czwartek, 6 marca 2014

Wpis10

Przechodziliśmy ulicami i staraliśmy się unikać walki. Jeśli dojdzie do starcia to możemy nie mieć tyle szczęścia co wczoraj. Apple postanowiła, że od razu pójdziemy do miejsca, w którym znajduję się Świetlisty Kryszytał. Powiedziała, że znajduje się tam ktoś, z kim musi porozmawiać. Idąc dalej trafiliśmy do dziwnego miejsca. Był to teren otwarty, który zewsząd był otoczony wodą i zielenią. Gdzieniegdzie stały marmurowe filary i rosły krzewa. W powietrzu unosiły się dziwne, małe, puchate i białe istoty. Czyżby to były duszki? Kierując się dalej jeden z nich usiadł na ramieniu nazoidki. Wzięła go do ręki i pogłaskała po główce. Szliśmy dalej i Aisha zapytała nazoidek, co to za miejsce.
- Święte miejsce antycznych nazoidów - odparła i rozglądała się dookoła siebie, po czym dodała: - Mówi się, że tu spoczywają nazoidy, które zginęły podczas wielkiej wojny.
- Apple, nie powinniśmy tu dłużej przebywać. Naruszamy ich spokój, a ty jeszcze wzięłaś go do ręki - syknęła Proto, która skierowała się na drugą ścieżkę.
Nazoidka z smutkiem spojrzała na jej oddalającą się sylwetkę i westchnęła. Zeszliśmy na tą samą drogę co ona. W pewnym momencie się zatrzymała, podobnie Proto. Spojrzały na siebie, a potem rozejrzały się po okolicy. Coś się musiało stać, jednak nic nie odczułem. Podeszły bliżej do siebie i o czymś rozmawiały. Rena zapytała, czy coś się stało. Proto poprosiła nas byśmy się przez chwilę nie odzywali i nie ruszali. Zrobiliśmy jak kazała i po kilku minutach ponownie dyskutowały. Wymieniłem spojrzenie z resztą ekipy i podeszliśmy do nazoidek.
- Wybaczcie, ale ktoś się z nami skontaktował i musiałyśmy się dowiedzieć, kto to był.
- Udało się wam ustalić kto to był? - zapytała Ara.
- Tak, jednak to sprawa między nazoidami - rzuciła Proto, która odwróciła się i szła przed siebie.
Apple uśmiechnęła się do nas i kontynuowaliśmy naszą podróż.

Z zebranych danych ustaliliśmy, że jutro dotrzemy do celu. Martwiłem się o nas. Za spokojnie dzisiaj było.


Gdy wszyscy wstali udaliśmy się prosto do naszego celu. Nie obyło się bez walki. Każdy sięgnął po swoją broń i walczył z napotkanym przeciwnikiem. Miejsce, w którym znajdował się krzyształ był dobrze strzeżony. Musi być dla nich bardzo ważny. Nie patyczkując się z nimi, razem z Bethrezen'em i Cornwell'em pozbywaliśmy się wszystkich, którzy stanęli nam na drodze. Ledwo dawaliśmy radę odpierać ich ataki. Apple postanowiła wykorzystać te zamieszanie i przedrzeć się do bramy, za którymi znajduje się osoba, z którą chce pomówić. Skupiliśmy na sobie uwagę napastników, a nazoidka kierowała się w stronę przejścia. Powiedzmy, że wszystko szło zgodnie z planem, gdy nagle coś dużego kierowało się na nas. Wywnioskowałem to z odgłosu i rytmicznego trzęsienia ziemi. Chwilę potem ukazał się nam duży, antyczny nazoid w postaci golema.
- Ja pierdole.
- Co to... ma być? - Rena patrzyła z przerażeniem na postać.
Podobnie Apple wpatrywała się w wroga. Golem zrobił zamach łapą. Proto krzyknęła do nazoidki by uciekała. Ta jednak dalej stała. Łapsko potwora spadało na nią i w pewnym momencie coś runęło na niego. Ziemia się zatrzęsła i straciliśmy równowagę. Obłok kurzu pokrył cały obaszar. Z czasem opadł i dostrzegliśmy stojącą Apple, a przed nią odłamki nawierzchni. Zauważyłem, że golem leżał wbity do ziemi, a na nim ktoś stał. Kto to może być? Nagle rozległ się głos. Rozpoznałem go. Należał do Add'a. Jak zwykle zrobił sobie wejście. Nazoidka zapytała go, co tu robi. Coś jej odpowiedział, ale nie skupiłem na tym swojej uwagi. W pewnym momencie ruszyła przed siebie, a on za nią. Aisha podbiegła do mnie i złapała za ramię.
- Nie podoba mi się on.
- Wolałaś go z kapturem?
- Nie o wygląd mi chodzi kretynie - odparła i uderzyła mnie w głowę.
Dogoniliśmy ich i skierowaliśmy się do naszego celu. Dotarliśmy do kamiennych drzwi. Nazoidka próbowała je otworzyć na wszystkie sposoby, jednak nie udało się jej. Następnie każdy z nas próbował. Nie było widać żadnego postępu.
- I jak my teraz tam wejdziemy, heee? - zapytała zrezygnowana Aisha.
- Co za banda kretynów. Posuńcie się - rzucił Add, ktory podszedł do drzwi. Rena zwróciła mu uwagę, jednak on swoją odpowiedzią tylko ją podburzył.
Przyłożył dłoń do drzwi. Odwrócił się bokiem do nich i aktywował swój system. Zacisnął dłoń w pięść i w nie uderzył. Rozległ się huk i nic więcej się nie stało. Już chciałem go wyśmiać, gdy nagle drzwi rozpadły się na kawałki. Co to kurde ma być? Jednym ciosem? Odsunął się na bok i po kolei weszliśmy do środka. 


Miejsce było mi znajome. To tutaj kiedyś walczyłem z Taranvas'hem. Nic się nie zmieniło. Kryształ dalej na swoim miejscu, podobnie jak lustra. Po chwili, zza ściany pojawił się taki sam tygrys jak poprzedni. Jednak to nie był Taranvash tylko ktoś inny. Zapytał Apple, po co tu przyszliśmy. Gdy wyjawiła mu cel swojej podróży skierował swój wzrok na nas.
- Twoi przyjaciele?
- Tak - potwierdziła nazoidka.
Przyglądał się nam uważnie i zatrzymał się na Add'zie.
- Interesująca broń. Skąd ją masz?
- Eltrion.
Po tych słowach tygrys cofnął się do tyłu i rzekł do Apple.
- Ciekawych masz towarzyszy. Zabierz co potrzebujesz i wracaj do siebie.
Podziękowała mu i zwrociła się do niego Tyroni. Czarodziejka spytała o tę imię. Nazoidka odparła, że tak się nazywa i jest bratem Taranvas'ha. Jak tylko zabrały co potrzebowały skierowaliśmy się do wyjścia.
Słońce już zachodziło i powoli wracaliśmy do Hamel.


Penentio ucieszył się na nasz widok. Nazoidki podziękowały za pomoc i wróciły do Altery, a my jeszcze chwile zostaliśmy. Rena musiała dorzucić swoje dwa grosze podczas rozmowy z Add'em.
- Czemu nam pomogłeś? - zapytałem go, bo ciągle mnie to intrygowało.
- Taką dostałem misję. Poza tym ochrona Apple jest priorytetem. Lepiej żeby nazoidy tego modelu nie zginęły.
Po tych słowach skierował się do Aranki, a my odprowadziliśmy go wzrokiem. Jeśli nie przekonamy go na naszą stronę to będą problemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz