poniedziałek, 29 października 2012

Wpis5

Kolejny dzień, kolejne nudy, chociaż.. Dziś dokończę set więc nie będę musiał już łazić tam jak idiota. Zszedłem na dół, co dziwne na dole Śnieżynka w najlepsze się bawiła przy kominku. Pierwszy raz zdarzyło się by wstała szybciej ode mnie. Udaliśmy się na miasto. Mijaliśmy po drodze sklepy, domy, wojowników, mieszkańców. Wszystko wygląda na spokojne, jednak tak naprawdę to nie koniec naszej bitwy. Musimy uwolnić ojca Chunga i zabić tego Rana całego. Skierowaliśmy się do tzw "mrocznej dzielnicy" gdzie zwykle urzędują mordercy, pijacy, złodzieje, prostytutki i inni. Strach tu przychodzić, jednak od czasu do czasu kontrole tu wypada zrobić, bo coś mam przeczucie że olewają to miejsce. Gdy tak szliśmy, usłyszeliśmy krzyki za rogiem. Pobiegliśmy tam i ujrzeliśmy dwóch mężczyzn, co leżeli na ziemi i zwijali się z bólu. Przed nami stała osoba z bronią podobną do Chunga, a obok dziewczyna na ziemi siedziała. Czyli jednak patrol tu jest. Gdy osoba się do nas odwróciła zamarłem.
-Lorien?
- Spojrzał na mnie z zdziwieniem.
-Elsword co Ty tu robisz?

-Co ja tu robię? To samo miałem spytać Ciebie.
- Założyłem ręce i przyglądałem mu się. Chung w takiej norze? W ogóle, kiedy on kupił se nowe ciuchy? Nie żeby mi przeszkadzało, ale pasuje mu ten komplet. Nawet go nie poznałem idiota ja. Podszedł do dziewczyny, która siedziała wystraszona na ziemi. Pomógł jej wstać i razem wyszliśmy z tego miejsca. Nie musiał mówić nic, co tu robił ale i tak dziwiło mnie że tu był. Zresztą mam ważniejsze sprawy na głowie. Gdy znaleźliśmy się w mieście rozeszliśmy się w swoje strony. Skierowałem się do Glave zbierać kostki, a następnie na sekrety. Dziś koniec męczarni! Na sam koniec zostawiłem sobie Podziemia. Jak już przeszedłem wszystkie sekrety skierowałem się do Toma. Z radością wykuł mi nowe ręce. No teraz mi odpowiada nowe uzbrojenie. Wraz z Śnieżynką podeszliśmy do tablicy. Pierwsze co przykuło moją uwagę był Naszyjnik Maga o połowę tańszy niż zwykle chodzą. Jak okazja to się korzysta. Zakupiłem go sobie. Jednak dziś mam chyba szczęśliwy dzień.
Udałem się do Aranki, co dziwne nie było jej, a bilety leżały sobie. Hmm. Rozejrzałem się nikogo nie było. Wziąłem jeden do Hamel i się prze teleportowałem. Później mi się oberwie o ile się zorientuje. Gdy tylko znalazłem się w Hamel, głos Mrocznego rozległ się w mojej głowi iż Avalac chce się ze mną widzieć. Interesujące.
Było późne popołudnie, skierowałem się do domu, bo publicznie spotykać się z demonem nie będę. Gdy dotarłem do domu, udałem się do salonu i zamknąłem drzwi. Powiedziałem Mrocznemu iż Avalac może się zjawić. Nawet nie sekunda, a wrota do jego świata się otworzyły i wyszedł. Ukłonił się jak zwykle. Usiadłem w fotelu.
-Więc co Cię tu sprowadza.

-Wybacz moje najście Panie, ale wyczuliśmy energię Rana.
- Spojrzałem na niego zaciekawiony. - Dokładnie nie znamy jego położenia ale było to bardzo bardzo daleko. - Czyli ten dupek przeżył. Nie jest dobrze, trzeba go zabić i uratować ojca Chunga.
-Rozumiem.

-Jak tylko będziemy wiedzieć coś więcej od razu Cię powiadomimy
. - Machnąłem ręką iż rozumiem. Wziąłem sobie jabłko co leżało na tacy, na stole.
-A jak tam miewa się Issa?
- Przetarłem o rękaw owoc. Śnieżynka wskoczyła mi na kolana i wyciągnęła łapki przed siebie. Dałem jej owoc niech sobie zje, mimo iż sam chciałem to zrobić.
-Dochodzi do siebie.
- Spojrzałem pytająco. - Kazałeś ukarać ją najgorszą karą jaką mamy, a polega ona na biczowaniu ofiary aż do żywego, następnie polanie ran wrzątkiem wody, a następnie wypalanie blizn na ciele. - Oj chyba przesadziłem. Mam nadzieję, że jest w jednym kawałku. Wzdrygnąłem się gdy to usłyszałem, a małej zbierało się na wymioty. Zeskoczyła i szybko wybiegła z salonu.
-Wiesz mogłeś oszczędzić szczegółów.

-Proszę o wybaczenie.

Machnąłem ręką i kazałem odejść jeśli nie ma już nic do powiedzenia. Wrócił do siebie, a ja myślałem o tym wszystkim. Po kilku minutach Śnieżynka wróciła. Położyła się na dywanie, co leży pod stołem, jakby udawała trupa.
-Dobrze się czujesz?

-Nie... Zaraz dalej będę chyba oddawać, co zjadłam...

Biedna ona..
Zbliżał się wieczór. Siedziałem wygodnie w fotelu i przeglądałem kanały w telewizji, a mała piła herbatę ziołową obok fotela. Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. No masz... Kilka chwil później wbiegła do salonu Zekira i rzuciła się na mnie jakby mnie pół roku nie widziała. Zabrałem ja od siebie i spytałem, co jej się stało. Ta uśmiechnięta odparła, że się stęskniła i przytuliła się. 2dni... 2 dni i potem zamęczy na śmierć. Zresztą miło, że wpadła trochę sobie umilę czas. Do późnego wieczora romansowałem sobie z nią, a gdy już musiała iść niechętnie ją wypuściłem. Całe szczęście, że nie zapytała o demony, ale coś czuje, że wkrótce o to zapyta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz