Czym się tak przejmuje? Tym, że mnie oszukano? Że Vanessa nic mi nie mówiła? Że ciągle byłem obserwowany? Przez tak długi okres czasu niczego nie zauważyłem, niczego się nie domyśliłem. Wszystko było normalne. Chciałbym to załatwić po swojemu, ale obiecałem, że nic nie zrobię. Może tak będzie lepiej.
Następnego dnia zostałem wezwany do dowódcy. Okularnica wyglądała lepiej jak w nocy. W ogóle nie było po niej poznać, że cokolwiek się wydarzyło. Powiadomiła mnie, iż zostaję przeniesiony do Sander. Na te wieści się wkurzyłem.
- Dlaczego zostaję przeniesiony i to jeszcze do tego dupiatego miasta? - zapytałem z gniewem.
- Ponieważ należysz do Poszukiwaczy Eldrytu i musicie trzymać się razem.
- A co z laboratorium? Mam rozumieć, że wszystko zostanie przeniesione? - Vanessa poprawiła okulary i zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem.
- Tak, całe laboratorium z jego zawartością wędruje do Sander. Będzie umiejscowiony obok pałacu, w którym mieszka reszta.
Poważnie chcą cały budynek przenieść?
- Co z Belder i moją pracą? - zapytałem już spokojnie i rozwaliłem się na fotelu.
- Zawieszona na jakiś czas. Póki co będziesz mieć ważniejsze misję, niż bezpieczeństwo tego miasta.
- Żebyś potem nie ryczała, jak nie będziesz sobie dawać rady.
- Od kiedy ty taki troskliwy? - zapytała z uśmiechem i podparła się ręką o blat stołu.
- Zamknij się.
W sumie, dlaczego się tym przejmuje? Chyba z nawyku. Nim wyszedłem z jej gabinetu powiedziała mi, że o osiemnastej zostaje wszystko przeniesione i mam być na miejscu o tej godzinie. Przytaknąłem tylko i poszedłem się przejść... ostatni raz po tym mieście. Chodząc uliczkami zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem przywiązany do tego miejsca. Znam każdy jej zakamarek, wszystkich ludzi, nazwy ulic, sklepów - wszystko. W końcu kilka lat się tu mieszkało, a teraz będę na jakimś zadupi mieszkać z dzieciakami. Będę jeszcze dalej od Altery i nazoidek. Ciekawe kiedy ukończą swoją nową zabawkę i kiedy mi Apple wybaczy. Powoli zaczynam rozumieć mechanizm emocji u ludziach, ale i tak do mnie to czarna magia. Tego nie da się obliczyć, przedstawić na wykresie czy diagramie. Każdy zachowuje się i interpretuje to inaczej.
Czas szybko zleciał i nim się obejrzałem dochodziła osiemnasta. Wróciłem do laboratorium przy którym znajdowało się kilkunastu ludzi, wraz z Vanessą.
- Ostatni dzień jesteś i jeszcze ludzi denerwujesz kretynie! Może byś zaczął być odrobinę odpowiedzialny?! - Ona zawsze wie jak przywitać człowieka. Cała była zdenerwowana i nerwowo ściskała halabardę w dłoni.
- Przecież jestem okularnico i daj na luz - rzuciłem i podszedłem bliżej budynku.
Na rozkaz Vanesski, zebrani ludzie ustawili się dookoła budynku. Teleportacja, co. Osobiście bym wolał z buta dotrzeć do Sander niż się przenosić. mam nadzieję, że niczego nie zepsują. Osoba, która była obok dowódcy oznajmiła, iż za pięć minut zaczynają. Ostatnie minuty właśnie uciekają. To takie nostalgiczne uczucie. Pierwszy raz odczuwam coś takiego, pierwszy raz od czasu gdy byłem dzieckiem. Chwilę później podeszła do mnie Vanessa i położyła dłoń na ramieniu. Spojrzałem na nią. Była smutna i miałem wrażenie, że jej jest z tym znacznie trudniej niż mi.
- To dla twojego dobra, Add. Może oni nauczą cię tego czego ja nie potrafiłam - odparła winiąc siebie za te wszystkie lata.
- Tego da się nauczyć w ogóle? - kobieta kiwnęła głową, po czym westchnąłem i dodałem: - Nawet jeśli się da to na pewno ta banda pyskaczy mi w tym nie pomoże.
- Czas pokaże...
- Jedna minuta i zaczynamy! - krzyknął przywódca ekipy odpowiedzialnej za teleportację.
- Słuchaj Add, nie będziesz u siebie w domu, więc proszę cię byś niczego tam nie przeskrobał, rozumiesz? Jeśli się dowiem, że coś zniszczyłeś, bo ci się nudziło, to masz jak w banku zapewnioną taką karę, że ci się odechce żyć na tym świecie! - odparła stanowczo Vanessa.
- Tak, tak mamo - wzruszyłem ramionami i spojrzałem w niebo. Chwilę potem niebiesko-włosa przytuliła się do mnie i rozpłakała.
- Uważaj na siebie, proszę.
Objąłem ją po czym podziękowałem jej za wszystko. Gdy tylko wypowiedziałem te słowa, zakapturzony mężczyzna kazał Vanessie się odsunąć w bezpieczne miejsce. Gdy tylko była poza zasięgiem zaklęcia, pozostali zabrali się za wykonanie swojej roboty. Dosłownie kilka sekund później światło zaczęło otaczać cały budynek wraz ze mną. Chyba pierwszy i ostatni raz widzę okularnicę w takim stanie. Te spojrzenie, jakby nie chciała mnie nigdzie stąd wypuścić. Pierwszy raz, czułem, że komuś na mnie zależy.
- Widzimy się za jakiś czas, Vanessa.
Odparłem i uśmiechnąłem się do niej, a ona pomimo płaczu zmusiła się do uśmiechu. Potem zostałem przeniesiony do nowego miasta. Tutaj rozpocznie się nowy rozdział w moim życiu.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz