Nie miałem zbyt wiele do roboty w tym świecie. Chodziłem tu i tam i obserwowałem tutejsze życie. Mieli własną kulturę i obyczaje o których kiedyś pisałem. Nudziłem się, ale podobała mi się jedna rzecz - swoboda. Mogłem robić co chciałem bez żadnych konsekwencji czy opieprzu, bo na obiad się spóźniłem. Co jakiś czas trenowałem kontrolę nad moim Cornwellem. Pomimo tych wszystkich wydarzeń to moja moc się zbytnio nie zmieniła. No, poza tym, że mogę w końcu używać wszystkich umiejętności co kiedyś. Oczywiście cały czas towarzyszyła mi Śnieżynka.
Dni mijały, tygodnie. Z czasem zaczęło coś się łamać wewnątrz mnie. Brakowało tego co mi drogie było - Aisha. Tęskniłem za nią i martwiłem się o nią. Pewnie mnie nienawidzi za to, że ją zostawiłem. Reszta prawdopodobnie czuje to samo. Będę musiał kiedyś się do nich wybrać i zobaczyć co u nich. Ciekawi mnie również, co zamierzają ze mną zrobić. Czynu, którego się dopuściłem raczej nie ujdzie mi na sucho. Rodzina... Wole nie wiedzieć jak zareaguje mój ojciec. Muszę dokładnie wszystko przemyśleć. Jeśli wróciłbym do mojego domu to nic by się nie stało i przyjaciele by mnie jakoś przyjęli (chyba) lub czekają na ten moment by mnie złapać i zabić. Jedyny sposób by na chwilę obecną dowiedzieć się co u nich to wysłanie Wyroczni z listem ode mnie.
Siedziałem przy stole i pisałem owy list. Było już późno. Blat stołu oświetlał świecznik. Podczas pisania ktoś zapukał do drzwi. Śnieżynka poszła otworzyć i krzyknęła, gdy tylko otwarła na oścież drzwi. Spojrzałem tam i zobaczyłem małą siedzącą na ziemi, a przed nią coś. Przyglądając się dalej dostrzegłem, że to małe dziecko, które leży z łapkami wyciągniętymi przed siebie na czaszce. Odłożyłem pióro i podszedłem do brzdąca. Gdy tylko kucnąłem przed nim, lekko się dźwignął i pomachał rączką. Uśmiechnąłem się do niego, a on zaczął skakać na swojej czaszce. Wpuściłem go do środka, a Śnieżynka dalej się przyglądała przybyszowi. Od razu maluch wskoczył na fotel i zasnął. Podeszliśmy do niego i zastanawialiśmy się kim on jest.
Wróciłem do pisania listu i gdy skończyłem wręczyłem go Wyroczni, a ta od razu udała się do mojego świata. Ja natomiast udałem się do swojego łóżka.
Następnego ranka, nasz nowy gość gonił po całym pokoju i bawił się razem z Śnieżynką. Przynajmniej się dogadują. Gdy doprowadziłem się do ładu i składu, zjedliśmy śniadanie, a potem poszliśmy poszukać informacji o naszym nowym przyjacielu. Długo szukać nie musieliśmy. Avalac na jego widok o mało co nie wpadł w panikę. Powiedział nam, że do dziecko Żniwiarza i lepiej żebyśmy szybko je oddali. Tak, oddali. Ciekawie niby jak. Mały jednak dawał nam do zrozumienia, że nie chciał wracać. Dorwał się do jakiegoś kamienia i zaczął rysować coś na ziemi. Z rysunku było widać, że jego rodzice go tu przysłali by się tu wychował. Gdy starał się nam wszystko wyjaśnić - gestami - na sam koniec się rozpłakał i zaczął przecierać łapkami twarz. Śnieżynka od razu się w nim zakochała, bo startnęła do niego i przytuliła go mocno do siebie. Czyli to mnie ten brzdąc wybrał bym go wychował? Rany...
Dni mijały, a ja wychowywałem Nighta (Nightmare go nazwałem). Wszystko nawet fajnie się połączyło. Zarówno Śnieżynka jak i Night mogli się doskonalić, a ja w spokoju trenować swoje techniki jak i style walki. W końcu mały podrósł i już sam umiał chodzić. Chyba go nie opisywałem jeszcze. Ma białe, krótkie włosy i czarne ubranie - płaszczyk, spodnie, rękawiczki i buciki. Gdy podrósł, obok jego głowy latały dwie małe czaszki, na plecach miał kosę, a na sobie płaszczyk z kapturkiem. Reszta pozostała bez zmian. Podobnie jak z Śnieżynką, kurdupel umiał mówić. Dodatkowo wykształcił u siebie wysoką kulturę osobistą. Pierwszego dnia po jego ewolucji, przywitał mnie ładnie, kłaniając się i pytając o zdrowie. Wtedy mogłem z nim porozmawiać o tym wszystkim. Usiadł grzecznie na kołdrze i zaczął opowiadać to, co wcześniej narysował. Z jednej strony się cieszę, że umie mówić z drugiej... Znowu będą mi dwa maluchy ryczeć. Śnieżynka polubiła go jeszcze bardziej, gdy dowiedziała się o jego zdolnościach do mówienia.
Poszedłem z nimi na spacer i przy okazji oddałem moją zbroję kowalowi. Przez to wszystko się strasznie zniszczyła i potrzebuje nowego sprzętu. Wieczorem wróciliśmy do zamku i przez kolejne dni trenowałem z Nightem. Koniec końców wyrósł i to sporo. Był na wysokości pasa, kapturek teraz miał na głowie i w sumie tyle. Można powiedzieć, że nie nudziłem się przez te tygodnie.
Przechadzając się z nimi po uliczkach poczuliśmy nagłe wstrząsy. Nikt nie wiedział co się działo do czasu, gdy na niebie pojawiły się drzwi wymiarowe. Z nich wyszło ogromne łapsko jakiegoś potwora. Chwile potem mogliśmy zobaczyć jego twarz. Wyglądał jak robot albo sam nie wiem. Szykował się do ataku, gdy nagle drzwi wymiarowe się zatrzasnęły i palce bestii z hukiem padły na ziemię. Od razu wezwano odpowiednich ludzi do tej roboty. Sam z towarzyszami podszedłem bliżej.
- Zaburzenia czasoprzestrzeni. Osoba, która sprawuje nad nią kontrolę ma problem i to poważny - odparł Night zakładając ręce.
- Co masz na myśli? - zapytała Wyrocznia.
- Do naszego wymiaru dostała się bestia, która nie ma dobrych zamiarów względem nas. Za niedługo zaatakuje ponownie, tylko wtedy trzeba będzie go pokonać.
- Pokonać? Widziałeś rozmiar jego łba? To niemożliwe.
- To w takim razie to koniec ludzkości.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz