Z samego rana było tak ciepło, że aż odechciało się
wszystkiego. Gdy tylko się ubrałem zszedłem na dół z Śnieżynką. Nie wiem z
jakiego powodu, ale była strasznie rozbawiona i wesoła. W jadalni Rena z Arą o
czymś dyskutowały, a Lorien karmił swoją Lorienkę. Przywitałem się z nimi i
podczas spożywania posiłku dyskutowaliśmy z Chungiem o Falconie. W międzyczasie
Śnieżynka dorwała się do winogron, wepchała do buzi i ganiała jak głupia po
stole. Jej przyjaciółka zaśmiała się i poszła w jej ślady.
-Właśnie słuchaj Elsword, jutro mają być nowe wrota.
-Serio? Skąd wiesz? – wskazał palcem na Arę, a ona tylko
uśmiechnęła się do nas i pomachała. – Super. A jakieś inne informacje?
-Na razie brak. Jutro pewnie będzie. Ponoć mają też powstać
nowe eliksiry, które będą nam pomagać podczas misji.
-Może Vapor coś będzie wiedzieć na ten temat.
-Może… -zapadła krótka cisza. – Henir?
Zgodziłem się i wyruszyliśmy na zmagania od Glave. Zaraz po
nich sekrety się zaliczyło i odwiedziliśmy rynek. Trafiliśmy na skrzydła
Falcona. Cena też w miarę, tylko jeden problem. Brakuje trochę kasy… Na
szczęście spotkaliśmy Ravena i Aishe, którzy pożyczyli potrzebną gotówkę i tak
mogłem skompletować Falcona. Cieszyłem się, że udało mi się drugi komplet doprowadzić
do całości. Skrzydła wyglądają świetnie.
Zapewniałem przyjaciół, że oddam tak szybko jak to możliwe.
Dodali nawet, że nie muszę się spieszyć. Gdy wracaliśmy do pałacu
dyskutowaliśmy o nowych wrotach. Ustaliliśmy, iż razem się tam wybierzemy.
Ciekawi mnie jakie zmiany zostaną wprowadzone. Gdy przekroczyliśmy próg naszego
domu, w naszą stronę biegły lisiczki, a za nimi Rena i to wkurzona tak, że
najlepiej trzymać się od niej z daleka. Na nasz widok zwierzaczki schowały się
za nami, a Rena wściekła zmierzyła je spojrzeniem, a potem nas, właścicieli.
-Pilnujcie te swoje zwierzaki, a nie biegają i robią co chcą!
-A co się stało? – zapytał spokojnie Lorien i czekaliśmy na
jej odpowiedzieć.
-Co się stało?! Przekopały cały ogród i wygląda tam jakby
wojna się tam toczyła! – wymieniłem spojrzeniem z Lorienem i zaśmialiśmy się
pod nosem, oczywiście Renie nie uciekło to i zaraz nas szarpnęła za ramiona. - Skoro tak wam do śmiechu to teraz posprzątacie to wszystko.
Chyba jest niepoważna. Gdy nam pokazała teren jaki mamy
przywrócić do porządku to żyć się odechciało. Ogród sam w sobie jest ogromny i
my mamy… Zwierzaczki stały za nami smutne i bawiły się łapkami. Zaczęliśmy z
Lorienem się wykłócać z Reną, że tym powinny się zająć osoby za to
odpowiedzialne nie my. No ale Rena to Rena, nie popuści. Zagroziła nawet, że
jak nie zrobimy tego co nam kazała, to zrobi nam gorsze piekło jak demony w
Peicie. Gdy kierowała się do wyjścia pogratulowała skrzydeł Falcona i wyszła.
-I co robimy? – usiadł zrezygnowany Chung na swoim dziale i
spoglądał na ogród.
-A mamy jakieś inne wyjście? Wole Renie nie zachodzić za
skórę.
-Eh miał być taki przyjemny dzień…
-Będzie przyjemny, na zewnątrz… pobawimy się z ziemią, kwiatami,
słońce będzie fajnie grzać. Nie ma na co narzekać…
Odparłem z nuta sarkazmu i spojrzałem na Śnieżynkę. Od razu
kazałem jej wziąć się do roboty. Wraz z Lorienką śmigały najszybciej jak to
możliwe byle tylko ogród wrócił do stanu użytku. Usiadłem obok Loriena i
gadaliśmy o nowych wrotach. Nie sądziłem, że kiedykolwiek zostanie to
zmienione, no ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Po kilku godzinach zwierzaki uporały się z tym wszystkim i
było w miarę dobrze. Zgłosiliśmy się do Reny, że skończyliśmy i gdy tylko
powiedziała, iż może być udaliśmy się do Vapor. Z alchemiczką dyskutowaliśmy o
nowych eliksirach. Z tego, co nam niechętnie powiedziała mają zostać dodane eliksiry,
które będą działały na wszystko wewnętrznie, jakby mała pomoc. Dodała, że kilka
eliksirów przejdzie zmianę i wyganiała nas z laboratorium jakbyśmy nie wiem, co
tu mieli zrobić. Cóż przynajmniej coś tam wiemy…
Po kolacji wróciłem do siebie i tam porządnie ochrzaniłem
Śnieżynkę. Inaczej zaplanowałem sobie dzień, a ta mi tu robi jakiś burdel. Gdy tak się wydzierałem na nią usłyszałem
pukanie do drzwi. Ciekawe kogo niesie. Otwarłem drzwi i zobaczyłem Zeki. Trochę
się zdziwiłem. Zapytała, czy może wejść. Wpuściłem ją i kazałem małej zejść mi
z oczu. Gdy tylko wyszła na balkon, Zeki wtuliła się we mnie i rozpłakała. Zaczęła
przepraszać za wszystko, mówiła takie niestworzone rzeczy, że ręce opadają. Co
ja z tą dziewczyną mam… Więcej problemów jak pożytku. Gdy już się wypłakała
dodała, że nie liczy, że jej wybaczę i że będzie jak kiedyś oraz iż zrozumie
jak to będzie koniec. Nie wiedziałem w sumie, co jej odpowiedzieć. Rzuciłem
tylko by zaczęła zachowywać się normalnie i wyłożyłem się na sofie. Nie miałem
jakoś sił z nią dyskutować i szukać igły w stogu siana. Usiadła obok i zaczęła bawić
się moimi włosami, dodając przy okazji, iż nowy komplet ma niedługo wyjść. Jeśli
chodzi o modę to ona wie chyba wszystko najlepiej. Zapytałem, czy wie coś
więcej. Odparła, że zdjęć jeszcze nie ma, ale za jakiś czas powinny się pokazać
jak sam set. Dodała, iż jest podobny do Nasod Battle Suit. Mnie tam mało on
interesi, mam Falcona i więcej do szczęścia mi nie trzeba. Gdy odparła, iż
planuje go sobie kupić to z góry mówiłem, że jak będzie wyglądać jak kretynka
to się do niej nie przyznaje. Oburzona uderzyła w ramię i dodała, że jest
pewna, iż będzie jej świetnie pasować. Na pewno… Podroczyłem się z nią trochę i
na koniec przytuliłem ja do siebie. W sumie brakowało mi jej przez ten czas…
Oby w końcu było tak jak dawniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz