Koniec końców udałem się do Sander. Zastanawiam się, dlaczego chcą się spotkać? Przechodziłem przez ulicę i ciągle widywałem ludzi poubieranych w te szmaty z święta Koegzystencji. Idąc dalej, na głównym rynku spotkałem te Renę. Podszedłem do niej, a ona od razu złapała za ramię i ciągnęła przed siebie mówiąc, że wszyscy czekali na mnie. Czekali? Dlaczego mieliby to robić? Udaliśmy się do ich rezydencji i weszliśmy do środka. W salonie głównym byli wszyscy zebrani. Siedzieli przy stole. Aisha od razu ryknęła na całe gardło moje imię i rzuciła się na mnie jak na mięso jakieś. Odsunąłem się w bok i wpadła w ramiona elfki.
- Odczepiłabyś się w końcu ode mnie - spojrzała oburzona na mnie.
- Add ma rację Aisha. Daj mu trochę prywatności.
- Co słucham? - założyłem ręce i przyglądałem się im.
- Add, lepiej uważaj na nie. Jak chcą to potrafią być bardzo natrętne. Gorzej jak baba w ciąży.
- Ty się licz ze słowami chłoptasiu! - krzyknęła w jego stronę Elesis. Podeszła do niego i uszczypnęła w policzek.
- Zabieraj te pazury ode mnie wiedźmo - odparł z wyrzutami, a ona jeszcze bardziej się wkurzyła na niego.
- Chyba zapomniałeś z kim rozmawiasz, co?!
Wdali w bójkę i inne zaczepki słowne. Po chwili Raven podszedł do mnie i położył swoją zmodyfikowaną rękę na ramieniu.
- Zignoruj te bandę dzieciaków. Jeszcze nie dorośli do swojego wieku
- Dobrze kochani. Koniec zabaw.
Po słowach elfki rodzeństwo uspokoiło się, ale nadal patrzyli na siebie spod byka. Usiadłem obok Ary i kątem oka dostrzegłem, iż czarodziejka o czymś dyskutowała z wojownikiem. Zapytałem ich, po co mnie tu ściągnęli.
- To może ja zacznę - odezwała się Aisha, która wstała z swojego miejsca. - Ściągnęliśmy cię tu by powiadomić cię, iż od kilku dni należysz do naszej grupy.
- Jakie należysz? - Aisha podała mi kartkę papieru na którym było napisane o mojej przynależności do grupy i co najlepsze osoba, która poświadczyła za mnie to Vanessa. Rzuciłem jej z powrotem kartkę i wstałem z krzesła. Odwróciłem się i chciałem stąd wyjść.
- Poczekaj, Add... - Nie dałem jej dokończyć zdania tylko energicznie odwróciłem się i z pieści uderzyłem w stół, który pod wpływem siły przełamał się na pół.
- Nie będę współpracować z takimi śmieciami jak wy. Działam sam i wbijcie to sobie w końcu do głowy.
- Za stół ty płacisz - rzucił rozleniwiony wojownik, który miał nogi założone na połówce stołu.
- Jak przyślesz rachunek.
Odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Vanessa jest już zabita. Jakim do cholery prawem podpisuje za mnie takie rzeczy? No kurwa jakim?!
Na dziedzińcu dogoniła mnie elfka i prosiła bym się zatrzymał. Miałem ją gdzieś krótko mówiąc.
- Ty naprawdę zabiłeś w sobie człowieczeństwo czy co? Jak można być tak bezdusznym?! Mam rozumieć, że nie potrzebujesz przyjaciół i innych los jest ci obojętny?! Wiesz co to odpowiedzialność, Add?! Skoro jesteś takim draniem to czemu nas uratowałeś?! I nie wmawiaj mi tu, że zrobiłeś to dla Proto, Apple czy Eve! Nie masz nikogo na kim możesz polegać?! Nikt cię nie ochraniał przez ten cały czas i nie troszczył się o ciebie?!
Po tych słowach się zatrzymałem. W jakiś sposób na mnie podziałały, ale nie wiem jaki. Podstawowe pytanie, które każdy sobie zdaje to kim jest i co robi na tym świecie. Sam nie wiem kim jestem i co tutaj robię. Nie wiem, dlaczego w pewnych sytuacjach zachowuje się tak, a nie inaczej. Nie wiem, dlaczego pomagam innym, nie wiem nic. Czasem mam wrażenie, że nie powinno mnie tu być, że dla wszystkich moja obecność to utarpienie. Nie znam się na podstawowych uczuciach, które kierują człowieka i pchają go do działań. Nie rozumiem pewnych postaw i wątpię bym je poznał. Do mnie jest już za późno. Zbyt długo tkwiłem w samotności i swojej obsesji.
- Jesteś śmieszna czy co? - odwróciłem się w jej stronę, a ona patrzyła na mnie pełnym gniewu spojrzeniem. - Myślisz, że ktoś, kto przez ponad dziesięć lat żył w izolacji od świata zewnętrznego zmieni się od tak?
- Wiem o twojej przeszłości - zaczęła mówić spokojnie. - Możesz mi wierzyć lub nie, ale jest mi ciebie szkoda. Cierpisz bardziej niż ktokolwiek z nas, dlatego...
- Chcecie mi pomóc - dokończyłem za nią, po czym dodałem: - problem tkwi w tym, że ja nie chce współpracować z kimkolwiek. Wystarczy, że muszę to robić z Vanessą.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwały zbliżające się kroki Ravena.
- I tak już jest w dokumentach zapis, że należę do waszej grupki i nic tego nie zmieni.
Wyszedłem i skierowałem się w drogę powrotną do Belder. Od razu udałem się do okularnicy. Kij z tym, że jest po dwunastej w nocy.
Wszedłem do jej gabinetu. Cisza, ani żywego ducha. Pewnie poszła spać. Zamknąłem drzwi i podszedłem do kolejnych. Otworzyłem i oświeciłem światło. Pokój był prawie że pusty. Kilka szafek i komód, pod oknem biurko, a na przeciwko biurka jej łóżko w którym spała. Oczywiście przebudziła się i gdy mnie zobaczyła zapytała, czy jestem normalny, że włamuje się do jej domu.
- Może i jestem nienormalny, ale ty nie jesteś lepsza - podszedłem do niej i złapałam mocno za gardło. - Jakim ty do chuja prawem podpisujesz za mnie dokumenty? Nie przypominam sobie byś mnie adoptowała suko.
Złapała za moje ręce i próbowała się uwolnić jak również złapać oddech. Rzuciłem nią o ziemię i pierwszy raz miałem ochotę ją zabić. Jeśli zaraz się nie usprawiedliwi to kopnie w kalendarz. Gdy udało jej się zaczerpnąć powietrza, wstała i spojrzała na mnie. W jej wzroku nie dostrzegłem żadnej urazy czy gniewu. Był zwyczajny.
- Nie powinnam tego robić, ale wiedziałam, że ty się nie zgodzisz.
- To chyba oczywiste.
- Słuchaj, Add. Twoja obecność i siła budzi wątpliwości. Nie myśl sobie, że inne miasta nie wiedzą o tobie i tego co robisz. Postanowiono przypisać cię do grupy Elsworda by mieć pewność, że jesteś pod całkowitą kontrolą władz.
- I teraz mi to mówisz? Jesteś głupia czy tylko udajesz?
- Nie miałeś o tym w ogóle wiedzieć idioto! - krzyknęła i usiadła na łóżku zakrywając twarz w dłoniach. Po chwili się rozpłakała. Podszedłem do okna i zza firanek wyjrzałem na zewnątrz. Wychodzi na to, że ciągle byłem pod obserwacją, przez te wszystkie lata. Rząd jak widać bardzo się obawia mojej technologii. Teraz rozumiem, skąd te taryfy ulgowe i swoboda.
- Pójdę już - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia.
- Nie waż się niczego robić, zrozumiałeś?! - krzyknęła do mnie, a ja tylko machnąłem ręką. - Add! Wiesz ile ja musiałam poświęcić by cię chronić przez te wszystkie lata?!
Miałem już otwierać drzwi, ale na te słowa zastygnąłem w miejscu. Chronić? Ona cały czas... Spojrzałem na nią. Ciężko jej było o tym mówić i pewnie żałuje tego co powiedziała. W sumie to teraz sobie przypomniałem.
Kiedyś, gdy poszedłem z nią na miasto zatrzymało nas kilku funkcjonariuszy i rozdzielili nas. Powiedzieli wtedy, że jest wzywana przez władze, a ja muszę iść na badania. Gdy miała już iść patrzyła na mnie smutnym spojrzeniem, jakby chciała mnie za coś przeprosić. Jakiś czas później wspólnie uzupełnialiśmy jakiś papierek. Kiedyś na jej stole znalazłem dokument, w którym było napisane, iż mam zakaz do uczęszczania szkół w Belder oraz w innych miastach i jestem pod całkowitą kontrolą Vanessy. Kilka razy stawała na głowie by ze mną sobie poradzić. Zwykle kończyło się wyzwiskami i pretensjami do niej. Ja oczywiście nie zważałem na jej uczucia. Nigdy tego nie robiłem.
Usiadła ponownie na łóżku rozpłakana i założyła część włosów za ucho. Przyglądałem jej się przez chwilę i otworzyłem drzwi.
- Nie zrobię nic w tej kwestii. Możesz być spokojna.
Wyszedłem i zamknąłem drzwi. Czy powinienem z nią zostać i podziękować za wszystko? Gdybym był normalny znałbym odpowiedź na to pytanie.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz