Minęło trochę czasu od tamtego dnia. Ogólnie dobrze się dogadywaliśmy
pomimo wszystkich wydarzeń. Z braku większych misji i zagrożeń
zaczęliśmy się nudzić. Podczas obiadu Ara wpadła na pomysł zrobienia
jakiś zawodów. Początkowo nie byliśmy zdecydowani odnośnie tej
propozycji, ale zgodziliśmy się. Zaczęliśmy główkować, jakie zawody
sobie zorganizować. Wpadłem na pomysł by wybrać się do Glave i zaliczyć
wyzwanie. Po krótkich konsultacjach uzgodniliśmy się zawody będą
polegać, kto uzyska najlepszy czas w wyzwaniu Henira. Po dokładnym
omówieniu zasad ustaliliśmy, iż zawody rozpoczną się jutro.
Każdy z nas udał się potrenować trochę. Mam nadzieję, że nie będę
ostatni. Po treningu skierowałem się do miasta. Spacerowałem razem z
Nightem bez konkretnego celu. Ciekawiło mnie, co słychać u Avalac'a i
reszty. Oby wszystko dobrze się tam układało. Z czasem spotkałem Elesis,
która rozmawiała z Emirate. Nie miałem ochoty na pogawędki i to w
towarzystwie siostry. Wróciłem do pałacu.
Podczas kolacji dyskutowaliśmy o jutrzejszym wyzwaniu. Najpierw solo, a
potem chcieliśmy w grupach. Tylko z tym będzie problem. Nie ma Reny, bo
na treningu swoim, Lorien pomaga ojcu, a Add... chwila, chwila. Czemu o
nim pomyśleliśmy? Przecież nie jest częścią grupy. Nie ważne. Było nas
pięciu. Brakuje trzech osób. Jedyny sposób na uzupełnienie grupy jest
poszukanie chętnych. Najlepiej znajomych albo gildia. Zresztą mogę
spytać Loriena, czy by znalazł czas i wtedy by brakowało dwóch. Załóżmy,
że Kakazu i Kurai by poszli. Spytałem Aishy, czy mogłaby ich jutro
zapytać. Zgodziła się i po rozmowie każdy wrócił do swojego pokoju.
Zanim przekroczyłem próg swojego terytorium, Zekira życzyła mi
powodzenia i oznajmiła, że nie da się tak łatwo pokonać. Nie wątpiłem w
to i życzyłem jej miłej nocy.
Nadszedł dzień wyzwania. Stawiliśmy się punkt jedenasta obok Glave.
Jeszcze raz przypomnieliśmy zasady i poprosiliśmy Glave by miał oko na
nasze zmagania. Tak dla bezpieczeństwa. Zaśmiał się jak zwykle i wpuścił
nas do czasoprzestrzeni.
Początkowe bossy są banalne. Night sam z łatwością je pokonywał. Większe
wyzwanie zaczęło się od przeciwników z Hamel. Trochę kłopotliwe były
węgorze i Victor. Jedna wielka kupa mięsa. Magmante już się szybciej
pokonało. Następnie Ran, który szybko się złożył i czas na Sander. Czas
dwanaście minut. Nie ma źle. Najpierw trafił się Valdo, którego łatwo
się zabiło. Następnie Trock, Karu i Karis. Z Karis jak zwykle miałem
problemy. Glave mógłby coś z nią zrobić, bo irytujące są jej ciągłe
ataki. Ostatnia prawdziwa forma Karis. Tu szybko nawet poszło, ale o
mało co się nie zginęłem. Dobrze, że Night nauczył się w porę aktywować
umiejętności leczenia. Ostatecznie wyzwanie zakończyłem na dwudziestu
trzech minutach. Gdy wyszedłem z czasoprzestrzeni pozostali już czekali.
Nie gadajcie mi, że szybciej to zaliczyli? Glave podał nam nasze czasy.
Pierwsza była Zekira? No chyba se kpi, że mnie pobiła? Masakra. Drugie
miejsce miał Raven. Jedną minutę dłużej robił od czarodziejki. Następne
ja, Ara i Elesis, które zakończyły w tym samym czasie. Najbardziej
zaskoczył mnie fakt, że Aisha jest pierwsza. No bez przesady... Podczas
prawdziwych walk to za wiele nie robi. Podeszła do mnie uradowana i
odparła, że z nią się nie zadziera. Zapytałem ją czy nie leciała na
jakimś dodatkowych eliksirze. Zirytowana spojrzała na mnie i uderzyła
różdżką w ramię. Odpowiedziała, że nie potrzebuje tanich eliksirów.
Jakiś czas później zjawili się Kakazu i Kurai. Cholera, zapomniałem iść
do Loriena. Niech to szlag. Już chciałem iść, gdy podeszła do nas nasza
Rena. Przywitała nas i zapytała, jak mija nam czas. Byliśmy zaskoczeni
jej obecnością. Elesis zapytała ją, czy weźmie udział w naszych
zawodach. Zapytała dokładniej o co w nich chodzi i gdy tylko siostra jej
wytłumaczyła zasady, zgodziła się. Przy okazji dodała, że to będzie
dobry sposób na sprawdzenie jej nowych umiejętności zdobytych na
treningu oraz po zmianie profesji. Raven zapytał ją, dlaczego zmieniła
profesję. Odparła z serdecznym uśmiechem, że woli supportować nas niż
walczyć z przodu. Dodała, że zmieniła klasę na Grand Archer. To było
miłe zaskoczenie. Ogólnie Grand Archerki są zawodowymi pomocnikami.
Teraz Rena będzie bardziej niebezpieczna jak kiedyś. Nie czekając chwili
dłużej dobraliśmy grupy. Ja, Aisha, Kurai i Ara w jednym, a w drugim
Kakazu, Raven, Rena i Elesis. Do później godziny rywalizowaliśmy. Raz my
byliśmy lepsi, raz oni. Miło i zabawnie spędziło się dzisiejszy dzień.
Późnym wieczorem rozmawiałem z Śnieżynką i Nightem. Wyrocznia była
sprawdzić jak demony sobie radzą. Wszystko jest w porządku i nie
zapowiada się na żadne rewolucje. Mnie ciekawi, co ten cały Add robi
teraz. Ogólnie nie podoba mi się jego osoba. Coś czuje, że jeszcze nie
raz się spotkamy. Trochę mnie to martwi, bo Zekira znormalniała, a przy
nim dziwnie się zachowuje. W sumie miło by było gdyby wróciły tamte
czasy. Eh, kiedy by jej się tu oświadczyć...
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
wtorek, 25 lutego 2014
wtorek, 11 lutego 2014
Wpis6 Oczami Add'a
Ogólnie rynkiem się nie interesuję. Z tego co wiem to na sprzedaż są nowe komplety Evil Tracer'a. Kupno tego ciuchu to nie problem, jednak zastanawiam się czy warto.
Teraz miałem czas by powrócić do poprzednich badań. Pamiętam, że miecz dla Elsworda miałem skończyć.
Wieczorem ukończyłem broń i postanowiłem go osobiście dostarczyć. Wole uniknąć dziwnych zniknięć i innych nieprzyjemnych sytuacji. Poprosiłem Vanesse o adres tej ekipy. Podała mi go i musiała dorzucić swoje dwa grosze w stylu: powinieneś do nich dołączyć, przyjaciele są potrzebni i inne pierdoły. Wszystkich, których spotykam ciągle o tym nadają. Nie wiem co oni w tym widzą. Coś czuję, że gdybym miał normalne dzieciństwo to bym zrozumiał, jak i wiele innych emocji, które kierują ludźmi.
Udałem się do Sander.
Po drodze rozmyślałem, jak taka zgraja dzieciaków, no teraz dorosłych ludzi się ustawiła. Przecież wszystko kosztuje, a bachory kasy z sufitu nie wzięły. Jednak jak spojrzeć na to z drugiej strony, czyli z jakich rodzin pochodzą to odpowiedź przychodzi sama. Aż dziw, że dzieciaki z takich rodzin się dobrały.
Wszedłem do środka pałacu. Styl azjatycki i przepych gdzie się tylko spojrzy. Skierowałem się na dziedziniec. Tam spotkałem Arę, która na mój widok była zdziwiona. Zapytała, po co przyszedłem. Powiedziałem, że mam sprawę do wojownika i zapytałem, czy może go zawołać. Przyjrzała mi się, a potem przedmiotowi w ręce. Kiwnęła głową i wyszła, a ja usiadłem na oparciu ławki. Spojrzałem w niebo, które było wypełnione gwiazdami i półksiężycem. Zapowiada się spokojna noc. Jakiś czas później przyszedł wojownik i zapytał, o co chodzi. Jak zwykle był ubrany w swój komplet Caligo. Rzuciłem w jego stronę miecz, który zręcznie złapał. Przyglądał się mieczowi, a potem wzrok skierował na mnie. Odparłem, że to zaległe zamówienie. Wykonał kilka ataków mieczem i inne czynności sprawdzające, czy broń się nadaje.
- Nie za ciężki i nie za szeroki. Ostrze dobrze wykonane tak samo jak rękojeść.
- Jest na wzór tego od Glave, więc nie spodziewaj się nie wiadomo czego.
- Jest dobrze. Jestem ci wdzięczny za broń. Jakbyś czegoś potrzebował to daj znać. - Machnąłem ręką i skierowałem się do wyjścia. Gdy go mijałem położył dłoń na moim ramieniu. - Jesteś pewny, że nie chcesz do nas dołączyć? Brakuje nam kogoś takiego jak ty. Kogoś, kto posiada siłę przebicia.
- I niby co będę mieć w zamian poza stadem zdziczałych dziewczyn i innych zbędnych obowiązków? Jedyny plus z dołączenia to walka z innymi, jednak ma to też swoje wady, bo każdy za każdego odpowiada.
- Co za problem jest z wzajemnego ponoszenia winy? - spojrzał na mnie, a ja na niego.
- Nie chcesz wiedzieć co ja robię, gdy nie siedzę w laboratorium.
Wróciłem do Belder i od razu dostałem wiadomość od Vanessy. Znowu brudna robota? Hahaha, spokojna noc, co.
Według tego co pisała okularnica to za miastem odbywają się spotkania zbiegłych więźniów. Kilkoro z nich to dość spore okazy. Rabunki, masowe zabójstwa, gwałty i inne. Idąc spokojnie przez ciemne uliczki, wyszedłem poza miasto. Brud i syf, a ja mam po tym łazić. Przeszedłem przez te gnojowisko i skierowałem się do pobliskiego lasku. Kierowałem się w stronę dobiegającego w oddali światła. Gdy byłem u celu, przykucnąłem zza drzewem i obserwowałem, co się tam działo. Dookoła ogniska siedziało siedmiu zbiegłych. Kilku z nich poznałem z gazet, jednak trójka pozostałych była mi obca. Gadali o jakiejś zemście na mieście i planach co zrobią, gdy wykonają swój cel. Nudne to. W sumie chyba już czas.
Wyszedłem zza drzewa i podszedłem do nich. Spojrzeli na mnie i gwałtownie wstali. Dobrali bronie do rąk. Jeden z nich chyba mnie rozpoznał, bo zaczął się wycofywać.
- Ktoś tu mnie rozpoznał. - Uśmiechnąłem się szyderczo do nich i zbudziłem moją broń energią elektryczną. Tamci patrzyli na mnie, a potem na niego pytając, o co chodzi. Ledwo wyjąkał kim jestem i zaczął uciekać. - Dokąd to. Jeszcze nie zacząłem przedstawienia. - Wykorzystałem moje Dynamo by się szybko dostać do niego. Złapałem go za ramię, a drugą wolną ręką uderzyłem i wrócił ponownie do swoich kolegów. Zszedłem z broni i z śmiechem zbliżałem się do nich. - Entliczek, pętliczek, czerwony guziczek... - ich wyraz twarzy był nie do opisania. Ten strach, hahaha. Byłem taki usatysfakcjonowany - na kogo wypadnie na tego... - wskazałem palcem jednego z nich, potem drugiego i kolejnych. Zatrzymałem się na tym co uciekał. - bęc. Przykro mi, ale masz pecha. Hahaha.
Zaraz po aktywacji DP systemu wystrzeliłem w niego Pulse Cannona, który przedziurawił go i teren powoli pokrywał się krwią. Jeden z nich zrobił zamach toporem, który łatwo uniknąłem. Złapałem go za nadgarstek i wyłamałem rękę. Następnie kilka ciosów w brzuch, po twarzy i na koniec Buster. Linia prosta, którą przeleciała moja kula elektryczna była usmarowana krwią i paroma częściami z jego ciała. Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. To było zabawne. Resztę wystraszonych matołów zmiażdżyłem Dooms Day'em. Głupie karaluchy usmarowały drzewa swoją krwią i resztę terenu. Na dodatek kilku z nich wisiało na gałęziach. Kopnąłem w te drzewa i spadli na ziemię. Podszedłem do każdego z nich i sprawdzałem, czy żyją. Głupie pytanie, czy żyją. Oczywiście, że nie hahaha. Nie ma nikogo kto przeżyje taki atak, chyba że wojownik jakiś. Starłem kurz z rękawów i poprawiłem kołnierz koszuli. Czas chyba iść odpocząć. Właśnie, Vanesse trzeba powiadomić. Wysłałem do niej wiadomość i wróciłem do siebie.
Przez kolejne dni wykonywałem podobne roboty, którą wcześniej opisałem. Cóż, za to mi płacą i dają swobodę. Podczas jednej rozmowy z panną okularnicą, doszliśmy do wniosku, że potrzebuję komplet Evil Tracera. Dzięki całości kompletu trudno będzie mnie rozpoznać, a to pomoże podczas walki. Przynajmniej się zabawię nim wykończę moje cele. Kilka dni później zakupiłem całość. Z tego co się dowiedziałem, został zrobiony na wzór jednego z demonów, który atakował Hamel w pierwszej linii. W sumie nie obchodzi mnie to, ważne, że twarz zakryta. Głównie o to chodziło. Teraz jedyne co będą widzieli to ewentualny uśmiech, gdy będę ich zabijać.
Powiedzmy, że wszystko się dobrze układało do dnia, w którym do tego doszło. Nigdy nie miało do tego dojść, jednak czasu cofnąć nie można, chyba że ona sama.
Jak zwykle miałem zadanie pozbyć się niewygodnych ludzi. Udałem się do miejsca ich pobytu i zrobiłem to co zwykle. Nie obyło się bez ubrudzenia krwią i właśnie wtedy, gdy wychodziłem i kierowałem się do siebie, spotkałem dziewczynę. Jak na złość była to ta od Elsworda. Staliśmy tak chwilę i z czasem mnie rozpoznała. Pewnie przez broń, którą nikt inny się nie posługuje. Skierowałem się w boczną uliczkę. Nie mogłem pozwolić by ktokolwiek inny dowiedział się o tym, co robię. Niestety ta wścibska czarodziejka szła za mną.
- Add, czekaj - chwyciła za ramię, a ja gwałtownie ją odtrąciłem i złapałem za kark, uderzając o ścianę.
- Czego za mną leziesz idiotko? Życie ci niemiłe?
- Co ty tam robiłeś? - zapytała i starała się zwolnić uścisk.
- Nie twój interes i wracaj do siebie. - puściłem ja i skierowałem się na główną ulicę. Wyszliśmy razem, a ona znowu zapytała o to samo, co wcześniej. Czy powiedzenie czegoś raz, jest takie trudne do zrozumienia? - Zajmij się swoimi sprawami. Masz nawyk wtykania nosa w nieswoje sprawy?
- Ciekawi mnie, bo jest ubrudzony krwią. Walczyłeś?
- Tss, odwal się ode mnie i nie pytaj o idiotyczne rzeczy.
Chwilę potem dostrzegłem czyjąś obecność za sobą. Odwróciłem się i za mną stał jakiś potwór. Był podobny do modliszki i nie czekając dłużej, potwór zrobił zamach swoimi odnóżami. Odskoczyłem do tyłu i czarodziejka rzuciła, że właśnie tego szukała. Tego? Ona jest głupia czy co by sama z tym walczyć? Przeciwnik znowu zrobił zamach i obydwoje zrobiliśmy unik. Przeszedłem w DP system i bez chwili wahania zaatakowałem go Conquerem. Modliszkę odrzuciło kawałek dalej, jednak walka na tym się nie zakończyła. Wstała i rozwścieczona patrzyła swoimi ślepiami. Ruszyła w moim kierunku i wtedy z boku została zaatakowana przez Aishę. Wytworzyła dużo energii magicznej i stworzyła super nowe. Kolejny raz potwór został odrzucony do tyłu i rozwalił stary dom. Podbiegłem do potwora i z powietrza uderzyłem go Busterem, a następnie Particlem oderwałem jedno z odnóży od ciała. Ryk, jaki wtedy się rozległ był nie do zniesienia. Przez chwilę nieuwagi, nie zorientowałem się, że przeciwnik mnie atakuje. Zrobiła zamach drugą parą odnóży i wbiłem się w ścianę starego budynku. Gdy spadałem ta debilka podleciała i mnie złapała. Użyła swojej magii leczniczej i zapytała, czy wszystko w porządku. Kiwnąłem tylko głową i spojrzałem na to coś. Przydałby się ktoś z mieczem lub jakąkolwiek ostrą bronią. Nasz przeciwnik wstał i powoli kroczył w naszym kierunku. Wtedy, za nim dostrzegłem pręty, które wystawały spod zniszczonych fragmentów domu. Powiedziałem jej by go czymś zajęła, a ja w tym czasie dobiegnę do tamtego miejsca i będzie można się tego czegoś pozbyć. Powiedziałem też, że jak już tam się znajdę ma się usunąć z terenu albo ona też dostanie. Zgodziła się na ten plan. Gdy tylko bestia znalazła się w odpowiedniej odległości, minąłem ją bokiem, a Aisha zaczęła wykorzystywać swoją magię by przykuć jej uwagę. Nie minęło kilkanaście sekund, a już byłem przy ruinach tego budynku. Dzięki polu elektromagnetycznemu udało mi się wyciągnąć spod gruzu pręty i skierowałem je w stronę potwora. Wszystkie wbiły się w jej cielsko i runęła bokiem na ziemię. Podszedłem do nich i spojrzałem najpierw na modliszkę, a potem czarodziejkę. Założyła ręce za siebie i się uśmiechnęła. Westchnąłem tylko i skierowałem się w stronę mojego domu. Aisha podbiegła do mnie i razem szliśmy, dopóki nie wyczułem ruchu tego potwora. Ledwo się odwróciłem, a w naszą stronę spadała jedna z jej odnóży. Odepchnąłem dziewczynę w bok, a sam zostałem wbity do ziemi przez jej atak. Przebiła mi prawą stronę. Mało brakowało, a bym został wbity do ziemi i bym zginął od utraty krwi. Zekira wystraszona podbiegła i zapytała, czy jestem cały. Odparłem jej, że gdybym nie był cały to bym leżał na ziemi martwy, a podpierałem się ręką. Wstałem i z jej pomocą wróciliśmy, ale nie do moich czterech ścian tylko do Vanessy.
Dowódca na nasz widok zamarła. Aishe powiedziała, że jej wszystko wytłumaczy, ale najpierw trzeba zająć się moją raną.
- Najpierw jej wszystko wytłumaczysz, potem zajmiesz się czym innym.
O własnych siłach skierowałem się do osobnego pokoju pani dowódcy i udałem do łazienki. Gdy tylko zdjąłem zbroje i inne akcesoria z siebie, zdałem sobie sprawę, że ta rana nie wygląda aż tak źle, ale cholernie boli. Przemyłem ranę dookoła wodą i zabrałem inne potrzebne środki do zatamowania krwi oraz opatrunku. Już chciałem się zająć swoją raną, gdy przyszła ta zmora. Podbiegła i powiedziała, że się tym zajmie.
- Nawet mnie nie odtykaj kretynko. - odtrąciłem jej rękę, a ona zabiła mnie wzrokiem. Ta jej niewinność mnie dobija. - Rób co chcesz. - Odparłem i spojrzałem w okno. Czarodziejka zajęła się raną, a ja myślałem, jak się jej pozbyć. Przy obecnym stanie i godzinie jej wybryki mogą się źle skończyć, a wolę uniknąć walki z jej wojownikiem. Kilka minut później skończyła i usiadła obok.
- Jak długo masz zamiar tu być?
- Właściwie to jutro wracam. Nie sądziłam, że tak szybko się zajmę misją. Dziękuje za pomoc i przepraszam za kłopoty.
- To zmiataj stąd. Chcę odpocząć. - Chwilę potem złapała za ramię i się przytuliła.
- Nic się nie zmieniłeś za ten czas, Add. - Jej widzimisię nie zna granic.
- Jakie to smutne. Za to ty stałaś się bardziej irytująca jak kiedyś. - Spojrzałem na nią, a ona zirytowana i oburzona patrzała na mnie. - Idź już, bo zrobisz coś głupiego.
- Co masz na myśli?
- Dobrze wiesz co, a teraz idź. Twoje spojrzenie cię zdradza.
- Phi. Egoista - po tych słowach wstała i skierowała się do drzwi. - Właśnie Add, mogę cię o coś spytać? - stała tyłem do mnie, więc aż się boje jej pytania.
- Pytaj.
- Nadal jesteś wolny, prawda?
- I co w związku z tym?
- Nic. Tylko chciałam się upewnić.
Upewnić? Od kiedy to ja jestem jej własnością?
- Nawet o tym nie myśl, bo będą kłopoty. - odwróciła się w moją stronę i życzliwie uśmiechnęła.
- Ja już decyzję podjęłam i jej nie zmienię.
Po tych słowach wyszła. Czemu mam wrażenie, że to źle się skończy?
Teraz miałem czas by powrócić do poprzednich badań. Pamiętam, że miecz dla Elsworda miałem skończyć.
Wieczorem ukończyłem broń i postanowiłem go osobiście dostarczyć. Wole uniknąć dziwnych zniknięć i innych nieprzyjemnych sytuacji. Poprosiłem Vanesse o adres tej ekipy. Podała mi go i musiała dorzucić swoje dwa grosze w stylu: powinieneś do nich dołączyć, przyjaciele są potrzebni i inne pierdoły. Wszystkich, których spotykam ciągle o tym nadają. Nie wiem co oni w tym widzą. Coś czuję, że gdybym miał normalne dzieciństwo to bym zrozumiał, jak i wiele innych emocji, które kierują ludźmi.
Udałem się do Sander.
Po drodze rozmyślałem, jak taka zgraja dzieciaków, no teraz dorosłych ludzi się ustawiła. Przecież wszystko kosztuje, a bachory kasy z sufitu nie wzięły. Jednak jak spojrzeć na to z drugiej strony, czyli z jakich rodzin pochodzą to odpowiedź przychodzi sama. Aż dziw, że dzieciaki z takich rodzin się dobrały.
Wszedłem do środka pałacu. Styl azjatycki i przepych gdzie się tylko spojrzy. Skierowałem się na dziedziniec. Tam spotkałem Arę, która na mój widok była zdziwiona. Zapytała, po co przyszedłem. Powiedziałem, że mam sprawę do wojownika i zapytałem, czy może go zawołać. Przyjrzała mi się, a potem przedmiotowi w ręce. Kiwnęła głową i wyszła, a ja usiadłem na oparciu ławki. Spojrzałem w niebo, które było wypełnione gwiazdami i półksiężycem. Zapowiada się spokojna noc. Jakiś czas później przyszedł wojownik i zapytał, o co chodzi. Jak zwykle był ubrany w swój komplet Caligo. Rzuciłem w jego stronę miecz, który zręcznie złapał. Przyglądał się mieczowi, a potem wzrok skierował na mnie. Odparłem, że to zaległe zamówienie. Wykonał kilka ataków mieczem i inne czynności sprawdzające, czy broń się nadaje.
- Nie za ciężki i nie za szeroki. Ostrze dobrze wykonane tak samo jak rękojeść.
- Jest na wzór tego od Glave, więc nie spodziewaj się nie wiadomo czego.
- Jest dobrze. Jestem ci wdzięczny za broń. Jakbyś czegoś potrzebował to daj znać. - Machnąłem ręką i skierowałem się do wyjścia. Gdy go mijałem położył dłoń na moim ramieniu. - Jesteś pewny, że nie chcesz do nas dołączyć? Brakuje nam kogoś takiego jak ty. Kogoś, kto posiada siłę przebicia.
- I niby co będę mieć w zamian poza stadem zdziczałych dziewczyn i innych zbędnych obowiązków? Jedyny plus z dołączenia to walka z innymi, jednak ma to też swoje wady, bo każdy za każdego odpowiada.
- Co za problem jest z wzajemnego ponoszenia winy? - spojrzał na mnie, a ja na niego.
- Nie chcesz wiedzieć co ja robię, gdy nie siedzę w laboratorium.
Wróciłem do Belder i od razu dostałem wiadomość od Vanessy. Znowu brudna robota? Hahaha, spokojna noc, co.
Według tego co pisała okularnica to za miastem odbywają się spotkania zbiegłych więźniów. Kilkoro z nich to dość spore okazy. Rabunki, masowe zabójstwa, gwałty i inne. Idąc spokojnie przez ciemne uliczki, wyszedłem poza miasto. Brud i syf, a ja mam po tym łazić. Przeszedłem przez te gnojowisko i skierowałem się do pobliskiego lasku. Kierowałem się w stronę dobiegającego w oddali światła. Gdy byłem u celu, przykucnąłem zza drzewem i obserwowałem, co się tam działo. Dookoła ogniska siedziało siedmiu zbiegłych. Kilku z nich poznałem z gazet, jednak trójka pozostałych była mi obca. Gadali o jakiejś zemście na mieście i planach co zrobią, gdy wykonają swój cel. Nudne to. W sumie chyba już czas.
Wyszedłem zza drzewa i podszedłem do nich. Spojrzeli na mnie i gwałtownie wstali. Dobrali bronie do rąk. Jeden z nich chyba mnie rozpoznał, bo zaczął się wycofywać.
- Ktoś tu mnie rozpoznał. - Uśmiechnąłem się szyderczo do nich i zbudziłem moją broń energią elektryczną. Tamci patrzyli na mnie, a potem na niego pytając, o co chodzi. Ledwo wyjąkał kim jestem i zaczął uciekać. - Dokąd to. Jeszcze nie zacząłem przedstawienia. - Wykorzystałem moje Dynamo by się szybko dostać do niego. Złapałem go za ramię, a drugą wolną ręką uderzyłem i wrócił ponownie do swoich kolegów. Zszedłem z broni i z śmiechem zbliżałem się do nich. - Entliczek, pętliczek, czerwony guziczek... - ich wyraz twarzy był nie do opisania. Ten strach, hahaha. Byłem taki usatysfakcjonowany - na kogo wypadnie na tego... - wskazałem palcem jednego z nich, potem drugiego i kolejnych. Zatrzymałem się na tym co uciekał. - bęc. Przykro mi, ale masz pecha. Hahaha.
