niedziela, 29 grudnia 2013

Wpis2

Nie podobała mi się wizja końca ludzkości. Zmobilizowałem swoich ludzi by trochę obeznali się w tym temacie. Późnym wieczorem dostałem informacje odnośnie tego czegoś. Jakiś czas temu próbował się wyrwać z czasoprzestrzeni. Podczas walki w swoim wymiarze niefortunnie dostał się do naszego i jak każdy chce wrócić do siebie. Zdaniem Glave jest trzymać wszystkie istoty w czasoprzestrzeni, by nie doszło do opanowania świata przez stwory. Raid boss - tak go nazwali - próbując się wydostać, trafił właśnie na naszego zamaskowanego pana przestrzeni, który nie pozwolił mu wyjść i chce go uwięzić, a potem wymyślić sposób jak go odesłać. Wszystko fajnie brzmi tylko nasz wielki przyjaciel jest rozwścieczony i jak tak dalej pójdzie to zniszczy drzwi przestrzeni, a wtedy wole nie wiedzieć co się stanie. Postanowiłem udać się do niego i go uspokoić. Nikomu ten pomysł się nie spodobał. Nic dziwnego, być może nie wrócę stamtąd. Osobiście sam boje się starcia z nim, ale czego się nie zrobi dla ludzkości.
Śnieżynka starała się mnie przekonać bym został, jednak nie tym razem. Zapytałem czy idzie ze mną. Nie wiedziała co odpowiedzieć, więc nie marnując czasu, wraz z Nightem udaliśmy się do portalu. Na wszelki wypadek zabrałem ze sobą jeszcze Hamelinga. Gdy mieliśmy przechodzić już do świata ludzi, Wyrocznia krzyczała za nami bym poczekał na nią. Jak już nas dogoniła przeliśmy przez portal i znaleźliśmy się tuż przed Glave.
- Akurat ciebie się tu nie spodziewałem, Elsword. - odparł spokojnie i się zaśmiał na koniec.
- Masz problemy Glave. Wiem o tym całym Raidzie.
- A jest coś czego nie wiesz? Nieważne. Poczekajmy na twoich przyjaciół. Sam nie dasz sobie z nim rady.
- Już ich powiadomiłeś?
- Oczywiście. To będzie dla was dobry test.
Test? Wiedziałem, że ma nierówno pod sufitem, ale nie aż tak. Kilkanaście minut później zjawili się wszyscy - Elesis, Ara, Raven, Chung, Aisha i Rena. Na mój widok doznali szoku. Nic dziwnego, przecież ostatni raz widzieliśmy się miesiąc temu. Oszczędziliśmy sobie zbędnych przywitań, wyjaśnień i innych. Ważniejsza rzecz jest teraz do zrobienia.
- Skoro wszyscy są to zapraszam do drzwi.
- Hola, hola Glave. Nie zapomniałeś o kimś? - Znajomy głos rozległ się z drugiej uliczki. Wnet potem ujrzeliśmy Noah, Penentia, Edana i Valaka. Ich się tu nie spodziewałem. Czyżby sprawa Raida była aż tak poważna?
- Pozwolisz Glave, że się przyłączymy. - odparł Penentio. Pan zamaskowany się tylko zaśmiał i otworzył drzwi do pomieszczenia wymiarowego, w którym znajdowało się to coś.

Ledwo weszliśmy i już w naszą stronę skierował swoje duże łapsko. Odskoczyliśmy i się rozproszyliśmy. On jest ogromny. Jak z tym czymś mamy walczyć? Stanął przed nami i ryknął na cały głos. Nie czekając dłużej ruszyliśmy na niego. Każdy z nas atakował co było w zasięgu broni. Niestety, nasze żałosne ataki nie robiły na nim wielkiego wrażenia. Wskoczyłem na Hamelinga i z góry zaatakowałem go lodowym gradem. Chociaż odrobinę go to zabolało, bo zaczął nas gonić po niebie. Zaraz do mnie przyłączyli się inni, którzy posiadali smoki i atakowaliśmy naprzemiennie. Udało nam się go przewrócić i wtedy Chunga odpalił swojego Hypera oraz AS'a. Odsunęliśmy się na bezpieczną odległość i przyglądaliśmy się potworowi. Po kilku chwilach wstał i zaatakował nas swoimi łapskami. Czyżby nasz wspólny atak nie wypalił? Gdy uniknęliśmy tego to wzbił się w powietrze i wystrzelił kilkanaście rakiet. Chung od razu zorientował się, że są samonaprowadzające i eksplodują po jakimś czasie. Rozbiegliśmy się i staraliśmy się je uniknąć. Jakoś wyszło, tylko Rena i Elesis doznały lekkich obrażeń. Potem leciał w naszą stronę i laserami przecinał podłoże. Tego nie dało się uniknąć inaczej poza usadowieniem się na innej platformie. Ja wziąłem Rene, a Chung Elesis i skierowaliśmy na bezpieczne miejsce do walki z nim.
- Nie uda się nam go pokonać! - wrzasnęła Noah i podbiegła do nas.
- Z takim nastawieniem się nie dziwię - odrzekł Penentio.
- Jak mamy walczyć z kimś, znaczy czymś jeśli nie znamy jego słabości!?
- To trzeba się dowiedzieć. - rzuciłem i na Hamelingu ruszyłem na niego.
- Elsword! Wracaj tu!
W oddali słyszałem głos Wyroczni. Skoro mamy się czegoś dowiedzieć to trzeba zaryzykować. Night był ze mną i szykowaliśmy się do ataku. Raid leciał na nas, a my na niego. Gdy miało dojść do starcia skoczyłem z Hamelinga na jego łeb. Ledwo udało mi się odzyskać równowagę na nim, ale się udało. Robot zorientował się, że coś jest nie tak i się zatrzymał. Próbował łapami mnie zdjąć z siebie, jednak ja się tak łatwo nie dam. Wbiłem w jego kark miecz i aktywowałem Hypera. Następne zeskoczyłem w dół prosto na smoka. Odlecieliśmy trochę dalej i patrzałem na to co się działo. Niby mój atak go poranił, ale to za mało. Co prawda doznał większych obrażeń w porównaniu do wcześniejszych ataków. Jak można być tak wytrzymałym? Nawet nie zorientowałem się kiedy uderzył we mnie swoją ręką. Z hukiem uderzyliśmy w ziemię. Próbowałem się dźwignąć jednak nie mogłem. Byłem zbyt zdezorientowany tym atakiem. Nie wiedziałem zbytnio co się działo potem. Film mi się uciął i zaczął ponownie na tym jak wszyscy byli poważnie poranieni i ledwo stali na nogach. Z wierzchowcami było podobnie. Nasi mali towarzysze starali się zregenerować nasze siły, ale to było za mało. Raid mierzył w nas swoim atakiem laserowym, skupionym w jednym miejscu. Więc to tak zakończy się nasz żywot? Wiązka lasera została wystrzelona i światło z niej padające nas oślepiło. Gdy z powrotem otworzyliśmy oczy przed nami stał ktoś. Nie wiedziałem kto to, pierwszy raz na oczy go widziałem.
- Takie problemy macie z taką żałosną puszką złomu? - odparł i się zaśmiał.
- Kim ty do licha jesteś? - zapytał poddenerwowany Penentio.
- Ja? - odwrócił się do nas i mogliśmy zobaczyć jego twarz - zwykłym naukowcem. - Po tych słowach druga wiązka lasera została wystrzelona, a on wyciągnął tylko rękę i jego lasery zostały odbite i podzieliły się na mniejsze, niszcząc krajobraz za nami. - Raid boss - podobny do nazoida wersji 00006 przeznaczony do zadań militarnych. Jego siła skupia się na absorbowaniu energii w pobliżu i przekształcaniu jej w swoje paliwo. Wyposażony w samonaprowadzające rakiety i skrzydła by móc szybko wyeliminować swój cel. Opancerzony ze wszystkich stron i nałożona dodatkowa tarcza magiczna. Wydaje się nie do pokonania jeśli patrzymy na to wszystko pod tym kątem. Jednak spójrzmy pod innym. Jego ręce, szyja i nogi nie są osłonięte. Jeden silniejszy atak w te kończyny i nazoid pozostaje bezbronny, dlaczego? Leżąc na ziemi nie może odpalić laserów, bo sam się wysadzi, a jakakolwiek przemiana energii w takim stanie doprowadzi do samozniszczenia. Wiedząc to wszystko można szybko się z tą puszką uporać.
- Czekaj, czekaj. Skąd ty... - Rena nie wiedziała co powiedzieć i była w szoku podobnie inni. Skąd on to wszystko wie.
- Skąd ty wszystko o nim wiesz, jak nawet z nim nie walczyłeś i nie widziałeś w akcji. - spytała Noah.
- Byłem tu cały czas. Fajny pokaz daliście. Się uśmiałem. - odparł ironicznie i przygotowywał swoją broń. Noah już szykowała się do ataku, ale nie w Raida, tylko w tego gościa.
Chwile potem ruszył w jego stronę. Leciał do niego na tych swoich zabawkach i po chwili ujrzeliśmy jak uderzył w jego kończyny jakby atakiem przyśpieszonego podziału cząsteczek. W jednej chwili boss runął na ziemię, a potem tym samym atakiem wysadził jego ramiona i kark. Chwile jeszcze się ruszał, a potem się wyłączył. Na dole wszystko się paliło, a on stał na nim jakby nigdy nic i się zaśmiał. Ciekawi mnie co to za psychopata.

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział XXI Raid boss - witamy nowego kolege?; Grand Master - czyli siostra osiąga wyższy poziom; bawimy się w gotyckie lalki; zmiany na rynku? Czemu nie; samodoskonalenie się bohaterów; czas na Halloween; nowe notatki? To zły pomysł; nowy avatar - Ignition Caligo

Nie miałem zbyt wiele do roboty w tym świecie. Chodziłem tu i tam i obserwowałem tutejsze życie. Mieli własną kulturę i obyczaje o których kiedyś pisałem. Nudziłem się, ale podobała mi się jedna rzecz - swoboda. Mogłem robić co chciałem bez żadnych konsekwencji czy opieprzu, bo na obiad się spóźniłem. Co jakiś czas trenowałem kontrolę nad moim Cornwellem. Pomimo tych wszystkich wydarzeń to moja moc się zbytnio nie zmieniła. No, poza tym, że mogę w końcu używać wszystkich umiejętności co kiedyś. Oczywiście cały czas towarzyszyła mi Śnieżynka.

Dni mijały, tygodnie. Z czasem zaczęło coś się łamać wewnątrz mnie. Brakowało tego co mi drogie było - Aisha. Tęskniłem za nią i martwiłem się o nią. Pewnie mnie nienawidzi za to, że ją zostawiłem. Reszta prawdopodobnie czuje to samo. Będę musiał kiedyś się do nich wybrać i zobaczyć co u nich. Ciekawi mnie również, co zamierzają ze mną zrobić. Czynu, którego się dopuściłem raczej nie ujdzie mi na sucho. Rodzina... Wole nie wiedzieć jak zareaguje mój ojciec. Muszę dokładnie wszystko przemyśleć. Jeśli wróciłbym do mojego domu to nic by się nie stało i przyjaciele by mnie jakoś przyjęli (chyba) lub czekają na ten moment by mnie złapać i zabić. Jedyny sposób by na chwilę obecną dowiedzieć się co u nich to wysłanie Wyroczni z listem ode mnie.


Siedziałem przy stole i pisałem owy list. Było już późno. Blat stołu oświetlał świecznik. Podczas pisania ktoś zapukał do drzwi. Śnieżynka poszła otworzyć i krzyknęła, gdy tylko otwarła na oścież drzwi. Spojrzałem tam i zobaczyłem małą siedzącą na ziemi, a przed nią coś. Przyglądając się dalej dostrzegłem, że to małe dziecko, które leży z łapkami wyciągniętymi przed siebie na czaszce. Odłożyłem pióro i podszedłem do brzdąca. Gdy tylko kucnąłem przed nim, lekko się dźwignął i pomachał rączką. Uśmiechnąłem się do niego, a on zaczął skakać na swojej czaszce. Wpuściłem go do środka, a Śnieżynka dalej się przyglądała przybyszowi. Od razu maluch wskoczył na fotel i zasnął. Podeszliśmy do niego i zastanawialiśmy się kim on jest.
Wróciłem do pisania listu i gdy skończyłem wręczyłem go Wyroczni, a ta od razu udała się do mojego świata. Ja natomiast udałem się do swojego łóżka.

Następnego ranka, nasz nowy gość gonił po całym pokoju i bawił się razem z Śnieżynką. Przynajmniej się dogadują. Gdy doprowadziłem się do ładu i składu, zjedliśmy śniadanie, a potem poszliśmy poszukać informacji o naszym nowym przyjacielu. Długo szukać nie musieliśmy. Avalac na jego widok o mało co nie wpadł w panikę. Powiedział nam, że do dziecko Żniwiarza i lepiej żebyśmy szybko je oddali. Tak, oddali. Ciekawie niby jak. Mały jednak dawał nam do zrozumienia, że nie chciał wracać. Dorwał się do jakiegoś kamienia i zaczął rysować coś na ziemi. Z rysunku było widać, że jego rodzice go tu przysłali by się tu wychował. Gdy starał się nam wszystko wyjaśnić - gestami - na sam koniec się rozpłakał i zaczął przecierać łapkami twarz. Śnieżynka od razu się w nim zakochała, bo startnęła do niego i przytuliła go mocno do siebie. Czyli to mnie ten brzdąc wybrał bym go wychował? Rany...


Dni mijały, a ja wychowywałem Nighta (Nightmare go nazwałem). Wszystko nawet fajnie się połączyło. Zarówno Śnieżynka jak i Night mogli się doskonalić, a ja w spokoju trenować swoje techniki jak i style walki. W końcu mały podrósł i już sam umiał chodzić. Chyba go nie opisywałem jeszcze. Ma białe, krótkie włosy i czarne ubranie - płaszczyk, spodnie, rękawiczki i buciki. Gdy podrósł, obok jego głowy latały dwie małe czaszki, na plecach miał kosę, a na sobie płaszczyk z kapturkiem. Reszta pozostała bez zmian. Podobnie jak z Śnieżynką, kurdupel umiał mówić. Dodatkowo wykształcił u siebie wysoką kulturę osobistą. Pierwszego dnia po jego ewolucji, przywitał mnie ładnie, kłaniając się i pytając o zdrowie. Wtedy mogłem z nim porozmawiać o tym wszystkim. Usiadł grzecznie na kołdrze i zaczął opowiadać to, co wcześniej narysował. Z jednej strony się cieszę, że umie mówić z drugiej... Znowu będą mi dwa maluchy ryczeć. Śnieżynka polubiła go jeszcze bardziej, gdy dowiedziała się o jego zdolnościach do mówienia.

Poszedłem z nimi na spacer i przy okazji oddałem moją zbroję kowalowi. Przez to wszystko się strasznie zniszczyła i potrzebuje nowego sprzętu. Wieczorem wróciliśmy do zamku i przez kolejne dni trenowałem z Nightem. Koniec końców wyrósł i to sporo. Był na wysokości pasa, kapturek teraz miał na głowie i w sumie tyle. Można powiedzieć, że nie nudziłem się przez te tygodnie.
Przechadzając się z nimi po uliczkach poczuliśmy nagłe wstrząsy. Nikt nie wiedział co się działo do czasu, gdy na niebie pojawiły się drzwi wymiarowe. Z nich wyszło ogromne łapsko jakiegoś potwora. Chwile potem mogliśmy zobaczyć jego twarz. Wyglądał jak robot albo sam nie wiem. Szykował się do ataku, gdy nagle drzwi wymiarowe się zatrzasnęły i palce bestii z hukiem padły na ziemię. Od razu wezwano odpowiednich ludzi do tej roboty. Sam z towarzyszami podszedłem bliżej.
- Zaburzenia czasoprzestrzeni. Osoba, która sprawuje nad nią kontrolę ma problem i to poważny - odparł Night zakładając ręce.
- Co masz na myśli? - zapytała Wyrocznia.
- Do naszego wymiaru dostała się bestia, która nie ma dobrych zamiarów względem nas. Za niedługo zaatakuje ponownie, tylko wtedy trzeba będzie go pokonać.
- Pokonać? Widziałeś rozmiar jego łba? To niemożliwe.
- To w takim razie to koniec ludzkości.

sobota, 7 grudnia 2013

Wpis3 Oczami Chunga

Porozmawiałem z Lenartem odnośnie tych wszystkich zmian. Przy okazji dał mi dokument jak to wszystko ma przebiegać oraz wyczytałem różnice pomiędzy obecnymi setami, a nowymi. Nowe efekty nie są złe, ale jednak wole mój obecny komplet Mk-2. Będę musiał przemyśleć, czy warto zmieniać na nowy model. Podziękowałem kowalowi i wróciłem do Sander.
Nawijaliśmy ciągle jak najęci o nowych uzbrojeniach i wzajemnie dzieliliśmy się spostrzeżeniami. Koniec końców trzeba będzie coś z tym zrobić. Dodatkowo ma zostać dodany nowy set z Hamel. To mnie zaciekawiło. Nigdy nie sądziłem, że Hamel przyczyni się do produkcji takich setów no ale.

Po półtorej tygodnia zadecydowałem o zmianie mojego Mk-2 na nowy. Zrobiłem to tylko dlatego, że nowa broń ma więcej obrażeń. Oddałem zbroje do Lenarta. Kazał mi poczekać kilka godzin, aż ukończy. Nie śpieszyło mi się zbytnio, bo wszystkie dzienne misję miałem zaliczone. Jako że miałem dużo wolnego czasu postanowiłem odwiedzić Ekko.
Jak zwykle eksperymentowała nad czymś. Wspólnie spędziliśmy czas przy herbacie i ciastkach. Rozmawialiśmy o moich podróżach i jej przygodach z alchemią. Tak dobrze się rozmawiało z przyjaciółką, że nawet nie zorientowałem się jak już dochodziła ósma wieczorem. Pożegnałem się z Ekko i wróciłem do Lenarta po zbroję. Podziękowałem mu i dzięki biletowi Aranki znalazłem się w Sander. Gdy tylko zamknąłem się w czterech ścianach zacząłem bacznie analizować moją nową zbroję.

Kilka dni później dowiedziałem się o nowym sekrecie Hamel oraz nowej zbroi. Sekret odbywał się w Świątyni Wyzwań. Zbroja Hamelowska była zrobiona pod regenerację many. Trzeba przyznać, że się postarali. W tym samym czasie odbywały się zabawy związane z świętem Nocnego Królika. W centrum miasta chodziły króliki i bawiły się z dziećmi oraz przygotowywali różne konkursy. Jako że obchodzenie tego święta jest przeznaczone dla dzieci, postanowiłem sobie odpuścić i wolny czas przeznaczyłem na przygotowywaniu amunicji do mojego Niszczyciela.

Gdy tylko święto Nocnego Królika się skończyło, na rynek zostały wypuszczone komplety ubrania Noira. Można śmiało powiedzieć, że ten avatar na każdym świetnie leżał i wydawałoby się, że należy do jakiejś mafii. Oczywiście, mi się te ubranie bardzo spodobało i je kupiłem. Biała koszula, czarny garnitur, spodnie i buty. Doskonale pasował do akcesorium Upadlaka. Właśnie, jeszcze muszę skrzydła na buty kupić.
Z okazji nowego kompletu avatara przygotowano konkurs na najlepszą odegraną scenę w tym komplecie. Od nas każdy miał i Rena wymyśliła genialny scenariusz. Szantaż, porwanie, odnalezienie sprawcy, kara i happy end. Wszystko by poszło po jej myśli gdyby nie fakt, że brakuje nam jednej osoby. W takich właśnie chwilach przychodzi przejściowa smutna atmosfera. Elsword, co się z tobą dzieje? Jak długo jeszcze karzesz nam czekać na siebie? Już mieliśmy się rozejść, gdy dostrzegłem na ulicy Amhila. Poprosiłem go o pomoc. Na szczęście się zgodził i odegraliśmy nasz zaplanowany scenariusz. Udało nam się zająć drugie miejsce i wróciliśmy do swoich obowiązków.

Kilka tygodni później doszły do nas słuchy o zmianie Henira. Wszystko fajnie pomijając fakt, że Glave ma nierówno pod sufitem i Stworzyciel jeden wie co wymyśli. Zmianom również uległy zbroje Henirowskie. Poszedłem do niego i w losowej grupie sprawdzaliśmy, co to Glave wymyślił ciekawego. Można był to przewidzieć - nowy etap z przeciwnikami z Sander. Jest Waldo albo Kelaino, następnie Trok, Karu, Karis i true Karis. Teraz Henir jest ciekawym wyzwaniem, ale dla wojowników z wyższej półki nie stanowi żadnego problemu.
Wyzwanie Glave było oblegane do późnej godziny. Ja w tym czasie trenowałem z Mobim i Hamelingiem. Jednak, gdy w nocy wracałem do zamku, usłyszałem dziwne odgłosy z strony miejsca, gdzie Glave wpuszcza nas do czasoprzestrzeni. Poszedłem tam i to co zobaczyłem wywarło na mnie szok. Jakaś dziwna szczelina pojawiła się w czasoprzestrzeni i Glave walczył z kimś. Początkowo chciałem mu pomóc, ale on zorientował się, że tu jestem i powiedział żebym trzymał się z dala, bo wpadnę w pułapkę czasoprzestrzeni. Wolałem nie ryzykować i przyglądałem się temu wszystkiemu. Dostrzegłem w dziurze wielką kreaturę. Nie wiedziałem co to jest, ale nie chciałbym z tym walczyć i jestem pewien, że to wszystko jest jakoś powiązane. Po chwili dziura się zamknęła, czasoprzestrzeń ustabilizowała, a Glave klęczał na ziemi. Podszedłem do niego i zapytałem, czy wszystko w porządku. Odepchnął mine i powiedział, że nim nie trzeba się martwić, bo jest nieśmiertelny. Zapytałem go, jak to możliwe. Opowiedział mi trochę o tym jak stał się strażnikiem wymiarów i wrócił do siebie, a ja z mieszanymi uczuciami i wieloma pytaniami udałem się do pałacu.
Nie wspominałem o tym nikomu. Wątpię by sam Glave chciał by to wyszło na jaw, ale jedno jest pewne. Coś niedobrego dzieje się z czasoprzestrzenią.

niedziela, 1 grudnia 2013

Wpis2 Oczami Chunga

Siedzieliśmy w pokoju gościnnym. Panowała niezręczna cisza. Byliśmy w trudnej sytuacji. Zapewne każdy z nas nie wiedział co o tym myśleć. Samemu trudno mi było pogodzić się z faktem, iż mój przyjaciel stał się demonem i skrywał wcześniej swój sekret. Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że zostanie naszym wrogiem. To jest absurdalne. W głębi serca wierzę, że nie zrobił tego bezpodstawnie.

Następnego dnia zająłem się dziennymi misjami i gdy je skończyłem, napisałem list do ojca. Poprosiłem w nim by zapłacił za Hamelinga. Jak już papa jest to niech na syna wydaje. Odnośnie mojego smoka, to wcale nie jest taki zły jak o nim mówili. Jest spokojny i gdy trzeba to walczy pełnią sił. Jego ataki polegają na tworzeniu mrocznych kul. Zastanawiam się czemu takiego sobie wybrałem. Przecież bardziej pasuje do Elsworda z charakteru. Dark Hameling nie jest też jakiś potężny jak lodowy, ale mi taki odpowiada. Gdy szedłem do Vapor zauważyłem oddziały wojsk Sander, które kierowały się na zachód. Zapytałem alchemiczki czy wie coś o tym. Wymieszała coś w probówce i rzuciła, że nas przyjaciel przyszedł do miasta. Od razu jak żywy, biegiem udałem się w tamtą stronę. Dostrzegłem, iż wojska już wracały i zapytałem ich co się stało. Nie mogłem wyparzyć gdzie jest Elsword, bo by się zorientowali co się stało i mogłoby potem się to bardzo na nim i nas odbić. Odparli, że ta osoba uciekła, a dziewczyny wróciły do pałacu. Pewnie chodziło im o dziewczyny z grupy, więc skierowałem się do budynku.

Siedziały na dziedzińcu - Ara, Elesis i Aisha. Podszedłem do nich bliżej. Zapytałem je o Elsworda. Jego siostra odparła, że przyszedł po swoje rzeczy, bo sprawdziła już jego pokój. Dodała, że nawet je zaatakował podczas ucieczki. Wtedy Ara dorzuciła, że się od nas odwrócił i woli kroczyć mroczną drogą, a Aisha nie mówiła nic. Była w takim szoku i desperacji, że martwiłem się o nią. Podczas dalszej rozmowy Elesis i Ara zaczęły się kłócić odnośnie postępowań Elsworda i wtedy Aisha się odezwała, że potrzebuje trochę czasu by przywyknąć do obecnej sytuacji. Wtedy dziewczyny zamilkły i trochę przyznały czarodziejce racji. Ciekawi mnie, kiedy będzie dane mi go ponownie spotkać.


Wczorajszego wieczoru jak i dzisiejszego ranka trwały przygotowania do kolejnego koncertu Crayon Pop. Ich nowy hit znowu obiegł cały kontynent i praktycznie wszędzie puszczali nutkę Bar Bar Bar.. Dodatkowo został stworzony specjalnie do tego songu avatar. Przechodząc przez miasto szło spotkać ludzi którzy w tym avku tańczyli. Takiej mani dawno nie było.

Rozmyślając o tym wszystkim myślę, że dobrze jeśli tylko zaufani wiedzą o sytuacji w naszej grupie. Będę też musiał o tym pomówić z moim ojcem, ale bardziej martwi mnie reakcja papy Elsworda. Elesis pewnie nie ma łatwo. Musi porozmawiać z nim o tym i co najgorsze, pogodzić się z decyzją jaką podejmie jej tata. Ogólnie sami o tym nie rozmawialiśmy, bo jakoś to nie jest dobry temat do rozmów i każdy starał się robić to co zwykle.
Po zakończonych misjach wróciłem do pałacu i zapytałem się Reny, czy widziała gdzieś Aishę. Odpowiedziała, że jest w swoim pokoju. Udałem się do niej i zapukałem do drzwi. Gdy pozwoliła mi wejść otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Siedziała na parapecie.
- Ciekawi mnie co u niego - powiedziała i podszedłem bliżej niej - jak myślisz Chung, brakuje mu nas?
- Pewnie tak. Dobrze wiesz ile dla niego znaczą przyjaciele i ty sama.
- Tak myślisz?
- Daj mu trochę czasu. Pewnego dnia wróci do nas.
Zostawiłem ją samą, bo dalsza dyskusja nie jest dobrym pomysłem. Udałem się do mojego rodzinnego miasta.
W domu spotkałem ojca i zapytałem, czy otrzymał mój list. Odparł, że tak i zapłacił za wierzchowca. Podziękowałem mu i zapytałem, czy ma czas porozmawiać. Zgodził się i od razu wtajemniczyłem go w wydarzenie, które miało miejsce w Sercu Behemota. Podobnie jak my nie wiedział co zrobić. Sam nie mógł przyjąć tego do wiadomości i martwi się jak zareaguje jego ojciec. Zapytałem potem, czy byłby to problem gdyby miał z nami żyć dalej. Nie wiedział jak mi odpowiedzieć i oznajmił, że zwoła głowy wszystkich miast kontynentu i zaznajomi ich z sytuacją oraz podejmą decyzje w sprawie wojownika. Podziękowałem mu za chęć pomocy i wróciłem do Sander.
W pałacu Rena oznajmiła, że idziemy na koncert Crayon Pop. Wszyscy się zgodzili i poszliśmy zapomnieć o problemach.

Kilka dni później odbył się turniej plażowy. Oczywiście za namową Ary i Reny zgodziliśmy się wziąć w tym udział. Podzieliliśmy się na grupy i poszliśmy grać w siatkę plażową. Takiego upału dawno nie było tak samo jak i zabawy. Wszyscy dobrze się bawili, nawet na twarzy Aishy można było dostrzec szczery uśmiech i radość.

Z każdym kolejnym dniem zapominaliśmy o tym wszystkim, aż do dziś. Dzisiejszej nocy wyczułem duże skupisko mrocznej energii. Wygrzebałem się z łóżka i skierowałem do źródła energii. Nie tylko mnie to obudziło, ale i cała resztę. Mrok dobiegał z pokoju Elsworda. Elesis lekko uchyliła drzwi. Wejrzeliśmy do środka i na stoliku siedziała Śnieżynka. Weszliśmy do pokoju, a ona powitała nas machając łapką. Aisha zapytała się jej co tu robi. Podeszła do nas i czarodziejce wręczyła dwa listy. Jeden był zaadresowany do niej, a drugi do reszty. Zeki otwarła swój list, a drugi wręczyła Renie. Gdy tylko elfka go otwarła zaczęła na głos czytać jego treść:
Drodzy przyjaciele, zapewne jesteście na mnie wściekli i z chęcią byście mnie zabili za to co zrobiłem. Przepraszam, że was skrzywdziłem. Gdy tylko odnajdę się w tym bagnie przyjdę was osobiście przeprosić. Jeśli byłyby jakieś problemy to nie wahajcie się poprosić mnie o pomoc.
Na tym list się skończył. W oczach Aishy pojawiły się łzy i zaczęła płakać. Wole nie wiedzieć czego ona się dowiedziała w tym liście. Śnieżynka podeszła do zapłakanej dziewczyny i dała jej pierścień. Poprosiła by go założyła i wyjaśniła na czym polega jego moc. Dzięki tej rzeczy będziemy mogli skontaktować się z Elswordem, jednak mała szybko dodała by go nie nadużywać i wykorzystywać do błahostek. Po tych słowach otworzyła z powrotem wrota do swojego świata.
- Powiedz mi, jak on się czuje? - zapytała Elesis.
- Fizycznie dobrze, psychicznie nie jestem w stanie stwierdzić. Nie, nie odbiło mu czy coś, ale widać, że go to wszystko męczy i sprawia ból. Tęskni za swoim rodzimym domem.
Po tych słowach znikła w wrotach. Przynajmniej wiemy, że jemu też nie jest łatwo.

Tego dnia zarządzono zmiany w uzbrojeniach. Osobiście byłem zdenerwowany tym wszystkim. Nagle się im przywidziało by zmieniać koniecznie uzbrojenie. Szkoda mi było mojego działa. Zwoje plus dziewięć nie chodzą po drodze. Aż się boje ile kasy mi pójdzie na to. Jako że posiadałem uzbrojenie Mk-2 musiałem iść pogadać z kowalem, który mi zrobił ten set, czyli do Lenarta. Udałem się w podróż do Elder.