poniedziałek, 3 marca 2014

Wpis9

Nic nie działo się przez ostatnie miesiące. Jednie mogę przytoczyć wydarzenia sprzed kilku dni.
Jakiś czas po wszystkich organizacjach do ślubu, dostrzegłem, iż moi towarzysze zaczęli się dziwnie zachowywać. Zawsze, gdy przechodziłem przez miasto, kątem oka widziałem jak trzymają się za ręce. Mało tego, gdy robiliśmy sobie seans filmowy, oni siedzieli wtuleni w siebie, że przez chwile nie interesował mnie film tylko oni. Powiedziałem potem o tym wszystkim Aishy, która zabawnie do tego podeszła i zapytała mnie, co zrobię jak oni... NIE! Nawet nie chce o tym myśleć. Wybiłem Zekirze ten pomysł z głowy, a ona dodała, że wszystko jest możliwe. Przy okazji rozmawialiśmy o mojej posadzie jako władca demonów. Nie lubię o tym mówić, jednak uzmysłowiłem jej fakt, że jak będzie po ślubie zostanie ich królową. Cieszyła się, że będzie rządzić innym światem. Rany, co w jej głowie siedzi? Ogólnie cieszę się, że moja moc nie wymyka się spod kontroli jak wcześniej. W sumie walk żadnych walk nie toczę, więc na chwilę obecną stres z tym związany jest mi obcy.

Pewnego dnia razem z moją księżniczką postanowiliśmy obserwować maluchy. Mają cały pałac do dyspozycji podczas naszej nieobecności. Najpierw bawili się w pokoju i rozmawiali, potem poszli na dwór bawić się, a następnie trenować. Nigdy bym nie przypuszczał, że oni trenują w wolnym czasie. Wszystko było w porządku do czasu, gdy Śnieżynka nie skaleczyła się. Biegnąc w jego stronę, potknęła się o kamień. Siedzieli tam razem i mała leczyła swoją ranę. Po pewnym czasie i rozmowie zauważyliśmy, że... nie wierzyłem w to co widziałem. Załamany odwróciłem się, bo już patrzeć na to nie mogłem. Zekira pocieszała mnie, że z chęcią zajmie się ich rodzinką, jeśli doszłoby do czegoś. Za jakie grzechy oni mi to robią?! Nie będę ich już rozdzielać, bo to nie pomoże, a tylko bym miał kłopoty.

Jakiś czas później do Sander dotarła informacja o wojowniku z Belder, który sieje postrach wśród mieszkańców. Początkowo uznałem to za brednie, jednak, gdy spojrzałem w gazetę i wczytałem się w artykuł to doznałem szoku. Faktycznie w Belder jest ktoś taki i podlega bezpośrednio Vanessie. Dzięki jego działaniom w mieście jest spokojnie i nie dochodzi do żadnych aktów wandalizmu czy jakiś lewych interesów. Myślałem razem z innymi, kto to może być. Zeki wypaliła, że tylko jedna osoba z tego miasta może nią być. Wymieniliśmy się spojrzeniami i westchnęliśmy. On stał się silniejszy i obawiam się trochę ponownego starcia z nim. Jeśli to prawda, to trzeba uważać.

Kilka tygodni później odwiedziły nas Apple i Proto. Byliśmy zaskoczeni ich obecnością. Przyjęliśmy je i zapytaliśmy, po co aż do Sander przyszły. Opowiedziały nam, co się działo w międzyczasie. Poinformowały nas również o zakończonym eksperymencie Add'a, który miał miejsce w Alterze, a potem w Peicie. Zapytały nas, czy czytaliśmy najnowsze gazety. Rena kiwnęła głową i Apple potwierdziła, że to on. Wbrew pozorom używa swojej siły w dobrym celu, ale pytanie brzmi: jak długo? Jak długo będzie podporządkowany Vanessie? Gdy tylko wyczerpaliśmy jego temat przeszliśmy do innego, a dokładniej ich celu przybycia. Poprosiły nas o pomoc w Starym Akwedukcie. Podobno jest tam grupka źle nastawionych nazoidów i stworzeń. Dodały również, że ostatnio zaczęły szukać starożytnego grobowca nazoidów w celu znalezienia Eve. Ara zapytała, czy to aby dobry pomysł. Dodała również, że jeśli on się o niej dowie to... Proto przerwała jej i rzuciła, że nie ma powodu do zmartwień. Na razie potrzebują materiału z tego miejsca do produkcji nazoidów, a potem dalej będą zbierać informację o tym, gdzie jest miejsce spoczynku Eve. Zapytała nas na koniec, czy nie chcielibyśmy znowu być w komplecie. Milczeliśmy. Wtedy ciszę przerwała Apple, pytając gdzie jest Lorien. Odparłem, że wrócił do Hamel pomagać ojcu. Póki nie ma żadnego większego zagrożenia może zostać w swoim mieście, którym w przyszłości będzie rządzić. Dla pewności nazoidka zapytała, czy pomożemy im w Starym Akwedukcie. Zgodziliśmy się i dwa dni później odbyła zaplanowana podróż.

Spotkaliśmy się w Hamel i wyruszyliśmy do miejsca pobytu zbuntowanych maszyn. Po pewnym czasie dotarliśmy na miejsce. Przywitała nas grupka rozwścieczonych golemów, które zostały szybko pokonane przez Proto i jej karabin maszynowy. Przez chwile zastanawiałem się, czy nie gramy w jakimś filmie.
Idąc dalej spotkaliśmy kolejnych przeciwników, którzy pomimo słów Apple, zaatakowały nas. Ara i Elesis obezwładniły ich i poszliśmy dalej. Gdy dotarliśmy na tak zwany dziedziniec akweduktu, zbuntowane nazoidy otoczyły nas. Było ich za dużo. Myślałem, skąd ich tak wiele. W ogóle ciekawiło mnie, jak do tego doszło, że ponownie odwróciły się od Hamel i nazoidów. Doszło do walki. Każdy z nas rozdzielił się, by zająć swoimi przeciwnikami.
Walka się przeciągała. Słońce zachodziło, a my dalej staliśmy na dziedzińcu. Każdy był już zmęczony. Gdyby nie fakt, że korzystałem z mocy Bethrezena to bym leżał plackiem jak oni. Postanowiliśmy się wycofać. Nazoidki wzbiły się w powietrze i odleciały, a my na wierzchowcach ulotniliśmy się z tego miejsca. Noc spędziliśmy w jaskini, która była niedaleko miejsca potyczki. Proto chciała zawiadomić Penentia o zaistniałej sytuacji, jednak działało tu jakieś pole, które nie pozwalało nam wysłać wiadomości.
Opracowaliśmy plan działania na jutro i położyliśmy się spać. Mam nadzieję, że nie utkniemy tu na wieki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz