sobota, 25 maja 2013

Rozdział XVIII Przepaść Wpis1


Z rana, wraz z Śnieżynką udaliśmy się do Hamel. Jak zwykle miasto tętniło życiem, pełno ludzi i ta radość. Przyjemnie jest wracać tutaj i na chwile oderwać się od zmartwień i obowiązków. Skierowaliśmy się do Penentia. Podczas drogi spotykałem dawnych przyjaciół, z którymi na chwile zamieniłem dwa słowa i szedłem dalej.
Zapukałem do drzwi i gdy usłyszałem wejść, otwarłem drzwi i przekroczyłem próg.
 
-Elsword, miałeś przyjść wczoraj. Wiesz, jak ważna jest ta sprawa! – nerwowo zaczął dowódca stukać palcem o stół.  
-Weź na luz, nie pali się nigdzie. – podszedłem bliżej i wygodnie rozsiadłem się na fotelu. – Co się stało?
-Kilka dni temu nasz oddział zwiadowczy znalazł ciało… - urwał i jakby nie mógł z siebie słowa więcej wydusić. Trochę mnie to zmartwiło.  
-Czyje ciało?  
-Ojca księcia Chunga.
-Jak to… - byłem w szoku. Jak? Jak do tego doszło? Dlaczego… Skoro jego ojciec… To on… - Jesteście pewni? – kiwnął głową, a ja nie wiedziałem co zrobić. Śnieżynka też się zmartwiła i zaczęła klepać łapką po bucie i cicho pomrukiwać, a jej oczy błyszczały… od łez. Nie mogłem przyjąć do wiadomości, że jego ojciec nie żyje. – Skoro znaleźliście jego ciało, to czemu jemu tego nie powiedzieliście?  
-Tę rolę zostawiam tobie.
 -Że co? – on sobie kpi. – Jak to ja? Co ja mam do cholery z tym wspólnego?
-Jesteś, nie jesteście jego najbliższymi przyjaciółmi, więc łatwiej mu to będzie przejść w waszej obecności i to ty mu to powiesz.
-Pieprz się! – wstałem i wbiłem Cornwella w jego stół. – Nie będę doprowadzać mojego przyjaciela do rozpaczy! Ty jesteś dowódcą! Wy się znacie lepiej! Ty mu to powiedz! Zawsze wyręczasz się innymi! Boisz się, że obwinią ciebie za nieudolne poszukiwania i pomoc!
-Ja nikim się nie wyręczam. Uznałem, iż lepiej będzie jak w waszym gronie to się wszystko odbędzie.  
-Ty… - miałem ochotę go zabić teraz.
-Jeśli uważasz, że się wami wyręczam, to proszę. Napiszę specjalnie zawiadomienie o tym i dasz je Chungowi. – wyciągnął papier, długopis i zaczął pisać. Odwołałem Cornwella i myślałem nad tym wszystkim. On nie ma nikogo poza nami… poza Mayą… bez rodziny… zupełnie sam. Dlaczego jego spotykają takie rzeczy, czym on zawinił. Zawsze pomaga innym, wspiera, troszczy się, a tu… Świat jest niesprawiedliwy. Jak on to zniesie teraz… Chwila… jeśli jego ojciec nie żyje, a wczoraj… czy to możliwe, że się dowiedział? 
–Chung był wczoraj w Hamel?  
-Nie, nie było go.
-A ta informacja wyszła już na jaw, czy…
-Nie, nie ogłaszaliśmy niczego.
Więc nie o to chodzi… Chwile potem Penentio dał mi kopertę, w której było wszystko napisane.

-Zostawiam to w waszych rękach. Teraz będzie potrzebne mu wsparcie. - kiwnąłem głowa i wyszedłem.
Idąc ulicami Hamel już nie odczuwałem tej radości, co wcześniej. Jak miasto to przeżyje, kto teraz zajmie tron. Już wszystko się układało, a tu takie coś. To jest gorsze jak okres naszej gildii x czasu temu. Śnieżynka przez cały czas trzymała łapką za nogawkę i szła posłusznie przy mnie. Przystanęliśmy przy moście i usiadłem na poręczy. Spojrzałem w głąb jeziora, co był pod nami. Krystalicznie czysty, mienił się kamieniami, które były tylko oszlifowane. Wyglądały jak drogocenne kamienie i wielu złodziei wpadło przez tak niewinną rzecz.
Ojciec Chunga… chciałem go poznać kiedyś. Pewnie za dziecka się z nim widziałem, ale nie pamiętam tego dokładnie. Mało co pamiętam z dzieciństwa, jednak gdy pierwszy raz przyszedłem tutaj to miałem wrażenie, jakbym znał to miejsce. Gdyby można było jakoś cofnąć to, co się wydarzyło… Nie wiem jak Lorien sobie z tym poradzi.

Popołudniu wróciłem do Sander. Na mieście spotkałem Chunga i pytał, czy pójdziemy dziś na dzienne misje. Przytaknąłem na to i razem wyruszyliśmy zaliczać misje. Z minuty na minutę było mi coraz ciężej. Jak mam mu to powiedzieć, jak mam mu pomóc przez to przejść… Co gorsza był w dobrym nastroju, a ja mu zniszczę dzień jak i pozostałe dni… Zauważył, że coś mnie gryzie. Jakoś udało mi się uciec od wyjaśnień i powiedziałem, że jak wrócimy do pałacu to powiem.


Wracając do pałacu spotkaliśmy Aishe, która biegała już z nową różdżką, fryzurą, butami i rękawicami. Rzuciła się na mnie i przytuliła tak mocno, że o mało co nie udusiła. Ta też pełna radości. Od razu zaczęła wypytywać, czy pasuje jej fryzura i nowe ciuchy. Od niechcenia odpowiadałem to, co chciała usłyszeć i razem wróciliśmy do pałacu. Kazałem im zaczekać w salonie, bo jest sprawa. Poszedłem po Ravena, Rene, Arę i skierowaliśmy się do salonu. Raven zapytał, po co ich zabrałem. Od razu powiedziałem, że to nie jest dobra wiadomość i że będą w szoku gdy to usłyszą. Wyciągnąłem list od Penentia i wręczyłem Chungowi.
 
-Co to?  
-Przeczytaj i… i się dowiesz… - odwróciłem się i oparłem o sofę, a Śnieżynka obok mnie zaczęła cicho płakać. Nastała kilkuminutowa cisza.  
-Jak… to możliwe… przecież… - chwile potem już było słychać płacz i przeklinanie na świat, za to co mu zrobił… Chungowi…
Rena jak troskliwa matka, przytuliła go i starała uspokoić, Raven wyszedł z salonu, Aisha wraz z Reną były przy nim, a ja… Źle się z tym czułem. Czemu zawsze ja muszę dostarczać takie informacje… Wychodząc z pokoju położyłem rękę na jego ramieniu i dodałem, że jest mi przykro z tego powodu. Wyszedłem i zamknąłem się u siebie w pokoju. Teraz będzie trudniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz