piątek, 31 maja 2013

Wpis2 Oczami Chunga


Wczesnym porankiem nie wiadomo skąd, Ara przyszła do mnie i obudziła tłumacząc, iż jest sprawa. Na pół przytomny zapytałem, o co chodzi. Powiedziała mi, iż dowiedziała się, że będą zmieniać mroczne wrota. Trochę zaskoczyła mnie ta informacja. Dała mi kilka ulotek o tym i powiedziała bym sobie na spokojnie to przeczytał i wyszła. Przejrzałem je i znowu położyłem się spać.
Dwie godziny później obudziłem się i razem z Lorienką zeszliśmy zjeść śniadanie. Rena i Ara gawędziły, potem Elsword przyszedł i powiedziałem mu o nowych wrotach. Następnie udaliśmy się na Henira, a lisiczki zostawiliśmy w pałacu. Jednak to nie był dobry pomysł, bo nieźle nabroiły i dodatkowo my musieliśmy posprzątać po nich. Trochę gniewałem się na Lorienkę, że to zrobiła. Rena też nie potraktowała nas ulgowo… Z Elswordem postanowiliśmy, iż one będą sprzątać, a my sobie porozmawiamy o nowych wrotach. Dodam również, że podczas powrotu do pałacu Ammo w końcu skompletował całość Falcona. Skrzydła z tego kompletu są bardzo ładne. Może kiedyś i mnie będzie stać na ich kupno…
Późnym popołudniem udaliśmy się do Vapor i tam wypytywaliśmy o nowe eliksiry. Jak zwykle była w nie humorze i widać, iż nie przepada za towarzystwem. Dużo nam nie powiedziała, więc jutro wszystkiego się dowiemy.
Wieczór mijał spokojnie. W swoim pokoju zaczytałem się w jednej z książek o alchemii, a Lorienka starała się odciągnąć od niej uwagę. Ewidentnie chciała się bawić, jednak stanowczo dałem jej do zrozumienia, że nic z tego. Zanim położyłem się spać, zastanawiało mnie, czy Aisha już… Zresztą nie moja sprawa.

Wraz z Aishą, Elswordem i Ravenem udaliśmy się na otwarcie nowych wrót. Trzeba przyznać, że dużo ludzi się zebrało. Gdy tylko nadeszła chwila otwarcie wszyscy wyruszyli z swoimi grupami na mapy. Potem w końcu wkroczyliśmy do nowych wrót. Podobały mi się te zmiany. Czym prędzej ruszyliśmy przed siebie pokonując napotkane na drodze potwory. Ja z Aishą mieliśmy łatwiej jak chłopaki, bo nie musieliśmy bić z bliska, co okazało się być problemem. Wrota odbierają energię życiową jak się za długo stoi przy nich. Gdy wrota zostały zamknięte od razu udaliśmy się do Vapor. Pytaliśmy o nowe eliksiry i gdy nam wyjaśniła oznajmiliśmy, iż każdego rodzaju chcemy eliksir. Gdy nam je wręczyła od razu udaliśmy się na inne dzienne misję i tak praktycznie zleciał cały dzień. Trzeba przyznać, iż dzisiaj było urwanie głowy. Jedyne, co mnie zaniepokoiło to to, co powiedział Elsword podczas kolacji. Znowu Penetio go wzywał. Pewnie znowu coś się stało albo kto wie…
Dodatkowo gdy już miałem iść spać, ktoś zapukał do drzwi. Gdy je otwarłem w drzwiach stała Rena i wręczyła mi list. Powiedziała mi, iż to od Mayi. Ucieszyłem się gdy wypowiedziała jej imię. Podziękowałem jej i otwarłem list. W środku było napisane, że… została napadnięta przez pewnego artylerzystę i teraz leży w szpitalu. Dokładnie go opisała: komplet Dragon Knight wersja niebieska, do tego posługuje się pistoletami i nie jest z Hamel. W sensie mieszka poza miastem. Wredny charakter i lubi zaczepiać inne dziewczyny. Martwiłem się o nią, jednak z tego co napisała nic jej się poważnego nie stało. Będę musiał odwiedzić ją jutro.


Z rana poszedłem do Aranki by przeteleportować się do Hamel. Gdy już miałem użyć biletu, pewna osoba wpadła na mnie, bilet wyleciał mi z ręki, a działo tegoż osobnika złamało go na pół. Mój jedyny środek transportu został zniszczony. Chwile potem ten, co na mnie wpadł zaczął przepraszać, za ten wypadek i jest mu przykro. Pomimo, iż byłem strasznie smutny z tego powodu, uśmiechnąłem się do niego i dodałem, że wypadki każdemu się zdarzają. Zabrałem obie połówki biletu i dałem Arance. Powiedziała, iż jutro będzie jak nowy. Tyle, że ja czasu do jutra nie mam... Następnie mój nowo poznany kolega zaprosił mnie na kawę. Co prawda nie pije, no ale jak jest uprzejmy to dlaczego mam odmówić. Poszliśmy do kawiarni i tam dyskutowaliśmy o Hamel. Podobnie jak ja, też jest artylerzystą, a dokładniej obrał drogę Deady Chaser. Zaciekawiło mnie to, iż biega w komplecie Evil Tracera. Mało kto w tym chodzi, zwłaszcza w tych czasach. Jak do mnie jest przesłodzony. Podczas dalszej rozmowy zapytał mnie, czy moja podróż była ważna. Przytaknąłem i powiedziałem mu, co się wydarzyło. Strasznie zbladł, jak mu to powiedziałem i zaczął mnie przepraszać jak opętany i do tego potem się rozpłakał. Trochę dziwny ma charakter ale nie ważne. Powiedziałem, żeby już dał spokój, bo wszyscy dookoła się na nas gapili. Podziękowałem mu za rozmowę i skierowałem się na miasto. Tam spotkałem Elsworda i razem przyglądaliśmy się nowym plakatom, które przedstawiały najnowszy komplet MK-2. Co gorsza Aisha będzie go kupować. Jakoś nie widzi mi się by w tym biegała... Na dodatek Ammo wpadł na jakiś pomysł. Jego uśmiech mówi wszystko za niego.

Udaliśmy się na codzienne misje i skierowaliśmy się na arenę. Tłumy, że szkoda gadać. Ledwo przepchaliśmy się do Camilli, która nas radośnie przywitała. Chciała byśmy walczyli, jednak szybko wymyśliliśmy wymówki i dała nam spokój. Oglądając inne walki, z czasem trafiła się walka w której brała udział czarodziejka i artylerzysta. Co dziwne, po dokładnym przyjrzeniu się wyglądał tak samo jak opisywała go Maya... Do tego widać było, iż walka posuwała się za daleko.
-To on... - już chciałem wskoczyć na arenę jednak Elsword mnie zatrzymał.
-Co ty robisz? Przerwą walkę.
-To on. Puszczaj!
Wyrwałem mu się i najszybciej jak mogłem pobiegłem w jego kierunku i gdy byłem wystarczająco blisko uderzyłem go z działa, aż poleciał kilka metrów dalej.
-Weź się ogarnij debilu.
-Łapy precz od tej dziewczyny.
-Bo co mi zrobisz śmieciu? - wstał i powoli kierował się w moją stronę.
-Dlaczego ją zaatakowałeś? W Hamel, dziewczyna o niebieskich włosach.
-Hoo, to twoja przyjaciółka? Chciałem się zabawić, ale ona była strasznie uparta...
-Ty...
-Dziwi mnie dlaczego odmówiła. Wyglądała na taką, która jest sama...
-Wygląda na to, iż to ty jesteś sam skoro atakujesz inne dziewczyny śmieciu.
Jego spojrzenie się zmieniło. Wyczuwać było rządzę walki. Chwile potem wyciągnął pistolety i zaatakował. Zrobiłem szybko unik i przeszedłem do siege. Zaraz potem wystrzeliłem w niego cały magazynek, co miałem plus drugie co załadowałem. Widać na niego to nie wystarczyło, bo znowu rzucił się na mnie, a ja na spokojnie robiłem uniki i atakowałem go działem jak i granatami. Po kilku wymianach odpuścił i zszedł z areny, a ja podszedłem do dziewczyny i zapytałem, czy z nią w porządku. Kiwnęła głową, podziękowała i kilka chwil potem lekarze się obok nas zjawili. Zszedłem z areny i potem dołączył do mnie Elsword pytając, co we mnie wstąpiło, że go zaatakowałem. Wiedziałem, że nie zrozumie. Rzuciłem szybko by się odczepił i dał spokój. Gdy byliśmy przed wyjściem nasz kolega przyszedł znowu tym razem w obstawie kolegów. Elsword jak zwykle palnął swoje, a jego to nie ruszyło, wręcz przeciwnie, aż się prosił o lanie. Zaatakowałem go i potem wszyscy zaczęli się bić na tyle głośno i zauważalnie, że ochrona do nas podeszła. Udało im się nas rozdzielić i tak z napsutymi nerwami wróciliśmy do pałacu, a dokładniej do lekarza.
Lepiej, żeby nas Rena nie zobaczyła, bo byśmy źle skończyli... Lekarz zapytał nas z kim biliśmy się. Szybko opisałam frajera i jedyne co usłyszałem od niego, że to dupek. Więc tam się nie martwię o niego. Najgorsze w tym wszystkim, że chwile potem Aisha wpadła do sali gdzie siedzieliśmy i zaczęła się nas wypytywać, co się stało. Jeszcze ja byłem tak rozdrażniony, że głupio dociąłem i Zeki mi przywaliła tak mocno, że o mało co nie zleciałem z tego stołka. Dopiero potem jakoś doszedłem do siebie i przeprosiłem ich. Gdy już wychodziłem Elsword zapytał mnie, co się dzieje. Jedyne co mogłem z siebie wydusić to to, iż mam ciężki dzień.

Wróciłem do pokoju i tam rozmyślałem nad tym wszystkim, co się dziś wydarzyło. Może ten DC jednak miał rację. W ogóle nie poświęcam czasu Mayi, nawet nie mam z nią kontaktu. Powinna sobie wybrać kogoś innego, a nie mnie... Co ja mam zrobić? Nawet nie mam jak się do niej dostać, ani nic. jedyna bliska mi osoba, a jest poza moim zasięgiem. Gdyby ojciec tu był... Nie musiałbym się o nic martwić i miałabym kogoś bliskiego koło siebie, kogoś z rodziny, a tak jestem sam. Mam tylko zastępcza rodzinę, bo tak można nazwać ekipę z którą podróżuje. Chciałbym by było jak kiedyś, gdy razem z rodzicami spędzałem czas i innymi, którzy pracowali w domu. Chciałbym by na świecie był spokój, by każdy z nas znalazł miejsce dla siebie. Jednak chyba te marzenia są nie do spełnienia, dopóty brat Ary stąpa po tej ziemi.

Z rana poszedłem z Lorienką na krótki spacer i pozwoliłem jej się pobawić w fontannie. Przynajmniej mam urocze zwierzątko, które zawsze dotrzymuje mi towarzystwa. Gdy tak bawiłem się z nią podeszła do mnie Rena i zapytała mnie, co tutaj robię.
-Pomyślałem, iż czasem lepiej jest czas spędzić z swoim pupilem jak wychodzić na miasto.
-A no. Pewnie masz racje. - pogłaskała Lorienke po główce. - Tęsknisz za swoim miastem?
-Em, a co to za pytanie? - nie wiedziałem w sumie, co jej powiedzieć. - Nie tęsknie, co prawda brakuje mi, ale jakoś, aż tak źle nie ma. Nie ma co narzekać, przecież i tak... - zaśmiała się i spojrzała troskliwie na mnie. - Chciałbym by moje życie wyglądało jak dawniej.
-Nie tylko ty tak uważasz. Wiesz Chung, naprawdę cieszę się, że z nami podróżujesz. Jesteś bardzo spokojny i pragniesz pomagać innym. Twoja obecność w naszym gronie jest niezbędna wiesz.
-Daj spokój..
Teraz to już totalnie mnie zakłopotała. Trafiła w samo sedno, a ja... Chwile potem podeszła do mnie i przytuliła do siebie, jednak tym razem było inaczej. Czułem się, aż za spokojny, bezpieczny... mama...
-Jak będziesz mieć problemy to mi o tym powiedz. Zawsze możesz liczyć na moją pomoc Chung. - nie wiem dlaczego, ale łzy same spłynęły po policzkach. Czułem się taki szczęśliwy...

Popołudniu udałem się do Aranki zapytać o bilet. Powiedziała, iż mają problemy jakieś i jutro dopiero dostarczą do pałacu. Niech to, a chciałem już być w Hamel. Coś czuje, że ktoś lub coś nie chce by tam wracał. gdy tak spacerowałem po mieście trafiłem na Elsworda. Pewnie wrócił z Hamel. Zapytałem go wpierw, czy idzie na dzienne misje. Zgodził się, jednak podczas ich zaliczeń był jakiś nieobecny i zmartwiony. Zapytałem, o co chodzi, jednak nic nie chciał powiedzieć. W drodze powrotnej do pałacu trafiliśmy na Aishe ubraną częściowo w nowy komplet MK-2. Ta fryzura to aż... Nie ja nie wierze, że Elsword pozwoli jej w tym biegać.

Gdy wróciliśmy Ammo oznajmił iż chce nam coś przekazać i mamy zaczekać w salonie. Ciekawiło mnie, co takiego. Jak już wszyscy byli obecni dał mi list od Penenita i kazał mi przeczytać. Jego wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Coś musiało się wydarzyć... Gdy otwarłem list i zacząłem go czytać, aż coś mnie zabolało w środku. Ojciec... To niemożliwe by zginął. Ja w to nie wierze. To musiała być jakaś pomyłka. Przecież on... Zacisnąłem list w ręce, a potem się rozpłakałem. Jeszcze wczoraj, dziś rano... Dlaczego to wszystko tak się potoczyło?! Dlaczego zawsze bliskie mi osoby są odbierane!? Czym ja zawiniłem, gdzie błąd popełniam, że ich tracę?! Tyle pytań, zero odpowiedzi, zero wskazówek, nic.... Zdany na los tego świata. Sam... już na zawsze... bez rodziny... z splamionym nazwiskiem rodu... nie mam już na nic nadziei. Sens mojego życia zakończył się w tym momencie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz