czwartek, 11 października 2012

Wpis4

Weszliśmy do jej domu. Skromnie mieszka co mnie zdziwiło. Skierowaliśmy się do jej gabinetu. Gdy weszliśmy doznaliśmy szoku. Cały gabinet, dosłownie cały był udekorowany stosami dokumentów. Przeprosiła nas za bałagan jaki ma i podeszliśmy do jej biurka gdzie stały dwie duże "wieże" papierków. Leżały też wolne papierki i w nich Vanessa kopała i szukała tych, co tyczą naszej misji. Minuty mijały a nadal nie znalazła tego co chciała. W końcu się wkurzyła zrzuciła wszystko z biurka. Odsunęliśmy się z Chungiem by nie wylądować pod górą tych papierków i w końcu usłyszeliśmy okrzyk radości. Znalazła papiery, które były nam potrzebne. Wręczyła nam je i zapoznaliśmy się dokładniej o co w tym chodzi. Vanessa dorzuciła że wysłała tam patrol 2 dni temu i do dziś nie wrócił. Czyli to znak, że coś jest nie tak. Podziękowaliśmy jej i od razu ruszyliśmy do podejrzanego miejsca.
Było już południe. Biegliśmy w danym kierunku. Kilkanaście minut później dostrzegliśmy jaskinię. W bezpiecznej odległości obserwowaliśmy ją. Było nadzwyczajnie cicho, jedynie szelest liści, gdy wiatr zawiał. Lorien dał znać, że pójdzie się rozejrzeć. Dałem mu wolną rękę, a sam obserwowałem wejście. Po dłuższym czasie Lorien wrócił i oznajmił, że w środku znajduje się coś, co emanuje mroczną energię. Podeszliśmy do wejścia. Chung chciał użyć Dreada jednak powstrzymałem mu tłumacząc, że ja się tym zajmę z powodu mojego mroku. Zgodził się i zdeklarował się na wartę. Wbiegłem do jaskini wraz z Śnieżynką. Przywołałem Cornwella i Mrocznego.
-No w końcu, już mi się nudziło!
- Odrzekł z wielką satysfakcją
-Co poradzę, że demony są na wyginięciu teraz.

-Mniej gadania więcej walczenia! Dawać mi krew demonów!

Mogłem się spodziewać iż tak będzie. Cóż nie pozostaje mi nic innego jak powoli zabijać i torturować demony. W końcu wyczułem obecność czegoś lub kogoś. Spojrzałem w tamtym kierunku. Dostrzegłem ledwie kontury postaci i te czerwone oczy, które były wlepione we mnie. Pobiegłem w jego stronę, a on uciekał. Uh rzadki widok, że demon ucieka przede mną. Kawałek dalej znajdowały się 3 tunele. Demon był podobny do człowieka, zatrzymał się na środku, wydawał swój głos i z tuneli powoli zaczęły wychodzić demony. Robi się ciekawie. Wychodziły i wychodziły końca widać nie było. Trochę zaniepokoiła mnie ta sytuacja. Było ich tysiąc.. Jak nie więcej. Jak one uciekły... Przecież każdy dokładnie zabijał i sprawdzał teren. To nie możliwe.. Mroczny już się cieszył na rzeźnie, ja w sumie też. Śnieżynka była trochę przestraszona jednak była gotowa do walki. Przyjąłem pozycję do ataku gdy wtedy... Demony oddały mi pokłon? Co to ma znaczyć? Mroczny też dziwił się, co jest grane tak jak Cornwell, Śnieżynka tylko pisnęła z zdziwienia. Patrzeliśmy na nich i wtedy jeden z demonów odrzekł "To jest nasz Pan i Władca. Oddajcie mu cześć!", a zaraz potem chór demonów krzyknął "To jest nasz Pan i Władca". Nie podoba mi się to... Podszedłem bliżej jednak na bezpieczną odległość.
-Co to ma znaczyć?
- Zapytałem stanowczym tonem. Dowódca demonów wstał i spojrzał na mnie. Wyglądał na doświadczonego i co dziwne był strasznie podobny do człowieka. Różnił się od reszty. Miał z tyłu skrzydła, miecz w ręce i uzbrojenie. Długie czarne włosy, złowrogie spojrzenie, krwistoczerwone oczy z czarnymi białkami. Jakby ktoś się przebrał za demona, jednak to nie to..
-Chcemy Ci służyć Panie, pokonałeś Rana, dla nas nie jest już władcą i chcemy byś Ty nami kierował.
- Co do cholery? Że ja? Człowiek który panuje nad demonami? Jak się dowódca i inni dowiedzą to wykopią mnie na zbity pysk z Hamel. Co gorsza ojciec pewnie też nie będzie zadowolony, gdyż od wieków walczymy z demonami.
-Służyć? Chyba wam się coś pomieszało. Nie zamierzam mieć z wami nic wspólnego. Ja jestem od tego by was zabijać, a nie rządzić.

-W takim razie nas zabij, bo nie mamy już gdzie wrócić.
- Proszą się o śmierć? Czyżby jakiś rozłam tam panował? Jednak chwila chwila... Mając demony po swojej stronie, dowiedziałbym się gdzie jest ojciec Chunga, mógłbym ich wykorzystać do walki przeciw Ranowi jak wrócą mu siły, miałbym znaczną przewagę nad innymi i każdy kto by mnie wkurzył bym posłał demony by zajęli się nim, a Mroczny będzie mieć cały czas dostęp do demonów. Hmm..
-Będziecie robić wszystko co wam powiem?

-Wszystko co rozkażesz Panie.
- Pochylił się.
-Dobrze więc. Niech wam będzie. Będziecie robić wszystko, co wam powiem.

-Tak!

Na początku kazałem im znaleźć miejsce gdzie będą mogli żyć bezpiecznie, mają zakaz atakowania ludzi i wychodzenia na zewnątrz oraz mają się dowiadywać wszystko na temat Rana, ojca Chunga i tego co planuje. Na wszystko przystał po czym odwrócili się i zniknęli w tunelach. Potem rozmawiałem z Mrocznym i Cornwellem o tym. Z jednej strony podzielali moje plany, a z drugiej jak ktoś się dowie o tym to uznają mnie za zdrajcę. Będę teraz kroczyć po cienkiej linii. Jeden błąd i wszystko się wyda. Wyszedłem na zewnątrz. Zbliżał się powoli wieczór. Lorien zapytał mnie, co tak długo tam robiłem. Odrzekłem, że trochę ich było i dlatego ta długo. Nie wypytywał o nic więcej na szczęście i wróciliśmy do Belder. Zawiadomiliśmy Vanessę, że się tym zajęliśmy. Gdy nam podziękowała za pomoc skierowaliśmy się do portu. Weszliśmy na okręt i płynęliśmy do Hamel. Siedzieliśmy na zewnątrz podziwiając gwiazdy i rozmawiając o zawodach. Śnieżynka zasnęła mi na kolanach. W sumie dziś dużo przeżyła. Mam nadzieję, że przyzwyczai się do mojego trybu życia.
W końcu dotarliśmy do Hamel. Było ciemno pewnie niedługo wybije dwunasta. Pożegnaliśmy się i skierowaliśmy do swoich domów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz