niedziela, 30 marca 2014

Wpis2 Oczami Adda

Koniec końców udałem się do Sander. Zastanawiam się, dlaczego chcą się spotkać? Przechodziłem przez ulicę i ciągle widywałem ludzi poubieranych w te szmaty z święta Koegzystencji. Idąc dalej, na głównym rynku spotkałem te Renę. Podszedłem do niej, a ona od razu złapała za ramię i ciągnęła przed siebie mówiąc, że wszyscy czekali na mnie. Czekali? Dlaczego mieliby to robić? Udaliśmy się do ich rezydencji i weszliśmy do środka. W salonie głównym byli wszyscy zebrani. Siedzieli przy stole. Aisha od razu ryknęła na całe gardło moje imię i rzuciła się na mnie jak na mięso jakieś. Odsunąłem się w bok i wpadła w ramiona elfki.
- Odczepiłabyś się w końcu ode mnie - spojrzała oburzona na mnie.
- Add ma rację Aisha. Daj mu trochę prywatności.
- Co słucham? - założyłem ręce i przyglądałem się im.
- Add, lepiej uważaj na nie. Jak chcą to potrafią być bardzo natrętne. Gorzej jak baba w ciąży.
- Ty się licz ze słowami chłoptasiu! - krzyknęła w jego stronę Elesis. Podeszła do niego i uszczypnęła w policzek.
- Zabieraj te pazury ode mnie wiedźmo - odparł z wyrzutami, a ona jeszcze bardziej się wkurzyła na niego.
- Chyba zapomniałeś z kim rozmawiasz, co?!
Wdali w bójkę i inne zaczepki słowne. Po chwili Raven podszedł do mnie i położył swoją zmodyfikowaną rękę na ramieniu.
- Zignoruj te bandę dzieciaków. Jeszcze nie dorośli do swojego wieku
- Dobrze kochani. Koniec zabaw.
Po słowach elfki rodzeństwo uspokoiło się, ale nadal patrzyli na siebie spod byka. Usiadłem obok Ary i kątem oka dostrzegłem, iż czarodziejka o czymś dyskutowała z wojownikiem. Zapytałem ich, po co mnie tu ściągnęli.
- To może ja zacznę - odezwała się Aisha, która wstała z swojego miejsca. - Ściągnęliśmy cię tu by powiadomić cię, iż od kilku dni należysz do naszej grupy.
- Jakie należysz? - Aisha podała mi kartkę papieru na którym było napisane o mojej przynależności do grupy i co najlepsze osoba, która poświadczyła za mnie to Vanessa. Rzuciłem jej z powrotem kartkę i wstałem z krzesła. Odwróciłem się i chciałem stąd wyjść.
- Poczekaj, Add... - Nie dałem jej dokończyć zdania tylko energicznie odwróciłem się i z pieści uderzyłem w stół, który pod wpływem siły przełamał się na pół.
- Nie będę współpracować z takimi śmieciami jak wy. Działam sam i wbijcie to sobie w końcu do głowy.
- Za stół ty płacisz - rzucił rozleniwiony wojownik, który miał nogi założone na połówce stołu.
- Jak przyślesz rachunek.
Odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Vanessa jest już zabita. Jakim do cholery prawem podpisuje za mnie takie rzeczy? No kurwa jakim?!
Na dziedzińcu dogoniła mnie elfka i prosiła bym się zatrzymał. Miałem ją gdzieś krótko mówiąc.
- Ty naprawdę zabiłeś w sobie człowieczeństwo czy co? Jak można być tak bezdusznym?! Mam rozumieć, że nie potrzebujesz przyjaciół i innych los jest ci obojętny?! Wiesz co to odpowiedzialność, Add?! Skoro jesteś takim draniem to czemu nas uratowałeś?! I nie wmawiaj mi tu, że zrobiłeś to dla Proto, Apple czy Eve! Nie masz nikogo na kim możesz polegać?! Nikt cię nie ochraniał przez ten cały czas i nie troszczył się o ciebie?!
Po tych słowach się zatrzymałem. W jakiś sposób na mnie podziałały, ale nie wiem jaki. Podstawowe pytanie, które każdy sobie zdaje to kim jest i co robi na tym świecie. Sam nie wiem kim jestem i co tutaj robię. Nie wiem, dlaczego w pewnych sytuacjach zachowuje się tak, a nie inaczej. Nie wiem, dlaczego pomagam innym, nie wiem nic. Czasem mam wrażenie, że nie powinno mnie tu być, że dla wszystkich moja obecność to utarpienie. Nie znam się na podstawowych uczuciach, które kierują człowieka i pchają go do działań. Nie rozumiem pewnych postaw i wątpię bym je poznał. Do mnie jest już za późno. Zbyt długo tkwiłem w samotności i swojej obsesji.
- Jesteś śmieszna czy co? - odwróciłem się w jej stronę, a ona patrzyła na mnie pełnym gniewu spojrzeniem. - Myślisz, że ktoś, kto przez ponad dziesięć lat żył w izolacji od świata zewnętrznego zmieni się od tak?
- Wiem o twojej przeszłości - zaczęła mówić spokojnie. -  Możesz mi wierzyć lub nie, ale jest mi ciebie szkoda. Cierpisz bardziej niż ktokolwiek z nas, dlatego...
- Chcecie mi pomóc - dokończyłem za nią, po czym dodałem: - problem tkwi w tym, że ja nie chce współpracować z kimkolwiek. Wystarczy, że muszę to robić z Vanessą.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwały zbliżające się kroki Ravena.
- I tak już jest w dokumentach zapis, że należę do waszej grupki i nic tego nie zmieni.
Wyszedłem i skierowałem się w drogę powrotną do Belder. Od razu udałem się do okularnicy. Kij z tym, że jest po dwunastej w nocy.
Wszedłem do jej gabinetu. Cisza, ani żywego ducha. Pewnie poszła spać. Zamknąłem drzwi i podszedłem do kolejnych. Otworzyłem i oświeciłem światło. Pokój był prawie że pusty. Kilka szafek i komód, pod oknem biurko, a na przeciwko biurka jej łóżko w którym spała. Oczywiście przebudziła się i gdy mnie zobaczyła zapytała, czy jestem normalny, że włamuje się do jej domu.
- Może i jestem nienormalny, ale ty nie jesteś lepsza - podszedłem do niej i złapałam mocno za gardło. - Jakim ty do chuja prawem podpisujesz za mnie dokumenty? Nie przypominam sobie byś mnie adoptowała suko.
Złapała za moje ręce i próbowała się uwolnić jak również złapać oddech. Rzuciłem nią o ziemię i pierwszy raz miałem ochotę ją zabić. Jeśli zaraz się nie usprawiedliwi to kopnie w kalendarz. Gdy udało jej się zaczerpnąć powietrza, wstała i spojrzała na mnie. W jej wzroku nie dostrzegłem żadnej urazy czy gniewu. Był zwyczajny.
- Nie powinnam tego robić, ale wiedziałam, że ty się nie zgodzisz.
- To chyba oczywiste.
- Słuchaj, Add. Twoja obecność i siła budzi wątpliwości. Nie myśl sobie, że inne miasta nie wiedzą o tobie i tego co robisz. Postanowiono przypisać cię do grupy Elsworda by mieć pewność, że jesteś pod całkowitą kontrolą władz.
- I teraz mi to mówisz? Jesteś głupia czy tylko udajesz?
- Nie miałeś o tym w ogóle wiedzieć idioto! - krzyknęła i usiadła na łóżku zakrywając twarz w dłoniach. Po chwili się rozpłakała. Podszedłem do okna i zza firanek wyjrzałem na zewnątrz. Wychodzi na to, że ciągle byłem pod obserwacją, przez te wszystkie lata. Rząd jak widać bardzo się obawia mojej technologii. Teraz rozumiem, skąd te taryfy ulgowe i swoboda.
- Pójdę już - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia.
- Nie waż się niczego robić, zrozumiałeś?! - krzyknęła do mnie, a ja tylko machnąłem ręką. - Add! Wiesz ile ja musiałam poświęcić by cię chronić przez te wszystkie lata?!
Miałem już otwierać drzwi, ale na te słowa zastygnąłem w miejscu. Chronić? Ona cały czas... Spojrzałem na nią. Ciężko jej było o tym mówić i pewnie żałuje tego co powiedziała. W sumie to teraz sobie przypomniałem.
Kiedyś, gdy poszedłem z nią na miasto zatrzymało nas kilku funkcjonariuszy i rozdzielili nas. Powiedzieli wtedy, że jest wzywana przez władze, a ja muszę iść na badania. Gdy miała już iść patrzyła na mnie smutnym spojrzeniem, jakby chciała mnie za coś przeprosić. Jakiś czas później wspólnie uzupełnialiśmy jakiś papierek. Kiedyś na jej stole znalazłem dokument, w którym było napisane, iż mam zakaz do uczęszczania szkół w Belder oraz w innych miastach i jestem pod całkowitą kontrolą Vanessy. Kilka razy stawała na głowie by ze mną sobie poradzić. Zwykle kończyło się wyzwiskami i pretensjami do niej. Ja oczywiście nie zważałem na jej uczucia. Nigdy tego nie robiłem.

Usiadła ponownie na łóżku rozpłakana i założyła część włosów za ucho. Przyglądałem jej się przez chwilę i otworzyłem drzwi.
- Nie zrobię nic w tej kwestii. Możesz być spokojna.
Wyszedłem i zamknąłem drzwi. Czy powinienem z nią zostać i podziękować za wszystko? Gdybym był normalny znałbym odpowiedź na to pytanie.

piątek, 21 marca 2014

Rozdział XXIII Nowe skuterki; Core Release system; walentynki; Memorize system; święto Koegzystencji;

Zignorowałem jej słowa i przez kolejne dni wykonywałem swoją czarną robotę. Powoli zaczynało to być nudne. Z owej nudy wyrwała mnie wiadomość o nowych skuterach. Początkowo wierzyć nie chciałem, ale gdy tylko zobaczyłem plakaty to się wkurzyłem. Zastanawiam się, co za idiota wzorował się na moim projekcie i stworzył jakieś podrzędne pojazdy? Poszedłem do magazynów sprawdzić nowe maszyny.
Brama była zamknięta, ale to żaden problem. Przy użyciu Conquera usunąłem przeszkodę z drogi i wszedłem do środka. Skuterki stały i czekały na sprzedaż. Jedne były koloru różowego, a drugi czarnego. Wszystko inne było identyczne. Sprawdziłem jeszcze ich system. Z zapisków dowiedziałem się, jak wyglądają ataki każdego z nich. Można powiedzieć, że źle nie ma, ale strasznie słabe są specjalne ataki. Ciekawiło mnie, kto jest autorem. Zjechałem na dół informacji i o mało nie wybuchnąłem śmiechem. Serio? Proto i Apple? Ciekawe kto im podsunął tak idiotyczne pomysły na pojazdy. Wyłączyłem system i wróciłem do miasta.

Planowałem złożyć wizytę nazoidkom, ale przed podróżą zatrzymała mnie Vanessa, która sprawiła mi ochrzan za to, że zniszczyłem bramę i włamałem się do systemu.
- Następnym razem jak coś będziesz chciał to powiedz, a nie niszczysz wszystko dookoła - wykrzyczała wściekła i miałem wrażenie, że zaraz rzuci się na mnie z halabardą.
- Tak jest, moja krzykliwa pani. Pójdę już - odwróciłem się i machnąłem ręką.
- Ty bezczelny...
A niech se mówi co chce. Skierowałem się do miasta misiowatych stworzeń. Celem podróży było Serce Altery. Tym razem przepuszczono mnie bez żadnych spięć. W głównym pomieszczeniu nazoidki nad czymś pracowały. Dużo urządzeń krążyło wokół jakiegoś szklanego przedmiotu. Podszedłem bliżej by się temu przyjrzeć. Apple i Proto cały czas rozmawiały i kontrolowały czytniki w zainstalowanych urządzeniach. Spojrzałem na przedmiot, który był badany, albo raczej tworzony. Trzy metalowe obręcze, które krążyło w kółko, kilka laserów, które skanowały każdy szczegół i specjalne uchwyty, które zwiększały pole elektromagnetyczne.
- Add, weź no tam kliknij na zielony guzik - odparła Proto, która ciągle obserwowała zapisy. Zrobiłem o co prosiła.
- Nad czym pracujecie?
- Jak skończymy to ci powiemy, ba nawet będziesz obiektem testowym jak bardzo chcesz - odparła z zadowoleniem Apple.
- Co ja królik doświadczalny? Macie setki nazoidów, na nich testujcie.
- Hai, hai - rzuciła obojętnie i gdy skończyła zapisywać coś na komputerze zapytała: - Jaki jest cel twojej wizyty?
- Wasze pseudo skutery, które stworzyłyście - odparłem z ironią i usiadłem na stole, zakładając ręce. Apple podeszła z smutnym wyrazem twarzy.
- Nie podobają ci się? - zapytała i przycisnęła dłoń do klatki piersiowej. Jej ton głosu był dziwny. Pierwszy raz wydawał się jakby smutny i zawiedziony. Nie odpowiedziałem na to pytanie, więc ponownie je powtórzyła.
- Tak, nie podobają mi się. Są okropne i gdyby to ode mnie zależało wywaliłbym je na śmietnisko.
Po tych słowach spuściła głowę. Po chwili zaczęła... płakać? To nazoidy mają uczucia?
- Add, wiesz że już nie żyjesz - Proto zadała pytanie albo raczej stwierdziła fakt.
- Ferdynand - powiedziała drżącym głosem i gdy tylko jej sługa się pojawił spojrzała na mnie zapłakana i krzyknęła: - pozbądź się nieproszonego gościa! Nie chce go tu widzieć, rozumiesz?! Nie chce! Nienawidzę cię, Add! Nienawidzę!
Jej sługa przygotował broń i ruszył w moją stronę. Poważnie? Co ja jej cholera zrobiłem?! Aktywowałem DP system i odskoczyłem do tyłu unikając ataku nazoida. Od razu skierował się w moją stronę i co chwile atakował. Nie miałem nawet możliwości przejścia do kontrataku. Wkurzający gość. Ledwo udało mi się stworzyć Dynamo Configuration i wtedy mogłem przejść do ataków. Gdy już chciałem przejść do DP combo, Ferdynand się wycofał i skierował do swojej pani. Co znowu? Dostrzegłem w oddali, że Proto i Apple o czymś rozmawiają. Gdy Ferdynand wrócił do nazoidki to skierowali się do drugiego pomieszczenia. Dezaktywowałem system i podszedłem do Proto, która zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem. Zrobiła zamach ręką i chciała mnie uderzyć, jednak nie pozwoliłem jej na to i złapałem za nadgarstek.
- Wiesz ile ona pracowała nad tym? Mógłbyś docenić jej pracę, a nie zdeptać jej uczucia.
- Wy nie posiadacie uczuć, chyba że o czymś nie wiem - odpowiedziałem i puściłem jej rękę.
- Nie myśl sobie, że wszystko o nas wiesz, a teraz wynoś się - rzuciła pogardliwie i skierowała się do maszyn.
Czyżby nazoidy posiadały uczucia? Jakoś w to wierzyć nie chce. Będę musiał zebrać nowe informację na ten temat.

Następnego dnia dowiedziałem się o święcie Koegzystencji. Czytałem o tym kiedyś w artykułach. Przednia zabawa, która trwa miesiąc. Lepiej żeby nic mnie nie zmusiło do uczestniczenia w tym. Nowe skuterki zostały wystawione na sprzedaż. Dużo ludzi było zainteresowanych i każdy chwalił się jaki posiada model. Nie wiem czym oni się tak zachwycają. Poszedłem potrenować trochę na czasoprzestrzeni Glave i sekretach. Gdy miałem wracać do swojego laboratorium, Aranka zatrzymała mnie i wręczyła list polecony. Kto to może być? Otworzyłem kopertę i przeczytałem list. Hah, kto by się spodziewał, że napisze do mnie Rena z tej bandy dzieciaków. Chciała bym odwiedził ich w najbliższy weekend. Muszę się zastanowić, czy mam po co tam iść. Jak znowu mam spotkać tę irytującą dziewczynę i chłopaczka z mieczem to podziękuje.

środa, 12 marca 2014

Wpis11



Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Rozmawiałem z Aishą na jego temat. Wcześniej powiedziała, że nie podoba jej się jego postawa. Poprosiłem by mi to wytłumaczyła.
- Jest inny, zmienił się. Wygląda na zbyt pewnego siebie – westchnęła, po czym dodała: - chyba w końcu uspokoił się i znalazł właściwą drogę.
- Uspokoił się? – zapytałem, bo nadal nie rozumiałem.
- No, z tą obsesją na punkcie Eve. Chyba Vanessa trzymała go pod kluczem – zaśmiała się. – Nie dziwi cię to, że nam pomógł?
- Trochę. Takie pierdoły go nie interesują, a jednak nam pomógł – odparłem i położyłem głowę na stole. Zekira wyglądała przez okno. Po chwili przypomniało mi się o czymś. – Mówiłem ci, że Add ma mi zrobić miecz Eltriona?
- Nie? Niby jak chce to zrobić?
- A komu zostały powierzone części tego robota? Masz krótką pamięć, kochanie.
Po rozmowie z czarodziejką postanowiłem iść potrenować. Nim wyszedłem sprawdziłem, czy o czymś nie zapomniałem. Miecz miałem przy sobie, wszystkie urządzenia wyłączone, okna pozamykane i pety smacznie spały na fotelu. Pogłaskałem je po głowach i wyszedłem.

Wieczorem wróciłem na kolację. Gdy ją zjadłem poszedłem do moich wierzchowców. Raz na jakiś czas trzeba je wykąpać, a nikt za mnie tego nie zrobi. Z Hamellingiem szybko się uporałem. Bardzo lubi wodę i pianę. Problem zaczął się z Coco, który nienawidzi tego. Biegał wszędzie i nie dał się umyć. Gdy się zmęczył i nie miał już sił uciekać, dał się wyszorować. Kilka chwil potem przyszła do nas Ara. Powiedziała, że Add czeka na mnie, na dziedzińcu. Zaskoczony byłem tym co usłyszałem. Dodała, że miał przy sobie miecz. Pewnie chodzi o miecz Eltriona. Poprosiłem dziewczynę by przez ten czas miała oko na moje wierzchowce.

Nawet do niego nie podszedłem a on rzucił broń w moją stronę. Złapałem ją i przyglądałem przez chwilę. Cholera, duży jest, większy niż się spodziewałem. Wykonałem kilka zamachów i sprawdziłem go od rękojeści po czubek ostrza. Trzeba przyznać, że ma głowę do tego. Wszystko zostało dobrze wykonane. Byłem zaskoczony. Podziękowałem mu i zaraz potem skierował się do wyjścia. Nim wyszedł zapytałem go, czy chciałby do nas dołączyć. Oczywiście odmówił podając swoje powody. Nie chce nikogo zmuszać, ale przydałby się ktoś taki jak on. Z jego siłą nic by nie stanowiło dla nas zagrożenia. Wracając do miecza – trzeba kupić zwój i zebrać odpowiednie Eldryty. Gdy z tym się uporam sprzedam smoczy miecz.

Następnego dnia Zeki powiadomiła mnie, iż została przydzielona do pewnej misji i nie będzie jej przez jakiś czas. Nim wyruszyła poprosiłem ją by uważała na siebie. Pożegnaliśmy się i wyruszyłem zaliczać dzienne misję, a zaraz po nich trening z wierzchowcami i maluchami.

Gdy miałem kłaść się spać przypomniałem sobie o czymś. Sprawa dotyczyła Bethrezena i Karis.
- Kiedyś wspomniałeś o Karis, że ją znałeś.
- Co w związku z tym? – zapytał spod książki.
- Opowiedz mi o tym.
- Ha ha ha. Żartujesz? To długa historia i nie chcę do niej wracać.
- Rozkazuje ci.
Po tych słowach spojrzał na mnie z powagą. Odłożył książkę i wygodnie się rozsiadł w fotelu.
- Zacznę od momentu spotkania z Karis.
- Tylko żeby to miało ręce i nogi – rzuciłem i położyłem się na sofie.
- Była dość znana w świecie demonów. Szybko objęła najwyższe stanowisko swojej rasy – succubusów. Pełniła rolę reprezentantki i doradczyni. Znana była z swoich zagrywek miłosnych. Wiele urzędników padło jej ofiarą. Z tego co słyszałem to nie zależało jej na władzy absolutnej, ale też nie chciała być uważana za szarą istotkę. Kiedyś po obradach zaprosiła mnie na rozmowę. Dyskusja tyczyła się sytuacji w świecie demonów. Miło się czas spędziło i dowiedziałem się, że kiedyś ją uratowałem. Jako dług wdzięczności obiecała mi, że zawsze będzie mnie wspierać. Od tamtej rozmowy pracowała bezpośrednio pode mną. Dzięki niej miałem wszystkie potrzebne informacje. Zawczasu dowiedziałem się o ataku na nasze królestwo. Podobno na ich czele stał niejaki Ran. Karis ostrzegała mnie wielokrotnie. Zależało jej na moim bezpieczeństwie. - Zamyślił się przez chwilę i przetarł dłońmi swoją twarz. – W końcu nastał dzień wojny. Zostaliśmy pokonani przez tego parszywego pół demona, a to tylko dlatego, iż wykorzystał jakiś eliksir, który zablokował moje wszystkie umiejętności. Byłem jedną nogą na tamtym świecie, jednak ten idiota zamiast dopilnować bym zginął, poszedł sobie. Wykorzystałem ten moment by swoją duszę oddzielić od umierającego ciała. Uciekłem do świata ludzi i tam szukałem kontenera. Podczas poszukiwania odpowiedniego przedmiotu natrafiłem na miasto Peita. Tam trafiłem na odłamek Eldrytu. Zapieczętowałem w nim duszę, a potem kamień trafił do Berruta, a następnie do ciebie.
- Ale ty masz ciekawą przeszłość. Ile masz lat?
- Więcej niż ty smarkaczu.
Po tej rozmowie wróciłem do rzeczywistości i zasnąłem.

Dwa dni później do Sander wróciła Aisha. Opowiedziała o swojej misji oraz o tym, kogo spotkała.
- Co ty planujesz?
- A zobaczysz – odparła śmiejąc się.
- Jeden zły ruch i cię zabije. Wiesz o tym.
- Hai, hai. Zobaczysz, jeszcze będzie mi wdzięczny za okazaną pomoc. Poza tym – urwała i zawiesiła się na mnie, po czym dodała: - nie sądzisz, że każdy potrzebuje na tym świecie swojej drugiej połówki?
- On nie potrzebuje, a już na pewno nie ciebie.
- Kto tu mówi o mnie? Ktoś inny zajmie moje miejsce.
Kogo ona ma na myśli?

czwartek, 6 marca 2014

Wpis10

Przechodziliśmy ulicami i staraliśmy się unikać walki. Jeśli dojdzie do starcia to możemy nie mieć tyle szczęścia co wczoraj. Apple postanowiła, że od razu pójdziemy do miejsca, w którym znajduję się Świetlisty Kryszytał. Powiedziała, że znajduje się tam ktoś, z kim musi porozmawiać. Idąc dalej trafiliśmy do dziwnego miejsca. Był to teren otwarty, który zewsząd był otoczony wodą i zielenią. Gdzieniegdzie stały marmurowe filary i rosły krzewa. W powietrzu unosiły się dziwne, małe, puchate i białe istoty. Czyżby to były duszki? Kierując się dalej jeden z nich usiadł na ramieniu nazoidki. Wzięła go do ręki i pogłaskała po główce. Szliśmy dalej i Aisha zapytała nazoidek, co to za miejsce.
- Święte miejsce antycznych nazoidów - odparła i rozglądała się dookoła siebie, po czym dodała: - Mówi się, że tu spoczywają nazoidy, które zginęły podczas wielkiej wojny.
- Apple, nie powinniśmy tu dłużej przebywać. Naruszamy ich spokój, a ty jeszcze wzięłaś go do ręki - syknęła Proto, która skierowała się na drugą ścieżkę.
Nazoidka z smutkiem spojrzała na jej oddalającą się sylwetkę i westchnęła. Zeszliśmy na tą samą drogę co ona. W pewnym momencie się zatrzymała, podobnie Proto. Spojrzały na siebie, a potem rozejrzały się po okolicy. Coś się musiało stać, jednak nic nie odczułem. Podeszły bliżej do siebie i o czymś rozmawiały. Rena zapytała, czy coś się stało. Proto poprosiła nas byśmy się przez chwilę nie odzywali i nie ruszali. Zrobiliśmy jak kazała i po kilku minutach ponownie dyskutowały. Wymieniłem spojrzenie z resztą ekipy i podeszliśmy do nazoidek.
- Wybaczcie, ale ktoś się z nami skontaktował i musiałyśmy się dowiedzieć, kto to był.
- Udało się wam ustalić kto to był? - zapytała Ara.
- Tak, jednak to sprawa między nazoidami - rzuciła Proto, która odwróciła się i szła przed siebie.
Apple uśmiechnęła się do nas i kontynuowaliśmy naszą podróż.

Z zebranych danych ustaliliśmy, że jutro dotrzemy do celu. Martwiłem się o nas. Za spokojnie dzisiaj było.


Gdy wszyscy wstali udaliśmy się prosto do naszego celu. Nie obyło się bez walki. Każdy sięgnął po swoją broń i walczył z napotkanym przeciwnikiem. Miejsce, w którym znajdował się krzyształ był dobrze strzeżony. Musi być dla nich bardzo ważny. Nie patyczkując się z nimi, razem z Bethrezen'em i Cornwell'em pozbywaliśmy się wszystkich, którzy stanęli nam na drodze. Ledwo dawaliśmy radę odpierać ich ataki. Apple postanowiła wykorzystać te zamieszanie i przedrzeć się do bramy, za którymi znajduje się osoba, z którą chce pomówić. Skupiliśmy na sobie uwagę napastników, a nazoidka kierowała się w stronę przejścia. Powiedzmy, że wszystko szło zgodnie z planem, gdy nagle coś dużego kierowało się na nas. Wywnioskowałem to z odgłosu i rytmicznego trzęsienia ziemi. Chwilę potem ukazał się nam duży, antyczny nazoid w postaci golema.
- Ja pierdole.
- Co to... ma być? - Rena patrzyła z przerażeniem na postać.
Podobnie Apple wpatrywała się w wroga. Golem zrobił zamach łapą. Proto krzyknęła do nazoidki by uciekała. Ta jednak dalej stała. Łapsko potwora spadało na nią i w pewnym momencie coś runęło na niego. Ziemia się zatrzęsła i straciliśmy równowagę. Obłok kurzu pokrył cały obaszar. Z czasem opadł i dostrzegliśmy stojącą Apple, a przed nią odłamki nawierzchni. Zauważyłem, że golem leżał wbity do ziemi, a na nim ktoś stał. Kto to może być? Nagle rozległ się głos. Rozpoznałem go. Należał do Add'a. Jak zwykle zrobił sobie wejście. Nazoidka zapytała go, co tu robi. Coś jej odpowiedział, ale nie skupiłem na tym swojej uwagi. W pewnym momencie ruszyła przed siebie, a on za nią. Aisha podbiegła do mnie i złapała za ramię.
- Nie podoba mi się on.
- Wolałaś go z kapturem?
- Nie o wygląd mi chodzi kretynie - odparła i uderzyła mnie w głowę.
Dogoniliśmy ich i skierowaliśmy się do naszego celu. Dotarliśmy do kamiennych drzwi. Nazoidka próbowała je otworzyć na wszystkie sposoby, jednak nie udało się jej. Następnie każdy z nas próbował. Nie było widać żadnego postępu.
- I jak my teraz tam wejdziemy, heee? - zapytała zrezygnowana Aisha.
- Co za banda kretynów. Posuńcie się - rzucił Add, ktory podszedł do drzwi. Rena zwróciła mu uwagę, jednak on swoją odpowiedzią tylko ją podburzył.
Przyłożył dłoń do drzwi. Odwrócił się bokiem do nich i aktywował swój system. Zacisnął dłoń w pięść i w nie uderzył. Rozległ się huk i nic więcej się nie stało. Już chciałem go wyśmiać, gdy nagle drzwi rozpadły się na kawałki. Co to kurde ma być? Jednym ciosem? Odsunął się na bok i po kolei weszliśmy do środka. 


Miejsce było mi znajome. To tutaj kiedyś walczyłem z Taranvas'hem. Nic się nie zmieniło. Kryształ dalej na swoim miejscu, podobnie jak lustra. Po chwili, zza ściany pojawił się taki sam tygrys jak poprzedni. Jednak to nie był Taranvash tylko ktoś inny. Zapytał Apple, po co tu przyszliśmy. Gdy wyjawiła mu cel swojej podróży skierował swój wzrok na nas.
- Twoi przyjaciele?
- Tak - potwierdziła nazoidka.
Przyglądał się nam uważnie i zatrzymał się na Add'zie.
- Interesująca broń. Skąd ją masz?
- Eltrion.
Po tych słowach tygrys cofnął się do tyłu i rzekł do Apple.
- Ciekawych masz towarzyszy. Zabierz co potrzebujesz i wracaj do siebie.
Podziękowała mu i zwrociła się do niego Tyroni. Czarodziejka spytała o tę imię. Nazoidka odparła, że tak się nazywa i jest bratem Taranvas'ha. Jak tylko zabrały co potrzebowały skierowaliśmy się do wyjścia.
Słońce już zachodziło i powoli wracaliśmy do Hamel.


Penentio ucieszył się na nasz widok. Nazoidki podziękowały za pomoc i wróciły do Altery, a my jeszcze chwile zostaliśmy. Rena musiała dorzucić swoje dwa grosze podczas rozmowy z Add'em.
- Czemu nam pomogłeś? - zapytałem go, bo ciągle mnie to intrygowało.
- Taką dostałem misję. Poza tym ochrona Apple jest priorytetem. Lepiej żeby nazoidy tego modelu nie zginęły.
Po tych słowach skierował się do Aranki, a my odprowadziliśmy go wzrokiem. Jeśli nie przekonamy go na naszą stronę to będą problemy.

poniedziałek, 3 marca 2014

Wpis9

Nic nie działo się przez ostatnie miesiące. Jednie mogę przytoczyć wydarzenia sprzed kilku dni.
Jakiś czas po wszystkich organizacjach do ślubu, dostrzegłem, iż moi towarzysze zaczęli się dziwnie zachowywać. Zawsze, gdy przechodziłem przez miasto, kątem oka widziałem jak trzymają się za ręce. Mało tego, gdy robiliśmy sobie seans filmowy, oni siedzieli wtuleni w siebie, że przez chwile nie interesował mnie film tylko oni. Powiedziałem potem o tym wszystkim Aishy, która zabawnie do tego podeszła i zapytała mnie, co zrobię jak oni... NIE! Nawet nie chce o tym myśleć. Wybiłem Zekirze ten pomysł z głowy, a ona dodała, że wszystko jest możliwe. Przy okazji rozmawialiśmy o mojej posadzie jako władca demonów. Nie lubię o tym mówić, jednak uzmysłowiłem jej fakt, że jak będzie po ślubie zostanie ich królową. Cieszyła się, że będzie rządzić innym światem. Rany, co w jej głowie siedzi? Ogólnie cieszę się, że moja moc nie wymyka się spod kontroli jak wcześniej. W sumie walk żadnych walk nie toczę, więc na chwilę obecną stres z tym związany jest mi obcy.

Pewnego dnia razem z moją księżniczką postanowiliśmy obserwować maluchy. Mają cały pałac do dyspozycji podczas naszej nieobecności. Najpierw bawili się w pokoju i rozmawiali, potem poszli na dwór bawić się, a następnie trenować. Nigdy bym nie przypuszczał, że oni trenują w wolnym czasie. Wszystko było w porządku do czasu, gdy Śnieżynka nie skaleczyła się. Biegnąc w jego stronę, potknęła się o kamień. Siedzieli tam razem i mała leczyła swoją ranę. Po pewnym czasie i rozmowie zauważyliśmy, że... nie wierzyłem w to co widziałem. Załamany odwróciłem się, bo już patrzeć na to nie mogłem. Zekira pocieszała mnie, że z chęcią zajmie się ich rodzinką, jeśli doszłoby do czegoś. Za jakie grzechy oni mi to robią?! Nie będę ich już rozdzielać, bo to nie pomoże, a tylko bym miał kłopoty.

Jakiś czas później do Sander dotarła informacja o wojowniku z Belder, który sieje postrach wśród mieszkańców. Początkowo uznałem to za brednie, jednak, gdy spojrzałem w gazetę i wczytałem się w artykuł to doznałem szoku. Faktycznie w Belder jest ktoś taki i podlega bezpośrednio Vanessie. Dzięki jego działaniom w mieście jest spokojnie i nie dochodzi do żadnych aktów wandalizmu czy jakiś lewych interesów. Myślałem razem z innymi, kto to może być. Zeki wypaliła, że tylko jedna osoba z tego miasta może nią być. Wymieniliśmy się spojrzeniami i westchnęliśmy. On stał się silniejszy i obawiam się trochę ponownego starcia z nim. Jeśli to prawda, to trzeba uważać.

Kilka tygodni później odwiedziły nas Apple i Proto. Byliśmy zaskoczeni ich obecnością. Przyjęliśmy je i zapytaliśmy, po co aż do Sander przyszły. Opowiedziały nam, co się działo w międzyczasie. Poinformowały nas również o zakończonym eksperymencie Add'a, który miał miejsce w Alterze, a potem w Peicie. Zapytały nas, czy czytaliśmy najnowsze gazety. Rena kiwnęła głową i Apple potwierdziła, że to on. Wbrew pozorom używa swojej siły w dobrym celu, ale pytanie brzmi: jak długo? Jak długo będzie podporządkowany Vanessie? Gdy tylko wyczerpaliśmy jego temat przeszliśmy do innego, a dokładniej ich celu przybycia. Poprosiły nas o pomoc w Starym Akwedukcie. Podobno jest tam grupka źle nastawionych nazoidów i stworzeń. Dodały również, że ostatnio zaczęły szukać starożytnego grobowca nazoidów w celu znalezienia Eve. Ara zapytała, czy to aby dobry pomysł. Dodała również, że jeśli on się o niej dowie to... Proto przerwała jej i rzuciła, że nie ma powodu do zmartwień. Na razie potrzebują materiału z tego miejsca do produkcji nazoidów, a potem dalej będą zbierać informację o tym, gdzie jest miejsce spoczynku Eve. Zapytała nas na koniec, czy nie chcielibyśmy znowu być w komplecie. Milczeliśmy. Wtedy ciszę przerwała Apple, pytając gdzie jest Lorien. Odparłem, że wrócił do Hamel pomagać ojcu. Póki nie ma żadnego większego zagrożenia może zostać w swoim mieście, którym w przyszłości będzie rządzić. Dla pewności nazoidka zapytała, czy pomożemy im w Starym Akwedukcie. Zgodziliśmy się i dwa dni później odbyła zaplanowana podróż.

Spotkaliśmy się w Hamel i wyruszyliśmy do miejsca pobytu zbuntowanych maszyn. Po pewnym czasie dotarliśmy na miejsce. Przywitała nas grupka rozwścieczonych golemów, które zostały szybko pokonane przez Proto i jej karabin maszynowy. Przez chwile zastanawiałem się, czy nie gramy w jakimś filmie.
Idąc dalej spotkaliśmy kolejnych przeciwników, którzy pomimo słów Apple, zaatakowały nas. Ara i Elesis obezwładniły ich i poszliśmy dalej. Gdy dotarliśmy na tak zwany dziedziniec akweduktu, zbuntowane nazoidy otoczyły nas. Było ich za dużo. Myślałem, skąd ich tak wiele. W ogóle ciekawiło mnie, jak do tego doszło, że ponownie odwróciły się od Hamel i nazoidów. Doszło do walki. Każdy z nas rozdzielił się, by zająć swoimi przeciwnikami.
Walka się przeciągała. Słońce zachodziło, a my dalej staliśmy na dziedzińcu. Każdy był już zmęczony. Gdyby nie fakt, że korzystałem z mocy Bethrezena to bym leżał plackiem jak oni. Postanowiliśmy się wycofać. Nazoidki wzbiły się w powietrze i odleciały, a my na wierzchowcach ulotniliśmy się z tego miejsca. Noc spędziliśmy w jaskini, która była niedaleko miejsca potyczki. Proto chciała zawiadomić Penentia o zaistniałej sytuacji, jednak działało tu jakieś pole, które nie pozwalało nam wysłać wiadomości.
Opracowaliśmy plan działania na jutro i położyliśmy się spać. Mam nadzieję, że nie utkniemy tu na wieki.

niedziela, 2 marca 2014

Wpis8

Minęło z parę tygodni. Przez ten czas każdy zajmował się swoimi sprawami. Zobaczyliśmy do czego zdolna jest teraz Rena. Ten trening wyszedł jej na dobre. Przyjemnie jest z nią teraz zaliczać dzienne misję. Cały czas zastanawiałem się, jak tu zorganizować to wszystko by była zadowolona. Pierścionek leży w szufladzie już bite tygodnie, a ja dalej nic wymyślić nie potrafię. Zastanawiałem się jak Ravenowi się udało. Spytałem go, jak wyglądały jego oświadczyny. Powiedział w sumie to co sam się domyśliłem: restauracja, kolacja, przechadzka i oświadczyny w blasku księżyca. Prawie jak z bajki wycięte, ale nie. U mnie nie będzie czegoś tak tandetnego. Muszę coś innego wymyślić, coś co jej się spodoba. Najlepiej zabrać ją do cukrowego pałacu, ha ha ha.
Leżałem w łóżku i przyglądałem się pierścionkowi. Tak niewiele brakuje byśmy byli już złączeni na zawsze, jednak boje się, że jak znowu go spotkamy to się odsunie ode mnie. Co prawda teraz dużo czasu z nią przebywam, podobnie jak kiedyś, ale i tak się martwię. Dlaczego to wszystko jest takie chore? Gdy tak rozmyślałem gwałtownie otworzyły się drzwi. Wystraszony wypuściłem przedmiot z ręki i spadł pod stół. Spojrzałem w drzwi i stała w nich Aisha. Zapytała, co upuściłem. Cholera, jest źle. Odparłem, że nic takiego i szybko zabrałem rzecz spod stołu. Podeszła do mnie i pytała, co tam mam. Schowałem do kieszeni pierścionek i odparłem, że nie jej sprawa. Przytuliła się i zapytała, czy pójdę się z nią przejść. Zgodziłem się i zanim wyszliśmy, odłożyłem przedmiot do szufladki.


Wieczorem wróciliśmy do pałacu i dłuższą część nocy spędziłem na intensywnym myśleniu o oświadczynach. Miałem już kilka wersji w głowie, jednak nie wiedziałem na którą się zdecydować. Koniec końców postanowiłem, że zrobię to jutro, w naszym, tutejszymi ogrodzie, który jest dobrym miejscem na tego typu rzeczy.
Wstałem przed południem i poprosiłem maluchy o pomoc. Chciałem by trzymali resztę z dala od tego miejsca. Kiwnęli głowami i poszli zająć się swoim zadaniem, a ja wziąłem pierścionek i włożyłem go do pudełeczka. Najlepsze będzie jak się nie zgodzi, hah. Wtedy to chybabym stracił motywację do reszty życia. Wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół. Zapytałem Arę, czy widziała gdzieś Aishę. Odparła, że przed chwilą wróciła z zakupów. Poszedłem do salonu i tam spotkałem ją, jak i Renę. Przywitałem się z nimi i zapytałem Zeki, czy może na chwilę poświecić mi czas. Radosna, jak zawsze zgodziła się i poszliśmy do ogrodu. Po drodze zapytałem ją, co kupiła będąc na zakupach. Wymieniła chyba wszystko. Żeby mieć pamięć do tego wszystkiego. 


Dotarliśmy do altanki i jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Zapytałem ją dla pewności, co by zrobiła gdyby znowu spotkaliśmy Adda. Odparła, że nic i dodała, że chce tylko przywrócić jego dawne uczucia. Powiedziała również, że zrobi wszystko by osiągnąć swój cel. Miło z jej strony, jednak mnie ciekawiło jeszcze coś. Po chwili zapytałem, jak wiele jest w stanie dla mnie zrobić. Spojrzała na mnie z wyrzutem i z ironią rzuciła, czy o coś ją oskarżam. Odparłem, że nie i dodałem, że boję się o to, że jak znowu się spotkają to zejdę na drugi plan. Dla niej ta rozmowa była ciężka. Nie dziwię się, jednak jeśli mam z nią być muszę mieć sto procent pewności, że za nim nie poleci. Po chwili cieszy zapytała, czemu o to pytam. Odpowiedziałem, że mam ku temu swoje powody. Potem podeszła do mnie i się przytuliła. Powiedziała, że zdaje sobie sprawę, jak wiele błędów popełniła, jednak, pomimo tego wszystkiego, chciałaby być ze mną. Spytałem, czy jest tego pewna. Kiwnęła głową, a ja się do niej uśmiechnąłem. Odsunąłem ją od siebie i uklęknąłem przed nią, wyciągając pudełko z pierścionkiem. Była zdziwiona. Otworzyłem pudełeczko i zapytałem, czy zostanie moją żoną. Na te słowa była jeszcze bardziej zaskoczona. Uśmiechnęła się delikatnie, a z jej oczu spłynęły łzy. Odpowiedziała, że zostanie, że zgadza się na to. Wstałem i założyłem pierścionek na jej palec. Po chwili przytuliła się do mnie i powiedziała cichutko, że jest szczęśliwa. Ja też, bo nie odtrąciła mnie i powierzyła mi swoje serce. Teraz, od dziś, nie mogę pozwolić by cierpiała z mojego powodu.


Gdy tylko wróciliśmy, Zekira pochwaliła się wszystkim pierścionkiem i tym, że jest zaręczona. Byli zaskoczeni, bo nie spodziewali się, że tak szybko do tego dojdzie. Z tego co pamiętam, to obiecałem jej, że jak wszystko się uspokoi to weźmiemy ślub. Myślę, że teraz właśnie jest odpowiedni moment. Ciężka droga teraz przed nami, ale mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie.

Po kilku dniach dostrzegłem gwałtowną zmianę w jej zachowaniu. Czyżby zmądrzała w końcu? Eh, trzeba było wcześniej to załatwić. Widać było, że jej zależy. Od kilku dni dyskutowaliśmy na temat ślubu. To będzie chyba najgorsze w tym wszystkim. Na chwilę obecną ustaliliśmy, że odbędzie się w Sander. Trzeba jeszcze powiadomić ojca i zaprosić inne szychy z miast. Aisha postanowiła zająć się zaproszeniami, a ja mam zająć się załatwianiem innych spraw, czyli tych finansowych. Ogólnie cała uroczystość odbędzie się za pół roku. Do tego czasu trzeba już załatwić niektóre interesy i mieć spokój.


Gdy tylko rodzice dowiedzieli się o moich zaręczynach, przyjechali mnie odwiedzić. Miło znowu było widzieć ojca jak i matkę. Cieszyli się, że w końcu nadszedł ten dzień. Pytali z ciekawości Elesis, kiedy ona znajdzie kogoś. Zmieszana odparła, że jak znajdzie kogoś to da znać. Osobiście dokuczałem jej, że nikt takiej baby by nie chciał. Zapłaciłem za te słowa, ale dopiero jak rodzice odjechali. O mało nie wylądowałem w szpitalu. Ona faktycznie jest potworem w ciele człowieka. Póki co wszystko dobrze się układało. Nawet sam Bethrezen i staruszek byli szczęśliwi, że wkraczam na nową drogę życia. Oczywiście moi podwładni, czyli demony też byli ucieszeni z tego faktu. Tylko Śnieżynka nie mogła się pogodzić z faktem, że już nie będzie tak przeze mnie rozpieszczana. Biedna lisiczka, jednak z moich obserwacji wynika, że Night chyba coś, do niej... Kiedyś widziałem jak razem siedzieli na balkonie do później godziny. Mam nadzieję, że nie powiększy mi się ilość małych towarzyszy.