czwartek, 23 maja 2013

Wpis11

Z rana Śnieżynka chciała wyjść pobiegać do ogrodu. Od razu powiedziałem jej, iż ma zakaz wchodzenia na teren ogrodu, w ogóle to postanowiłem jej dać karę – zamknięta w pokoju, na cztery spusty, bez możliwości wychodzenia na sekundę gdziekolwiek. Próbowała mnie przekonać, wmawiać, obiecywać, że nic nie zrobi, że żałuje itp. itd. Tym razem jednak nie dam jej taryfy ulgowej, moje słowo było ostatnie, że nie i koniec kropka. Oczywiście wielka pani się obraziła, wybuchnęła płaczem i zaczęła uderzać łapkami i nóżkami o poduszkę. Trzeba przyznać, iż tak wygląda uroczo. Założyłem Falcona i wyszedłem na miasto.

Pierwsze, co rzuciło się w oczy były plakaty nowych kompletów, tym razem Nasod Battle Suit MK-2. Oryginalna nazwa, nie ma co. Trzeba przyznać, iż postarali się z nim. Jest dużo lepszy od poprzedniego, jednak i tak nigdy go nie włożę na siebie, oj nie… Chwile potem Lorien podszedł do mnie i rozgadaliśmy się na temat nowego avatara.
-Ty wiesz, że Aisha będzie to kupować nie?
-Nie musisz mi przypominać… - mój dobry humor minął. Przyjrzałem się jak to wygląda na czarodziejkach. Ona się wycofa, znaczy miałem taką nadzieje. Przecież w tym będzie wyglądać jak nazoid jakiś. O… chwila…
-Hm? Ta mina świadczy, iż coś wykombinowałeś. – uśmiechnąłem się wrednie jak to miałem w zwyczaju.
-Z czasem zobaczysz.
Potem poszliśmy na wrota, sekrety oraz Henira. Następnie postanowiliśmy odwiedzić Camille. Jak zwykle na arenach jak i stadionie panował ruch. Ledwo co na udało się do niej dotrzeć. Jak nie korki to inni zaczepiali, masakra. Gdy już dotarliśmy do niej zapytała nas czemu teraz nie walczymy. Lorien powiedział, iż teraz zarabiamy kasę na nowe ciuchy (jasne). Chciała nas posłać na arenę, jednak szybko daliśmy jej do zrozumienia, że nie dziś. Zawiedziona wróciła do swojej pracy, a my oglądaliśmy innych jak walczą. Wszystko było do czasu, gdy nie spojrzeliśmy na kolejną z aren w kolejce. Walczyła tam jakaś czarodziejka w komplecie Unicorna, przeciwko jakiemuś artylerzyście w Dragon Knight wersja blue. Coś tam widać było, iż walka kierowała się w zupełnie innym kierunku. Lorien pierwszy zszedł tam na dół pomimo, iż go powstrzymywałem i przywalił gościowi z działa, aż go odrzuciło kawałek dalej. Walka od razu została przerwana, Camilla i gapie od razu skierowały wzrok na arenę, gdzie akcja się rozgrywała. Doszło do jakieś wymiany słów pomiędzy nimi i ten w DK rzucił się z pistoletami na Loriena. Ten zrobił unik, przeszedł w siege i zaczął w niego wystrzeliwać cała amunicje jaką posiadał, nawet te drugie o wiele mocniejsze. Po tej krótkiej wymianie ataków DC wycofał się i zszedł z areny. Potem Chung podszedł do tamtej dziewczyny, następnie lekarze i Camila zdenerwowana patrzała na to wszystko. Zapewniałem ją, iż wszystko będzie dobrze. Gdy Lorien przyszedł do nas od razu skierowaliśmy się do wyjścia.
-Stary przesadziłeś chyba.
-Nie sądzę, jakby tam była Aisha to byś pierwszy rzucił się na niego z Cornwellem i potraktował jak demona.
-Zamknij się.
-Taka prawda.
-Gówno prawda, następnym razem się opanuj.
-I kto to mówi.
Gdy tak się sprzeczaliśmy podeszło do nas kilku gości na czele z tym DC.
-Czego frajerze? Mało ci było na arenie? – od razu skierowałem do niego miłe słowa, a on tylko się zaśmiał.
-Nawet mnie to nie zabolało. Wolałem twojemu przyjacielowi oszczędzić wstydu przy wszystkich.
Lorien od razu rzucił się na niego. Potem koledzy naszego nowego przyjaciela na Chunga, a potem i ja włączyłem się do bójki. Po kilku minutach podeszła do nas ochrona i starała się nas rozdzielić. No powiedzmy, że im się udało i ostrzegali nas, iż mamy się opanować. Akurat teraz miałem ochotę wpierdolić tym gościom. Uspokoiliśmy się trochę przy ochroniarzach, by dali nam spokój i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Nerwowi skierowaliśmy się do pałacu. Podczas drogi rozmawialiśmy o tych dupkach, a potem spojrzeliśmy na siebie. Rozcięty łuk brwiowy, warga, kilka siniaków, umazani krwią. Nic dodać i nic ująć.
W pałacu ukradkiem udaliśmy się do naszego lekarza. Gdy nas zobaczył od razu nas zapytał, z kim się pobiliśmy. Lorien opisał tamtego frajera, a lekarz tylko przytaknął i dodał, że to dupek. Zaraz potem zajął się nami, jednak nie dostatecznie szybko i jak na złość do sali weszła Aisha. Krzyknęła gdy nas zobaczyła, a my tylko odwróciliśmy głowy.
-Co wy robiliście? – podeszła do nas zmartwiona.
-Bawiliśmy się. – rzucił Lorien i przetarł rękawem usta.
-Z nowym przyjacielem. – dodałem i przytrzymałem opatrunek który szykował mi lekarz.
-Idioci! Mogło wam się coś stać! – uderzyła nas po głowach i nerwowo stukała butem o podłogę.
-Żyjemy przecież, daj spokój. – odparłem od niechcenia i czekałem, aż doktor zrobi swoje i nas puści.
-Zachowaliście się jak małe dzieci. Wdawać się w bójkę? Niewyżyci jacyś jesteście, czy co.
-Te pytanie to chyba do niego powinnaś kierować. – odparł znudzony Chung i wskazał ręką na mnie.
-Te, bo ci pierdolne zaraz. – teraz to przegiął. Aisha podeszła do niego i z mocnym zamachem przywaliła mu w twarz i na chwile stracił równowagę. To mnie zaskoczyła. Zapadła cisza i kilka minut potem Chung przeprosił i wyszedł. Ja zaraz za nim i złapałem go za ramię.
-Co jest?
-Nic zły dzień, to wszystko. Przepraszam.
Wyrwał się i skierował do siebie, a ja zastanawiałem się co się z nim dzieje. Zaraz potem obok mnie stanęła Aisha i poprawiła grzywkę. Przytuliłem ją do siebie i staliśmy tak przez jakiś czas.

Resztę dnia spędziłem w pokoju wraz z Śnieżynką, która nadal domagała się wyjścia. Z czasem się jej znudziło i położyła obok mnie na kanapie. Cholernie mnie ręka bolała i lewa strona twarzy. Następnym razem użyje Cornwella do walki, obejdzie się bez zbędnych obrażeń. Jeszcze miałem jechać do Hamel, bo Penentio coś chciał. Chrzanić to jutro pojadę. Wieczorem przyszła Aisha i zaczęła mnie wypytywać, czy wszystko w porządku. Zamiast użyć magii i się nie martwić to ta się pyta. Nawet jak ją poprosiłem to powiedziała, że nie zrobi tego. Wredna, że szkoda gadać. Następnie rozmowa przeszła na nowy komplet MK-2, którego jednak kupi.
-Żartujesz prawda? Widziałaś jak to wygląda.
-No i mi się podoba. Jest oryginalny. – odparła pełna radości i poprawiała sobie kucyki przed lustrem.
-Ciekawe z której strony. Od kiedy zachciało ci się bawić w nazoida?
-Od dawna wiesz. Ja też mam prawo decydować, co założę na siebie.
-Tak, tylko wiesz są inne ładniejsze komplety. Nawet ten, co masz na sobie jest dużo ładniejszy.
-Nie znasz się.
-Oczywiście… - chwile potem podeszła do mnie i nachyliła się przede mną.
-Masz jakieś plany na wieczór? – zmierzyłem ją wzrokiem i wziąłem kosmyk włosów w palce.
-Chyba będę mieć.
Reszta wieczoru jak i nocy minęła przyjemnie, pomimo tego co się wydarzyło w południe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz