeszcze Zeki. Ochrzaniła mnie że dziś w ogóle jej czasu nie poświeciłem i nie zainteresowałem się nową towarzyszką. Zaraz po tym poświęciłem jej trochę czasu (czyt 4h) i jak wczoraj została na noc.
wtorek, 25 grudnia 2012
Wpis2
Gdy zająłem się swoimi sprawami, wieczorem udałem się na rynek. Tam zakupiłem już rękawice oraz buty do nowego avatara, który sobie upatrzyłem. Ciekaw jestem ile na niego wydam i jak długo będę kompletować. Jak już wróciłem do domu, Śnieżynka zdała mi raporty z świata demonów jak wyglądają organizacje armii i sytuacja w mieście Ary. Póki co wszystko idzie jak z płatka, tylko jest jeden wielki problem. Jeśli faktycznie Ran jest bratem Ary to znaczy, że jest człowiekiem, podobnym do mnie, który włada demonami. Podczas walki jeden z nas zginie, bo nikt z nas nie będzie dawać za wygraną, a nie wierzę w to, że go odratuje się. To tak jakby mnie oddzielić od demonów i umiejętności Mrocznego. Resztę czasu spędziłem na rozmawianiu z Śnieżynką o wszystkim na temat nowej towarzyszki oraz o innych rzeczach.
Wieczór mijał spokojnie do czasu gdy przyszła Zekira. Mówiłem by nie przychodziła to ta swoje, jak zawsze. Weszła do salonu z wielką radością i usiadła koło mnie.
-Wiesz mówię Ci, Ara jest po prostu wspaniała. Tyle rzeczy się o niej dowiedziałam i o jej rodzinie.
-No co Ty nie powiesz... - odparłem z nutą sarkazmu.
-Stało się coś?
-Domyśl się. - spojrzałem na nią z goryczą i wstałem z kanapy budząc Śnieżynkę, która w głowie mi narzekała że ją budzę. Od razu podreptała do pokoju, a Zeki od razu stanęła przy mnie i przytuliła się do ramienia.
-Tak wyszło, przykro mi. - odparła cichutko z smutkiem.
-Nie ważne, idę odpocząć Ty też powinnaś. - wyrwałem się jej i skierowałem w stronę schodów.
-Ale... - strasznie była rozczarowana i smutna z powodu że ją zostawiłem.
-Mówiłem, że dziś się Tobą nie zajmę. - machnałem ręką i ruszyłem na górę.
-Jesteś wredny wiesz! - krzyknęła i tupnęła nogą. Patrzyłem na nią rozbawiony trochę.
-Czyżby mojej księżniczce nie podobało się, że dziś nie sprawię jej przyjemności? - oparłem się łokciem o poręcz nie odrywając od niej spojrzenia.
-Żebyś kurde wiedział! - rozzłoszczona odwróciła się i skierowała do wyjścia. - Jutro to zobaczysz!
-Nie mogę się doczekać. - poczekałem z minutę chyba i wróciła z powrotem. - Zapomniałaś czegoś?
-Mogę zostać u Ciebie na noc? - uspokoiła się, widać było gołym okiem i teraz przybrała formę grzecznego aniołka.
-Trzy powody dla których mam Ci pozwolić zostać.
-Więc... jestem twoja dziewczyną to raz, dwa bo mnie kochasz, trzy bo zawsze mi pozwalasz. - w sumie to co powiedziała to prawda. Chyba nie mam wyboru.
-Niech Ci będzie, pokój ten co zawsze. - odwróciłem się i poszedłem w stronę swojego pokoju. - Zabrania się nachodzenia mnie po nocach, bo jutro znowu będę wredny i zostawię Cię samą.
Na tym rozmowa się zakończyła i w końcu udałem się na zasłużony odpoczynek.
Wieczór mijał spokojnie do czasu gdy przyszła Zekira. Mówiłem by nie przychodziła to ta swoje, jak zawsze. Weszła do salonu z wielką radością i usiadła koło mnie.
-Wiesz mówię Ci, Ara jest po prostu wspaniała. Tyle rzeczy się o niej dowiedziałam i o jej rodzinie.
-No co Ty nie powiesz... - odparłem z nutą sarkazmu.
-Stało się coś?
-Domyśl się. - spojrzałem na nią z goryczą i wstałem z kanapy budząc Śnieżynkę, która w głowie mi narzekała że ją budzę. Od razu podreptała do pokoju, a Zeki od razu stanęła przy mnie i przytuliła się do ramienia.
-Tak wyszło, przykro mi. - odparła cichutko z smutkiem.
-Nie ważne, idę odpocząć Ty też powinnaś. - wyrwałem się jej i skierowałem w stronę schodów.
-Ale... - strasznie była rozczarowana i smutna z powodu że ją zostawiłem.
-Mówiłem, że dziś się Tobą nie zajmę. - machnałem ręką i ruszyłem na górę.
-Jesteś wredny wiesz! - krzyknęła i tupnęła nogą. Patrzyłem na nią rozbawiony trochę.
-Czyżby mojej księżniczce nie podobało się, że dziś nie sprawię jej przyjemności? - oparłem się łokciem o poręcz nie odrywając od niej spojrzenia.
-Żebyś kurde wiedział! - rozzłoszczona odwróciła się i skierowała do wyjścia. - Jutro to zobaczysz!
-Nie mogę się doczekać. - poczekałem z minutę chyba i wróciła z powrotem. - Zapomniałaś czegoś?
-Mogę zostać u Ciebie na noc? - uspokoiła się, widać było gołym okiem i teraz przybrała formę grzecznego aniołka.
-Trzy powody dla których mam Ci pozwolić zostać.
-Więc... jestem twoja dziewczyną to raz, dwa bo mnie kochasz, trzy bo zawsze mi pozwalasz. - w sumie to co powiedziała to prawda. Chyba nie mam wyboru.
-Niech Ci będzie, pokój ten co zawsze. - odwróciłem się i poszedłem w stronę swojego pokoju. - Zabrania się nachodzenia mnie po nocach, bo jutro znowu będę wredny i zostawię Cię samą.
Na tym rozmowa się zakończyła i w końcu udałem się na zasłużony odpoczynek.
niedziela, 23 grudnia 2012
Rozdział XIII Nowa towarzyszka, nowe miasto, nowe wyzwania. Wpis1
Następnego dnia musiałem wracać do Belder jako świadek w rozprawie Ansamona. Niechętnie z Zeki wróciliśmy do miasta i udałem się na sale rozpraw, a ona do sklepu, a gdzieżby indziej. Nie widziałem nigdzie Sylpha, więc poszedłem po niego. Przemierzając sale, w pałacu na schodach dostrzegłem go i ryknąłem do niego, by ruszył swoje cztery litery. Zbiegł szybko i tym samym pośpiesznym krokiem udaliśmy się na rozprawę. Same nudy jak do mnie więc nawet pisać nie będę. Skończyło się, że Ansamon zostanie skrócony o głowę. Gdy rozprawa dobiegła końca Anna nam podziękowała i dała upominki za pomoc oraz list z Hamel. Rozeszliśmy się i wraz z Sylphem przeczytaliśmy list. Kolejne wezwanie tego buraka, ciekawe kto nas szuka. Nie zwlekając dłużej udaliśmy się po dziewczyny, a potem do portu i płynęliśmy do Naios.
Gdy dotarliśmy na miejsce, cała nasza czwórka udała się do Penentia. Podczas drogi na chwile zerknąłem na tablice rynkową. Uwagę moją przykuł nowy avatar, o nazwie Glacial. Brzmi ciekawie i wygląda dosyć efektownie. Hm, chyba czas wydać kasę na nowy ciuch. Czytałem zaciekawiony o tym i z skupienia wyrwała mnie Zeki która wskoczyła mi na plecy, a ja walnąłem głową o tablicę. Zaśmiała się, a ja trzymałem za bolące miejsce. Trzeba ją oduczyć niektórych akcji, bo mnie zabije. Przytuliła się i przeprosiła, westchnąłem tylko i dołączyliśmy do Lau oraz Sylpha. Podczas dalszej drogi rozmawialiśmy o różnych pierdołach albo dziewczyny gadały jak nakręcone, a gdy nas się czegoś pytały przytakiwaliśmy, że tak, oczywiście i inne. W końcu dotarliśmy do siedziby dowódcy i udaliśmy się do jego gabinetu. Sylph czyniąc honory otwarł drzwi i zrobił kilka kroków w przód, nie minęły 3 sekundy a wyleciał z hukiem z niego i walnął w ścianę. Patrzeliśmy wszyscy oszołomieni, co się właśnie stało. Wtedy usłyszeliśmy krzyk dziewczyny dobiegający z gabinetu i wybiegła z niego jakaś brunetka o długich, bardzo długich włosach z włócznią w ręce, którą skierowała w Sylpha. Uchylił głowę i wbiła w ścianę, jednak na tym nie koniec gdy tylko uchylił głowę dostał prosto w twarz z kolana. Co jak co ale pierwszy raz widzę taką dziewczynę, wojowniczkę posługującą się tak długodystansową bronią.
-Ara to są Ci ludzie, o których Ci mówiłem. - stanął u progu drzwi Penentio z założonymi rękoma. Spojrzeliśmy na niego, a Ara zerknęła na niego, potem Sylpha wstrząśniętego, potem na nas. Wzięła w dłonie swoją włócznię i zaczęła przepraszać za swoje zachowanie.
-Na prawdę jest mi przykro. - spojrzała błagalnie na Sylpha i na nas.
-Nie przejmuj się, należało mu się. - podszedłem do inej i położyłem rękę na ramieniu. - Lepiej, że Ty go tak urządziłaś, bo przy mnie byłby w gorszym stanie. - spojrzałem na niego z wrednym uśmieszkiem, a w nim już się zagotowało, bo wzrok miał jakby chciał się rzucić na mnie i pobić na śmierć.
-Elsword, Eve to jest Ara, przyszła do nas w sprawie Rana. - nastrój się zmienił i wszyscy wkroczyliśmy do gabinetu dowódcy. Tam Ara opowiedziała nam wszystko. Zamarliśmy, Ara i Ran to rodzeństwo?! Nigdy nie sądziłem, że będzie mieć rodzeństwo, a jak już to, że to demon, a nie człowiek. Słuchając dalszej historii dowiedzieliśmy się kilku istotnych faktów. Skoro Ran jest człowiekiem, to teraz wszystko układa się w całość jeśli chodzi o Sashę.
-I właśnie chciałam was prosić, broń Stworzycielu zmuszać do pomocy w uratowaniu mojego brata. - patrzała na nas z wielką nadzieję. Cała nasza czwórka wymieniała spojrzenia.
-Jaką mamy pewność, że go uwolnimy z ciemności? - założyłem ręce i zmierzyłem ją wzrokiem. Może on wygląda jak jakaś sierota, ale jego siostra to zupełnie inna liga. Choćby Rena w wersji ludzkiej,
-Żadnej.. - odparła cicho i spuściła głowę.
-Wiec moim zdaniem...
-Ci pomożemy. - spojrzałem na Zeki, a ona dała mi znać że potem o tym na osobności pogadamy. Cholera, dlaczego moje demony go nie wykryły skoro niedawno był w pobliskim mieście, chrzanić, że nazwy nie pamiętam (znam). Ara uśmiechnęła się i bardzo szczerze dziękowała nam. Kolejna długa misja, której celem będzie uratowanie Rana a nie spuszczenie mu łomotu. Nie podoba mi się taki obrót akcji.
Gdy to wszystko zostało ustalone Penentio zapisał nam misje w naszym nowym mieście na czas bliżej nieokreślony i kazał nam zająć się sobą. Wyszliśmy wszyscy, po czym Aisha od razu zaczęła nawiązywać kontakt z nową koleżanką. Z tego co widzę, to zdążyły się już teraz zaprzyjaźnić. Sylph odparł obolały, że idzie Lau pokazać Hamel, Aisha iż chce lepiej poznać naszą nową towarzyszkę, a co mi zostało? To co kurwa na co dzień robię. Rzuciłem Zeki, by dziś nie liczyła na to, że poświecę jej choćby minutę i udałem się do mojego domu. Od razu zapytałem Śnieżynka jak sprawa z Ranem wygląda. Powiedziała mi iż nasze demony wczoraj już wyczuły go, ale z natłoku wydarzeń nie miała kiedy powiedzieć. Robi się ciekawi. Zleciłem Wyroczni by przekazała reszcie, by się przygotowali i dyskretnie obserwowali tamte miasto. Kiwnęła głową i zrobiła co jej kazałem, a ja zająłem się tym co zwykle.
Gdy dotarliśmy na miejsce, cała nasza czwórka udała się do Penentia. Podczas drogi na chwile zerknąłem na tablice rynkową. Uwagę moją przykuł nowy avatar, o nazwie Glacial. Brzmi ciekawie i wygląda dosyć efektownie. Hm, chyba czas wydać kasę na nowy ciuch. Czytałem zaciekawiony o tym i z skupienia wyrwała mnie Zeki która wskoczyła mi na plecy, a ja walnąłem głową o tablicę. Zaśmiała się, a ja trzymałem za bolące miejsce. Trzeba ją oduczyć niektórych akcji, bo mnie zabije. Przytuliła się i przeprosiła, westchnąłem tylko i dołączyliśmy do Lau oraz Sylpha. Podczas dalszej drogi rozmawialiśmy o różnych pierdołach albo dziewczyny gadały jak nakręcone, a gdy nas się czegoś pytały przytakiwaliśmy, że tak, oczywiście i inne. W końcu dotarliśmy do siedziby dowódcy i udaliśmy się do jego gabinetu. Sylph czyniąc honory otwarł drzwi i zrobił kilka kroków w przód, nie minęły 3 sekundy a wyleciał z hukiem z niego i walnął w ścianę. Patrzeliśmy wszyscy oszołomieni, co się właśnie stało. Wtedy usłyszeliśmy krzyk dziewczyny dobiegający z gabinetu i wybiegła z niego jakaś brunetka o długich, bardzo długich włosach z włócznią w ręce, którą skierowała w Sylpha. Uchylił głowę i wbiła w ścianę, jednak na tym nie koniec gdy tylko uchylił głowę dostał prosto w twarz z kolana. Co jak co ale pierwszy raz widzę taką dziewczynę, wojowniczkę posługującą się tak długodystansową bronią.
-Ara to są Ci ludzie, o których Ci mówiłem. - stanął u progu drzwi Penentio z założonymi rękoma. Spojrzeliśmy na niego, a Ara zerknęła na niego, potem Sylpha wstrząśniętego, potem na nas. Wzięła w dłonie swoją włócznię i zaczęła przepraszać za swoje zachowanie.
-Na prawdę jest mi przykro. - spojrzała błagalnie na Sylpha i na nas.
-Nie przejmuj się, należało mu się. - podszedłem do inej i położyłem rękę na ramieniu. - Lepiej, że Ty go tak urządziłaś, bo przy mnie byłby w gorszym stanie. - spojrzałem na niego z wrednym uśmieszkiem, a w nim już się zagotowało, bo wzrok miał jakby chciał się rzucić na mnie i pobić na śmierć.
-Elsword, Eve to jest Ara, przyszła do nas w sprawie Rana. - nastrój się zmienił i wszyscy wkroczyliśmy do gabinetu dowódcy. Tam Ara opowiedziała nam wszystko. Zamarliśmy, Ara i Ran to rodzeństwo?! Nigdy nie sądziłem, że będzie mieć rodzeństwo, a jak już to, że to demon, a nie człowiek. Słuchając dalszej historii dowiedzieliśmy się kilku istotnych faktów. Skoro Ran jest człowiekiem, to teraz wszystko układa się w całość jeśli chodzi o Sashę.
-I właśnie chciałam was prosić, broń Stworzycielu zmuszać do pomocy w uratowaniu mojego brata. - patrzała na nas z wielką nadzieję. Cała nasza czwórka wymieniała spojrzenia.
-Jaką mamy pewność, że go uwolnimy z ciemności? - założyłem ręce i zmierzyłem ją wzrokiem. Może on wygląda jak jakaś sierota, ale jego siostra to zupełnie inna liga. Choćby Rena w wersji ludzkiej,
-Żadnej.. - odparła cicho i spuściła głowę.
-Wiec moim zdaniem...
-Ci pomożemy. - spojrzałem na Zeki, a ona dała mi znać że potem o tym na osobności pogadamy. Cholera, dlaczego moje demony go nie wykryły skoro niedawno był w pobliskim mieście, chrzanić, że nazwy nie pamiętam (znam). Ara uśmiechnęła się i bardzo szczerze dziękowała nam. Kolejna długa misja, której celem będzie uratowanie Rana a nie spuszczenie mu łomotu. Nie podoba mi się taki obrót akcji.
Gdy to wszystko zostało ustalone Penentio zapisał nam misje w naszym nowym mieście na czas bliżej nieokreślony i kazał nam zająć się sobą. Wyszliśmy wszyscy, po czym Aisha od razu zaczęła nawiązywać kontakt z nową koleżanką. Z tego co widzę, to zdążyły się już teraz zaprzyjaźnić. Sylph odparł obolały, że idzie Lau pokazać Hamel, Aisha iż chce lepiej poznać naszą nową towarzyszkę, a co mi zostało? To co kurwa na co dzień robię. Rzuciłem Zeki, by dziś nie liczyła na to, że poświecę jej choćby minutę i udałem się do mojego domu. Od razu zapytałem Śnieżynka jak sprawa z Ranem wygląda. Powiedziała mi iż nasze demony wczoraj już wyczuły go, ale z natłoku wydarzeń nie miała kiedy powiedzieć. Robi się ciekawi. Zleciłem Wyroczni by przekazała reszcie, by się przygotowali i dyskretnie obserwowali tamte miasto. Kiwnęła głową i zrobiła co jej kazałem, a ja zająłem się tym co zwykle.
piątek, 21 grudnia 2012
Wpis15
Większość dnia spędziłem na dopasowaniu nowego zakupu do avatara. Już cholera mnie brała. Jedyny słuszny set to Unicorn, ale ja w nim łazić nie będę, jeszcze nie zdurniałem do reszty. W tym wszystkim największą frajdę miała Śnieżynka. Śmiała się ciągle, dogadywała i podobnie jak ja twierdzi, że Uni pasuje najlepiej, a potem kłótnia, bo ja w tym nie wyjdę na miasto. Ja, pan demonów, wojownik Cornwella i użytkownik mrocznego El, chodzący w pobłogosławionym secie... Wyrocznia prawiła ciągle swoje tezy, powoli miałem tego dosyć. Rzuciłem w nią poduszką i razem z nią przewróciła się na łóżko, a ja wybuchnąłem śmiechem. Wstała z wielkim grymasem, wzięła do łapki róg poduszki. Miała zamiar ją rzucić jednak ciężar przeważył i wywróciła się z powrotem. Znowu zaśmiałem się z niej i dokuczałem. Wtedy nie wytrzymała i zmieniła się w demoniczną formę i oddała mi. Złapałem do ręki poduszkę i odłożyłem na kanapę z powrotem i kazałem jej wrócić do swojej formy. Zanim to zrobiła rzuciła, że do setu Incubusa będzie pasować akcesorium. Wskoczyła na łóżko i bacznie mnie obserwowała powtarzając, to co wcześniej. Spojrzałem na nią, na set i zrobiłem jak kazała. Podszedłem do lustra które stoi w rogu pokoju i przyglądałem się czy nie wyglądam czasem jak idiota. Jednak Śnieżynka miała rację, jest dobrze w tym wdzianku.
Po długich zabawach w "top model" udałem się z małą na miasto. Razem z nią odwiedziliśmy rynek, a potem Henira. Późnym popołudniem skierowałem się do gildii. Wszystko wróciło do normy, wrzaski, bójki, poker, alkohol, przyjaciele członków gildii. Wtedy za mną do pomieszczenia weszła dziewczyna, w długich blond włosach, z łukiem w ręce. Wyglądała na strasznie wystraszoną. Podszedłem do niej i zapytałem czy czegoś lub kogoś szuka. Odparła cichym głosikiem, że chciałaby dołączyć do gildii. Zapytałem ją o imię, Aquantica, bardzo interesujące. Uśmiechnąłem się do niej i poszedłem z nią do gabinetu, przedstawić warunki bycia członkiem tego wariatkowa. Po rozmowie ze mną udała się do Yuri, a ja do Zekiry. Razem z nią udaliśmy się do portu i płynęliśmy do Belder. Niech no ja go dorwę to Cornwella mu wbije w jego przewody.
Gdy dotarliśmy na miejsce, przeszliśmy kawałek drogi dalej i niedaleko od nas zatrzymał się powóz, a z niego wyszła jakaś brunetka, dosyć urodna, a za nią wychodził Sylph. No proszę. Posłałem w jego stronę dwa Cornwelle. Spojrzeli na nas obydwoje, a ja z Zeki podeszliśmy do nich. Zacząłem opierdalać Sylpha, gdzie się włóczy tyle czasu zawsze. Gdy już staliśmy w miarę bliskiej odległości, ta dziewczyna co z nim była, podeszła do mnie i chciała pomówić na osobności. Poszedłem z nią i tam dowiadywałem się jakże ciekawych rzeczy. Może i tyle się wydarzyło i taka jest sytuacja ale to go nie usprawiedliwia tak długą nieobecnością, nawet nie raczył nas o niczym powiadomić. ta zaczęła się wydzierać i prosić bym nie sprawiał kłopotów. Kłopotem to jest ona bo się wydziera i Sylph który znika i pojawia się znikąd. Za te słowa uderzyła mnie w brzuch i to nie byle jak, tylko tak mocno, że aż jęknąłem z bólu i wróciła do reszty, a ja próbowałem dojść do siebie. Potem udaliśmy się tam gdzie prowadził Sylph z swoją koleżanką. Oczywiście były problemy, ale jakoś udało się minąć straże i wejść do środka pałacu. Weszliśmy do jakiegoś dużego salonu i tam czekała na nas ta ich cała Anna wraz z dużym wyborem posiłków na stole. Wraz z moim przyjacielem, w zasadach dobrego wychowania usługiwaliśmy dziewczynom. Z czasem Sylph wypadł z obiegu, a Zeki zaczęła opowiadać trochę o mnie. Niektóre akcje to strasznie wyolbrzymiała, mówiłem jej by już przestała, bo aż trochę dziwnie się czuje, jakbym był nie wiadomo kim. Jedyne co, to się wkurzyła ale z czasem uspokoiła i spożywaliśmy wspólnie posiłek. Następnie udaliśmy się za Anną do magazynu z ciuchami na tego typu imprezy. Nie wydziwiając wziąłem pierwszy lepszy, pasujący garnitur, a dziewczyny jak to dziewczyny nie wiedziały co założyć. Gdy ja już z Sylphem czekaliśmy aż wyjdą najlepsze było, że obie włożyły te same kiecki. Jak już w pełni się wystroiły, udaliśmy się do hotelu gdzie miał się odbyć ten bal. W środku, po długich szukaniach znaleźliśmy Annę i wraz z dziewczynami udały się na drinka, natomiast ja z Sylphem rozpoczęliśmy operacje unieszkodliwić nieproszonego gościa.
Zabawa się rozpoczęła i dziewczyny do nas wróciły, a my ciągle obserwowaliśmy Annę. Usiedliśmy przy stole i szepnąłem Zekirze, by uważnie się rozglądała i jak coś wypatrzy ma dać znak. Kiwnęła głową, a ja poprosiłem o pomoc Mrocznego by też był czujny. Wyczuwał złą aurę wśród tłumu ale nie umiał powiedzieć dokładniej kto to. Po dyskusji przy stole, udałem się na mały patrol, cały czas mając na oku naszą królową. Dobrze się bawiła, rozmawiała z ludźmi, a ja jak cień chodziłem i ją pilnowałem. Przyszła pora na tańce, wróciłem z powrotem do stołu i poprosiłem Zeki do tańca. Nie miała nic przeciwko i udaliśmy się wmieszać w resztę par tańczących. Sylph kawałek dalej tańczył z swoją przyjaciółką. Zeki podobnie jak ja rozglądała się uważnie tak, by nie dać po sobie znać, że coś jest nie tak.
-Na górze.
w obrocie spojrzałem tam i coś błysnęło. Szybko szukałem wzrokiem Anny. Tańczyła z kimś i teraz przyszła pora na zmianę partnera. Wraz z Zeki zbliżyliśmy się tam i wymieniliśmy się partnerami. Gdy tańczyłem z Anną, spojrzałem w górę i osoba co tam stała zniknęła. Uśmiechnąłem się do mojej partnerki nie dając znaków, że coś jest nie tak. Po zakończonym tańcu ukłoniłem się jej i wróciłem do naszego stolika. Tam wymieniłem zdania z Zeki i gdy Sylph wrócił z swoją pięknością powiedziałem co i jak. Przytaknęli i teraz trzeba być jeszcze bardziej uważnym, bo pewnie gość się zorientował. Z powrotem wmieszaliśmy się w tłum. Zeki była niedaleko mnie, a po drugiej stronie Lau i Sylph. Nic się nie działo przez dłuższy czas, aż na scenę nie wkroczył pewien mężczyzna, ubrany podobnie jak wszyscy w galowe wdzianko z maską na twarzy. Od razu przykuł moją uwagę. Podszedł do Anny i poprosił ją do tańca. Uśmiechnięta zgodziła się i razem z nim tańczyli na parkiecie. Po zakończonym tańcu odeszli na bok, a ja jak oparzony ruszyłem za nimi. Minęli pierwszy korytarz i przeszli przez drzwi do drugiego salonu. Przyśpieszyłem kroku, podszedłem do drzwi i usłyszałem, że toczy się tam rozmowa. Mówili coś o władzy, o podzielności, nierówności, czyżby ten jej brat pokazał się osobiście? Po cichu uchyliłem drzwi i wejrzałem do środka.
-Anna nie pogodzę się z tym że obejmiesz władzę, dlatego... - wyciągnął sztylet za pleców i szybkim ruchem ruszył w stronę Anny. Krzyknęła, a ja otwarłem szerzej drzwi i użyłem Harsha, przyciągając frajera do siebie. Kopnąłem go w kolano, padł na ziemię, zablokowałem ręce i przycisnąłem do ziemi nogą.
-Brat zabijający własną siostrę dla władzy? Jesteś żałosny.
Kilka chwil potem wbiegła reszta, Anna zawołała straże i kazała wyprowadzić Ansamona. Gdy go zabierali Aisha przytuliła się do ramienia, a Sylph rozmawiał z swoją dziewczyną. Anna podeszła do nas i podziękowała za wszystko. Zadowoleni i z wielką ulgą wróciliśmy na bal i bawiliśmy się do późnej nocy. Gdy impreza się skończyła wraz z Zeki wróciliśmy do Hamel, a następnie do mojego domu odpocząć.
Po długich zabawach w "top model" udałem się z małą na miasto. Razem z nią odwiedziliśmy rynek, a potem Henira. Późnym popołudniem skierowałem się do gildii. Wszystko wróciło do normy, wrzaski, bójki, poker, alkohol, przyjaciele członków gildii. Wtedy za mną do pomieszczenia weszła dziewczyna, w długich blond włosach, z łukiem w ręce. Wyglądała na strasznie wystraszoną. Podszedłem do niej i zapytałem czy czegoś lub kogoś szuka. Odparła cichym głosikiem, że chciałaby dołączyć do gildii. Zapytałem ją o imię, Aquantica, bardzo interesujące. Uśmiechnąłem się do niej i poszedłem z nią do gabinetu, przedstawić warunki bycia członkiem tego wariatkowa. Po rozmowie ze mną udała się do Yuri, a ja do Zekiry. Razem z nią udaliśmy się do portu i płynęliśmy do Belder. Niech no ja go dorwę to Cornwella mu wbije w jego przewody.
Gdy dotarliśmy na miejsce, przeszliśmy kawałek drogi dalej i niedaleko od nas zatrzymał się powóz, a z niego wyszła jakaś brunetka, dosyć urodna, a za nią wychodził Sylph. No proszę. Posłałem w jego stronę dwa Cornwelle. Spojrzeli na nas obydwoje, a ja z Zeki podeszliśmy do nich. Zacząłem opierdalać Sylpha, gdzie się włóczy tyle czasu zawsze. Gdy już staliśmy w miarę bliskiej odległości, ta dziewczyna co z nim była, podeszła do mnie i chciała pomówić na osobności. Poszedłem z nią i tam dowiadywałem się jakże ciekawych rzeczy. Może i tyle się wydarzyło i taka jest sytuacja ale to go nie usprawiedliwia tak długą nieobecnością, nawet nie raczył nas o niczym powiadomić. ta zaczęła się wydzierać i prosić bym nie sprawiał kłopotów. Kłopotem to jest ona bo się wydziera i Sylph który znika i pojawia się znikąd. Za te słowa uderzyła mnie w brzuch i to nie byle jak, tylko tak mocno, że aż jęknąłem z bólu i wróciła do reszty, a ja próbowałem dojść do siebie. Potem udaliśmy się tam gdzie prowadził Sylph z swoją koleżanką. Oczywiście były problemy, ale jakoś udało się minąć straże i wejść do środka pałacu. Weszliśmy do jakiegoś dużego salonu i tam czekała na nas ta ich cała Anna wraz z dużym wyborem posiłków na stole. Wraz z moim przyjacielem, w zasadach dobrego wychowania usługiwaliśmy dziewczynom. Z czasem Sylph wypadł z obiegu, a Zeki zaczęła opowiadać trochę o mnie. Niektóre akcje to strasznie wyolbrzymiała, mówiłem jej by już przestała, bo aż trochę dziwnie się czuje, jakbym był nie wiadomo kim. Jedyne co, to się wkurzyła ale z czasem uspokoiła i spożywaliśmy wspólnie posiłek. Następnie udaliśmy się za Anną do magazynu z ciuchami na tego typu imprezy. Nie wydziwiając wziąłem pierwszy lepszy, pasujący garnitur, a dziewczyny jak to dziewczyny nie wiedziały co założyć. Gdy ja już z Sylphem czekaliśmy aż wyjdą najlepsze było, że obie włożyły te same kiecki. Jak już w pełni się wystroiły, udaliśmy się do hotelu gdzie miał się odbyć ten bal. W środku, po długich szukaniach znaleźliśmy Annę i wraz z dziewczynami udały się na drinka, natomiast ja z Sylphem rozpoczęliśmy operacje unieszkodliwić nieproszonego gościa.
Zabawa się rozpoczęła i dziewczyny do nas wróciły, a my ciągle obserwowaliśmy Annę. Usiedliśmy przy stole i szepnąłem Zekirze, by uważnie się rozglądała i jak coś wypatrzy ma dać znak. Kiwnęła głową, a ja poprosiłem o pomoc Mrocznego by też był czujny. Wyczuwał złą aurę wśród tłumu ale nie umiał powiedzieć dokładniej kto to. Po dyskusji przy stole, udałem się na mały patrol, cały czas mając na oku naszą królową. Dobrze się bawiła, rozmawiała z ludźmi, a ja jak cień chodziłem i ją pilnowałem. Przyszła pora na tańce, wróciłem z powrotem do stołu i poprosiłem Zeki do tańca. Nie miała nic przeciwko i udaliśmy się wmieszać w resztę par tańczących. Sylph kawałek dalej tańczył z swoją przyjaciółką. Zeki podobnie jak ja rozglądała się uważnie tak, by nie dać po sobie znać, że coś jest nie tak.
-Na górze.
w obrocie spojrzałem tam i coś błysnęło. Szybko szukałem wzrokiem Anny. Tańczyła z kimś i teraz przyszła pora na zmianę partnera. Wraz z Zeki zbliżyliśmy się tam i wymieniliśmy się partnerami. Gdy tańczyłem z Anną, spojrzałem w górę i osoba co tam stała zniknęła. Uśmiechnąłem się do mojej partnerki nie dając znaków, że coś jest nie tak. Po zakończonym tańcu ukłoniłem się jej i wróciłem do naszego stolika. Tam wymieniłem zdania z Zeki i gdy Sylph wrócił z swoją pięknością powiedziałem co i jak. Przytaknęli i teraz trzeba być jeszcze bardziej uważnym, bo pewnie gość się zorientował. Z powrotem wmieszaliśmy się w tłum. Zeki była niedaleko mnie, a po drugiej stronie Lau i Sylph. Nic się nie działo przez dłuższy czas, aż na scenę nie wkroczył pewien mężczyzna, ubrany podobnie jak wszyscy w galowe wdzianko z maską na twarzy. Od razu przykuł moją uwagę. Podszedł do Anny i poprosił ją do tańca. Uśmiechnięta zgodziła się i razem z nim tańczyli na parkiecie. Po zakończonym tańcu odeszli na bok, a ja jak oparzony ruszyłem za nimi. Minęli pierwszy korytarz i przeszli przez drzwi do drugiego salonu. Przyśpieszyłem kroku, podszedłem do drzwi i usłyszałem, że toczy się tam rozmowa. Mówili coś o władzy, o podzielności, nierówności, czyżby ten jej brat pokazał się osobiście? Po cichu uchyliłem drzwi i wejrzałem do środka.
-Anna nie pogodzę się z tym że obejmiesz władzę, dlatego... - wyciągnął sztylet za pleców i szybkim ruchem ruszył w stronę Anny. Krzyknęła, a ja otwarłem szerzej drzwi i użyłem Harsha, przyciągając frajera do siebie. Kopnąłem go w kolano, padł na ziemię, zablokowałem ręce i przycisnąłem do ziemi nogą.
-Brat zabijający własną siostrę dla władzy? Jesteś żałosny.
Kilka chwil potem wbiegła reszta, Anna zawołała straże i kazała wyprowadzić Ansamona. Gdy go zabierali Aisha przytuliła się do ramienia, a Sylph rozmawiał z swoją dziewczyną. Anna podeszła do nas i podziękowała za wszystko. Zadowoleni i z wielką ulgą wróciliśmy na bal i bawiliśmy się do późnej nocy. Gdy impreza się skończyła wraz z Zeki wróciliśmy do Hamel, a następnie do mojego domu odpocząć.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Wpis14
Ostatni dzień! Zapewne ja jak i reszta gildii cieszy się, że już koniec męczarni. Przynajmniej jedna sprawa z głowy, zostaje jeszcze Penentio. Póki co, nie mogę dawać po sobie poznać, że coś mnie łączy z demonami. Rozkazy wydałem jasno więc żadnych problemów nie powinno być.
Jak zwykle Henir i sekrety były dziś w planach. Aż sam się dziwie, że zmusiłem się pójść tam. Koło południa udałem się do gildii. Tam wszyscy byli szczęśliwi i z zapałem wybierali się na misje. W drodze do mojego apartamentu Yuri powiedziała że na stole leży nowa lista ludzi mi podległych. Zdziwiłem się, bo wiem, że nowych ludzi na pewno nie ma. Czyżby ktoś opuścił nasze szeregi? W gabinecie od razu wziąłem do ręki nową listę ludzi, a potem przejrzałem ją z starą. Nie mogłem w to uwierzyć. Z jakiej kurwa racji nie mam Lady i Dreameny!? Poszedłem do Zek i zrobiłem jej awanturę o to. Kazała mi się uspokoić i powiedziała co się stało. Lady wraz z swoimi rodzicami wróciła do swojego domu, a Dreamena została przeniesiona do Belder do swojego wujka. Wyjaśniła też że dowódca załatwił przeniesienie Dream. Z jednej strony dobrze, a z drugiej nie dobrze. Straciliśmy dwójkę ludzi... Jakoś ciężko mi było pogodzić się z tym że już ich nie będzie. Po części martwię się trochę o Dream czy da sobie rade. Gdy wychodziłem dodała, że Constancia jest w szpitalu i nie będzie jej kilka miesięcy. Spojrzałem na nią zdenerwowany i wróciłem do siebie.
Zeki odwiedziła mnie w międzyczasie, więc miałem z kim pogadać o tym. Jej też nie podobało się to i jedyne, co mogliśmy to liczyć, że wszystko będzie w porządku. Gdy już się nią zająłem oznajmiłem naszemu majsterowi, że idę na rynek coś sprawdzić. Kiwnęła głową i dała mi 30min max by sprawdzić i wrócić. Kilka dni temu udałem się do aukcjonerki Myu i dałem parę śmieci. Jedne warte do 5kk inne do 30kk i moją perełkę, która wypadła mi z roztapiacza warta 140kk. Oby ktoś to kupił. Przywitałem się z nią i zapytałem czy coś zeszło. Z uśmiechem na twarzy odrzekła, że wszystko większej wagi zeszło. No to się nazywa prezent na zakończenie Obserwacji. Odebrałem pieniądze i podszedłem do tablicy rynkowej szukać czegoś ciekawego. Nie wiem czy mam takie szczęście czy nie ale zawsze gdy mam gotówkę to są fajne rzeczy do kupienia. Akcesorium na plecy i głowę z najnowszego setu. Będzie trochę wyróżniać się jak dodam to do moich setów ale trudno. Efekt kompletu acc jest ważniejsze. Chociaż w sumie... do Unicorna będzie idealnie pasować. Kupiłem oba akcesorium za 102kk łącznie i wróciłem do gildii. Tam każdy, kto był wypytywał o moje nowe nabytki. To teraz mam się czym chwalić.
Wieczorem facet z zarządu odebrał papiery i oficjalnie powiedział, że Obserwacja zakończona i nie dostrzegł żadnych zastrzeżeń w naszej pracy oraz to, iż jest dumny z tego, że w Hamel są takie porządne gildie. Dobrze, że nie wie co tu się dzieje w dniach luźniejszych. Pożegnał się i poszedł, a nasza piątka odetchnęła z ulgą, trochę powyzywała gościa i uczciliśmy to szklanką drinka. Następnie powrót do domu gdzie czekała na mnie Zeki. Tak jak wszyscy inni cieszyła się z zakończonej Obserwacji. Gdy się przytuliła powiedziała że dostałem list od Sylpha. No wreszcie dał znaki życie. Podszedłem do stołu, otwarłem i przeczytałem. Jutrzejszy dzień zapowiada się bardzo interesująco. Przy okazji dzięki niemu mam rekompensatę dla Aishy za Obserwacje. Odwróciłem się i pokazałem jej fragment listu, który ma przeczytać. Zapiszczała z radości i dla pewności zapytała czy pójdziemy tam. Kiwnąłem głową i rzuciła mi się na szyję.
Jak zwykle Henir i sekrety były dziś w planach. Aż sam się dziwie, że zmusiłem się pójść tam. Koło południa udałem się do gildii. Tam wszyscy byli szczęśliwi i z zapałem wybierali się na misje. W drodze do mojego apartamentu Yuri powiedziała że na stole leży nowa lista ludzi mi podległych. Zdziwiłem się, bo wiem, że nowych ludzi na pewno nie ma. Czyżby ktoś opuścił nasze szeregi? W gabinecie od razu wziąłem do ręki nową listę ludzi, a potem przejrzałem ją z starą. Nie mogłem w to uwierzyć. Z jakiej kurwa racji nie mam Lady i Dreameny!? Poszedłem do Zek i zrobiłem jej awanturę o to. Kazała mi się uspokoić i powiedziała co się stało. Lady wraz z swoimi rodzicami wróciła do swojego domu, a Dreamena została przeniesiona do Belder do swojego wujka. Wyjaśniła też że dowódca załatwił przeniesienie Dream. Z jednej strony dobrze, a z drugiej nie dobrze. Straciliśmy dwójkę ludzi... Jakoś ciężko mi było pogodzić się z tym że już ich nie będzie. Po części martwię się trochę o Dream czy da sobie rade. Gdy wychodziłem dodała, że Constancia jest w szpitalu i nie będzie jej kilka miesięcy. Spojrzałem na nią zdenerwowany i wróciłem do siebie.
Zeki odwiedziła mnie w międzyczasie, więc miałem z kim pogadać o tym. Jej też nie podobało się to i jedyne, co mogliśmy to liczyć, że wszystko będzie w porządku. Gdy już się nią zająłem oznajmiłem naszemu majsterowi, że idę na rynek coś sprawdzić. Kiwnęła głową i dała mi 30min max by sprawdzić i wrócić. Kilka dni temu udałem się do aukcjonerki Myu i dałem parę śmieci. Jedne warte do 5kk inne do 30kk i moją perełkę, która wypadła mi z roztapiacza warta 140kk. Oby ktoś to kupił. Przywitałem się z nią i zapytałem czy coś zeszło. Z uśmiechem na twarzy odrzekła, że wszystko większej wagi zeszło. No to się nazywa prezent na zakończenie Obserwacji. Odebrałem pieniądze i podszedłem do tablicy rynkowej szukać czegoś ciekawego. Nie wiem czy mam takie szczęście czy nie ale zawsze gdy mam gotówkę to są fajne rzeczy do kupienia. Akcesorium na plecy i głowę z najnowszego setu. Będzie trochę wyróżniać się jak dodam to do moich setów ale trudno. Efekt kompletu acc jest ważniejsze. Chociaż w sumie... do Unicorna będzie idealnie pasować. Kupiłem oba akcesorium za 102kk łącznie i wróciłem do gildii. Tam każdy, kto był wypytywał o moje nowe nabytki. To teraz mam się czym chwalić.
Wieczorem facet z zarządu odebrał papiery i oficjalnie powiedział, że Obserwacja zakończona i nie dostrzegł żadnych zastrzeżeń w naszej pracy oraz to, iż jest dumny z tego, że w Hamel są takie porządne gildie. Dobrze, że nie wie co tu się dzieje w dniach luźniejszych. Pożegnał się i poszedł, a nasza piątka odetchnęła z ulgą, trochę powyzywała gościa i uczciliśmy to szklanką drinka. Następnie powrót do domu gdzie czekała na mnie Zeki. Tak jak wszyscy inni cieszyła się z zakończonej Obserwacji. Gdy się przytuliła powiedziała że dostałem list od Sylpha. No wreszcie dał znaki życie. Podszedłem do stołu, otwarłem i przeczytałem. Jutrzejszy dzień zapowiada się bardzo interesująco. Przy okazji dzięki niemu mam rekompensatę dla Aishy za Obserwacje. Odwróciłem się i pokazałem jej fragment listu, który ma przeczytać. Zapiszczała z radości i dla pewności zapytała czy pójdziemy tam. Kiwnąłem głową i rzuciła mi się na szyję.
sobota, 15 grudnia 2012
Wpis13 Oczami Chunga
Nastał dzień urodzin Ammo. Maya była bardzo zadowolona z tej okazji i gdy tylko nadszedł odpowiedni czas skierowaliśmy się do gildii. Tam panował niezwykły rozruch, wszyscy o czymś dyskutowali, chodzili, przenosili. Wtedy podeszła do mnie Rena i powiedziała, że mam iść po Elsworda. Otworzyłem oczy z zdziwienia i zapytałem czy aby mnie z kimś nie pomyliła. Skończyło się na tym, że przyłożyła mi w głowę i kazała zrobić co powiedziała. Poszedłem po niego i zeszliśmy na dół. Tam Yuri oficjalnie złożyła mu życzenia i ogólnie wszyscy brali udział w dalszym ciągu mini imprezy. Ucieszył nas fakt, że prezent który mu kupiliśmy spodobał się. Potem każdy poszedł rozmawiać ze sobą. Nasza grupka trzymała się razem i miło spędziliśmy ten czas. Jednak nic nie trwa wiecznie. Gdy wybiło południe mistrzyni kazała nam zająć się swoimi zadaniami. Maya udała się do swojej nowej pracy, Rena i Raven też potem poszli, a na samym końcu Zeki. Ammo już chciał wejść na górę i zająć się swoimi sprawami jednak poprosiłem go o krótką rozmowę. Zgodził się i udaliśmy się do jego gabinetu. Tam bez ogródek zapytałem go czy ma coś wspólnego z demonami. Tak jak myślałem zaprzeczył, jednak gdy tak z nim rozmawiałem wyczułem, iż coś ukrywa przed nami. Gdy wychodziłem rzuciłem mu szczere słowa jak na przyjaciela przystało i mam nadzieję, że w końcu nam powie to co ukrywa. Mam nadzieję, że on nie jest w to zamieszany, bo będą kłopoty.
Do wieczora wykonywałem różne drobne misje od Yuri i wróciłem do domu by tam zająć się Maya i wypytać ją o nową pracę. Dowiedziałem się, że pracuje w kawiarni, naprzeciwko siedziby Penentia. Póki co nie ma zastrzeżeń i chwali sobie tutejszych ludzi. Po zakończonej rozmowie udałem się do swojego pokoju.
Następny dzień minął prawie tak samo jak poprzedni. Prawie dlatego, że po zakończonym zadaniu udałem się do kawiarni gdzie pracuje Maya. Było południe więc przy okazji się coś zamówi. W środku budynku panowała przyjemna atmosfera nic dziwnego, że zawsze tyle tu osób chodzi. Zająłem wolny stolik i kilka chwil potem podbiegła do mnie dziewczyna i pocałowała w policzek. Usiadła obok i rozmawialiśmy o jej pracy jak i sytuacji w gildii. Jutro ostatni dzień obserwacji. Penentio według mnie posunął się za daleko jednak coś czuje że nie zaprzestanie na tym i nadal będzie Elsworda męczyć by przyznał się. W sumie ciekaw jestem czy powie nam to, co ukrywa. Maya zapytała mnie czy coś chce, kiwnąłem głową i poprosiłem o kawę. Uśmiechnięta wstała i poszła za blat. Odwróciłem się za nią i dostrzegłem, że pewien typek dziwnie się na nią patrzał. Osobiście go nie znam pewnie z tych mniejszości jest albo typków nocnych. Kilka minut później Maya szła do mnie z moim zamówieniem i wtedy ten gość zaczepił ją, podnosząc jej spódniczkę. Dziewczyna jak oparzona odwróciła się, na kilka sekund straciła równowagę i wylała na siebie gorącą kawę upuszczając tace z filiżanką. Zaśmiał się i spoglądał na nią. Wstałem i podszedłem do niego. Chwyciłem za ramię i dźwignąłem na tyle by wstał z krzesła. Potem drugą ręką złapałam za potylice i z całej siły uderzyłem nim o stół. Chciał się wyrwać i przeklinał coś pod nosem. Dźwignąłem go i drugi raz uderzyłem mówiąc mu, że jeszcze raz zbliży się do niej czy któregokolwiek pracownika stąd, to zrobię wszystko by wylądował tam gdzie jego miejsce. Nie odpowiedział nic, tylko wolną ręką dal znak, że rozumie. Puściłem go i podszedłem do Mayi, której pomagała inna koleżanka. Położyłem jej rękę na ramieniu i powiedziałem że jeśli będą podobne akcje ma mi powiedzieć. Kiwnęła głową, ucałowałem ją w czoło i musiałem wracać do gildii.
Wieczorem wpadłem do domu jakby się gdzie paliło i od razu przytuliłem Maye do siebie. Rozmawialiśmy przez długi czas, a potem trochę się sobą zajęliśmy.
Do wieczora wykonywałem różne drobne misje od Yuri i wróciłem do domu by tam zająć się Maya i wypytać ją o nową pracę. Dowiedziałem się, że pracuje w kawiarni, naprzeciwko siedziby Penentia. Póki co nie ma zastrzeżeń i chwali sobie tutejszych ludzi. Po zakończonej rozmowie udałem się do swojego pokoju.
Następny dzień minął prawie tak samo jak poprzedni. Prawie dlatego, że po zakończonym zadaniu udałem się do kawiarni gdzie pracuje Maya. Było południe więc przy okazji się coś zamówi. W środku budynku panowała przyjemna atmosfera nic dziwnego, że zawsze tyle tu osób chodzi. Zająłem wolny stolik i kilka chwil potem podbiegła do mnie dziewczyna i pocałowała w policzek. Usiadła obok i rozmawialiśmy o jej pracy jak i sytuacji w gildii. Jutro ostatni dzień obserwacji. Penentio według mnie posunął się za daleko jednak coś czuje że nie zaprzestanie na tym i nadal będzie Elsworda męczyć by przyznał się. W sumie ciekaw jestem czy powie nam to, co ukrywa. Maya zapytała mnie czy coś chce, kiwnąłem głową i poprosiłem o kawę. Uśmiechnięta wstała i poszła za blat. Odwróciłem się za nią i dostrzegłem, że pewien typek dziwnie się na nią patrzał. Osobiście go nie znam pewnie z tych mniejszości jest albo typków nocnych. Kilka minut później Maya szła do mnie z moim zamówieniem i wtedy ten gość zaczepił ją, podnosząc jej spódniczkę. Dziewczyna jak oparzona odwróciła się, na kilka sekund straciła równowagę i wylała na siebie gorącą kawę upuszczając tace z filiżanką. Zaśmiał się i spoglądał na nią. Wstałem i podszedłem do niego. Chwyciłem za ramię i dźwignąłem na tyle by wstał z krzesła. Potem drugą ręką złapałam za potylice i z całej siły uderzyłem nim o stół. Chciał się wyrwać i przeklinał coś pod nosem. Dźwignąłem go i drugi raz uderzyłem mówiąc mu, że jeszcze raz zbliży się do niej czy któregokolwiek pracownika stąd, to zrobię wszystko by wylądował tam gdzie jego miejsce. Nie odpowiedział nic, tylko wolną ręką dal znak, że rozumie. Puściłem go i podszedłem do Mayi, której pomagała inna koleżanka. Położyłem jej rękę na ramieniu i powiedziałem że jeśli będą podobne akcje ma mi powiedzieć. Kiwnęła głową, ucałowałem ją w czoło i musiałem wracać do gildii.
Wieczorem wpadłem do domu jakby się gdzie paliło i od razu przytuliłem Maye do siebie. Rozmawialiśmy przez długi czas, a potem trochę się sobą zajęliśmy.
wtorek, 11 grudnia 2012
Wpis12
Gdy się obudziłem Aisha spała obok mnie (do niczego nie doszło, żeby
ktoś nie zabrnął za daleko z fantazją). Wstałem po cichu, przykryłem ją,
ucałowałem w policzek i zająłem się sobą. Dwa dni jeszcze. Była wczesna
godzina. Udałem się na Podziemia z testować mój pierścień w praktyce.
Jak już skończyłem sprawdzania moich nowych możliwości wróciłem do Hamel i udałem się do gildii. Podczas pracy nękała ciągle mnie wczorajsza rozmowa z Lorienem. Powinienem im powiedzieć czy nie? Jak oni potem będą mnie traktować? Właśnie muszę wybrać się do świata demonów i wyjaśnić to. Kilka godzin później przyszła Zeki sprawdzić jak sobie radzę. Przy okazji zabrała to, po co głównie przyszła, chwila przyjemności każdemu się należy. Pomimo tego wszystkiego zauważyła, że czymś się martwię. Usiadła na kolanach i głaskała mnie po głowie.
-Co się dzieje misiek? Strasznie zmartwiony jesteś od wczoraj.
-Myślę nad czymś. Zapewne słyszałaś o tym, że w Hamel jest pan demonów.
-No coś Penentio mówił o tym, a co?
-Podejrzewa, że to ja. - Zekira na moment zamarła w bezruchu i patrzała na mnie zdziwiona.
-Żartujesz chyba? - pokręciłem głową,a Aisha zaczęła nerwowo stukać palcem o ramię. - Nie wierzę w to. On jest nienormalny. - spojrzałem na nią i coś w środku mnie zabolało, przecież ja ją jak i resztę okłamuje. Tylko dlaczego, czego się boję? Odrzucenia? Kary? Zeki patrzała na mnie, po czym zmrużyła lekko oczy. - O czymś nie wiem?
-Obiecaj, że nikomu nie powiesz. - kiwnęła głową. Wstałem z nią i przytuliłem ją do siebie. - Penentio dobrze myśli. To ja jestem panem demonów. - spojrzałem na nią poważnym wzrokiem, a ona była w szoku. Wytłumaczyłem jej wszystko i po tych wiadomościach strasznie zbladła.
-Ty jesteś... dlaczego... jak... -osunęła mi się w ramionach i złapała za głowę. Nie wyglądała za dobrze. Wziąłem ja na ręce i położyłem na kanapie.
-Odpocznij i proszę Cię, nikomu o tym nie mów, bo będziemy mieli wszyscy kłopoty.
Kiwnęła głową, a ja poszedłem po szklankę wody. Gdy wróciłem nadal była w takim samym złym stanie. Odłożyłem szklankę na stół i usiadłem koło niej, głaszcząc ją po policzku. Pewnie ma masę pytań odnośnie tego, ale póki co niech dojdzie do siebie. Kilka minut później zasnęła, a ja wróciłem do swoich obowiązków.
Zbliżał się wieczór. Zeki dopiero teraz się obudziła. Od razu zaprzestałem swoje zajęcia i podszedłem do niej. Wyglądała już dużo lepiej. Zapytałem ją czy wszystko już dobrze. Kiwnęła głową po czym dodała, że nie jest w porządku, bo ją okłamywałem. Zaczęła pytać o inne szczegóły. Na wszystko jej odpowiadałem i na końcu przeprosiłem ją za to, ale nie mogłem o tym powiedzieć nikomu. Nadal nie powinienem, bo narażam siebie i przyjaciół. Zrozumiała to i przytuliła się mówiąc, że bez względu na wszystko, zawsze będzie przy mnie. Ulżyło mi trochę.
Po kontroli odprowadziłem Aishe do jej domu, a potem wróciłem do swojej willy. Tam powiedziałem Śnieżynce o wszystkim, co się wydarzyło. Nie umiała wydusić słowa z siebie i skończyło się na tym, że zaczęła się po mnie wydzierać, za rozpowiadanie takich rzeczy. Szybko ją uciszyłem i kazałem otworzyć bramę do demonów.
W ich świecie przywołałem mroczne moce i wraz z Wyrocznią udaliśmy się do zamku. W środku co chwile mijałem wojowników, generałów i innych, którzy na mój widok kłaniali się na wyraz szacunku do mnie. W sali głównej, spotkałem Avalaca i kazałem zebrać wszystkie demony, bo mam coś do przekazania. Od razu wyszedł, a ja zająłem miejsce na tronie, a obok stanęła Śnieżynka. Kilkanaście minut później zebrały się wszystkie demony i uklękli na powitanie recytując litanie powitalną. Gdy skończyli kazałem im wstać i poprosiłem Isse by wyszła na środek.
-Co robiłaś dwa dni temu w Hamel?
-Sprawdzałam czy miasto jest bezpieczne i czy nie ma sługusów Rana.
-Kto Ci dał na to pozwolenie?
-Nikt.
-Nikt... - wstałem i podszedłem do niej. Skierowałem się do wszystkich zgromadzonych. - Chcę wam wszystkim oznajmić, iż dzięki Issabel jestem podejrzany o to, że zadaję się z wami, demonami, które zaatakowały Hamel jak i inne miasta. - rozległa się burza dyskusji i zrobiło się gwarno. Padały różne słowa, nawet o tym że Issa powinna ponieść karę śmierci. Dźwignąłem lekko rękę do góry i zamilkli. - Issa poniesie karę, sam się tym zajmę, jednakże teraz nie będę mógł przychodzić i na ten czas, aż znikną zarzuty względem mnie władze obejmuje Avalac. Wszyscy, bez wyjątku mają zakaz pojawiania się na ternach Hamel czy innych miast z Elios. A teraz możecie się rozejść.
Każdy poszedł zająć się swoimi sprawami, a ja szarpnąłem Isse za ramię i udałem się z nią do sali tortur. Zamknąłem drzwi na klucz i kazałem usiąść. Męczenie jej fizycznie nie przyniesie skutków, więc postanowiłem pomęczyć ją psychicznie. Po dziesięciu minutach już dalej nie była w stanie kontynuować rozmowy. Na koniec rzuciłem jej by to przemyślała i wróciłem do sali głównej. Tam razem z Śnieżynką wróciliśmy do domu.
Jak już skończyłem sprawdzania moich nowych możliwości wróciłem do Hamel i udałem się do gildii. Podczas pracy nękała ciągle mnie wczorajsza rozmowa z Lorienem. Powinienem im powiedzieć czy nie? Jak oni potem będą mnie traktować? Właśnie muszę wybrać się do świata demonów i wyjaśnić to. Kilka godzin później przyszła Zeki sprawdzić jak sobie radzę. Przy okazji zabrała to, po co głównie przyszła, chwila przyjemności każdemu się należy. Pomimo tego wszystkiego zauważyła, że czymś się martwię. Usiadła na kolanach i głaskała mnie po głowie.
-Co się dzieje misiek? Strasznie zmartwiony jesteś od wczoraj.
-Myślę nad czymś. Zapewne słyszałaś o tym, że w Hamel jest pan demonów.
-No coś Penentio mówił o tym, a co?
-Podejrzewa, że to ja. - Zekira na moment zamarła w bezruchu i patrzała na mnie zdziwiona.
-Żartujesz chyba? - pokręciłem głową,a Aisha zaczęła nerwowo stukać palcem o ramię. - Nie wierzę w to. On jest nienormalny. - spojrzałem na nią i coś w środku mnie zabolało, przecież ja ją jak i resztę okłamuje. Tylko dlaczego, czego się boję? Odrzucenia? Kary? Zeki patrzała na mnie, po czym zmrużyła lekko oczy. - O czymś nie wiem?
-Obiecaj, że nikomu nie powiesz. - kiwnęła głową. Wstałem z nią i przytuliłem ją do siebie. - Penentio dobrze myśli. To ja jestem panem demonów. - spojrzałem na nią poważnym wzrokiem, a ona była w szoku. Wytłumaczyłem jej wszystko i po tych wiadomościach strasznie zbladła.
-Ty jesteś... dlaczego... jak... -osunęła mi się w ramionach i złapała za głowę. Nie wyglądała za dobrze. Wziąłem ja na ręce i położyłem na kanapie.
-Odpocznij i proszę Cię, nikomu o tym nie mów, bo będziemy mieli wszyscy kłopoty.
Kiwnęła głową, a ja poszedłem po szklankę wody. Gdy wróciłem nadal była w takim samym złym stanie. Odłożyłem szklankę na stół i usiadłem koło niej, głaszcząc ją po policzku. Pewnie ma masę pytań odnośnie tego, ale póki co niech dojdzie do siebie. Kilka minut później zasnęła, a ja wróciłem do swoich obowiązków.
Zbliżał się wieczór. Zeki dopiero teraz się obudziła. Od razu zaprzestałem swoje zajęcia i podszedłem do niej. Wyglądała już dużo lepiej. Zapytałem ją czy wszystko już dobrze. Kiwnęła głową po czym dodała, że nie jest w porządku, bo ją okłamywałem. Zaczęła pytać o inne szczegóły. Na wszystko jej odpowiadałem i na końcu przeprosiłem ją za to, ale nie mogłem o tym powiedzieć nikomu. Nadal nie powinienem, bo narażam siebie i przyjaciół. Zrozumiała to i przytuliła się mówiąc, że bez względu na wszystko, zawsze będzie przy mnie. Ulżyło mi trochę.
Po kontroli odprowadziłem Aishe do jej domu, a potem wróciłem do swojej willy. Tam powiedziałem Śnieżynce o wszystkim, co się wydarzyło. Nie umiała wydusić słowa z siebie i skończyło się na tym, że zaczęła się po mnie wydzierać, za rozpowiadanie takich rzeczy. Szybko ją uciszyłem i kazałem otworzyć bramę do demonów.
W ich świecie przywołałem mroczne moce i wraz z Wyrocznią udaliśmy się do zamku. W środku co chwile mijałem wojowników, generałów i innych, którzy na mój widok kłaniali się na wyraz szacunku do mnie. W sali głównej, spotkałem Avalaca i kazałem zebrać wszystkie demony, bo mam coś do przekazania. Od razu wyszedł, a ja zająłem miejsce na tronie, a obok stanęła Śnieżynka. Kilkanaście minut później zebrały się wszystkie demony i uklękli na powitanie recytując litanie powitalną. Gdy skończyli kazałem im wstać i poprosiłem Isse by wyszła na środek.
-Co robiłaś dwa dni temu w Hamel?
-Sprawdzałam czy miasto jest bezpieczne i czy nie ma sługusów Rana.
-Kto Ci dał na to pozwolenie?
-Nikt.
-Nikt... - wstałem i podszedłem do niej. Skierowałem się do wszystkich zgromadzonych. - Chcę wam wszystkim oznajmić, iż dzięki Issabel jestem podejrzany o to, że zadaję się z wami, demonami, które zaatakowały Hamel jak i inne miasta. - rozległa się burza dyskusji i zrobiło się gwarno. Padały różne słowa, nawet o tym że Issa powinna ponieść karę śmierci. Dźwignąłem lekko rękę do góry i zamilkli. - Issa poniesie karę, sam się tym zajmę, jednakże teraz nie będę mógł przychodzić i na ten czas, aż znikną zarzuty względem mnie władze obejmuje Avalac. Wszyscy, bez wyjątku mają zakaz pojawiania się na ternach Hamel czy innych miast z Elios. A teraz możecie się rozejść.
Każdy poszedł zająć się swoimi sprawami, a ja szarpnąłem Isse za ramię i udałem się z nią do sali tortur. Zamknąłem drzwi na klucz i kazałem usiąść. Męczenie jej fizycznie nie przyniesie skutków, więc postanowiłem pomęczyć ją psychicznie. Po dziesięciu minutach już dalej nie była w stanie kontynuować rozmowy. Na koniec rzuciłem jej by to przemyślała i wróciłem do sali głównej. Tam razem z Śnieżynką wróciliśmy do domu.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Wpis11
Po wczorajszym dniu miałem serdecznie dość. Jeszcze 3 dni męki i w końcu
spokój. Wstałem jak zwykle koło szóstej rano i spojrzałem na kalendarz.
No tak dziś są moje dwudzieste urodziny, bosko. Nawet nie miałem czasu
kiedy wszystkiego zorganizować, jeszcze Obserwacja no tak. W sumie i tak
imprezę chciałem czy nie chciałem robiła Rena. Mam dziwne przeczucie,
że coś wymyśliła. Doprowadziłem się do porządku i udałem do siedziby
gildii. W budynku było pusto i cicho. Jakoś wole jak nie ma tu tego
hałasu. Skierowałem się do gabinetu Yuri. Jak zwykle siedziała i coś
pisała. Przywitałem się z nią i poprosiłem o listę misji dla ludzi. Nie
zaprzestając pisania, do wolnej ręki wzięła kartę i mi ją wręczyła.
Udałem się do wyjścia i zanim zamknąłem drzwi życzyła mi wszystkiego
najlepszego. Uśmiechnąłem się do niej i skierowałem do swojego gabinetu.
Kilka godzin później Lorien przyszedł do mnie i powiedział, że mamy zejść na dół, bo Yuri chce coś ogłosić. Odłożyłem papiery i razem z Chungiem zeszliśmy na dół. Na dole stali wszyscy członkowie gildii oraz Zeki, która podbiegła do mnie i przytuliła się. Kilka chwil potem Yuri weszła na stół, który stał na środku. Patrzeliśmy na nią. Zastanawiałem się co takiego ma do powiedzenia.
-Dobra zamknąć buźki wszyscy! - chwila ciszy. - Więc jak każdy tu z obecnych wie... dziś urodziny obchodzi Elsword. Tak, ten wredny, co nas opuścił. - zmierzyłem ją wzrokiem, a ona tylko radośnie się uśmiechnęła. - Jako, że wszyscy cieszymy się z tego powodu przygotowaliśmy coś z tej okazji.
-Aż się boje.. - mruknąłem pod nosem, a Aisha szepnęła mi, że nie ma czego się bać.
Zaraz potem zaczęli śpiewać sto lat i z bocznych drzwi szli Rena, a za nią Raven i kilku innych co nieśli tort. Co za ludzie... Yuri zeskoczyła ze stołu i na nim chłopaki położyli tort który Rena zaczęła dzielić na kawałki. Gdy skończyli śpiewać Yuri znowu wszystkich uciszyła. Wraz z Reną wyszły na chwile, po czym wróciły z pudełkiem średniej wielkości. Elfka wręczyła mi podarunek po czym dodała, że wszyscy się na to składali. Ciekawe, co to może być. Wziąłem i rozpakowałem to po czym otwarłem i byłem bardzo mile zaskoczony. Pierścień umiejętności i to tych najsilniejszych wcale tani nie jest. Wyciąłem go, założyłem i podziękowałem im za to wszystko. Potem Rena dodała, że impreza miała być ale przez Obserwacje nie mogli tego zrobić. Potem każdy zaczął rozmawiać między sobą o różnych rzeczach. Ja wraz z Zeki, Lorienem, Mayą, Reną i Ravenem dyskutowaliśmy o Obserwacji oraz o Sylphie. Przy okazji pytali się czy zadowolony jestem z niespodzianki. Mogłem przewiedzieć to ale i tak jestem bardzo szczęśliwy. Chciałem zapytać od kogo kupili ten pierścień ale zrezygnowałem. Stawiam plus minus 50kk. Gdy wybiła dwunasta Yuri zagoniła, wszystkich do pracy. Rena i Raven poszli zająć się swoimi sprawami, Maya powiedziała Lorienowi, że wraca do pracy. Oh znalazła pracę, ciekawe. Aisha na pożegnanie przytuliła się i powiedziała, że jak wrócę do domu to czeka mnie jeszcze jedna niespodzianka. Robi się ciekawie. Wszyscy się rozeszli i Chung chciał o czymś pogadać. No skoro chce. Udaliśmy się do mojego gabinetu. Tam usiadłem na swoim fotelu, a Lorien zajął miejsce na kanapie.
-Zapytam wprost Elsword, masz kontakt z demonami? - trochę rozdrażniło mnie to pytanie. Przecież nikomu o tym nie mówiłem.
-Nie? Skąd taki pomysł? - zapytałem zdziwiony.
-Bo wczoraj spotkaliśmy demona, który powiedział, że pilnuje bezpieczeństwa miasta i ich pana.
-Ciekawe, że demony umieją mówić.
-To był pół elf pół demon, z dwoma sztyletami. - cholera jasna, przecież to Issa. Co ona do cholery robi? Serce zaczęło mi szybciej bić. Nie mogą się o tym dowiedzieć, choćby miał się świat zawalić.
-Może to był mroczny elf, a nie demon. Chyba, że coś się u nich pozmieniało. Słuchaj Lorien ja nie mam nic do ukrycia i dziwi mnie fakt, że podejrzewacie mnie o coś. Pewnie Penetnio co? Skończony palant. Uwziął się i tyle. - wstałem z fotela i oparłem się o biurko.
-Może ale wiesz Twój mrok.
-Mój mrok nie ma nic wspólnego z demonami
-Pomijając fakt, że wziął się od zabijania demonów.- założył ręce i cały czas mnie obserwował.
-To ma być przesłuchanie? - zaraz wytrąci mnie z równowagi.
-Czemu tak się denerwujesz? Jeśli nie masz nic do ukrycia, to nie masz czego się bać. Po Twoim zachowaniu, chyba jednak nie do końca jesteś z nami szczery. Ukrywasz coś przed nami.
-Nic nie ukrywam.
Lorien wstał i udał się do wyjścia po czym rzucił, że skoro jesteśmy przyjaciółmi to nie powinniśmy mieć przed sobą żadnych tajemnic większej wagi i zamknął drzwi. Uderzyłem zdenerwowany pięścią w stół. Cholera! Nie mogę im o tym powiedzieć, wtedy by mi przestali ufać i traktowali jak odmieńca. W sumie i tak nim jestem... w ukryciu.
O dwudziestej przyszedł gość z zarządu urzędu gildii i zabrał od nas raport z dzisiejszego dnia. Cały czas nękała mnie ta myśl. Co ja do cholery powinienem zrobić? Wróciłem do domu i tam czekała na mnie Zeki. Dzięki niej do późnej godziny mogłem zapomnieć o tym i zająć się nią.
Kilka godzin później Lorien przyszedł do mnie i powiedział, że mamy zejść na dół, bo Yuri chce coś ogłosić. Odłożyłem papiery i razem z Chungiem zeszliśmy na dół. Na dole stali wszyscy członkowie gildii oraz Zeki, która podbiegła do mnie i przytuliła się. Kilka chwil potem Yuri weszła na stół, który stał na środku. Patrzeliśmy na nią. Zastanawiałem się co takiego ma do powiedzenia.
-Dobra zamknąć buźki wszyscy! - chwila ciszy. - Więc jak każdy tu z obecnych wie... dziś urodziny obchodzi Elsword. Tak, ten wredny, co nas opuścił. - zmierzyłem ją wzrokiem, a ona tylko radośnie się uśmiechnęła. - Jako, że wszyscy cieszymy się z tego powodu przygotowaliśmy coś z tej okazji.
-Aż się boje.. - mruknąłem pod nosem, a Aisha szepnęła mi, że nie ma czego się bać.
Zaraz potem zaczęli śpiewać sto lat i z bocznych drzwi szli Rena, a za nią Raven i kilku innych co nieśli tort. Co za ludzie... Yuri zeskoczyła ze stołu i na nim chłopaki położyli tort który Rena zaczęła dzielić na kawałki. Gdy skończyli śpiewać Yuri znowu wszystkich uciszyła. Wraz z Reną wyszły na chwile, po czym wróciły z pudełkiem średniej wielkości. Elfka wręczyła mi podarunek po czym dodała, że wszyscy się na to składali. Ciekawe, co to może być. Wziąłem i rozpakowałem to po czym otwarłem i byłem bardzo mile zaskoczony. Pierścień umiejętności i to tych najsilniejszych wcale tani nie jest. Wyciąłem go, założyłem i podziękowałem im za to wszystko. Potem Rena dodała, że impreza miała być ale przez Obserwacje nie mogli tego zrobić. Potem każdy zaczął rozmawiać między sobą o różnych rzeczach. Ja wraz z Zeki, Lorienem, Mayą, Reną i Ravenem dyskutowaliśmy o Obserwacji oraz o Sylphie. Przy okazji pytali się czy zadowolony jestem z niespodzianki. Mogłem przewiedzieć to ale i tak jestem bardzo szczęśliwy. Chciałem zapytać od kogo kupili ten pierścień ale zrezygnowałem. Stawiam plus minus 50kk. Gdy wybiła dwunasta Yuri zagoniła, wszystkich do pracy. Rena i Raven poszli zająć się swoimi sprawami, Maya powiedziała Lorienowi, że wraca do pracy. Oh znalazła pracę, ciekawe. Aisha na pożegnanie przytuliła się i powiedziała, że jak wrócę do domu to czeka mnie jeszcze jedna niespodzianka. Robi się ciekawie. Wszyscy się rozeszli i Chung chciał o czymś pogadać. No skoro chce. Udaliśmy się do mojego gabinetu. Tam usiadłem na swoim fotelu, a Lorien zajął miejsce na kanapie.
-Zapytam wprost Elsword, masz kontakt z demonami? - trochę rozdrażniło mnie to pytanie. Przecież nikomu o tym nie mówiłem.
-Nie? Skąd taki pomysł? - zapytałem zdziwiony.
-Bo wczoraj spotkaliśmy demona, który powiedział, że pilnuje bezpieczeństwa miasta i ich pana.
-Ciekawe, że demony umieją mówić.
-To był pół elf pół demon, z dwoma sztyletami. - cholera jasna, przecież to Issa. Co ona do cholery robi? Serce zaczęło mi szybciej bić. Nie mogą się o tym dowiedzieć, choćby miał się świat zawalić.
-Może to był mroczny elf, a nie demon. Chyba, że coś się u nich pozmieniało. Słuchaj Lorien ja nie mam nic do ukrycia i dziwi mnie fakt, że podejrzewacie mnie o coś. Pewnie Penetnio co? Skończony palant. Uwziął się i tyle. - wstałem z fotela i oparłem się o biurko.
-Może ale wiesz Twój mrok.
-Mój mrok nie ma nic wspólnego z demonami
-Pomijając fakt, że wziął się od zabijania demonów.- założył ręce i cały czas mnie obserwował.
-To ma być przesłuchanie? - zaraz wytrąci mnie z równowagi.
-Czemu tak się denerwujesz? Jeśli nie masz nic do ukrycia, to nie masz czego się bać. Po Twoim zachowaniu, chyba jednak nie do końca jesteś z nami szczery. Ukrywasz coś przed nami.
-Nic nie ukrywam.
Lorien wstał i udał się do wyjścia po czym rzucił, że skoro jesteśmy przyjaciółmi to nie powinniśmy mieć przed sobą żadnych tajemnic większej wagi i zamknął drzwi. Uderzyłem zdenerwowany pięścią w stół. Cholera! Nie mogę im o tym powiedzieć, wtedy by mi przestali ufać i traktowali jak odmieńca. W sumie i tak nim jestem... w ukryciu.
O dwudziestej przyszedł gość z zarządu urzędu gildii i zabrał od nas raport z dzisiejszego dnia. Cały czas nękała mnie ta myśl. Co ja do cholery powinienem zrobić? Wróciłem do domu i tam czekała na mnie Zeki. Dzięki niej do późnej godziny mogłem zapomnieć o tym i zająć się nią.
niedziela, 9 grudnia 2012
Wpis10 Oczami Chunga
Zaspałem dziś tak, że aż sam siebie w sercu katowałem. Dochodziła już
11. Jest źle. Szybko doprowadziłem się do porządku i jak oparzony
pobiegłem do gildii. Gdy wszedłem do siedziby panował dziwny nastrój.
Poszedłem szybkim krokiem do Yuri i w jej gabinecie zapytałem co się się
stało. Wyjaśniła mi wszystko i powiedziała dokładniej o tej Obserwacji.
4dni cholera jasna, czyli imprezę można odwołać, bo nikt normalny nie
będzie zaczynać zabawę po dwudziestej i kończył za dwie, trzy godziny.
Yuri powiedziała już to Renie i zrozumiała to, jednak i tak nie zamierza
poddawać się i w gildii planuje coś zrobić. Nie zdradziła mi niczego
więcej, powiedziała bym poczekał do wieczora. Przystałem na to i przy
okazji zapytałem czy już zebrała się gildia na prezent. Potwierdziła
kiwnięciem głowy i wręczyła mi papierek z misją na dziś. Patrol po
Hamel, uff w końcu coś przyjemnego. Gdy wychodziłem zapytała o sprawę
demona. Dreszcz przeszył moje ciało i powiedziałem krótko, że zwiększą
obronę. Nie powiem jej, że Penentio domyśla się, iż to Elsword, bo by
zrobiło się wtedy zamieszanie. W sumie sam go o to zapytam w wolnej
chwili, bo ciekawi mnie co on o tym myśli.
Udałem się na patrol i tak myślałem o tym. Dowódca mówił, że będzie go obserwować, sprawa Obserwacji gildii... Nie, nie wierzę, że się do tego posunął. Udałem się do niego i tam zapytałem czy to jego sprawka. Udawał greka i mówił, że nic nie wie o tym. Jasne, mówi o obserwacji, a potem gildia takową dostaję. Jest bezczelny by gildią się posługiwać! Wytracony z równowagi wróciłem do patrolowania. Nic szczególnego się nie działo na szczęście. Około godziny siedemnastej skończyłem misję i wróciłem do gildii zdać raport. Gdy Yuri przejrzała go, odrzekła iż jestem wolny. Jedna wcześniej zatrzymała mnie i powiedziała mniej więcej jak będzie to wyglądać. Oby tylko Els się nie wkurzył o to. Kiwnąłem głową, że rozumiem i pożegnałem się z nią. Udałem się potem do Reny z pieniędzmi na prezent, akurat kierowała się na rynek, więc wręczyłem jej monety. Wymieniliśmy kilka zdań o dniu jutrzejszym i wróciłem do siebie.
W domu Mayi nie było, czyli znalazła pracę. Podczas rozmów nadmieniła, że szuka czegoś w miarę łatwego za odpowiednią wypłatę. Cieszy mnie fakt, że jej się tu podoba i się za klimatyzowała. Udałem się na salę treningową trochę poćwiczyć, bo ostatnio nie miałem na to czasu.
Kilka godzin później siedziałem już i odpoczywałem wygodnie w fotelu przeglądając telewizor. Wtedy wróciła Maya. Podbiegła do mnie uradowana i pocałowała w policzek. Zapytałem ją gdzie była i jak minął jej dzień. Z wielką radością opowiedziała mi o tym jak znalazła pracę, o tym co robi oraz to iż dziś dzień minął jej bardzo szybko i bardzo wesoło. Przytuliłem ją do siebie i rozmawialiśmy o jutrzejszym dniu. Oby wszystko poszło po naszej myśli.
Udałem się na patrol i tak myślałem o tym. Dowódca mówił, że będzie go obserwować, sprawa Obserwacji gildii... Nie, nie wierzę, że się do tego posunął. Udałem się do niego i tam zapytałem czy to jego sprawka. Udawał greka i mówił, że nic nie wie o tym. Jasne, mówi o obserwacji, a potem gildia takową dostaję. Jest bezczelny by gildią się posługiwać! Wytracony z równowagi wróciłem do patrolowania. Nic szczególnego się nie działo na szczęście. Około godziny siedemnastej skończyłem misję i wróciłem do gildii zdać raport. Gdy Yuri przejrzała go, odrzekła iż jestem wolny. Jedna wcześniej zatrzymała mnie i powiedziała mniej więcej jak będzie to wyglądać. Oby tylko Els się nie wkurzył o to. Kiwnąłem głową, że rozumiem i pożegnałem się z nią. Udałem się potem do Reny z pieniędzmi na prezent, akurat kierowała się na rynek, więc wręczyłem jej monety. Wymieniliśmy kilka zdań o dniu jutrzejszym i wróciłem do siebie.
W domu Mayi nie było, czyli znalazła pracę. Podczas rozmów nadmieniła, że szuka czegoś w miarę łatwego za odpowiednią wypłatę. Cieszy mnie fakt, że jej się tu podoba i się za klimatyzowała. Udałem się na salę treningową trochę poćwiczyć, bo ostatnio nie miałem na to czasu.
Kilka godzin później siedziałem już i odpoczywałem wygodnie w fotelu przeglądając telewizor. Wtedy wróciła Maya. Podbiegła do mnie uradowana i pocałowała w policzek. Zapytałem ją gdzie była i jak minął jej dzień. Z wielką radością opowiedziała mi o tym jak znalazła pracę, o tym co robi oraz to iż dziś dzień minął jej bardzo szybko i bardzo wesoło. Przytuliłem ją do siebie i rozmawialiśmy o jutrzejszym dniu. Oby wszystko poszło po naszej myśli.
Wpis9 Oczami Chunga
W gildii panowała jakaś luźniejsza atmosfera. Zapytałem innych co się
stało to odrzekli, że Ammo wrócił. Ucieszył mnie jego powrót, po czym
udałem się do Yuri. Tam przywitała mnie pełna radości i powiedziała
uradowana, że mój przyjaciel wrócił do gildii. Po chwili zapytała mnie,
co planujemy na urodziny Elsworda. Jeszcze takich większych planów nie
mamy w sumie i tak organizatorką będzie Rena. Gdy przedstawiłem jej
naszą sytuację przytaknęła i dorzuciła, że pogada o tym z nią. Zapytała,
co zamierzamy mu kupić czy to będzie każdy z osobna czy grupowo. Nie
planowaliśmy niczego, nie znaleźliśmy też niczego ciekawego dla niego,
bo wszystko ma... prawie wszystko. Z tego co pamiętam to nie posiada
pierścienia na swoje najsilniejsze umiejętności. Yuri klasnęła w ręce i
wiedziała już, co mu kupimy. Tylko jest druga sprawa, takie pierścienie
są bardzo drogie. Kiedyś widziałem za 70kk ta cena mnie przeraziła.
Mistrzyni zapewniała, że zbierzemy kasę, zamówimy i kupimy. Skoro tak to
niech tak będzie. Wręczyła mi misję na dzisiaj. Pomaganie Daisy w
segregacji dokumentów... No nie. Zdołowany misją udałem się do niej i do
wieczora siedziałem. Po zakończonej misji wróciłem do Yuri zdać
raporcik z misji i wróciłem do domu.
W domu przywitała mnie radośnie Maya i wypytywała jak mi dzień minął. Opowiedziałem co i jak, a następnie zaczęliśmy dyskutować o planach na urodziny. Chciałem by wszystko wyszło dobrze, bo jest jednym z nas i też mu się należy. Do północy siedziałem razem z Maya, a potem poszedłem spać.
Następny dzień minął prawie tak samo. Zanim wybrałem się do gildii udałem się do Reny. Powiedziała mi co i jak z imprezą oraz że wie kto nam sprzeda taki pierścień, bo widziała na rynku. Każdy członek gildii wraz z naszą paczką ma dać po 1kk. Wmurowało mnie, zapytałem ile on kosztuje. Odrzekła uradowana, że tylko 41kk. To i tak lepiej jak było. Zgodziłem się i powiedziałem, że potem jej kasę podeśle.
Dochodziło południe. Udałem się do gildii i tam z Yuri znowu gadaliśmy o tym wszystkim, a potem wręczyła mi na dziś zajęcie. Pilnowanie Searinne podczas misji. Spojrzałem na dziewczynę pytająco, powiedziała krótko, że skargi są na nią i dziś mam ją pilnować. Zszedłem na dół i powiedziałem Sear, że mam ją pilnować podczas misji. Zdziwiła się i z niezadowoleniem udaliśmy się na misję. Jej zdaniem było patrolowanie terenów wschodnich Hamel. Nie słyszałem nic o demonach w mieście, więc zaciekawiło mnie to.Chodziliśmy po okolicy i rozglądaliśmy się. Po długim czasie przykuła mnie uwagi pewnej osoby, w długich czarnych włosach, z dwoma sztyletami w rękach i wysokich czarnych butach, tak samo jak jej ubranie. Zawołałem Sear i razem ruszyliśmy w pogoń za ta osobą. Wyczuła, że ją gonimy i przyśpieszyła swój bieg. Wbiegliśmy z czasem do serca lasu. Zatrzymaliśmy się i szukaliśmy jej. Zgubiliśmy ją z oczu, przeklęty las. Sekundę później tajemnicza osoba zaatakowała Sear, że straciła przytomność i upadła na ziemię. Odwróciłem się i zaatakowałem ja działem. Odskoczyła do tyłu i ukucnęła na ziemi. Zmierzyłem ją spojrzeniem. Wygląda jakby była pół elfem i pół demonem. Wymierzyłem swoją broń w jej stronę. Wtedy dźwignęła się i uniosła ręce w sposób taki jakby chciała mi przekazać, że nie zamierza walczyć ze mną.
-Kim jesteś i co szukasz w Hamel.
-Kim jestem, to wiemy. Czego szukam? Sprawdzam czy miasto jest bezpieczne tak samo jak nasz pan.
-Pan?
Wtedy odwróciła się i pobiegła przed siebie. Nawet nie pomyślałem o tym by ją gonić, cały czas chodziło mi po głowie jej słowa 'nasz pan'. Ran jest w Hamel? Nie to nie ma sensu, magia i tarcza obronna by go wyczuła. Jest drugi pan demonów? Ale skąd? I co robi w Hamel? Nie podoba mi się to.
Z czasem Sear się ocknęła i potem razem wróciliśmy do Hamel, zdając raport Yuri. Powiedzieliśmy jej, co zaszło. Była zdenerwowana. Kazała mi iść do Penentia i to zgłosić. Tak też zrobiłem.
-Dziwna sprawa Lorien. Możesz powtórzyć, co ona powiedziała?
-Sprawdzam czy miasto jest bezpieczne tak samo jak nasz pan.
-Sprawdzam czy miasto jest bezpieczne. - zamyślił się przez chwilę. - Demon, który dba o bezpieczeństwo Hamel? Jak sami chcieli je zniszczyć? To sensu nie ma.
-A może jakiś podział jest u nich?
-Podział? To czemu w takim razie nie pomogli nam gdy była walka? I jeszcze nasz pan. Władca demonów jest w naszym mieście. Ona to potwierdziła, tylko kto to może być. - wstał z fotela i skierował się do okna.
-Na pewno to nie demon, bo by tarcza go zdemaskowała. To jest człowiek, który panuje nad demonami. - aż sam ugryzłem się w język ze to powiedziałem
-Tak i tylko jedna osoba stąd może mieć kontakt z demonami. - spojrzałem na niego pytająco. Odwrócił się i założył ręce za siebie. - Elsword.
-Niemożliwe! - on chyba żartuje. Elsword nigdy by się z demonami nie zadawał, nie po tym co zrobiły.
-Doprawdy? Wiem o jego drugiej naturze, o jego mroku. Dawałem mu kiedyś misję na tyle trudne, że nikt nie były w stanie ich zaliczyć, a on wracał bez szwanku.
-To nie dowód, że demony mu pomagały. Ma styczność z mrokiem fakt, ale to nie czyni go osobą która dyryguje demonami. Gdyby tak było, to by kazał im się wycofać, a tak nie było! Musiał sam walczyć z Ranem! I tak go pokiereszował, że musiał uciekać! - oburzył mnie fakt w jaki sposób myśli Penentio. To jest szczyt chamstwa, biorąc pod uwagę na jego pozycję i tego, że to jego rodzina założyła Bractwo Czerwonych Rycerzy.
-Rozumiem Twój Gniew Lorien ale spójrzmy prawdzie w oczy. On jest jedyny, który posiada tak zaawansowaną siłę mroku. Nawet czarodziejki, które posługuj się mroczną magią nie posiadają jej tak wielkiej jak on. Jego mrok jest inny, tak jakby żył w nim demon, który jest uśpiony. - zacisnąłem ręce na broni po czym zabrałem ją i skierowałem do wyjścia. - Będzie pod obserwacją przez jakiś czas.
Zatrzasnąłem drzwi i wróciłem do domu zdenerwowany. Tam Maya od razu to zauważyła i zapytała co się stało. Streściłem jej to i nerwowo chodziłem po salonie. Nie wierzę że Ammo jest władcą demonów, no to jest nie możliwe. Jakby tak było to by nam powiedział, a nie. Maya starała się mnie uspokoić, dopiero z czasem usiadłem na fotelu a ona mi na kolana i przytuliła się do mnie. Po długim czasie uspokoiłem się jakoś i udałem się do swojego pokoju odpocząć.
W domu przywitała mnie radośnie Maya i wypytywała jak mi dzień minął. Opowiedziałem co i jak, a następnie zaczęliśmy dyskutować o planach na urodziny. Chciałem by wszystko wyszło dobrze, bo jest jednym z nas i też mu się należy. Do północy siedziałem razem z Maya, a potem poszedłem spać.
Następny dzień minął prawie tak samo. Zanim wybrałem się do gildii udałem się do Reny. Powiedziała mi co i jak z imprezą oraz że wie kto nam sprzeda taki pierścień, bo widziała na rynku. Każdy członek gildii wraz z naszą paczką ma dać po 1kk. Wmurowało mnie, zapytałem ile on kosztuje. Odrzekła uradowana, że tylko 41kk. To i tak lepiej jak było. Zgodziłem się i powiedziałem, że potem jej kasę podeśle.
Dochodziło południe. Udałem się do gildii i tam z Yuri znowu gadaliśmy o tym wszystkim, a potem wręczyła mi na dziś zajęcie. Pilnowanie Searinne podczas misji. Spojrzałem na dziewczynę pytająco, powiedziała krótko, że skargi są na nią i dziś mam ją pilnować. Zszedłem na dół i powiedziałem Sear, że mam ją pilnować podczas misji. Zdziwiła się i z niezadowoleniem udaliśmy się na misję. Jej zdaniem było patrolowanie terenów wschodnich Hamel. Nie słyszałem nic o demonach w mieście, więc zaciekawiło mnie to.Chodziliśmy po okolicy i rozglądaliśmy się. Po długim czasie przykuła mnie uwagi pewnej osoby, w długich czarnych włosach, z dwoma sztyletami w rękach i wysokich czarnych butach, tak samo jak jej ubranie. Zawołałem Sear i razem ruszyliśmy w pogoń za ta osobą. Wyczuła, że ją gonimy i przyśpieszyła swój bieg. Wbiegliśmy z czasem do serca lasu. Zatrzymaliśmy się i szukaliśmy jej. Zgubiliśmy ją z oczu, przeklęty las. Sekundę później tajemnicza osoba zaatakowała Sear, że straciła przytomność i upadła na ziemię. Odwróciłem się i zaatakowałem ja działem. Odskoczyła do tyłu i ukucnęła na ziemi. Zmierzyłem ją spojrzeniem. Wygląda jakby była pół elfem i pół demonem. Wymierzyłem swoją broń w jej stronę. Wtedy dźwignęła się i uniosła ręce w sposób taki jakby chciała mi przekazać, że nie zamierza walczyć ze mną.
-Kim jesteś i co szukasz w Hamel.
-Kim jestem, to wiemy. Czego szukam? Sprawdzam czy miasto jest bezpieczne tak samo jak nasz pan.
-Pan?
Wtedy odwróciła się i pobiegła przed siebie. Nawet nie pomyślałem o tym by ją gonić, cały czas chodziło mi po głowie jej słowa 'nasz pan'. Ran jest w Hamel? Nie to nie ma sensu, magia i tarcza obronna by go wyczuła. Jest drugi pan demonów? Ale skąd? I co robi w Hamel? Nie podoba mi się to.
Z czasem Sear się ocknęła i potem razem wróciliśmy do Hamel, zdając raport Yuri. Powiedzieliśmy jej, co zaszło. Była zdenerwowana. Kazała mi iść do Penentia i to zgłosić. Tak też zrobiłem.
-Dziwna sprawa Lorien. Możesz powtórzyć, co ona powiedziała?
-Sprawdzam czy miasto jest bezpieczne tak samo jak nasz pan.
-Sprawdzam czy miasto jest bezpieczne. - zamyślił się przez chwilę. - Demon, który dba o bezpieczeństwo Hamel? Jak sami chcieli je zniszczyć? To sensu nie ma.
-A może jakiś podział jest u nich?
-Podział? To czemu w takim razie nie pomogli nam gdy była walka? I jeszcze nasz pan. Władca demonów jest w naszym mieście. Ona to potwierdziła, tylko kto to może być. - wstał z fotela i skierował się do okna.
-Na pewno to nie demon, bo by tarcza go zdemaskowała. To jest człowiek, który panuje nad demonami. - aż sam ugryzłem się w język ze to powiedziałem
-Tak i tylko jedna osoba stąd może mieć kontakt z demonami. - spojrzałem na niego pytająco. Odwrócił się i założył ręce za siebie. - Elsword.
-Niemożliwe! - on chyba żartuje. Elsword nigdy by się z demonami nie zadawał, nie po tym co zrobiły.
-Doprawdy? Wiem o jego drugiej naturze, o jego mroku. Dawałem mu kiedyś misję na tyle trudne, że nikt nie były w stanie ich zaliczyć, a on wracał bez szwanku.
-To nie dowód, że demony mu pomagały. Ma styczność z mrokiem fakt, ale to nie czyni go osobą która dyryguje demonami. Gdyby tak było, to by kazał im się wycofać, a tak nie było! Musiał sam walczyć z Ranem! I tak go pokiereszował, że musiał uciekać! - oburzył mnie fakt w jaki sposób myśli Penentio. To jest szczyt chamstwa, biorąc pod uwagę na jego pozycję i tego, że to jego rodzina założyła Bractwo Czerwonych Rycerzy.
-Rozumiem Twój Gniew Lorien ale spójrzmy prawdzie w oczy. On jest jedyny, który posiada tak zaawansowaną siłę mroku. Nawet czarodziejki, które posługuj się mroczną magią nie posiadają jej tak wielkiej jak on. Jego mrok jest inny, tak jakby żył w nim demon, który jest uśpiony. - zacisnąłem ręce na broni po czym zabrałem ją i skierowałem do wyjścia. - Będzie pod obserwacją przez jakiś czas.
Zatrzasnąłem drzwi i wróciłem do domu zdenerwowany. Tam Maya od razu to zauważyła i zapytała co się stało. Streściłem jej to i nerwowo chodziłem po salonie. Nie wierzę że Ammo jest władcą demonów, no to jest nie możliwe. Jakby tak było to by nam powiedział, a nie. Maya starała się mnie uspokoić, dopiero z czasem usiadłem na fotelu a ona mi na kolana i przytuliła się do mnie. Po długim czasie uspokoiłem się jakoś i udałem się do swojego pokoju odpocząć.
sobota, 8 grudnia 2012
Aktualizacja
Dodano 2 nowe filmiki. Testowałam jak wygląda gra na lapku i jest się czym pochwalić.
Wpisy jutro będą~ Są w trakcie tworzenia
Dodano nową stronę; zmieniono nazwę strony
Wpisy jutro będą~ Są w trakcie tworzenia
Dodano nową stronę; zmieniono nazwę strony
piątek, 7 grudnia 2012
Wpis8 Oczami Chunga
Przez ponad miesiąc jakoś nie znalazłem czasu by pisać co się dzieje, więc w wielkim skrócie to napisze.
Jakiś czas po pierwszym spotkaniu z Maya zapytałem ją o to czy zostanie moją dziewczyną. Oczywiście zgodziła się. Umiem wyczuć u ludzi którym zależy na danej więzi i jestem pewien, co do Mayi i jej uczuć. Może u mnie było wesoło, natomiast Ammo przechodził piekło. Zerwał z Aishą i starał się jakoś funkcjonować jednak widziałem po nim, że ciężko mu jest. Gdy go odwiedzałem nie poruszałem tego tematu, bo co go będę dobijać... Aisha też tego dobrze nie znosiła. Odwiedzałem ją często, bo ona na prawdę się załamała. Siedziała cały czas w pokoju i nigdzie nie wychodziła chyba, że z Reną jak do niej przyszła. Do tego dowiedziałem się, że kilka razy próbowała się zabić stąd często była w szpitalu. Chciałem powiedzieć o tym Elsowi ale gdyby się dowiedział to by było jeszcze gorzej. Oprócz tego Yuri, nasza mistrzyni z gildii, strasznie przeżyła odejście Ammo z gildii. Pamiętam do dziś, jak w czasie typowych kłótni mówiła, że go wywali i płakać po nim nie będzie jak widać, za bardzo ona jak i inni się do niego przywiązali. Było inaczej w gildii, dziwnie pusto... Ja jako członek gildii o randze weterana mogę tylko pilnować i przynosić zgłoszenia innych do gildii czy też pomagać lub wykonywać misję. Raz na jakiś czas robiłem patrol po Peicie, demonów nie było widać, niby wszystko spokojnie jednak mam dziwne wrażenie, że to cisza przed burzą. Maya za pozwoleniem swojej matki zamieszkała u mnie. Jej matka bardzo była szczęśliwa widząc swoją córkę w pełni szczęśliwą dlatego też nie chciała odbierać jej nowego życia tak jakby i pozwoliła mi się nią zająć. Obiecałem, że będę ją pilnować i tak też robiłem. W wolnych chwilach chodziliśmy po parku czy innych ciekawych miejscach. Czułem się szczęśliwy mając ją u swojego boku. Podczas tego czasu miałem swoje dwudzieste urodziny, a kilka dni po mnie Raven obchodził dwudzieste dziewiąte urodziny. Przyjęcia odbywały się u mnie w domu oraz Reny. Rav z czasem zamieszkał z nią, w sumie to dobrze, bo elfka też jest zazwyczaj spokojna, więc pasują do siebie. Czy jest coś więcej między nimi? Nie wiem, nikt tego nie wie i raczej nikt się nie dowie.
Po długim czasie w końcu nadszedł ten dzień, dzień w którym nasza szóstka została grupą, która miała za zadanie znaleźć Eldryt. Aisha roznosiła listy do każdego. Spotkanie o 17 się zaczynało. Do tego czasu rozmawiałem z Mayą, a potem udałem się do Reny. Jak zwykle przyjęła mnie otwarcie i udałem się do salonu. Był tam Raven, a kilka chwil potem przyszedł Elsword. Rozmawialiśmy sami, a potem dołączyły do nas dziewczyny i wspominaliśmy dawne czasy. Poprosiłem Ammo potem na prywatną rozmową. Gdy się zgodził udaliśmy się do ogrodu i tam rozmawialiśmy o naszych sytuacjach. W rozmowie przeszkodziła nam Zeki. Rena coś dla nas przygotowała i mieliśmy wrócić. Tak też zrobiliśmy. W salonie, gdy zajęliśmy miejsca
elfka wręczyła nam bransoletki, każdy miał inną połówkę, jednak gdy zbliżyliśmy kawałki do siebie utworzyły kształt okręgu. Brakowało tylko Sylpha i bylibyśmy w komplecie. Po tym dniu zauważyłem zmianę w stosunku Aishy i Elsa, jakby coś ruszyło w kierunku by znowu byli razem i nie myliłem się. Kilka dni później wrócili do siebie. Byliśmy szczęśliwi, że w końcu wszystko wróciło do normy.
Gdy spojrzałem na kalendarz zauważyłem, że za kilka dni Elsword będzie mieć urodziny, trzeba będzie wspólnie z resztą omówić szczegóły tego dnia. Resztą czyli mam na myśli całe Hamel... Westchnąłem, ubrałem się, przywitałem z Mayą i skierowałem do gildii. Ciekawi mnie jaką misję dziś dostanę. Oby tylko nie podróż do jakiegoś dziwnego miejsca albo papierkowa robota...
Jakiś czas po pierwszym spotkaniu z Maya zapytałem ją o to czy zostanie moją dziewczyną. Oczywiście zgodziła się. Umiem wyczuć u ludzi którym zależy na danej więzi i jestem pewien, co do Mayi i jej uczuć. Może u mnie było wesoło, natomiast Ammo przechodził piekło. Zerwał z Aishą i starał się jakoś funkcjonować jednak widziałem po nim, że ciężko mu jest. Gdy go odwiedzałem nie poruszałem tego tematu, bo co go będę dobijać... Aisha też tego dobrze nie znosiła. Odwiedzałem ją często, bo ona na prawdę się załamała. Siedziała cały czas w pokoju i nigdzie nie wychodziła chyba, że z Reną jak do niej przyszła. Do tego dowiedziałem się, że kilka razy próbowała się zabić stąd często była w szpitalu. Chciałem powiedzieć o tym Elsowi ale gdyby się dowiedział to by było jeszcze gorzej. Oprócz tego Yuri, nasza mistrzyni z gildii, strasznie przeżyła odejście Ammo z gildii. Pamiętam do dziś, jak w czasie typowych kłótni mówiła, że go wywali i płakać po nim nie będzie jak widać, za bardzo ona jak i inni się do niego przywiązali. Było inaczej w gildii, dziwnie pusto... Ja jako członek gildii o randze weterana mogę tylko pilnować i przynosić zgłoszenia innych do gildii czy też pomagać lub wykonywać misję. Raz na jakiś czas robiłem patrol po Peicie, demonów nie było widać, niby wszystko spokojnie jednak mam dziwne wrażenie, że to cisza przed burzą. Maya za pozwoleniem swojej matki zamieszkała u mnie. Jej matka bardzo była szczęśliwa widząc swoją córkę w pełni szczęśliwą dlatego też nie chciała odbierać jej nowego życia tak jakby i pozwoliła mi się nią zająć. Obiecałem, że będę ją pilnować i tak też robiłem. W wolnych chwilach chodziliśmy po parku czy innych ciekawych miejscach. Czułem się szczęśliwy mając ją u swojego boku. Podczas tego czasu miałem swoje dwudzieste urodziny, a kilka dni po mnie Raven obchodził dwudzieste dziewiąte urodziny. Przyjęcia odbywały się u mnie w domu oraz Reny. Rav z czasem zamieszkał z nią, w sumie to dobrze, bo elfka też jest zazwyczaj spokojna, więc pasują do siebie. Czy jest coś więcej między nimi? Nie wiem, nikt tego nie wie i raczej nikt się nie dowie.
Po długim czasie w końcu nadszedł ten dzień, dzień w którym nasza szóstka została grupą, która miała za zadanie znaleźć Eldryt. Aisha roznosiła listy do każdego. Spotkanie o 17 się zaczynało. Do tego czasu rozmawiałem z Mayą, a potem udałem się do Reny. Jak zwykle przyjęła mnie otwarcie i udałem się do salonu. Był tam Raven, a kilka chwil potem przyszedł Elsword. Rozmawialiśmy sami, a potem dołączyły do nas dziewczyny i wspominaliśmy dawne czasy. Poprosiłem Ammo potem na prywatną rozmową. Gdy się zgodził udaliśmy się do ogrodu i tam rozmawialiśmy o naszych sytuacjach. W rozmowie przeszkodziła nam Zeki. Rena coś dla nas przygotowała i mieliśmy wrócić. Tak też zrobiliśmy. W salonie, gdy zajęliśmy miejsca
elfka wręczyła nam bransoletki, każdy miał inną połówkę, jednak gdy zbliżyliśmy kawałki do siebie utworzyły kształt okręgu. Brakowało tylko Sylpha i bylibyśmy w komplecie. Po tym dniu zauważyłem zmianę w stosunku Aishy i Elsa, jakby coś ruszyło w kierunku by znowu byli razem i nie myliłem się. Kilka dni później wrócili do siebie. Byliśmy szczęśliwi, że w końcu wszystko wróciło do normy.
Gdy spojrzałem na kalendarz zauważyłem, że za kilka dni Elsword będzie mieć urodziny, trzeba będzie wspólnie z resztą omówić szczegóły tego dnia. Resztą czyli mam na myśli całe Hamel... Westchnąłem, ubrałem się, przywitałem z Mayą i skierowałem do gildii. Ciekawi mnie jaką misję dziś dostanę. Oby tylko nie podróż do jakiegoś dziwnego miejsca albo papierkowa robota...
środa, 5 grudnia 2012
Wpis7
Kazałem jej poczekać w gabinecie, a sam wziąłem wypełnione papiery
specjalnie od niego i zszedłem na dół. Na dole stali Yuri wraz z
pozostałymi zarządcami czyli Soul, Kakazu i Sun. gdy wybiła 20:00 drzwi
wyjściowe się otworzyły i podszedł do nas ten sam kretyn co był rano.
Daliśmy mu papiery. Jak już je przejrzał spojrzał na nas.
-A członkowie gdzie? - spytał rozglądając się.
-Odesłałam ich do domu. Wykonali misję więc nie ma po co trzymać ich dłużej. - odrzekła spokojnie Yuri.
-Rozumiem. Na jutro już macie przygotowany plan zajęć?
-Tak oczywiście. Rano zostaną rozdane zarządcom.
-Rozumiem, w takim razie miłej nocy.
Odwrócił się i wyszedł, a my odprowadziliśmy go wzrokiem. Gdy wyszedł spojrzeliśmy na siebie i rozeszliśmy się. Wróciłem po Zekire i razem skierowaliśmy się do domu.
Usiadła na kanapie, a ja padnięty położyłem się obok, kładąc głowę na jej kolana.
-Widzę zmęczony.
-Raczej...
-Opowiedz mi dokładniej, co się stało.
-Dostaliśmy Obserwacje my i Gaja, bo ich ludzie zaatakowali naszego, a on się bronił. No ale nasza super gildia nie może przecież zostać uznana za bandę agresorów więc wina poleciała na nas, ale Carolin załatwiła że i oni i my mamy Obserwacje czterodniową.
-Rozumiem, a Dream? Znowu ją rodzice pobili czy ich pseudo znajomi?
-Stawiam to i to. Nie pytałem, bo po co. Nie rozumiem dlaczego Lordors przymyka na to oko. Były wysyłane skargi na jej rodziców ale nic nie zrobił. Dopiero Penentio się tym jako tako zajął ale to i tak za mało. Ona musi zmienić swoje życie zaczynając od zamieszkania w normalnym domu, bo się wykończy.
-Tak, masz rację. Szkoda takiej dziewczyny.
-Wiesz jak ciężko było ją przekonać by się mnie i reszty nie bała? Po miesiącu nabrała do nas zaufania.
-W szczególności do Ciebie.
-Jest pod moimi skrzydłami w gildii, bo tak se Yuri wymyśliła i tak wyszło.
-Oczywiście. - zaśmiała się i pogłaskała mnie po głowie. - Wiesz co mi wczoraj obiecałeś? - dźwignąłem się i spojrzałem na nią. Wyglądała bardzo pewnie siebie, coś mi uciekło. Wczoraj, wczoraj... O cholera...
-Nic nie mów... - zaśmiała się i poprawiła swoją grzywkę. - Nie moja wina, że tak wyszło..
-Wiem, ale cieszę się, że nie zapomniałeś. - dotknęła dłonią mojej twarzy.
-Przepraszam Zeki obiecałem, a... - zatkała mi usta palcem i ucałowała w nos po czym się uśmiechnęła.
-Nie zadręczaj się tym. Nie jestem zła. - może i nie jest zła, ale zawiodłem ją i to mnie denerwuje. Przytuliłem się do niej i myślałem jak obejść Obserwację by mi planów na wieczór nie psuł. W sumie godzina 20 to wcale nie tak późno, ale jest różnica między 18 lub 19, a 20... - Powinieneś odpocząć misiek, bo jutro nie będziesz mieć siły do pracy.
-Pewnie masz rację ale co z Tobą, przecież..
-Będę przychodzić od czasu do czasu do gildii, zabierać to co mi się należy, skoro wieczór nam zepsuła ta cała Obserwacja. - w sumie jakby nie patrzeć to ma rację. Facet przychodzi tylko o 20 po papiery, a nie skanuje nas cały dzień.
-Bystra jesteś wiesz. - odsunąłem się i ucałowałem ją w usta. Odwzajemniła z wielką radością i rozkoszą.
Jeszcze kilkanaście minut nacieszyłem się nią, a potem udałem się na zasłużony odpoczynek.
-A członkowie gdzie? - spytał rozglądając się.
-Odesłałam ich do domu. Wykonali misję więc nie ma po co trzymać ich dłużej. - odrzekła spokojnie Yuri.
-Rozumiem. Na jutro już macie przygotowany plan zajęć?
-Tak oczywiście. Rano zostaną rozdane zarządcom.
-Rozumiem, w takim razie miłej nocy.
Odwrócił się i wyszedł, a my odprowadziliśmy go wzrokiem. Gdy wyszedł spojrzeliśmy na siebie i rozeszliśmy się. Wróciłem po Zekire i razem skierowaliśmy się do domu.
Usiadła na kanapie, a ja padnięty położyłem się obok, kładąc głowę na jej kolana.
-Widzę zmęczony.
-Raczej...
-Opowiedz mi dokładniej, co się stało.
-Dostaliśmy Obserwacje my i Gaja, bo ich ludzie zaatakowali naszego, a on się bronił. No ale nasza super gildia nie może przecież zostać uznana za bandę agresorów więc wina poleciała na nas, ale Carolin załatwiła że i oni i my mamy Obserwacje czterodniową.
-Rozumiem, a Dream? Znowu ją rodzice pobili czy ich pseudo znajomi?
-Stawiam to i to. Nie pytałem, bo po co. Nie rozumiem dlaczego Lordors przymyka na to oko. Były wysyłane skargi na jej rodziców ale nic nie zrobił. Dopiero Penentio się tym jako tako zajął ale to i tak za mało. Ona musi zmienić swoje życie zaczynając od zamieszkania w normalnym domu, bo się wykończy.
-Tak, masz rację. Szkoda takiej dziewczyny.
-Wiesz jak ciężko było ją przekonać by się mnie i reszty nie bała? Po miesiącu nabrała do nas zaufania.
-W szczególności do Ciebie.
-Jest pod moimi skrzydłami w gildii, bo tak se Yuri wymyśliła i tak wyszło.
-Oczywiście. - zaśmiała się i pogłaskała mnie po głowie. - Wiesz co mi wczoraj obiecałeś? - dźwignąłem się i spojrzałem na nią. Wyglądała bardzo pewnie siebie, coś mi uciekło. Wczoraj, wczoraj... O cholera...
-Nic nie mów... - zaśmiała się i poprawiła swoją grzywkę. - Nie moja wina, że tak wyszło..
-Wiem, ale cieszę się, że nie zapomniałeś. - dotknęła dłonią mojej twarzy.
-Przepraszam Zeki obiecałem, a... - zatkała mi usta palcem i ucałowała w nos po czym się uśmiechnęła.
-Nie zadręczaj się tym. Nie jestem zła. - może i nie jest zła, ale zawiodłem ją i to mnie denerwuje. Przytuliłem się do niej i myślałem jak obejść Obserwację by mi planów na wieczór nie psuł. W sumie godzina 20 to wcale nie tak późno, ale jest różnica między 18 lub 19, a 20... - Powinieneś odpocząć misiek, bo jutro nie będziesz mieć siły do pracy.
-Pewnie masz rację ale co z Tobą, przecież..
-Będę przychodzić od czasu do czasu do gildii, zabierać to co mi się należy, skoro wieczór nam zepsuła ta cała Obserwacja. - w sumie jakby nie patrzeć to ma rację. Facet przychodzi tylko o 20 po papiery, a nie skanuje nas cały dzień.
-Bystra jesteś wiesz. - odsunąłem się i ucałowałem ją w usta. Odwzajemniła z wielką radością i rozkoszą.
Jeszcze kilkanaście minut nacieszyłem się nią, a potem udałem się na zasłużony odpoczynek.
wtorek, 4 grudnia 2012
Wpis6
Po całej dyskusji w końcu by trochę się odstresować udałem się na Henira
(tak dziennie tam chodzę...) i potem wróciłem do Silversów. Od razu
wziąłem Yuri na rozmowę o tym wszystkim. Powiedziałem jej to co
usłyszałem od Carolin, a następnie Yuri opowiedziała mi jak wyglądała
rozmowa z Coriosem. Po zakończonej dyskusji udałem się do swojego
gabinetu zajmować sprawami papierkowymi. Tak moje ulubione zajęcie...
Kilka godzin później, ktoś zapukał do drzwi. Kazałem wejść, była to Arisa. Odłożyłem pióro, papiery i kazałem jej usiąść.
-Jak misja?
-Dobrze. - wstała i położyła na biurku raport z misji, a następnie z powrotem usiadła na swoje miejsce. - Mogę..
-Nie. - wziąłem raport do rąk i zacząłem czytać po części to co napisała. - Gdzie Ci tak spieszno co? Nie gryzę. - odłożyłem raport i spojrzałem na nią.
-Mam też inne zajęcia na resztę dnia i...
-Dopóty nie powiem, że jesteś wolna to nie jesteś jasne? Ja biorę za Ciebie odpowiedzialność podczas pobytu w gildii. - odrzekłem spokojnie, postukując palcem w blat biurka.
-Jasne... - odparła po czasie z wielką ironią.
-Masz jakiś problem?
-Tak mam!
-Więc mi powiedz.
-Dlaczego muszę tu jeszcze siedzieć? Oddałam raport to koniec tak? Czego Ty jeszcze chcesz?
-Popatrzeć na Ciebie. - najskuteczniejszym sposobem na zamknięcie dziewczyny, jest powiedzenie czegoś, co wprawi ją w zakłopotanie i tak też się stało. Kilka chwil potem spuściła głowę i zakryła twarz włosami. - Arisa to mi zostałaś przypisana i ja za Ciebie odpowiadam. Widzę nie znasz zasad i regulaminu podległych ludzi danemu zarządcy. - otwarłem szufladę i wyciągnąłem kartkę z dużym czarnym wydrukiem "Regulamin". Wstałem, podszedłem do niej i podałem kartkę. Spojrzała na mnie lekko zdziwiona.
-Co to jest?
-Regulamin. Jesteś od niedawna u nas. Dla mnie bycie członkiem gildii półtora miesiąca to mało i widzę, że Yuri nie powiadomiła Cię jakie są zasady, więc sobie przeczytaj.
-Teraz? - założyłem ręce i spojrzałem na nią tak, że umilkła i wczytała się w kartkę. Oparłem się o biurko i czekałem, aż skończy czytać. Po kilku minutach oddała mi kartkę.
-Coś jeszcze jest nie jasne?
-Nie... - trzymała zaciśnięte w pięści ręce na nogach. Podszedłem do niej i pogłaskałem po jej głowie.
-Na pewno wiele słyszałaś o mnie, jednak na prawdę, nie chce byś się mnie bała, że coś Ci zrobię, bo taka jest prawda, zgadza się? - kiwnęła tylko głową i wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Kazałem wejść, była to Giio.
-Siema, mam raporcik z misji. - weszła do środka i zamknęła drzwi. Podeszła do mnie i wręczyła raport. Na szybko go przejrzałem, a dziewczyny w międzyczasie o czymś gadały.
-Dobra, możesz iść. Tylko bez żadnych akcji nie akcji.
-Spoko. - uśmiechnęła się i skierowała do wyjścia. Gdy wychodziła za drzwiami stała Lady. Co do...
-Ammo mogę? - zgodziłem się. Weszła i zamknęła za sobą drzwi. Podeszła do mnie i z torby wyciągnęła papiery i mi je dała. - Raport z misji. Mogę iść?
-Jasne. - wziąłem dokumenty i je przeglądałem
-No ej czemu one mogą iść, a ja mam tu siedzieć?
-Hm? - spojrzałem na nią. - Przecież jesteś wolna od siedmiu minut, jak lubisz tu siedzieć to siedź, towarzystwem nie pogardzę.
Oburzyła się, energicznie wstała i skierowała do drzwi. Zaśmiałem się i patrzałem jak wychodzi. Gdy już zamykała drzwi uśmiechnęła się do mnie rozbawiona i zamknęła drzwi. Jednak ta gildia posiada ludzi jedynych w swoim rodzaju. Wszystkie misje odhaczyłem z listy. Do Yuri jutro pójdę o nowy zestaw. Schowałem raporty do osobnej teczki i znowu ktoś zapukał do drzwi. Pozwoliłem wejść. Tym razem była to Dreamena, jak zwykle smutna. Odłożyłem teczkę, a ona w tym samym czasie podeszła bliżej do mnie. Odwróciłem się i od razu się do mnie przytuliła i rozpłakała.
-Znowu się to samo wydarzyło? - pogłaskałem ją po głowie. Kiwnęła tylko głową. Przez długi czas tak staliśmy, aż się wypłakała. Odsunęła się ode mnie i usiadła w fotelu. Wyciągnęła chusteczki i zaczęła wycierać swoją twarz z łez. Podszedłem do niej, ukucnąłem i założyłem jej grzywkę za ucho. - Już w porządku?
-Tak...
-Dreamena ja nie żartowałem wtedy. Musisz zmienić miejsce zamieszkania.
-I niby gdzie zamieszkam? Nie mam tyle pieniędzy.
-Przecież w gildii możesz albo do Yuri. Na pewno by Cie nie wywaliła na próg.
-Tego nie wiemy..
-Dreamena.. jak tak dalej będzie to ja poczynię odpowiednie kroki w tej sprawie.
-NIE. Proszę... - spuściła głowę i zakryła twarz w dłoniach. Nachyliłem się i przytuliłem ją. Wtedy do gabinetu weszła Zekira. Spojrzałem na nią i pokręciłem głową. Kiwnęła tylko, że rozumie i zamknęła drzwi.
-Idź porozmawiać z Yuri o tym. Przynajmniej na kilka dni.
-Dobrze..
Odparła po czym wstała i wyszła. Gdy wyszła weszła Zekira i wzrokiem jeszcze odprowadzała Dream.
-Znowu jej coś zrobili? - zapytała i spojrzała na mnie po czym zamknęła drzwi.
-Ta, nie wiem co zrobić. Przecież ona cierpi i to widać. - oparłem się o biurko i zagarnąłem część grzywki do tyłu. Zeki podeszła do mnie i przytuliła się.
-Jestem pewna, że znajdziecie jakieś rozwiązanie.
-Oby. - pogłaskałem ją po głowie i spojrzałem na zegarek. Zbliżała się 20. Kurde ale ten czas zleciał... - Cholera zaraz przyjdzie ten palant.
-Właśnie. - odsunęła się i spojrzała na mnie. - Masz mi wszystko powiedzieć, co się stało.
Zgodziłem się, bo i tak nie mam przed nią nic do ukrycia.
Kilka godzin później, ktoś zapukał do drzwi. Kazałem wejść, była to Arisa. Odłożyłem pióro, papiery i kazałem jej usiąść.
-Jak misja?
-Dobrze. - wstała i położyła na biurku raport z misji, a następnie z powrotem usiadła na swoje miejsce. - Mogę..
-Nie. - wziąłem raport do rąk i zacząłem czytać po części to co napisała. - Gdzie Ci tak spieszno co? Nie gryzę. - odłożyłem raport i spojrzałem na nią.
-Mam też inne zajęcia na resztę dnia i...
-Dopóty nie powiem, że jesteś wolna to nie jesteś jasne? Ja biorę za Ciebie odpowiedzialność podczas pobytu w gildii. - odrzekłem spokojnie, postukując palcem w blat biurka.
-Jasne... - odparła po czasie z wielką ironią.
-Masz jakiś problem?
-Tak mam!
-Więc mi powiedz.
-Dlaczego muszę tu jeszcze siedzieć? Oddałam raport to koniec tak? Czego Ty jeszcze chcesz?
-Popatrzeć na Ciebie. - najskuteczniejszym sposobem na zamknięcie dziewczyny, jest powiedzenie czegoś, co wprawi ją w zakłopotanie i tak też się stało. Kilka chwil potem spuściła głowę i zakryła twarz włosami. - Arisa to mi zostałaś przypisana i ja za Ciebie odpowiadam. Widzę nie znasz zasad i regulaminu podległych ludzi danemu zarządcy. - otwarłem szufladę i wyciągnąłem kartkę z dużym czarnym wydrukiem "Regulamin". Wstałem, podszedłem do niej i podałem kartkę. Spojrzała na mnie lekko zdziwiona.
-Co to jest?
-Regulamin. Jesteś od niedawna u nas. Dla mnie bycie członkiem gildii półtora miesiąca to mało i widzę, że Yuri nie powiadomiła Cię jakie są zasady, więc sobie przeczytaj.
-Teraz? - założyłem ręce i spojrzałem na nią tak, że umilkła i wczytała się w kartkę. Oparłem się o biurko i czekałem, aż skończy czytać. Po kilku minutach oddała mi kartkę.
-Coś jeszcze jest nie jasne?
-Nie... - trzymała zaciśnięte w pięści ręce na nogach. Podszedłem do niej i pogłaskałem po jej głowie.
-Na pewno wiele słyszałaś o mnie, jednak na prawdę, nie chce byś się mnie bała, że coś Ci zrobię, bo taka jest prawda, zgadza się? - kiwnęła tylko głową i wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Kazałem wejść, była to Giio.
-Siema, mam raporcik z misji. - weszła do środka i zamknęła drzwi. Podeszła do mnie i wręczyła raport. Na szybko go przejrzałem, a dziewczyny w międzyczasie o czymś gadały.
-Dobra, możesz iść. Tylko bez żadnych akcji nie akcji.
-Spoko. - uśmiechnęła się i skierowała do wyjścia. Gdy wychodziła za drzwiami stała Lady. Co do...
-Ammo mogę? - zgodziłem się. Weszła i zamknęła za sobą drzwi. Podeszła do mnie i z torby wyciągnęła papiery i mi je dała. - Raport z misji. Mogę iść?
-Jasne. - wziąłem dokumenty i je przeglądałem
-No ej czemu one mogą iść, a ja mam tu siedzieć?
-Hm? - spojrzałem na nią. - Przecież jesteś wolna od siedmiu minut, jak lubisz tu siedzieć to siedź, towarzystwem nie pogardzę.
Oburzyła się, energicznie wstała i skierowała do drzwi. Zaśmiałem się i patrzałem jak wychodzi. Gdy już zamykała drzwi uśmiechnęła się do mnie rozbawiona i zamknęła drzwi. Jednak ta gildia posiada ludzi jedynych w swoim rodzaju. Wszystkie misje odhaczyłem z listy. Do Yuri jutro pójdę o nowy zestaw. Schowałem raporty do osobnej teczki i znowu ktoś zapukał do drzwi. Pozwoliłem wejść. Tym razem była to Dreamena, jak zwykle smutna. Odłożyłem teczkę, a ona w tym samym czasie podeszła bliżej do mnie. Odwróciłem się i od razu się do mnie przytuliła i rozpłakała.
-Znowu się to samo wydarzyło? - pogłaskałem ją po głowie. Kiwnęła tylko głową. Przez długi czas tak staliśmy, aż się wypłakała. Odsunęła się ode mnie i usiadła w fotelu. Wyciągnęła chusteczki i zaczęła wycierać swoją twarz z łez. Podszedłem do niej, ukucnąłem i założyłem jej grzywkę za ucho. - Już w porządku?
-Tak...
-Dreamena ja nie żartowałem wtedy. Musisz zmienić miejsce zamieszkania.
-I niby gdzie zamieszkam? Nie mam tyle pieniędzy.
-Przecież w gildii możesz albo do Yuri. Na pewno by Cie nie wywaliła na próg.
-Tego nie wiemy..
-Dreamena.. jak tak dalej będzie to ja poczynię odpowiednie kroki w tej sprawie.
-NIE. Proszę... - spuściła głowę i zakryła twarz w dłoniach. Nachyliłem się i przytuliłem ją. Wtedy do gabinetu weszła Zekira. Spojrzałem na nią i pokręciłem głową. Kiwnęła tylko, że rozumie i zamknęła drzwi.
-Idź porozmawiać z Yuri o tym. Przynajmniej na kilka dni.
-Dobrze..
Odparła po czym wstała i wyszła. Gdy wyszła weszła Zekira i wzrokiem jeszcze odprowadzała Dream.
-Znowu jej coś zrobili? - zapytała i spojrzała na mnie po czym zamknęła drzwi.
-Ta, nie wiem co zrobić. Przecież ona cierpi i to widać. - oparłem się o biurko i zagarnąłem część grzywki do tyłu. Zeki podeszła do mnie i przytuliła się.
-Jestem pewna, że znajdziecie jakieś rozwiązanie.
-Oby. - pogłaskałem ją po głowie i spojrzałem na zegarek. Zbliżała się 20. Kurde ale ten czas zleciał... - Cholera zaraz przyjdzie ten palant.
-Właśnie. - odsunęła się i spojrzała na mnie. - Masz mi wszystko powiedzieć, co się stało.
Zgodziłem się, bo i tak nie mam przed nią nic do ukrycia.
Wpis5
Kilkanaście minut później znalazłem się przed budynkiem gildii Gai'i.
Jak tak patrze na ich "zamek" to czuje się jak w jakiejś bajce. Z tego,
co mi kiedyś Carolin mówiła, to ten budynek należał do poprzedniej
dynastii władców i potem został przekazany rodzinie Chunga. Ojciec jego
powierzył ten zamek przyjacielowi, który potem dał swojemu bratu,
następnie brat dał swojemu przyjacielowi, a on potem kuzynowi. Na sam
koniec zamek przekazał wujowi, a wuj oddał w ręce Carolin jako siedziba
gildii, bo przyjaźniła się z jego najmłodszą córką, a potrzebowali
miejsce zasiedlenia gildii. Chyba nic nie pomieszałem w tej
hierarchii...
Wszedłem do środka i życzliwie przywitali mnie jej członkowi, co stali koło drzwi. Zapytałem o Carolin i wtedy jeden z nich zaproponował mi, że zaprowadzi do niej. Podziękowałem mu i udaliśmy się w głąb pomieszczenia. Tu się można czuć jak w bajce. Ściany, filary pozłacane do tego ta biel połączona z niebieską tonacją. Schody pokryte biało-srebrnym dywanem, trochę im można zazdrościć jednak i tak siedziba Silversów też się dobrze prezentuje, wszystko dzięki mojemu ojcu jak i wkładu rodziców niektórych ludzi. Po drodze, gdy mijaliśmy resztę członków, każdy uprzejmie się witał albo skinął tylko głową na przywianie lub sam uśmiech. Kultura tu to na najwyższym poziomie albo ze wzgląd na jaką osobę przyjmują są kulturalni? W sumie nieważne...
Weszliśmy po schodach na wyższe piętro i skierowaliśmy na sam koniec korytarza. Tam stały duże dwuczęściowe drzwi. Kolega (tak go chyba mogę nazwać) powiedział, że tu właśnie Carolin zajmuję się gildią i przyjmuje gości. Podziękowałem mu jeszcze raz i zapukałem do drzwi, a on zszedł na dół. Gdy usłyszałem słowo wejść nacisnąłem na klamkę i wszedłem do środka.
W środku panował czysty chaos, jednak Yuri przy niej to jest jak anioł i mistrz, który dba o systematykę pracy. U Carolin to jakby u Vanessy, wszystko porozrzucane na prawo i lewo, wszędzie papierki, do tego po obydwóch stornach pokoju są dwa duże regały zawalone książkami. Sam pokój jest zrobiony jakby na wzór więzienia, wszystko było kolorów brązu nawet czerni czasem. Na końcu pokoju stało duże biurko, za nim duże krzesło, jakby tron jakiś, a w nim siedziała Carolin z swoimi białymi włosami spiętymi w dwa kucyki. Przed biurkiem, bokiem stało krzesło. Na środku była ustawiona jedna duża kanapa założę się, że ona tu sypia jak ma dużo na głowie i szeroki z drewna zrobiony stół. Wyjrzała za papierów i gdy mnie ujrzała ucieszyła się.
-Oh Elsword. Hej. Miło, że wpadłeś. - zostawiła nad wszystkim co pracowała i wstała. - Siadaj proszę, zgaduje, że przyszedłeś pomówić o akcji z wczoraj.
-Zgadza się . - podszedłem do niej i usiadłem na krześle, a ona wyszła zza biurka i obeszła go i oparła się o jego przód. Zaciekawiło mnie jedno - ona nie lubi długich spódnic, a dziś miała na sobie długą kieckę do samej ziemi koloru czarnego z wyszywanymi szarymi kwiatami i do kompletu bluzkę z tymi samymi komponentami. - To Ty załatwiłaś skrócenie czasu trwania Obserwacji?
-Tak ten bydlak z urzędu chciał wlepić wam dwa tygodnie. Myślałam, że go zabije. Ok zgoda, wyszło jak wyszło, nie wiem czy wiesz ale to nasi zaczęli i wasz członek się bronił.
-Nie wiedziałem, że macie takich agresorów. Zresztą skoro wasi zaczęli to czemu my obrywamy? Bo ładną buźkę komuś obił? Ubranko zniszczył? - cholera pierw trzeba było pogadać z Coriosem, zresztą nieważne przynajmniej wiem jak było naprawdę.
-Mnie nie pytaj. Mówiłam mu, skoro my to nam kara ale zaś zaczął pajacować, że my jako naj gildia nie możemy dopuścić do takich skandali i inne bzdury.
-Tak i najlepiej inne gildie zgnoić. Pragnę zauważyć, że nasza gildia nie jest na szarym końcu, tylko na czwartym miejscu jeśli chodzi o sławę.
-Elsword naprawdę jest mi przykro...
-To powiedz to moim ludziom. - nastała cisza. Ja wszystko starałem się mówić na spokojnie, jednak pewnie wyczuła moje zdenerwowanie w głosie. Założyła ręce i wbiła wzrok w ziemię, a ja postukiwałem palcem w podłokietnik, a drugą podpierając podbródek. - Nieważne w sumie. Dziękuje za to co zrobiłaś już. - spojrzała na mnie z smutną miną.
-Nie ma sprawy... - wstałem i podszedłem do niej. Położyłem rękę na ramieniu.
-Jak mówiłaś wyszło jak wyszło i tak to tylko cztery dni. - uśmiechnęła się.
-Jeszcze raz przepraszam za kłopoty. Ah i naszą gildię też to obowiązuje, żebyś nie myślał, że tylko wy poszkodowani.
Pogadaliśmy jeszcze chwile na inny temat i wróciłem z powrotem do Silversów. Dopiero jest południe a tyle się już wydarzyło...
Wszedłem do środka i życzliwie przywitali mnie jej członkowi, co stali koło drzwi. Zapytałem o Carolin i wtedy jeden z nich zaproponował mi, że zaprowadzi do niej. Podziękowałem mu i udaliśmy się w głąb pomieszczenia. Tu się można czuć jak w bajce. Ściany, filary pozłacane do tego ta biel połączona z niebieską tonacją. Schody pokryte biało-srebrnym dywanem, trochę im można zazdrościć jednak i tak siedziba Silversów też się dobrze prezentuje, wszystko dzięki mojemu ojcu jak i wkładu rodziców niektórych ludzi. Po drodze, gdy mijaliśmy resztę członków, każdy uprzejmie się witał albo skinął tylko głową na przywianie lub sam uśmiech. Kultura tu to na najwyższym poziomie albo ze wzgląd na jaką osobę przyjmują są kulturalni? W sumie nieważne...
Weszliśmy po schodach na wyższe piętro i skierowaliśmy na sam koniec korytarza. Tam stały duże dwuczęściowe drzwi. Kolega (tak go chyba mogę nazwać) powiedział, że tu właśnie Carolin zajmuję się gildią i przyjmuje gości. Podziękowałem mu jeszcze raz i zapukałem do drzwi, a on zszedł na dół. Gdy usłyszałem słowo wejść nacisnąłem na klamkę i wszedłem do środka.
W środku panował czysty chaos, jednak Yuri przy niej to jest jak anioł i mistrz, który dba o systematykę pracy. U Carolin to jakby u Vanessy, wszystko porozrzucane na prawo i lewo, wszędzie papierki, do tego po obydwóch stornach pokoju są dwa duże regały zawalone książkami. Sam pokój jest zrobiony jakby na wzór więzienia, wszystko było kolorów brązu nawet czerni czasem. Na końcu pokoju stało duże biurko, za nim duże krzesło, jakby tron jakiś, a w nim siedziała Carolin z swoimi białymi włosami spiętymi w dwa kucyki. Przed biurkiem, bokiem stało krzesło. Na środku była ustawiona jedna duża kanapa założę się, że ona tu sypia jak ma dużo na głowie i szeroki z drewna zrobiony stół. Wyjrzała za papierów i gdy mnie ujrzała ucieszyła się.
-Oh Elsword. Hej. Miło, że wpadłeś. - zostawiła nad wszystkim co pracowała i wstała. - Siadaj proszę, zgaduje, że przyszedłeś pomówić o akcji z wczoraj.
-Zgadza się . - podszedłem do niej i usiadłem na krześle, a ona wyszła zza biurka i obeszła go i oparła się o jego przód. Zaciekawiło mnie jedno - ona nie lubi długich spódnic, a dziś miała na sobie długą kieckę do samej ziemi koloru czarnego z wyszywanymi szarymi kwiatami i do kompletu bluzkę z tymi samymi komponentami. - To Ty załatwiłaś skrócenie czasu trwania Obserwacji?
-Tak ten bydlak z urzędu chciał wlepić wam dwa tygodnie. Myślałam, że go zabije. Ok zgoda, wyszło jak wyszło, nie wiem czy wiesz ale to nasi zaczęli i wasz członek się bronił.
-Nie wiedziałem, że macie takich agresorów. Zresztą skoro wasi zaczęli to czemu my obrywamy? Bo ładną buźkę komuś obił? Ubranko zniszczył? - cholera pierw trzeba było pogadać z Coriosem, zresztą nieważne przynajmniej wiem jak było naprawdę.
-Mnie nie pytaj. Mówiłam mu, skoro my to nam kara ale zaś zaczął pajacować, że my jako naj gildia nie możemy dopuścić do takich skandali i inne bzdury.
-Tak i najlepiej inne gildie zgnoić. Pragnę zauważyć, że nasza gildia nie jest na szarym końcu, tylko na czwartym miejscu jeśli chodzi o sławę.
-Elsword naprawdę jest mi przykro...
-To powiedz to moim ludziom. - nastała cisza. Ja wszystko starałem się mówić na spokojnie, jednak pewnie wyczuła moje zdenerwowanie w głosie. Założyła ręce i wbiła wzrok w ziemię, a ja postukiwałem palcem w podłokietnik, a drugą podpierając podbródek. - Nieważne w sumie. Dziękuje za to co zrobiłaś już. - spojrzała na mnie z smutną miną.
-Nie ma sprawy... - wstałem i podszedłem do niej. Położyłem rękę na ramieniu.
-Jak mówiłaś wyszło jak wyszło i tak to tylko cztery dni. - uśmiechnęła się.
-Jeszcze raz przepraszam za kłopoty. Ah i naszą gildię też to obowiązuje, żebyś nie myślał, że tylko wy poszkodowani.
Pogadaliśmy jeszcze chwile na inny temat i wróciłem z powrotem do Silversów. Dopiero jest południe a tyle się już wydarzyło...
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Wpis4
Dzień wydawałby się taki jak inne, ale tak nie było. Rano postanowiłem zobaczyć, co w gildii słychać i zaskoczyło mnie to, że straż i goście z urzędu gildii stali przed wejściem i rozmawiali o czymś. Od razu wszedłem do środka, tam to trwała burza dyskusji. Yuri była nieźle wkurzona, czyli stało się coś...
-Ammo! - krzyknęła do mnie i wtedy reszta członków skierowała się w moją stronę, tak samo jak Yuri. - Dostaliśmy Obserwację.
-Co kurwa? Dlaczego? - ja pierdole, Obserwacja jest najgorszym co może być. Polega ona na skanowaniu i przyglądaniu się każdemu z osobna, co robi gdy nie jest na misji i czy gildia go pilnuje. Mało tego będą sprawdzane uważnie prace zarządców jak i mistrza. Ja jebie ale wpadka, ciekawe kto przewinął...
-Corios, pobił się z kilkoma ludźmi wczoraj i strażnicy to widzieli. - szukałem wzrokiem chłopaka, po chwili rozglądania się dostrzegłem go, jak siedział z ręką w gipsie.
-Z jakiej gildii byli tamci? - zapytałem zdenerwowany i założyłem ręce.
-Gaia... - odjęło mi mowę, fala zimna ogarnęła moje ciało. Gaia... najlepsza gildia w Naios, u nich siedzą same gwiazdy, w większości. Teraz... nie nie, to nie może być prawda.
-Gaia tak? - zapytałem półszeptem by się upewnić. Yuri skinęła głową. Spojrzałem na Coriosa, który spojrzał na mnie pełen winy i jakby prośbą wybaczenia wzrokiem. Skierowałem się szybkim krokiem do Coriosa. - Kurwa mać! Ja Cię własnoręcznie zabije debilu Ty jeden! Wiesz coś Ty idioto zrobił? Wiesz na co nas kurwa naraziłeś? Ciulnięty jesteś czy jaki!?!? - Yuri i kilka innych powstrzymywało mnie, bo miałem ochotę podejść i pobić go tak by wrócił z powrotem do szpitala.
-Ammo uspokój się, to nic nie da. - wyrwałem się jej i spojrzałem na nią zdenerwowany do granic możliwości.
-Yuri kurwa mać, jak mam być spokojny jak członek naszej gildii robi coś takiego?! To jak proszenie się o śmierć!
-Spokojnie panie zarządco Elsword, Ammophile. - spojrzałem na gościa za tłumu członków gildii. Rozsunęli się na boki i staliśmy na przeciwko siebie. Ubrany w biały garnitur i spodnie, z białym cylindrem oraz rękawiczkami. Nie wiedziałem, że teraz jest moda na biały. - Z tego, co wiem wróciłeś niedawno do gildii, po ponad miesięcznej przerwie. Rozumiem problemy w związku każdy je ma. Dziewczyna źle sprawowała się w łóżku pewnie. - zaśmiał się i zrobił dwa kroki w przód. Zaraz podejdę i przypierdolę mu. Zacisnąłem ręce w pięści, jeszcze jedno słowo w stronę Zekiry, a miły nie będę. - W sumie czy to ważne? Cieszę się, że wróciłeś, gildia znowu będzie miała dużo gości ze względu na Twoją osobę, w sumie dwie, bo Lorien też się zalicza i dzięki wam głównie ta gildia jest znana. Oczywiście kobietami tu też nie grzeszycie. - przyglądał się Yuri oraz innym.
-To jest sprawdzenie naszej gildii czy opisywanie jej jako burdel? - spytałem przez zaciśnięte zęby. Spojrzał na mnie swoim spokojnym spojrzeniem jakby nigdy nic.
-Proszę mnie nie obrażać. - nie obrażać to nie prowokuj, jaki debil.. - Codziennie w godzinach 20:00 wszyscy mają być w gildii i zostanie sprawdzone co robili przez ten cały czas.
-To ja już mówię, że mnie nie będzie, bo jestem w tych godzinach zajęty.
-Zajęty? Czym?
-Nie pana interes. - podszedł do mnie i patrzał na mnie z wyższością.
-Zajmować się dziewczyną możesz później, a sprawdzenie was zajmie pięć minut. Potem masz resztę wieczoru wolnego i możesz robić z nią co chcesz, ja tylko chce mieć.. - złapałem go za ten garniturek i szarpnąłem w swoją stronę. Usłyszałem ciche okrzyki zaskoczenia.
-Jeszcze raz będziesz w dyskusji ze mną wprowadzać moją dziewczynę, to uwierz mi zrobię wam gorsze piekło niż wam się wydaje.
-W to nie wątpię, więc proszę byście stosowali się do moich reguł przez jakiś czas.
-Jakiś? Na ile jest Obserwacja?
-4dni. - to i tak mało. Na szczęście.. Ciekawi mnie czy Carolin w tym maczała palce. Puściłem go i odsunąłem się od niego.
-Dobrze więc, skoro tak ma być. - ucieszył się na wieść o tym i uśmiechnął do mnie. Nie był to wredny uśmieszek ani nic, tylko zwyczajny.
-Więc do zobaczenia później Silversi.
Wyszedł razem z innymi, a my jak kołki staliśmy i przez kilka minut staliśmy cicho. Dopiero potem Yuri kazała wszystkim zająć się rzeczami co mają. Ja wraz z mistrzynią udaliśmy się do jej gabinetu. Tam usiadłem na fotel i walnąłem głową w stół, a ona się podparła ręką o niego, a drugą zakryła twarz.
-4dni męczarni.
-Już się pewnie rozniosło to po Hamel.
-Oby po tych 4 dniach dali nam spokój.
-Mnie się wydaje, że dzięki Carolin mamy taryfę ulgową.
-Możliwe.
-Pójdę dziś do nich, mnie nie wyrzucą, nie pobiją ani nie wyśmieją.
-Ta, to co tu jeszcze robisz?
Wstałem z niezadowoleniem i skierowałem się do siedziby Gai'i...
Subskrybuj:
Posty (Atom)