Zaraz po aktywacji DP systemu wystrzeliłem w niego Pulse Cannona, który przedziurawił go i teren powoli pokrywał się krwią. Jeden z nich zrobił zamach toporem, który łatwo uniknąłem. Złapałem go za nadgarstek i wyłamałem rękę. Następnie kilka ciosów w brzuch, po twarzy i na koniec Buster. Linia prosta, którą przeleciała moja kula elektryczna była usmarowana krwią i paroma częściami z jego ciała. Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. To było zabawne. Resztę wystraszonych matołów zmiażdżyłem Dooms Day'em. Głupie karaluchy usmarowały drzewa swoją krwią i resztę terenu. Na dodatek kilku z nich wisiało na gałęziach. Kopnąłem w te drzewa i spadli na ziemię. Podszedłem do każdego z nich i sprawdzałem, czy żyją. Głupie pytanie, czy żyją. Oczywiście, że nie hahaha. Nie ma nikogo kto przeżyje taki atak, chyba że wojownik jakiś. Starłem kurz z rękawów i poprawiłem kołnierz koszuli. Czas chyba iść odpocząć. Właśnie, Vanesse trzeba powiadomić. Wysłałem do niej wiadomość i wróciłem do siebie.
Przez kolejne dni wykonywałem podobne roboty, którą wcześniej opisałem. Cóż, za to mi płacą i dają swobodę. Podczas jednej rozmowy z panną okularnicą, doszliśmy do wniosku, że potrzebuję komplet Evil Tracera. Dzięki całości kompletu trudno będzie mnie rozpoznać, a to pomoże podczas walki. Przynajmniej się zabawię nim wykończę moje cele. Kilka dni później zakupiłem całość. Z tego co się dowiedziałem, został zrobiony na wzór jednego z demonów, który atakował Hamel w pierwszej linii. W sumie nie obchodzi mnie to, ważne, że twarz zakryta. Głównie o to chodziło. Teraz jedyne co będą widzieli to ewentualny uśmiech, gdy będę ich zabijać.
Powiedzmy, że wszystko się dobrze układało do dnia, w którym do tego doszło. Nigdy nie miało do tego dojść, jednak czasu cofnąć nie można, chyba że ona sama.
Jak zwykle miałem zadanie pozbyć się niewygodnych ludzi. Udałem się do miejsca ich pobytu i zrobiłem to co zwykle. Nie obyło się bez ubrudzenia krwią i właśnie wtedy, gdy wychodziłem i kierowałem się do siebie, spotkałem dziewczynę. Jak na złość była to ta od Elsworda. Staliśmy tak chwilę i z czasem mnie rozpoznała. Pewnie przez broń, którą nikt inny się nie posługuje. Skierowałem się w boczną uliczkę. Nie mogłem pozwolić by ktokolwiek inny dowiedział się o tym, co robię. Niestety ta wścibska czarodziejka szła za mną.
- Add, czekaj - chwyciła za ramię, a ja gwałtownie ją odtrąciłem i złapałem za kark, uderzając o ścianę.
- Czego za mną leziesz idiotko? Życie ci niemiłe?
- Co ty tam robiłeś? - zapytała i starała się zwolnić uścisk.
- Nie twój interes i wracaj do siebie. - puściłem ja i skierowałem się na główną ulicę. Wyszliśmy razem, a ona znowu zapytała o to samo, co wcześniej. Czy powiedzenie czegoś raz, jest takie trudne do zrozumienia? - Zajmij się swoimi sprawami. Masz nawyk wtykania nosa w nieswoje sprawy?
- Ciekawi mnie, bo jest ubrudzony krwią. Walczyłeś?
- Tss, odwal się ode mnie i nie pytaj o idiotyczne rzeczy.
Chwilę potem dostrzegłem czyjąś obecność za sobą. Odwróciłem się i za mną stał jakiś potwór. Był podobny do modliszki i nie czekając dłużej, potwór zrobił zamach swoimi odnóżami. Odskoczyłem do tyłu i czarodziejka rzuciła, że właśnie tego szukała. Tego? Ona jest głupia czy co by sama z tym walczyć? Przeciwnik znowu zrobił zamach i obydwoje zrobiliśmy unik. Przeszedłem w DP system i bez chwili wahania zaatakowałem go Conquerem. Modliszkę odrzuciło kawałek dalej, jednak walka na tym się nie zakończyła. Wstała i rozwścieczona patrzyła swoimi ślepiami. Ruszyła w moim kierunku i wtedy z boku została zaatakowana przez Aishę. Wytworzyła dużo energii magicznej i stworzyła super nowe. Kolejny raz potwór został odrzucony do tyłu i rozwalił stary dom. Podbiegłem do potwora i z powietrza uderzyłem go Busterem, a następnie Particlem oderwałem jedno z odnóży od ciała. Ryk, jaki wtedy się rozległ był nie do zniesienia. Przez chwilę nieuwagi, nie zorientowałem się, że przeciwnik mnie atakuje. Zrobiła zamach drugą parą odnóży i wbiłem się w ścianę starego budynku. Gdy spadałem ta debilka podleciała i mnie złapała. Użyła swojej magii leczniczej i zapytała, czy wszystko w porządku. Kiwnąłem tylko głową i spojrzałem na to coś. Przydałby się ktoś z mieczem lub jakąkolwiek ostrą bronią. Nasz przeciwnik wstał i powoli kroczył w naszym kierunku. Wtedy, za nim dostrzegłem pręty, które wystawały spod zniszczonych fragmentów domu. Powiedziałem jej by go czymś zajęła, a ja w tym czasie dobiegnę do tamtego miejsca i będzie można się tego czegoś pozbyć. Powiedziałem też, że jak już tam się znajdę ma się usunąć z terenu albo ona też dostanie. Zgodziła się na ten plan. Gdy tylko bestia znalazła się w odpowiedniej odległości, minąłem ją bokiem, a Aisha zaczęła wykorzystywać swoją magię by przykuć jej uwagę. Nie minęło kilkanaście sekund, a już byłem przy ruinach tego budynku. Dzięki polu elektromagnetycznemu udało mi się wyciągnąć spod gruzu pręty i skierowałem je w stronę potwora. Wszystkie wbiły się w jej cielsko i runęła bokiem na ziemię. Podszedłem do nich i spojrzałem najpierw na modliszkę, a potem czarodziejkę. Założyła ręce za siebie i się uśmiechnęła. Westchnąłem tylko i skierowałem się w stronę mojego domu. Aisha podbiegła do mnie i razem szliśmy, dopóki nie wyczułem ruchu tego potwora. Ledwo się odwróciłem, a w naszą stronę spadała jedna z jej odnóży. Odepchnąłem dziewczynę w bok, a sam zostałem wbity do ziemi przez jej atak. Przebiła mi prawą stronę. Mało brakowało, a bym został wbity do ziemi i bym zginął od utraty krwi. Zekira wystraszona podbiegła i zapytała, czy jestem cały. Odparłem jej, że gdybym nie był cały to bym leżał na ziemi martwy, a podpierałem się ręką. Wstałem i z jej pomocą wróciliśmy, ale nie do moich czterech ścian tylko do Vanessy.
Dowódca na nasz widok zamarła. Aishe powiedziała, że jej wszystko wytłumaczy, ale najpierw trzeba zająć się moją raną.
- Najpierw jej wszystko wytłumaczysz, potem zajmiesz się czym innym.
O własnych siłach skierowałem się do osobnego pokoju pani dowódcy i udałem do łazienki. Gdy tylko zdjąłem zbroje i inne akcesoria z siebie, zdałem sobie sprawę, że ta rana nie wygląda aż tak źle, ale cholernie boli. Przemyłem ranę dookoła wodą i zabrałem inne potrzebne środki do zatamowania krwi oraz opatrunku. Już chciałem się zająć swoją raną, gdy przyszła ta zmora. Podbiegła i powiedziała, że się tym zajmie.
- Nawet mnie nie odtykaj kretynko. - odtrąciłem jej rękę, a ona zabiła mnie wzrokiem. Ta jej niewinność mnie dobija. - Rób co chcesz. - Odparłem i spojrzałem w okno. Czarodziejka zajęła się raną, a ja myślałem, jak się jej pozbyć. Przy obecnym stanie i godzinie jej wybryki mogą się źle skończyć, a wolę uniknąć walki z jej wojownikiem. Kilka minut później skończyła i usiadła obok.
- Jak długo masz zamiar tu być?
- Właściwie to jutro wracam. Nie sądziłam, że tak szybko się zajmę misją. Dziękuje za pomoc i przepraszam za kłopoty.
- To zmiataj stąd. Chcę odpocząć. - Chwilę potem złapała za ramię i się przytuliła.
- Nic się nie zmieniłeś za ten czas, Add. - Jej widzimisię nie zna granic.
- Jakie to smutne. Za to ty stałaś się bardziej irytująca jak kiedyś. - Spojrzałem na nią, a ona zirytowana i oburzona patrzała na mnie. - Idź już, bo zrobisz coś głupiego.
- Co masz na myśli?
- Dobrze wiesz co, a teraz idź. Twoje spojrzenie cię zdradza.
- Phi. Egoista - po tych słowach wstała i skierowała się do drzwi. - Właśnie Add, mogę cię o coś spytać? - stała tyłem do mnie, więc aż się boje jej pytania.
- Pytaj.
- Nadal jesteś wolny, prawda?
- I co w związku z tym?
- Nic. Tylko chciałam się upewnić.
Upewnić? Od kiedy to ja jestem jej własnością?
- Nawet o tym nie myśl, bo będą kłopoty. - odwróciła się w moją stronę i życzliwie uśmiechnęła.
- Ja już decyzję podjęłam i jej nie zmienię.
Po tych słowach wyszła. Czemu mam wrażenie, że to źle się skończy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)