środa, 31 października 2012

Wpis8

W karetce patrzałem z niepokojem na Aishe. Po twarzy nic nie było widać, by jej coś było, jednak dopiero gdy lekarz ściągnął z niej folie termiczną to już tak dobrze nie było. Była cała pocięta i miała dwa poważne przebicia. Jeden z prawej strony, drugi w okolicy serca. Od razu przystąpili do leczenia, a ja jedyne co moglem to patrzeć na to wszystko. Issa... Niech ją cholera trafi, niech zginie, mam jej dość, teraz osobiście jej wymierzę karę w świecie demonów. Będzie cierpieć jeszcze gorzej jak teraz.
W końcu dojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy do budynku. Obydwie dziewczyny wylądowały w sali specjalnej a my tylko mogliśmy czekać aż skończą. Z Lorienem usiedliśmy i czekaliśmy aż wyjdą. Nie rozmawialiśmy o niczym, towarzyszyła nam niekończąca się cisza, którą przerywało tykanie zegara. Siedziałem na krześle podparty ręką. Nie będę ukrywać, że zmęczony byłem mimo wszystko.
Godziny mijały i mijały. Spojrzałem na zegar 2:30 dochodzi. Zaraz nie wytrzymam... Po chwili rozległ się odgłos otwieranych drzwi. W jednym momencie ożyłem jak Chung. Od razu zapytałem, co z nimi. Lekarz odrzekł iż wszystko z nimi w porządku i teraz przyda im się odpoczynek. Dorzucił też że ja wraz z Lorienem powinniśmy udać się do swoich domów i tam odpocząć. Podziękowałem lekarzowi po czym poszedł zająć się swoimi sprawami, a ja sprawdziłem jeszcze jak czuje się Zekira. Wszedłem do sali i skierowałem się do niej. Leżała blada jak ściana, ale widać było iż ma się lepiej. Odetchnąłem z ulgą i z przyjacielem wróciliśmy do swoich domów. Do Issy nawet nie miałem ochoty zaglądać. Pogadam sobie dziś z jej bratem.
Gdy tylko się przebudziłem od razu doprowadziłem siebie do porządku i wraz z Śnieżynką udaliśmy się do szpitala. Po drodze powiedziałem jej co się wydarzyło. Była w szoku gdy to usłyszała, chyba trza będzie udać się osobiście do nich i dopilnować by Issa dostała zasłużoną karę. Weszliśmy do budynku i skierowaliśmy się do sali gdzie przebywała Aisha. Zapukałem i gdy usłyszałem "wejść" wszedłem do środka i usiadłem obok niej na krześle. Patrzała na mnie po czym spuściła głowę w dół. Założyłem ręce i cały czas ją obserwowałem z lekkim zdenerwowaniem.
-Więc? Może powiesz mi co się stało? - Nastała cisza. Śnieżynka wskoczyła na łóżko i pogłaskała Zekire po ręce i usiadła na przeciwko niej.
-Innego wyjścia... Chyba nie mam... - Dźwignęła głowę i patrzała na małą. - Jakoś godzinę po tym, gdy mnie odprowadziłeś do domu przyszła Issabel. Powiedziała mi, że chce walczyć ze mną. Wyśmiałam ja początkowo, jednak nalegała na walkę by sprawdzić która z nas jest lepsza. Zgodziłam się... - Pogłaskała Śnieżynkę po głowie i kątem oka na chwile spojrzała na mnie po czym znowu wbiła wzrok w zwierzątko. - Gdy dotarłyśmy na arenę postawiła warunek. Ta która wygra będzie należeć do Ciebie. Powiedziałam jej by sobie żartów nie robiła i wtedy... Sprowokowała mnie i... No i walczyłyśmy...
-Ciekawych rzeczy się dowiaduje. - Aż się we mnie gotowało. Wstałem i podszedłem do okna.
-Elsword ja nie chciałam napra..
-ZEKIRA DO CHOLERY! Powtarzałem Ci to setki razy. Nigdy, podkreślam NIGDY Cię nie zostawię, więc po kiego się pchasz w czyjeś gierki?!?!? - Spuściła głowę i nic już nie mówiła. - Jeszcze Issa, ja pierdole no! WAM SIĘ KURWA W GŁOWACH POPRZESTAWIAŁO?!?! 
Cholera mnie trafi no ileż można! Czemu zawsze ZAWSZE są z nimi problemy!? Zazdrość kurwa jednej prowokuje drugą i potem dzieją się takie rzeczy. Zaraz coś rozwalę. Zdenerwowała mnie ta cała sytuacja. Wyszedłem z salonu wściekły na wszystkich i wszedłem do sali gdzie była Issa. Siedziała na łóżku i gdy tylko mnie zobaczyła od razu dostrzegłem w jej oczach strach. Podszedłem do niej i szarpłem za włosy.
-Co Ty kurwa robisz? Mało Ci było cierpienia w świecie demonów? MAŁO?! - Puściłem ją i miałem ochotę jej przyłożyć. - Teraz osobiście dopilnuje byś cierpiała i wyła z bólu. - Wystraszona cała drżała i ledwo co poprawiła włosy. Z jej oczu wypłynęło kilka łez i patrzała w łóżko. - Nie masz nic do powiedzenia? - Cisza, martwa cisza.
-Bo ja...
-CO JA?! Powiedziałem Ci to już. Odpuść, bo i tak nie dostaniesz do czego chcesz! - Patrzała na mnie wystraszona, gdy ja miałem ochotę ją skatować do żywego. Po chwili spuściła wzrok.
-Rozumiem, już rozumiem... Przepraszam... Panie... - Przynajmniej jest w stanie wydusić słowa. Podszedłem do niej i skierowałem jej twarz w swoją stronę.
-Jeszcze raz dojdzie do takiej sytuacji, a Cię zabiję.
Skierowałem się do wyjścia, po drodze w podświadomości prosząc Mrocznego, by powiedział Avalac'owi co się wydarzyło. Wszedłem do sali gdzie była Aisha. Siedziała i z Śnieżynką się bawiła. Podszedłem do niej usiadłem obok i przytuliłem ją do siebie, szepcząc jej na ucho by nigdy więcej nie wdawała się w takie durne walki. Odpowiedziała tak i wtuliła się.
W południe wypisali ją i udaliśmy się na spacer. Całe popołudnie spędziliśmy razem, zapominając prawie całkowicie o tym, co się wydarzyło. Wieczorem odprowadziłem ja do domu i jeszcze raz przypomniałem jej by nie doszło do czegoś takiego. Pożegnała mnie uśmiechem i zamknęła drzwi mieszkania. Skierowałem się do domu i w tym czasie Mroczny powiedział, że Avalac się wkurzył, gdy dowiedział się o tym co się stało i już czeka na rozkazy co do niej. Ucieszyłem się i na samą myśl, że znowu ją skatuje przeszło mnie uczucie lekkiej euforii.
W domu, gdy wszedłem do salonu i dałem pozwolenie, że może się zjawić pojawiły się znowu wrota i z nich wyszedł brat Issy. Zapytał, co ma ją spotkać. Jako, że niedawno zapoznałem się z książkami o demonach, podałem listę kar jakie mają ją spotkać. Były to najokrutniejsze kary, jakie były w ich świecie i wymierzane zdrajcom. Gdy zapoznał się z listą zapytał czy chcę temu towarzyszyć. Musiałem sobie odmówić tej przyjemności, bo bym nie umiał spać przez jej wrzaski. Jak już usłyszał moją odpowiedź zniknął w wrotach, a one zaraz po nim. Udałem się do swojego pokoju i tak zakończył się kolejny dzień.

Wpis7

Siedziałem rano w salonie i jadłem śniadanie. Telewizor jak zwykle leciał i co mnie zaciekawiło to to iż od pewnego czasu dochodzi do dziwnych zniknięć mieszkańców. Czyżby kolejny psychopata? Nie zastanawiając się dłużej wraz z Śnieżynką udałem się na rynek zarobić trochę. Teraz to ja jestem w potrzebie. 
Kilka godzin tam spędziłem. Gdy wychodziłem z rynku, słońce chyliło się ku zachodowi. Poszedłem na spacer po parku. Dawno nie przechadzałem się po zacisznych miejscach. Jak zwykle panował tu spokój i cisza. Lekki powiew wiatru, szum drzew, odgłos wody tryskającej z fontanny. Nie wiem dlaczego ale uspokoiłem się w głębi duszy. Przyjemne uczucie, uwolnić się od wszystkiego. Usiadłem na ławce i przyglądałem się fontannie. Śnieżynka usiadła mi na kolana, a ja położyłem głowę na oparcie ławki i zamknąłem oczy. Oderwać się od rzeczywistości, chociaż na chwilę.
Chwila nie trwała długo gdy poczułem czyjeś dłonie na twarzy i lekkie muśnięcie po wargach. Otwarłem oczy i dostrzegłem Aishe, która jak zwykle życzliwie się uśmiechała.
-Co byś chciała? - Odwzajemniłem uśmiech i wplotłem palce w jeden z jej kucyków.
-A jak myślisz? - Obeszła ławkę i usiadła obok mnie wtulając się. - Tylko Ciebie chce.
Przytuliłem ją do siebie i rozmawialiśmy o tym jak nam dni mijają. Jedyne co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie, było zapytanie czy coś ukrywam przed nią. Jakoś udało mi się z tego wybrnąć. Gdy już ściemniło się odprowadziłem Zekire do jej mieszkania, a sam wróciłem do siebie. Miałem strasznego lenia nic mi się nie chciało, nawet pisać tego wpisu do pamiętnika. Nie miałem już nic do roboty. Set skończony, Henira już mi się powoli odechciewa...
Koło godziny 21 przyszedł do mnie Lorien, z zapytaniem czy potrenujemy. W sumie nie głupi pomysł, przynajmniej coś się będzie dziać. Pogratulowałem mu nowego wizerunku i skierowaliśmy się w stronę aren. Rozmawialiśmy o naszej paczce głównie i podczas rozmowy wynikło, iż jak Chung ma rację mamy tylko siebie i jesteśmy dla siebie jak rodzina. Cieszyłem się z takiej rodziny, zawsze można na kogoś liczyć i swoje już przeszliśmy. Już dochodziliśmy do areny gdy ujrzeliśmy karetki. Co tam się stało? Pobiegliśmy tam. Akurat wynosili dwie osoby. Gdy tylko podeszli bliżej rozpoznałem Isse i Aishe. Co one kurwa robiły? Od razu zabrałem się z lekarzami. Lorien też chciał mi towarzyszyć i tak skierowaliśmy się w stronę szpitala.

wtorek, 30 października 2012

Wpis6 Oczami Chunga

Nie wiem czy Elsword i Raven się pogodzili. Ciężko było przyjąć mi do świadomości, to co się wydarzyło. Monotonia dni, które mijają już powoli mnie dobijają. Gdyby jeszcze jakieś śmieszne akcje z Ammo czy kimś były, to by tak mi się to nie odbijało, a tak.. Sayuri gdzieś znikła pytałam Penetnia i innych czy widzieli ją. Ani śladu dziwne. Chyba sam poszukam jej na własną rękę. Gdy był deszczowy dzień nie wiem co mnie po korciło iść na rynek, jakby przeczucie, że znajdę coś dla siebie. Podczas drogi widziałem ludzi stojących pod parasolem, jakby im nie przeszkadzała pogoda. Ja nie wiem co takiego pięknego jest w deszczu, jeszcze iść przez niego. Zimno i w ogóle. Gdy dotarłem na rynek faktycznie znalazłem coś dla siebie. Piękny, zadbany avatar Incubusa. Spojrzałem na cenę. No powiedzmy że stać mnie i nawet nie tak drogo. Zakupiłem całość od razu. Wróciłem do domu i tam go na siebie włożyłem. Przyglądałem się sobie przez dłuższy czas. Nie wiem czemu, ale martwiło mnie jedno iż będę zaczepiany na prawo i lewo. Trudno już. O siebie też muszę zadbać nie patrząc na konsekwencje.
Nastał kolejny dzień, bez deszczu co cieszy. Jednak jeśli takie skoki pogody są to znaczy, że zima się zbliża. Wyszedłem na miasto. Spacerowałem tu i tam bez konkretnego celu. Moje przypuszczenia się sprawdziły. Co dwa kroki ktoś, jakie ktoś kurde źle.. dziewczyny mnie zaczepiały jakby chciały zagadać ale się wstydzą. Źle się czuje w takiej sytuacji, chce żyć w spokoju a z biegiem czasu kogoś znaleźć, a u nas w Hamel nie ma takiej dziewczyny. Gdy szedłem dotarłem do centrum miasta. Rozglądałem się po miejscu. Jak zwykle tętniło życiem. Spojrzałem w uliczkę obok. Dostrzegłem iż dwóch mężczyzn zaczepiają jakąś dziewczynę. Wyrwała się im i biegła przed siebie, a napastnicy za nią. Przecież tam jest mroczna dzielnica. Nie zwlekając dłużej pobiegłem tam. Słyszałem plotki o tym miejscu i jakie "okazy" się tu znajdują. Za rogiem usłyszałem krzyk. Od razu wybiegłem tam. Spojrzałem na nich gniewnie. Próbowali się dobrać do dziewczyny. Wymierzyłem w nich moją bronią i kazałem zostawić w spokoju dziewczynę. Spojrzeli na mnie wściekli. Rzucili dziewczynę w bok i wyciągnęli noże, które mieli przy sobie. Ruszyli na mnie a ja ich bez problemu odepchnąłem do tyłu bronią i wystrzeliłem kilka razy w nich. Po chwili leżeli na ziemi i trzymali się za obolałe miejsca. Wyczułem czyjąś obecność jeszcze. Odwróciłem się i tą osobą był Elsword, co on tu robił? Był zdziwiony jak ja. Po czym zabrałem dziewczynę i razem skierowaliśmy się do centrum Hamel. Tam się rozdzieliliśmy. Skierowałem się z dziewczyną do szpitala i tam ją zostawiłem. Gdy już miałem iść podziękowała za pomoc. Uśmiechnąłem się tylko i skierowałem do Penentia. Koniecznie trzeba coś zrobić z tą dzielnicą, bo to strach, że takie miejsce w ogóle jest.
Zbliżały się godziny wieczorne. Penetnio zapewnił mnie iż postawi tam patrol, który będzie nadzorował to miejsce, a osoby które powinny ponieść śmierć, a tam są zostaną stracone. Wróciłem do domu i tam odłozyłem swoje działo, a następnie skierowałem się do salonu. Rozwaliłem się na kanapie i odpoczywałem po dniu. Chciałbym w końcu ojca zobaczyć, a tak.. Nie ma żadnych śladów, ani wskazówek gdzie może być. Oby nim mu się nie stało. Skierowałem się do biblioteki i tam wygrzebałem stary, bardzo stary album naszej rodziny. Miło jest czasem powspominać wspólnie spędzony czas z bliskimi osobami, których nie ma przy tobie. Tak bardzo chciałbym mieć kogoś, osobę, która zrozumie mój ból i cierpienie w sercu. Chciałbym mieć bliską mi osobę, rodzinę jak kiedyś. Jedyną rodziną jaką mam teraz to jest nasza mała grupa, która przeszła już swoje lepsze i gorsze dni. Nie mogę pozwolić abym i ich stracił. Muszę stać się silniejszy!

poniedziałek, 29 października 2012

Wpis5

Kolejny dzień, kolejne nudy, chociaż.. Dziś dokończę set więc nie będę musiał już łazić tam jak idiota. Zszedłem na dół, co dziwne na dole Śnieżynka w najlepsze się bawiła przy kominku. Pierwszy raz zdarzyło się by wstała szybciej ode mnie. Udaliśmy się na miasto. Mijaliśmy po drodze sklepy, domy, wojowników, mieszkańców. Wszystko wygląda na spokojne, jednak tak naprawdę to nie koniec naszej bitwy. Musimy uwolnić ojca Chunga i zabić tego Rana całego. Skierowaliśmy się do tzw "mrocznej dzielnicy" gdzie zwykle urzędują mordercy, pijacy, złodzieje, prostytutki i inni. Strach tu przychodzić, jednak od czasu do czasu kontrole tu wypada zrobić, bo coś mam przeczucie że olewają to miejsce. Gdy tak szliśmy, usłyszeliśmy krzyki za rogiem. Pobiegliśmy tam i ujrzeliśmy dwóch mężczyzn, co leżeli na ziemi i zwijali się z bólu. Przed nami stała osoba z bronią podobną do Chunga, a obok dziewczyna na ziemi siedziała. Czyli jednak patrol tu jest. Gdy osoba się do nas odwróciła zamarłem.
-Lorien?
- Spojrzał na mnie z zdziwieniem.
-Elsword co Ty tu robisz?

-Co ja tu robię? To samo miałem spytać Ciebie.
- Założyłem ręce i przyglądałem mu się. Chung w takiej norze? W ogóle, kiedy on kupił se nowe ciuchy? Nie żeby mi przeszkadzało, ale pasuje mu ten komplet. Nawet go nie poznałem idiota ja. Podszedł do dziewczyny, która siedziała wystraszona na ziemi. Pomógł jej wstać i razem wyszliśmy z tego miejsca. Nie musiał mówić nic, co tu robił ale i tak dziwiło mnie że tu był. Zresztą mam ważniejsze sprawy na głowie. Gdy znaleźliśmy się w mieście rozeszliśmy się w swoje strony. Skierowałem się do Glave zbierać kostki, a następnie na sekrety. Dziś koniec męczarni! Na sam koniec zostawiłem sobie Podziemia. Jak już przeszedłem wszystkie sekrety skierowałem się do Toma. Z radością wykuł mi nowe ręce. No teraz mi odpowiada nowe uzbrojenie. Wraz z Śnieżynką podeszliśmy do tablicy. Pierwsze co przykuło moją uwagę był Naszyjnik Maga o połowę tańszy niż zwykle chodzą. Jak okazja to się korzysta. Zakupiłem go sobie. Jednak dziś mam chyba szczęśliwy dzień.
Udałem się do Aranki, co dziwne nie było jej, a bilety leżały sobie. Hmm. Rozejrzałem się nikogo nie było. Wziąłem jeden do Hamel i się prze teleportowałem. Później mi się oberwie o ile się zorientuje. Gdy tylko znalazłem się w Hamel, głos Mrocznego rozległ się w mojej głowi iż Avalac chce się ze mną widzieć. Interesujące.
Było późne popołudnie, skierowałem się do domu, bo publicznie spotykać się z demonem nie będę. Gdy dotarłem do domu, udałem się do salonu i zamknąłem drzwi. Powiedziałem Mrocznemu iż Avalac może się zjawić. Nawet nie sekunda, a wrota do jego świata się otworzyły i wyszedł. Ukłonił się jak zwykle. Usiadłem w fotelu.
-Więc co Cię tu sprowadza.

-Wybacz moje najście Panie, ale wyczuliśmy energię Rana.
- Spojrzałem na niego zaciekawiony. - Dokładnie nie znamy jego położenia ale było to bardzo bardzo daleko. - Czyli ten dupek przeżył. Nie jest dobrze, trzeba go zabić i uratować ojca Chunga.
-Rozumiem.

-Jak tylko będziemy wiedzieć coś więcej od razu Cię powiadomimy
. - Machnąłem ręką iż rozumiem. Wziąłem sobie jabłko co leżało na tacy, na stole.
-A jak tam miewa się Issa?
- Przetarłem o rękaw owoc. Śnieżynka wskoczyła mi na kolana i wyciągnęła łapki przed siebie. Dałem jej owoc niech sobie zje, mimo iż sam chciałem to zrobić.
-Dochodzi do siebie.
- Spojrzałem pytająco. - Kazałeś ukarać ją najgorszą karą jaką mamy, a polega ona na biczowaniu ofiary aż do żywego, następnie polanie ran wrzątkiem wody, a następnie wypalanie blizn na ciele. - Oj chyba przesadziłem. Mam nadzieję, że jest w jednym kawałku. Wzdrygnąłem się gdy to usłyszałem, a małej zbierało się na wymioty. Zeskoczyła i szybko wybiegła z salonu.
-Wiesz mogłeś oszczędzić szczegółów.

-Proszę o wybaczenie.

Machnąłem ręką i kazałem odejść jeśli nie ma już nic do powiedzenia. Wrócił do siebie, a ja myślałem o tym wszystkim. Po kilku minutach Śnieżynka wróciła. Położyła się na dywanie, co leży pod stołem, jakby udawała trupa.
-Dobrze się czujesz?

-Nie... Zaraz dalej będę chyba oddawać, co zjadłam...

Biedna ona..
Zbliżał się wieczór. Siedziałem wygodnie w fotelu i przeglądałem kanały w telewizji, a mała piła herbatę ziołową obok fotela. Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. No masz... Kilka chwil później wbiegła do salonu Zekira i rzuciła się na mnie jakby mnie pół roku nie widziała. Zabrałem ja od siebie i spytałem, co jej się stało. Ta uśmiechnięta odparła, że się stęskniła i przytuliła się. 2dni... 2 dni i potem zamęczy na śmierć. Zresztą miło, że wpadła trochę sobie umilę czas. Do późnego wieczora romansowałem sobie z nią, a gdy już musiała iść niechętnie ją wypuściłem. Całe szczęście, że nie zapytała o demony, ale coś czuje, że wkrótce o to zapyta.

Wpis4

Nie wiedziałem co myśleć o tym wszystkim. Issa jest demonem tak samo jak Śnieżynka, ja zostałem ich rzekomym przywódcą. Wszystko fajnie tylko Aisha, jak ona o to spyta to co powinienem jej powiedzieć. Jeśli powiem, że to prawda to wtedy będzie zła na mnie i że Issa miała rację, jeśli nie powiem to i tak z biegiem czasu wyjdzie to na jaw. Jest super...
Skierowałem się do miasta wraz z moją małą i rozglądaliśmy się po rynku. Tłum jak zwykle, hałasu nie mało. Szedłem dalej i rozglądałem się za czymś ciekawym. Był taki tłok, że chodzić tu nie szło. Aż miałem ochotę Cornwellem utorować sobie drogę. Wtedy ktoś mnie popchnął i wpadłem na osobę przede mną. Od razu przeprosiłem. Osoba, na którą wpadła odwróciła się do mnie. Mój nastrój, który już został zepsuty został jeszcze bardziej poszarpany. Osobą, na którą wpadłem był Raven. Tak w ogóle, co on tu robi?! Miał jechać na te durną wycieczkę. Odrzekł, że nic nie szkodzi. Razem udało nam się wyjść z tego tłumu, w drugą uliczkę, gdzie można było spokojnie oddychać i się poruszać. Szliśmy razem przed siebie, nie odpowiadała mi jego obecność. Gdy tak szliśmy przeprosił mnie, spojrzałem na niego zdziwiony, że niby za co. Powiedział mi, że dopiero po tamtej walce zorientował się, o co mi chodziło i dlaczego byłem wściekły na niego. Machnąłem ręką i powiedziałem, iż nie ważne stało się i koniec. Na końcu drogi spojrzałem na niego. Przeprosiłem, że go tak ostro potraktowałem podczas walki i zapytałem czy już między nami będzie jak dawniej. Uśmiechnął się i położył rękę na ramieniu. Odrzekł, że nie widzi żadnego problemu. Przynajmniej z nim mam już dobre kontakty. Pożegnaliśmy się i z Śnieżynką udaliśmy się na Henira.
Minęło parę godzin, ale w końcu zakończyłem zmagania tam. Szczęście, że trafiło mi się sympatyczna grupa. Potem sekrety. Już trochę nudzi mnie ta codzienność ale muszę z czegoś żyć i set też muszę w końcu ukończyć. Zacząłem od Robo i zakończyłem na Iluzji. Kolejne godziny minęły. Jutro będą wszystkie potrzebne materiały i nie będę musiał już tak regularnie tam chodzić.
Dochodziła 17. Coś szybko dziś się uwinąłem z tym wszystkim. Skierowałem się do centrum Hamel i tam usiadłem na ławce. Śnieżynka usiadła na kolanach i po chwili zasnęła. Pogłaskałem ja po główce i obserwowałem, co się działo w okół mnie. Mało ludzi przechodziło przez centrum, kilka osób siedziało i gawędziło, dzieci bawiły się w różne zabawy, starsze panie otrzymywały pomoc od tutejszych ludzi przy noszeniu zakupów. Spokój i cisza. Od czasu do czasu ptaki przelecą i zaśpiewają, czasem poleci spokojna muzyka. Można powiedzieć, iż Hamel to utopia.
Przez dłuższy czas siedziałem i rozmyślałem nad tym co wczoraj się wydarzyło. Ciekawi mnie jak Isse potraktują mam nadzieję, że skatują ja raz, a do porządku i oduczy się. Wziąłem Śnieżynkę na ręce i skierowałem się do domu. Muszę trochę się zaznajomić z światem demonów. Oby Mroczny miał jakieś ciekawe książki. Gdy dotarłem do domu położyłem mała przy kominku, a sam położyłem się na kanapie i udałem się do mojej podświadomości.
Co mnie zdziwiło oby dwoje grali w szachy. Kto jak kto ale Mroczny i szachy? Nie czekając dłużej poprosiłem Mrocznego o książki związane z światem demonów oraz Wyroczniach. Powiedział, że są w ostatnim regale. Skierowałem się tam i wyłapałem 3 książki związane z demonami. Jak w rzeczywistości tak tu ułożyłem się na kanapie i studiowałem książki.(Nie chce mi się pisać, co takiego wyczytał potem z biegiem fabuły będę wspominać o tym). Mijały godziny, znudziło mnie to już. Odłożyłem książki i wróciłem do swojego świata. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 22. Nie mam już nic więcej do roboty więc pora iść spać.

niedziela, 28 października 2012

Wpis3

Dziś pogoda jest dużo lepsza jak wczoraj. Gdy doprowadziłem się do porządku zszedłem na dół i skierowałem do ogrodu. Jak zwykle grupa służących zajmowała się kwiatami i krzewami. Usiadłem na ławce i przypomniałem sobie sytuację z wczoraj. Gdy Issa mnie pocałowała coś... Wyczułem iż coś jest nie tak. Zamknąłem oczy i odwiedziłem Cornwella oraz Mrocznego w mojej podświadomości. Staruszek pił kawę jak zwykle i czytał książkę, a moje drugie ja leżało wygodnie na kanapie. Mroczny spojrzał na mnie i zdziwiła go moja obecność tu.
-Co Cię tu sprowadza? - Dźwignął się z kanapy i usiadł.
-Chciałem się coś was spytać.
-To wal śmiało. - Odrzekł z irytującą radością. Usiadłem na przeciwko staruszka.
-Też to poczuliście? Jakby próbował się tu wedrzeć ktoś, wczoraj gdy doszło do wiecie czego?
-A tooooo. Hmmm - Złapał się za podbródek. - Tak też to poczuliśmy. Ta cała Issa... Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków ale ona chyba jest demonem. - Spojrzałem na niego rozbawiony.
-Demonem?
-No, a co nie może być? Tylko demony lub inni, którzy mają podwójną czy tam potrójną podświadomość to mogą zrobić. - Zastanowiłem się przez chwilę. Po części ma rację, ale za pomocą magii też idzie jednak tylko niektórzy to potrafią, a ona.. Staruszek siedział cicho i nie odrywał się od lektury.
-Dobra zostawię to wam. Weźcie się jakoś skontaktujcie z tym, no tym demonem, co wtedy spotkaliśmy i spytajcie o to.
-Co? A niby jak my mamy z nim się skontaktować panie super fajny? - Zapytał z nutką goryczy w głosie. Zignorowałem to, wstałem i skierowałem się do wyjścia.
-To już wasz problem.
Wróciłem do rzeczywistości. Minęło ledwo minuta. Nie tracąc więcej czasu udałem się na Henira a potem na sekrety. 2dni i powinienem mieć całego seta. Gdy wychodziłem podbiegła do mnie Śnieżynka i razem wyruszyliśmy do miasta.
Po kilku godzinnych zmaganiach w końcu zakończyłem to co miałem zrobić. Udałem się potem na rynek posprzedawać trochę śmieci. Tak minęły kolejne godziny.
Zbliżał się wieczór. Wracałem do domu i niedaleko kowalki zauważyłem dwie osoby. Przyjrzałem się dokładniej. No masz ci los. Zekira i Issa rozmawiały najwidoczniej o czymś. Podszedłem bliżej usłyszeć, o co teraz poszło, bo raczej na zwykła pogawędkę się nie umówiły. Stałem za domem kowalki tu powinienem wszystko słyszeć.
-Weź się odwal od nas ok? Tylko przeszkadzasz nam.
-Wiesz, nie jestem osobą, która łatwo odpuszcza jak już mi na czymś lub kimś zależy.
-Wczoraj dostałaś, to co chciałaś, więc idź się leczyć. Psychiczna jesteś wiesz.
-Na pewno nie tak jak Ty.
-Doigrasz się w swoim czasie suko za wszystko co zrobiłaś.
-Nie sądzę. Poza tym skoro tak jesteście sobie wierni to nie macie przed sobą tajemnic.
-Ta i co Ci do tego?
-To powiem Ci, że Elsword coś ukrywa przed Tobą. - Co do cholery? Skąd ona. Jedyną tajemnicę jaką mam przed nią to o demonach. Ale jak ona.. Mroczny chyba miał rację
-No jasne. Takie kłamstwa to idź mówić komuś innemu. Nie będę już tracić czasu na dyskusję z Tobą. Zajmę się Tobą w odpowiednim czasie.
Aisha zakończyła rozmowę i skierowała się w stronę swojego mieszkania. Issa też poszła przed siebie. Muszę się dowiedzieć kim ona do cholery jest. Poszedłem za nią. Weszła do wąskiej uliczki, która kierowała się na dół. Rzuciłem Cornwella, który przeleciał jej obok twarzy. Odwróciła się i uśmiechnęła.
-Skąd wiesz o demonach? - Podszedłem do niej
-Mam swoje źródła informacji.
-Czyżby? - Uderzyłem ją w twarz i skierowałem w jej stronę miecz. - Gadaj albo nie ręczę za siebie. - Spojrzała na mnie z przymróżonymi oczami.
-Z czasem się dowiesz.
-Chce wiedzieć teraz, a nie kiedyś tam. - Nie wiadomo skąd obok nas pojawiły się wrota. Wrota podobne do tych co wtedy w jaskini spotkałem demony. Z nich wyszedł ten ich przywódca. nawet nie zapytałem jak się nazywa...
-Czemu nie powiedziałeś, że już się tym zajęliście? - Spytałem Mrocznego zdenerwowany.
-Bo nie powiedział dokładnie kiedy będzie.
Stanął przede mną i oddał mi pokłon. Nie żeby mi to przeszkadzało. Spojrzałem na Isse była zdziwiona co robi demon. Dziwne że jego obecność jej nie przeszkadza.
-Wybacz mi Panie za wszystko, co uczyniła moja siostra. - Siostra? Spojrzałem zdziwiony na niego, na Isse ona na mnie.
-On jest naszym.. P... Panem?
-Ty jesteś... - Co do cholery tu się dzieje? Issa i ten demon są.. Rodzeństwem!? To znaczy, że ona też jest demonem. Ale jak kurde... Nie no to jest jakiś żart.
-Tak Issabela to jest nasz Pan. - Zamurowało ją tak samo jak mnie. Od razu uklękła przede mną i zaczęła błagać o wybaczenia. Obiecała, że będzie robić wszystko, co jej powiem. No i to się nazywa zwrot akcji.
-Potem się Tobą zajmę Issa, kara Cię nie ominie. - A się kurwa nad nią poznęcam za wszystko. - Jednak pierw dlaczego tu jesteś? Powinnaś być z demonami, a nie..
-Pozwól, że wytłumaczę. - Spojrzałem na niego z wyższością. - Issa została z ludźmi, by dopilnować iż wszystkie demony, które są z Ranem zostały zabite. To jest jej główna misja. Zawsze mówiła, iż wszystko przechodzi misja bez problemu, jednak gdy się dowiedziałem co zrobiła i co zaszło między wami jest mi wstyd i jestem gotów przyjąć karę za jej wybryki.
-Ciebie karać nie będę, natomiast ona to co innego. - Spojrzałem gniewnie na nią. Spuściła głowę na dół. - Przy okazji jak już jesteś. Twoje imię chcę poznać.
-Avalac. Powinenen się wtedy przedstawić ale coś nie wyszło.
-Dobrze Avalac. Oddaje Isse w twoje ręce. Ma ją spotkać najgorsza z możliwych kar jakie u was panują. Nie będę się z nią bawić.
-Co?! - Dźwignęła się i spojrzała z strachem w oczach na mnie i brata. - Nie zrobisz mi tego prawda?
-Zrobi, bo ja mu karzę. - Podszedłem do niej i pogładziłem ręką po jej twarzy. - Teraz ja się z Tobą zabawię, szkoda, że dane mi nie będzie tego zobaczyć. - Uśmiechnąłem się wrednie do niej.
-Nie proszę, proszę nie. - Złapała mnie za rękę od razu ją odtrąciłem.
-Zabierz ją.
Odwróciłem się i skierowałem w stronę domu. Słyszałem jeszcze jej krzyki że nie chce tego i że załuje. Trudno jej problem nie trzeba było przekraczać granicy. Po kilku chwilach zniknęli a ja udałem się do domu. Śnieżynka była cały czas zamyślona.
-Coś się stało?
-Nie nic tylko myślę o tym wszystkim i chyba... Będę musiała Ci coś powiedzieć. - Kolejna tajemnica? Ciekawe, co jeszcze dziś się dowiem.
-Więc słucham.
-Jak będziemy w domu, bo zapewne będziesz zdziwiony jak to powiem.
Przystałem na to. Gdy dochodziła godzina 20 dotarliśmy do domu. Usiadłem tam gdzie zwykle, Śnieżynka na stole na przeciwko mnie.
-Więc zacznę od tego iż nie jestem zwykłym zwierzaczkiem jak już sam to zauważyłeś.
-Taa
-Chodzi o to, że ja też... Jestem demonem. - Spojrzałem na nią zdziwiony. Otaczają mnie same demony co ja im kurwa zrobiłem?!?! - Ale nie takim, że wiesz no... - Była zmieszana, widać to było, myślała jak złożyć to wszystko bym zrozumiał.
-No ok dobra. A czemu teraz mi to mówisz? - Zaczęła łapkami się bawić
-No bo, no bo jak już tyle wyszło na jaw to lepiej...- Spuściła głowę. - Jak Ci teraz powiem, bo będziesz zły..
-Czyli jakby nie wyszło to dziś na jaw to Ty byś też siedziała cicho?
-Tak... Nie.. - Zaśmiałem się, a ona zakryła twarz w ogonach. Wziąłem ją i usadowiłem na kolanach, spojrzała na mnie jednym okiem nieśmiało.
-Kim jesteś w świecie demonów?
-Wyrocznią.
Zastanowiłem się przez chwilę. Kiedyś czytałem książki o demonach i były wzmianki o Wyroczniach. Jeśli ona nią jest to... Większego szczęścia mieć nie mogłem. Pogłaskałem ja po głowie. Teraz przynajmniej wiem z kim mam do czynienia.
-Inne podobne do Ciebie też są wyroczniami?
-Tak. Musiałyśmy ucieć do waszego świata, bo polowano na nas..
-Więc to tak.. - Myślałem przez chwilę o tym. - Prawdziwą formę masz tylko w świecie demonów?
-Tak.
Więcej informacji na dziś już nie potrzebuje. Tyle się znowu działo. Czy ja kiedyś będę mieć spokojne życie?

sobota, 27 października 2012

Wpis2

W nocy obudził mnie deszcz, który padał na tak mocno, że nie szło spać. Podszedłem do okna. Za oknami czarno i było widać jak nieszczęsne krople deszczu spływają po szybie i  w nie uderzają. To już drugi raz, gdy jest tu taka ulewa. W Hamel deszcz to rzadkość, a dziś.. Mam nadzieję, że przez to nie będę musiał zmieniać planów na dzisiaj. Śnieżynka zaspana podeszła do mnie i zapytała, co się dzieje. Wziąłem ją na ręce i pokazałem jak wygląda na zewnątrz. Zawiesiła głos w środku zdania i odrzekł, że po takim deszczu łazić nie będzie. Ja też nie mam zamiaru. Położyłem się z powrotem i leżeliśmy tak do samego rana. Gdy doprowadziłem się do porządku, zszedłem na dół z małą i zjedliśmy śniadanie. To dziś to co zwykle Henir i sekrety. Otworzyliśmy drzwi i… Ode chciało mi się wszystkiego. Ta pogoda mnie dobija. Spojrzałem na nią, ona na mnie z smutna miną. Wziąłem parasol i udaliśmy się do Glave. Tam szybko znaleźliśmy grupę i rozpoczęliśmy jego wyzwanie. Przynajmniej sucho będzie przez kilka godzin.
Jak to miałem za sobą udaliśmy się na sekrety, gdzie jako pierwszy na odstrzał poszły Podziemia. Dziś będę mieć buty do setu. Skierowaliśmy się do Besmy. W końcu słońce! Ale kurde zbyt duszno tu jest. Śnieżynka cieszyła się, że nie musi moknąć, jednak coś czuje, że szybko zmieni zdanie i będzie chciała wrócić do domu. Weszliśmy do Podziemi i po kilkunastu minutach wyszliśmy na zewnątrz padnięci. Zaraz się ugotuje… Szybko załatwiliśmy sprawę z setem i mam buty w końcu. Od razu ruszyliśmy do Aranki i prze teleportowaliśmy się do Altery. Jak zwykle grupka Pongosów, którzy mi towarzyszyli podczas tutejszych misji przywitali mnie i zaprosili na herbatę. Skorzystałem z okazji. Moi mali przyjaciele zachwycali się Śnieżynką, ona też ich polubiła i z czasem z innymi Pongosami poszli się bawić, a ja sobie rozmawiałem z Adel. Opowiedział mi jak sytuacja u nich wygląda jak i gospodarka. Cieszyłem się, że w końcu ustawili się.
Po gościnie u Adel skierowałem się do Terenu Skażonego. Powróciły wspomnienia.. Ruszyłem przed siebie i gdy dotarłem do Type-H potraktowałem go gorzej jak Rana, czy inne bossy gdy jeszcze nie panowałem nad mrokiem. Gniew mnie ogarnął, lewa strona twarzy zmieniona i nie chciała wrócić do normalności. Z czasem, gdy już ochłonąłem z tego wszystkiego mrok znowu zniknął wewnątrz mnie. Udałem się jeszcze do Elder pobawić z Inspektorem i tak zakończyłem swoje plany na dziś.
Dochodziła 14. Z Śnieżynką zwiedzaliśmy Elder jak i rynek. Nie wiem czemu, ale naszła mnie ochota zakupu nowego avka. Kasy trochę mam, więc starczy na cały komplet. Zastanowię się jeszcze, może wcześniej dadzą coś nowego, co mi wpadnie w oko. Pieszo skierowaliśmy się od Belder. Tam jak zwykle ruch i masa wojowników, którzy walczą. Podeszliśmy z Śnieżynką i oglądaliśmy walki. Ciekawi są wojownicy stąd, podoba mi się od niektórych styl walki. Gdy już znudziło nam się to, skierowaliśmy się do portu. Tam powiedziano nam iż wszystkie kursy do Hamel są odwołane, ze względu na pogodę. Pięknie.. Wróciliśmy się i odwiedziliśmy Arankę. Kupiłem ten nieszczęsny bilet i znaleźliśmy się w Hamel. Pogoda jaka była, taka jest. Szybkim krokiem poszliśmy do Camilli. Tu też, pomimo deszczu dużo było wojowników, co walczyło, nawet więcej niż zwykle, albo po prostu wydawało mi się.
Podeszliśmy bliżej i przywitaliśmy się z Camillą. Jak na szczęście albo nie szczęście rozpoczynała się walka Aishy i Reny przeciwko Issabeli i jakimś RS’em. To może być ciekawe. Walka się zaczęła, dziewczyny zdobyły przewagę już na samym początku. Co mnie zaciekawiło Aisha polowała i atakowała tylko Isse. No tak… Gdy Rena wykończyła tamtego RS’a kierowała się wspomóc Zekire, jednak ona zakończyła walkę swoim czarem Obszar Śmierci. W ten sposób dziewczyny wygrały, cieszyłem się jak i większość. Gdy zeszli z areny dostrzegłem, iż Issa o coś czepia się Aishe. Nie podoba mi się to. Wraz z Śnieżynką zszedłem na dół.
-Miałaś szczęście. Gdybym źle nie trzymała miecza to byś leżała.
-No oczywiście. – Zadrwiła z niej i odwróciła się w stronę Reny.
-Chcesz się przekonać? – Podeszła do niej i popchnęła. Zekira spojrzała na nią wrednie.
-Nie pozwalasz sobie za dużo dziwko?

-Co Ty powiedziałaś? – Zaczęły się szarpać. Przecisnąłem się przez grupę ludzi, którzy obserwowali zdarzenie. Wziąłem Aishe odsunąłem od niej. Szarpała się nadal. Odsunąłem ją na bok, potem Isse.
-Uspokoicie się? Zachowujecie się jak dwie idiotki.
-Ona zaczęła!
-Nie interesuje mnie kto zaczął. Skoro ona, to byś wykazała się większym rozsądkiem i nie wdawała się w szarpaniny. -  Chciała coś powiedzieć jednak tylko westchnęła i założyła ręce. Przynajmniej się uspokoiła. Wtedy nie wiem skąd, jak Issa zawiesiła ręce mi na szyi i pocałowała. Kiedy ona… Byłem w szoku jak i pozostali. Gdy odsunęła się ode mnie uśmiechnęła się zwycięsko.
-TY PIERDOLONA WREDNA SUKO!! – Zekira szła w naszym kierunku. Spojrzałem na Isse z spokojem, po czym jednym ruchem ręki uderzyłem ją w twarz tak, że upadła na ziemię. Aisha zatrzymała się koło nas.
-Przegięłaś Issa, nigdy więcej Cię widzieć nie chce. – Odwróciłem się, wziąłem Aishe za rękę i skierowaliśmy się do wyjścia.
-Jeszcze pożałujesz kurwo jedna, za to co zrobiłaś. Pamiętaj!
Stanęliśmy razem w trójkę przed wyjściem. Oparłem się o ścianę, Śnieżynka trzymała w łapkach nogawkę od spodni, a Aisha chodziła tam i z powrotem przede mną.
-Zabiję ją. Ja ją uduszę, ukatrupię do wody wrzucę, oddam torturom.. 

-Uspokój się! Też jestem zdenerwowany, ale daj już spokój! Na cholerę tracić czas na nią!
-Elsword! Ona… Ja jej tego nie podaruje tylko ja mogę … - Podeszła i się wtuliła do mnie. Przytuliłem ją po czym odwróciłem ją i oparłem o ścianę. Dotknąłem jej ust palcami po czym pocałowałem, odwzajemniła i trwaliśmy tak przez dłuższy czas. Z czasem przerwaliśmy i skierowaliśmy się do swoich domów. Aisha miała jakąś papierkową robotę.
Gdy wróciłem do domu przebrałem się w coś suchego i udałem do biblioteki. Nie wiem czemu, ale nagle naszła mnie chęć zapoznania się z historią władców Hamel. Do wieczora zajęty byłem lekturą. Żadnych gości nie miałem, co mnie cieszy po części. Mam nadzieję, że Zekira nie zrobi czegoś głupiego.

piątek, 26 października 2012

Rozdział VIII Walka w imię miłości Wpis1

Następnego dnia, gdy wstałem czułem, iż zaraz pójdę na drugi świat. Cholernie mnie cała prawa strona bolała po wczorajszej walce. Chyba Zekire po proszę, by się tym zajęła. Zszedłem na dół. Zapytałem lokai czy Aisha już wstała, odpowiedzieli, że jeszcze nie. Oznajmili iż śniadanie zaraz przyniosą. Usiadłem na kanapie i myślałem, co ja teraz będę robić? Po dłuższym czasie przypomniało mi się, że przed zawodami zacząłem set kompletować. Fakt jeszcze ręce i buty. gdy tylko Aisha wstanie udam się na sekrety i... Co ja pisze, wrócę do codzienności. Obok kominka bawiła się Śnieżynka w... Co ona robi? Patrzałem na nią. Chodziła tam i z powrotem na brzegu murku co otaczał kominek.
-Co Ty robisz?
-Bawię się, a co mam robić? - Odrzekła po czym potknęła się i spadła na głowę na dół i zrobiła fikołka do przodu. Zaśmiałem się. Trzymała się za głowę swoimi łapkami i po chwili przybiegła do mnie. Wskoczyła na kanapę i zaczęła bić w ramię. - To przez Ciebie!! Rozproszyłeś mnie!!! - Wziąłem ją za łapki i uniosłem do góry. Patrzała na mnie poirytowana.
-Nie moja tylko Twoja. Trza było uważać.
Puściłem ją i z przykucnięciem wylądowała obok mnie. Spojrzała na mnie, obrażona odwróciła się i skierowała się na fotel. Przesłodka. Nie wiem czemu, ale zawsze cokolwiek by nie robiła, bawi mnie to. Po chwili znaleźli się służący z śniadaniem, a zaraz potem Zekira weszła do salonu. Usiadła obok mnie i przytuliła się. Wyglądała na wykończoną. Zapytałem czy wszystko w porządku, odpowiedziała że trochę śpiąca jest i zmęczona po wczorajszej imprezie jak i na koniec tej akcji. Powiedziałem jej że już nie będę o tym dyskutować z nią. Kiwnęła głową, że rozumie. Wzięła z talerza kanapki i zaczęła jeść. Chciałem ja prosić o wyleczenie moich obolałych miejsc no, ale chyba podaruje sobie jak jest w takim stanie. Odechciało mi się jeść na mieście cos się kupi. Wstałem i powiedziałem Zekirze iż idę na Henira, potem sekrety i znowu prowadzę życie jak wcześniej. Znowu kiwnęła głową i szarpnęła moje prawe ramię. Zaraz nie wytrzymam z bólu. Syknąłem z bólu, Aisha od razu przyjżała mi się.
-Czemu nie powiedziałeś, że w pełni nie masz wyleczonego ramienia?
-Jakbym powiedział to byś zaczęła je leczyć, a widzę iż nie wyglądasz najlepiej to męczyć Cię nie będę.
-Głupoty mówisz, nic mi nie ma. Siadaj zajmę się tym.
-Nie trzeba. Podczas walk dojdzie do sprawności.
-Siadaj! - Wstała i stanęła na przeciwko mnie.
-Powiedziałem, że nie trzeba i odpuść już. - Wzięła złapała za ramie i znowu szarpnęła. Jęknąłem z bólu.
-Ta podczas walki, jak jedno większe oddziaływanie na rękę i już ryczysz z bólu. - Spojrzałem na nią wrednie.
-Ciekawe jakbyś Ty się zachowała jakbyś miała podobne obrażenia, co ja. Lekki podmuch wiatru i byś ryczała. - Patrzała zirytowana. Popchnęła mnie na kanapę po czym usiadła mi na kolanach.
-Uparty jesteś gorzej jak ja. A teraz nie ruszaj się. - Tak, a niby jak ja mam się ruszać. Wzięła w dłonie obolałe ramię i zaczęła leczyć.
-Raczej nikt bardziej uparty od Ciebie nie będzie. - Wzięła rękę i uderzyła w głowę. Szarpnąłem ją do siebie. Nasze usta dzieliły milimetry. - Poszkodowanego się nie bije.
-Przecież nic takiego nie zrobiłam. - Pocałowała mnie po czym na jednym pocałunku się nie zakończyło. Przytuliłem ją do siebie i rozkoszowaliśmy się tą chwilą. jednak zbyt długo to nie trwało. Ktoś zapukał do drzwi. Przerwaliśmy nasz pocałunek i spojrzeliśmy tam. Drzwi otwarł lokaj i powiedział, że mam gościa. Za jego plecami dostrzegłem Issę. Nosz kurwa... Spojrzałem na Aishe, ona na mnie.
-Zaraz wrócę. 
Spojrzała z kwaśną miną. Zeszła ze mnie i udałem się do dziewczyny. Zamknąłem drzwi i spojrzałem na nią.
-Po co przyszłaś? - Założyłem ręce i oparłem się o ścianę. Patrzała na mnie smutnym spojrzeniem. Skierowała wzrok na podłogę.
-Ja.. Chciałam przeprosić za wtedy...
-Nie ważne już. Powiedziałem Ci, co chciałem w tym temacie i koniec. Coś jeszcze? - Akurat teraz gdy... Wyczucie czasu ma zabójcze. Chciałem się jej szybko pozbyć i wrócić do tego co zacząłem. Spojrzała na mnie
-Czy dalej będziemy się przyjaźnić? - Dowaliła do pieca.. W sumie to sam nie wiedziałem co z tym zrobić.
-Szczerze? To nie wiem. Jeśli takie akcje mają być to podziękuje za taką przyjaźń. Ja już mam osobę, na której mi zależy i nie zostawię. Natomiast Ty... - Westchnąłem i ręką złapałem się za głowę. Spojrzałem na nią. - Znajdź sobie kogoś i będzie spokój.
-Ale ja...
-Issa, powiedziałem, że nie otrzymasz ode mnie tego, czego chcesz i pogódź się z tym. - Jej spojrzenie nadal się nie zmieniło. Widać iż zależy jej na mnie, bym ją pokochał, ale nie. Nie będę zdradzać Aishy po tym wszystkim co przeszliśmy.
-To już pójdę nie będę przeszkadzać. - Odwróciła się i skierowała do wyjścia. Odprowadzałem ja wzrokiem.
-Jeśli chcesz, aby ze mną rozmawiać, to zastanów się nad swoim postępowaniem.
Wróciłem do salonu. Aisha siedziała i bawiła się kosmykiem włosów. Spojrzała na mnie.
- I co? Czego chciała? - Usiadłem obok niej. Od razu Zekira usiadła mi na kolana i przytuliła się.
-Tego co ostatnio, no prawie.. Zapytała czy będę się z nią przyjaźnić.
-A Ty co na to?
-Że nie wiem. - Westchnęła i zaczęła poprawiać mi grzywkę.
-Same z nią problemy. Dobra.. Nieważne w sumie. Dokończę, co zaczęłam...
-A potem co zaczęliśmy. 
Uśmiechnąłem się do niej odwzajemniła uśmiech i gdy wyleczyła mi ranę i dokończyliśmy co zaczęliśmy. Udałem się na Henira, a potem na sekrety. Śnieżynka mi towarzyszyła. Jak już miałem z głowy to co na dziś zaplanowałem zbliżał się wieczór. No tak rano trochę się działo.. Podczas spacerowania po mieście trafiłem na Ravena. Stał obok sklepu z bronią. Spojrzeliśmy na siebie. Ruszyłem przed siebie i zignorowałem jego osobę. Nie mam ochoty z nim gadać o niczym. Wróciłem do domu i gdy tylko przejrzałem wiadomości udałem się do pokoju spać.

Wpis19 Oczami Chunga

Wstałem wypoczęty i skierowałem się do wyjścia. Dziś koniec zawodów jestem strasznie ciekaw, kto to wygra. Dochodziła już 9:40. Aranka prze teleportowała mnie do Altery. Tam wszyscy uczestnicy już byli. Dużo widzów, co mnie nie dziwi. Rozglądałem się za naszymi i w końcu ich znalazłem. Podszedłem tam przywitaliśmy się o rozmawialiśmy. W oddali koło Camilli dostrzegłem Ammo, który rozmawiał z jedną z uczestniczek. Kilka minut później zjawiła się Aisha, życzyła powodzenia po czym gdy zobaczyła Elsa udała się do niego. Gdy wybiła godzina 10, wszyscy uczestnicy stanęli i czekali aż Camilla znowu będzie ich zanudzać swoją głupią gadką. Jednak tym razem było inaczej. Przed wejściem kazała im wypełnić formularze w wypadku gdyby... Ktoś z nich zginął tam. Fakt, Type-H nie jest łatwy i można tam zginąć. Els jako pierwszy wyrwał się by dała mu formularz. Nie wierzyłem w to, on przecież... Mam nadzieję, że wie co robi. Reszta nie wiedziała co zrobić, po chwili Raven też poprosił o formularz. Pozostali wycofali się i oni w dwójkę będą zaliczać. Na pierwszy ogień poszedł Rav. Nawet jakoś udało mu się to przejść, większych obrażeń nie miał, ale chyba musiał i tak iść na przegląd. Rena poszła po niego i zniknęli w namiocie. Teraz czas na Ammo. Pokonywał przeciwników z łatwością. gdy dotarł do roślinki też dawał sobie radę. Kilka razy popełnił kilka błędów, które jakby nie patrzeć uchroniły go, przed śmiercionośnymi atakami. Pod koniec trochę się zdenerwowałem, jak Aisha, która tak mocno ścisnęła mi ramię, że myślałem, że mi je połamie. Gdy rozległ się dźwięk zakończenie krzyknęła uradowana i się przytuliła z radości. Też byłem szczęśliwy jednak... Kto to wygra? Jak obydwoje po czasie zakończyli. Raven przyszedł do nas z Reną, a po kilku minutach zjawił się Ammo i Zekira. Pogratulowali sobie, iż przeszli całość w jednym kawałku. Czekaliśmy wszyscy aż podadzą wyniki. Gdy już się naradzili, Camilla oznajmiła iż zawody wygrywa Raven. Byliśmy w szoku. Za Elsem wstawiło się masa ludzi, pytając z jakiej racji, wytłumaczyła im po czym zakończyła zawody. Spojrzałem na Ammo, wiedziałem jak mu bardzo na tym zależy. Rav chciał z nim pogadać ale wyraźnie dał do zrozumienia że nie ma ochoty i poszedł. Cały kipiał z złości. Nie wiedziałem co zrobić. Chciałem go wesprzeć, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Rozeszliśmy się w swoje strony.
W domu myślałem o tym. Elsword przed rozpoczęciem zawodów powiedział mi, że mu na tytule nie zależy i dalszych tam walkach, tylko nagrodzie. Gdy zapytałem go o to powiedział, iż dowiem się jak wygram. Chyba jednak nie dowiem się od niego, tylko Ravena. Poszedłem do niego o to się spytać. Ravena mieszkał w skromnym domku, niedaleko Reny. Za jego domem był las, który ciągnął się daleko. Gdy się idzie dalej można dojrzeć łąkę z prawej strony i tam płynącą rzekę. Często go tam widywałem, gdy trenował. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi i wpuścił do środka. Zapytał czy chcę czegoś do picia, odmówiłem po czym od razu przeszedłem do tego, po co tu przyszedłem.
-Ravena powiedz mi jaka jest nagroda za wygraną.
-Skąd wiesz o nagrodzie? - Zapytał zdziwiony skąd wiem czegoś o czym Camilla nie mówiła. Trochę się zmieszałem Ammo nie mogę w to wciągnąć.
-Mam swoje źródła informacji.. Więc? - Westchnął i spojrzał w okno.
-Nagrodą jest tygodniowa wycieczka do wybranego przez ciebie miejsca na całym świecie. - Zamurowało mnie, więc to dlatego Els tak bardzo chciał... Teraz wszystko ma sens dlaczego tak bardzo mu zależało i złość na koniec z powodu porażki. - A czemu pytasz? - Wejrzał podejrzanie na mnie.
-Po prostu zaciekawiony byłem.. Czym jest ta nagroda.. Dziękuje Ci, pójdę już do siebie.
Pożegnałem się i wróciłem do siebie. Uff prawie bym wpadł na pewno coś podejrzewa. Trochę współczuje Ammo... Mam nadzieję, że z gniewu nie zrobi nic głupiego.
Gdy zbliżał się wieczór udałem się na imprezę, którą odprawili z okazji zwycięzcy zawodów. Co prawda nie lubię takich zabaw, no ale jeśli to przyjaciel wygrał to wypada przyjść. Ubrałem się tak by zbytnio nie wyróżniać się z tłumu i udałem się tam. Wszyscy mieli założone lekkie ubrania, więc odetchnąłem z ulgą. Dosiadłem się do stolika gdzie była nasza grupa. Elsa nigdzie nie było, w sumie nie dziwię się.. Czas mijał, wszyscy dobrze się bawili. Podobało mi się w sumie. Było wesoło.
Zbliżała się godzina 23. Nie wiem skąd pojawiła się Śnieżynka i coś przekazała Ravenowi. Gdy tylko pobiegła Rav przeprosił nas i wyszedł. Ciekawe, o co chodzi.. Siedzieliśmy i wymienialiśmy się zdaniami o tym. Mam złe przeczucia. Po pewnym czasie Aisha pobladła i złapała się za klatkę piersiową. Rena zapytała ją, co się dzieje. Odrzekła iż coś złego się stało.. Miała krótki przebłysk krwi, areny i dwóch osób. Nie możliwe. Pobiegliśmy wszyscy w stronę areny. Gdy wbiegaliśmy do pomieszczenia usłyszeliśmy głosy.. Elsword. Wbiegliśmy na barierki i Aisha krzyknęła w jego stronę. To wyglądało strasznie. W miejscu gdzie oni byli było pełno krwi, rozwalone podłoże, Rav leżał na ziemi, Els przed nim z Cornwellem w ręce skierowanym w dół. On chciał go zabić? Zeszliśmy na dół do nich. Rena i Aisha leczyły rany Ravena, a ja przyglądałem się Elsowi. Cała jego prawa strona z krwi. Co tu się działo? Nie wiedziałem o co kogo pytać. Dlaczego oni.. Raven odrzekł, iż widział Elsa jak był zdeterminowany i gotowy go zabić, a on sam dodał, że chciał to zrobić. Znowu coś złego z nim się dzieje.. Nie wierzyłem w to, co powiedział. Ta obojętność w głosie.. Odwrócił się, poszedł po miecz i skierował się do wyjścia. Odprowadziliśmy go wzrokiem.
-A teraz powiedz, co tu się wydarzyło? - Zapytała Ravena Rena, która cały czas go leczyła z Aishą
-Jego zwierzak powiedział mi, że chce ze mną porozmawiać o czymś i czeka na arenie. Więc udałem się tam. Zapytałem, o co chodzi chciał walczyć, zrozumiałem iż chodzi o zawody. Dałem się sprowokować i walczyliśmy. Jednak, co mnie zastanowiło to jego słowa podczas walki.
-Jakie słowa? - Zapytała go Aisha, która była cała roztrzęsiona tym wszystkim.
-Zapłacisz mi za odebranie moich marzeń jakie miałem związane z nagrodą. - Zapadła cisza. Ja wiedziałem o co mu chodziło, Zekira też się już domyśliła i zaczeła płakać.
-Aisha co się stało? - Pokręciła głową i zbierała chyba się jak skleić zdanie.
-To.. On.. To moja wina... On.. wiedział... Dla mnie.. - Przykucnąłem do niej i przytuliłem
-Spokojnie, Aisha to nie Twoja wina, uwierz mi. - Ocierała rękami łzy, co jej płyneły.
-Muszę... Z nim pomówić.
Wstała i pobiegła w kierunku wyjścia. Gdy tylko Rena ukończyła leczenie go, udaliśmy się do wyjścia. Skierowaliśmy się do domów, już nikt nie miał ochoty na zabawy..

czwartek, 25 października 2012

Wpis18

Dobył miecza i ruszył w moją stronę. Zrobiłem to samo co on, doszło do starcia się naszych mieczy. Zaatakowałem go Cornwellem, odskoczył do tyłu. Nie dam mu szansy na wykonanie żadnego ataku. Atakowałem go na przemian mieczami, a on je albo unikał albo blokował. Naciskałem go cały czas, wiem że dać mu możliwość do jego ataku to śmierć na miejscu. Starał się uskoczyć spod mieczy na tyle daleko by móc użyć jakiegoś ataku. Pomarzyć sobie może, rzuciłem w niego Harschem. Złapał się za bolące miejsce. Automatycznie pobiegłem do niego i posłałem w jego stronę 3 Cornwelle, które rozbiły się o jego ciało, a następnie przebiłem. Krew wytrysnęła na wszystkie kierunki, była na ziemi, na jego i moim ciele. Wyprowadziłem jeszcze serię combo i odepchnąłem go. Teraz tylko Phantoma i będzie koniec z nim.
-Tylko na tyle Cię stać Dungeonie Masterze? - Dźwignął się z ziemi i użył Crowa. Odskoczyłem do tyłu. Te płomienie są niebezpieczne. Raven biegł w nich w moim kierunku. Skoczył w górę i atakował swoimi ognistymi amunicjami, co miał w nazo ręce, czy cokolwiek to jest.
-Póki co, to się z Tobą bawię.
Żartuje on sobie ze mnie?! Gdy miał już wylądować na ziemi wczesniej użył Harpoon'a. Nie zdążyłem tego uniknąć i zmasakrował mi cała prawą stronę. Miecz poleciał kawałek dalej, a ja ryczałem z bólu jak głupi. Nie miałem czucia ani w nodze, ani ręce. Krew wylewała się z ran. Uklęknąłem na ziemi i trzymałem się za zranione ramię.
-Spokojnie już się tym zajmujemy. Skup się na walce. - Usłyszałem głos Mrocznego.
-Jak mam się do cholery skupić na walce jak boli mnie to jak cholera i jakbyś nie wiedział nie mam władzy w prawej ręce i nodze!
Co on myśli, że ja robot?! Ból paraliżował moje ruchy, nawet te najmniejsze. Raven ruszył w moją stronę i zaatakował nazo ręką. Zablokowałem atak Cornwellem. Gdyby zmiażdżył mi lewą rękę to byłby problem.. Ale jak widać jest na tyle głupi, że nie zorientował się przez ten cały czas, jaka jest moja słaba strona. Nie mogę użyć Phantoma, więc by wyjść z tego cało muszę... Rage Cutter. Na moje zawołanie zaatakowały go Cornwelle, gdy był jeszcze w powietrzu rzuciłem pod niego Maela. Mój atak dostatecznie mocno go ranił, by krew rozpryskiwała się na wszystkie strony. Trzymałem się nadal za bolące miejsce i patrzałem jak mój atak go wykańcza powoli. Jak już atak się zakończył padł na ziemię i nie ruszał się przez jakiś czas. Zacząłem powoli odzyskiwać władze w kończynach. Ledwo wstałem i z wielkim trudem szedłem w jego stronę. Zabije go tak, że nie będzie co nawet pochować. Stanąłem niedaleko jego ciała. Powoli zaczął się ruszać i wstawać. Spojrzał na mnie, ja na niego.
-Zapłacisz mi za odebranie.... MOICH MARZEŃ JAKIE MIAŁEM ZWIĄZANE Z NAGRODĄ! - Obróciłem Cornwella w dłoni - Rage - Skierowałem miecz w dół. To będzie jego koniec. - Cu..
-Elsword!! - Ten głos. Przerwałem atak i spojrzałem na górę. Stała tam cała nasza paczka. Odwołałem Cornwella i podbiegli do nas. Patrzałem z nienawiścią na Ravena, a on na mnie... Jego spojrzenie było inne. Rena kucnęła obok niego i zaczęła leczyć jego rany w te same ślady poszła Aisha. Tak lepiej nim się zająć a ja to jestem tylko płotkiem... Co prawda już tak źle to nie wyglądało. Miło, że połączone moce staruszka i Mrocznego mogą mnie leczyć.
-Ty.. Byłeś zdeterminowany podczas ataków.. Byłeś gotowy mnie zabić. - Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Tak, chciałem Cie zabić. - Odpowiedziałem z obojętnością
Zamarli po tych słowach. Odwróciłem się i skierowałem się w stronę mojego miecza. Za pomocą Harsha przyciągnąłem go sobie i udałem się do wyjścia. Śnieżynka już na mnie czekała, a przyjaciele odprowadzali mnie wzrokiem. Wraz z mała skierowaliśmy się w stronę domu.
Podczas drogi zaczęło padać. Idealne wyczucie wręcz.. Spojrzałem na niebo. Było czarne.. Nie było widać ani gwiazd, ani księżyca.. Krople deszczu kapały mi na twarz i spływały. Dobrze, że wyleczyli na tyle moje rany, że nie musiałem czuć tego przeszywającego bólu. Krople deszczu tylko ochładzały obolałe miejsca. Zastanawiałem się, co ja właściwie zrobiłem, chciałem zrobić? Przecież on jest naszym przyjacielem i nie raz dzięki jego pomocy udało nam się wygrać walki z demonami. Co mi do głowy strzeliło? Spuściłem głowę w dół i dalej szliśmy w kierunku domu. Śnieżynka patrzała na mnie zmartwiona. Deszcz zaczął się nasilać.. Pomimo tego iż w głowie szumiało mi oraz deszcz zagłuszał dźwięki z otoczenie usłyszałem czyjś bieg w moją stronę. Pewnie Zekira... Odwróciłem się i miałem rację. Podbiegła do mnie i się przytuliła. Znowu płakała. Dlaczego kurwa tak się dzieje, dlaczego?!?! Przytuliłem ją do siebie.
-To.. Moja wina.. - Powiedziała drżącym zapłakanym głosem.
-Nie, to nie Twoja wina i nie myśl w ten sposób.
-Ale... - Spojrzała na mnie i chciała kontynuować wypowiedź jednak położyłem palce na jej usta i nie dokończyła.
-To tylko i wyłącznie moja wina. - Delikatnie pocałowałem ją. - Przepraszam.
Dotknęła mojej twarzy zimnymi i drżącymi dłońmi. Po chwili wplotła je w włosy i przytuliła. Przez dłuższy czas tak staliśmy, a deszcz coraz bardziej zaczął padać. Nam to nie przeszkadzało jednak mojemu zwierzakowi jak najbardziej. Zaczęła szarpać nogawkę od spodni i piszczeć.
-Wiem że jesteś zajęty ale.. JA TEŻ TU JESTEM!
-Nie przeszkadzaj skoro mówisz, że jestem zajęty.
Spojrzeliśmy na nią, zaśmialiśmy się po czym skierowaliśmy się do mojego domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, Śnieżynka od razu wbiegła do salonu i ułożyła się obok kominka. Zekira za pomocą magi zmieniła swoje ubrania. Ta to ma się dobrze... Miała na sobie niebieską sukienkę. Zostawiłem ją w salonie a ja sam poszedłem do pokoju włożyć coś suchego i wytrzeć włosy. Gdy już się sobą zająłem zszedłem na dół. Aisha wpatrywała się w kominek i płomienie, które tam tańczyły. Podszedłem do niej po czym wstała i przytuliła się. Razem usiedliśmy i rozmawialiśmy o tym co się dziś wydarzyło jak i o pierdołach. Późno w nocy poszliśmy spać.

środa, 24 października 2012

Wpis17

Aisha rozglądała się zdziwiona po salonie. Fakt.. Nie powiadomiłem, by to sprzątnęli. Kiwnąłem głowę w stronę lokaja i zaraz kilku znalazło się w salonie i sprzątało rozbite szkło. Aisha wolnym krokiem szła w moją stronę.
-Co tu się stało? - Zapytała zdziwiona i spojrzała na mnie zmartwiona.
-Nic takiego... - Skierowałem wzrok w stronę okna. Co ja mam jej kurwa powiedzieć?! Zapewniałem ją, że wygram, że zrobię to dla niej, a co? Brak mi słów.. Podeszła do mnie, usiadła na kolana i zawiesiła ręce na szyi.
-Raven mi powiedział o nagrodzie za wygraną. Powiedz..
-Tak, taki miałem plan, ale został zniszczony przez niego. - Wiedziałem, o co chciała spytać. Spojrzałem na nią. - Chciałem Ci zrobić niespodziankę i zapewnić chociaż trochę wolności od wszystkiego. - Położyła głowę na ramieniu.
-Trudno się mówi. Mi w zupełności wystarczy Twoja osoba, a nie jakieś nagrody czy inne sprawy. Chociaż nie powiem, szczęśliwa bym była.. - Właśnie, a nie jest, bo ten debil musiał się wpierdolić, a co.. Przynajmniej przez tydzień nie będę go widzieć. Przytuliłem ją do siebie.
-Następnym razem, o ile dożyje to wygram to, zobaczysz.
-Wierzę na słowo.
Pocałowałem ją po czym przez dłuższy czas romansowaliśmy. Gdy zbliżał się wieczór musiała już iść. No tak impreza na cześć zwycięzcy. Gdy Zekira poszła siedziałem i rozmyślałem nad tym wszystkim. Minuty mijały, a ja byłem w martwym punkcie. Tak bardzo mi zależało.. A tu przyjaciel musiał wszystko zepsuć. Tak myśląc Raven wcale taki dobry nie jest i nie zasłużył na wygraną. Nie jest ani człowiekiem, ani nazoidem.. Jest nikim. Nie pogodzę się z tym, że ktoś taki jak on to wygrał! Wstałem, zabrałem miecz i skierowałem się do wyjścia. Śnieżynka chwile później podbiegła do mnie i razem poszliśmy do miejsca gdzie odbywała się impreza. Z tego co wiem to odbywa się w centrum Hamel i nie myliłem się. Z daleka było widać oświetlone miejsce i muzykę, co grała. Zaraz wszystko będzie jasne, ja mu nie daruje tego, co zrobił. Mam ochotę go zabić. W końcu dotarłem na miejsce. Widać wszyscy się dobrze bawią, ja też zaraz się zabawię. Szukałem Ravena i reszty, w końcu ich znalazłem. Kazałem Śnieżynce przekazać mu że czekam na arenie bo mam sprawę do niego. Kiwnęła głową i ruszyła w jego stronę, a ja na arenę.
Po kilkunastu minutach w końcu się zjawił. Zszedł na dół na arenę i stanął na przeciwko mnie.
-Co to za sprawę masz do mnie?
-Chce zawalczyć z Tobą. Skoro jesteś taki dobry, że wygrywasz zawody, to walka ze mną nie powinna być dla Ciebie wyzwaniem.
-Nie mam ochoty z Tobą walczyć.
-Strach obleciał?
-Nie próbuj mnie prowokować. Zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko, któremu wykupili zabawkę na którą miał ochotę.
-Hoo odważne słowa. Dla Ciebie jestem dzieciuchem a Ty kim jesteś? Człowiekiem? Nazoidem? Heh żałosne nie zaliczasz się do żadnej z tych grup. Jesteś nikim.
-Przesadzasz Elsword.
-Vice Versa. - Skierowałem miecz w jego stronę, przywołałem Cornwella i z gniewem w oczach patrzałem na niego. - Udowodnij mi, że należy Ci się ta wygrana.

niedziela, 21 października 2012

Wpis16

Wstałem wcześnie rano. Co prawda jeszcze nie doszedłem do sprawności ale myślę że to na Terenie Skażonym się zmieni. Wstałem, wziąłem na ręce śpiącą Śnieżynkę i skierowałem się do wyjścia. Po drodze spojrzałem w stronę Issy. Wyglądała też dużo lepiej jak wczoraj. Słońce dopiero co wstawało. Zimne powietrze lekko powiewało. W oddali słychać było jak ptaki śpiewają. Poszedłem w stronę lasu, co był niedaleko. Przechodząc dalej przez gęstwiny drzew ,wyszedłem na puste otwarte pole. Dalej znajdowało się wzgórze, tam też się udałem. Usiadłem na brzegu wzgórza, położyłem Śnieżynkę na kolana i głaskałem po jej główce spoglądając przed siebie. Wydawało mi się, iż krajobraz ciągnie się w nieskończoność. Chmury, powoli sunęły do przodu, przyjmując różne kształty, drzewa na dole pod siła wiatru kłaniały się do ziemi, a trawa wyglądała jakby ktoś ręką rozczesał. Piękny widok, ukojenie dla mnie i chwila odpoczynku. Szkoda tylko że to potrwa tylko chwilę. Dlaczego wybrałem sobie takie życie pełne napięcia, zagrożenia.. Chciałbym by moje życie się zmieniło na spokojniejsze, jednak chyba to jest niemożliwe.. Z czasem Śnieżynka się przebudziła. Przetarła oczka, ziewnęła i usiadła.
-Co Ty spać nie umiesz?~ - Ziewała jeszcze, spojrzała na mnie.
-Jak już nie chce mi się spać to nie śpię prawda? Poza tym.. Musiałem trochę się przewietrzyć i chociaż na chwilę uciec od swojego życia. - Patrzałem na niebo i chmury na nim płynące.
-Nie lubisz swojego życia? - Zaczęła się bawić ozdobami, które były na moim ubraniu.
-Powiedzmy, że czasem chciałbym mieć chwile spokoju. - Spojrzałem na nią. - Nie baw się tak, bo to nie służy do tego. - Dźwignęła spojrzenie na mnie, zostawiła ozdoby w spokoju, zeskoczyła na trawę i tam usiadła opierając się o mnie.
-Każdy by chciał. Ehh dziś ostatnia walka. Dasz sobie radę prawda?
-Myślę, że tak.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę, po czym udaliśmy się do Aranki. Dochodziła 8 rano, prze teleportowałem się do Altery. Jeszcze żadnego z uczestników nie było, tylko Camilla rozmawiająca z jakimiś osobami, mieszkańcy tajże wioski oraz widzowie z wcześniejszych miejsc. Skierowałem się do jej stanowiska i usiadłem na krześle. Gdy tylko mnie zobaczyła kazała mi zejść. Odmówiłem i się z nią drażniłem. Po chwili zapytała mnie, jak się czuje i czy jestem w stanie stawić czoła temu bossowi. Odrzekłem, że dam radę, w przeciwnym wypadku bym tu nie przyszedł. Śnieżynka stała obok mnie, czekaliśmy aż wszyscy się zejdą i będzie można rozpocząć finałową mapę. Z czasem schodzili się uczestnicy oraz widzowie. Co mnie zdziwiło podeszła do mnie Carolin - Void Princess.
-Siemka piękny. Jak tam? Już w porządku? - Podparła się o blat stolika i uśmiechnęła w moją stronę.
-Ty jak zwykle.. Lubisz mi dokuczać. - Wziąłem jej z ręki różdżkę co miała. - Jakoś leci, jednak wolałbym by jutro odbyły się zawody.
-Hee nie tylko Ty. Mam nadzieję, że znowu wynosić Cię nie będą, bo nie będę miała z kim walczyć.. - Usiadła na stole i zabrała różdżkę.
-Specjalnie dla Ciebie zrobię tak by mnie wynosili. - Uśmiechnąłem się prowokująco do niej.
-Wredny jesteś! - Skierowała swój badyl w moją stronę. - Masz wyjść w jednym kawałku! Albo poczujesz gniew Księżniczki Dusz.
-Prędzej bym się bał gniewu Zekiry jak Twojego - Zaśmiałem po czym ona też. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę dopóki Aisha do nas nie podeszła.
-Carolin! 
-Zekira! - Przytuliły się jakby wieki się nie widziały. Rozmawiały o różnych pierdołach co mnie akurat mało interesowały. Po wymianie zdań Aisha podeszła do mnie i usiadła na kolanach. Carolin pomachała i poszła do swojej grupki przyjaciół.
-Od dawna tu siedzisz?
-Od 8 jakoś tak. A co?
-Nie, bo byłam zobaczyć jak się czujesz. Nie sądziłam, że już tu będziesz. - Oparła głowę o ramię i siedzieliśmy tak przez dłuższy czas. - Masz zabić go tak byś sam za bardzo nie ucierpiał.
-Postaram się ale nie obiecuje
Pogłaskałem ją po głowie po czym zeszliśmy na dół. Raven i reszta naszej ekipy stała na dole i rozmawiała. Przywitaliśmy się i wymienialiśmy się zdaniami na temat tego wszystkiego jak i Type-H. W końcu wybiła godzina 10. Wraz z Ravenem i resztą uczestników stanęliśmy i czekaliśmy aż Camilla zakończy przemówienie. Gdy wyjaśniła zasady dorzuciła iż musimy podpisać pewien formularz
-Co to za formularz? - Zapytała Carolin. Camilla podeszła bliżej do nas i się uśmiechnęła
-Jeśli w trakcie walki z Type-H zginiecie nie bierzmy za to odpowiedzialności. - Aha.. Czyli idziemy tam z własnej woli, jak zginiemy nasza wina.. Super.. Wymienialiśmy się spojrzeniami. - Więc? Kto startuje? - Zapadła cisza. Zastanawiałem się czy warto.. Jednak biorąc pod uwagę nagrodę.. Nie mogę się wycofać.
-Daj ten formularz. - Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Ja ledwo żywy po wczorajszej walce z Hoakinem dziś chce stawić czoło Type-H. Pewnie myślą że jestem idiotą i proszę się o śmierć. Trudno. Camilla wręczyła mi formularz. Zapoznałem się z nim podpisałem i oddałem.
-Ktoś jeszcze?
Z czasem Raven też się zdecydował. Natomiast reszta wycofała się. Więc w dwójkę startujemy. Ciekawe kto z nas wygra.. Szkoda, że reszta się wycofała.. Trudno ich strata. Jako pierwszy poszedł Raven. Stanąłem obok reszty i przyglądaliśmy się jak sobie radzi. Szybko uwijał się z mapką, było to widać gołym okiem. Na bossa zostało mu 1:40min. Najpierw zaatakował go Crowem, a zaraz po tym Deadlym. Type-H zaatakował Storm Blade. Z daleka Rav szykował się do użycia swojego ulubionego chyba ataku Gatlinga. Gdy zakończył atak boss powtórzył swój atak. Gdy zakończył nasz przyjaciel podbiegł do niego i walczył z nim wręcz i wykończył Deadlym. Zakończył mapę 2 sek później od ustalonego czasu. Uh ciekawe co Camilla z tym zrobi. Rena poszła w stronę wyjścia z mapy i tam przytuliła Ravena do siebie. Nie był aż tak okaleczony, ale wzięli go na wszelki wypadek do namiotu. Teraz moja kolej. Podszedłem do Camilli i gdy dałem znać iż jestem gotów wpuściła mnie na mapę.
Ruszyłem przed siebie i z pomocą eliksirów oraz Cornwella staraliśmy się szybko dostać do Type-H. Gdy dotarłem do niego miałem 1:35 by go zabić. Cholera.. Pobiegłem w jego stronę i ściągnąłem na dół. Użyłem Maela, przywołałem moce Morcznego i zaatakowałem Blastigniem. Nie użył swojego ataku? Skoro tak to potraktowałem go obszarowym atakiem, dopiero po tym użył Storm'a. Zaraz potem zaatakowałem go serią combo. Wskoczyłem na rynnę wyżej, dziwi mnie, że po takim żałosnym ataku znowu on zaatakował tym czymś. Dzięki stoicowi Mrocznemu mogłem jakoś uniknąć tego. Gdy teren był bezpieczny zeskoczyłem do niego i znowu go zaatakowałem tym samym combo i posłałem w jego stronę 4 Cornwelle. Jeszcze stał? Znowu wziąłem go w combo i podrzuciłem nim by na rynnie był. Gdy już z góry chciałem go atakować przywołał swój miecz. Dobrze, że byłem na górze.. Gdy byłem przed nim chciałem rzucić w nim Maelem, no ale..  Zaatakował mnie w lewą rękę i anulował mój atak. Zeszliśmy na dół i tam atakowałem go dalej Cornwellem i mieczem. Następnie posłałem znowu w jego stronę Cornwelle i podrzuciłem nim do góry. Gdy leżał chwilowo wypiłem eliksir i zaatakowałem go moim najsilniejszym atakiem. Na rynnie znowu Type-H użył swojego ataku, a ja w oddali czekałem, aż skończy bym mógł rzucić w niego Maela. Gdy był atakowany moją umiejętnością, nie szczędziłem sobie czasu i użyłem Blastinga. Przeczuwałem, że znowu zaatakuje tymi mieczami i nie pomyliłem się. Jednak za późno odskoczyłem i oberwałem trochę z tego. Na szczęście udało mi się na ziemi położyć tak by mnie miecze nie trafiały. Gdy zakończył odskoczyłem do tyłu i wymienialiśmy się ciosami. Szczęście że miałem dużo energii i znowu rzuciłem w niego Cornwelle. tam znowu go posłusznie atakowały, a ja dobiłem jeszcze kolejnymi czterema mieczami. Wycofałem się do tyłu. Widać trening się zdał i mogę przewidzieć, kiedy mniej więcej zaatakuje. Mało czasu coś czuje mi zostało, muszę szybko to zakończyć. Chciałem już go zaatakować serią combo gdzie nie można mi go przerwać i zbytnio się pośpieszyłem. Miecz z dołu jego ataku mnie jeszcze poranił po nodze przez co upadłem, jak widać na szczęście, bo znowu przywołał swój miecz. gdy biegł w moją stronę wstałem i skontrowałem go. Rzuciłem Maela i poprawiłem kolejną umiejętnością od Mrocznego, ale to było za mało. Zostało mu niewiele życia i musiał użyć swojego pierdolonego ataku! Dzięki stoicowi Mrocznemu wyszedłem z ataku cały pocięty. Od razu gdy atak zakończył się dobiłem go rękojeścią miecza. Dlaczego mam przeczucie że przez ten atak nie wygram tego? Odwołałem swoje moce jak i Cornwella. Usiadłem na ziemi i patrzałem na to jak wyglądam. Jest świetnie.. Z czasem przyszli lekarze i Aisha. Zapytałem ją o czas, odpowiedziała, że 3sek po czasie zakończyłem. Nie byłem zadowolony z tego faktu.Szybko wyleczyli mnie i wyszliśmy na zewnątrz. Podszedłem do naszej grupy. Pogratulowaliśmy sobie z Ravenem ukończenia w całości zawodów, teraz czekać na wyniki.
Camilla naradzała się z innymi co byli. Jakieś wielkie szychy? Albo kij wie kto to był.. Po kilkunastu minutach w końcu Camilla zwołała wszystkich.
-Więc tak. Postanowiliśmy, iż nie zdyskwalifikujemy was, bo jesteście jedynymi uczestnikami, a zwycięzca musi zostać wybrany, z powodu kolejnego etapu zawodów na skale światową. I tak tegoroczne zawody na Dungeona Mastera wygrywa... - No gadaj do cholery, a nie!. - Raven.
Że co kurwa?! Co to ma być do cholery?! Wkurzyłem się i to nie na żarty. Ona chyba sobie żartuje. Wszyscy byli w szoku. Co jest grane...
-Co? Z jakiej racji?! Elsword szybciej pokonał Type-H!
Zaraz po odezwaniu się Carolin rozległy się opinie widzów. Wydzierali się na nią iż to ja powinienem wygrać. Miałem taką ochotę jej przyłożyć.
-Może i szybciej pokonał ale tu chodzi o całość mapy, a nie tylko bossa.
Cholera... Jak to się mogło stać? Nie wierzę w to co się dzieje!! Najgorsze w tym wszystkim iż Raven stał koło mnie. Spuściłem głowę w dół. Aisha dotknęła mojego ramienia. Powiedziałem jej chłodnym tonem, by mnie zostawiła. Raven chciał o tym podyskutować, tyle że ja nie miałem na to ochoty. Powiedziałem mu głośnym, zdenerwowanym tonem głosu, że nie mam zamiaru z nim o niczym dyskutować i niech świętuje swoją niezasłużoną wygraną. Najchętniej to bym go zabił. Mam taką ochotę go zabić za to iż zniszczył mi moje plany! Skierowałem wzrok na Śnieżynkę. Podeszła do mnie i razem skierowaliśmy się do domu. Miałem głęboko gdzieś imprezę z okazji zwycięzcy.
Dopiero dochodziła godzina 12. Jeszcze cały dzień przede mną. Gdy tylko wróciłem trzasnąłem drzwiami, zarówno wyjściowymi jak i z salonu. A w salonie.. Rozwaliłem z złości szklany stół i lustro, co wisiało nad komodą.
-Uspokój się, bo cały dom zdemolujesz. - Spojrzałem z gniewem na Śnieżynkę, co stała obok drzwi. Z gniewu i złości, co we mnie siedziała samoczynnie Mroczny wyszedł na zewnątrz.
-Jak mam być kurwa spokojny?! To nie były byle jakie zawody! Nagroda za nią była dla mnie dużo bardziej ważniejsza od tego zjebanego tytułu! A teraz co? Mogą sobie ją w dupe wsadzić. Jeśli będzie trzeba to pozabijam wszystko żeby się uspokoić, ale to i tak nie da mi radości jak ta nagroda!
-Co to za nagroda? - Była spokojna jakby nigdy nic.
-Nieważne! Albo.. - Usiadłem na fotelu. - Nagrodą była tygodniowa wycieczka do wybranego przez siebie miejsca na całym świecie.. - Przeczesałem włosy ręka i oparłem głowę o oparcie.
-Teraz rozumiem.. - Podeszła do mnie i usiadła na kolanach. - Chciałeś Zekire zabrać do miejsca którego by chciała...

-Ta..
Nie wiem czemu, ale łza mi poleciała z oka. Z  złości? Zazdrości? Sam nie wiem.. Siedziałem przez dłuższy czas w rozwalonym salonie, a Śnieżynka zasnęła przy fotelu, obok mnie. Ktoś zadzwonił do domu. Pewnie to Aisha... Albo Lorien.. Po kilku minutach zapukał ktoś do drzwi z salonu. Odrzekłem iż można wejść. Zobaczyłem Zekire za plecami lokaja..

Wpis15 Oczami Chunga

Gdy tylko się przebudziłem pierwsza myśl Hoakin. Nie wiem czemu, ale mam przeczucie, że coś złego się dziś wydarzy. Już nie raz słyszałem plotki, co się działo gdy wracali z tej mapki.. Zniechęcony doprowadziłem się do porządku i udałem do teleportu by znaleźć się w Belder. Teraz więcej było obserwatorów jak uczestników. Strasznie dużo ludzi się zebrało. Była już 9:50, nie widziałem nigdzie Ammo. Zmartwiło mnie to trochę. Gdy tak się rozglądałem Aisha mnie zawołała. Spojrzałem tam i dostrzegłem cała ekipę. Podszedłem tam, wymieniliśmy się zdaniami i potem padło pytanie gdzie Ammo wcięło. Wszyscy się zastanawiali. Dziewczyny strasznie się martwiły. Po niecałych pięciu minutach Raven odrzekł ,że idzie nasza zguba. Skierowaliśmy wzrok za siebie i tam szedł sobie na spokojnie do nas, jakby nigdy nic. Przywitaliśmy się i Aisha od razu go wypytywała ,co się stało. Ten to ma dobrze, przynajmniej ma kogoś kto się o niego martwi.. Nie wiem czemu, ale Sayuri nigdzie nie widziałem, może misja? Dziwnie się czułem.. Gdy dobiegła godzina 10:00 Camilla przedstawiała zasady i jako pierwszy idzie Ammo. Liczę, że da sobie radę.
Ruszył przed siebie i walczył z przeciwnikami czasem miałem wrażenie, że był myślami zupełnie gdzie indziej. Nie wiem czemu ale Aisha i Issa patrzały czasem na siebie, jakby chciały się nawzajem pozabijać. Nie wiem co się wydarzyło i chyba nie chce wiedzieć. Gdy Ammo uporał się z wszystkimi przyszedł czas na Hoakina. Wszyscy zebrani tu wrzeszczeli, że da radę, że zaraz go wykończy i inne. Już miałem tego dość. Podczas walki z nim w ogóle nie unikał jego ataków, dlaczego? Cutter, co prawda daje mu możliwość uniku, ale i tak... Podczas drugiego pomniejszenia się bossa przyjął na siebie atak. Aisha zakryła twarz w rękach i zaczęła nerwowo chodzić tam i z powrotem dyskutując z Reną. Patrzała ciągle na ekran poddenerwowana. Gdy spadały ruiny i udało mu się jakoś uniknąć o mało, co nie wyskoczyło jej serce z gardła. Strasznie się przejmowała, Issa tak samo. Przeżywały strasznie jego walkę, a do tego reszta też. Okrzyki zdziwienia, motywacji, pewności... Podczas kolejnego zmniejszenia Ammo źle użył Cuttera, przez co przyjął na siebie atak. Zekirze(imię Aishy) poleciały łzy z oczu, zaczęła mówić, że karze Camilli to przerwać, bo zginie tam. Cała drżała, poprawiała grzywkę, chodziła cały czas nerwowo. Rena starła się ją uspokoić ale nic to nie dało. Patrzałem na nią i ekran. Gdy Ammo zakaszlał krwią i uklęknął na ziemi wystraszyłem się podobnie jak pozostali. Nastała nerwowa cisza. Każdy się martwił. Szeptem wymieniali zdania, Camilla też była zmartwiona. Jednak póki on nie da znaku, że ma dość nie może wkroczyć. Aisha słabo się poczuła. Rena ją zabrała na bok i tam pomagała dojść do siebie. Biedna dziewczyna.. Issa też zbladła strasznie. Jeśli on ma problemy z Hoakinem, to co dopiero ja? Chyba wycofam się dla własnego zdrowia... Po kilku minutach Elsword wstał i ruszył na niego. Od razu wszystko ożyło. Niech go szybko pokona, bo tutaj zawału co niektórzy dostaną. Kolejne pomniejszenie uniknął dzięki Cutterowi. Jeszcze trochę i będzie koniec, albo aż. Znowu zauważyłem, że coś się dzieje z nim nie tak. Zatrzymał się nagle i zakrył twarz w dłoni. Ruiny nad nim.. Jeśli on tego nie uniknie... Gdy spadały wtedy się odsunął kawałek dalej jednak i tak przygniotło go. Nawet tu szło usłyszeć jego krzyk z bólu. Aż mnie ciarki przeszły. Issa, która stała obok mnie zasłabła. W ostatniej chwili ją złapałem i odprowadziłem na bok. Coś mi się wydaje, że ona czuje coś więcej jak przyjaźń do Elsa. Znowu nastała cisza i każdy z wyczekaniem patrzeli na ekran. Po chwili dźwignął się i użył Finala. Rozległ się dźwięk zakończenia. Było widać, iż atmosfera się rozluźniła, każdy odetchnął z ulgą. Zaczęły się oklaski. Issa i Aisha doszły do siebie już ale i tak były takie blade.. Zekira od razu poderwała się i pobiegła wraz z Śnieżynką oraz lekarzami po niego. Na ekranie jeszcze było widać, jak przez chwile podpierał się mieczem po czym zsunął się na ziemię. Jeszcze nigdy go w takim stanie nie widziałem.. Po chwili ekran był czarny, a ja wstałem wraz z Issą i czekaliśmy, aż go wyprowadzą. Po kilku minutach wyszli, od razu cała nasza ekipa podbiegła tam. Zasypywali go masą pytań, na żadne nie odpowiedział. Zamknął oczy i nie wiedzieliśmy nic.. Aisha, Rena i lekarze zabrali go. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego.. Jutro finał z Type-H.
Po tym wszystkim niektórzy, co mieli startować wycofali się.. Gdy przyszła kolej na mnie odrzekłem to samo, ze się wycofuje. Przecież to samobójstwo samemu walczyć z nim. Nadeszła kolej Ravena. Nie wycofał się i poszedł zaliczać mapę. Udało mu się ją ukończyć z niewielkimi obrażeniami. Po nim startowała reszta weterani z rankingu PvP więc oni tam dadzą sobie radę. Na samym końcu wystartowała Issa. Z potworami dała sobie bez problemu radę, jednak z Hoakinem było o wiele trudniej. Z początku szło jej dobrze, ale w środku walki miała problemy z unikaniem jego ataków czy potworów, co przywołał. Po kolejnym zminiaturyzowaniu się Issa upadła na ziemię i dusiła się przez opary eliksirów. Niespełna kilka minut a straciła przytomność a potwory ją dalej atakowały. Camilla od razu zaalarmowała przerwanie. Strażnicy wkroczyli, zamknęli Hoakina w magicznej klatce, a potwory pozabijali. Wynieśli ją i oddali w opiekę lekarzy. Na tym się skończyły dzisiejsze eliminacje. Po kilkunastu minutach Camilla ogłosiła iż do finału przechodzą Ammo, Raven, Carolin, Amelie i Zorrin. Gdy tylko ogłosiła wyniki wszyscy się rozeszli w swoje strony, a ja wraz z Raven udaliśmy się zobaczyć, co z Ammo. Wyglądał już dużo lepiej, wszystko dzięki Aishy i Renie. Po twarzy Aishy widać, iż jest bardzo zmartwiona, łzy ciągle spływały po jej twarzy. Położyłem rękę na jej ramieniu, odwróciła głowę w moją stronę. Zapewniałem ją, że wszystko będzie w porządku. Uśmiechnęła się lekko i dalej kontynuowała leczenie. Powiedzieliśmy im kto znalazł się w finale, a następnie poszliśmy rozmawiać o tym wszystkim. Doszliśmy do wniosku iż najlepiej jakby Camilla przełożyła jutrzejszą walkę. Poszliśmy do niej z tym zapytaniem i powiedziała, że nawet gdyby chciała nie może tego zrobić. Każdy z finalistów miał obrażenia, większe bądź mniejsze.. Ona chce ich pozabijać. Odeszliśmy od niej po czym przeklinaliśmy jak tylko możliwe. To jest chore..
Późno wieczorem poszedłem zobaczyć co z Ammo. Zekira cały czas przy nim siedziała. Powiedziałem jej by szła odpocząć chwilkę, a jak coś będzie to dam jej znać. Odmówiła. Nastała cisza.. Nagle Śnieżynka zapiszczała, skierowaliśmy wzrok na Elsa. Obudził się ale.. Widać iż jest na skraju wyczerpania. Aisha od razu rzuciła się na niego i przytuliła zapłakana. Ja tylko stałem i oglądałem to z daleka. Potem Ammo spytał mnie o zawody. Powiedziałem mu wszystko, co się działo. Zauważyłem iż Aisha chciała porozmawiać z nim na osobności. Przeszkadzać im nie będę pożegnałem się i skierowałem do swojego domu.
Podczas drogi męczyła mnie myśl, że okazałem się tchórzem.. Nie podjąłem się wyzwania.. Gdyby mój ojciec to zobaczył... Teraz to każdy będzie dokuczać i docinać z tego powodu..


piątek, 19 października 2012

Wpis14

-Może idź się połóż, a ja będę mieć na niego oko i Ci dam znać jak coś?
-Nie posiedzę.. Jeszcze..
Te głosy... Lorien, Aisha.. Co się w ogóle.. Otwarłem oczy, jasna światło lampy padało w moją stronę. Zamknąłem je i ponownie otwarłem; przymrużonymi oczami czekałam aż w końcu mój wzrok się przyzwyczai do światła. Z czasem już wszystko widziałem. Aisha siedziała z zakrytą twarzą w ramieniu, co oparła o krzesło, a Lorien stał koło szafek z spuszczoną głową. Śnieżynka wskoczyła na łóżko i zapiszczała. Od razu Aisha i Lorien spojrzeli w moją stronę. Jej oczy.. Zabłyszczały, a łzy spłynęły po policzku. Usiadła obok i przytuliła się do mnie. Nie miałem sił by cokolwiek zrobić, a powiedzieć.. Nie wiem co powinienem.. Aisha się rozpłakała, położyłem rękę na jej głowie i pogłaskałem. Półszeptem przeprosiłem ją.. Tylko to mi się nasuwało do powiedzenia.. Śnieżynka położyła łapkę na mojej grzywce, a Lorien obserwował wszystko z daleka. W jego spojrzeniu dostrzegłem, że też się martwił. Co dziwne.. Dlaczego nie ma żadnych ran? Przeszedł mapę bez poważniejszych obrażeń? Ledwo wydusiłem jego imię i zapytałem co z zawodami. Aisha dźwignęła się ze mnie i pomogła usiąść. Lorien wszystko mi opowiedział, co się działo przez cały dzień. Dopiero teraz się zorientowałem, że dochodzi 23. Powiedział mi, że wszyscy się o mnie martwili po walce. Aisha wraz z Reną leczyły moje rany do tego jeszcze dołączyli się lekarze. Do moich płuc dostało się dużo oparów z eliksirów od potworów i Hoakina. Najpierw tym się zajęli, bo bym się udusił, a potem przeszli do leczenia moich ran. Po ponad godzinie mogli mnie zostawić bym odpoczął. Dorzucił, że Aisha cały czas nade mną czuwała. Oczywiście przez ten cały czas były kontynuowane zawody. Wielu przed Hoakinem padło i musieli wkroczyć strażnicy by przeżyli. Opowiedział jak przebiegła walka Ravena i Issy. Gdy wspomniał o Issie, coś się we mnie zagotowało. Jednak, gdy wspomniał, że prawie Hoakin ją zabił byłem zdziwiony. Ledwo żywą ją wynieśli. Strażnicy musieli zamknąć w specjalnej umiejętności Hoakina, bo był bardzo rozjuszony. Aisha potwierdziła wszystko i odsunęła zasłonę, co była obok. Tam leżała Issa, która faktycznie wyglądała, jakby była jedną nogą na drugim świecie. Chyba to główny powód, dlaczego Aisha została przy mnie... Zapytałem go jak mu poszło. Przez chwilę milczał, przeczesywał włosy ręką i powiedział w sylabach, że nie wystartował. Po czym szybko tłumaczył, że chciał pożyć na tym świecie i się wycofał. Przycisnąłem go i w końcu wydusił, że bał się.. Widząc mnie w takim stanie i jak inni radzili sobie. W sumie to by mi też się odechciało jakbym widział co się tam dzieje.. Na koniec powiedział, że przeszło nas łącznie 5 ja, Raven, Carolin, Amelie i Zorrin. Carolin znam z PvP nr6 ma z tego, co pamiętam.. Na tym skończył wypowiedź.
-Jeszcze mam pytanie. Type-H jutro? Czy Camilla przesunie?
-Jutro... - Odrzekł niechętnie Lorien
-Ta idiotka powiedziała, że nie może zmieniać regulaminu nawet jakby mieli być uczestnicy ledwo żywi odbędzie się jutro i koniec. Ona jest wredna!! Niech sama pójdzie na te mapy to zobaczy potem.. - Aisha była zła na nią. W sumie nie dziwie się. Podziękowałem Lorienowi za wytłumaczenie i Aishy, że cały czas przy mnie była oraz za to, że dzięki niej jeszcze chodzę po świecie. Spojrzała na mnie po czym posmutniała i spuściła głowę na dół. Chung dał znać, że idzie do siebie i jutro zobaczymy się na zebraniu do finałowej mapy. Gdy tylko wyszedł z namiotu nastała cisza. Śnieżynka cały czas siedziała koło mnie przytulona do ręki.
-Wiem, że złamałem obietnicę, ale.. No nie moja wina, że Hoakin jest taki, a nie inny.. - Nagrabiłem sobie, ale nie moja wina, że taka ta mapa jest i tak powinna się cieszyć, że przeszedłem ją i dalej przeszedłem..
-Jak zwykle znajdujesz wytłumaczenie.. Wiesz.. - Dźwignęła głowę, z oka spłynęła jej łza. - Mam taką szczerą ochotę uderzyć Cię i to tak porządnie za to co robisz.
-To bij. - Patrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami. Zabolało mnie w sercu to, że tak się dzieje.. Że przeze mnie płacze.. Dźwignęła rękę i szykowała się by mnie uderzyć. Zatrzymywać nie będę jej. Ciągle ją obserwowałem smutnym spojrzeniem. Gdy już chciała uderzyć opuściła rękę i zakryła twarz w dłoniach. Rozpłakała się jak wcześniej.
-N.. Nie.. M.. Mo.. Mogę Te.. Tego Zro.. Zrobić. - Nie mogłem znieść tego widoku. To boli.. Z kąciku mojego prawego oka uleciała łza, która powoli spływała po policzku aż w końcu kapnęła. Wziąłem Aishe przysunąłem do siebie i przytuliłem ja do siebie. Cały czas płakała, nawet mi z tego powodu czasem łza uleciała. Nie chciałem jej krzywdzić, a to robiłem.
-Jutro to zakończy się i wtedy będzie już jak dawniej.
Cały czas była wtulona we mnie, powoli się uspokajała. Nie drżała jak wcześniej, przestała płakać. Powiedziała, że idzie do siebie odpocząć, by na jutro mieć siły do oglądania mojej walki z Typem-H. Ucałowałem ją w czoło i przeprosiłem jeszcze raz za to wszystko.. Niemal niewidocznie uśmiechnęła się i skierowała do wyjścia. Gdy wyszła z powrotem się położyłem i zasnąłem.