piątek, 31 maja 2013

Wpis2 Oczami Chunga


Wczesnym porankiem nie wiadomo skąd, Ara przyszła do mnie i obudziła tłumacząc, iż jest sprawa. Na pół przytomny zapytałem, o co chodzi. Powiedziała mi, iż dowiedziała się, że będą zmieniać mroczne wrota. Trochę zaskoczyła mnie ta informacja. Dała mi kilka ulotek o tym i powiedziała bym sobie na spokojnie to przeczytał i wyszła. Przejrzałem je i znowu położyłem się spać.
Dwie godziny później obudziłem się i razem z Lorienką zeszliśmy zjeść śniadanie. Rena i Ara gawędziły, potem Elsword przyszedł i powiedziałem mu o nowych wrotach. Następnie udaliśmy się na Henira, a lisiczki zostawiliśmy w pałacu. Jednak to nie był dobry pomysł, bo nieźle nabroiły i dodatkowo my musieliśmy posprzątać po nich. Trochę gniewałem się na Lorienkę, że to zrobiła. Rena też nie potraktowała nas ulgowo… Z Elswordem postanowiliśmy, iż one będą sprzątać, a my sobie porozmawiamy o nowych wrotach. Dodam również, że podczas powrotu do pałacu Ammo w końcu skompletował całość Falcona. Skrzydła z tego kompletu są bardzo ładne. Może kiedyś i mnie będzie stać na ich kupno…
Późnym popołudniem udaliśmy się do Vapor i tam wypytywaliśmy o nowe eliksiry. Jak zwykle była w nie humorze i widać, iż nie przepada za towarzystwem. Dużo nam nie powiedziała, więc jutro wszystkiego się dowiemy.
Wieczór mijał spokojnie. W swoim pokoju zaczytałem się w jednej z książek o alchemii, a Lorienka starała się odciągnąć od niej uwagę. Ewidentnie chciała się bawić, jednak stanowczo dałem jej do zrozumienia, że nic z tego. Zanim położyłem się spać, zastanawiało mnie, czy Aisha już… Zresztą nie moja sprawa.

Wraz z Aishą, Elswordem i Ravenem udaliśmy się na otwarcie nowych wrót. Trzeba przyznać, że dużo ludzi się zebrało. Gdy tylko nadeszła chwila otwarcie wszyscy wyruszyli z swoimi grupami na mapy. Potem w końcu wkroczyliśmy do nowych wrót. Podobały mi się te zmiany. Czym prędzej ruszyliśmy przed siebie pokonując napotkane na drodze potwory. Ja z Aishą mieliśmy łatwiej jak chłopaki, bo nie musieliśmy bić z bliska, co okazało się być problemem. Wrota odbierają energię życiową jak się za długo stoi przy nich. Gdy wrota zostały zamknięte od razu udaliśmy się do Vapor. Pytaliśmy o nowe eliksiry i gdy nam wyjaśniła oznajmiliśmy, iż każdego rodzaju chcemy eliksir. Gdy nam je wręczyła od razu udaliśmy się na inne dzienne misję i tak praktycznie zleciał cały dzień. Trzeba przyznać, iż dzisiaj było urwanie głowy. Jedyne, co mnie zaniepokoiło to to, co powiedział Elsword podczas kolacji. Znowu Penetio go wzywał. Pewnie znowu coś się stało albo kto wie…
Dodatkowo gdy już miałem iść spać, ktoś zapukał do drzwi. Gdy je otwarłem w drzwiach stała Rena i wręczyła mi list. Powiedziała mi, iż to od Mayi. Ucieszyłem się gdy wypowiedziała jej imię. Podziękowałem jej i otwarłem list. W środku było napisane, że… została napadnięta przez pewnego artylerzystę i teraz leży w szpitalu. Dokładnie go opisała: komplet Dragon Knight wersja niebieska, do tego posługuje się pistoletami i nie jest z Hamel. W sensie mieszka poza miastem. Wredny charakter i lubi zaczepiać inne dziewczyny. Martwiłem się o nią, jednak z tego co napisała nic jej się poważnego nie stało. Będę musiał odwiedzić ją jutro.


Z rana poszedłem do Aranki by przeteleportować się do Hamel. Gdy już miałem użyć biletu, pewna osoba wpadła na mnie, bilet wyleciał mi z ręki, a działo tegoż osobnika złamało go na pół. Mój jedyny środek transportu został zniszczony. Chwile potem ten, co na mnie wpadł zaczął przepraszać, za ten wypadek i jest mu przykro. Pomimo, iż byłem strasznie smutny z tego powodu, uśmiechnąłem się do niego i dodałem, że wypadki każdemu się zdarzają. Zabrałem obie połówki biletu i dałem Arance. Powiedziała, iż jutro będzie jak nowy. Tyle, że ja czasu do jutra nie mam... Następnie mój nowo poznany kolega zaprosił mnie na kawę. Co prawda nie pije, no ale jak jest uprzejmy to dlaczego mam odmówić. Poszliśmy do kawiarni i tam dyskutowaliśmy o Hamel. Podobnie jak ja, też jest artylerzystą, a dokładniej obrał drogę Deady Chaser. Zaciekawiło mnie to, iż biega w komplecie Evil Tracera. Mało kto w tym chodzi, zwłaszcza w tych czasach. Jak do mnie jest przesłodzony. Podczas dalszej rozmowy zapytał mnie, czy moja podróż była ważna. Przytaknąłem i powiedziałem mu, co się wydarzyło. Strasznie zbladł, jak mu to powiedziałem i zaczął mnie przepraszać jak opętany i do tego potem się rozpłakał. Trochę dziwny ma charakter ale nie ważne. Powiedziałem, żeby już dał spokój, bo wszyscy dookoła się na nas gapili. Podziękowałem mu za rozmowę i skierowałem się na miasto. Tam spotkałem Elsworda i razem przyglądaliśmy się nowym plakatom, które przedstawiały najnowszy komplet MK-2. Co gorsza Aisha będzie go kupować. Jakoś nie widzi mi się by w tym biegała... Na dodatek Ammo wpadł na jakiś pomysł. Jego uśmiech mówi wszystko za niego.

Udaliśmy się na codzienne misje i skierowaliśmy się na arenę. Tłumy, że szkoda gadać. Ledwo przepchaliśmy się do Camilli, która nas radośnie przywitała. Chciała byśmy walczyli, jednak szybko wymyśliliśmy wymówki i dała nam spokój. Oglądając inne walki, z czasem trafiła się walka w której brała udział czarodziejka i artylerzysta. Co dziwne, po dokładnym przyjrzeniu się wyglądał tak samo jak opisywała go Maya... Do tego widać było, iż walka posuwała się za daleko.
-To on... - już chciałem wskoczyć na arenę jednak Elsword mnie zatrzymał.
-Co ty robisz? Przerwą walkę.
-To on. Puszczaj!
Wyrwałem mu się i najszybciej jak mogłem pobiegłem w jego kierunku i gdy byłem wystarczająco blisko uderzyłem go z działa, aż poleciał kilka metrów dalej.
-Weź się ogarnij debilu.
-Łapy precz od tej dziewczyny.
-Bo co mi zrobisz śmieciu? - wstał i powoli kierował się w moją stronę.
-Dlaczego ją zaatakowałeś? W Hamel, dziewczyna o niebieskich włosach.
-Hoo, to twoja przyjaciółka? Chciałem się zabawić, ale ona była strasznie uparta...
-Ty...
-Dziwi mnie dlaczego odmówiła. Wyglądała na taką, która jest sama...
-Wygląda na to, iż to ty jesteś sam skoro atakujesz inne dziewczyny śmieciu.
Jego spojrzenie się zmieniło. Wyczuwać było rządzę walki. Chwile potem wyciągnął pistolety i zaatakował. Zrobiłem szybko unik i przeszedłem do siege. Zaraz potem wystrzeliłem w niego cały magazynek, co miałem plus drugie co załadowałem. Widać na niego to nie wystarczyło, bo znowu rzucił się na mnie, a ja na spokojnie robiłem uniki i atakowałem go działem jak i granatami. Po kilku wymianach odpuścił i zszedł z areny, a ja podszedłem do dziewczyny i zapytałem, czy z nią w porządku. Kiwnęła głową, podziękowała i kilka chwil potem lekarze się obok nas zjawili. Zszedłem z areny i potem dołączył do mnie Elsword pytając, co we mnie wstąpiło, że go zaatakowałem. Wiedziałem, że nie zrozumie. Rzuciłem szybko by się odczepił i dał spokój. Gdy byliśmy przed wyjściem nasz kolega przyszedł znowu tym razem w obstawie kolegów. Elsword jak zwykle palnął swoje, a jego to nie ruszyło, wręcz przeciwnie, aż się prosił o lanie. Zaatakowałem go i potem wszyscy zaczęli się bić na tyle głośno i zauważalnie, że ochrona do nas podeszła. Udało im się nas rozdzielić i tak z napsutymi nerwami wróciliśmy do pałacu, a dokładniej do lekarza.
Lepiej, żeby nas Rena nie zobaczyła, bo byśmy źle skończyli... Lekarz zapytał nas z kim biliśmy się. Szybko opisałam frajera i jedyne co usłyszałem od niego, że to dupek. Więc tam się nie martwię o niego. Najgorsze w tym wszystkim, że chwile potem Aisha wpadła do sali gdzie siedzieliśmy i zaczęła się nas wypytywać, co się stało. Jeszcze ja byłem tak rozdrażniony, że głupio dociąłem i Zeki mi przywaliła tak mocno, że o mało co nie zleciałem z tego stołka. Dopiero potem jakoś doszedłem do siebie i przeprosiłem ich. Gdy już wychodziłem Elsword zapytał mnie, co się dzieje. Jedyne co mogłem z siebie wydusić to to, iż mam ciężki dzień.

Wróciłem do pokoju i tam rozmyślałem nad tym wszystkim, co się dziś wydarzyło. Może ten DC jednak miał rację. W ogóle nie poświęcam czasu Mayi, nawet nie mam z nią kontaktu. Powinna sobie wybrać kogoś innego, a nie mnie... Co ja mam zrobić? Nawet nie mam jak się do niej dostać, ani nic. jedyna bliska mi osoba, a jest poza moim zasięgiem. Gdyby ojciec tu był... Nie musiałbym się o nic martwić i miałabym kogoś bliskiego koło siebie, kogoś z rodziny, a tak jestem sam. Mam tylko zastępcza rodzinę, bo tak można nazwać ekipę z którą podróżuje. Chciałbym by było jak kiedyś, gdy razem z rodzicami spędzałem czas i innymi, którzy pracowali w domu. Chciałbym by na świecie był spokój, by każdy z nas znalazł miejsce dla siebie. Jednak chyba te marzenia są nie do spełnienia, dopóty brat Ary stąpa po tej ziemi.

Z rana poszedłem z Lorienką na krótki spacer i pozwoliłem jej się pobawić w fontannie. Przynajmniej mam urocze zwierzątko, które zawsze dotrzymuje mi towarzystwa. Gdy tak bawiłem się z nią podeszła do mnie Rena i zapytała mnie, co tutaj robię.
-Pomyślałem, iż czasem lepiej jest czas spędzić z swoim pupilem jak wychodzić na miasto.
-A no. Pewnie masz racje. - pogłaskała Lorienke po główce. - Tęsknisz za swoim miastem?
-Em, a co to za pytanie? - nie wiedziałem w sumie, co jej powiedzieć. - Nie tęsknie, co prawda brakuje mi, ale jakoś, aż tak źle nie ma. Nie ma co narzekać, przecież i tak... - zaśmiała się i spojrzała troskliwie na mnie. - Chciałbym by moje życie wyglądało jak dawniej.
-Nie tylko ty tak uważasz. Wiesz Chung, naprawdę cieszę się, że z nami podróżujesz. Jesteś bardzo spokojny i pragniesz pomagać innym. Twoja obecność w naszym gronie jest niezbędna wiesz.
-Daj spokój..
Teraz to już totalnie mnie zakłopotała. Trafiła w samo sedno, a ja... Chwile potem podeszła do mnie i przytuliła do siebie, jednak tym razem było inaczej. Czułem się, aż za spokojny, bezpieczny... mama...
-Jak będziesz mieć problemy to mi o tym powiedz. Zawsze możesz liczyć na moją pomoc Chung. - nie wiem dlaczego, ale łzy same spłynęły po policzkach. Czułem się taki szczęśliwy...

Popołudniu udałem się do Aranki zapytać o bilet. Powiedziała, iż mają problemy jakieś i jutro dopiero dostarczą do pałacu. Niech to, a chciałem już być w Hamel. Coś czuje, że ktoś lub coś nie chce by tam wracał. gdy tak spacerowałem po mieście trafiłem na Elsworda. Pewnie wrócił z Hamel. Zapytałem go wpierw, czy idzie na dzienne misje. Zgodził się, jednak podczas ich zaliczeń był jakiś nieobecny i zmartwiony. Zapytałem, o co chodzi, jednak nic nie chciał powiedzieć. W drodze powrotnej do pałacu trafiliśmy na Aishe ubraną częściowo w nowy komplet MK-2. Ta fryzura to aż... Nie ja nie wierze, że Elsword pozwoli jej w tym biegać.

Gdy wróciliśmy Ammo oznajmił iż chce nam coś przekazać i mamy zaczekać w salonie. Ciekawiło mnie, co takiego. Jak już wszyscy byli obecni dał mi list od Penenita i kazał mi przeczytać. Jego wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Coś musiało się wydarzyć... Gdy otwarłem list i zacząłem go czytać, aż coś mnie zabolało w środku. Ojciec... To niemożliwe by zginął. Ja w to nie wierze. To musiała być jakaś pomyłka. Przecież on... Zacisnąłem list w ręce, a potem się rozpłakałem. Jeszcze wczoraj, dziś rano... Dlaczego to wszystko tak się potoczyło?! Dlaczego zawsze bliskie mi osoby są odbierane!? Czym ja zawiniłem, gdzie błąd popełniam, że ich tracę?! Tyle pytań, zero odpowiedzi, zero wskazówek, nic.... Zdany na los tego świata. Sam... już na zawsze... bez rodziny... z splamionym nazwiskiem rodu... nie mam już na nic nadziei. Sens mojego życia zakończył się w tym momencie.

sobota, 25 maja 2013

Rozdział XVIII Przepaść Wpis1


Z rana, wraz z Śnieżynką udaliśmy się do Hamel. Jak zwykle miasto tętniło życiem, pełno ludzi i ta radość. Przyjemnie jest wracać tutaj i na chwile oderwać się od zmartwień i obowiązków. Skierowaliśmy się do Penentia. Podczas drogi spotykałem dawnych przyjaciół, z którymi na chwile zamieniłem dwa słowa i szedłem dalej.
Zapukałem do drzwi i gdy usłyszałem wejść, otwarłem drzwi i przekroczyłem próg.
 
-Elsword, miałeś przyjść wczoraj. Wiesz, jak ważna jest ta sprawa! – nerwowo zaczął dowódca stukać palcem o stół.  
-Weź na luz, nie pali się nigdzie. – podszedłem bliżej i wygodnie rozsiadłem się na fotelu. – Co się stało?
-Kilka dni temu nasz oddział zwiadowczy znalazł ciało… - urwał i jakby nie mógł z siebie słowa więcej wydusić. Trochę mnie to zmartwiło.  
-Czyje ciało?  
-Ojca księcia Chunga.
-Jak to… - byłem w szoku. Jak? Jak do tego doszło? Dlaczego… Skoro jego ojciec… To on… - Jesteście pewni? – kiwnął głową, a ja nie wiedziałem co zrobić. Śnieżynka też się zmartwiła i zaczęła klepać łapką po bucie i cicho pomrukiwać, a jej oczy błyszczały… od łez. Nie mogłem przyjąć do wiadomości, że jego ojciec nie żyje. – Skoro znaleźliście jego ciało, to czemu jemu tego nie powiedzieliście?  
-Tę rolę zostawiam tobie.
 -Że co? – on sobie kpi. – Jak to ja? Co ja mam do cholery z tym wspólnego?
-Jesteś, nie jesteście jego najbliższymi przyjaciółmi, więc łatwiej mu to będzie przejść w waszej obecności i to ty mu to powiesz.
-Pieprz się! – wstałem i wbiłem Cornwella w jego stół. – Nie będę doprowadzać mojego przyjaciela do rozpaczy! Ty jesteś dowódcą! Wy się znacie lepiej! Ty mu to powiedz! Zawsze wyręczasz się innymi! Boisz się, że obwinią ciebie za nieudolne poszukiwania i pomoc!
-Ja nikim się nie wyręczam. Uznałem, iż lepiej będzie jak w waszym gronie to się wszystko odbędzie.  
-Ty… - miałem ochotę go zabić teraz.
-Jeśli uważasz, że się wami wyręczam, to proszę. Napiszę specjalnie zawiadomienie o tym i dasz je Chungowi. – wyciągnął papier, długopis i zaczął pisać. Odwołałem Cornwella i myślałem nad tym wszystkim. On nie ma nikogo poza nami… poza Mayą… bez rodziny… zupełnie sam. Dlaczego jego spotykają takie rzeczy, czym on zawinił. Zawsze pomaga innym, wspiera, troszczy się, a tu… Świat jest niesprawiedliwy. Jak on to zniesie teraz… Chwila… jeśli jego ojciec nie żyje, a wczoraj… czy to możliwe, że się dowiedział? 
–Chung był wczoraj w Hamel?  
-Nie, nie było go.
-A ta informacja wyszła już na jaw, czy…
-Nie, nie ogłaszaliśmy niczego.
Więc nie o to chodzi… Chwile potem Penentio dał mi kopertę, w której było wszystko napisane.

-Zostawiam to w waszych rękach. Teraz będzie potrzebne mu wsparcie. - kiwnąłem głowa i wyszedłem.
Idąc ulicami Hamel już nie odczuwałem tej radości, co wcześniej. Jak miasto to przeżyje, kto teraz zajmie tron. Już wszystko się układało, a tu takie coś. To jest gorsze jak okres naszej gildii x czasu temu. Śnieżynka przez cały czas trzymała łapką za nogawkę i szła posłusznie przy mnie. Przystanęliśmy przy moście i usiadłem na poręczy. Spojrzałem w głąb jeziora, co był pod nami. Krystalicznie czysty, mienił się kamieniami, które były tylko oszlifowane. Wyglądały jak drogocenne kamienie i wielu złodziei wpadło przez tak niewinną rzecz.
Ojciec Chunga… chciałem go poznać kiedyś. Pewnie za dziecka się z nim widziałem, ale nie pamiętam tego dokładnie. Mało co pamiętam z dzieciństwa, jednak gdy pierwszy raz przyszedłem tutaj to miałem wrażenie, jakbym znał to miejsce. Gdyby można było jakoś cofnąć to, co się wydarzyło… Nie wiem jak Lorien sobie z tym poradzi.

Popołudniu wróciłem do Sander. Na mieście spotkałem Chunga i pytał, czy pójdziemy dziś na dzienne misje. Przytaknąłem na to i razem wyruszyliśmy zaliczać misje. Z minuty na minutę było mi coraz ciężej. Jak mam mu to powiedzieć, jak mam mu pomóc przez to przejść… Co gorsza był w dobrym nastroju, a ja mu zniszczę dzień jak i pozostałe dni… Zauważył, że coś mnie gryzie. Jakoś udało mi się uciec od wyjaśnień i powiedziałem, że jak wrócimy do pałacu to powiem.


Wracając do pałacu spotkaliśmy Aishe, która biegała już z nową różdżką, fryzurą, butami i rękawicami. Rzuciła się na mnie i przytuliła tak mocno, że o mało co nie udusiła. Ta też pełna radości. Od razu zaczęła wypytywać, czy pasuje jej fryzura i nowe ciuchy. Od niechcenia odpowiadałem to, co chciała usłyszeć i razem wróciliśmy do pałacu. Kazałem im zaczekać w salonie, bo jest sprawa. Poszedłem po Ravena, Rene, Arę i skierowaliśmy się do salonu. Raven zapytał, po co ich zabrałem. Od razu powiedziałem, że to nie jest dobra wiadomość i że będą w szoku gdy to usłyszą. Wyciągnąłem list od Penentia i wręczyłem Chungowi.
 
-Co to?  
-Przeczytaj i… i się dowiesz… - odwróciłem się i oparłem o sofę, a Śnieżynka obok mnie zaczęła cicho płakać. Nastała kilkuminutowa cisza.  
-Jak… to możliwe… przecież… - chwile potem już było słychać płacz i przeklinanie na świat, za to co mu zrobił… Chungowi…
Rena jak troskliwa matka, przytuliła go i starała uspokoić, Raven wyszedł z salonu, Aisha wraz z Reną były przy nim, a ja… Źle się z tym czułem. Czemu zawsze ja muszę dostarczać takie informacje… Wychodząc z pokoju położyłem rękę na jego ramieniu i dodałem, że jest mi przykro z tego powodu. Wyszedłem i zamknąłem się u siebie w pokoju. Teraz będzie trudniej niż kiedykolwiek wcześniej.

czwartek, 23 maja 2013

Wpis11

Z rana Śnieżynka chciała wyjść pobiegać do ogrodu. Od razu powiedziałem jej, iż ma zakaz wchodzenia na teren ogrodu, w ogóle to postanowiłem jej dać karę – zamknięta w pokoju, na cztery spusty, bez możliwości wychodzenia na sekundę gdziekolwiek. Próbowała mnie przekonać, wmawiać, obiecywać, że nic nie zrobi, że żałuje itp. itd. Tym razem jednak nie dam jej taryfy ulgowej, moje słowo było ostatnie, że nie i koniec kropka. Oczywiście wielka pani się obraziła, wybuchnęła płaczem i zaczęła uderzać łapkami i nóżkami o poduszkę. Trzeba przyznać, iż tak wygląda uroczo. Założyłem Falcona i wyszedłem na miasto.

Pierwsze, co rzuciło się w oczy były plakaty nowych kompletów, tym razem Nasod Battle Suit MK-2. Oryginalna nazwa, nie ma co. Trzeba przyznać, iż postarali się z nim. Jest dużo lepszy od poprzedniego, jednak i tak nigdy go nie włożę na siebie, oj nie… Chwile potem Lorien podszedł do mnie i rozgadaliśmy się na temat nowego avatara.
-Ty wiesz, że Aisha będzie to kupować nie?
-Nie musisz mi przypominać… - mój dobry humor minął. Przyjrzałem się jak to wygląda na czarodziejkach. Ona się wycofa, znaczy miałem taką nadzieje. Przecież w tym będzie wyglądać jak nazoid jakiś. O… chwila…
-Hm? Ta mina świadczy, iż coś wykombinowałeś. – uśmiechnąłem się wrednie jak to miałem w zwyczaju.
-Z czasem zobaczysz.
Potem poszliśmy na wrota, sekrety oraz Henira. Następnie postanowiliśmy odwiedzić Camille. Jak zwykle na arenach jak i stadionie panował ruch. Ledwo co na udało się do niej dotrzeć. Jak nie korki to inni zaczepiali, masakra. Gdy już dotarliśmy do niej zapytała nas czemu teraz nie walczymy. Lorien powiedział, iż teraz zarabiamy kasę na nowe ciuchy (jasne). Chciała nas posłać na arenę, jednak szybko daliśmy jej do zrozumienia, że nie dziś. Zawiedziona wróciła do swojej pracy, a my oglądaliśmy innych jak walczą. Wszystko było do czasu, gdy nie spojrzeliśmy na kolejną z aren w kolejce. Walczyła tam jakaś czarodziejka w komplecie Unicorna, przeciwko jakiemuś artylerzyście w Dragon Knight wersja blue. Coś tam widać było, iż walka kierowała się w zupełnie innym kierunku. Lorien pierwszy zszedł tam na dół pomimo, iż go powstrzymywałem i przywalił gościowi z działa, aż go odrzuciło kawałek dalej. Walka od razu została przerwana, Camilla i gapie od razu skierowały wzrok na arenę, gdzie akcja się rozgrywała. Doszło do jakieś wymiany słów pomiędzy nimi i ten w DK rzucił się z pistoletami na Loriena. Ten zrobił unik, przeszedł w siege i zaczął w niego wystrzeliwać cała amunicje jaką posiadał, nawet te drugie o wiele mocniejsze. Po tej krótkiej wymianie ataków DC wycofał się i zszedł z areny. Potem Chung podszedł do tamtej dziewczyny, następnie lekarze i Camila zdenerwowana patrzała na to wszystko. Zapewniałem ją, iż wszystko będzie dobrze. Gdy Lorien przyszedł do nas od razu skierowaliśmy się do wyjścia.
-Stary przesadziłeś chyba.
-Nie sądzę, jakby tam była Aisha to byś pierwszy rzucił się na niego z Cornwellem i potraktował jak demona.
-Zamknij się.
-Taka prawda.
-Gówno prawda, następnym razem się opanuj.
-I kto to mówi.
Gdy tak się sprzeczaliśmy podeszło do nas kilku gości na czele z tym DC.
-Czego frajerze? Mało ci było na arenie? – od razu skierowałem do niego miłe słowa, a on tylko się zaśmiał.
-Nawet mnie to nie zabolało. Wolałem twojemu przyjacielowi oszczędzić wstydu przy wszystkich.
Lorien od razu rzucił się na niego. Potem koledzy naszego nowego przyjaciela na Chunga, a potem i ja włączyłem się do bójki. Po kilku minutach podeszła do nas ochrona i starała się nas rozdzielić. No powiedzmy, że im się udało i ostrzegali nas, iż mamy się opanować. Akurat teraz miałem ochotę wpierdolić tym gościom. Uspokoiliśmy się trochę przy ochroniarzach, by dali nam spokój i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Nerwowi skierowaliśmy się do pałacu. Podczas drogi rozmawialiśmy o tych dupkach, a potem spojrzeliśmy na siebie. Rozcięty łuk brwiowy, warga, kilka siniaków, umazani krwią. Nic dodać i nic ująć.
W pałacu ukradkiem udaliśmy się do naszego lekarza. Gdy nas zobaczył od razu nas zapytał, z kim się pobiliśmy. Lorien opisał tamtego frajera, a lekarz tylko przytaknął i dodał, że to dupek. Zaraz potem zajął się nami, jednak nie dostatecznie szybko i jak na złość do sali weszła Aisha. Krzyknęła gdy nas zobaczyła, a my tylko odwróciliśmy głowy.
-Co wy robiliście? – podeszła do nas zmartwiona.
-Bawiliśmy się. – rzucił Lorien i przetarł rękawem usta.
-Z nowym przyjacielem. – dodałem i przytrzymałem opatrunek który szykował mi lekarz.
-Idioci! Mogło wam się coś stać! – uderzyła nas po głowach i nerwowo stukała butem o podłogę.
-Żyjemy przecież, daj spokój. – odparłem od niechcenia i czekałem, aż doktor zrobi swoje i nas puści.
-Zachowaliście się jak małe dzieci. Wdawać się w bójkę? Niewyżyci jacyś jesteście, czy co.
-Te pytanie to chyba do niego powinnaś kierować. – odparł znudzony Chung i wskazał ręką na mnie.
-Te, bo ci pierdolne zaraz. – teraz to przegiął. Aisha podeszła do niego i z mocnym zamachem przywaliła mu w twarz i na chwile stracił równowagę. To mnie zaskoczyła. Zapadła cisza i kilka minut potem Chung przeprosił i wyszedł. Ja zaraz za nim i złapałem go za ramię.
-Co jest?
-Nic zły dzień, to wszystko. Przepraszam.
Wyrwał się i skierował do siebie, a ja zastanawiałem się co się z nim dzieje. Zaraz potem obok mnie stanęła Aisha i poprawiła grzywkę. Przytuliłem ją do siebie i staliśmy tak przez jakiś czas.

Resztę dnia spędziłem w pokoju wraz z Śnieżynką, która nadal domagała się wyjścia. Z czasem się jej znudziło i położyła obok mnie na kanapie. Cholernie mnie ręka bolała i lewa strona twarzy. Następnym razem użyje Cornwella do walki, obejdzie się bez zbędnych obrażeń. Jeszcze miałem jechać do Hamel, bo Penentio coś chciał. Chrzanić to jutro pojadę. Wieczorem przyszła Aisha i zaczęła mnie wypytywać, czy wszystko w porządku. Zamiast użyć magii i się nie martwić to ta się pyta. Nawet jak ją poprosiłem to powiedziała, że nie zrobi tego. Wredna, że szkoda gadać. Następnie rozmowa przeszła na nowy komplet MK-2, którego jednak kupi.
-Żartujesz prawda? Widziałaś jak to wygląda.
-No i mi się podoba. Jest oryginalny. – odparła pełna radości i poprawiała sobie kucyki przed lustrem.
-Ciekawe z której strony. Od kiedy zachciało ci się bawić w nazoida?
-Od dawna wiesz. Ja też mam prawo decydować, co założę na siebie.
-Tak, tylko wiesz są inne ładniejsze komplety. Nawet ten, co masz na sobie jest dużo ładniejszy.
-Nie znasz się.
-Oczywiście… - chwile potem podeszła do mnie i nachyliła się przede mną.
-Masz jakieś plany na wieczór? – zmierzyłem ją wzrokiem i wziąłem kosmyk włosów w palce.
-Chyba będę mieć.
Reszta wieczoru jak i nocy minęła przyjemnie, pomimo tego co się wydarzyło w południe.

niedziela, 19 maja 2013

Wpis10

Tego dnia wszyscy z niecierpliwością czekali na nowe wrota. Dodatkowo, zebrani wojownicy dostali małego smoka, którego Aisha na śmierć tuliła do siebie. Gdy tylko wybiła godzina otwarcia wrót, każda grupa wyruszyła na mapy. Zmienili trochę zasady otwieranie wrót, ale to nieważne. Jak już uporaliśmy się z mapą, na samym końcu otwarły się czarne wrota. Weszliśmy przez nie i zaskoczył mnie klimat panujący w tym miejscu. Było mrocznie, jakby do jakiegoś horroru się trafiło. Dwa duże podesty, na obydwu końcach wrota, a przez środek ciągnął się drewniany most. Wszystko było otoczone lawą? Jakoś mi nie śpieszno było sprawdzać, co za ciecz była pod nami. Z naszej strony wrót wychodziły różnego rodzaju potworki, które razem z nami walczyły przeciwko tym drugim. Ogólnie podoba mi się ta zmiana. Przeczuwałem, iż szybko teraz będzie się zaliczać wrota. Idąc dalej z przyjaciółmi (Aisha, Chunga i Raven) przeszliśmy przez most i teraz na terenie wrogich potworów toczyła się walka. Wszystko szło dobrze, do czasu gdy ja i Raven podeszliśmy zbyt blisko wrogich wrót. Nie wiadomo skąd, ale zaczęliśmy tracić siły do dalszej walki. Dzięki magii Aishy, zabrała nas stamtąd i dochodziliśmy do siebie. Na przyszłość nie podchodzić zbyt blisko wrót… Ucieszył mnie fakt, iż głównymi potworami do zabicia jest mój przyjaciel Berrut i inny z Peity oraz Hamel. Wrota ukończyliśmy w niecałe 5minut? Mi tam odpowiada, im szybciej tym lepiej. Gdy wrota zostały zamknięte, jak małe dzieci rzuciliśmy się w stronę budynku, gdzie Vapor zajmuje się alchemią. Od razu pytaliśmy ją o nowe eliksiry. Co dziwne z wielką radością odpowiadała na nasze pytania. Został dodany eliksir na szybkość, eliksir dzięki któremu wokół tego, co wypił krążą lodowe kulki i atakują, eliksir, gdzie czerwone kulki samoczynnie się pojawiają co jakiś czas, eliksir który przywołuje czerwone płomienie i podobnie jak z lodowym eliksirem (że tak to nazwę) krążą wokół tego co użył eliksiru, eliksir z celownikiem (?), który kieruje główną siłę ataku na danego moba, eliksir na regeneracje życia oraz many, eliksir zwiększający ciosy krytyczne i przy okazji się trochę rośnie, podobnie jak na Halucynacjach oraz eliksir zwiększający dodatkowe obrażenia. 
Wszystko brzmi ciekawie i od razu wszystkie eliksiry się wyprodukowało. Zaraz potem udaliśmy się na Henira i sekretne mapy wypróbować jak się spisują nowe zabawki.
Do wieczora byliśmy pochłonięci nowymi zmianami i cały czas gadaliśmy jak najęci o tym. Jeszcze potem Aisha rzuciła, że jutro nowy komplet dadzą na sprzedaż. Nie wiem czemu, ale boje się, że to będzie katastrofa. Lepiej żeby nie wyglądała w nim jak idiotka, bo nie wiem co zrobię.
Podczas kolacji zdaliśmy relację Renie i Arze. Co prawda one też brały w tym udział, ale i tak każdy dzielił się swoimi opiniami. Gdy sobie tak beztrosko gadaliśmy zostałem poproszony na chwilę, bo jakiś list przyszedł. Od Penentia… no to już wiedziałem, iż czeka mnie jakaś pseudo misja. Nie myliłem się, jutro miałem niezwłocznie się u niego stawić. Wróciłem do reszty i powiedziałem im o liście. Tak samo ich ciekawiło, co tym razem wymyślił.
Wróciłem do pokoju i tam z Śnieżynką dyskutowałem, czy czasem nie doszło do jakiegoś incydentu. Odpowiadała, iż nikt nie opuszczał ich wymiaru. Czyli mogę być pewny, że o demony nie chodzi. Odłożyłem broń i wszystkie inne rzeczy, co miałem na sobie i wyłożyłem się zmęczony na łóżku. Miałem złe przeczucia odnośnie jutrzejszego dnia.

piątek, 10 maja 2013

Wpis9



Z samego rana było tak ciepło, że aż odechciało się wszystkiego. Gdy tylko się ubrałem zszedłem na dół z Śnieżynką. Nie wiem z jakiego powodu, ale była strasznie rozbawiona i wesoła. W jadalni Rena z Arą o czymś dyskutowały, a Lorien karmił swoją Lorienkę. Przywitałem się z nimi i podczas spożywania posiłku dyskutowaliśmy z Chungiem o Falconie. W międzyczasie Śnieżynka dorwała się do winogron, wepchała do buzi i ganiała jak głupia po stole. Jej przyjaciółka zaśmiała się i poszła w jej ślady.
-Właśnie słuchaj Elsword, jutro mają być nowe wrota.
-Serio? Skąd wiesz? – wskazał palcem na Arę, a ona tylko uśmiechnęła się do nas i pomachała. – Super. A jakieś inne informacje?
-Na razie brak. Jutro pewnie będzie. Ponoć mają też powstać nowe eliksiry, które będą nam pomagać podczas misji.
-Może Vapor coś będzie wiedzieć na ten temat.
-Może… -zapadła krótka cisza. – Henir?
Zgodziłem się i wyruszyliśmy na zmagania od Glave. Zaraz po nich sekrety się zaliczyło i odwiedziliśmy rynek. Trafiliśmy na skrzydła Falcona. Cena też w miarę, tylko jeden problem. Brakuje trochę kasy… Na szczęście spotkaliśmy Ravena i Aishe, którzy pożyczyli potrzebną gotówkę i tak mogłem skompletować Falcona. Cieszyłem się, że udało mi się drugi komplet doprowadzić do całości. Skrzydła wyglądają świetnie.
Zapewniałem przyjaciół, że oddam tak szybko jak to możliwe. Dodali nawet, że nie muszę się spieszyć. Gdy wracaliśmy do pałacu dyskutowaliśmy o nowych wrotach. Ustaliliśmy, iż razem się tam wybierzemy. Ciekawi mnie jakie zmiany zostaną wprowadzone. Gdy przekroczyliśmy próg naszego domu, w naszą stronę biegły lisiczki, a za nimi Rena i to wkurzona tak, że najlepiej trzymać się od niej z daleka. Na nasz widok zwierzaczki schowały się za nami, a Rena wściekła zmierzyła je spojrzeniem, a potem nas, właścicieli.
-Pilnujcie te swoje zwierzaki, a nie biegają i robią co chcą!
-A co się stało? – zapytał spokojnie Lorien i czekaliśmy na jej odpowiedzieć.
-Co się stało?! Przekopały cały ogród i wygląda tam jakby wojna się tam toczyła! – wymieniłem spojrzeniem z Lorienem i zaśmialiśmy się pod nosem, oczywiście Renie nie uciekło to i zaraz nas szarpnęła za ramiona. - Skoro tak wam do śmiechu to teraz posprzątacie to wszystko.
Chyba jest niepoważna. Gdy nam pokazała teren jaki mamy przywrócić do porządku to żyć się odechciało. Ogród sam w sobie jest ogromny i my mamy… Zwierzaczki stały za nami smutne i bawiły się łapkami. Zaczęliśmy z Lorienem się wykłócać z Reną, że tym powinny się zająć osoby za to odpowiedzialne nie my. No ale Rena to Rena, nie popuści. Zagroziła nawet, że jak nie zrobimy tego co nam kazała, to zrobi nam gorsze piekło jak demony w Peicie. Gdy kierowała się do wyjścia pogratulowała skrzydeł Falcona i wyszła.
-I co robimy? – usiadł zrezygnowany Chung na swoim dziale i spoglądał na ogród.
-A mamy jakieś inne wyjście? Wole Renie nie zachodzić za skórę.
-Eh miał być taki przyjemny dzień…
-Będzie przyjemny, na zewnątrz… pobawimy się z ziemią, kwiatami, słońce będzie fajnie grzać. Nie ma na co narzekać…
Odparłem z nuta sarkazmu i spojrzałem na Śnieżynkę. Od razu kazałem jej wziąć się do roboty. Wraz z Lorienką śmigały najszybciej jak to możliwe byle tylko ogród wrócił do stanu użytku. Usiadłem obok Loriena i gadaliśmy o nowych wrotach. Nie sądziłem, że kiedykolwiek zostanie to zmienione, no ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Po kilku godzinach zwierzaki uporały się z tym wszystkim i było w miarę dobrze. Zgłosiliśmy się do Reny, że skończyliśmy i gdy tylko powiedziała, iż może być udaliśmy się do Vapor. Z alchemiczką dyskutowaliśmy o nowych eliksirach. Z tego, co nam niechętnie powiedziała mają zostać dodane eliksiry, które będą działały na wszystko wewnętrznie, jakby mała pomoc. Dodała, że kilka eliksirów przejdzie zmianę i wyganiała nas z laboratorium jakbyśmy nie wiem, co tu mieli zrobić. Cóż przynajmniej coś tam wiemy…
Po kolacji wróciłem do siebie i tam porządnie ochrzaniłem Śnieżynkę. Inaczej zaplanowałem sobie dzień, a ta mi tu robi jakiś burdel.  Gdy tak się wydzierałem na nią usłyszałem pukanie do drzwi. Ciekawe kogo niesie. Otwarłem drzwi i zobaczyłem Zeki. Trochę się zdziwiłem. Zapytała, czy może wejść. Wpuściłem ją i kazałem małej zejść mi z oczu. Gdy tylko wyszła na balkon, Zeki wtuliła się we mnie i rozpłakała. Zaczęła przepraszać za wszystko, mówiła takie niestworzone rzeczy, że ręce opadają. Co ja z tą dziewczyną mam… Więcej problemów jak pożytku. Gdy już się wypłakała dodała, że nie liczy, że jej wybaczę i że będzie jak kiedyś oraz iż zrozumie jak to będzie koniec. Nie wiedziałem w sumie, co jej odpowiedzieć. Rzuciłem tylko by zaczęła zachowywać się normalnie i wyłożyłem się na sofie. Nie miałem jakoś sił z nią dyskutować i szukać igły w stogu siana. Usiadła obok i zaczęła bawić się moimi włosami, dodając przy okazji, iż nowy komplet ma niedługo wyjść. Jeśli chodzi o modę to ona wie chyba wszystko najlepiej. Zapytałem, czy wie coś więcej. Odparła, że zdjęć jeszcze nie ma, ale za jakiś czas powinny się pokazać jak sam set. Dodała, iż jest podobny do Nasod Battle Suit. Mnie tam mało on interesi, mam Falcona i więcej do szczęścia mi nie trzeba. Gdy odparła, iż planuje go sobie kupić to z góry mówiłem, że jak będzie wyglądać jak kretynka to się do niej nie przyznaje. Oburzona uderzyła w ramię i dodała, że jest pewna, iż będzie jej świetnie pasować. Na pewno… Podroczyłem się z nią trochę i na koniec przytuliłem ja do siebie. W sumie brakowało mi jej przez ten czas… Oby w końcu było tak jak dawniej.