Kilkanaście minut później znalazłem się przed budynkiem gildii Gai'i.
Jak tak patrze na ich "zamek" to czuje się jak w jakiejś bajce. Z tego,
co mi kiedyś Carolin mówiła, to ten budynek należał do poprzedniej
dynastii władców i potem został przekazany rodzinie Chunga. Ojciec jego
powierzył ten zamek przyjacielowi, który potem dał swojemu bratu,
następnie brat dał swojemu przyjacielowi, a on potem kuzynowi. Na sam
koniec zamek przekazał wujowi, a wuj oddał w ręce Carolin jako siedziba
gildii, bo przyjaźniła się z jego najmłodszą córką, a potrzebowali
miejsce zasiedlenia gildii. Chyba nic nie pomieszałem w tej
hierarchii...
Wszedłem do środka i życzliwie przywitali mnie jej członkowi, co stali
koło drzwi. Zapytałem o Carolin i wtedy jeden z nich zaproponował mi, że
zaprowadzi do niej. Podziękowałem mu i udaliśmy się w głąb
pomieszczenia. Tu się można czuć jak w bajce. Ściany, filary pozłacane
do tego ta biel połączona z niebieską tonacją. Schody pokryte
biało-srebrnym dywanem, trochę im można zazdrościć jednak i tak siedziba
Silversów też się dobrze prezentuje, wszystko dzięki mojemu ojcu jak i
wkładu rodziców niektórych ludzi. Po drodze, gdy mijaliśmy resztę
członków, każdy uprzejmie się witał albo skinął tylko głową na
przywianie lub sam uśmiech. Kultura tu to na najwyższym poziomie albo ze
wzgląd na jaką osobę przyjmują są kulturalni? W sumie nieważne...
Weszliśmy po schodach na wyższe piętro i skierowaliśmy na sam koniec
korytarza. Tam stały duże dwuczęściowe drzwi. Kolega (tak go chyba mogę
nazwać) powiedział, że tu właśnie Carolin zajmuję się gildią i przyjmuje
gości. Podziękowałem mu jeszcze raz i zapukałem do drzwi, a on zszedł
na dół. Gdy usłyszałem słowo wejść nacisnąłem na klamkę i wszedłem do
środka.
W środku panował czysty chaos, jednak Yuri przy niej to jest jak anioł i
mistrz, który dba o systematykę pracy. U Carolin to jakby u Vanessy,
wszystko porozrzucane na prawo i lewo, wszędzie papierki, do tego po
obydwóch stornach pokoju są dwa duże regały zawalone książkami. Sam
pokój jest zrobiony jakby na wzór więzienia, wszystko było kolorów brązu
nawet czerni czasem. Na końcu pokoju stało duże biurko, za nim duże
krzesło, jakby tron jakiś, a w nim siedziała Carolin z swoimi białymi
włosami spiętymi w dwa kucyki. Przed biurkiem, bokiem stało krzesło. Na
środku była ustawiona jedna duża kanapa założę się, że ona tu sypia jak
ma dużo na głowie i szeroki z drewna zrobiony stół. Wyjrzała za papierów
i gdy mnie ujrzała ucieszyła się.
-Oh Elsword. Hej. Miło, że wpadłeś.
- zostawiła nad wszystkim co pracowała i wstała. - Siadaj proszę, zgaduje, że przyszedłeś pomówić o akcji z wczoraj.
-Zgadza się
. - podszedłem do niej i usiadłem
na krześle, a ona wyszła zza biurka i obeszła go i oparła się o jego
przód. Zaciekawiło mnie jedno - ona nie lubi długich spódnic, a dziś
miała na sobie długą kieckę do samej ziemi koloru czarnego z wyszywanymi
szarymi kwiatami i do kompletu bluzkę z tymi samymi komponentami. - To Ty załatwiłaś skrócenie czasu trwania Obserwacji?
-Tak ten bydlak z urzędu chciał wlepić wam
dwa tygodnie. Myślałam, że go zabije. Ok zgoda, wyszło jak wyszło, nie
wiem czy wiesz ale to nasi zaczęli i wasz członek się bronił.
-Nie wiedziałem, że macie takich agresorów. Zresztą skoro
wasi zaczęli to czemu my obrywamy? Bo ładną buźkę komuś obił? Ubranko
zniszczył?
- cholera pierw trzeba było pogadać z Coriosem, zresztą nieważne przynajmniej wiem jak było naprawdę.
-Mnie nie pytaj. Mówiłam mu, skoro my to
nam kara ale zaś zaczął pajacować, że my jako naj gildia nie możemy
dopuścić do takich skandali i inne bzdury.
-Tak i najlepiej inne gildie zgnoić. Pragnę zauważyć, że
nasza gildia nie jest na szarym końcu, tylko na czwartym miejscu jeśli
chodzi o sławę.
-Elsword naprawdę jest mi przykro...
-To powiedz to moim ludziom.
- nastała cisza.
Ja wszystko starałem się mówić na spokojnie, jednak pewnie wyczuła moje
zdenerwowanie w głosie. Założyła ręce i wbiła wzrok w ziemię, a ja
postukiwałem palcem w podłokietnik, a drugą podpierając podbródek. - Nieważne w sumie. Dziękuje za to co zrobiłaś już. - spojrzała na mnie z smutną miną.
-Nie ma sprawy...
- wstałem i podszedłem do niej. Położyłem rękę na ramieniu.
-Jak mówiłaś wyszło jak wyszło i tak to tylko cztery dni. -
uśmiechnęła się.
-Jeszcze raz przepraszam za kłopoty. Ah i naszą gildię też to obowiązuje, żebyś nie myślał, że tylko wy poszkodowani.
Pogadaliśmy jeszcze chwile na inny temat i wróciłem z powrotem do Silversów. Dopiero jest południe a tyle się już wydarzyło...
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz