poniedziałek, 8 października 2012

Wpis3

Spałem sobie w najlepsze, gdy poczułem szturchanie w ramię. Leniwie otworzyłem oczy i spojrzałem kto mnie tak zaczepia. Ujrzałem Śnieżynkę. Przestała mnie szturchać, usiadła, uśmiechnęła się i zapiszczała. Widać ucieszyła się, że już wstałem. Chyba była smutna, że sama była, dlatego mnie obudziła. Pogłaskałem ją po główce po czym wzięła w swoje rączki ogonek i zakryła swoją twarz jakby się zawstydziła. Zaśmiałem się, pierwszy raz spotykam tak inteligentne zwierzątko. W dobrym nastroju wstałem i doprowadziłem się do porządku. Po czym zeszliśmy na dół i zjedliśmy śniadanie. Udaliśmy się na miasto. Jeszcze 4 dni i zawody niech czas szybciej leci, bo chcę mieć to z głowy. Moja towarzyszka siedziała mi na ramieniu. Skierowaliśmy się do Laury. Czas zapłacić za użytkowanie banku.. Jestem ciekaw ile oni za miesiąc dostają. Podczas drogi kilka osób zawiesiło spojrzenie na Śnieżynkę. W sumie nie ma co się dziwić takiego słodziaka każdy lubi oglądać. Oczywiście spotykałem też innych z podobnymi pupilami tyle, że innego koloru lub tego samego. Gdy dotarłem do Laury i załatwiłem co musiałem, Daisy kazała mi udać się do Penentia, bo ma sprawę do mnie. Czyżby misja? Demony się pojawiły? Obym usłyszał, że demony w końcu się zabawię, a Mroczny będzie zadowolony. Skierowałem się do dowódcy. Tam przywitał mnie i pogratulował zwierzątka. Po kilku minutach zjawił się Lorien. Uh, a on tu co? Też misja? Przywitaliśmy się, pogadaliśmy trochę, pogłaskał Śnieżynkę, po czym Penentio sprowadził nas na ziemię i kazał słuchać, co ma do powiedzenia. Pff stary pryk, nawet przywitać się nie da. Zaczął od tego iż niedaleko obozowiska w Belder, na zachód widziano grupkę demonów. Naszym zadaniem jest to sprawdzić i jeśli spotkamy mamy je od razu zabić. Ah! Na reszcie coś się będzie dziać. Gdy tylko usłyszałem o demonach Mroczny od razu powiedział iż w końcu "pożywi" się krwią demonów. Pewnie mu tego brakowało przez ten czas, więc dam mu się rozerwać. Dziwi mnie, że podczas tego, co się działo ostatnio żaden z nich nie ingerował. Dali mi wolną rękę, bym się z tym uporał i przy okazji, wiem już iż Mroczny zaprzestał próby przejęcia mnie. Gdy skończył swoje kazanie skierowaliśmy się do portu. Gdy dotarliśmy na miejsce stanęliśmy i patrzeliśmy na ten okręt. Spojrzeliśmy na siebie.
-Myślimy o tym samym?

-Pewnie tak.

Odwróciliśmy się i poszliśmy do Aranki. Jakoś nie widzi nam się płynąć tam 3 godziny. Podeszliśmy do niej i kupiliśmy bilety. Jak zwykle zadowolona nam je sprzedała. Nie dziwię jej się, oni się wzbogacają, a my biedniejemy.. Odeszliśmy kawałek dalej. Już mieliśmy się teleportować gdy ktoś wziął mi Śnieżynkę z ramienia. Odwróciłem się. Była to Aisha i zaczęła z nią biegać po placu.
-Aisha no kurwa oddaj ją.
- Wkurzyła mnie. Co ona sobie myśli. Widać było iż Śnieżynka nie chciała się bawić teraz. Zaczęła piszczeć. Aisha stanęła i zaczęła ją głaskać po główce. Podszedłem do niej i wyrwałem jej z ręki zwierzaczka.
-No ej, co Ty taki nerwowy?
- Pogłaskałem ją, otarłem łzy co jej poleciały i położyłem ja znowu na ramieniu.
-Aisha przestań tak na nią napadać, miło by Ci było jakby na Ciebie ktoś się tak rzucił?

-No nie ale..

-Nie ma ale. Zresztą nieważne.. Śpieszy mi się potem o tym pogadamy.

-Gdzie idziesz?

-Nie ważne.
- Podszedłem do Chunga. Aisha podbiegła do mnie, stnęła na przeciwko mnie i zawiesiła się na szyi.
-Powiedz, gdzie się wybierasz?
- Patrzała na mnie tak że...
-Mam misję, potem Ci powiem.

-A czemu nie tera-z?
- Jaka natrętna. Idź tu na misję gdy Aisha cię zaczepi no masakra.
-Bo nie.
- Przytuliłem ją do siebie. - Potem Ci wszystko powiem jeśli przyjdziesz do mnie wieczorem.
-Mhmh będę czekać.

Ucałowała w policzek, odwróciła się i poszła w stronę miasta. Westchnąłem i spojrzałem na Chunga. Patrzał na mnie po czym zaśmiał się i skierował wzrok na budynki.
-Co?

-Nie nic. Teraz zdałem sobie sprawę, że idealnie pasujecie do siebie.
Ta bardzo pasujemy do siebie.... Z niechęcią podszedłem do niego i użyliśmy biletów. Od razu znaleźliśmy się w Belder. Tam przywitała nas chmara tutejszych wojowników i wojowniczek. No pięknie.. Zaczęli zasypywać pytaniami, oglądać zwierzątka, podziwiać nasze bronie, nas samych. Normalnie mam dość ich powoli!!! Z opresji wyrwała nas Vanessa, która pogoniła ich ostrymi słowami. Ta to ma charakter, współczuje jej facetowi. Gdy zostaliśmy sami od razu zmieniła nastrój na życzliwy. Zaprowadziła nas do jej domu i tam chciała nam wszystko wyjaśnić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz