wtorek, 4 grudnia 2012

Wpis5

Kilkanaście minut później znalazłem się przed budynkiem gildii Gai'i. Jak tak patrze na ich "zamek" to czuje się jak w jakiejś bajce. Z tego, co mi kiedyś Carolin mówiła, to ten budynek należał do poprzedniej dynastii władców i potem został przekazany rodzinie Chunga. Ojciec jego powierzył ten zamek przyjacielowi, który potem dał swojemu bratu, następnie brat dał swojemu przyjacielowi, a on potem kuzynowi. Na sam koniec zamek przekazał wujowi, a wuj oddał w ręce Carolin jako siedziba gildii, bo przyjaźniła się z jego najmłodszą córką, a potrzebowali miejsce zasiedlenia gildii. Chyba nic nie pomieszałem w tej hierarchii...
Wszedłem do środka i życzliwie przywitali mnie jej członkowi, co stali koło drzwi. Zapytałem o Carolin i wtedy jeden z nich zaproponował mi, że zaprowadzi do niej. Podziękowałem mu i udaliśmy się w głąb pomieszczenia. Tu się można czuć jak w bajce. Ściany, filary pozłacane do tego ta biel połączona z niebieską tonacją. Schody pokryte biało-srebrnym dywanem, trochę im można zazdrościć jednak i tak siedziba Silversów też się dobrze prezentuje, wszystko dzięki mojemu ojcu jak i wkładu rodziców niektórych ludzi. Po drodze, gdy mijaliśmy resztę członków, każdy uprzejmie się witał albo skinął tylko głową na przywianie lub sam uśmiech. Kultura tu to na najwyższym poziomie albo ze wzgląd na jaką osobę przyjmują są kulturalni? W sumie nieważne...
Weszliśmy po schodach na wyższe piętro i skierowaliśmy na sam koniec korytarza. Tam stały duże dwuczęściowe drzwi. Kolega (tak go chyba mogę nazwać) powiedział, że tu właśnie Carolin zajmuję się gildią i przyjmuje gości. Podziękowałem mu jeszcze raz i zapukałem do drzwi, a on zszedł na dół. Gdy usłyszałem słowo wejść nacisnąłem na klamkę i wszedłem do środka.
W środku panował czysty chaos, jednak Yuri przy niej to jest jak anioł i mistrz, który dba o systematykę pracy. U Carolin to jakby u Vanessy, wszystko porozrzucane na prawo i lewo, wszędzie papierki, do tego po obydwóch stornach pokoju są dwa duże regały zawalone książkami. Sam pokój jest zrobiony jakby na wzór więzienia, wszystko było kolorów brązu nawet czerni czasem. Na końcu pokoju stało duże biurko, za nim duże krzesło, jakby tron jakiś, a w nim siedziała Carolin z swoimi białymi włosami spiętymi w dwa kucyki. Przed biurkiem, bokiem stało krzesło. Na środku była ustawiona jedna duża kanapa założę się, że ona tu sypia jak ma dużo na głowie i szeroki z drewna zrobiony stół. Wyjrzała za papierów i gdy mnie ujrzała ucieszyła się.
-Oh Elsword. Hej. Miło, że wpadłeś.
- zostawiła nad wszystkim co pracowała i wstała. - Siadaj proszę, zgaduje, że przyszedłeś pomówić o akcji z wczoraj.
-Zgadza się
. - podszedłem do niej i usiadłem na krześle, a ona wyszła zza biurka i obeszła go i oparła się o jego przód. Zaciekawiło mnie jedno - ona nie lubi długich spódnic, a dziś miała na sobie długą kieckę do samej ziemi koloru czarnego z wyszywanymi szarymi kwiatami i do kompletu bluzkę z tymi samymi komponentami. - To Ty załatwiłaś skrócenie czasu trwania Obserwacji?
-Tak ten bydlak z urzędu chciał wlepić wam dwa tygodnie. Myślałam, że go zabije. Ok zgoda, wyszło jak wyszło, nie wiem czy wiesz ale to nasi zaczęli i wasz członek się bronił.

-Nie wiedziałem, że macie takich agresorów. Zresztą skoro wasi zaczęli to czemu my obrywamy? Bo ładną buźkę komuś obił? Ubranko zniszczył?
- cholera pierw trzeba było pogadać z Coriosem, zresztą nieważne przynajmniej wiem jak było naprawdę.
-Mnie nie pytaj. Mówiłam mu, skoro my to nam kara ale zaś zaczął pajacować, że my jako naj gildia nie możemy dopuścić do takich skandali i inne bzdury.

-Tak i najlepiej inne gildie zgnoić. Pragnę zauważyć, że nasza gildia nie jest na szarym końcu, tylko na czwartym miejscu jeśli chodzi o sławę.

-Elsword naprawdę jest mi przykro...

-To powiedz to moim ludziom.
- nastała cisza. Ja wszystko starałem się mówić na spokojnie, jednak pewnie wyczuła moje zdenerwowanie w głosie. Założyła ręce i wbiła wzrok w ziemię, a ja postukiwałem palcem w podłokietnik, a drugą podpierając podbródek. - Nieważne w sumie. Dziękuje za to co zrobiłaś już. - spojrzała na mnie z smutną miną.
-Nie ma sprawy...
- wstałem i podszedłem do niej. Położyłem rękę na ramieniu.
-Jak mówiłaś wyszło jak wyszło i tak to tylko cztery dni. -
uśmiechnęła się.
-Jeszcze raz przepraszam za kłopoty. Ah i naszą gildię też to obowiązuje, żebyś nie myślał, że tylko wy poszkodowani.

Pogadaliśmy jeszcze chwile na inny temat i wróciłem z powrotem do Silversów. Dopiero jest południe a tyle się już wydarzyło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz