czwartek, 25 października 2012

Wpis18

Dobył miecza i ruszył w moją stronę. Zrobiłem to samo co on, doszło do starcia się naszych mieczy. Zaatakowałem go Cornwellem, odskoczył do tyłu. Nie dam mu szansy na wykonanie żadnego ataku. Atakowałem go na przemian mieczami, a on je albo unikał albo blokował. Naciskałem go cały czas, wiem że dać mu możliwość do jego ataku to śmierć na miejscu. Starał się uskoczyć spod mieczy na tyle daleko by móc użyć jakiegoś ataku. Pomarzyć sobie może, rzuciłem w niego Harschem. Złapał się za bolące miejsce. Automatycznie pobiegłem do niego i posłałem w jego stronę 3 Cornwelle, które rozbiły się o jego ciało, a następnie przebiłem. Krew wytrysnęła na wszystkie kierunki, była na ziemi, na jego i moim ciele. Wyprowadziłem jeszcze serię combo i odepchnąłem go. Teraz tylko Phantoma i będzie koniec z nim.
-Tylko na tyle Cię stać Dungeonie Masterze? - Dźwignął się z ziemi i użył Crowa. Odskoczyłem do tyłu. Te płomienie są niebezpieczne. Raven biegł w nich w moim kierunku. Skoczył w górę i atakował swoimi ognistymi amunicjami, co miał w nazo ręce, czy cokolwiek to jest.
-Póki co, to się z Tobą bawię.
Żartuje on sobie ze mnie?! Gdy miał już wylądować na ziemi wczesniej użył Harpoon'a. Nie zdążyłem tego uniknąć i zmasakrował mi cała prawą stronę. Miecz poleciał kawałek dalej, a ja ryczałem z bólu jak głupi. Nie miałem czucia ani w nodze, ani ręce. Krew wylewała się z ran. Uklęknąłem na ziemi i trzymałem się za zranione ramię.
-Spokojnie już się tym zajmujemy. Skup się na walce. - Usłyszałem głos Mrocznego.
-Jak mam się do cholery skupić na walce jak boli mnie to jak cholera i jakbyś nie wiedział nie mam władzy w prawej ręce i nodze!
Co on myśli, że ja robot?! Ból paraliżował moje ruchy, nawet te najmniejsze. Raven ruszył w moją stronę i zaatakował nazo ręką. Zablokowałem atak Cornwellem. Gdyby zmiażdżył mi lewą rękę to byłby problem.. Ale jak widać jest na tyle głupi, że nie zorientował się przez ten cały czas, jaka jest moja słaba strona. Nie mogę użyć Phantoma, więc by wyjść z tego cało muszę... Rage Cutter. Na moje zawołanie zaatakowały go Cornwelle, gdy był jeszcze w powietrzu rzuciłem pod niego Maela. Mój atak dostatecznie mocno go ranił, by krew rozpryskiwała się na wszystkie strony. Trzymałem się nadal za bolące miejsce i patrzałem jak mój atak go wykańcza powoli. Jak już atak się zakończył padł na ziemię i nie ruszał się przez jakiś czas. Zacząłem powoli odzyskiwać władze w kończynach. Ledwo wstałem i z wielkim trudem szedłem w jego stronę. Zabije go tak, że nie będzie co nawet pochować. Stanąłem niedaleko jego ciała. Powoli zaczął się ruszać i wstawać. Spojrzał na mnie, ja na niego.
-Zapłacisz mi za odebranie.... MOICH MARZEŃ JAKIE MIAŁEM ZWIĄZANE Z NAGRODĄ! - Obróciłem Cornwella w dłoni - Rage - Skierowałem miecz w dół. To będzie jego koniec. - Cu..
-Elsword!! - Ten głos. Przerwałem atak i spojrzałem na górę. Stała tam cała nasza paczka. Odwołałem Cornwella i podbiegli do nas. Patrzałem z nienawiścią na Ravena, a on na mnie... Jego spojrzenie było inne. Rena kucnęła obok niego i zaczęła leczyć jego rany w te same ślady poszła Aisha. Tak lepiej nim się zająć a ja to jestem tylko płotkiem... Co prawda już tak źle to nie wyglądało. Miło, że połączone moce staruszka i Mrocznego mogą mnie leczyć.
-Ty.. Byłeś zdeterminowany podczas ataków.. Byłeś gotowy mnie zabić. - Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Tak, chciałem Cie zabić. - Odpowiedziałem z obojętnością
Zamarli po tych słowach. Odwróciłem się i skierowałem się w stronę mojego miecza. Za pomocą Harsha przyciągnąłem go sobie i udałem się do wyjścia. Śnieżynka już na mnie czekała, a przyjaciele odprowadzali mnie wzrokiem. Wraz z mała skierowaliśmy się w stronę domu.
Podczas drogi zaczęło padać. Idealne wyczucie wręcz.. Spojrzałem na niebo. Było czarne.. Nie było widać ani gwiazd, ani księżyca.. Krople deszczu kapały mi na twarz i spływały. Dobrze, że wyleczyli na tyle moje rany, że nie musiałem czuć tego przeszywającego bólu. Krople deszczu tylko ochładzały obolałe miejsca. Zastanawiałem się, co ja właściwie zrobiłem, chciałem zrobić? Przecież on jest naszym przyjacielem i nie raz dzięki jego pomocy udało nam się wygrać walki z demonami. Co mi do głowy strzeliło? Spuściłem głowę w dół i dalej szliśmy w kierunku domu. Śnieżynka patrzała na mnie zmartwiona. Deszcz zaczął się nasilać.. Pomimo tego iż w głowie szumiało mi oraz deszcz zagłuszał dźwięki z otoczenie usłyszałem czyjś bieg w moją stronę. Pewnie Zekira... Odwróciłem się i miałem rację. Podbiegła do mnie i się przytuliła. Znowu płakała. Dlaczego kurwa tak się dzieje, dlaczego?!?! Przytuliłem ją do siebie.
-To.. Moja wina.. - Powiedziała drżącym zapłakanym głosem.
-Nie, to nie Twoja wina i nie myśl w ten sposób.
-Ale... - Spojrzała na mnie i chciała kontynuować wypowiedź jednak położyłem palce na jej usta i nie dokończyła.
-To tylko i wyłącznie moja wina. - Delikatnie pocałowałem ją. - Przepraszam.
Dotknęła mojej twarzy zimnymi i drżącymi dłońmi. Po chwili wplotła je w włosy i przytuliła. Przez dłuższy czas tak staliśmy, a deszcz coraz bardziej zaczął padać. Nam to nie przeszkadzało jednak mojemu zwierzakowi jak najbardziej. Zaczęła szarpać nogawkę od spodni i piszczeć.
-Wiem że jesteś zajęty ale.. JA TEŻ TU JESTEM!
-Nie przeszkadzaj skoro mówisz, że jestem zajęty.
Spojrzeliśmy na nią, zaśmialiśmy się po czym skierowaliśmy się do mojego domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, Śnieżynka od razu wbiegła do salonu i ułożyła się obok kominka. Zekira za pomocą magi zmieniła swoje ubrania. Ta to ma się dobrze... Miała na sobie niebieską sukienkę. Zostawiłem ją w salonie a ja sam poszedłem do pokoju włożyć coś suchego i wytrzeć włosy. Gdy już się sobą zająłem zszedłem na dół. Aisha wpatrywała się w kominek i płomienie, które tam tańczyły. Podszedłem do niej po czym wstała i przytuliła się. Razem usiedliśmy i rozmawialiśmy o tym co się dziś wydarzyło jak i o pierdołach. Późno w nocy poszliśmy spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz