niedziela, 29 grudnia 2013

Wpis2

Nie podobała mi się wizja końca ludzkości. Zmobilizowałem swoich ludzi by trochę obeznali się w tym temacie. Późnym wieczorem dostałem informacje odnośnie tego czegoś. Jakiś czas temu próbował się wyrwać z czasoprzestrzeni. Podczas walki w swoim wymiarze niefortunnie dostał się do naszego i jak każdy chce wrócić do siebie. Zdaniem Glave jest trzymać wszystkie istoty w czasoprzestrzeni, by nie doszło do opanowania świata przez stwory. Raid boss - tak go nazwali - próbując się wydostać, trafił właśnie na naszego zamaskowanego pana przestrzeni, który nie pozwolił mu wyjść i chce go uwięzić, a potem wymyślić sposób jak go odesłać. Wszystko fajnie brzmi tylko nasz wielki przyjaciel jest rozwścieczony i jak tak dalej pójdzie to zniszczy drzwi przestrzeni, a wtedy wole nie wiedzieć co się stanie. Postanowiłem udać się do niego i go uspokoić. Nikomu ten pomysł się nie spodobał. Nic dziwnego, być może nie wrócę stamtąd. Osobiście sam boje się starcia z nim, ale czego się nie zrobi dla ludzkości.
Śnieżynka starała się mnie przekonać bym został, jednak nie tym razem. Zapytałem czy idzie ze mną. Nie wiedziała co odpowiedzieć, więc nie marnując czasu, wraz z Nightem udaliśmy się do portalu. Na wszelki wypadek zabrałem ze sobą jeszcze Hamelinga. Gdy mieliśmy przechodzić już do świata ludzi, Wyrocznia krzyczała za nami bym poczekał na nią. Jak już nas dogoniła przeliśmy przez portal i znaleźliśmy się tuż przed Glave.
- Akurat ciebie się tu nie spodziewałem, Elsword. - odparł spokojnie i się zaśmiał na koniec.
- Masz problemy Glave. Wiem o tym całym Raidzie.
- A jest coś czego nie wiesz? Nieważne. Poczekajmy na twoich przyjaciół. Sam nie dasz sobie z nim rady.
- Już ich powiadomiłeś?
- Oczywiście. To będzie dla was dobry test.
Test? Wiedziałem, że ma nierówno pod sufitem, ale nie aż tak. Kilkanaście minut później zjawili się wszyscy - Elesis, Ara, Raven, Chung, Aisha i Rena. Na mój widok doznali szoku. Nic dziwnego, przecież ostatni raz widzieliśmy się miesiąc temu. Oszczędziliśmy sobie zbędnych przywitań, wyjaśnień i innych. Ważniejsza rzecz jest teraz do zrobienia.
- Skoro wszyscy są to zapraszam do drzwi.
- Hola, hola Glave. Nie zapomniałeś o kimś? - Znajomy głos rozległ się z drugiej uliczki. Wnet potem ujrzeliśmy Noah, Penentia, Edana i Valaka. Ich się tu nie spodziewałem. Czyżby sprawa Raida była aż tak poważna?
- Pozwolisz Glave, że się przyłączymy. - odparł Penentio. Pan zamaskowany się tylko zaśmiał i otworzył drzwi do pomieszczenia wymiarowego, w którym znajdowało się to coś.

Ledwo weszliśmy i już w naszą stronę skierował swoje duże łapsko. Odskoczyliśmy i się rozproszyliśmy. On jest ogromny. Jak z tym czymś mamy walczyć? Stanął przed nami i ryknął na cały głos. Nie czekając dłużej ruszyliśmy na niego. Każdy z nas atakował co było w zasięgu broni. Niestety, nasze żałosne ataki nie robiły na nim wielkiego wrażenia. Wskoczyłem na Hamelinga i z góry zaatakowałem go lodowym gradem. Chociaż odrobinę go to zabolało, bo zaczął nas gonić po niebie. Zaraz do mnie przyłączyli się inni, którzy posiadali smoki i atakowaliśmy naprzemiennie. Udało nam się go przewrócić i wtedy Chunga odpalił swojego Hypera oraz AS'a. Odsunęliśmy się na bezpieczną odległość i przyglądaliśmy się potworowi. Po kilku chwilach wstał i zaatakował nas swoimi łapskami. Czyżby nasz wspólny atak nie wypalił? Gdy uniknęliśmy tego to wzbił się w powietrze i wystrzelił kilkanaście rakiet. Chung od razu zorientował się, że są samonaprowadzające i eksplodują po jakimś czasie. Rozbiegliśmy się i staraliśmy się je uniknąć. Jakoś wyszło, tylko Rena i Elesis doznały lekkich obrażeń. Potem leciał w naszą stronę i laserami przecinał podłoże. Tego nie dało się uniknąć inaczej poza usadowieniem się na innej platformie. Ja wziąłem Rene, a Chung Elesis i skierowaliśmy na bezpieczne miejsce do walki z nim.
- Nie uda się nam go pokonać! - wrzasnęła Noah i podbiegła do nas.
- Z takim nastawieniem się nie dziwię - odrzekł Penentio.
- Jak mamy walczyć z kimś, znaczy czymś jeśli nie znamy jego słabości!?
- To trzeba się dowiedzieć. - rzuciłem i na Hamelingu ruszyłem na niego.
- Elsword! Wracaj tu!
W oddali słyszałem głos Wyroczni. Skoro mamy się czegoś dowiedzieć to trzeba zaryzykować. Night był ze mną i szykowaliśmy się do ataku. Raid leciał na nas, a my na niego. Gdy miało dojść do starcia skoczyłem z Hamelinga na jego łeb. Ledwo udało mi się odzyskać równowagę na nim, ale się udało. Robot zorientował się, że coś jest nie tak i się zatrzymał. Próbował łapami mnie zdjąć z siebie, jednak ja się tak łatwo nie dam. Wbiłem w jego kark miecz i aktywowałem Hypera. Następne zeskoczyłem w dół prosto na smoka. Odlecieliśmy trochę dalej i patrzałem na to co się działo. Niby mój atak go poranił, ale to za mało. Co prawda doznał większych obrażeń w porównaniu do wcześniejszych ataków. Jak można być tak wytrzymałym? Nawet nie zorientowałem się kiedy uderzył we mnie swoją ręką. Z hukiem uderzyliśmy w ziemię. Próbowałem się dźwignąć jednak nie mogłem. Byłem zbyt zdezorientowany tym atakiem. Nie wiedziałem zbytnio co się działo potem. Film mi się uciął i zaczął ponownie na tym jak wszyscy byli poważnie poranieni i ledwo stali na nogach. Z wierzchowcami było podobnie. Nasi mali towarzysze starali się zregenerować nasze siły, ale to było za mało. Raid mierzył w nas swoim atakiem laserowym, skupionym w jednym miejscu. Więc to tak zakończy się nasz żywot? Wiązka lasera została wystrzelona i światło z niej padające nas oślepiło. Gdy z powrotem otworzyliśmy oczy przed nami stał ktoś. Nie wiedziałem kto to, pierwszy raz na oczy go widziałem.
- Takie problemy macie z taką żałosną puszką złomu? - odparł i się zaśmiał.
- Kim ty do licha jesteś? - zapytał poddenerwowany Penentio.
- Ja? - odwrócił się do nas i mogliśmy zobaczyć jego twarz - zwykłym naukowcem. - Po tych słowach druga wiązka lasera została wystrzelona, a on wyciągnął tylko rękę i jego lasery zostały odbite i podzieliły się na mniejsze, niszcząc krajobraz za nami. - Raid boss - podobny do nazoida wersji 00006 przeznaczony do zadań militarnych. Jego siła skupia się na absorbowaniu energii w pobliżu i przekształcaniu jej w swoje paliwo. Wyposażony w samonaprowadzające rakiety i skrzydła by móc szybko wyeliminować swój cel. Opancerzony ze wszystkich stron i nałożona dodatkowa tarcza magiczna. Wydaje się nie do pokonania jeśli patrzymy na to wszystko pod tym kątem. Jednak spójrzmy pod innym. Jego ręce, szyja i nogi nie są osłonięte. Jeden silniejszy atak w te kończyny i nazoid pozostaje bezbronny, dlaczego? Leżąc na ziemi nie może odpalić laserów, bo sam się wysadzi, a jakakolwiek przemiana energii w takim stanie doprowadzi do samozniszczenia. Wiedząc to wszystko można szybko się z tą puszką uporać.
- Czekaj, czekaj. Skąd ty... - Rena nie wiedziała co powiedzieć i była w szoku podobnie inni. Skąd on to wszystko wie.
- Skąd ty wszystko o nim wiesz, jak nawet z nim nie walczyłeś i nie widziałeś w akcji. - spytała Noah.
- Byłem tu cały czas. Fajny pokaz daliście. Się uśmiałem. - odparł ironicznie i przygotowywał swoją broń. Noah już szykowała się do ataku, ale nie w Raida, tylko w tego gościa.
Chwile potem ruszył w jego stronę. Leciał do niego na tych swoich zabawkach i po chwili ujrzeliśmy jak uderzył w jego kończyny jakby atakiem przyśpieszonego podziału cząsteczek. W jednej chwili boss runął na ziemię, a potem tym samym atakiem wysadził jego ramiona i kark. Chwile jeszcze się ruszał, a potem się wyłączył. Na dole wszystko się paliło, a on stał na nim jakby nigdy nic i się zaśmiał. Ciekawi mnie co to za psychopata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz